REJESTRACJA
958 PL

957 PL

956 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Cenzura wyszukiwania w Google i ..
Autor: Trace dnia 15/11/19 11:05
Nakamowy wyjazd do Budapesztu
Autor: Rudzish dnia 14/11/19 20:29
Cykl Mastodoński - luźne gadanie
Autor: Szczery dnia 14/11/19 19:32
Spamiliada 12
Autor: SLAWO89 dnia 14/11/19 00:21
Story Cubes 11: Szklana Pogoda -..
Autor: Orzi dnia 13/11/19 13:03
Story Cubes 11: Szklana Pogoda
Autor: Weather dnia 13/11/19 12:28
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
Rozdział VI



Z ciemności wynurzyła się lewitująca w powietrzu postać. Zdecydowanie był to mężczyzna, około 1,90m, szeroki w barkach, blady i naznaczony szwami na całym ciele. Białe włosy o długości… na oko czterdziestu centymetrów zostały starannie spięte w kucyk i zwisały na plecach wampira. Jego nos musiał być wielokrotnie łamany, bo wyglądał jak schody i to długie. Dwa odbijające światło księżycowe, kły obnażały się naszym bohaterom, a żółte ślepia z lekceważeniem nań spoglądały. Na potężnej, odsłoniętej klatce piersiowej wygrawerowany został napis „Silence bitches!”. Przy boku zwisała katana. Cała ta sytuacja była by dramatyczna gdyby nie ubiór viceadmirała. Otóż nie zdążył on zmienić ubrań od pobudki jaką sprezentował mu jego sierżant Woolbunny i z tego też powodu wyglądał jak wyglądał. Franky któremu widać wróciła energia (a przynajmniej tyle by normalnie mówić) szturchnął łokciem spoconego Zoro.
- Czy ty też to widzisz?- Szermierz odwrócił w jego kierunku swój czerep.
- No pewnie, przecież stoi przed nami.- Mechanik pokręcił głową.
- Chodzi o jego ubranie… Jest ubrany w długie, niebieskie spodnie z pidżamy… Dodatkowo w żółte kaczuszki, takie jak do kąpieli.- Zoro przetarł oczy.
- Rzeczywiście… i jeszcze te kapcie w kształcie króliczków.
- I powiewającą na wietrze pelerynę- Wtrącił Chopper- również w kaczuszki…- Każdy wampir powinien mieć założoną na sobie pelerynę, wszyscy to wiedzą. Wampir bez tej części ubioru to jak „dupa” bez „d”, albo żółw bez skorupy, cały wampiryzm leci na łeb na szyję jeśli krwiopijca nie ma założonej peleryny… nawet jeśli jest niebieska i w kaczuszki. Shnekner delikatnie wylądował na śniegu.
- Viceadmirał Viktor von Shnekner. Czy mam do czynienia z Roronoa Zoro, Tony Tony Chopper’em, Franky’m i Tylko Kości Brook’iem?- Towarzysze popatrzeli się po sobie. Szermierz wyciągnął katany. Mechanik odbezpieczył lewe ramię. Lekarz zażył rumble ball, a grajek wydobył z siebie radosne „Yohohoho!”
- Tak. To my.- Odpowiedział Zoro.
- Dobrze, wszystko się zgadza. Teraz mogę się wami zająć.- Zoro bez słowa ruszył naprzód, chciał ciąć z boku, jednak viceadmirał bez emocji uderzył pięścią w brzuch szermierza. Siła ciosu była wystarczająca by Zoro pociekła krew z ust. Wampir chwycił przeciwnika za nogę i rzucił w stronę Chopper’a. Lekarz szczęśliwie chwycił pokrzywdzonego.
- Weapons left!- Cieśla wypuścił grad pocisków wprost na Shnekner’a. Ten jednak uskoczył w bok. W tym samym momencie zauważył szkielet mijający go z obnażonym mieczem.
- Hanauta sanchou… Yahazu giri!- Miecz zniknął w swojej pochwie, a na torsie viceadmirała pojawiła się rana świadcząca o cięciu.
- Litości…- Powiedział sam do siebie wampir. Nie zdążył jednak obrócić głowy i dostał z pięści lekarza (będącego w formie Heavy point) w plecy… to jednak nic nie dało, stał w miejscu, natomiast Chopper’a wyraźnie bolała dłoń.
- Ałaaaa! To boli! Co to było?
- Tekkai plus moje haki.- Wampir schylił głowę, katana Zoro świsnęła mu nad nią chwilę po tym. Zoro wyprowadził jeszcze kilka cięć te jednak nie sięgnęły celu. Viktor zniknął nagle i pojawiwszy się obok lekarza kopnął go w głowę. Chopper odleciał na kilka metrów w tył. Brook chciał swym ostrzem przebić viceadmirała ten jednak chwycił ostrze w dłoń i wyrzucił Tylko Kości wysoko w powietrze. Franky w tym czasie wziął głęboki oddech, zaciągnął się powietrzem i wypluł w przeciwnika sporą ilość gwoździ.
- Master Nail!- Zoro w tym samym momencie dwoma mieczami stworzył łuk energii, który poszybował wprost na wampira.
-Nana-Jyuu Pound Hou!- Wampir wyleciał w górę, a dwa zasięgowe ataki spotkały się w miejscu w którym wcześniej stał. Lecąc minął spadającego Brook’a. Zatrzymał się i rozpoczął pościg za kościotrupem, kiedy znalazł się tuż obok niego chwycił go za nogę po czym spadając zrobił razem z nim jakieś dwadzieścia salt w przód i wyrzucił grajka by ten roztrzaskał się o ziemię. Impet uderzenia stworzył krater o średnicy dwóch metrów, głowa Brook’a wbiła się w grunt a nogi wystawały wysoko nad krater.
- Trzeba go czymś zając i uderzyć z większą siłą razem. Inaczej nie mamy szans.- Poinformował wstający lekarz.
- Ja go czymś zajmę… nie wiem pogadam z nim chwilkę albo coś innego, a wy coś wymyślcie.- Powiedział szermierz po czym podbiegł bliżej w kierunku wampira który właśnie wylądował na ziemi. Zoro zgiął ramiona w znak „X”.
- Oni Giri!- Wampir nie zdążył zrobić uniku, zamiast tego krzyknął:
- Tekkai!- Cios jednak dosięgną celu i znak cięcia pojawił się na torsie przeciwnika.
- Twoich ciosów powinien się obawiać, reszta dużo mi nie zrobi.- Poinformował niewzruszenie Shnekner.- Ale wynik walki i tak jest przesądzony. Jestem…
- Nie bądź taki pewien! Hyaku-Hachi Pound Hou!- Trzy miecze stworzyły wielką masę energii która poszybowała w kierunku wampira. Ten jednak zgiął rękę jak do ciosu i uderzył prosto w spiralę energii lecącą na niego.
- Haki punch!- Cios został odbity wprost na wychodzącego z krateru Brook’a. Tylko Kości poleciał kilkanaście metrów dalej i wbił się w jakąś zaspę.
- Chyba nie jesteście zbyt dobrze wychowani? Co?! Dość tego!- Shnekner przyjął gardę jak do walki wręcz. Prawą nogę wysunął lekko do przodu, lewą ugiął w kolanie. Dłonie trzymał otwarte z palcami zakrzywionymi do środka. Jedna ręka była wyprostowana a druga zgięta, łokciem dotykając żeber z dłonią skierowaną ku górze.
- Chi Kempo!**- Krzyknął wampir. Zoro zdał sobie sprawę, że sam już nie da rady, więc czekając na plan kolegów spróbował zagadać jakoś przeciwnika.
- Czekaj czy ty nie powinieneś czasem walczyć używając miecza? W końcu jesteś szermierzem.- Wampir uśmiechnął się.
- Nie jestem żadnym gównianym szermierzem jak ty.
- To po gówno ci ten miecz?!
- Nie nazwałbym tego mieczem. My wampiry nie możemy używać mieczy, a przynajmniej tych zwykłych. Te całe dwadzieścia jeden wielkich coś tam wytrzymują naszą siłę, ale cała reszta rozpada się po zaledwie pierwszym uderzeniu.- Na twarzy Zoro pojawił się lekki uśmiech.
- Czyli twój miecz należy do O-wazamono! Świetnie! Zabiorę go gdy tylko zdechniesz!- Viktor pokręcił przecząco głową.
- To żaden z tych cały O-waza coś tam! A ty nie możesz mnie zabić! Jestem wampirem debilu, nieśmiertelnym wojownikiem…
- Wystarczy kołek!- Przerwał viceadmirałowi Franky a z jego prawej ręki wystawał kołek z drewna, prawdopodobnie dębu. Shnekner użył soru i uderzył szponami mechanika w brzuch, dłoń prawie przeszła na wylot.
- Sheeeeehahahaha! Teraz spróbuj!- Franky chwycił lewą ręką wampira za głowę a kołkiem z prawej wystrzelił w jego serce. Ten jednak wyrwał się z jego uścisku a kołek trafił w głowę biegnącego z pomocą Brook’a. Tylko Kości przewrócił się na plecy i wyszeptał.
- Yohohoho…! Czemu ciągle ja…?- Chopper przemienił się w formę Jumping point i kopnął z pół obrotu viceadmirała. Dostał, ale cios był za słaby. Lekarz zmienił formę na defense point, a chwilę później został wykopany daleko naprzód i wylądował na Brook’u. Franky osunął się na ziemię. Zoro podbiegł do przeciwnika mającego dobić przyjaciela i wycelowawszy trzema mieczami w jeden punkt na plecach przebił go na wylot.
- Gyuuki Yuzume!- Shnekner wybił się wysoko w powietrze, zabierając ze sobą Zoro który nie puścił swoich katan.
- Spieprzaj!- Nagłą zmianą toru lotu pozbył się szermierza i jego ostrzy, dziura ziejąca mu w miejscu gdzie normalny człowiek ma serce nie przeszkadzała mu w ogóle. Zoro wylądował na śniegu tuż obok mechanika.
- Wstawaj stary.
- Już, już- Franky wstał na obie nogi.- Dobra weź tą rękę! Mogę walczyć.- Chopper razem z Brook’iem, który znajdował się na granicy życia i śmierci podbiegli do pozostałych.
- To wampir i to czystej krwi, nie mamy szans!- Powiedział stanowczo Brook.
- Przecież dajemy nawet radę. Franky masz jeszcze takie kołki?
- Jasne.
- To git. Widzisz wszystko pod kontrolą, jeszcze chwila i padnie martwy.
- Nie! On się tylko z nami bawi. Słyszałem co nie co o wampirach. Tych czystej krwi zostało już tylko dwóch, dwóch samców z dwóch szlacheckich rodów. Oni nie są tacy słabi!
- Sheeeehahahaha! W rzeczy samej. Dobrze słyszałeś i masz racje, tylko się z wami bawię.- Shnekner, który uwielbiał być stroną mającą przewagę nad przeciwnikiem, wisiał w powietrzu jakieś piętnaście metrów nad nimi i śmiał się szyderczo.- Zostały już tylko dwa rody. Mój ród Shnekner’ów i przeklęty, durny ród tego bęcwała Vlada… ród Postal’i. W tym nas czystej krwi zostało jedynie dwóch. Oprócz nas jest jeszcze kilku wampirów pół krwi… tak zwane nasze potomstwo, które zachowało druzgocącą siłę i nie obawia się światła słonecznego, ale straciło nieśmiertelność i umiejętność latania. Jednak już dawno jawnie nie działaliśmy i ciekawi mnie skąd masz te informacje.- Brook zastanowił się głęboko.
- Kiedyś znajoma mi załoga została rozbita w pył przez Vlada von Postal’a. A moja rodzinna wyspa padła ofiarą twojego cholernego potomstwa Shnekner!
- Ciekawe, którzy to byli synowie… Cóż pewnie to Duke i Ahab… Ale to było jakieś 50 lat temu.
- Ciągle pamiętam i zamierzam wymierzyć ci sprawiedliwość!
- Cóż moi synowie już tacy byli. O ile pamiętam wytropiłem i zabiłem ich ze 40 lat temu, całkiem niedawno W każdym razie w nagrodę za determinacje i wiedzę na nasz temat zamierzam pokazać wam mój miecz.
- Dowel cannon przygotowane Zoro.
- Chopper ty w trybie jumping spróbuj zwabić go na dół. Używa miecza więc ja i Brook zajmiemy się nim a potem Franky dobije go kołkiem. Zrozumiano?!
- Tak jest!
- No nawet w miarę, kołkiem go tylko…
- Sam zetnę mu ten łeb!- Tylko Kości był wyraźnie zdeterminowany, nie wiedział jednak podobnie jak reszta co chowa pochwa miecza wampira.
- Przed państwem Hikari no tō!*- Viceadmirał wyciągnął miecz z pochwy, ale nie było widać żadnego ostrza, tylko sama rękojeść.
- On se jaja z nas robi?- Zoro jak i reszcie opadły szczęki. Niewzruszony tym wampir uniósł rękojeść nad głowę, chwycił ją obiema rękami i wydarł się najgłośniej jak umiał.
- NA POTĘGĘ POSĘPNEGO CZEREPU!!! MOCY PRZYBYWAJ!!!- Nagle po krótkiej chwili, która dla naszych bohaterów ciągnęła się w nieskończoność, z rękojeści miecza wystrzelił słup niebieskawej energii. Był szeroki na jakieś półtora metra i długi na dwa kilometry w górę. Zdyszany Shnekner drwiąco zagadał do Słomianych, którzy stali teraz i gapili się na ów miecz jak ciele w namalowane wrota.
- Wiecie co to jest?! To plazma sword! Zrobiony na zamówienie specjalnie dla mnie od doktora Vegapunk’a… niestety praca nad pacyfistami przerwała badania nad ograniczeniem długości ostrza i dlatego waży ono teraz z jakieś dwadzieścia ton i ma jakieś dwa kilometry długości.
- Bardzo nieporęczne ostrze! Nic tym nie zdziałasz!- Krzyczał ciągle jeszcze zdziwiony szermierz, reszta ciągle stała w osłupieniu.
- Gówno! Ta broń przetnie i rozdupi na kawałki wszystko wedle mojego widzimisie. A teraz… Czas umierania!


Tymczasem na „Third punch” Runny zajadał swoją porcję obiadu. Była noc, ale on jako pierwszy oficer i reszta ludzi z nocnej zmiany był przyzwyczajony do życia w nocy. Dla ciekawych: sierżant Woolbunny należał do tak zwanej: „zmiany cało-dobowej” nikt już od dawna nie widział kiedy ten facet ostatnio spał. Yonda mówił coś o szóstym lipca z przed trzech laty, ale mało kto mu wierzył, dla załogi Woolbunny był po prostu przykładem człowieka całkowicie oddanego swojej robocie, bez czasu na nic innego. Do kuchni wszedł pokładowy kozioł ofiarny pan Victim. Grzecznie zasalutował, czym odrobinę przestraszył Runny’ego (to taki szybki ruch, że każdy mógłby poczuć się chociaż odrobinę zaniepokojony) i powiedział.
- Kontradmirale Batista!
- Tak?!- Tak głośny krzyk to jest dopiero straszny. Runny prawie wylał swoja zupę.
- Proszę wyjść na pokład, już prawie dotarliśmy do Bido-bado-bodo.
- Dobrze już idę, ale proszę nie krzycz tak głośno, wiesz, że na naszym statku nie jest to wskazane zachowanie.
- Dobrze kontradmirale, ale dobrze pan wie, że możemy mówić tylko w nocy bo w ciągu dnia nam nie wolno. My z nocnej jeszcze jakoś wytrzymujemy, ale dzienna zmiana już nawet przestała mówić przez sen, zapomnieli jak używać języka. Proszę o zrozumienie.- Runny wstał od stołu i wytarł ręce ścierką.
- Dobrze rozumiem, ale jako oficer powinienem być dla was bardziej surowy.- Odszedł od stołu i poszedł w kierunku drzwi.
- Nie tędy sir, pokład jest w druga stronę…
- Dobrze już idę, idę. Pokaż mi co się stało marynarzu i kończę obiad.- Wyszli na pokład. Do wyspy zostały może niecałe 500 sążni. Widać było słup energii wystający wysoko ponad wyspę.
- Viktor musiał się wkurzyć, albo dobrze się bawi.- Skomentował widok kontradmirał Runford Batista.- Musimy tam zejść, prawda marynarzu?
- Cóż to pan tu wydaje rozkazy, mi się nie wydaje żeby…- Nagle pan Victim dostał mokrą szczotą prosto w nos, jakichś dwóch starszych marynarzy zwijało się na podłodze ze śmiechu.
- Koniec gadania Viki! Do roboty pierdoło!
- Przepraszam. Tak jest zawsze kontradmirale, odkąd tutaj trafiłem wszyscy mnie wyśmiewają.
- Proszę o spokój na statku.- Głos Runny’ego nie był zbyt przekonywujący, ale marynarze z „Third punch” respektowali pierwszego oficera i nie zamierzali się mu narażać.
- Jak tylko dopłyniemy musimy zejść na ląd… To źle, nie lubię walczyć.- Ktoś mały i zielony podszedł do dwójki marynarzy.
- Niestety twój obowiązek jako tymczasowego kapitana tego statku to jest.
- Wiem Yonda, wiem. Nic. Jak tylko zakotwiczymy obok wyspy…- Runny pomyślał przez chwilę.- Czterdziestu ludzi ma znaleźć i zbadać okręt nieprzyjaciela. Ja… i dwudziestu innych których wybierze… Sierżancie Woolbunny.- Niski murzyn pojawił się przed Runny’m niemal natychmiast.
- Tak jest!
- Po pierwsze… nie krzycz tak, proszę. A po drugie zbierzesz mi dwudziestu ludzi, ma tam się znaleźć pułkownik Kolugoski i ty, a oddział ma się składać z wykwalifikowanych strzelców. Dziesięciu niech jest wyposażona w broń przeciwko użytkownikom diabelskich owoców. Reszta wedle uznania.
- Tak jest sir!... Tak jest sir.
- Dziękuje za okazany mi szacunek.- Runny odwrócił się do Yondy- Mogę dokończyć zupę?
- Myślę, że zdąży pan zanim do wyspy zdążymy dopłynąć.- Kontradmirał odszedł do kuchni gdzie dokończył zupę.


Shnekner machnął swoim plazmowym mieczem do przodu. Zoro kreśląc cięcie trzema mieczami naraz, krzyknął.
-Hyaku-Hachi Pound Hou- Po czym spirala powietrznej energii poszybowała w kierunku zmierzającego ku bohaterom giga-ostrza. Atak szermierza nie miał jednak szans i rozbił się o plazmowy miecz zwyczajnie znikając gdzieś w przestrzeni. Zoro odwrócił się do kumpli.
- Spieprzamy!- Nie musiał długo czekać, koledzy niemal natychmiast znikli mu z oczu. Słomiani rozbiegli się na boki a cięcie viceadmirała odcięło półwysep na którym się znajdowali od reszty wyspy.
- Sheeeeehahahahahaha!!! Zdychać gówna!- Franky złożył ręce równolegle do siebie a między nie włożył coś podobnego do litery „T” z nóżką skierowaną na zewnątrz.
- Najpierw trzeba go osłabić. A przede wszystkim wyrwać mu ten przeklęty miecz!- Chopper sprawdził ile czasu zostało mu do końca działania rumble ball.
- Chłopaki nie zostało mi już dużo czasu, jakaś minutka.- Brook z obnażonym mieczem przeszedł obok lekarza.
- Spokojnie, umierając pierwszy nie zobaczysz śmierci przyjaciół.- Mina renifera świadczyła o załamaniu. Shnekner przewrócił rękojeść w bok i ciął nisko, jakiś metr nad ziemią w kierunku szermierza i cieśli.
- AAAAAA!!!- Przeszło przez powietrze. Plazmowy miecz swoje ważył, nawet dla wampira, krzyki były więc niezbędne żeby go używać.
- Wal w to gówno Franky!- Mechanik wycelował i wyrzucił ze swojego „między-rękowego działa” kule skompresowanego powietrza.
-Coup de Vent!!!- Powietrzny pocisk rozbił się o nadchodzące ostrze, ale zdołał je odrobinę spowolnić i zmienić kąt cięcia na większy przez co leciało ono teraz bardziej w górę. Zoro w skupieniu oczekiwał na zbliżający się do nich atak. Dwa miecze zostały schowane w pochwach, a on sam trzymał je w taki sposób by w jak najszybciej je wyciągnąć. Kiedy giga ostrze zbliżyło się już na jakieś trzy metry, a Franky zsikał się w majtki, szermierz bardzo szybkim ruchem dobył mieczy i w dwóch miejscach ciął plazmę.
- Nito-Ryu Iai… Rashoumon!- Atak dosięgną celu i podzielił plazmowy miecz na trzy części, w tym dwie nie znajdujące się w stałym kontakcie z rękojeścią wyparowały w powietrzu. Zdyszany Zoro stał teraz wyprostowany jakieś dwadzieścia metrów od wampira
- Idiota który nie potrafi używać miecza nie powinien go nawet wyciągać.- Viceadmirał roześmiał się, a jego miecz urósł na powrót do swoich poprzednich rozmiarów.***
- Mała podpowiedź. Jeśli chcecie żebym pozbył się swojej broni, macie dwa wyjścia. Pierwsze: Rozwalicie rękojeść w której jest źródło mocy, a drugie prostsze.- Wszyscy stali cicho i słuchali w milczeniu. Przeciwnik który ujawnia swoje słabości nigdy nie żyje za długo. Takie sytuacje trzeba wykorzystywać.
- Tak?- Nie wytrzymał napięcia Franky.
- Drugim sposobem jest oddanie mi pokłonu i poproszenie abym wyłączył swój Hikari no tō.- Wszyscy pokręcili głowami.
- Wybieramy sposób pierwszy. Yohohoho!- Odpowiedzieli wszyscy w jednym czasie, a „Yohohoho” dodał Tylko Kości. W tym momencie z zaspy nieopodal zeskoczył Usopp w samych batkach. Biegł on tak szybko jak tylko potrafił, chociaż słowo „biegł” nie oddaje całości, bardziej pasuje „zapierdalał” i to z „!”. Wyraźnie zmierzał w kierunku Thousand Sunny który znajdował się nieopodal miejsca w którym toczyła się walka Słomianych i viceadmirała. Przeleciał z szybkością pioruna obok przyjaciół i z każdym z nich wymienił tylko jedno spojrzenie prosto w oczy. Przyjaciele uśmiechnęli się do siebie kiedy ich minął.
- Yosh!!! Już wiemy co robić!- Zawiadomił Zoro.
- Nie wiem kto to był, ale chyba nikt istotny…- Powiedział sam do siebie Shnekner.- Zajmę się nim na końcu. Tylko, że Leckter miał się chyba nim zająć… Potem go opieprzę, teraz moja robota.- Franky odbezpieczył lewe ramię.
- Weapons left!- I wypuścił grad pocisków w kierunku wampira, ten aby uniknąć ataku odleciał kawałek na lewo- Za daleko.- Pomyślał Zoro i machnięciem dwóch mieczy zaatakował przeciwnika „Nana-Jyuu Pound Hou”. Wampir unikając ataku przesunął się lekko w prawą stronę.- Prawie idealnie- Pomyśleli wszyscy razem.- Teraz do tyłu…- Szermierz szybkim ruchem znalazł się pod viceadmirałem i przy użyciu obrotu wokół własnej osi wytworzył wielka trąbę powietrzną.
- Tatsumaki!- Krzyknął a Shnekner oberwał, jednak nie na tyle mocno by odniósł jakieś poważne obrażenia. Zoro pobiegł prosto przed siebie w stronę przeciwną do statku. Shnekner dźwignął miecz do góry i impetem uderzenia swojego ostrza chciał zmiażdżyć szermierza. Nie zauważył, że Brook gdzieś zniknął, ale już niedługo miał się przekonać gdzie kościotrup się znajduje. Kiedy wampir uniósł rękojeść wysoko ponad głowę i miał już zaczynać wyprowadzenie cięcia, z tyłu za nim pojawił się Tylko kości, który jako, że był lekki wyskoczył wysoko i znalazł się na wysokości viceadmirała.
- Kurwa!- Shnekner zdążył powiedzieć tylko tyle, zanim Brook ostrzem miecza przeciął w pół rękojeść Hikari no tō.
- Prelude: Au Fler!- Krzyknął Tylko Kości, a ostrze giga miecza zniknęło. Wampir już miał go chwycić i zabić kiedy Franky trzymany przez Chopper’a w formie jumping point znaleźli się na ich wysokości. Trzymany przez lekarza cieśla krzyknął.
- Coup de Vent!- Brook zdołał spaść bezpiecznie na śnieg, a Shnekner oberwał pełną siłą uderzenia wiatru.
- Kurwa mać!!! Zapierdolę!- Darł się kiedy leciał w kierunku lwiej głowy Thousand Sunny. Paszcza jak się okazało była rozdziawiona, a ze środka wydobywały się promienie światła. W środku przy lśniącym panelu sterowania pełnym wajch i guzików na drewnianym krzesełku siedział spocony Usopp.
- Deus ex machina! Ciulu!!!- Po przyciśnięciu guzika kłamczuch pociągnął wajchę która znajdowała się z boku. Czas jakby się zatrzymał. Viceadmirał znajdował się jakieś dwadzieścia metrów od „Gaon działa” i kiedy wiązka światła wystrzeliła, czas znowu ruszył. Promień rozświetlił mroki nocy i całą swoją siłą uderzył w wampira, który zdążył tylko powiedzieć coś sam do siebie. Laser dosłownie przeleciał przez viceadmirała i zakończył swoją podróż rozbijając najwyższą zaspę na Bido-bado-bodo i oczywiście tworząc krater, ale taki podłużny, nie okrągły.
- To koniec?- Spytał Franky szermierza, który dalej nie mógł się nadziwić potędze pokładowego działa.
- Nie jestem pewien, dalej czuje jego obecność.- Nie mylił się. Shnekner spadł na ziemię, ale nie leżał tam za długo. Wstał. Słomiani przełknęli ślinę.
- Jak on mógł to wytrzymać?!- Krzyczał z niedowierzaniem Chopper. Nigdy nie mieli się tego dowiedzieć, ale viceadmirał w ostatniej chwili użył najlepszego tekkai jakie zdołał zrobić, dodatkowo okrywając się warstwą obronną z haki. Promień nie był aż tak skupiony więc wytrzymał atak, mimo, że teraz wyglądał jak spalony kawałek drewna. Był cały czarny i poparzony, dodatkowo wściekły jak cholera.
- Teraz to już tylko formalność. Ja się nim zajmę a ty zestrzelisz go z kołka.- Powiedział Zoro do Franky’ego któremu opadły już włosy. W powietrzu rozbrzmiał ryk pełen wściekłości. Słomiani aż dostali gęsiej skórki. Shnekner wstał, chwiał się na nogach, ale tak jakby zaczął rosnąć i nabierać futra i mięśni.
- Przesadziliście. Teraz to jestem wkurwiony na… MAKSA!!! Pokaże wam jak wygląda prawdziwy wampir!- Po przemianie Viktor był cały owłosiony, szpony urosły mu do jakiś siedmiu centymetrów, wzrostem dorównywał Kumie. Z pleców wyrosły dwa olbrzymie skrzydła z błoną zamiast piór. Pysk przypominał teraz paszczę pawiana, wystawały z niej dwa olbrzymie kły. Zaryczał. Franky zemdlał, dziura w brzuchu dała o sobie znać, kiedy cola się skończyła. Chopper wyciągnął dodatkowe dwa rumble ball, Zoro założył bandanę (nie wiem skąd ją wytrzasnął, może trzymał ją w gatkach?). Usopp rozpoczął wyciąganie kotwicy, a Brook…
- A nie mówiłem, że się z nami bawi?- Skomentował.

*Świetlista wieża
** Krwisty styl
*** Stało się to mimo woli Shnekner’a. On osobiście wolałby wersję skróconą.
bullet Napisane przez Komimasa dnia 10 czerwiec 2011 · Kategoria: FANFIKI NOWE ·
· 0 komentarzy · 1646 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
8,004,320 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony