REJESTRACJA
937 PL

935 i 936 PL

934 PL

  879 PL!

  878 PL!

  875, 876, 877

CC 9 - Rocznicowe!
Autor: fuszioms dnia 25/04/19 16:29
Rozdział 941
Autor: Murgrabia dnia 25/04/19 08:36
Lay na forum
Autor: Grigorij dnia 23/04/19 17:02
Pozytywny wątek - co nas aktual..
Autor: Szczery dnia 17/04/19 21:20
Daję słowo, tym razem naprawd..
Autor: Biri dnia 16/04/19 21:02
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
7. „Ucieczka”

Nami biegła teraz długim korytarzem, omijając wszystkie drzwi, nie chciała naciąć się na większy oddział ludzi w prochowcach – bez swojego Clima tactu, nie miała żadnego argumentu przemawiającego na jej korzyść. Stawiała kroki ostrożnie, aczkolwiek poruszała się najszybciej jak tylko mogła. Każde dotknięcie podłoża sprawiało jej ogromny ból, jej stopy otarte w wielu miejscach do krwi paliły żywym ogniem, łzy stały jej w oczach, ale nie mogła się zatrzymać. Nie teraz kiedy Sanji mimo swoich ran rzucił się do walki. Nie teraz kiedy pokazał, że naprawdę potrafi. Musiała znaleźć innych, potem wspólnie uciec z tego miejsca, choć dokładnie nie wiedziała gdzie się znajduje. Ostatnie co pamiętała, to to, że Sigma wbił jej pięść w żołądek z taką siłą, że padła na twarz i natychmiast straciła przytomność. Potem przebudziła się jeszcze gdy najróżniejszymi przedmiotami zadawał jej straszliwe rany, oraz, gdy... nie chciała o tym pamiętać. Zacisnęła zęby i zaczęła biec. Gdzieś za nią rozbrzmiewały uderzenia, odgłosy walki. Oby jak najdalej od nich. Jak najdalej....
I w tym momencie usłyszała głos tuż przed sobą, dosłownie za rogiem.
- Jasna cholera, Bart! Co tam się dzieje! – mówił jeden z głosów, szorstki i mocny. Ewidentnie się zbliżał.
- Nie wiem panie poruczniku – odparł młodszy głos – ale jeżeli to za sprawą Czarnonogiego Sanji’ego, to musimy natychmiast powiadomić pana Ozumę.
- Przecież wiem tępaku! Najbliższy Den-Den Mushi mamy w pokoju zaraz za rogiem w garderobie pani major Kazuki.
- Tylko czy możemy tam wejść bez pytania?
- Sytuacja tego wymaga idioto! Włazimy!
Byli już zdecydowanie za blisko. Nami miała tylko jedną szansę. Pierwsze drzwi na prawo – garderoba. Drugie – pewnie jakieś spokojne pomieszczenie. Tylko, czy aby na pewno można było dopuścić do powiadomienia tego szermierza, który pewnie bez mrugnięcia okiem ściąłby kucharza zajętego walką z Sigmą? Głosy były coraz bliżej, a Nami miała coraz mniej czasu. Była piratem. Była Piratem Słomianego Kapelusza. A Sanji był jej przyjacielem. Wpadła do garderoby i zamknęła za sobą drzwi tak cicho jak tylko potrafiła. Miała sekundy na rozmyślania, otworzyła pierwszą szufladę.
Jeszcze wiele, wiele lat później Nami zastanawiała się jaka to boska siła jej wtedy towarzyszyła. W szufladzie leżał czyściutki wypolerowany pistolet dwulufowy. Jej ciało zareagowało instynktownie. W jednej chwili kładła dłoń na broni, w następnej drzwi otworzyły się, a w jeszcze następnej Nami wystrzeliła dwukrotnie w kierunku zszokowanych mężczyzn w prochowcach. Kule przeszyły ich serca.

- Heh, słyszałeś to? – mruknął Sigma przeskakując z nogi na nogę w pozycji bokserskiej.
Sanji zmarszczył brwi. Usłyszał dwa strzały z broni palnej i wcale, a wcale mu się to nie podobało.
- Twoja koleżaneczka najprawdopodobniej właśnie odeszła do sztywnych.
- Zamknij się...
- Ale nie martw się, pochowamy ją z honorami...
- ZAMKNIJ SIĘ!
Sanji rzucił się do przodu i nie pacząc na nic wyprowadził potężne kopnięcie z półobrotu – prosto w twarz. Sigma również zareagował odpowiednio, uderzając z całej siły pięścią. Ciosy zderzyły się w miejscu, ale to uderzenie Sigmy było mocniejsze, Sanji’ego odrzuciło w tył. El Nino tylko na to czekał natychmiast rzucił się do przodu. Nim kucharz padł na ziemię, przeciwnik dorwał go, wbił mu kolano w brzuch a następnie podbił do góry drugim kopnięciem. Sanji był w powietrzu – był bezradny.
- SALVATION PUNCH! – Sigma wyciągnął ręce na znak krzyża po czym okręcił się wokół siebie i wbił prawą pięść głęboko w mostek Sanji’ego. Kucharz zakaszlał krwią, cios znacznie odrzucił go do tyłu. Uderzył plecami w ścianę, jego sylwetka wręcz się na niej odcisnęła, ale nim opadł na kolana, wiedział co musi dalej zrobić. Podparł się ręką i...
- Quasi.... – Sigma się nie spodziewał zupełnie i średniej siły kopnięcie totalnie wytrąciło go z równowagi, ale Sanji bynajmniej nie zamierzał przerywać ataku. Okręcił się raz jeszcze.
- QUEUE!!!!!!!!!
El Nino trafiony w kość ogonową zawył z bólu i zaskoczenia, siła ciosu zmiotła go z ziemi – wbił się w ścianę wzniecając tumany pyłu. Sanji natomiast opadł na kolana. Kaszlnął raz jeszcze z jego ust i nosa trysnęła krew, poczuł nieprzyjemny ból w mostku. Nie był pewien, ale mógł być pęknięty. Cholera, pomyślał kucharz, co ja teraz mam zrobić...
Wtedy usłyszał kolejny strzał z broni palnej. Dokładnie z miejsca poprzednich. I wiedział już co musi zrobić. Zebrał wszystkie siły jakie jeszcze mu zostały i wyskoczył w górę. Tak mocno jak tylko mógł kopnąć bosą stopą uderzył w sufit tworząc olbrzymią dziurę niemal od razu. Sigma zaczął się powoli podnosić, Sanji spojrzał mu w oczy i uśmiechnął się z wysiłkiem opadając na ziemię.
- Przysięgłem, że cię zabiję, więc dotrzymam słowa. Ale jeszcze nie teraz.
- O czym ty gadasz? – warknął Sigma, po czym zerknął w górę. Sufit pękał. Nie zdążył nawet krzyknąć.
Sanji wyrzucił papierosa.
-Do następnego... – szepnął
Po czym rzucił się biegiem tam gdzie uciekła Nami, zaś strop zawalił się pochłaniając Sigmę.


Nami była w głębokim szoku. Nie spodziewała się, że nagle do sali wpadnie kolejny człowiek w prochowcu tym razem przygotowany. Jego również trafiła, choć z pomocą wielkiego szczęścia. Siedziała teraz na ziemi dosłownie przerażona. Pierwszy raz zabiła człowieka. A dokładnie trzech, którzy teraz leżeli bez ruchu, a ich oczy wpatrywały się w nią jakby z wyrzutem. Do tego pistolet był już pusty, dlatego jedyną reakcja na jaką było ją stać gdy do pokoju wpadła kolejna postać, było zasłonięcie się rękoma i modlenie, by śmierć nie była tak bolesna jak to co przeszła do tej pory. Nic takiego jednak się nie stało.
- Nami – san?
Dziewczyna ostrożnie uniosła głowę i odetchnęła z ulgą. Nad ciałami stał Sanji. Zbadał szybko sytuację wokół i zrozumiał gdzie się znajdują.
- Wygrałeś? – spytała nieśmiało Nami nie podnosząc się z ziemi.
- Nie ma teraz na to czasu – warknął Sanji – wybierz stąd jakieś ubranie i...
I dopiero teraz, po przebytej ciężkiej walce, po dobie bez jedzenia dopadło go to co dopadało go zawsze. Zamilkł, zarumienił się i rozdziawił szczękę jak skończony idiota.
- Sanji-kun...
- Mellorine.....
- Co?
- Mellorine....
- Sanji-kun, nie pora na to...
- MELLORINE ! MELLORINE! MELLORINE!! – stało się coś mroczniejszego niż Zoro biegnący z mieczem na przeciwnika. Coś potężniejszego niż gniew Luffy’ego gdy idzie o bezpieczeństwo przyjaciół i w końcu coś silniejszego niż El Thor Enela. Sanji wpadł w trans.
Nami nie miała większego wyjścia. Cisnęła pistoletem między dwa serca które teraz zastąpiły kucharzowi oczy, a twarda drewniana kolba natychmiast przywróciła mu zmysły wyrzucając go przy okazji za drzwi. Zamknęła się i szybko rzuciła okiem na szafę. Właściwie marzyła tylko o tym, żeby zatrzasnąć się w łazience, zmyć z siebie brud... bo czuła się straszliwie brudna. Ale na to czasu nie było. Ubrała szybko długą jeansową spódnicę i czarną bluzkę na ramiączkach. Na szyi zawiązała apaszkę, bo już teraz nienawidziła sinych blizn na karku, a zdawała sobie sprawę, że zostaną jej do końca życia. Jednak adrenalina, która w niej buzowała kazała jej zrobić to wszystko w ekspresowym tempie. Wciąż nie miała Clima Tactu, ale nie to się w tej chwili liczyło, nie liczyło się też to co jej tu zrobiono, ani to co zrobiono innym. Ważne było to, że żyli i mieli szansę ujść z życiem. Przed wyjściem z garderoby wzięła jeszcze męską zieloną koszulę z krótkim rękawem w hawajskim stylu leżącą na krześle i założyła na nogi jezuski. Nie miała czasu owinąć ran czymkolwiek, ale pomyślała, że lekkie obuwie mniej podrażni jej poszarpaną skórę. W końcu stanęła przed drzwiami naprzeciwko Sanji’ego, który właśnie podniósł się z ziemi.
- Przepraszam, wiem, ze to nie jest pora... Ale Nami-san jesteś taka pieeekna!!!!! – znowu zaczął tańczyć, ale w porę się opanował. – przepraszam. Chodźmy już.
Już w biegu wziął od Nami koszulę i narzucił ją na nagie plecy. Minęli kilka kolejnych zakrętów, często spotykali mężczyzn w prochowcach, ale Sanji większość walk rozstrzygał podstawowymi kopnięciami, nie mając z tym zbędnych problemów. Nami zauważyła jednak, że przy każdym głębszym ruchu ciało kucharza wzdryga się z bólu. W końcu Sanji zatrzymał się i opadł na kolana dysząc ciężko. Kaszlał i pluł krwią. Miał do tego olbrzymią gorączkę.
- Co się dzieje? Sanji – kun... – jęknęła Nami – jeszcze trochę i znajdziemy Luffy’ego i Choppera... nie poddawaj się tutaj.
- Luffy... – warknął kucharz i podparł się na rękach. – masz rację. Idziemy po nich.
I wtedy powietrze przeciął ostry, suchy głos.
- To nie ma sensu. Ich tu nie ma.
Sanji i Nami natychmiast się odwrócili i ogarnęło ich uczucie zrezygnowania. W korytarzu stał Ozuma z obnażoną kataną.
Sanji natychmiast stanął przed Nami zasłaniając ją. Nie miał jednak złudzeń. Ledwo trzymał się na nogach, widział już potrójnie, żółć podchodziła mu do gardła. Mógł zaatakować, nawet może by mu się udało pozbawić przeciwnika broni, ale ten miał jeszcze sześć ostrych jak brzytwa katan przy pasie. Nie było nadziei.
- Jak to ich tu nie ma? – spytała Nami patrząc z przerażeniem na Ozumę, który wolnym krokiem ruszył w ich kierunku.
- Nie ma. Sigma dał ciała. – powiedział tamten spokojnie. – z tego co mówił kiedy tu przybył z wami ten mały jeleń spróbował ucieczki i spadł z klifu do wody, zaś Słomiany który akurat się przebudził, natychmiast rzucił się mu na ratunek.
- Co? Przecież oni obaj zjedli owoce!! Wpadli do wody?? – jęknął Sanji
- Na to wygląda. Sigma miał rozkaz doprowadzić wszystkich żywcem. Ale ponieważ sam jest użytkownikiem diabelskich mocy, nie mógł ich wyłowić. Choć muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem odwagi waszego kapitana, niestety możecie tylko pokłonić się jego pamięci.
- TO NIEMOŻLIWE!!! – ryknął Sanji. Dodatkowo jeszcze uderzył go fakt, że Sigma w walce z nim nie użył żadnej specjalnej mocy. Po prostu się z nim bawił.
Nami nie mogła powstrzymać łez. To był koniec. Luffy i Chopper nie żyją... do tego przed nimi przeciwnik którego nie dadzą rady pokonać. Nawet jeśli jakimś cudem uciekną – to koniec ich przygody.
- Nami – san. – powiedział cicho kucharz. – ty musisz uciec.
- Co? – jęknęła dziewczyna przez łzy.
Sanji z całej siły kopnął w ścianę po ich lewej stronie. Pod wpływem jego miażdżącego uderzenia powstała spora dziura, na szczęście prowadząca na zewnątrz. Do środka wtargnął chłód letniej nocy. Nami spojrzała przez otwór i zrozumiała, że znajdują się w gęstym lesie. Nie potrafiła dokładnie powiedzieć gdzie.
- Zbierz wszystkich, tylko ty znasz się na nawigacji. – rzekł poważnie Sanji - Musisz ich wyprowadzić z tej wyspy, wsiadajcie na Sunny-go i uciekajcie. A ja zatrzymam szermierza.
- Ależ Sanji – kun! – krzyknęła oburzona, ale kucharz tylko się uśmiechnął.
- Potraktuj to co mówię choć raz poważnie.
Ozuma spojrzał na nich z pewnym rozbawieniem. Zaimponowała mu odwaga tego mężczyzny, który ledwo trzymał się na nogach, a mimo to sprawiał wrażenie gotowego na wszystko.
- Dobra. Zdecydowałem. – rzekł.
- Co zdecydowałeś? – zapytali naraz Nami i Sanji.
- Nie będę z wami walczył. Uciekajcie.
Ich zmęczenie i stres ustąpiły miejsca niewypowiedzianemu zaskoczeniu.
- Jak to? O co chodzi? – warknął Sanji wietrząc postęp.
- To proste – powiedział Ozuma chowając katanę. – nie zamierzam walczyć z facetem, który atakuje tylko kopnięciami, a nie ma na nogach butów – moje katany pocięły by cię na kawałki nim byś się obejrzał. Nie zamierzam także atakować bezbronnej kobiety. A że nie będę was atakować, to nie dam rady was tu zatrzymać.
- Nie traktujesz mnie poważnie? – kucharza ogarnęła złość – chcesz nas tak po prostu puścić?
- Traktuje cię jak najbardziej poważnie i dlatego jeszcze żyjesz – odparł Ozuma takim tonem, że po plecach Nami przeszły dreszcze. – uwierz mi jeszcze się spotkamy. A wtedy to się nie powtórzy.
- Nami – san uciekaj natychmiast. – mruknął Sanji. – ja muszę jeszcze z nim porozmawiać.
- Sanji – kun, o czym ty mówisz? – zdenerwowała się Nami. Schwyciła go za koszulę i próbowała pociągnąć za sobą, ale ten się wyrwał.
- UCIEKAJ STĄD! W TEJ CHWILI!!!! – wrzasnął jej w twarz. – ja cię potem znajdę! WIEJ!
- Ale...
- Natychmiast! Bo zginiemy oboje!
Nami spojrzała na niego. Zdecydował. Nie było po co z nim rozmawiać, po co go bić, ochrzaniać. Skinęła niezauważalnie głową.
- Masz mnie dogonić. Biegnę na północ.
- Dobra. – odparł kucharz i dziewczyna zwinnie wyskoczyła przez otwór w ścianie.
Zostali sami – Sanji i Ozuma.
- Dlaczego też nie uciekasz? – powiedział ten drugi ze zniecierpliwieniem. – zaraz pojawią się nasi ludzie, a ty w takim stanie nie dasz rady się im opierać zbyt długo.
- Muszę znaleźć Clima Tact Nami – san. Jeśli mamy z wami walczyć, będzie nam potrzebna każda broń, a Usopp tak szybko drugiego nie zrobi.
Ozuma roześmiał się w głos. Dawno nikt tak go nie zaskoczył.
- No proszę, i dlatego ryzykujesz życie? Hahahahahahaha....
- Co cię tak śmieszy?
- Nic, rozbroiłeś mnie. – Ozuma włożył rękę za pazuchę i wyciągnął Clima Tact, oraz parę czarnych butów. Tak znajomych Sanji’emu. Rzucił je w jego kierunku.
Kucharz był ogromnie skonsternowany. Co? Jak? Skąd? Spojrzał na broń i buty leżące na ziemi, ale nie miał czasu, żeby się nad tym zastanawiać, szybko wsunął obuwie i wziął do ręki błękitne części broni.
- Dlaczego? – warknął Sanji – dlaczego nam pomagasz? Mówiłeś, że to dlatego, że nie mamy broni? A teraz oddajesz mi ją. Mam na nogach buty, więc powinieneś bez mrugnięcia okiem walczyć.
- Powiedzmy, że interesuje mnie jak rozwinie się sytuacja. Zaimponowaliście mi.
- Więc ty te rzeczy od początku nosisz? Od początku planowałeś oddać je..... – zaczął Sanji ale Ozuma mu przerwał.
- Uciekaj.
- Przecież...
- Won mi stąd, zanim zmienię zdanie. I przekaż moje pozdrowienia jak spotkasz Roronoa Zoro.
Sanji zamarł w zaskoczeniu. Domyślał się już o co chodziło Ozumie, ale tylko skinął głową i czmychnął przez dziurę na zewnątrz. Zaczął biec najszybciej jak potrafił w głąb lasu – na północ, tak przynajmniej przyjął, gdyż w tamtą stronę pobiegła Nami.
Dogonił dziewczynę bardzo szybko, nie zdążyła uciec zbyt daleko, obawiał się, że w takim tempie pościg dopadnie ich bardzo szybko, ale doskonale rozumiał powód. Stopy Nami krwawiły tak, że był pełen podziwu dla niej, że w ogóle potrafi iść. Nawigator od razu dostrzegła Clima Tact który kucharz trzymał w dłoniach i uśmiechnęła się.
- Niezła szybkość.
- Może buziaczek w podziękowaniu? – jęknął Sanji zmieniając się w „dziwne wijące coś”.
- Chyba kopniak między oczy – powiedziała cicho Nami wymierzając mężczyźnie celny cios. Zabrała z resztek Sanji’ego Clima Tact i odwróciła się w głąb lasu.
- No cóż, zbierajmy się. Musimy określić jakoś miejsce w którym się znajdujemy. Nie widać nieba przez te konary, poza tym chyba są chmury.
- Dasz radę iść? – zapytał kucharz podnosząc się z ziemi.
- Martw się o siebie. Ledwo stoisz.
Rzeczywiście, Sanji miał gorączkę, nogi mu się trzęsły, a oczy przykrywała mu czerwona mgiełka.
- Nie ma wyjścia. Jeszcze trochę dam radę.
Po czym oboje ruszyli dalej. Po chwili zaczął padać chłodny letni deszcz zmywając zmęczenie i dodając odrobinę otuchy. Luffy i Chopper na pewno żyją, nie z takich kłopotów wychodzili. Z taką optymistyczną myślą Sanji pognał szybkim krokiem przed siebie, z Nami u boku.


Ciąg dalszy nastąpi

Dramatyczne pytania:
Gdzie dotrą Nami i Sanji?
Czy Luffy i Chopper są bezpieczni?
Co zrobi Cortez po ucieczce więźniów?
I kim on w ogóle jest, bo jeszcze nic o nim nie wspomniałem :P?

Część 8 to : „Wyzwanie”


bullet Napisane przez Vampircia dnia 10 maj 2009 · Kategoria: Fanfiki ·
· 0 komentarzy · 1321 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
AlfaOmegaXD
19/04/2019 16:00:11
No był ale już nie ma haha

Imi
18/04/2019 21:25:07
Tu był jakiś spam^^

AlfaOmegaXD
18/04/2019 19:04:59
O co chodzi ? xD

Imi
15/04/2019 16:01:03
nie może. A, przelew w Bitcoinach też mnie rozbawił^^ No i brak wypiski kto ile.

Imi
15/04/2019 15:59:23
Uśmiałam się czytając o "wspieraniu japońskiej kultury" na wbijam pl. Dużo robi ten jeden koleś, to fakt, ale widać że już zbiera "tłumaczy" a z tego nic dobrego wyjść

Hime
15/04/2019 11:55:25
wbijam.pl to obecnie aż jedna osoba Pfft

Komimasa
14/04/2019 11:40:25
Co do pojedynków, to tak działało, że klikając na daną postać życia się odbierało, ale turniej się skończył i póki co, nie ma nowego.

Komimasa
14/04/2019 11:39:56
Z tym zapytaniem o nauczenie języka to tak, jakbyś pytał lekarza, prawnika, mechanika i wstaw dowolny zawód, jak się go przez tyle czasu nauczył xd

AlfaOmegaXD
13/04/2019 13:59:25
Ej o co chodzi z tymi pojedynkami ?

AlfaOmegaXD
12/04/2019 20:44:18
Ja dalej nwm jak wy sie wszyscy japonskiego nauczyliscie

AlfaOmegaXD
12/04/2019 10:30:19
Pomyśle w zaopatrzenie sie w tomiki

AlfaOmegaXD
12/04/2019 10:29:56
Już wszystko działa, dzięki za pomoc

Komimasa
12/04/2019 10:25:16
polecałbym zapatrzeć się w tomiki wydawane przez JPF. Nie chodzi o reklamę. Co tomik to widzę oryginał i przekład i wiem, ile pracy Paweł w to wkłada i jak dobrze to wychodzi.

Komimasa
12/04/2019 10:24:19
Zawsze też może wejść na wbijam.pl, dają tam speed suby do Op, to duża grupa, robili od nowa, więc też nie ma takich klasyków jak tłumaczenie Hasna gdzieś przy CP9xd Choć i tak najbardziej

Komimasa
12/04/2019 10:22:35
A masz zaktualizowaną wtyczkę Flasha? Wprawdzie mi zawsze wyskakuje okienko w takim wypadku, że potrzebna aktualizacja, ale może być różnie.

AlfaOmegaXD
12/04/2019 10:05:31
I z innymi odcinkami też tak jest

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,487,381 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony