REJESTRACJA
955 PL

954 PL

953 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Steam
Autor: Ponury dnia 18/10/19 22:11
Rozdział 959
Autor: Wielki160 dnia 18/10/19 18:08
Story Cubes 11: Szklana Pogoda -..
Autor: Szczery dnia 17/10/19 23:10
Breaking Bad
Autor: Devzan dnia 16/10/19 21:36
Spamiliada 12
Autor: Chisu dnia 16/10/19 21:25
Ostatnio widziane
Autor: Komimasa dnia 16/10/19 20:47
AnimeCon_baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
12. Wulkan. Decyzja Zoro

Marisa delikatnie przycupnęła przy drzewie kryjąc się za krzewem porzeczek. Wraz z Luffy’m i Chopperem dotarła na skraj lasu, teraz widać było wyraźnie olbrzymi wulkan o piaszczystym, stromym zboczu, który musiał już stać się symbolem wyspy. Był on uśpiony z całą pewnością, nie dało się dojrzeć jakiegokolwiek dymu ulatniającego się z krateru, a trzęsienia ziemi zdarzały się niezwykle rzadko. Niemniej jednak Marisa doskonale wiedziała, iż dochodzi południe, lada chwila z przeciwnej strony powinien się wyłonić Cortez. Wiedziała, że wejdzie na szczyt wulkanu, i obejdzie go dookoła po czym zniknie im z oczu i uda się do swojej siedziby. Tak przynajmniej działo się codziennie, i choć nikt jeszcze nie odważył się wejść na szczyt, rebelianci doskonale rozumieli, że ich samozwańczy władca nie robi tego powodowany chęcią spaceru. Cortez coś knuł i było to bardziej niż pewne.
Luffy siedział koło młodej rebeliantki i uśmiech nie znikał mu z twarzy. Zdążył już spałaszować wszystkie porzeczki jakie znalazł po swojej stronie, jednak poważne spojrzenie Marisy zatrzymało go przed przejściem na drugą stronę. Istotnie, łatwo można byłoby go wtedy zauważyć, ale tak przyziemne sprawy nie interesowały króla piratów. Znajdowali się w zasadzie już poza linią drzew i nie byli zbyt dobrze ukryci, więc nie chciał pogarszać sprawy; i tak lepszego punktu obserwacyjnego nie znaleźliby tutaj. Szczyt wulkanu widać było idealnie, i choć znajdowali się spory kawał od niego, osoba przechadzająca się wokół krateru nie umknęła by ich uwadze. Niestety działało to również w drugą stronę.
- No i gdzie on jest? – Zapytał zniecierpliwiony Luffy. Czekanie nigdy nie należało do jego ulubionych czynności.
- Za trzy minuty południe. Cortez jest punktualny. – Odparła Marisa.
Poczuła ukłucie bólu. Z rany delikatnie sączyła się krew, dziewczyna modliła się, by jak najszybciej móc już położyć się w wygodnym łóżku. Zmieniła na szybkiego opatrunek już wcześniej, ale najwidoczniej nie odniosło to spodziewanego efektu.
- To poważne – Powiedział Chopper z przejęciem słysząc jak ranna stęka z bólu a na jej czoło wstępuje pot. – powinniśmy wracać, zajmę się tobą.
- Głodny jestem... – jęknął Luffy.
Dziwni byli, to Marisa wiedziała z pewnością. Nie czuli w ogóle powagi sytuacji. Nie rozumieli, że jeżeli Cortez ich zauważy, zamorduje ich bez mrugnięcia okiem.
- Zamknijcie się już – Warknęła.
Jeszcze minuta. Jeszcze pół minuty.
I w końcu pojawił się.
Był sam, szedł pewnym krokiem uważnie obserwując okolicę. Luffy, który miał lekkie problemy z widzeniem na daleką odległość(Chopper ostrzegał go już, żeby uważał na głowę, bo od tego może się odkleić siatkówka), nie mógł do końca stwierdzić jak Cortez wygląda. Widział, że jest wysoki, co najmniej tak jak Zoro, ale samą sylwetkę ma dość szczupłą. Widział, że włosy ma krótkie i nie ma najprawdopodobniej żadnego płaszcza ani narzuty. Widział w końcu, że porusza się bardzo zdecydowanie, ale jego ruchy pełne są niewymuszonego wdzięku.
Marisa zesztywniała i półświadomie przygniotła Choppera do ziemi. Była na tym patrolu już nie pierwszy raz, ale zawsze Cortez robił na niej to samo wrażenie.
Mężczyzna tymczasem zaczął się powoli przechadzać po krawędzi krateru wyraźnie patrząc w dół i... Marisa w tym momencie zdębiała. Zrobił coś innego niż zwykle! Wrzucił coś do krateru! O nie, Cortez tak się nie zachowywał wcześniej, myślała decydując już, że natychmiast o tym poinformuje Takeyamę i resztę. Znów spojrzała na znienawidzonego przez siebie człowieka. Najwyraźniej ich nie widział. Szedł bardzo powoli jakby się ociągając.
- To jest ten Cortez, tak? – Zapytał Luffy.
- Tak, to on – Odparła Marisa i w ostatniej chwili schwyciła za ramię Luffy’ego, który machinalnie już próbował wyskoczyć z krzaków i atakować. – Co ty wyprawiasz?
- Wybacz.
Trwało to dłuższą chwilę. Cortez nie poprzestał na jednym kółku i rozpoczął drugie.
Problem polegał na tym, że Luffy co chwila próbował się wyrwać i rzucić się na niego i Marisa miała coraz większe problemy, żeby go powstrzymać. Na pomoc przyszedł jednak Chopper. Wiedział, że kapitan długo mu tego nie wybaczy, ale zdecydował się zrobić to ze względu na Marisę, widział ile znaczy dla niej ta cała akcja i nie chciał, aby Luffy zepsuł wszystko nagłym wypadem. Nim ktokolwiek się zorientował, lekarz wyciągnął ze swej torby niewielki spray i skierował go na twarz Słomianego.
- Co to do cholery> - Luffy natychmiast zaczął się krztusić i po kilku sekundach zwalił się na ziemie by smacznie zachrapać.
Marisa spojrzała na Choppera z niemałym zaskoczeniem, ale zrozumiała jego decyzję. Istotnie, zabranie Luffy’ego tutaj było błędem, nie spodziewała się, że aż tak jest porywczy.
Chwilę później Cortez zniknął po drugiej stronie wulkanu wrzucając do środka jeszcze coś, czego ani Marisa ani Chopper nie mogli rozpoznać. Trwali przez chwilę bez ruchu.
- Poszedł? – Zapytał młody lekarz wychylając się nieco zza krzaków.
- Tak. Nie wróci do jutra. – Odpowiedziała Marisa i wstała. Ruszyła na przód, w stronę wulkanu.
- Zaczekaj! – Rzekł szybko Chopper. – Nie powinnaś wrócić i opowiedzieć o tym swojemu... szefostwu?
- Nic nie zaszkodzi sprawdzić. – Dziewczyna zostawiła za sobą Choppera i zaczęła wspinać się po stromym zboczu.
Lekarz spojrzał na swojego kapitana, który właśnie smacznie chrapał, leżąc na plecach, powalony specyfikiem. Wzruszył ramionami, przybrał formę renifera i ruszył u boku Marisy na górę.
Pokonali odległość dzielącą do szczytu, dosyć szybko, mając oczy na około głowy, tak na wszelki wypadek. Kiedy już tam dotarli Marisa pochyliła się, by spojrzeć w dół, Chopper zaś poszedł w jej ślady.
Nie dojrzeli niczego poza sklepieniem z zastygłej lawy, które zwykle pokrywało uśpione wulkany. Nie dymiło się, nie było zbyt gorąco, ale też nie było widać tego, co Cortez mógł tam wrzucić. Spoglądali tam przez chwilę, a potem odwrócili się zniechęceni.

- Czyli nic nam nie wiadomo. Może to jednak są zwykłe spacery? – mruknęła zrezygnowana Marisa.
- Czyli co, wracamy? – powiedział Chopper niemniej zawiedzony. – Obudzimy Luffy’ego i pokażesz nam tą waszą kryjówkę, o której wspominałaś po drodze. Mówisz, że nasi tam już są? Sanji i Nami też?
- Nie wiem, leżałam w łóżku. Wciąż byli w łapach Sigmy kiedy ostatni raz rozmawiałem z resztą waszych przyjaciół.
- Luffy wpadnie w szał. – jęknął Chopper i zbladł.
Marisa miała bardzo dziwną minę.
- Co się stało?
Z twarzy dziewczyny spływał zimny pot, źrenice miała malutkie, zaś same oczy przeogromne. Rozwarła usta jakby próbowała coś powiedzieć, ale nie była w stanie. Drżała.
- Marisa! – Chopper trącił ją pyskiem i spojrzał w oczy. Patrzyła gdzieś ponad niego. I w tym momencie zrozumiał. Modlił się aby nigdy, przenigdy nie musiał się odwracać.
- C...C...ccc....Cortez... – wyszeptała dziewczyna.
To był koniec.



Wszyscy byli wręcz zachwyceni potrawami, które przyrządził Sanji, Takeyama zaprosił wielu ze swoich ludzi na ten obiad, kiedy zobaczył, że kucharz z prostych składników potrafi zrobić takie frykasy, jakie ich oczy od dawien dawna nie widziały. Przy stole siedziało mnóstwo osób, jednak panowała dość przygnębiająca atmosfera i nie było czemu się dziwić. Za namową Robin nawet Nami usiadła do stołu i choć nawet nałożyła na oczy makijaż, nie zdołała ukryć zapuchniętych policzków, każdy wiedział, że to co ją spotkało musiało się strasznie odcisnąć na jej psychice. Także Sanji był nie w sosie.
Ludzie Takeyamy jedli z ogromną powagą, sprawiali wrażenie gotowych na atak w każdej chwili. Usopp co prawda próbował żartować razem z Franky’m, ale atmosfera jaka panowała skutecznie sprawiła, że miny im zrzedły.
W pewnym momencie drzwi otworzyły się, a do sali wpadł Kabuu. Miał zadyszkę jakby przebiegł spory kawałek, a jego mina nie wskazywała na żadne dobre wieści.
- Co się stało? – Zapytał natychmiast Takeyama wstając od stołu.
- Nic dobrego. – Wydyszał tamten. – Ta informacja jest już potwierdzona. Cortez mobilizuje swoich ludzi.
Zapadła grobowa cisza.
- Co więcej... Marisa wyruszyła na patrol. Z zaufanego źródła wiem, że właśnie jest, wraz z jakimś jeleniem, obok krateru wulkanu.
- CO?! – Ryknął przywódca rebelii uderzając stalową dłonią w blat stołu.
- To jeszcze nie koniec... Cortez też tam jest. Stoi z nią oko w oko.
Podniosła się wrzawa. Mężczyźni chwycili za broń, Takeyama starał się ich za wszelką cenę uspokoić. Wiedział jednak, że na wiele się to nie zda. Wszyscy lubili Marisę, była ona w końcu przełożonym wielu z nich, choćby ze względu na doskonały zmysł taktyczny. Teraz było prawie pewne, że zginie. Zwłaszcza w takim stanie, nie było nawet szans na ucieczkę. I gdy tak panika sięgnęła zenitu rozległ się głośny męski krzyk.
- Zamknijcie się!!!!!
Wszyscy umilkli i spojrzeli na Zoro który stał teraz wyprostowany patrząc na wszystkich z pogardą. Hałasowali, zamiast trzeźwo pomyśleć. Miał wrażenie jakby widział wokół siebie trzydziestkę Usoppów.
- Masz jakiś pomysł kaktusie? – Warknął Sanji zapalając papierosa.
- Mam, żebyś wiedział kucharzyno – Rzekł Zoro i rozejrzał się po wszystkich zgromadzonych. - Zbierzcie ludzi, trzeba myśleć o obronie tego miejsca!
- To chyba oczywiste... – Powiedział Kabuu – już wydałem odpowiednie rozkazy.
- To dobrze. – Zoro był zdecydowany. Obrócił się do swoich przyjaciół – Wstępuję, do tej cholernej rebelii. I lepiej, żebym tego nie żałował.
- Jestem pełen podziwu. – Mruknął Franky. – to bardzo dobrze.
Takeyama obszedł pokój dookoła. Zdecydowany głos Zoro, przywrócił wszystkim trzeźwość myślenia, jemu też dodał otuchy.
- Idę na wulkan – oświadczył w końcu. – Ktoś musi uratować Marisę. Ja się tym zajmę.
- Nie. Ja tam idę.
Wszystkie spojrzenia natychmiast pobiegły do miejsca z którego dochodził głos. W drzwiach stał Shin.
- Przeze mnie Marisa wyruszyła na patrol, ja jej nie zatrzymałem. – Powiedział spuszczając głowę. – Ja się tym zajmę.
Takeyama przez chwilę walczył z myślami, ale nie mógł się nie zgodzić. Poczucie honoru Shina było wysokie, nie chciał go urazić odbierając mu prawo do naprawienia błędu.
- Słyszałem, że dobrze strzelasz – zwrócił się Shin do Usoppa, który do tej pory pomijany w rozmowach nagle zaczął się trząść. Wiedział do czego zmierza mężczyzna – pójdziesz ze mną, dobra?
Usopp nigdy nie był odważny. Nie zdążył poznać Marisy, polubić jej, ani nic z tych rzeczy. Wiedział jedno. Ona była przyjaciółką wszystkich stąd. Pamiętał, aż za dobrze kiedy cała grupa z Water 7 pomagała odbić Robin, mimo, że nie mieli ze sobą prawie nic wspólnego. Wiedział, że Słomianym pomogli. Wiedział, że Słomiani pomogą.
- Jasne, że idę!!!!!! - Ryknął na całe gardło mając nadzieje, że to zagłuszy jego strach.
- W takim razie ja też... – Zaczął Sanji, który nie chciał by Usopp szedł tylko z Shinem. Ryzyko było zbyt wielkie.
- Chyba cię pogrzało głupi kuku. – Warknął Zoro – Nami nigdzie nie pójdzie, jest w fatalnym stanie. Ty w nieco lepszym, ale to nie ma żadnego znaczenia. Zostań z nią i postaw ją na nogi.
- Mogę iść przecież... – Nami chciała coś powiedzieć, ale istotnie nie czuła się zbyt dobrze. Miała wrażenie, że jej słowa dobiegają z innego miejsca.
- Nie chrzań głupot. Tylko zbierz się w sobie. Sama powinnaś się zemścić na tym kolesiu, który ci to zrobił – warknął Zoro – Ale, żeby to zrobić, nie możesz być w takim stanie!
Sanji skinął głową. Musiał przyznać szermierzowi rację. Położył rękę na ramieniu Nami by dalej się nie sprzeczała, ale i tak nie była w stanie. Siedziała ze spuszczoną głową.
- Ja pójdę. Wiem, aż za dobrze, co to znaczy walczyć o kogoś – Rzekł w końcu szermierz. – Reszta niech się zajmie tym czym powinna.
Nastała chwila ciszy. Potem wszyscy zaczęli mówić w jednym momencie, ale Takeyama uciszył ich swoim tubalnym głosem, po czym kazał na siebie zaczekać i wyszedł z pomieszczenia. Wrócił chwilę później ściskając w rękach kilka czerwonych chust.
- Jesteśmy wam wdzięczni za to, że chcecie nam pomóc – Powiedział – Jest tylko jeden sposób w jaki mogę wam dziękować. Uroczyście przyjmuje wszystkich Piratów Słomianego Kapelusza do Rebelii Czerwonych Chust!!!
To mówiąc wręczył każdemu po jednej chuście, którą zawiązali na nadgarstku. Chwilę później Usopp był już przy drzwiach razem z Zoro i Shinem. Franky natychmiast ruszył się by pomóc w przygotowaniu ludzi do walki, a Robin z dziwnym uśmiechem zaproponowała, że mu pomoże. W końcu w pokoju zostali tylko Sanji i Nami, która teraz już bez zahamowań zaczęła płakać. Czuła się zupełnie nie potrzebna, jakże Luffy by się z niej śmiał. Sanji usiadł koło niej i objął ją ramieniem.
- Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze...


Chopper wiele razy znajdował się w sytuacjach pozornie bez wyjścia. Otrzymał nie jedną ranę, stoczył niejedną walkę. Tym razem jednak wiedział, że nie ma żadnej nadziei i przeklinał siebie za to, że uśpił Luffy’ego. Kapitan jednak smacznie spał u podnóża góry, w krzakach. Nie mógł im pomóc. Nikt nie mógł im pomóc. Marisa także to wiedziała, bo w jej oczach kryła się ewidentna rezygnacja.
Cortez był niespełna trzydziestoletnim, szczupłym i wysokim mężczyzną o krótkich, postrzępionych blond włosach. Błękitne oczy miał podłużne i inteligentne, gotowe wychwycić nawet najmniejszy ruch, i sprawiające wrażenie jakby przewiercały na wylot. Na mocnej, długiej szczęce widać było kilkudniowy zarost co dodawało temu człowiekowi nieco zadziorności. Ubrany był w wojskową kamizelkę, pod którą świeciła goła klatka piersiowa oraz luźne bawełniane spodnie. Stopy miał bose i sprawiał wrażenie człowieka, który gotów jest na wszystko.
- Cortez.... – powtórzyła cicho Marisa chwytając za miecz.
- Tak właśnie się nazywam – odparł tamten głosem świszczącym niczym wiatr. – Mam małe pytanie. Co tu robi dziewczyna warta trzysta milionów?
Marisa nie odpowiedziała.
- Hm. Niech zgadnę. Jest młoda i głupia i spodziewała się, że przejrzy mój plan zaglądając w wulkan tak?
Nie mogła się nie zgodzić, ale znów milczała.
Chopper wiedział, że szansę będą mieli tylko jedną. Trzeba go było zaskoczyć. Przybrał swoją zwykłą formę, ale nie wzruszyło to Corteza. Ukradkiem sięgnął po Rumble Ball. Musiał tego użyć.
- Teraz jesteście tu we dwójkę. Ty i jeden z tych ... ekhem.. „piratów”, o których tak głośno. I spodziewacie się natychmiastowej śmierci z mojej ręki.
- Nie my zginiemy – warknęła Marisa przez zaciśnięte wargi. Dobyła miecza – Lecz ty. Za wszystko co nam wyrządziłeś.
Cortez uśmiechnął się lekko.
- Chyba wyjątkowo, pozwolę wam odejść. – Powiedział. – Ostrzeżcie swoich, że za dwadzieścia dni cała ta farsa się skończy.
Marisa stanęła jak wryta.
- Co?
- A no tak. Po prostu. Zmiatajcie nim zmienię zdanie.
Chopper wiedział, że to była jedyna szansa. Odwrócił się i rzucił się biegiem w dół ciągnąc za sobą Marisę. Nie dobiegli daleko. Przed nimi coś uderzyło wzniecając ogromną burzę pyłu wulkanicznego. Gdy wszystko opadło dojrzeli sporej wielkości lej tuż przed nimi.
- Żartowałem – powiedział Cortez opuszczając rękę.
Ciekawe jaką moc posiada ten który mnie zabije, pomyślał Chopper i rozgryzł Rumble Ball. Nie było już odwrotu. Nic już się nie liczyło. Może Luffy ich pomści.
- TERAZ!!!
Wraz z Marisą rzucili się na Corteza. Biegli po śmierć.


Ciąg Dalszy Nastąpi

Dramatyczne pytania

Kiedy obudzi się Luffy?
Czy Nami uda się pozbierać?
Czy Zoro i reszta zdążą na czas?
Czy to koniec przygody Choppera i Marisy?

Część 13 to: „Wybacz Sogekingu. Tajemnica ludzi Corteza.”

bullet Napisane przez Vampircia dnia 10 maj 2009 · Kategoria: Fanfiki ·
· 0 komentarzy · 1923 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,941,550 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony