REJESTRACJA
955 PL

954 PL

953 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Steam
Autor: Ponury dnia 18/10/19 22:11
Rozdział 959
Autor: Wielki160 dnia 18/10/19 18:08
Story Cubes 11: Szklana Pogoda -..
Autor: Szczery dnia 17/10/19 23:10
Breaking Bad
Autor: Devzan dnia 16/10/19 21:36
Spamiliada 12
Autor: Chisu dnia 16/10/19 21:25
Ostatnio widziane
Autor: Komimasa dnia 16/10/19 20:47
AnimeCon_baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
13. „Wybacz Sogekingu. Tajemnica ludzi Corteza”

Kiedy Luffy w końcu się przebudził słońce chyliło się już ku zachodowi rozlewając się szkarłatem po całym nieboskłonie. Był zły na siebie, że dał się zaskoczyć Chopperowi i wściekły na niego, że przez jego głupi wybryk stracił szansę by osobiście wycisnąć z Corteza miejsce pobytu Sanji’ego i Nami. Nie tego się po nim spodziewał, zupełnie nie rozumiał tego irracjonalnego strachu, który tak często trawił lekarza. Tylko, że Chopper jeszcze nigdy nie posunął się do tak radykalnych działań.
Słomiany usiadł na ziemi nakładając na głowę kapelusz, czuł jeszcze lekkie swędzenie w nosie, pozwolił sobie na to by obscenicznie w nim podłubać. Potem wstał i spojrzał w górę wulkanu. Coś tu było nie tak.
To co zapamiętał, gdy jeszcze patrzył na zbocze, to to, iż powierzchnia była gładka, piaszczysta. Teraz tuż przy kraterze widniał spory lej. Luffy jednak widział nie jedną eksplozję w życiu i zdawał sobie sprawę, iż to nie materiały wybuchowe do tego doprowadziły. Lej wyglądał na wydrążony siłą natury.
Szybkim krokiem zaczął się wspinać po zboczu wytężając wzrok, by po chwili wytrzeszczyć oczy. Mały kształt, który wydawał się być kamieniem teraz się poruszył. Luffy obawiając się najgorszego rzucił się biegiem w tamtą stronę i po chwili był już pewien. To nie była skała ani nic w tym stylu. Na zboczu leżał, twarzą w dół, lekarz okrętowy Słomianych Kapeluszy – Chopper.
- Hej! Nic Ci nie jest? – krzyknął Luffy dopadając do przyjaciela i szybko obracając go na plecy.
Przeraziło go to co zobaczył. Chopper broczył krwią z rany na czole, całe ciało miał umorusane pyłem wulkanicznym i pokryte sinymi pręgami.
- Luffy... – jęknął tamten i otworzył oczy.
Pirat nienawidził takich momentów. Kiedy jakikolwiek z jego przyjaciół był ranny, on też odczuwał ból, może i większy niż oni. Cortez....
- Marisa. – Chopper najwyraźniej nie mógł mówić już więcej, bo zakaszlał potężnie odpluwając krwią, na wargi wystąpiły mu czerwone bańki, a ciało wygięło się w łuk.
- CHOPPER!!! – ryknął Luffy potrząsając przyjacielem.
Renifer był w bardzo złym stanie, aczkolwiek żył. Przynajmniej na razie. Luffy obejrzał się w obie strony szukając Marisy i istotnie dojrzał dziewczynę. Siedziała na ziemi oparta o spory kamień, głowę miała spuszczoną, zaś dłonie zaciśnięte na rękojeści katany, która spoczywała jej na kolanach. Włosy zasłaniały jej twarz, Luffy nie mógł od razu stwierdzić czy jest ranna, czy nie, stwierdził jedynie, że się nie rusza. Kiedy jednak podszedł bliżej zobaczył, że jej jasna bluzka przesiąknięta jest krwią. Usłyszała go nim zdążył coś powiedzieć i podniosła głowę. Uśmiechnęła się.
- Dobrze spałeś?
- Co się stało?! – Luffy był wściekły do granic możliwości. Jak mógł dopuścić do czegoś takiego?
- Nie udało się go pokonać – powiedziała dziewczyna cichym głosem. – a owocu użył tylko raz....
- Jaką ma moc?
- Nie wiem... Nie dojrzałam.... Za szybko... – Marisa jęknęła z bólu. – Powiedz Takeyamie... że... przepraszam...
- Sama mu to powiesz. – mruknął Luffy po czym spojrzał ze szczytu wulkanu w dal. Wziął głęboki wdech.
- CORTEEEEZ!!!!!!!!! Gdziekolwiek jesteś, wyłaź!!! SKOPIĘ CI DUPSKO!!!!!!!!!
Odpowiedziała mu długa i przeciągła cisza.
- Nie da rady w ten sposób – rzekła Marisa. – Nie przyjdzie. Będziesz musiał na niego zaczekać.
- O nie, moja droga – warknął Słomiany – Ja po niego pójdę!
To mówiąc wziął Marisę na barana, Choppera zaś podniósł jedną ręką. Zaczął powoli schodzić z wulkanu myśląc o Cortezie. Postanowił już, że go pokona.


Kilka godzin przed tym jak Słomiany otworzył oczy po spokojnym, sztucznie wywołanym śnie, Cortez właśnie powolnym krokiem, wręcz się ociągając schodził po zboczu wulkanu. Marisa i Chopper, świeżo powaleni, zostali za nim z tylu, tego co się stało nie można było nazwać nawet walką. Cortez nigdy nie należał do specjalnie okrutnych ludzi, dlatego wstrzymał się od zadania śmiertelnych ciosów. Takich płotek nie było sensu zabijać, wiedział o tym aż za dobrze. Był pełny podziwu dla dzielności tej dwójki, ale wiedział też, że taki pokaz jego umiejętności doskonale zatrzyma ich od węszenia wokół wulkanu. Przy skraju lasu, który otaczał wulkan czekała na Corteza piękna, młoda kobieta, w turkusowej yukacie, z długimi, czarnymi włosami spiętymi w koński ogon wysoko z tyłu głowy. Była szczupła, o doskonałych kształtach w jej brązowych oczach kryła się figlarność, zaś twarz spowijała maska szacunku. Skłoniła się Cortezowi, gdy ten zatrzymał się naprzeciwko niej.
- Kichiru... – powiedział przyjmując od niej hołd. Rozejrzał się.
- Czujesz to prawda, Cortez – san? – spytała.
- Istotnie. – rzekł przeczesując dłonią skronie. Pierwsze siwe włosy pojawiły się już wśród jego blond czupryny. Za dużo miał stresu w życiu. – Ktoś się zbliża. Potrój straże i wyślij sporą grupę w las. Obawiam się, że rebelianci mogą zbytnio węszyć.
- Domyślam się – rzekła Kichiru. – tylko, że ja i Kidari również idziemy. Sprawa może wymagać szybkiego rozwiązania. Co z piratami?
- No cóż, dostałem wieści, że uciekli z koszar The Guards, Sigma strasznie cierpi z tego powodu. Myślę jednak, że póki co nasza trójka, z Ozumą, nie będzie się wtrącać do tej sprawy. Ja chcę tylko i wyłącznie trochę spokoju. Zajmiesz się wszystkim, prawda?
- Oczywiście. Z największą przyjemnością.
- W takim razie masz wolną rękę. Nie zapomnij wysłać kogoś do Białego Starca, dobrze? – nie czekając na odpowiedź mężczyzna dosłownie rozpłynął się w powietrzu. Niemniej jednak Kichiru skłoniła się nisko.
- Tak jest, Cortez – san.



Usopp biegł szybko, ile miał tylko siły w nogach. Zoro jednakże również był szybki i znacznie bardziej pewny siebie. Miał w końcu trzy katany przy boku, to nie to samo co nędzna proca Usoppa. Długonosy nie miał zbytnio okazji by odwiedzić Thousand Sunny i wziąć Kabuto, musiał radzić sobie z tym co miał.
Shin miał podwójny powód by się śpieszyć. Po pierwsze musiał uratować Marisę, bo to właśnie przez niego taka sytuacja zaistniała. Obiecał, że ją uratuje, że naprawi to co stało się z jego winy. Po drugie za dobrze pamiętał cierpienia, które Kaneyama otrzymała od Corteza. Wszystkie rany które odniósł w walce z jego ludźmi paliły go teraz żywym ogniem. Musiał zabić uzurpatora. Miał przecież najlepszą strzelbę po tej stronie świata, sam ją modyfikował, miała zasięg dalszy niż jakakolwiek inna broń w posiadaniu piratów lub ludzi Corteza. I dodatkową amunicję. Modlił się by mocą Corteza nie okazała się jakaś logia.
- Stójcie. – powiedział nagle Zoro, gdy tamci, zaaferowani szybkością działania zupełnie nie usłyszeli tego co on. Zoro był jednakże zbyt uważny by puścić mimo uszu taki szczegół. Cichy świst. Coraz głośniejszy i głośniejszy.
- Co się dzieje? – zapytał Shin zdejmując instynktownie strzelbę z ramienia.
- Ktoś lub coś tu leci – odparł szermierz. – coś. – dodał po chwili.
- To znaczy.... – zaczął Usopp, ale nie skończył.
To stało się w ułamku sekundy.
Błysk stali, wrzask Zoro, Sandai Kitetsu wysuwający się z Saya i przepotężne cięcie. Zoro nie krzyknął, nie ostrzegł, niczego nie powiedział. Zdawał sobie sprawę iż na to jest za późno, że po prostu trzeba działać. Przeciął na pół kulę armatnią, która o mało co nie roztrzaskała mu czaszki. Liczył się z tym, że to koniec. Że za chwilę nastąpi eksplozja i cała trójka przeniesie się do innego świata. Nic takiego jednak się nie stało.
- Co to do diabła? – zapytał Usopp, wyciągając procę i wpatrując się w rozciętą na pół kulę. – gdzie jest proch?
- Nie ma, nigdy nie słyszałeś o tego typu pociskach. Niszczą nie tworząc niepotrzebnej eksplozji.
- Ale one zawsze są łączone z łańcuchem... – zaczął Usopp i w tym momencie wszyscy usłyszeli pękające drzewa, jakby uderzyła w nich niesamowita wichura.
Z tego samego kierunku co poprzednia kula leciała druga, ciągnięta łańcuchem, pomalowanym na zielono. Istotnie, w lesie, o zachodzie słońca ze stresem, który nie pozwalał myśleć można by nie zauważyć łańcucha. Tym razem jednak mieli przewagę widzieli kulę już wcześniej.
- Dobra... – warknął Zoro i dobył drugiej katany.
Poczuł dotyk ręki na ramieniu. Usopp wyminął go z zacięta miną i stanął naprzeciwko lecącej kuli.
- Nie wtrącaj się Zoro. Muszę się od czasu do czasu na coś przydać.
- Ale... – Shin był zaskoczony tą sytuacją. Przecież Usopp zginie!
Kula była coraz bliżej, zaś pirat sięgnął do torby.
Zoro zadrżał. Ryzykował własnym życiem ufając długonosemu, ale wierzył w niego. Przynajmniej chciał wierzyć. Odsunął się. I w tym momencie zamknął z przerażenia oczy.
Usopp wyciągnął rękę. Ostatnie co Zoro zauważył to to, że kula go w nią trafia. Kilka sekund później, kiedy spodziewana śmierć nie nadeszła odważył się je otworzyć.
Jego przyjaciel trzymał kulę armatnią wyciągniętą w prawej dłoni. Uśmiechnął się i skierował ramię w stronę z której przyleciała kula.
- IMPACT!!!!!!!!!!!!!! – krzyknął i pocisk wystrzelił jak z armaty mknąc w ciemny las i pociągając za sobą jedną z połówek drugiej kuli.
Shin otworzył oczy z wrażenia, nie spodziewał się czegoś takiego. Nie wierzył wręcz temu co ujrzał.
- Jak ty to zrobiłeś? – jęknął nie mogąc ustać z przejęcia.
- Jeśli nie znasz diali długo ci będziemy musieli to tłumaczyć. – westchnął Zoro. – Niemniej, Usopp ma parę przydatnych umiejętności.
Długonosy uśmiechnął się słysząc pochwałę z ust przyjaciela i pokazał Shinowi muszlę którą miał przywiązaną do dłoni. Strzelec pokiwał głową mimo, że niczego nie rozumiał. Nie to jednak w tej chwili go obchodziło. Bardziej interesowało go z kim mają do czynienia, kto strzelał.
Nie musiał długo czekać na odpowiedź.

Była sama. W pierwszej chwili wydawała się zwykłą zagubioną niewiastą, jednakże po chwili Shin już wiedział, że taką nie jest. Z cienia drzew wyszła w ich stronę młoda kobieta w turkusowym kimonie, jednakże ze zdecydowanym wyrazem twarzy. Rebeliant poznał ją od razu – była to Kichiru, jedna z najbardziej zaufanych wojowniczek Corteza, przywódczyni drugiego plutonu The Guards. Nie było czasu na to by mówić o tym Słomianym, widział jednak, że oni też wyczuwają, iż coś jest nie tak.
- Jestem zaskoczona. – powiedziała nie zwalniając kroku. – Nie spodziewałam się, że odbijecie coś takiego.
Tutaj już Zoro i Usopp nie mieli żadnych wątpliwości. Była wrogiem.
- Rebelia Czerwonej Chusty, tak? Piękna nazwa do podręcznika z historii. – zakpiła Kichiru widząc kawałki materiału na ich nadgarstkach i idąc teraz nieco wolniej – Niestety, każdy wie, że wszystkie rebelie upadają. Wasza już za dwadzieścia dni.
Shin nie zrozumiał o co jej chodziło, ale nie odniósł się do tego. Nie było teraz pory na dekoncentrację.
- Ale póki co, nie dopuszczę byście przeszkadzali panu Cortezowi – rzekła i zatrzymała się przed nimi.
- Co powiedziałaś maleńka? Niby jak chcesz nas zatrzymać? – prychnął Zoro – W pojedynkę?
- Ach oczywiście, że nie. – zaśmiała się Kichiru. – Nie w pojedynkę.
Usopp pierwszy spojrzał w las i dostrzegł jak powoli wyłaniają się z niego ludzie. Każdy miał na sobie czarny prochowiec. Ich liczba szła w dziesiątki i cały czas ich przybywało. Nikt z nich nie dzierżył żadnej broni, pirat wiedział jednak aż za dobrze, że to nic nie znaczy. Sytuacja wcale, a wcale nie wyglądała różowo.
Po chwili dało się usłyszeć kolejne kroki i z pomiędzy drzew wyszedł najwyższy człowiek jakiego Usopp kiedykolwiek widział na oczy. Miał co najmniej 3 metry wzrostu i choć widać było, że olbrzymem nie jest, to jednak krzepę musiał mieć jak olbrzym. Niósł ze sobą wielki łańcuch wieńczony z obu stron kulami armatnimi, jedną rozciętą na pół. Długonosy od razu pojął, że to jego sprawka, że to on rzucał.
Zoro natomiast uśmiechnął się szeroko.
- Za mało.
- Co? – Kichiru zdziwiła się nieco jego miną.
- Jest was za mało. – powtórzył szermierz chwytając oba miecze.
Kobieta nawet się nie odezwała. Dała ręką malutki gest i cała grupa natychmiast rzuciła się do przodu. Do ataku.
- Za mało tak?! – ryknął pierwszy, który zbliżył się wystarczająco by przekrzyczeć ogłuszający wrzask tłumu za nim.
Zoro jedyne co zrobił to wypuścił powietrze z płuc i pozwolił by ogarnęła go pustka.
- Tak. ZA MAŁO! Nana-jyu-nii pondo hou!!! – uderzył nie czekając na atak. I trafił idealnie. W sam środek tłumu.
W powietrze wzniosło się mnóstwo dymu, Shin uśmiechnął się widząc moc ataku szermierza, jednak sekundę później uśmiech mu zbladł. Z dymu wypadł jeden z The Guards i z całym impetem wszedł Zoro łokciem w podbródek. Tylko swojemu zadziwiającemu instynktowi bojowemu szermierz zawdzięczał to, że nie stracił swych mieczy. Zacisnąwszy odruchowo pięści jak przy każdym otrzymanym przez siebie ciosie, pozwolił by jego ciało przekoziołkowało i uderzyło plecami w drzewo o bardzo grubym pniu.
- Zoro!! – ryknął Usopp, ale było już za późno. Kolejnych dwóch wyskoczyło na niego.
Uderzyli szybko i bezbłędnie. Długonosy padł plackiem na ziemię wypuszczając z dłoni procę.
Shin spodziewał się co nastąpi teraz. Przymierzył i czekał. Trzech rzuciło się na niego. Wypalił natychmiastowo celując pierwszemu z nich w serce. Trafił, jednakże tamten nie padł. Zdziwiło go to do tego stopnia, że prawie nie zauważył kiedy Guard wymierzył mu celny cios w klatkę piersiową. W pierwszym momencie nie poczuł bólu, ale sekundę później strumień krwi trysnął mu z ust, zaś z drugiej strony pleców rozdarła się koszula. Buchnął ogień.
Zaraz, ogień?, pomyślał Shin po czym upadł na trawę wymiotując krwią.
- Co to do cholery było... – jęknął Zoro skacząc na równe nogi. – dlaczego mój atak nie podziałał?
- Niestety, ich nie zranisz – odezwał się roześmiany głos z góry. Zoro zerknął do góry i dojrzał Kichiru siedzącą na gałęzi sporego drzewa i najwidoczniej obserwującą jedynie starcie.
- Nie? – Zoro uśmiechnął się i otarł krawędzią dłoni stróżkę krwi, która spłynęła z rozbitej wargi. – zaraz zobaczymy.
- Niczego nie zobaczymy. Zgniecie w przeciągu kilka chwil. Potem przyjdzie kolej na tą dwójkę na wulkanie. A ten wasz słynny kapitan? Gdzie on niby jest? Podobno wpadł do wody uciekając przed naszym Sigmą.
- Zamknij się... – warknął Zoro zaciskając mocniej dłonie na rękojeściach katan.
- Zwiewał tak, że zapomniał, że zjadł diabelski owoc. Utopił się! – szydziła Kichiru. – Co? Nie zgadzacie się? Widzę to po waszych minach. Więc w takim razie powiedzcie mi. Gdzie jest kapitan Słomianych Kapeluszy?

- KAEN BOSHI!!!
Kichiru nie zdążyła zareagować. Spojrzała w lewo i dostała w twarz pociskiem, który eksplodował tworząc barwną kulę ognia. Spadła z drzewa uderzając się w plecy i natychmiast rzuciła się by zgasić płomienie. Gdy już podniosła poparzoną twarz spojrzała na tego, który tego dokonał. Zaledwie dziesięć metrów od niej stał wyprostowany Usopp trzymając w dłoni procę.
- Tutaj. – odezwał się drżącym głosem.
- Co?
- Kapitan jest tutaj. Kiedy nie ma Luffy’ego, to ja jestem zastępcą!!! – długonosy nałożył kolejną ze swych pachinko.
Kichiru powoli podniosła się z ziemi jakby już delektowała się tym co za chwilę nastąpi, po czym sięgnęła za pazuchę i wyciągnęła.... niedużą, ręczną procę.
- Nie ruszać mi pinokia – rozkazała swoim ludziom. – sama go zabiję.
Strzeliła, to że Usopp nie zginął od razu było jedynie dziełem przypadku. Poczuł ból w kostce wywołany poprzednim ciosem i opadł na kolano podczas gdy pocisk przeleciał nad nim. A potem ogromna eksplozja przegoniła z lasu wszystkie ptaki, jakie jeszcze pozostały.
Długonosy spojrzał na nią z przerażeniem. Miała bardzo, ale to bardzo dziwne pociski.
- Skoro tak się śpieszysz na tamten świat, pomogę ci w tym. – powiedziała kobieta i strzeliła kolejny raz.
Usopp nie musiał już dłużej udawać kogoś innego, zresztą i tak nie mógł. Po prostu rzucił się do ucieczki. Wybuch rozerwał kolejne drzewa.
- Zostawcie ją mnieee!!!!! – wrzasnął jeszcze po czym zniknął w głębi lasu.
Kichiru pognała za nim.

Biegł ile tylko miał sił w nogach. Walczył już wiele razy, wiele razy przechodził sam siebie, jednakże tym razem trafił na procarza! Nigdy jeszcze nie spotkał kogoś władającego taką samą bronią jak on sam i nigdy jeszcze nie widział takich pocisków. On takich nie miał. Wokół niego eksplodowały kulki pachinko Kichiru. Drzewa waliły się jak pod wpływem wichury, zaś dźwięki eksplozji nieznośnie brzmiały w uszach. Byłą tuż tuż.
Usopp obejrzał się za siebie i zobaczył jak jego przeciwniczka wkłada kolejną kulkę do kieszeni procy.
- Kemuri Boshi! – wrzasnął rzucając się na ziemię i jednocześnie strzelając w jej stronę. Trafił. Zasłona dymna rozprzestrzeniła się w ułamku sekundy i po chwili mógł już salwować się ucieczką.
Biegł dalej, odwrócił się plecami do przeciwniczki i... gorzko tego pożałował.
- Kiri Boshi – usłyszał spokojny głos i poczuł piekący ból w lewej nodze.
Spojrzał w dół. Zwolnił kroku. W jego udo wbity był spory kawał metalu, ciepła posoka spływała po nodze. Już nie pobiegnie. Nigdy nie przypuszczał, że można do walki używać tak okropnych rzeczy.
Następna kulka poleciała już bez słowa. Uderzyła go w brzuch i eksplodowała pozbawiając go oddechu. Potem kolejna. I jeszcze kolejna. Wypuścił z rąk procę i padł na ziemię. Pasek od torby pękł i zawartość rozsypała się wokół niego.
Wybacz, Luffy... Zawiodłem, pomyślał po czym spojrzał w górę. Stała nad nim Kichiru z kolejnym ostrym kawałkiem stali w naciągniętej procy.
- Tak kończą ci, którzy odważą się mnie zaatakować.
Usopp spojrzał w niebo myśląc, że widzi je po raz ostatni, potem zerknął na swoje rzeczy. Młotek... Diale.... Maska Sogekinga...
Przyjaciel. Druga osobowość. Czy Sogeking mógłby go teraz uratować? Wyciągnął rękę w stronę maski i schwycił ją końcem palców.

- Ten Sogeking był naprawdę niesamowity! – mówił Luffy gdy płynęli już z dala od Water 7.
- Naprawdę? – dopytywał się Usopp uśmiechając się pod nosem.
- No! Świetny był. Ale cieszę się, że ty wróciłeś – Słomiany wyszczerzył się w uśmiechu – nie zastąpiłbym ciebie żadnym strzelcem na świecie. Jesteś moim przyjacielem!!!

Usopp uśmiechnął się szeroko.
- Co się szczerzysz? Tak ci spieszno na tamten świat? – warknęła Kichiru.
Puścił maskę.

Wybacz Sogekingu, ale tę walkę stoczy Usopp, pomyślał. Przyjaciel człowieka, który zostanie królem piratów.

- Usoppu Hamma!!!
Kichiru schwyciła się za piszczel zaskoczona nagłym atakiem i upadła na ziemię koło długonosego. Ten zerwał się koślawo na równe nogi i schwycił mocno procę upuszczając jednocześnie młotek, który zostawił siny ślad na nodze jego przeciwniczki. Wymierzył jej kopniaka w szczękę zdrową nogą, obciążył tym ranną i stęknął z bólu, ale wytrzymał.
- Nie wygrasz ze mną. – powiedział spokojnie.
- Niby czemu? – warknęła wstając powoli.
- Czemu? – uśmiechnął się – Bo już się nie boję.


Ciąg dalszy nastąpi

Dramatyczne pytania:

Kto zwycięży w tym starciu?
Czy Rebelia Czerwonych Chust ma szanse powodzenia?
Kiedy dojdzie do ostatecznej bitwy?
Co ukrywa Cortez?

Część 14 to: „Dwadzieścia dni. Ostateczne przygotowania”


bullet Napisane przez Vampircia dnia 10 maj 2009 · Kategoria: Fanfiki ·
· 0 komentarzy · 1417 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,941,905 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony