REJESTRACJA
956 PL

955 PL

954 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Homoseksualizm
Autor: Redrey dnia 23/10/19 21:20
Story Cubes 11: Szklana Pogoda
Autor: Komimasa dnia 22/10/19 23:08
Steam
Autor: Ponury dnia 18/10/19 22:11
Rozdział 959
Autor: Wielki160 dnia 18/10/19 18:08
AnimeCon_baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
15. „Dzień pierwszy. Ten najlepszy drink.”

Nami przeszła się jeszcze raz pokoju przeglądając się w wysokim elipsoidalnym lustrze, wstawionym tu na jej prośbę. Dostała osobny gościnny pokój, gdyż Takeyama rozumiał iż niepodobne, by dziewczyna spała w jednym pokoju z mężczyznami, zaś Nami taka sytuacja odpowiadała podwójnie, bo do uspokojenia skołowanych myśli najbardziej była jej potrzebna samotność. W nocy Franky, robiąc przerwę w przygotowywaniu kryjówki do ewentualnego napadu zakradł się na Thousand Sunny, by zabrać najpotrzebniejsze słomianym rzeczy. Z radością wrócił bez żadnych problemów informując, że statek stoi jak stał, jest nienaruszony i na sto procent nikt go nie śledził. Przyniósł Nami ogromną walizkę, do której napakował tyle jej ubrań ile tylko zdołał. Dziewczyna uśmiechnęła się patrząc na jej zawartość. Cyborg zapakował tam wszystko o czym tylko pomyślał, od ogromnej porcji bielizny(ależ musiał się rumienić jak to brał!), aż do sukni wieczorowej. Ta jednakże nie była jej w ogóle potrzebna, więc powiesiła ją na wieszaku, na szafie. Stanowiła teraz jedyną ozdobę.
Na dworze pewnie zawitał już poranek, choć nieustanne światło Lamp Diali w niczym nie różniło się od tego, jak świeciło nocą. Nami jednakże wstała, jak wskazywał zegarek o swojej zwyczajnej porze(wcześnie rano) i od razu zaczęła robić to co lubiła najbardziej poza pieniędzmi(grzebać w strojach). Spojrzała jeszcze raz w lustro. Miała na sobie tylko bieliznę i widziała dokładnie swoje ciało, o pięknej sylwetce i gładkiej, w nie zranionych miejscach, skórze. Opatrunków nałożono jej sporo, na brzuchu, rękach, szyi i karku, nogach. Wokół głowy miała opaskę z bandażu, a drobne ranki na twarzy i wardze, choć goiły się powoli zostawiła bez opatrunku. Nie chciała wyglądać jak mumia.
Na początku nie zdawała sobie sprawy, że podświadomie szuka najmniej seksownych rzeczy jakie miała. Dziękowała bogu, że Franky wziął jej ulubiony zielony sweterek z golfem. Choć było całkiem ciepło, nie chciała odsłaniać dekoltu, który szpecił teraz opatrunek, na ranie po... Wolała nie przypominać sobie po czym. Wyrzuciła rzeczy zabrane z miejsca gdzie ich więziono. Nie chciała na nie patrzeć, a poza tym były przesiąknięte krwią i potem. Założyła dżinsową spódniczkę, ale pod nią ubrała czarne legginsy – nogi również miała całe w bandażach. Resztę rzeczy zatrzasnęła w walizce.
Kiedy schodziła na dół na śniadanie, postanowiła niczego po sobie nie pokazywać. Dzięki temu, że została wczoraj w domu Takeyamy udało jej się nieco uspokoić. Po części przez to, że Sanji okazał się świetnym pocieszycielem, a po drugie łzy po prostu już jej się skończyły. Nie myślała zresztą już o sobie. Bardziej obchodziło ją to, czy Luffy już czeka na dole i pałaszuje niezliczone ilości mięsa.
Nie czekał.
W salonie na parterze było zupełnie pusto, nie licząc Sanji’ego, który spał na kanapie, przykryty bawełnianym kocem. Wydawało się, że nikt jeszcze nie wstał, w sumie na statku oprócz Nami, o tej porze na nogach była jedynie Robin i czasem Sanji, to była jedyna chwila w której mógł pobyć z dziewczynami na osobności i zaparzyć poranną kawę prawiąc komplementy. Tym razem Sanji jednak nie powitał jej z uśmiechem stojąc przy kuchence, lecz chrapał cicho obok niej.
Stanęła przy szynkwasie w ogromnym aneksie kuchennym łączonym z salonem jadalnią. Nasypała kawy do dwóch kubków i nastawiła wrzątek. Ktoś zostawił wyjątkowy rozgardiasz na blacie, wiedziała, że to Sanji, w końcu wczoraj zrobił ogromną kolację.
- Zabierasz mi obowiązki Nami – swan. – usłyszała głos obok siebie. Sanji obudził się i cichutko podszedł do niej szczerząc zęby. – Jak ty pięknie dziś wyglądasz! Może buziaczek na dzień dobry?
Przysunął się bliżej wychylając usta jakby istotnie wierzył, że zostanie pocałowany.
- Chyba buła na dzień dobry. – to mówiąc Nami zdzieliła kucharza po głowie, aż zarył twarzą w blat.
Podniósł się jednak szybko i rzekł ze śmiechem.
- No, widzę, że humor wrócił.
W milczeniu zalał kawę, którą Nami przygotowała, a potem usiedli oboje na kanapie rozkoszując się gorzkim napojem.
- Jak tam? – zapytał kucharz przerywając ciszę. – Czujesz się choć trochę lepiej?
- Trochę. Dzięki za wczoraj. – wymamrotała i uniosła kubek do ust.
Spojrzała na Sanji’ego. Uśmiechał się nie patrząc na nią i odpalił papierosa. Również był poraniony, na policzku i czole miał wielkie opatrunki z gazy, Nami wiedziała, że pod koszulą nosi co najmniej dwie rolki bandaża. Z doświadczenia mogła powiedzieć, że bandaż leczy wszystkie rany, ale w dalszym ciągu nie była w stanie stwierdzić, czy jego żebra zdążyły się choć trochę zrosnąć. Wczorajsza bezczynność musiała przyprawiać go o dreszcze, mimo iż siedział z nią. Sanji do tego się po prostu nie nadawał. Nami była pewna, że żałował, że nie ruszył do walki.
- Cieszę się, że wczoraj tu zostałem z tobą – powiedział znienacka jakby czytając jej myśli. – Uspokoiłaś się.
- Byłam pewna, że chciałbyś raczej walczyć ze naszymi nakama przy boku.
- Ależ walczyłem wczoraj. – uśmiechnął się. – walczyłem wraz z tobą. Tylko tym razem przeciwnikiem był ktoś inny. Ktoś kto zadawał rany nie fizyczne, ale gorsze – rany ducha – ty sama i twoje wspomnienia.
Boże, toż on jest królem tandety, pomyślała Nami, ale jest w tym nieco prawdy.
- Sanji skończ chrzanić, lepiej zrób śniadanie. Zaraz zejdzie tu Luffy i zeżre pół lodówki. – powiedziała. Atmosfera zrobiła się nieco duszna bo Sanji za długa patrzył jej w oczy.
- To ty nie wiesz? – kucharz wytrzeszczył oczy. – Toć Luffy nie wrócił.
- Nie?
- Nie. Kaktusowy szermierz, Usopp i Shin wrócili w nocy z Marisą i Chopperem, Shin powiedział, że Luffy zjawi się za dwadzieścia dni, lub coś takiego. Nie zrozumiałem tego zbyt dokładnie, bo byłem strasznie śpiący.
- Chopper jest cały i zdrowy tak? – upewniła się Nami.
- Jest ranny – odparł Sanji. – oberwało mu się od Corteza.
- Czyli przełożonego...
- Tak. JEGO przełożonego. Wydaje mi się, że Luffy już obiecał, że go skopie. Shin przeprasza, ale powiedział mu o tym co się stało z nami.
Nami zacisnęła pięści. Znów łzy napłynęły jej do oczu, ale powstrzymała się. Już wystarczy tego użalania się, przecież żyję, pomyślała ze złością.
- No niech jeszcze ten idiota rozgłosi to całej wyspie. – warknęła Nami.
- Kto jest idiotą? – rozbrzmiał czyjś głos. – I co ma rozgłosić?
Odwrócili się i zobaczyli Franky’ego schodzącego po schodach.
- Nie... nieważne – powiedziała Nami szybko widząc cyborga. – dziękuje za stroje.
- Nie ma sprawy – odparł tamten. – Miałaś od groma stringów i staników-siateczek, nie wiedziałem, które wziąć, dobre wybrałem?
Nami przybrała kolor buraka, ale Sanji... Sanji wyglądał jak morze krwi, czerwony olbrzym, płomień Ace’a, dojrzała wiśnia i wszystko inne co ma cokolwiek z czerwonym wspólnego począwszy od podkreśleń w Wordzie, a skończywszy na kolorze nicka Blackmaldera na naszym forum. Nie odezwali się jednakże.
- A gdzie Robin? – zapytał Sanji.
- Nie... nie wiem. Pewnie jeszcze śpi. – odparł tamten i Nami mogła przysiąc, że widzi na twarzy cyborga lekkie zaróżowienie.
Cieśla podszedł do lodówki i wyciągnął butelkę zimnej Coli.
- To tylko niepotwierdzona plotka, ale możliwe, że między Frankym a Robin coś się wczoraj wydarzyło. – szepnął Sanji do Nami, ale nie mówił na ten temat już więcej, bo cyborg wrócił i usiadł z nimi.
Chwilę później na dół zszedł Shin, a potem Zoro wraz z Robin. Sanji podjął się zrobienia śniadania i zniknął po chwili za aneksem kuchennym, zaś Nami spojrzała na ścianę nie słuchając w ogóle co mówią pozostali.
A gdyby tak... odetchnąć?


- Cholera jasna, czemu ten matoł i idiota jest takim kretynem! – warknął Usopp usiłując podnieść się z łóżka.
Leżał w dużej sali medycznej, wypełnionej białymi łóżkami i setkami tajemniczych lekarskich instrumentów.
- Leż. Masz hipertrofię, schizofrenię, chorobę Heinego-medine’a, osteoporozę... – zaczął wymieniać doktor House kładąc długonosego siłą na miękkie poduszki.
- Panie doktorze... – zaczął strzelec widząc, że House wymienia coraz to nowe choroby, których nikt poza nim nie widział.
- Co? – burknął tamten.
- Nie ma pan czasem objawów ospy fenyloalaninologicznoentyloneogenetyczno- firycznosyntelizaterotycznoambiwalentnogenoharadańskostyrycznej? - zapytał Usopp uśmiechając się pod nosem.
- To może być to! – jęknął doktor House i pokuśtykał w stronę swojego gabinetu. – Idę się przebadać, a wy leżcie spokojnie, bo was sklepię laską jak wrócę.
Usopp odetchnął z ulga i spojrzał na Choppera, który aktualnie obudzony, również cieszył się z tego iż nawiedzony lekarz poszedł zająć się czymś innym. Wrócili do tematu.
- Czemu Luffy nie wrócił? – zapytał cicho Usopp.
- Nie wiem, byłem nieprzytomny – odparł renifer. – Wiem tylko to co powiedzial Shin. Luffy wróci za dwadzieścia dni. A my musimy do tej pory być zdrowi. Rany nie są duże, ale zwłaszcza ty musisz leżeć.
Usopp uśmechnął się krzywo, ale wiedział, że Chopper ma rację. Położył się spokojnie.
- Bardziej mnie jednak martwi Marisa... – mruknął pod swoim długim nosem.

Krew... dużo krwi...
Leżała na ziemi ściskając kurczowo w dłoni miecz. Wszystko wokół płonęło, tylko nie ona sama, choć marzyła by ją też strawiły płomienie. Nie chciała już żyć.
- Po co ci Meitou, maleńka? Pozwolisz, że je wezmę – i tak nie umiesz z niego korzystać. – zaśmiał się głos.
- Sigma, uspokój się – odezwał się drugi głos. – Powinno Ci wystarczyć to, że zabiłeś jej dwóch starszych braci. Poza tym miecz jest jej, dopóki żyje, nie możesz go zabrać.
- Ty i twoja posrana moralność – odparł pierwszy głos.
W tym momencie podłoga zadrżała.
- Nie żyją – powiedział ktoś kto właśnie wszedł do pokoju. – Idziemy dalej. Ci już nie będą przeszkadzać. Pieprzona banda szpiegów.
Ogień parzył jej płuca i nie mogła się poruszyć. Bolało ją wszystko. Krew... dużo krwi.
Za dużo.

Marisa obudziła się niemalże z krzykiem na ustach. Uświadomiła sobie, że znów jest w tym pokoju. I że znów jest ranna. W pierwszej chwili chciała wstać, wrócić do walki, jednakże wiedziała, że nie może. Musi leżeć, musi wyzdrowieć. Spotkanie z Cortezem uświadomiło jej to w zupełności. Wiedziała, że jakby nie trenowała nigdy się do niego nie zbliży, ale miała inne nadzieje. Luffy. Był zupełnie innym człowiekiem niż ci których spotykała do tej pory. Biło od niego dziwne światło, był dobry, beztroski, jakby nic go nie mogło wystraszyć, a jednocześcnie jakby obchodziło go wszystko. Te jego oczy, gdy widział jak zakrwawiona wisi na ramionach Shina. I obiecał. Był światełkiem w tunelu. Usłyszała od Shina raport i wiedziała mniej więcej, że już za dziewiętnaście dni ruszy bitwa. Że w jakiś sposób do niej dojdzie. Wiedziała, że wtedy będzie gotowa. Obróciła się na druki bok. Odpoczynek... odpoczynek...

Śniadanie było jak zawsze bardzo obfite, choć upłynęło w niezbyt przyjemnej atmosferze. Shin opowiedział po krótce o wydarzeniach na wulkanie. Takeyama wysłuchał go z posępną twarzą, Kabuu aż gotował się ze złości, ale nie chciał wybuchać przy wszystkich. Potem każdy wrócił do swoich obowiązków i powoli jadalnia opustoszała. Było wiele do zrobienia. Zaopatrzenie. Zabezpieczenie dróg ucieczki. Nie było co się zastanawiać, a czasu też mogło brakować, więc dla każdego znalazła się praca. Bojąc się jednak o stan Nami i Sanji’ego Takeyama polecił im kolejny dzień odpoczywać. Ten brak ruchu doprowadzał kucharza do szału. Zajął się tym co lubił najbardziej. Gotowaniem.
Mijały godziny, cała podziemna wysepka żyła zbliżającą się bitwą. Dom Takeyamy był praktycznie opustoszały. Sanji stał sam w pustej jadalni, akurat wrzucił na patelnie sporo składników, robił dobrą potrawkę z myślą już o obiedzie. Widział już oczyma wyobraźni jak Nami się zachwyca, jak nawet Zoro patrzy na niego z podziwem. Otworzył lodówkę grzebiąc w poszukiwaniu śmietany i zerknął na wysoką przezroczystą butelkę z przezroczystym płynem w środku. Wziął ją natychmiast, odkręcił i łyknął. Alkohol. Mocny. Nie próbował jeszcze czegoś takiego, nieco przypominało sake, zerknął na etykietę ciekawy, cóż to takiego. „Vodka” głosił napis, i choć Sanji nigdy nie raczył swych ust tego rodzaju trunkiem natychmiast docenił jej smak. Zaświtał mu w głowie wspaniały pomysł i zabrał się do roboty.

Nami siedziała za biurkiem i starała się nie myśleć o niczym innym jak nad tym by w spokoju przyłączyć się do innych i pomóc w przygotowaniu do walki. Miała na nadgarstku czerwoną chustkę, przypomniała sobie Alabastę. Tam też mieli wspólny znak. Tutaj jednak to było czymś więcej niż symbolem przyjaźni i walki ze wspólnym wrogiem. Tutaj czerwona chusta była pewnym rodzajem ideologii, czymś co łączyło najprawdopodobniej pokolenia i będzie je łączyć, dopóki Cortez nie upadnie. Rozmyślanie przerwało jej pukanie do drzwi.
- Proszę... – powiedziala cicho, nie odwracając się.
Sanji wszedł do pokoju niosąc ze sobą tackę z drinkiem. Uśmiechał się do siebie, spróbował swojego dzieła wcześniej, był zachwycony. Wiedział, że Nami jest fanką mocnych drinków, dodał tutaj wszystkiego co tylko mogłoby jej zasmakować. Sok z cytryny i kaktusa, grenadina... Same smakołyki. Wszystko ozdobił parasolką i z wielkim uśmiechem podszedł do dziewczyny.
- Nami – swan, przyniosłem coś dobrego.
- Dziękuje. Drink?
- Najlepszy z najlepszych.
Sanji nie przechwalał się zbyt często. Zdawał sobie sprawę z własnych zdolności, ale nie był typem człowieka który biegałby w kółko i krzyczał jak to on wspaniale gotuje. Niemniej jednak, czekał teraz na reakcję Nami, lubił widzieć uśmiech na twarzach ludzi, gdy próbowali czegoś jego autorstwa. Dziewczyna wzięła szklankę i postawiła na biurko obok. Uśmiechnęła się do niego, ale drinka nie spróbowała. Sanji przełknął ślinę i dalej stał nad nią nie ruszając się nawet o milimetr.
- Coś nie tak? – zapytała patrząc na niego ze zdziwieniem.
- Czekam, aż przetestujesz. – odparł ze zdrnerwowaniem.
- No cóż... – wzięła szklankę do ust i pociągnęła łyk.
Nastała chwila milczenia. Długa chwila.
- Niedobre, tak? – mruknął Sanji. W sumie nigdy nie robił czegoś takiego, miało prawo nie wyjść.
- Świetne. – odparła krótko i beznamiętnie Nami i znów spojrzała w ścianę.
Sanji natychmiast wyszedł z jej pokoju skołotany. Zabolało go straszliwie, włożył w drinka całe serce, oczywiście ten musiał nie wyjść. Staruszek miał rację, pomyślał, jestem kucharzem do bani. Nigdy nie miał tendencji do załamywania się, jednak rany, bezczynność i teraz ten zawód przeciążyły. Ruszył wolnym krokiem w dół, ale usłyszał za sobą łoskot otwieranych drzwi.
- Sanji – kun! – zawołała Nami.
Odwrócił się. Wyglądała na straszliwie zakłopotaną.
- Hm? – mruknął niezrozumiale.
- Przepraszam. Nie mogę zebrać myśli... – powiedziała dziewczyna jąkając się. – Ten drink jest naprawdę niesamowity! Świetny! Zrób jeszcze tego najlepszego drinka!!
Teraz Sanji zauważył. W dłoni ściskała pustą szklankę.
- Musiałeś poczuć się strasznie, wiem – rzekła po przerwie – Ale to nie moja wina. Ja chyba wpadłam w jakąś depresję! Będę dla wszystkich ciężarem! Nie mogę z tego wyjść.
Zebrało jej się na zwierzenia, pomyślał. No cóż, nikt nie może być bez przerwy radosny i uśmiechnięty. Może poza Luffym. Podszedł do niej powoli i delikatnie dotknął jej ramienia.
- Słuchaj – zaczął powoli. – Nigdy nie będziesz dla nikogo ciężarem. Choćbyś miała niewiadomo jaką depresję. Choćbyś niewiadomo w jakim stanie była. Jesteś jedną z nas, już ci to mówiłem. Ja też teraz nie mam lekko. Wariuję z tej bezczynności. – przerwał i zaczerpnął powietrza. – ja... mam wrażenie, że my dopiero uczymy się czym jest życie. Pamiętasz naszą kłótnię tam... w celi? Pomogłaś mi wtedy. Wiesz dlaczego? Powiedziałaś mi parę prostych słów, które tak bardzo do mnie trafiły. Nie wiem czy będę potrafił powiedzieć tobie coś o takiej samej wartości. Ale zapamiętaj to, też to już mówiłem, jesteśmy wszyscy jedną grupą, która zawsze będzie się wspierać. I tu nie tylko chodzi o danie w mordę komuś kto cię niszczy. Nie tylko na tym polega przyjaźń.
Nami patrzyła mu prosto w oczu i chłonęła jego słowa. Sanji widział jej spojrzenie, wiedział, że jest totalnie zmiażdżona psychicznie i choć mogłoby się wydawać, że już jest nieco lepiej, tak naprawdę było jeszcze gorzej. Zapragnął po raz kolejny wziąć ją w ramiona. Tak na poważnie, nie jak robił to zawsze, nie chodziło tu o urodę czy tego typu sprawy.
- Nie chcę udawać mędrca – ciąnął – ale widzę w twoich oczach, że straszliwie cierpisz. Słuchaj, przetrwałaś Arlonga. Ty i Robin – chwan jesteście kobietami, które najbardziej na świecie podziwiam, bo potrafiłyście stawić czoła takim nieszczęściom, że tylko Chopper i ewentualnie Franky może się z wami równać. Obie jednak się nie poddałyście. Dlaczego więc, miałabyś się poddać teraz. Stało się coś, czego nie odwrócimy prawda. Ale ja widzę przed sobą kobietę z czystym ciałem, za to z zabrudzoną duszą. A to można wyczyścić.
- Jak? – mruknęła cicho.
- Jak? – kucharz uśmiechnął się lekko. – Tak.
Wiedział, że posuwa się za daleko. Wyciągnął ramiona, schwycił Nami i przyciągnął ją do siebie. Objął ją najdelikatniej jak mógł i przytulił.
- Nie wiem jak się czujesz, nigdy nie wiedziałem. I nigdy nie będę wiedział. Ale mogę ci przysiąc, że Sigma zginie z mojej ręki. Ale zginie nie po to byś poczuła się czystą. Zginie dlatego, że nikt nie ma prawa w ten sposób krzywdzić ludzi. Ty natomiast musisz sama uporać się z tym co czujesz. – gładził ją delikatnie po głowie i dostrzegł po chwili, że rozluźnia się, mimo, że dotyk mężczyzny musiał przypominać jej przykrości których doznała. – I wierzę... nie, WIEM, że sobie z tym poradzisz. Bo jesteś najsilniejsza z nas wszystkich. Zawsze byłaś i zawsze będziesz. – urwał by nie powiedzieć, czegoś zbyt tandetnego. Nie był dobry w przemowach.
Nami podniosła głowę i spojrzała na niego. Oczy lśniły jej od łez.
- Uśmiechnę się?
- Do licha, jasne, że tak. I uśmiechniesz się zupełnie szczerze. Wtedy kiedy łzy już nie będą ci potrzebne. A kiedy to będzie, zależy już od ciebie.
- Może być? – zapytała Nami i na jej twarzy zakwitł delikatny uśmiech.
Coraz szerszy i szerszy.
- Oj może. Jak najbardziej może. – Sanji poczuł, że Nami przestaje drżeć i poczuł się cholernie niepewnie. Bał się, że jego uszy są czerwieńsze niż wino. Natychmiast postanowił przerwać ciszę. – to co, zrobić kolejnego drinka? Tym razem spróbuję dodać soku wiśniowego, i może trochę jeszcze...

- Sanji... Dziękuję.

Jej usta musnęły jego wargi.

Pięć sekund potem Sanji stał po środku korytarza z opuszczonymi rękoma i wzrokiem wlepionym w dal. Słyszał cichnące kroki Nami po schodach, jej głośny śmiech, potem trzaśnięcie drzwi.
- To już czwarty raz... – powiedział cicho po czym uśmiechnął się. – wróciłaś, Nami.
Po czym udał się na dół zrobić jeszcze jednego „tego najlepszego drinka”.

- To jest ta Kaneyama?
Istotnie byli bardzo niedaleko wyspy.
- Tak, panie admirale. Lądować? – odezwał się jeden z marynarzy stojących obok.
- Nie. Zaczekamy. Raki?
- Jestem, panie admirale.
- Zlokalizuj siedzibę Białego Starca. Masz trzy dni. I nikomu się nie pokazuj.
- Tak, panie admirale.
- Lądujemy za trzy dni. Ten mały nie oznakowany okręt nie zwróci ich uwagi. -
mruknął Kizaru po czym odwrócił się i ruszył pod pokład. – Kręćmy się wokół wyspy.
Spojrzał raz jeszcze na wyspę. Potem spojrzał na mały przedmiot który trzymał w lewej dłoni.
Na malutkiego, złotego Den-den Mushi.


Ciąg dalszy nastąpi.

Część 16ta to: Dzień czwarty. Spotkanie trzech.


bullet Napisane przez Vampircia dnia 10 maj 2009 · Kategoria: Fanfiki ·
· 0 komentarzy · 1451 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,946,228 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony