REJESTRACJA
955 PL

954 PL

953 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Steam
Autor: Ponury dnia 18/10/19 22:11
Rozdział 959
Autor: Wielki160 dnia 18/10/19 18:08
Story Cubes 11: Szklana Pogoda -..
Autor: Szczery dnia 17/10/19 23:10
Breaking Bad
Autor: Devzan dnia 16/10/19 21:36
Spamiliada 12
Autor: Chisu dnia 16/10/19 21:25
Ostatnio widziane
Autor: Komimasa dnia 16/10/19 20:47
AnimeCon_baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
Rozdział 6: Pierwsza Wyspa.



Bellmere biegła w stronę lasu. Nareszcie! Nareszcie coś się dzieje! Jasne, stracili statek, Brook gdzieś przepadł, a Luffy'ego pożarł potwór większy od Thousand Sunny, ale czy nie na tym polega piękno przygody? To ryzyko, te wszystkie niebezpieczeństwa, z których będą się potem wspólnie śmiać! Nareszcie!

Od samego początku Bellmere miała problemy z przyzwyczajeniem się do myśli, że jest częścią załogi. Owszem, w większej części otaczali ją ludzie, których znała, więc nie czuła się wyobcowana, niemniej z pewnością nie miała tego poczucia wspólnoty, o którym słyszała w opowieściach rodziców. Oni zbyt wiele przeszli już razem, dzielili wiele wspomnień, a teraz, po tak długim okresie rozłąki, mieli sobie naprawdę dużo do opowiedzenia. Bellmere chętnie słuchała tych historii, ale ilekroć patrzyła na to wszystko z boku, zdawała sobie sprawę, jak wiele ją dzieli od tych ludzi.
Najgorzej było raz, kiedy nie mogąc zasnąć wyszła na pokład i przypadkiem usłyszała przytłumione głosy dochodzące z salonu. Zaciekawiona, zeszła, tylko po to, by ujrzeć, jak jej ojciec przerywa rozmowę z kapitanem. Wchodząc do pokoju przez krótką sekundę widziała ich poważne i skupione miny, jakie mieli podczas rozmowy - trwało to chwilę, bo ledwie ją zobaczyli, a uśmiechnęli się obaj, Sanji nieco słabo i pomachali do niej. Luffy potarmosił jej włosy, wychodząc z salonu. Słyszała jego oddalające się kroki. Jej ojciec wciąż stał przed akwarium i patrzył się na niego, zamyślony.
- Tato...? - zagadnęła niepewnie.
Ojciec zawsze rozpływał się w zachwytach nad swoimi dziećmi. Zawsze uśmiechnięty, wiecznie dumny. Surowy, choć sprawiedliwy nauczyciel. W kuchni zawsze znajdował zapasowy słoik konfitur, czy ciasteczko, co zawsze koiło wszelkie smutki.
Spokojny, zamyślony tata wydawał się... dziwny.
- Nie mogliśmy go znaleźć - powiedział wreszcie cicho.
Bellmere przysiadła na kanapie i wbiła w niego wyczekujące spojrzenie, czego chyba nawet nie zauważył. Stał, wpatrzony w migoczące akwarium, z myślami migrującymi po starych czasach.
- Wiedzieliśmy, że jak tylko spuścimy go z oczu, to się gdzieś zgubi - podjął po chwili. - Ale był strasznie uparty. Cholerny glon. Próbowaliśmy go śledzić, ale on... mówię ci, to był jakby jakiś talent. Zapadł się pod ziemię. Przez jakiś czas myśleliśmy, że ich znalazł, że do nich dołączył, do Luffy'ego i Brooka znaczy. Zawsze sobie jakoś radził, nie martwiliśmy się o niego. A teraz Luffy i Brook wrócili, a on... nie. Okazało się, że się naprawdę zgubił. Na dobre. - Sanji zaśmiał się gorzko. - Trafił w takie miejsce, że prawie zwariował. Idiota. I nas przy tym nie było. Gdyby Tashigi się tam nie...
Drgnął i spojrzał w dół. Bellmere zdała sobie sprawę, że złapała go za rękę, chcąc choć trochę pomóc podczas tych zwierzeń, tak jak on zawsze pomagał jej. Ale Sanji tylko uśmiechnął się ciepło i pogłaskał ją po głowie.
- Wybacz. Zebrało mi się na wspomnienia, które cię kompletnie nie interesują. Chyba się starzeję. - Pokręcił głową, po czym wybuchnął śmiechem. - Albo i nie! Ha! - W tym momencie musiał zdać sobie sprawę, jak to nienaturalnie i dziwacznie zabrzmiało, bo zaśmiał się z zakłopotaniem. - Muszę nastawić obiad na jutro, pomożesz mi? - zapytał, kierując się w stronę wyjścia.
- Zaraz przyjdę.
Siedziała jeszcze chwilę i patrzyła się w ten sam punkt, co ojciec wcześniej. Wielki Żarłacz Biały krążył leniwie po akwarium.
Teraz już było pewnym, że do zaciśnięcia więzi potrzebują jakiegoś wspólnego punktu zaczepienia. To już przechodzi wszelkie pojęcie. Muszą przeżyć jakąś wspólną przygodę.

Jak na złość sam początek ich wyprawy na Grand Line okazał się być wyjątkowo spokojny. Nawet przeprawa przez górę Reverse nie była aż tak przerażająca, jak ją sobie wyobrażała.
- Poszło... dość spokojnie - powiedziała z lekkim zawodem, kiedy statek pruł na szczyt.
- No pewnie! Z takim statkiem? - zaśmiał się Franky.
- Kiedyś tu wleciała za nami cała flota Marynarki!
- Jak to? - zapytała Bellmere. - Przecież oni mogą pływać po Calm Belt! Po co...
- Naprawdę mogą?! - zapytał zszokowany Frey. - Myślałem, że to tylko pogłoski!
- Te prądy są strasznie silne - wyjaśniła Robin. - Najwyraźniej zagapili się jak nas ścigali i już nie mogli zawrócić. - Powiedziała to z jednym z tych swoich uśmieszków, przez które Bellmere uważała ją za przerażającą.
- A potem zjadł nas Laboon - dodał niefrasobliwie Brook. - Więc musieli poddać pościg i zawrócić.
- Że co proszę? - zapytał słabo Frey. - Coś was... zjadło?
- Tak, Laboon. Zaraz go poznasz.
- CO?!
Ogromny wieloryb wciąż mieszkał z Krokusem. Zaraz po przybiciu do brzegu, kiedy Brook grał uradowanemu zwierzęciu na skrzypcach, Luffy z Sanjim próbowali przekonać Freya do zaprzyjaźnienia się z Laboonem, ciągnąc go na siłę do brzegu, a Bellmere i Robin starały się ustalić ze starym lekarzem miejsce pierwszej wyspy. Nie było to takie łatwe, bo Bellmere ciągle rozpraszał jej nowy logpose, a Krokus bez przerwy narzekał, że coraz więcej łobuzów się przedostaje przez Reverse i Grand Line stało się jeszcze bardziej niebezpieczne, jakby to komu było w ogóle potrzebne. Sytuacji nie pomagał fakt, że Luffy z załogą zwiedzili już trzy z siedmiu ścieżek na Grand Line i dostanie się na pozostałe cztery wymagało już pewnych zdolności nawigacyjnych, których to Bellmere wciąż nie była pewna.
- Dwa dni w tym kierunku, potem odbijcie na trzydzieści stopni w lewo - powiedział jej Krokus. - Log powinien się ustalić już następnego dnia i przyjać kurs na nową wyspę. Jak nie, to cóż... wpłyniecie na Calm Belt.
Ostatniej opcji Bellmere wolałaby uniknąć. Nie przez wzgląd na Królów Mórz, ale jakoś nie pociągała jej perspektywa utknięcia w bezwietrznym pasie, zwłaszcza przy tak niewielkich zapasach coca-coli, jakie mieli na składzie.
Dlatego była niezmiernie zaskoczona, kiedy trzeciego dnia ktoś krzyknął "wyspa!". Według wszelkich obliczeń jeszcze niczego nie powinni widzieć. Tego dnia dopiero logpose miał się ustalić, co (zerknięcie na kompas) na szczęście zrobił, ale nie powinni jeszcze do niczego dopływać. Wyskoczyła na pokład i spojrzała we wskazanym kierunku. No... niby wszystko się zgadzało. Log wskazywał na dziób, a przed nimi na horyzoncie widniały szare i niewyraźne zarysy nowej wyspy. Robiąc dobrą minę do złej gry Bellmere pokiwała głową, dając wszystkim do zrozumienia, że wszystko jest w porządku.
- Popatrzcie, machają do nas - powiedział Luffy z rozbawieniem, kiedy już dopływali do wyspy. Zaczął im radośnie odmachiwać. - Czeeeść!
- Eeee, nie, Słomkowy - powiedział Franky. - Tak macha się tylko w razie wielkiego niebezpieczeństwa.
- Coś nam grozi? - zapytała Bellmere, rozglądając się z lekkim przestrachem.
- Raczej im - mruknął Sanji, który w przeciwieństwie do Franky'ego do dalekiego widzenia potrzebował lunety. - Ciekawe, o co im może chodzić...
- Zaraz się dowiemy! Cała naprzód!
Ledwie dobili do brzegu, a zorientowali się, że coś jest bardzo nie tak.
- Tato, czemu oni tak na nas patrzą?
- A bo ja wiem? - wzruszył ramionami.
Bellmere rozumiałaby strach, czy zaskoczenie - ostatecznie na maszcie powiewał Jolly Roger, to mogło budzić postrach. Ale nie umiała sobie wyobrazić sytuacji, w której piracki statek byłby witany ze smutkiem i zniechęceniem.
- Już po was - powiedział jeden z mieszkańców wyspy, kiedy załoga zeszła na molo. Pozostali mieszkańcy rozchodzili się powoli.
- Naprawdę? - zapytał Luffy. - Czemu?
- To miejsce jest przeklęte. Już stąd nie odpłyniecie - odparł smutno mężczyzna. - Nikomu się to jeszcze nie udało. Jestem Garou - dodał, wyciągając rękę w stronę Luffy'ego. - Można powiedzieć, że zarządzam tym miasteczkiem. Chodźcie, pokażę je wam. Będziecie musieli się tu jakoś urządzić...
- Ale czemu mielibyśmy tu zostawać na dłużej? - zapytał Frey, idąc za nim. - Przecież mamy statek, możemy stąd w każdej chwili odpłynąć.
- Wasz statek zatonie wieczorem - powiedział Garou beznamiętnie. - A jeśli spróbujecie odpłynąć już teraz, to zatoniecie razem z nim. Uwierzcie mi, lepiej, żebyście tu zostali. Gdybyście widzieli to, co ja... Rzeczy, które on potrafi zrobić ze statkiem...
- "On"? - zapytał Luffy.
Garou jednak nie miał okazji odpowiedzieć, bo cały port się zatrząsł w posadach i nagle spod wody wynurzył się potężny potwór.
- To on! Padnij! - zawył zarządca z przerażeniem, rzucając się na ziemię.
- Och - powiedział Franky. - To przecież...
- Szlag - rzucił krótko Luffy, biegnąc z powrotem na molo. - Chyba nie myślisz, że ci pozwolę zatopić mój statek?!
Potwór był ogromny, niemal połowy wielkości wyspy, i jednym kłapnięciem najeżonej zębami paszczy pożarł Thousand Sunny. Zanim Luffy zdążył dobiec, monstrualny stwór zniknął pod wodą równie nagle, co się pojawił.
- Oddawaj! - krzyknął Luffy, młócąc wodę GumGumowym Karabinem.
- To był lewiatan - powiedział lekko zaskoczony Franky.
- Niewątpliwie - odparła Robin.
- Skąd wiecie? - zapytała Bellmere, wciąż nie mogąc otrząsnąć się z szoku po tak bliskim (choć krótkim) spotkaniu z potworem.
- Och, strasznie ich dużo na Nowym Świecie - Sanji wzruszył ramionami. - Ciekawe, co ten tu robił.
- Ej, nie myślicie chyba, że... - Franky zawiesił głos.
Robin i Sanji zerknęli na niego, po czym ponownie spojrzeli na wodę.
- To możliwe - mruknęła Robin.
- Urósł, skubaniec - dodał Sanji z uznaniem.
W takich momentach Bellmere czuła, że to okropnie niesprawiedliwe, że nic nie rozumie i wszyscy robią jej na złość, mówiąc jakimś szyfrem. Zanim jednak zdążyła dać upust swojej irytacji, potwór pojawił się po raz kolejny. Tym razem jeszcze krócej niż poprzednim razem.
I zeżarł kawałek molo, razem ze stojącym na nim Luffy'm.
Załoga patrzyła na resztki molo w lekkim osłupieniu.
- Ciekawe, czy Sunny nic nie jest - powiedział wreszcie Sanji, zawracając w stronę miasteczka.
- Och, to potężna konstrukcja, prędzej mu w kichach skiśnie - odparł Franky, idąc za nim.
Bellmere patrzyła za nimi. Dopiero po chwili otrząsnęła się z niemego przerażenia.
- To coś właśnie zeżarło waszego kapitana!
- Och, to Luffy. Poradzi sobie.
Robin spojrzała na Bellmere i widząc, że to wyjaśnienie nie wystarcza dziewczynie, uśmiechnęła się lekko i zrównała z nią krok.
- Jeżeli mamy mu jakoś pomóc, to musimy zrobić niewielki zwiad w terenie - wyjaśniła jej cicho. - O ile o kapitana nie musisz się martwić, o tyle dobrze by było czym prędzej odebrać lewiatanowi nasz statek. Musimy się dowiedzieć, co go trzyma na tej wyspie, gdzie ma swoją norę, jak go najłatwiej złapać i tak dalej. Nie martw się.
- Słuchajcie - zagadnął nagle Frey. - A gdzie jest Brook?
Wszyscy rozejrzeli się dokoła, ale muzyka nigdzie nie było widać.
- Mam dziwne przeczucie...
- Powiem ci, jak się nazywa - powiedziała Robin. - Deja vu.
- Hej, ty, jak-ci-tam-było! - zawołał Sanji do wciąż klęczącego na ziemi zarządcy. - Chodź no tu i powiedz, co wiesz na temat tego lewiatana!
- Ten idiota nic nie wie! - usłyszeli od strony miasteczka. Mała, zakapturzona postać stała po środku głównej drogi zaledwie kilkadziesiąt metrów od nich. - Nie wiem, czemu lewiatan się wami tak szybko zainteresował, ale możecie sobie odpuścić polowanie na niego! Nigdy go nie znajdziecie! Nigdy stąd nie odpłyniecie! Nigdy! Idioci! Było słuchać pozostałych! Było nas wyminąć i płynąć dalej! Teraz będziecie cierpieć razem z nami!
- Interesujące - powiedziała Robin, patrząc jak krzycząca osóbka odbiega w głąb miasteczka i znika za jakimś rogiem.
- Jest chyba w moim wieku - powiedziała Bellmere. - Zobaczę, czy ona coś wie - dodała, rzucając się w pościg.
Franky złapał za kołnierz Sanji'ego, który wystartował razem z nią.
- Zostaw ją. Niech się bawi.
- Ale... - jęknął Sanji.
- Chodź, idziemy do baru. Tam zwykle można każdego można znaleźć.
- W takim razie my się przejdziemy na spacer po sklepach, co ty na to? - zapytała Robin Freya.
- Co takiego? - odparł pełnym zawodu tonem. - Wszyscy polują na lewiatana, a ty chcesz robić zakupy?
- Ktoś musi - powiedziała z rozbawieniem. - Chodź.

bullet Napisane przez Komimasa dnia 10 czerwiec 2011 · Kategoria: FANFIKI NOWE ·
· 1 komentarz · 1353 czytań · Drukuj

grzesiek199608 (dnia 11 czerwiec 2011 11:22:02) #1
1663
Świetne. Powrót do niefrasobliwości Luffiego i Lewiatanek...Super się czyta po oglądaniu tych wspomnień co teraz lecą. Super opowiadanie.

Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,941,489 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony