REJESTRACJA
958 PL

957 PL

956 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Rozdział 963
Autor: Wielki160 dnia 22/11/19 16:04
Nakamowy wyjazd do Budapesztu
Autor: okiren dnia 21/11/19 22:58
Spamiliada 12
Autor: Devzan dnia 21/11/19 19:48
Nakamowi mikołaje?
Autor: Eikichi dnia 21/11/19 13:44
Story Cubes 11: Szklana Pogoda -..
Autor: Grigorij dnia 21/11/19 10:25
Nasza codzienność
Autor: Orzi dnia 19/11/19 19:29
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
Rozdział V



Luffy leżał samotnie na śniegu. Otworzył oczy. Nie zdążył nawet wstać kiedy jego trzewia przypomniały mu druga najistotniejszą w jego życiu rzecz: Jeść! Narządy wzroku pozwoliły zrozumieć, że jest noc a on znajduje się poza statkiem, daleko od przyjaciół. Co mózg Luffy’ego od razy przetłumaczył na: daleko od jedzenia. Słomiany wstał i strzepał z siebie śnieg.
- Jestem głodny! Sanji słyszysz?!- Ktoś klepnął Luffy’ego w bark.
- Niestety nie ma tu nikogo oprócz nas.- Powiedział Smith. Słomiany odwrócił się do niego i kiedy zobaczył, że komandoski nóż zmierza by przedziurawić mu plecy, natychmiast odskoczył.
- Ej! Co ty…
- Czekaj mały! Zanim mnie obrazisz, zauważ, że to moja praca. Więc spasuj odrobinę… Ok?- Luffy był lekko zdziwiony, zanim jednak zdołał odpowiedzieć John użył soru, znalazł się za Słomianym i rzucił w niego swoim sprzętem (nożem oczywiście). Luffy zrobił skok w bok i wydłużając obie ręce daleko do tyłu powiedział.
- Moja kolej!.- Ręce które jeszcze przed chwilą były dość daleko powróciły z niesamowitą szybkością i uderzyły w brzuch agenta.- Gomu Gomu no- BAZOOKA!- Smith pokoziołkował kilka metrów w tył i po zrobieniu salta stanął pewny siebie.
- To było dobre mały.- Mówił głaskając się po brzuchu, sprawdzając czy ciągle jest na swoim miejscu. Luffy zaczął biec w jego kierunku. Podbiegł wystarczająco blisko, rozciągnął jedną rękę w tył, a kiedy powróciła, uderzyłaby agenta w twarz gdyby ten nie zatrzymał jej lewą ręką, prawą natomiast wyciągnął ze swojej marynarki pistolet. Przyłożył go do nadgarstka ręki Luffy’ego i natychmiast odpalił. Ku jego pozorowanemu zaskoczeniu (agenci wywiadu zawsze pozorują zaskoczenie) kulka naprężyła skórę i wróciła prosto do lufy z której wyleciała rozwalając ją i cały pistolet na strzępy. To wszystko wydarzyło się niemal w ułamku sekundy. Luffy w tym czasie ciągle biegł. Kiedy w końcu znalazł się obok przeciwnika bez wahania wymierzył kopniaka z partyzanta w brzuch agenta. Smith podskoczył jednak i cios nie doszedł celu. Puścił rękę Słomianego i używając geppo znalazł się dziesięć metrów nad nim, kopnięciem w powietrzu uformował łuk energii, który następnie poszybował w kierunku Słomianego.
- Rankyaku!- Luffy odskoczył na kilka metrów, a kopnięcie energii agenta uderzyło w śnieg.
- Znam te ataki. Walczyłem już z podobnymi do ciebie.- Kiedy to mówił agent odbijał się w powietrzu.
- A tak słyszałem. Twoja załoga rozwaliła całe CP9, a sam ty pokonałeś Rob’a Lucy. Doprawdy niesamowite, lubiłem tego człowieka, tego jego gołębia zresztą też… Chociaż pamiętam, że raz narobił mi na moją marynarkę. W każdym razie ja nie należę do CP9.
- Ale też jesteś agentem?- Luffy mimo wszystko oprócz głodomorem był również „ciekawską dupą” a osoby powiązane z jego dawnymi przeciwnikami często zostawały jego przyjaciółmi bądź pomocnikami.
- Jeśli jesteś ciekaw to tworzę jednoosobowy wydział wywiadu CP10.
- Czemu jesteś sam? Może chcesz dołączyć do mojej załogi? Jesteś zajebiaszczy! Chcesz?! Będzie fajnie, Sanji to świetny kucharz.- Agent pokiwał przecząco głową.
- Przykro, ale nie mogę.- Luffy schylił się i dotknął ręką śniegu.
- Ok.
- Możemy już wrócić do walki? Tylko proszę nie załamuj się przez to, że odrzuciłem twoją propozycje.- Z Luffy’ego zaczęły unosić się opary.
- GEAR SECOND!- Wyprostował się. Ułożył rękę jak do ciosu.- JET PISTOL!- Krzyknął, a Johna w ułamku sekundy trafił niezwykle szybki prawy prosty Słomianego. Atak był na tyle silny, że agent poszybował do tyłu. Luffy nie czekając ani chwili znalazł się tuż obok lecącego w powietrzu przeciwnika, splótł palce obydwu rąk, zamachnął się nimi do tyłu i uderzył prosto w brzuch Smitha. Ten jednak sparował cios jedną ręką zatrzymując atak a drugą chwytając Słomianego za nadgarstek. Nogami dotknął podłoża, zatrzymał się, pociągnął rękę Luffy’ego w dół a następnie kopnął mu z lewego kolanka w głowę. Zamroczony lekko Słomiany dał mu czas na wyprowadzenie jeszcze jednego celnego podbródkowego. Luffy po tym ciosie natychmiast odskoczył i zauważył, że ciosy agenta jakoś zaskakująco dobrze działają na jego gumowe ciało, zupełnie tak jakby wcale nie był z gumy, tylko normalny. Smith uśmiechnął się i lekko zdyszany, wytarł ręką krew, która pociekła mu z wargi.
- Widzę, że jesteś nieco zdziwiony.- Luffy również stał zdyszany.- Widzisz w porównaniu z tymi idiotami z CP9 nie polegam tylko na rokushiki. Opanowałem dodatkową znajomość… haki.
- Co?
- Nie będę tłumaczył co to dokładnie jest, ale sam widzisz skutki. Moje ciosy zadają ci takie obrażenia jakbyś miał zwykłe, a nie gumowe ciało.
- Nie gadaj tyle, tylko walcz!- Luffy w jednej chwili znalazł się tuż przy przeciwniku, ten jednak używając soru jeszcze przed tym jak Luffy „pomyślał” (Luffy nie myśli…) o zbliżeniu się do przeciwnika, uniknął ciosu. Wyskoczył w górę i zaczął w powietrzu biec w pewnym tylko sobie znanym kierunku.
- Muszę znaleźć mój plecak. Nie było go blisko brzegu, ale Grendgrog musiał go gdzieś zrzucić.- Myślał Smith. Luffy tymczasem wyskoczył wysoko w przestrzeń.
- Gomu Gomu no… JET GATLING GUN!- Masa niesamowicie szybkich ciosów prawie dosięgła celu, Smith jednak serią szybkich zwrotów w powietrzu, używania soru i geppo uniknął wszystkich ataków.
- Dobra zanim dobiegnę do plecaka musze go jeszcze trochę osłabić.- Myślał dalej John. Wylądował na ziemi i ze swojej pochwy wyciągnął ów dziwny miecz, który okazał się być tak naprawdę rewolwerem… o lufie tak długiej jak ostrze miecza. Chwycił go do dwóch rąk, trzymając zupełnie choćby był to shotgun i wycelował prosto w Luffy’ego, który opadając na ziemie krzyczał.
- JET STAMP!- Śnieg w którym stał jeszcze sekundę temu Smith oberwał od tego ataku. John odbezpieczył pistolet, nacisnął spust i wrył się głęboko w ziemie. Luffy natomiast dostał bezpośrednie trafienie w prawy bok, pocisk jednak zamiast odbić się od niego jak to się działo zwykle, tym razem przeleciał na wylot zostawiając bolesną (cholernie bolesną) ranę. Padł na ziemię, a Smith puściwszy broń na śnieg, dmuchał na zbolałe od siły wystrzału ręce. Broń której używał była jego najsilniejszą bronią daleko-dystansową. Rewolwer marki „Speed, Drill & Sting”, zasługiwał na swoją nazwę. Amunicja którą się go ładowało miała kształt długiej, dwu calowej śruby o ostrej końcówce. Gigantyczna lufa i specjalny mechanizm o działaniu znanym tylko doktorowi Vegapunk’owi, rozpędzał pocisk do absurdalnej prędkości ponad trzech machów, czyli około trzech tysięcy km/h. Odrzut był tak silny, że tylko naprawdę silni ludzie (o wytrzymałych rękach, których nie było im szkoda) mogli dzierżyć tą broń. Warto było. Zniszczenia jakie szerzyła nie były za bardzo przyjemne dla obiektu na który została wymierzona, można nią było zastrzelić Pacyfistę tak choćby był kaczką. Smith wyskoczył, chciał otwartą dłonią zadać śmiertelny cios w głowę leżącemu na ziemi Luffy’emu. Słomiany w ostatniej chwili zrobił unik i chwyciwszy dwoma rękami za barki przeciwnika uderzył go z tak zwanej „bani” prosto w czerep. Smith zrobił salto w tył i dźwignął swojego gnata. Luffy, który widział już jak to draństwo działa, natychmiast, zanim jeszcze broń została odbezpieczona, użył soru i znalazłszy się koło agenta, uderzeniem pięści w jakiś sposób ułamał spust.
- Kuźwa! Myślisz, że jak pozbyłeś się mojej broni to mnie pokonasz?!- Smith wyraźnie zdenerwowany swoim położeniem, doskonale wiedział, że w takiej sytuacji musi dostać się do swojego plecaka, albo będzie prowadził wyrównaną walkę z kapitanem słomianych. Nie mógł sobie na to pozwolić, wyrównana walka oznaczała, że mógłby zginąć, a na to nie może sobie pozwolić.
- Hahahaha! Boisz się panie agencie?
- Za dużo myślisz mały.- Musiał odwrócić jego uwagę. Potrzeba mu było jakiegoś prostego planu, który zadziałałby na takiego idiotę jak Luffy. Wyciągnął rękę i palcem wskazał coś w powietrzu.- Patrz potwór!
- Gdzie?- Luffy popatrzał się do tyłu.- Nic nie widzę… Ej słyszysz?!- Odwrócił się, ale nikogo już tam nie było.
- Debil. Co za debil.- Smith znajdował się już daleko, ale był pewien, że mały go znajdzie. Po dłuższej chwili poszukiwań znalazł się koło swojego plecaka. Zaczął w nim szperać i wyrzucać przeróżne przedmioty: działa, karabiny wszelkiej maści, chyba każdy rodzaj broni białej. W końcu na jego twarzy pojawił się uśmiech szaleńca, wyciągnął coś i zaczął obracać w dłoniach.- Hehehe… Zwycięstwo jest już moje. Nie myślałem, że będę musiał zastosować aż takie środki, ale jak mus to mus.- Tymczasem gdzieś bliżej brzegu gigantyczny snop światła przeciął niebo. Coś się działo. Shnekner przestał się bawić, ale to nie miało teraz znaczenia, Smith miał swoja robotę. Luffy chwilkę później dogonił przeciwnika. Stanął naprzeciw niego i powiedział głosem osoby zdeterminowanej.
- Znalazłem cię. Teraz cię załatwię!- John odwrócił się i przyjął gardę. Zrobił jakby taki wypad w bok, lewą dłoń miał otwartą, w drugiej trzymał jednoręczny, obosieczny miecz jian*.
- Nie powiedziałbym…- Luffy widocznie chciał zaatakować, gdy nagle jakaś nie do końca widoczna smuga powietrza prawie przebiła mu głowę, poleciał kilka metrów do tyłu. Smith nie czekał. Używając soru znalazł się tuż obok Słomianego, kopnął go z pół obrotu używając jednocześnie rankyaku. Luffy’emu nie udało się zblokować tego ataku. Wylądował jednak w miarę pewnie na śniegu. Mróz, głód, zmęczenie i ziejąca w boku dziura dawały mu się ostro we znaki, musiał załatwić tego kolesia, najlepiej jak najszybciej tylko się da... Smith zamachnął się mieczem, jego ostrze jakby znikło z oczu Słomianego, instynktownie zrobił unik a śnieg na którym jeszcze przed chwilą stał został przecięty na pół.
- Co to jest?
- Chcesz wiedzieć?- Cisza… jednak Smith jako ten… jakby nie patrzeć czarny charakter musiał nacieszyć się tą chwilą tryumfu. Musiał odpowiedzieć.- To miecz którego ostrze zostało potraktowane Shinkū- Shinkū no mi (owoc próżni). Dzięki temu można go używać jako dowolnie zmieniającą kształt broń białą oraz dystansową.- Mina Luffy’ego mówiła: Nie rozumiem.- Prościej mówiąc… mogę używać cięć i pchnięć jak tylko chce… Dobra dość tej gadaniny! Wracajmy do walki!- Ostrze zmaterializowało się na swoim dawnym miejscu.- Pchnięcia na niego nie działają… chociaż gdybym zmienił kształt na cieńszy i ostrzejszy zarazem, to mógłbym go podziurawić jak sito...- Myślał agent wykonując skok ku Słomianemu. Ciął z boku. Luffy schylił się czym uniknął cięcia. Kopem chciał wytrącić ostrze z ręki przeciwnika, jednak ten chwycił ręką za jego nogę i wyrzucił w powietrze. Luffy nadmuchał się i skręcił po czym krzyknął.
- JET STORM!- Natychmiast odwinął ciało i wyprowadził niesamowitą ilość ciosów w kierunku Smitha. Jego ostrze zdematerializowało się, a on kręcąc nad sobą kółka rękojeścią stworzył coś w rodzaju próżniowej tarczy, od której wszystkie ataki Luffy’ego po prostu się odbijały. Luffy jednak nie przestawał napierać. Nie dawał za wygraną. John upadł na jedno kolano.
- Kurwa…- Tarcza pękła, a on dostał z burzy ciosów. Kiedy Słomiany skończył spadł na ziemię i podszedł do wgniecionego teraz do śniegu agenta CP10. Najwyraźniej był co najmniej nieprzytomny, jeśli nie martwy. Luffy wyciągnął obie ręce w górę.
- WYGRAŁEM!!! UŁAAAAA!!!- W tym momencie jego tors został przeszyty bardzo cienkim próżniowym strzałem. Obejrzał się jeszcze raz na agenta, ten siedział z wyraźnym uśmiechem na ustach i mieczem wyciągniętym w jego stronę. Ostrza nie było widać.
- Mam cię!- Luffy nie zdążył się ruszyć a próżniowa smuga wróciła i przeszyła go od strony pleców przebijając mu płuca, a potem cały proces powtórzył się jeszcze kilka razy i Luffy był jak ser z bardzo małymi dziurkami na które była nawleczona nić. John szarpnął miecz w tył, pociekła krew, mnóstwo krwi... Ciało Słomianego zostało prawie rozszarpane na strzępy. Gear wyłączył się automatycznie. Miecz zmaterializował się do normalnej postaci. Smith próbował wstać, udało mu się. Opierał się na ostrzu. Luffy leżał skąpany w bólu, śniegu i swojej krwi. Próbował wstać. Przewrócił się na brzuch i z całej siły napierał żeby tylko móc znowu stanąć na nogach. Agent przyglądał się tym próbom, miał połamane co najmniej sześć żeber i lewą rękę, pluł krwią i z chwili na chwile był coraz bliżej kapitana Słomianych kapeluszy. Luffy wstał.
- Nie dam się!- Rozciągnął rękę do tyłu, ale tylko na jakieś trzy metry, ręką wróciła i uderzyła w śnieg przed zbliżającym się przeciwnikiem… był zbyt zmęczony.
- Nie masz już sił.- Smith oddychał ciężko- Przegrałeś pogódź się z tym i zemdlej w końcu.
- Nigdy!!!- Luffy rozpoczął ostatnią szarżę na przeciwnika, chciał go uderzyć pięścią w twarz, jednak John po prostu go wyminął i przeciągnął mu mieczem po plecach. Rozniósł się krzyk, a potem nastała cisza. Luffy leżał nieprzytomny w opłakanym stanie, a jego przeciwnik siedział mu na plecach i czekał aż przyjdzie ktoś kto pomoże mu w dojściu do siebie.
- Tylko mi czasem nie umieraj mały. Mamy cię dostarczyć żywego, jesteś kapitanem.

Kiedy Chopper się obudził zauważył jedynie leżącego obok niego Brook’a.
- Jej, gdzie jesteśmy? To chyba ta fajna wyspa (Chopper lubi jak jest dużo śniegu) przy której zakotwiczyliśmy.- Myślał wstając na nogi. Zauważył jeszcze leżącego na brzuchu gdzieś w zaspie Franky’ego.
- Ej chłopaki wstawajcie!- Poklepał racicami po kościach policzkowych kościotrupa.- Brook wstawaj! Dzieje się coś złego, a wszyscy śpicie! Brook!!!- W pustych oczodołach pustka tak jakby zmieniła sposób bycia pustą. Nagle szkielet powstał, zrzucając przy tym pokładowego lekarza na ziemię.
- Yohohohoho! Witam. Co się stało?- Chopper odetchnął. Ktoś wstał, a to oznacza, że nie był sam (przynajmniej rozpatrując ten problem na płaszczyźnie przytomności). Mimo, że wzrost kolegi go trochę przerażał i czuł się przy nim jak mrówka przy słoniu, to mimo to jego stosunki z kościotrupem miały pozytywne tło, Brook potrafił pięknie śpiewać i w razie jakiś urazów wystarczył jedynie jakiś mocny klej i mleko. Żadnego szycia, grzebania we wnętrznościach, flakach… nic, po prostu idealny pacjent, z którym mógłby sobie poradzić byle modelarz. Chopper zamienił się w formę Heavy point.
- Chodź Brook musimy obudzić Franky’ego.- Razem z Tylko Kośćmi dźwignęli mechanika i położyli bezpiecznie na plecach. Okazało się, że leżał pod nim Zoro… jego też wyciągnęli.
- Yohohoho! Przyjaciele wstawajcie! Och wstawajcie! Powitajcie ten piękny… tą piękną noc! Yohohoho!- Medyk dał szermierzowi i mechanikowi po jednym porządnym liściu w pysk, ale ani jeden ani drugi nawet nie drgnął. Pokiwał przecząco głową do Tylko Kości. Ten chwycił się za brodę i zamyślił się głęboko, prawie tak jak głęboki jest rów Mariański.
- Chopper’rze… Yohohohoho! Znam ten przypadek, widziałem już ten rodzaj nieprzytomności, kiedy jeszcze miałem ciało.
- Tak? Co trzeba zrobić?- Brook przykucnął i przełknął ślinę, a raczej przełknął by ją gdyby miał gruczoły ślinowe.
- Masz może łopatę?- Te pytanie wyraźnie zdziwiło lekarza, pokiwał przecząco głową.
- Tak jak myślałem… Wtedy mieliśmy łopatę, ale myślę, że noga też się nada… Tak to się chyba (Yohohoho!) uda.- Wstał- Mój kochany lekarzu, proszę odsuń się.
- Dobrze, ale jeśli mogę jakoś pomóc…
- Dam sobie radę sam mój mały. Yohohohohoho!- Chopper odsunął się od leżących kolegów. Tylko Kości podszedł do Franky’ego, zrobił wymach nogą do tyłu tak jakby składał się do kopnięcia.
- Wybacz przyjacielu.- Powiedział, po czym kopnął z całych sił w klejnoty rodzinne mechanika. Rozległ się pisk podobny do tego kiedy umalowana, gruba żona prezesa widzi w swojej kuchni szczura. Oczy Franky’ego łzawiły a on wyskoczył jak z procy i poleciał na jakieś trzy metry, tarzając się w śniegu sprawdzając jednocześnie potężnymi rękoma czy wszystko jest na swoim miejscu. Nie było… Brook dysponował iście demonicznym kopem…
- Coś ty zrobił?!!!- Mechanik brzmiał jak piszczałka. Chopper normalnie sikał by ze śmiechu gdyby usłyszał jak ten wielki facet mówi w taki sposób, ale teraz stał nieruchomo, a na twarzy malowało mu się cierpienie. Nie zdążyła paść odpowiedź, a Zoro usiadł cały zdyszany i spocony. Powoli odwrócił głowę do kolegów.
- Ale miałem koszmar… Ktoś tak mocno walnął mnie w jaja, że ja pierdole…- Wtedy zobaczył Franky’ego, który skulony podszedł do Tylko Kości i chwycił go za kołnierz.
- Czemu…?
- Yohohohohohohohohohohohohohohohohohohohohohohohohoho! Nie dało się was dobudzić, więc musiałem użyć mocniejszych środków.- Franky’emu z bólu i nerwów oczy latały we wszystkich kierunkach, ciągle łzawił i piszczał jak dziewczynka. Puścił kołnierz kolegi.
- Ale do jasnej cholery! Dlaczego mnie a nie tego… tego marimo!?- Zoro natychmiast wstał z miejsca, już miał zadać cios, ale w porę od tyłu chwycił go Chopper.
- Chyba nie uderzysz kolegi?- Franky zadał pytanie. Zoro totalnie poważnym i wkurzonym głosem odpowiedział mechanikowi.
- Za „Marimo” to nawet żonę pobije!
- Ale teraz już spokojnie, Franky w końcu nie chciał.- Uspokajał Chopper.
- Musze reagować! To przezwisko jeszcze się przyjmie i na listach gończych zamiast: Roronoa Zoro; będzie pisać: Marimo. Nie pozwolę na to!- Brook spojrzał się na szermierza z ukosa a to co powiedział uciszyło go na dobre i już nie marudził.
- Trzeba powstrzymywać nerwy, słyszałem (Yohohoho!), że podobno nerwusom spełniają się koszmary, a tego byśmy chyba nie chcieli… Prawda? Yohohohoho!- Zoro był cicho, ale Franky dalej szalał/piszczał z wściekłości.
- Zadałem pytanie! Dlaczego uderzyłeś mnie a nie... Zoro?! Czemu?- Biedak… tak bardzo cierpiał. Brook odwrócił się do niego i po radosnym „Yohohohoho” odpowiedział bardzo poważnym, niezwykłym dla niego głosem.
- Uznałem, że Zoro będzie jeszcze chciał mieć dzieci…- Franky umilkł, szczęka zaczęła mu dygotać, na wszystkie strony. W końcu zebrał w sobie dość odwagi by zadać pytanie.
- Czyli ja już… Nie mogę? Małe Frankusie... i w ogóle…Nie…?- Brook spojrzał się na mechanika, a gdyby jego twarz była wyposażona w skórę i mięśnie mimiczne to twarz grajka wyglądała by jak kogoś kto mówi rodzicom o śmierci ich dziecka w wypadku motocyklowym.
- Czyli…- Franky dalej próbował.
- Niestety, to pewne.- Mina mechanika zbladła, jednak nie chciał się poddać.
- No… no, ale mogę jeszcze sobie, wiesz od czasu do czasu…?- Jego głos, który ciągle brzmiał jak piszczałka dodatkowo drgał teraz jak sejsmograf przy ośmiu stopniach Richtera. Brook ze smutkiem w oczodołach pokiwał poziomo głową.
- Wątpię żeby wszystko działało tak jak kiedyś… ale ciągle możesz sikać.- Skulony w pół z bólu mechanik upadł na kolana, na szczęście podszedł do niego Chopper i delikatnie klepnął kilka razy w plecy.
- Spokojnie Franky. Zobacz ty jesteś mechanikiem, ja lekarzem… Zobaczysz razem coś wymyślimy.- Oczy Franky’ego miały w sobie taką pustkę, taką zapaść, że można by w niej zmieścić cały statek i to taki duży, a nie jakiś mały.- Popatrz Franky! Ja załatwię jakieś chrząstki, żyłki. Ty jakieś śrubki, zawiasy i będzie działało.- Zoro podszedł do lekarza.
- Zostaw go, musi się z tym oswoić… w końcu jakby nie patrzeć stracił przyjaciela.
- Yo!
-Kto to?!- Zoro wystartował choćby salutował. Daleko w nocnym krajobrazie było widać dwie, świecące, żółte gałki oczne. Wszyscy (oprócz biedaczka) ustawili się w jakiś mniej lub bardziej zgrabny szyk.
- Pokaż się kimkolwiek jesteś!- Zoro czuł jakiś dreszcz mówiący mu o tym, że w niedalekiej ciemności czai się potężny przeciwnik, możliwe, że nawet szermierz. Chciał coś powiedzieć, ale uprzedził go Chopper.
- Uwaga! Kimkolwiek on jest… To na pewno nie jest człowiek…

*Rodzaj chińskiego miecza, którego używa się do treningu tai-chi.
bullet Napisane przez Komimasa dnia 02 czerwiec 2011 · Kategoria: FANFIKI NOWE ·
· 1 komentarz · 1868 czytań · Drukuj

grzesiek199608 (dnia 03 czerwiec 2011 08:23:03) #1
1663
Szalone. trochę śmieszne, trochę nudne, ale ogólnie nawet, nawet.

Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
8,021,150 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony