REJESTRACJA
945 PL

944 PL

943 PL

  891 i 892 PL!

  880 PL!

  879 PL!

CC9 - Trupiarniane śniadanie mi..
Autor: Grigorij dnia 17/07/19 18:59
SC -10: Szybko i Śmiesznie w Pr..
Autor: fuszioms dnia 17/07/19 18:43
CC9 - ogłoszenia
Autor: okiren dnia 17/07/19 13:56
Zajawki nowych filmów/seriali
Autor: Komimasa dnia 17/07/19 09:53
Odcinek 892 Rozpoczyna się Wano
Autor: Komimasa dnia 16/07/19 21:27
Opening 22 do Wano!
Autor: Komimasa dnia 16/07/19 18:51
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
14. „Dwadzieścia dni. Ostateczne przygotowania”

Zoro odczuwał brak Yukibashiri dotkliwie. Znał mnóstwo technik korzystających z dwóch ostrzy i często je stosował, obok tego miał w swoim arsenale sporo ataków jednym mieczem, jednakże wszystkie potężne uderzenia, które wypracowywał przez lata, wszystko co mogłoby jednym uderzeniem zmiażdżyć przeciwnika wymagało jeszcze jednej katany. Wręcz czuł, że brakuje mu tego znajomego ciężaru w ustach. Może nie nazwałby tej walki najtrudniejszą w swoim życiu. Może nie powiedziałby, że nie ma żadnych szans, lecz wiedział, że nie będzie łatwo. Zresztą już nie było.
- Shin, za tobą!!! – krzyknął, zaś strzelec odwrócił się by w ostatniej chwili posłać kulę w pierś Guarda przymierzającego się do ciosu. Tamten upadł ale wstał niemal natychmiast.
Zoro nie rozumiał dokładnie co się dzieje. Ilekroć zadawał, jak myślał śmiertelny cios, mężczyzna wstawał od razu, zupełnie jakby prochowiec był swego rodzaju ochroną. Próbował celować w głowę, ale ani razu mu się to nie udało, gdyż napór przeciwników był zbyt duży. Shin również miał ten problem, otrzymał potężny cios i nie mógł skupić myśli na właściwym, celnym strzale. Jego strzelba mimo, że pół automatyczna, miała magazynek jedynie na 8 pocisków. Nie raz musiał uderzać kolbą i szukać schronienia za plecami Zoro by zmienić magazynek.
- Jak tak dalej pójdzie, będzie po nas! – warknął strzelec przeładowując broń.
- Zaraz będzie jeszcze gorzej – Zoro spojrzał na mężczyznę, który górował nad innymi z The Guards. – On zaraz włączy się do walki.
Miał rację. Olbrzym zakręcił łańcuchem i uderzył między nich, w ostatniej chwili udało im się dać susa na boki. Zoro dojrzał kątem oka Guarda wyciągającego pistolet i ciął na ślepo, będąc wciąż jeszcze w powietrzu. Nie spodziewał się zbyt wiele, ale po chwili ciepła krew spryskała zieloną trawę. Trafił mężczyznę w szyję i przeciął mu tętnicę, ten zaś osunął się na ziemię i znieruchomiał.
- Celuj w głowę! To płaszcze ich chronią! – zawołał do Shina i spojrzał na największego spośród przeciwników. To nie będzie teraz takie trudne, pomyślał.
W momencie kiedy Guard znów zamachnął się na niego łańcuchem wiedział co robić.
- Saikuru!!! – uderzył ile tylko miał sił.
Nie trafił w głowę, ale siła uderzenia wyniosła przeciwnika w powietrze. Miał okazję.
- Taka Nami! – i tym razem atak dosięgnął celu, uderzył w plecy.
Olbrzymi Guard upadł na ziemię z głuchym łoskotem, zaś Zoro otarł pot z czoła.
Z dwoma tylko mieczami to nie będzie proste, tego był pewien.


Usopp jeszcze nigdy nie był taki spokojny. Mimo, że ledwo trzymał się na nogach, miał dotkliwie zranioną nogę i prawdopodobnie uszkodzone organy wewnętrzne stał wyprostowany i gotowy do działania. Wypełniało go miłe uczucie, jakby wszystkie troski się ulotniły, Kichiru wydawała się tak odległa jakby nie z tego świata. Rany także nie sprawiały mu teraz bólu, myślał szybko i ostro. Miał wrażenie jakby coś, co od zawsze go hamowało teraz uciekło.
- Czy ty się nie za pewnie czujesz? – jakiś kobiecy głos dobiegł jego uszu.
Nie odpowiedział. Ścisnął mocniej procę i spokojnie sięgnął do torby by zawiązać zerwany rzemień. Kątem oka dojrzał jak Kichiru nakłada na procę pocisk. Był szybszy.
- Tamago boshi. – trafił w środek jej twarzy.
Wydawało mu się, że strzela celniej, szybciej. Spokojniej. Zarzucił torbę na ramię szybkim ruchem, przez trafienie jajkiem w twarz Kichiru zyskał czas potrzebny na zapakowanie wszystkiego co rozsypało się po trawie. Uśmiechnął się.
- Kayaku Boshi! Kaen Boshi! Sakuretsu Saboten Boshi! – takiej serii nikt nie mógł przetrwać.
Długonosy zawsze był dumny ze swoich zdolności strzeleckich, zazwyczaj trafiał w cel, wymyślił tak różne pociski, że na każdą okazję miał coś przygotowanego. Wiedział, że długo to nie potrwa, Kichiru nie wytrzyma takiego natężenia ataków. Wiedział jednak też, że przed oczyma robi mu się ciemno, że ból doskwiera mu coraz bardziej.
Kobieta podniosła się z ziemi z wściekłym wyrazem twarzy. Była poparzona, szrapnele w wielu miejscach boleśnie wbiły się w jej ciało. Naciągnęła procę. Jak mogłaby pozwolić by przegrać z kimś takim?
Usopp wiedział, że ma tylko jedną szansę. Nie umiał walczyć, co do tego nie było wątpliwości. Żył jednak w ten sposób, że musiał się przemóc. Ile razy Luffy lub ktoś inny go ratował? Ile razy był ciężarem dla swoich przyjaciół? Teraz jednak był im równy. On też się nie bał. Przynajmniej w tym momencie.
Naciągnął procę. Widział w myślach tor lotu pocisków, wymierzył...
- Kayaku Boshi! – krzyknęli oboje w tym samym momencie.
Usopp nie trudził się unikać, i tak by nie zdążył. Pachinko musnęło jego policzek zostawiając bolesną szramę, ale nie trafiło bezpośrednio. Eksplozja nastąpiła daleko za nim. Kichiru nie miała tyle szczęścia. Kulka Usoppa uderzyła centralnie w jej procę trzaskając ją na kawałki i eksplodując natychmiast. Kobietę odrzuciło do tyłu, uderzyła plecami w drzewo i opadła na ziemię kaszląc krwią.
- Cholerny gnoju... – jęknęła podpierając się na ramionach.
- Nie masz jak walczyć – uśmiechnął się długonosy. – Przegrałaś.
- Nie przegrałam! – krzyknęła. – Ja nigdy nie przegrywam!
Usopp ruszył wolnym krokiem w stronę miejsca gdzie jego przyjaciele walczyli z The Guards. Musiał im pomóc. Nie wiedział na ile się przyda, bo ból był do tego stopnia uciążliwy, że musiał walczyć ze sobą by nie stracić przytomności. Wyminął Kichiru bez słowa. Przegrała, nie musiał jej dobijać.
- Gdzie ty idziesz? – wrzasnęła. – Ja nie przegrałam! Walczymy dalej słyszysz?
Nawet jeśli Usopp słyszał to na pewno nie słuchał. Zacisnął zęby. Potem będzie czas na cierpienie. Teraz trzeba walczyć. Uśmiechnął się krzywo i zaczął biec. Do uszu dobiegł go łamiący się głos rannej kobiety.
- Dorwę cię! To jeszcze nie koniec!
Ale na razie to był koniec. A Usoppa nic więcej nie obchodziło.


Zoro miał rację. Shin mimo, że zostawiony sam, ze sporą grupą The Guards nie miał najmniejszych problemów w tym, żeby po kolei wysyłać ich na tamten świat. Nigdy zbytnio się nie patyczkował. Strzelał, a wszystkie kule trafiały, był strzelcem wyborowym, jakby nie patrzeć. Broni jaką władał mogli by pozazdrościć wszyscy, tak samo jak jego zdolności. Dowodem na to była góra trupów która wkrótce urosła wokół niego. Spojrzał na Zoro. Wciąż się zmagał z tym olbrzymem. Rzeczywiście, różnica ich wzrostu była taka, że ciężko było szermierzowi trafić w głowę. A przeciwnik najwyraźniej się nie patyczkował. Atakował z zaciekłością i coraz ciężej szermierzowi było unikać ataków. Shin był jednak za bardzo związany walką z przeciwnikami tutaj by pomóc Zoro. Odwrócił się więc i strzelił kolejnemu Guardowi w głowę rozsadzając czaszkę.
- Silny jesteś draniu, co? – mruknął Zoro wskakując na gałąź drzewa. Przeciwnik nie odpowiedział tylko wyciągnął po niego swoją olbrzymią rękę. Szermierz tylko na to czekał.
Po prostu przebiegł po jego ręce. W mgnieniu oka znalazł się przy jego twarzy i z uśmiechem wymierzył mu potężnego kopniaka. Olbrzym zwalił się na ziemię, ale to jeszcze nie był koniec. Zoro wbił miecz w jego dłoń, nieosłoniętą płaszczem część ciała. Istotnie podziałało. Przeciwnik ryknął z bólu, z rany chlusnęła krew. Machnął ręką i odtrącił Zoro od siebie, tamten jednak był na to gotowy. Wypuścił z rąk miecz, który przyszpilał dłoń Guarda do podłoża i jeszcze w powietrzu uderzył z całych sił.
- San-jyu-rokuu pondo hou!!! – Guard akurat usunął z dłoni katanę Zoro i zaczynał wstawać. W momencie kiedy podniósł głowę atak go dosięgnął wyrzucając go daleko w tył. Pod jego naporem złamało się drzewo, potem następne i jeszcze jedno, a kiedy mężczyzna opadł już na ziemię był już nieprzytomny. Płaszcz ochronił go przed śmiercią, ale takiego uderzenia nie mógł przyjąć ze spokojem. Na ustach pękały mu bańki krwi i nie ruszał się.
Szermierz uśmiechnął się do siebie i podniósł z ziemi Sandaia Kitetsu, którym przyszpilił dłoń olbrzyma. Odwrócił się do Shina i zobaczył, że The Guards nerwowo się wycofują widząc z jaką celnością mężczyzna strzela. Wokół niego leżało co najmniej dwudziestu martwych wojowników. Rebeliant wystrzelił jeszcze dwukrotnie, dwóch kolejnych padło bez życia, co reszcie odebrało jakąkolwiek wolę walki. Rzucili się do ucieczki nie zważając już na nic. Nie minęło wiele czasu i Zoro wraz z Shinem zostali na polance sami.
- Niezły jesteś. – rzekł szermierz widząc martwe ciała. Wszyscy zginęli w ten sam sposób. Kula ugodziła ich dokładnie po środku czoła. – Kiedyś też spotkałem dobrego strzelca. Tylko, że on, był moim przeciwnikiem. – Zoro przypomniał sobie Brahama.
- Chodź. Nie czas na gadanie. Trzeba ratować Marisę. – Shin spojrzał ze smutkiem na ludzi których zabił – Kolejnych dwadzieścia osób. Przez Corteza...
Zoro spoważniał.
- Wiesz, że tak musiało się stać – rzekł spokojnie – wiesz, że Luffy nigdy mu tego nie wybaczy.
Shin mruknął coś niewyraźnie i już odwrócił się żeby odejść, ale posłyszał cichy szelest dobiegający z pomiędzy drzew. Zoro również musiał to usłyszeć gdyż obaj mężczyźni położyli natychmiast dłonie na broni. Uspokoili się jednak, gdy sekundę potem ich oczom ukazał się Usopp.
- Wygrałeś? – zapytał Shin.
- Ta... Tak – powiedział długonosy z trudem łapiąc oddech – przegoniłem frajerkę!!!
Po tych słowach zachwiał się i runął bezwładnie na trawę. Zoro natychmiast dostrzegł głęboką ranę na nodze i krew która teraz potoczyła się Usoppowi z ust. Natychmiast znalazł się przy nim.
- Hej, nic ci nie jest?! – warknął przewracając przyjaciela na plecy i delikatnie nim potrząsając.
- Spoko... – jęknął ranny – Ale... muszę przez chwilę odpocząć...
Shin spojrzał w stronę wulkanu i zacisnął pięści. Spojrzenia jego i Zoro spotkały się. Szermierz od razu zrozumiał i nie próbował protestować kiedy Shin spokojnym głosem poprosił:
- Zostań z nim. Ja idę zrobić to co do mnie należy.
Zielonowłosy uśmiechnął się tylko i skinął głową.
Chwilę później Shin biegł już ile sił w nogach wiedząc, że za chwilę wybiegnie z lasu, a przed nim wyłoni się Cortez walczący z ranną Marisą i jednym ze Słomianych Kapeluszy. Przed nim wyłoni się jedna jedyna szansa kiedy będzie mógł pociągnąć za spust i modlić się by Cortez nie władał żadną logią. Przyspieszył kroku. Jeszcze sto metrów. Jeszcze pięćdziesiąt. Wyłoniło się szkarłatne już niebo. Jeszcze dziesięć metrów, widział wulkan. Metr...
Wypadł na otwartą przestrzeń z bronią gotową już do strzału, ale ten nigdy nie padł. Wiedział już, że przybył za późno. Corteza po prostu już tu nie było.
- Cholera – zaklął, ale w tym momencie poczuł czyjąś obecność po swojej lewej stronie. Natychmiast się odwrócił i ujrzał kogoś, kogo się nie spodziewał zupełnie.
Ledwo dziesięć metrów od niego stał Monkey D. Luffy i patrzył mu prosto w oczy wzrokiem kogoś, kogo nic nigdy nie może zaskoczyć. Na baranach niósł Marisę, ponad wszelką wątpliwość nieprzytomną, zaś lewą ręką utrzymywał lekkiego Choppera, również znieruchomiałego.
Stali tak przez chwilę w milczeniu, po czym Luffy uśmiechnął się szeroko.
- Jestem Luffy, a ty?
Jego bezpośredniość była bardzo dziwna w tym momencie, ale Shin wiedział już, że może mu zaufać. Podszedł do niego wolnym krokiem i ścisnął krótko jego ramię.
- Nazywam się Shin, rebeliant czerwonej chusty – powiedział cicho po czym jego spojrzenie spoczęło na Marisie – żyją?
- Tak, żyją. Są ranni, Marisa nawet dość poważnie, dobrze spotkać kogoś od niej. – Twarz Luffy’ego rozjaśnił wyraz ulgi.
Shin przejął od niego ranną dziewczynę, po czym przypomniał sobie o czymś ważnym. O czymś co Luffy na pewno chciałby wiedzieć.
- A właśnie, twoi wszyscy towarzysze są z u nas. Niedawno dotarli ten kucharz i ta dziewczyna... Nami, tak?
- Wspaniale! – Luffy uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Zoro i długonosy procarz są ze mną, wasz snajper lekko ranny. Reszta została w naszej kryjówce i czekają na ciebie.
- W takim razie chodźmy! – zakrzyknął się Luffy. – Tylko, żeby było dużo mięsa!
Shin jednak spoważniał.
- Są tez mniej dobre wieści. Blond kucharz został poważnie ranny. Z całą pewnością był torturowany.
Luffy zesztywniał i zatrzymał się. Nie spojrzał na Shina.
- Co więcej, dziewczyna... została najprawdopodobniej zgwałcona. I również jest ciężko ranna....
- C...co? – Słomiany spojrzał na niego z przerażeniem. Sanji... Nami... Wiele razy byli ranni, ale nikt nigdy nie pastwił się nad nimi. A Nami? Ta miła uśmiechnięta Nami... zgwałco... Nie mógł dokończyć myśli. Spojrzał na Shina zbielały z gniewu. – Kto to zrobił?!
- Ludzie Corteza... – odparł Shin. – Myślisz, że walczymy przeciwko „tym dobrym”?
Monkey D. Luffy miał w życiu coś ważniejszego niż przygody i mięso. Coś ważniejszego niż piractwo i samo życie. Przyjaciele. Ktoś uderzył w jego czuły punkt. Ktoś uderzył go poniżej pasa.
- Dziewczyna siedziała zapłakana przez parę godzin, nawet teraz, gdy szykujemy się do bezpośredniego starcia siedzą z kucharzem w kryjówce. Rozwaleni psychicznie – Shin ciągnął swoją opowieść bezlitośnie.
Luffy patrzył na niego jak w transie. Nie mógł tego słuchać. Był szczerze, szczerze przerażony. I już w momencie gdy chciał coś powiedzieć, wrzasnąć na całe gardło, czy też uderzyć w ziemię z całych sił, odezwała się Marisa:
- Luffy... – jęknęła po czym splunęła krwią. – Nie pokonasz Corteza...
Shin spojrzał na nią z troską, zaś Słomiany z szokiem w swoich okrągłych oczach.
- Nie pokonasz... Ma zbyt wielką moc... Jak zdejmie wisiorek... To będzie koniec...
- Przestań się odzywać... – skarcił ją Shin. – Jesteś ciężko ranna, musisz wypocząć.
- Luffy... pokonaj Corteza, błagam Cię. – powiedziała Marisa nie zważając na Shina, który trzymał ją w ramionach – Ostatnie co powiedział Chopper zanim... – tu przerwała. – to było twoje imię. Pokładał w tobie nadzieje do ostatniego momentu, aż zasłonił mnie przed atakiem, a sam... padł...
- Marisa! – warknął Shin, jednakże Luffy stał spokojnie i słuchał.
Po policzkach rannej dziewczyny popłynęły łzy.
- Widziałam jak ci ufał... i wiem, że jesteś godny tego zaufania.... dlatego proszę... Pokonaj... Cor...teza... Uwolnij... nas... – nie powiedziała już nic więcej. Na ustach pękły jej krwawe bańki i straciła przytomność.
Shin spanikował. Była zbyt bliska śmierci. Dlaczego pozwolił jej na ten cholerny patrol?
- Słomiany, chodź! Wracamy do kryjówki!
Luffy jednak się nie poruszył. Skrył oczy pod rondem kapelusza. Nie chciał, żeby ktokolwiek zobaczył tak straszliwą złość jaką teraz przedstawiało jego oblicze. Odwrócił się plecami do Shina i położył Choppera na ziemi.
- Zabierz ich oboje.
Strzelec znieruchomiał.
- A ty?
- Pozdrów moich przyjaciół. Ja muszę coś załatwić. Coś bardzo, bardzo ważnego.
- Ale...
-Nie martw się o mnie. Spotkamy się... dokładnie za 20 dni od teraz. Tyle czasu potrzebuje.
Shin znów próbował coś powiedzieć, ale tym razem Luffy spojrzał mu w oczy. Uderzyło go coś dziwnego, coś co sprawiło, że dreszcze przeszły mu po całym ciele. Czuł, że jeszcze chwila i się przewróci.
- Przekaż to moim przyjaciołom. Wrócę za dwadzieścia dni. I skopię dupsko temu Cortezowi. Przysięgam.
Strzelec znów się uśmiechnął. Dawno nie widział kogoś tak zdeterminowanego, a zarazem o tak dobrym sercu. Sięgnął do węzła swojej chusty.
- Nie wiem co chcesz robić przez te dwadzieścia dni. Mało mnie to obchodzi. Jeszcze nie wiem kiedy ruszymy do ataku, jeśli przegramy to ty to załatwisz. A skoro tak, to ty również jesteś w Rebelii Czerwonej Chusty. Od tego momentu jesteś jednym z nas.
Luffy przyjął ów materiał i przewiązał nim prawe ramię. Uśmiechnął się do Shina.
- Ok. – po czym odwrócił się i pobiegł najszybciej jak tylko zdołał.
Rebeliant jeszcze przez chwilę odprowadzał go wzrokiem, aż tamten zniknął między drzewami. Potem on sam odwrócił się i biorąc pod pachę Choppera ruszył w drogę powrotną. Będę musiał się nieźle tłumaczyć, pomyślał i pomknął w stronę Zoro i Usoppa.


Takeyama szedł wraz z Kabuu wzdłuż rzędów swoich wojowników. Nie była to grupa uporządkowana, nie mieli jednolitego munduru poza jednym elementem – czerwoną chustą, zawiązaną w dowolnym miejscu. Nie zależało mu na bezwzględnej organizacji, wiedział, że tutaj wszyscy się znają, że każdy osłoni tu każdego, że wszyscy są przyjaciółmi. I, że walczą o wspólny cel.
- Słuchajcie – powiedział odchrząkując. – Nie jestem zbyt dobry w takich zebraniach, ale chciałem zakomunikować, że Jin wrócił z nowymi informacjami. Przesuwamy bitwę o 20 dni.
Z tłumu dało się wychwycić pomruki niezadowolenia.
- Uspokójcie się. – rzekł głośno – mam podstawy twierdzić, że nie wszystko jeszcze jasne. Czekamy na rozwój sytuacji i wykorzystujemy czas, żeby się jeszcze lepiej przygotować.
- Ale dlaczego? – zapytał ktoś z tłumu.
- Ponieważ bardzo możliwe, że niedługo odkryjemy plany Corteza i położenie jego siedziby.
Buchnęły okrzyki radości. Takeyama powiedział już swoje i ze spokojem wrócił do siebie. Słyszał jeszcze jak Kabuu krzyczy „Macie dwadzieścia dni, rozejść się”.
To będzie bardzo krótkie dwadzieścia dni. Bardzo krótkie, pomyślał.

Luffy biegł ile sił w nogach. To będzie krótkie dwadzieścia dni, przeszło mu przez głowę.

Cortez uśmiechnął się siedząc w wygodnym perkalowym fotelu.
- Dwadzieścia dni... – powiedział do siebie. Po czym roześmiał się w głos, aż solidnie się zakrztusił.


Ciąg dalszy nastąpi

Ile dni?
No ile?
No ile do cholery??!

Część 15ta to „Dzień pierwszy. Ten najlepszy drink.”

bullet Napisane przez Vampircia dnia 10 maj 2009 · Kategoria: Fanfiki ·
· 0 komentarzy · 1869 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Komimasa
11/07/2019 12:56:07
Nie rozumiem, w czym problem z tym miejscem na avatar. Imo jest w dobrym miejscu.

Komimasa
11/07/2019 12:55:19
Regulaminem w skrócie jest nie przeklinanie i nie spolerowanie wydarzeń z mangi. Po więcej szczegółów odsyłam do kompasu po prawej u gory "forum" i tam "regulamin"

apap
10/07/2019 01:31:09
Ogólnie, pomyliłem miejsca publikowania awatarów na profilu, jest mi wstyd dałoby radę jakoś to odwrócić? xd

apap
10/07/2019 01:24:39
Siemanko wariaciki, jak coś jestem dobry na ból głowy po zbyt krótkich odcinkach. Jestem świerzak, potrzeba mi kocenia, gdzie znajdę regulamin forum? Z Wyrazami Szacunku apap

Komimasa
05/07/2019 17:43:18
Siemka. Zależy których. Czasem też jest tak, że to nie działa u kogoś. Możesz wysłać mi po prostu PW. Wtedy, na ile będzie się dało, będziemy działać Smile

Ishiyan
04/07/2019 18:21:03
Hej. Jestem nowy, więc dzięki za wyrozumiałość. Gdzie można zgłosić, których odcinków nie można pobrać/oglądać? Jest tego troszkę.

Komimasa
27/05/2019 01:16:52
Dziwne pytanie. Z założenia to raczej jak kończy się oglądać i czuje się niedosyt, ludzie biorą się za mangę. Myślę, że to zależy od indywidualnych preferencji.

AlfaOmegaXD
26/05/2019 21:10:52
potem zacząc czytac

AlfaOmegaXD
26/05/2019 21:10:24
Aha, rozumiem ale mam jeszcze jedno pytanie tez sie nawiazuje do anime i mangi a mianowicie lepiej przeczytac mange teraz jak jestem juz w trakcie ogladania OP czy lepiej pierwsze skonczyc ogladac a p

Komimasa
25/05/2019 10:36:10
Czasem kreska potrafi być bardziej dynamiczna niż animacja. No i można lepiej oddać postacie i teksty ich ciekawsze zrobić, bo jest więcej miejsca.

Komimasa
25/05/2019 10:35:02
głosy, więc bardzo przyjemnie się to ogląda, tylko właśnie momentami irytują pewne przedłużenia. A manga, cóż, słowotok, masa tekstu na stronę, ale bardzo ładnie narysowane.

Komimasa
25/05/2019 10:34:02
Ciężkie pytanie. Gdy odcinki pokazują bardziej to, co było w mandze, to bardzo przyjemnie się je ogląda, ale te ostatnie retrosy na cały odcinek... uch. Mamy całkiem ładną kreskę i świetne

AlfaOmegaXD
24/05/2019 19:48:20
Ej mam takie jedno pytanie. Co jest lepsze wedlug was anime OP czy manga ?

Komimasa
22/05/2019 12:03:19
Aczkolwiek szkoda, bo muszę przyznać, że przy takim arku jak Wano, gdzie co chwile trzeba lukać do poprzednich rozdziałów, posiadanie ich na readerze jest niezwykle pomocne.

Komimasa
22/05/2019 12:02:15
Wysłałem właśnie do korekty 942, uprzedzam, że z pojawieniem się tego rozdziału zniknie z 10 poprzednich, także kto nie nadrobił, radzę szybko działać Smile

Zibii
22/05/2019 09:42:38
Ja tam nie wiem co mam pisać, ale też codziennie wchodzę Smile No dobra nie codziennie raz na parę dni xD

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,726,114 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony