REJESTRACJA
958 PL

957 PL

956 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Rozdział 961
Autor: Kaioken dnia 16/11/19 22:41
Story Cubes 11: Szklana Pogoda -..
Autor: Weather dnia 16/11/19 21:01
Nakamowy wyjazd do Budapesztu
Autor: Devzan dnia 16/11/19 17:32
Cenzura wyszukiwania w Google i ..
Autor: Trace dnia 15/11/19 11:05
Cykl Mastodoński - luźne gadanie
Autor: Szczery dnia 14/11/19 19:32
Spamiliada 12
Autor: SLAWO89 dnia 14/11/19 00:21
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
Mort in Mari rozdział 5


Postacie, oprócz uprzednio poznanych:
- Bibliotekarz, do człekokształtnych należący.
- Cała zgraja postaci nowych, spadającym okrętem przybyłych.



Kierownik Studiów Nieokreślonych zjawił się w gabinecie Nadrektora jako ostatni. Wpadł z rozmachem do pomieszczenia z wyglądem człowieka, któremu się nie śpieszyło, lecz dla pozorów poświęcił chwilę pod drzwiami na przybranie odpowiednio zziajanej postawy. Pierwszym, co zauważył, były dostarczone już przez nocną kuchnię przekąski. Można wymagać od maga, aby podjął się działania w środku nocy, lecz nie można od niego wymagać, aby podjął się działania o pustym żołądku. Dopiero gdy Kierownik z prędkością osiąganą zazwyczaj przez spadające obiekty niebieskie zapoznał się już z wyborem serów, jego oczy objęły resztę sceny.
Zebrało się tutaj już pełne senackie grono Uniwersytetu, oraz dwie inne osoby. Cała zebrana tutaj, ośmioosobowa grupa, łącznie miała komplet ubioru na trzy osoby. Dominowały braki w skarpetkach, nieskompletowany dobór szat i ogólna szlafrokowatość. Jedynymi wyjątkami tutaj byli Brook, który był w pełni ubrany, oraz Bibliotekarz, który był w pełni nagi.
Nie należałoby jednak tego rozumieć jako jakąkolwiek bezwstydną manifestację. Ridcully byłby ostatnią osobą, która pozwoliłaby personelowi chodzić po Uniwersytecie na golasa. Byłoby to przede wszystkim niehigieniczne. Jednakże Bibliotekarz wyłamywał się ze wszelkich zasad z racji faktu, iż był orangutanem*. Oczywiście, można by próbować nakłonić go by nosił jakieś ubranie, lecz to niechybnie prowadziłoby do upokarzających rezultatów, a upokorzenie Bibliotekarza zazwyczaj kończyło się czyjąś poobijaną czaszką .
- Ach, jest i Kierownik Studiów. Doskonale. – Ridcully emanował wręcz obrzydliwą rześkością, jak na godzinę drugą w nocy. – Skoro już jesteśmy w komplecie to zaczynajmy. Otóż, panowie, postawiono przed nami wyzwanie magiczne...
- Mustrum, to naprawdę nie mogło poczekać do rana? – Dziekan ziewnął potężnie. Miał na sobie gruby szlafrok, który czynił go wyglądającego jak wełniany balon. – I co tu robi ten szkieletor? Myślałem, że już się go pozbyliśmy.
- Postawiono przed nami wyzwanie magiczne... – Powtórzył z naciskiem Nadrektor – Któremu nie zdoła podołać nikt oprócz najtęższych umysłów naszego świata.- A w każdym razie najtęższych, dodał w myśli. – Nie ma więc z czym zwlekać, bo jeśli nie my, to kto się tego podejmie. Wiedźmy? A może kapłani, albo gildia alchemików?
To podziałało. Wizja przypisania sobie zasług przez inne grupy społeczne otrzeźwiła magów i skłoniła ich nawet do chwilowej przerwy w spożywaniu przekąsek.
- No to mówże, co jest na rzeczy? – Zapytał Wykładowca Run Współczesnych, który jakoś nie miał dobrego humoru.
- Otóż panowie, poproszono nas o przywołanie Śmierci...
- No, to kolejna świetnie wykonana robota za nami. – Pierwszy Prymus uśmiechnął się w stronę Brooka, po czym wyraźnie zaczął kierować się ku drzwiom. Powstrzymał go ostry głos Nadrektora.
- Nie, nie tego! Ani się ważcie mi wyjść! Nie chodzi nawet o, że tak to ujmę, naszego zwyczajowego Śmierć. Chodzi tu o kogoś całkiem innego, o Śmierć z innego świata!
- A niby jak zamierzasz tego dokonać? – Kierownik Studiów Nieokreślonych, jako typowy przedstawiciel ruchu prokrastynacyjnego, lubił subtelnie przemieniać ‘my zrobimy’ w 'ty zrobisz'.
- Cóż, umiemy przywołać istotę z innego świata, prawda? Tak przywołujemy Śmierć. Grunt to znać lokalizację, a o to już zadbałem. Kiedy wy wylegiwaliście się w swoich łóżkach...
- Kto w swoim łóżku ten w swoim łóżku... – Mruknął Wykładowca Run Współczesnych, którego ubiór był najmniej kompletny, Oprócz niezbędnego kapelusza zawierał bowiem jedynie szlafrok narzucony na gołe ciało. Temperatura w pomieszczeniu nagle spadła o kilka stopni, gdy zebranych przejęła lodowata zgroza. Do samego faktu celibatu podchodzono wśród magów dosyć poważnie, zaś sama idea naruszenia go przez wiekowego członka senatu uczelni, poczyniła dość spore spustoszenie w głowach magów, wyczerpując wszelkie zawarte w nich pokłady wyobraźni.
- Erhm – odchrząknął Dziekan, po długiej chwili ciszy – Chcesz nam coś powiedzieć, Runisto...?
- Tylko tyle, że nie powinno się ludzi tak nagle wzywać jak ucinają sobie drzemkę w kąpieli. – Oficjalnym tonem zakończył Wykładowca Run Współczesnych. W powietrzu dało się odczuć powiew ulgi.
- Ehm tak... Jak już mówiłem, kiedy wy wylegiwaliście się w łóżkach... I wannie, co poniektórzy – dodał pośpiesznie Nadrektor – Ja podjąłem już odpowiednie kroki przy pomocy Bibliotekarza, który użyczył nam swoich zdolności prowadzenia poszukiwań w L-Przestrzeni – Machnął dziwnie jaskrawym tomiszczem, które objętością i przypuszczalną strawnością treści przypominało cegłę – I oto przed wami trzymam grimmoir z innego świata. Tak, magiczną księgę z uniwersum naszego kościstego koleżki.
Wskazał ruchem dłoni na Brooka, który zdawał się w ogóle nie reagować na typowe rozmowy i dyskusje magów. Zdawał się nie reagować na nic, po prostu siedział w fotelu i tylko jakimś chwilowym ruchem czy westchnieniem zdradzał, że wciąż – z braku lepszego słowa – żyje.
- Ze świata... animacji? – Zdziwił się Pierwszy Prymus.
- Tak, tym bardziej trudne nasze zadanie. Musimy zgłębić sposób działania ichniej magii, by odkryć skąd przywołuje się ich śmierć. - odparł Nadrektor, tonem jakby obwieszczał zapowiedź interesującej wycieczki, po czym zatarł dłonie energicznie – No, to bierzmy się do roboty!
- Czy tego nie powinien wykonać młody Stibbons? To chyba część jego obowiązków? – Kierownik Studiów Nieokreślonych pochwycił ostatnią deskę ratunku. Reszta opornego grona magicznego przytaknęła. Zawsze dało się zrzucić ciężar nudnych zadań na młodego Stibbonsa. Tak jakby po to tu był... Na ogół.
- A właśnie, czemu go tu nie ma? – Dziekan rozejrzał się, odnajdując fakt absencji członka grona profesorskiego z mieszanką zadowolenia i oburzenia niespotykaną nigdzie indziej, niż u władz wyższych uczelni. – Wygląda na to, że Stibbons się wymigał...
- Ha, specjalnie nie mieszałem w to Myślaka Stibbonsa, bo z pewnością zaraz użyłby do tego tej swojej myślącej maszyny! – Nadrektor prychnął wzgardliwie – A przecież to by było zbyt łatwe, sami też musimy czasem coś osiągnąć.
- Tak, z pewnością byśmy nie chcieli ułatwić sobie pracy... – westchnął Pierwszy Prymus.
- Weźcie przykład z Kwestora, do demona! Czy usłyszałem z jego ust choć jedno słowo skargi?
- Oczywiście, że nie. Bo Kwestor śpi! – oskarżycielsko zawołał Dziekan, zanim ktokolwiek o większej lojalności zdołał znaleźć w jego opasłym cielsku żebra, by go pomiędzy nie szturchnąć.
Istotnie, Kwestor od dłuższej chwili smacznie drzemał, w czym najwyraźniej nie przeszkadzała mu pozycja wertykalna. Spod ronda kapelusza zwisał mu pompon szlafmycy, kołyszący się z każdym oddechem. Dopiero głośny krzyk Ridcully'ego przywrócił maga do świadomości. Przynajmniej fizycznie, gdyż jeśli chodzi o Kwestora, psychicznie nigdy nie była to sprawa jasna.
- No, to bierzemy się za pracę! Pokażcie mi swój duch walki! - Zachęcająco uśmiechnął się Nadrektor, podczas gdy reszta magów ruszyła do zastawionego księgami stołu, z mruczeniem wskazującym (nie w sposób oczywisty, rzecz jasna) gdzie Ridcully może sobie wsadzić tak zwany duch walki.
- Uuk! - Ridcully poczuł skórzastą dłoń ciągnącą go za rękaw szlafroka. Spojrzał na dół, prosto w otoczone rudą sierścią oblicze Bibliotekarza, który drugą dłonią wskazywał na mocno oblegany przez magów wózek z jedzeniem.
Ridcully westchnął. No tak, zapomniał o najgorszym.
- Obawiam się panowie, że pracujemy z całym zestawem książek bibliotecznych. Na prośbę Bibliotekarza i z szacunku dla tych dzieł, zmuszony jestem wnieść zakaz na pożywianie się w trakcie ich studiowania.
Gniewne pomruki o dziwo poprawiły mu nastrój. Jakim w końcu byłby Nadrektorem, gdyby nie był w stanie wkurzyć swoich podwładnych?



Mortimerowi dłuższą chwilę zajęło wygrzebanie się spod niewątpliwie ciężkiego obiektu, jakim był okręt bojowy marynarki. Zaskakujące dla niego samego było to, jak go ta sytuacja rozbawiła. Świat, w którym statek może tak po prostu spaść z nieba. Jakież to... nietypowe. Pimpuś oczywiście już dawno wydostał się spod wraku. Nie był to koń, którego można by było powstrzymać jakimkolwiek obiektem cielesnym.
Mort szybko jednak spoważniał, próbując rozeznać się w obecnej sytuacji i przebiegu wojny. Jego ostre jak brzytwa zmysły prześledziły otoczenie, chcąc poznać aktualny rozkład sił.
Nie zdołał. To miejsce było najzwyczajniej w świecie zbyt dzikie. Tam biegał i darł się wniebogłosy jakiś młodzieniec z rozciągniętymi kończynami, tutaj wylatywali w powietrze marynarze uderzeni podmuchem powietrza z mrugnięcia rzęs jakiegoś... Nie, udawajmy, że to nie istnieje. Tam olbrzymy przyjmowały szturm, z tyłu dziwne multum bliźniaczo podobnych mocarzy strzelało światłem z wnętrza swych dłoni, doprowadzając do eksplozji chyba wszystkiego, co eksplodować nie może, tutaj jakiś cyrk w pasiastych kostiumach zbierał się wokół człowieka o ewidentnym wyglądzie błazna, tam grupa czegoś co przypominało zombie atakowało pod komendą czegoś, co Mort początkowo wziął za radosny, festyniarski balon. Tu chyba szalała burza piaskowa z hakiem i cygarem a tam...
Mort zesztywniałby z grozy, gdyby nie fakt, że był sztywniakiem z samej definicji. Za to wszyscy inni najwyraźniej zesztywnieli każdy z określonym uczuciem na twarzy, sprawiając na Morcie wrażenie, jakby czas się właśnie zatrzymał. Ale i wydarzenie było szokujące. Na jego oczach właśnie działo się morderstwo na Białowąsym. I co gorsza, rozpoznał zabójcę. Długowłosy łysolec, z pokracznym tatuażem na twarzy. Mort nie znał jego imienia, lecz ten mężczyzna płynął wraz z nimi, to jeden z pirackich kapitanów sprzymierzonych z siłami Newgate'a. Przyjaciel. Sojusznik. A teraz jego broń wbijała się w ciało Białowąsego, spływając jego krwią. Dokonała się zdrada.
Mortimer jednakże natychmiast się opanował... A raczej nie stracił opanowania ani na chwilę. To się nie zdarza komuś, kto w zasadzie naturalną koleją rzeczy nie posiada emocji. Nie, nie był to cios śmiertelny. Znaczy był, ale nie jak na tutejsze, mocno nietypowe standardy. Zwyczajny, normalnie wyglądający człowiek z pewnością byłby w stanie teraz tylko wycharczeć swe ostatnie słowa, być może z pewną dozą plucia krwią. A tymczasem Białowąsy... Żył dalej. Gdyby Mortimer nie wiedział, co wydarzy się za pół godziny, to skłonny byłby przyznać, że ten człowiek jest nieśmiertelny. Chwilę później bowiem Newgate wybaczył swemu niedoszłemu zabójcy**, a potem... Choć ciągle bryzgał krwią z przelotowej rany, Białowąsy ruszył do walki.
Nie. Ruszył do zniszczenia.


Słońce już wzeszło wysoko, kiedy magowie w końcu ukończyli pracę nad rozszyfrowywaniem zasad działania magii obcego świata. Nie była to dla nich najlepsza noc. Ze względu na ich wiek oraz status społeczny pozwalający na wszelkie wygody, mieli w zwyczaju przesypiać całą noc i większość dnia. Tutaj zaś, ręką Nadrektora, odebrane im zostało podstawowe i niezbywalne dotąd prawo do bycia starym leniem. W dodatku Mustrum Ridcully niemalże bez ustanku krzyczał na nich, wytykając im błędy w jakichś mało istotnych dziedzinach sztuki thaumaturgicznej, które przecież i tak nie przydają im się w życiu, a raczej nie przydawałyby się, gdyby Nadrektor pozwolił im nic nie robić.
Najgorszy był jednak głód. Nadrektor pod wpływem chwilowej litości pozwolił tylko na kwadrans przerwy śniadaniowej koło siódmej. Dla zawodowego, głodnego maga kwadrans na pożywienie się, było mniej więcej tym samym co dla biegacza pół stopy na wzięcie rozbiegu.
Zapoznawszy się z wynikiem badań, przekazanym mu przez człapiącego półsennie Pierwszego Prymusa, Ridcully uśmiechnął się szeroko, prezentując podejrzaną wręcz przytomność. Dyskusja na ten temat pośród reszty magów zakończyła się przekonaniem, że z pewnością albo musiał gdzieś złapać chwilę snu, albo po prostu nie jest człowiekiem.
- Brawo, chłopcy! Doskonale – zawołał, po czym, zdawałoby się bez żadnych stanów pośrednich, wyraz zadowolenia na jego twarzy został zastąpiony przez wściekłość - Dziewięć godzin na odkrycie formuły przywoławczej! Gdzie ja się znajduję?! Na największej magicznej uczelni na całym Dysku, czy w jakimś krawędziowym magicznym technikum trzeciej kategorii? To mają być największe thaumiczne umysły tego świata? Wstyd!!
- To był skomplikowany i złożony proces, Mustrum. – Chciał zawołać w obronie Pierwszy Prymus, lecz zamiast tego jedynie to wymruczał – Oczywiście, gdybyśmy byli wyspani i głodni, uczynilibyśmy to może godzinę albo dwie krócej...
- Raczej dekadę albo dwie dłużej! Gdyby nie głód to za nic byście się nie zmotywowali żeby to w ogóle skończyć! – Ridcully z kieszeni swej szaty, którą w międzyczasie założył, wysunął drugi arkusz – W pięciu robiliście przez dziewięć godzin to, co jeden człowiek z nowomodną maszyną zrobił w kwadrans!
- Zabawne... – zamamrotał Wykładowca Sztuk Nieokreślonych – Jestem taki śpiący, że wydawało mi się, że on powiedział, że Myślak znalazł już dawno rozwiązanie...
- Bo tak było! Znalazł i poszedł spać, co wy już powinniście zrobić dawno temu. Myślałem, że pokażecie że nie jesteście gorsi od HEX-a. – Nadrektor przestał krzyczeć, zamiast tego westchnął i przeszedł na ton zawiedzionego nauczyciela - Wolałbym nie musieć tego wam mówić, ale jak tak dalej pójdzie, to taniej będzie wynająć dwóch takich Stibbonsów niż was wszystkich! A już na pewno zaoszczędziłoby się na pożywieniu...
Ta kąśliwa uwaga wywołała powszechny pomruk. Jak się okazało, pochodzący wprost z pustych żołądków magów, których ci mieli przypuszczalnie po cztery. Całe grono profesorskie, rzucając gniewne spojrzenia na Ridcully’ego, wstało i ospale ruszyło do jadalni, gdzie podawano właśnie uczciwe śniadanie. Takie, które ciągnie się aż do pory obiadowej. Za nimi, znacznie bardziej rześko, ruszył Nadrektor.
- Tak jest panowie, pora się najeść bo przed obiadem czeka nas przywoływanie istoty magicznej z innego świata! – oznajmił radośnie.
- Mustrum... Jedno zasadnicze pytanie, jakie ciśnie się na usta. – odparł Dziekan – Po co?
To wyraźnie zaskoczyło Ridcully’ego. Zwyczajnie dotąd mu nie przyszło do głowy aby zapytać Brooka, o co w tym chodzi. Obrócił się jeszcze w stronę swojego gabinetu, gdzie w fotelu drzemał ów szkielet, puszczając nosem niehigieniczną bańkę. Co mogło być jego celem? Chciał dokonać zemsty, czy też ocalić kogoś przed śmiercią? Nadrektor zerknął ponownie na trzymaną przed nim formułę przywoławczą. Cokolwiek by nie było celem Brooka, stoi przed nim spora przeszkoda.
Do przywołania potrzebowali własności Śmierci.


Mortimer z pewną satysfakcją przyjmował fakt, że tak naprawdę nie wie co wydarzy się za chwilę. Bo jak przewidzieć fakt, że jeden cios pięści Białowąsego może dokonać zniszczeń na całym Marineford? Albo że piraci zostaną zmuszeni do odwrotu przez deszcz palącej magmy, dodatkowo niszczący flagowy okręt Białowąsego? Albo jak przewidzieć zdarzenie pokonania giganta przez chłystka, którego ręka nagle nabiera rozmiarów pięciometrowej kamienicy? Ani tym bardziej, że jeden krzyk tego młodzika spowoduje omdlenie wielu zaangażowanych w walkę osób? Mort stanowczo był zagubiony w tym kłębowisku ludzkich losów, nie był w stanie być pewien już czegokolwiek. Co na swój sposób przybliżało go do niemalże podniecenia.
CÓŻ ZA ESKCYTACJA! pokonując kolejnego żołnierza zawołał do braci Decalvan, którzy odpierali ataki wysokiego oficera o dziwacznym, psim wyglądzie JAKIM CUDEM WY, LUDZIE, JESTEŚCIE W STANIE ODNAJDYWAĆ ŻYCIE NUDNYM?
- Nuda? Ha! W Nowym Świecie to słowo zwyczajnie nie istnieje! – zawołał inny walczący w pobliżu pirat. Wnioskując po tym, że nosił na głowie wielką ośmiornicę, Mort zmuszony był uwierzyć w jego słowa.
Odpierali szturm marynarki, spełniając rozkaz Edwarda Newgate’a. Mieli pomóc Luffy’emu, bo tak miał na imię gumowy młodzieniec, w dotarciu do platformy egzekucyjnej. Mort chciał mu użyczyć do tego celu Pimpusia, lecz Luffy nawet go nie zauważył, gdy mknął naprzód. O dziwo, to szaleństwo mogło mu się udać, zważywszy na to jak duże siły Białowąsy skoncentrował na zadaniu wspierania go. Co w sumie zastanawiało, czemu ktoś tak potężny jak Newgate, sam tego nie dokonał? W końcu, o ile dało się to stwierdzić, było tutaj dużo o wiele potężniejszych jednostek od gumowego chłopca, z samym Białowąsym na czele. Mortimer ogłuszył kolejnego przeciwnika, po czym rzucił spojrzeniem w stronę platformy, z której nagle rozbłysło złociste światło...
NIEMOŻLIWE... powiedział sam do siebie. Gumiak był już na samej platformie egzekucyjnej. Dokonał tego, czego cała armada pirackich statków nie zdołała dokonać w ciągu tej bitwy. Osiągnął wyznaczony cel.
Szkoda tylko, że przeszkodziła mu ta dziwaczna, złota statua która zjawiła się tu znikąd... O, kolejna ciekawa sztuczka. Przybranie formy gigantycznego balonu, odpierającego atak, no któż by pomyślał? Naprawdę nie dało się nudzić w tym świecie.
Platforma egzekucyjna runęła, lecz w chwili w której z rozbłysku ognia wyfrunęła sylwetka oswobodzonego z więzów Ace’a, straciło to całkiem na znaczeniu. Marineford wypełniło się rykiem wydobywającym się z setek pirackich gardeł. Udało się! Dowódca drugiej dywizji Białowąsego, Portgas D. Ace, został odbity z rąk Światowego Rządu.
Tylko Mort nie uległ tej chwili szczęśliwości. Coś tu się nie zgadzało. Czuł to wszystkimi swoimi ponadnaturalnymi zmysłami. Zagrożenie istniało dalej.
PANIE HERRINGTON! krzyknął do swojego podwładnego, który pod wpływem chwili również zaczął krzyczeć i wymachiwać swym, ciężko było nie zauważyć, mocno zakrwawionym rapierem NIECH SIĘ PAN OPANUJE I WYDA ZAŁODZE KOMENDY! TO JESZCZE NIE KONIEC! MUSIMY POWSTRZYMAĆ EGZEKUCJĘ!
- Ale przecież egzekucja już... – zaczął pierwszy oficer, lecz dziwnie uniesiony Głos kapitana odebrał mu pewność zwycięstwa.
Mort spojrzał przed siebie. Pomiędzy dymem, ogniem i poległymi piratami zauważył jego. Admirała Akainu. Wręcz bolesna dla oczu czerwień czystego gniewu otaczała tego człowieka, dla którego sprawiedliwość zawsze równała się okrucieństwu.
KAT JESZCZE NIE SPOCZĄŁ, PANIE HERRINGTON.

Magowie, zazwyczaj stanowiący pełne dumy, wyższe władze Niewidocznego Uniwersytetu, obecnie stanowili raczej rozrywkę dla niemałej części jego społeczności. Nieczęsto bowiem widuje się Pierwszego Prymusa chrapiącego z twarzą w misce z musem jabłkowym, czy też Dziekana pracowicie przeżuwającego swój posiłek przez sen. Dwie osoby z grona wykładowców opuściły jednak to widowisko, wychodząc wcześniej ze śniadania. Pierwszą z nich był Myślak Stibbons, który będąc przyzwyczajonym do codziennego, pogardliwego ignorowania ze strony starszych magów, dziś z niewiadomych sobie przyczyn został skonfrontowany z dziwnie wrogim pogardliwym ignorowaniem ze strony starszych magów.
Drugą zaś był Nadrektor Ridcully, który powrócił do swego gabinetu. Bibliotekarz znów tu był, z troską zbierając porozrzucane przez magów książki. Brook wciąż siedział w fotelu, lecz z braku powiek czy chociażby oczu, ciężko było stwierdzić czy śpi. Niemniej jednak poderwał się na nogi, kiedy Ridcully energicznie trzasnął drzwiami.
- Złe wieści, przyjacielu. – zaczął poważnie mag – Naprawdę nie wiem do czego Ci to całe hokus-pokus ze Śmiercią, ale nie będzie to takie łatwe. Brakuje nam pewnego elementu.
- Elementu? Chodzi o jakiś mistyczny składnik zaklęcia i tak dalej? – Upewnił się szkielet.
- Tak jakby, tak jakby... – Ridcully pokiwał głową – Widzisz, ta magia której musimy użyć, podobna jest trochę do naszej sztuki voodoo. Oczywiście nie tej zakazanej części, która zawiera wskrzeszanie martwych jako zombie i tak dalej – Dodał tonem, jak gdyby obwieszczał, że psy szczekają a krowy muczą - Aby przywołać jakąkolwiek istotę z tamtego świata, musimy skoncentrować jej energię na powiązanym z nią obiekcie, przywołując do niego całą resztę osoby. Mówiąc krótko: Obawiam się, że nie jesteśmy w stanie zrobić czegokolwiek, dopóki nie otrzymamy jakiejś części należącej do tej konkretnej Śmierci.
- Aha. - Szkielet nie wyglądał na szczególnie zmartwiony tą wieścią. Zamiast tego sięgnął do wnętrza swojej czaszki i wyciągnął z niej kawałek skorodowanego łańcucha - Jego dłonie były tym spętane. Nada się to, być może?
- A skąd ty u demona masz coś takiego...? - Ciężko było wprawić Nadrektora Niewidocznego Uniwersytetu w stan osłupienia, lecz Brookowi się to prawie udało. Nie doceniwszy jednak wagi tej chwili, Brook usiadł z głośnym westchnieniem, po czym rozpoczął...
- Uuuk! - dobiegł ich głos orangutana. Bibliotekarz ostrożnie odłożył trzymany przez siebie stos książek, po czym ułożył swe skórzaste dłonie każdą prostopadle do drugiej, czyniąc z nich jakby dużą literę 'T'. Uczyniwszy to wybiegł chybotliwym krokiem z gabinetu, po to aby po chwili wrócić do niego z dużą torebką fistaszków. Usiadłszy wygodnie na krześle, dał dłonią znak Brookowi, aby ten rozpoczął swą opowieść.
Bibliotekarz, jako znawca dobrej literatury, umiał rozpoznać kiedy zaczyna się ciekawa retrospekcja. Nie zamierzał więc jej przegapić.


Koniec rozdziału 5



* Kiedyś Bibliotekarz był człowiekiem, lecz w wyniku magicznego wypadku przemieniony został w orangutana. Nowa forma przypadła mu do gustu tak bardzo, że stanowczo zaprotestował przeciwko próbom przywrócenia go do dawnej postaci.
** Zadziwiające, jak doskonale nosił się dźwięk w tym miejscu. Pomimo iż było to pole nieustannej walki, cały dialog dawał się słyszeć nawet ze znacznej odległości. Mortimer podejrzewał w tym udział jakiejś wyjątkowo sprawnej ekipy nagłośnieniowej.
bullet Napisane przez Komimasa dnia 02 czerwiec 2011 · Kategoria: FANFIKI NOWE ·
· 1 komentarz · 1533 czytań · Drukuj

Jackie777 (dnia 03 czerwiec 2011 05:16:44) #1
816
Stibbons nie stał się w końcu Kierownikiem Studiów Nieokreślonych? Tak tylko pytam. Do tego, o ile pamiętam, Bibliotekarza można było czasem spotkać w zielonym szlafroku Pfft
Co do reszty - niekiedy przydałaby się beta (robisz czasem niepotrzebne powtórzenia), ale całość czyta się naprawdę szybko i lekko Grin

Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
8,010,006 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony