REJESTRACJA
955 PL

954 PL

953 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Steam
Autor: Ponury dnia 18/10/19 22:11
Rozdział 959
Autor: Wielki160 dnia 18/10/19 18:08
Story Cubes 11: Szklana Pogoda -..
Autor: Szczery dnia 17/10/19 23:10
Breaking Bad
Autor: Devzan dnia 16/10/19 21:36
Spamiliada 12
Autor: Chisu dnia 16/10/19 21:25
Ostatnio widziane
Autor: Komimasa dnia 16/10/19 20:47
AnimeCon_baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
16. „Dzień czwarty. Spotkanie trzech.”


Od spotkania na którym zapadły wszystkie decyzje dotyczące dalszego rozwoju wojny minęły cztery dni. Wszystkie były naprawdę upalne, ewidentnie Kaneyama była letnią wyspą, letnią w każdym słowa tego znaczeniu, zaś każde wyjście na zewnątrz mogło skończyć się udarem słonecznym, wystarczyło tylko trochę pobyć na słońcu.
Sanji, po porannej toalecie i trzygodzinnym modelowaniu zarostu ( po to, żeby na podbródku zostało dokładnie pięć kreseczek gdyż w Alabaście nosił cztery, ale stwierdził, że pięć lepiej mu pasuje ) zszedł wolnym krokiem na dół, do swojego ulubionego miejsca w domu Takeyamy – do kuchni. Jego przenośne lunche zrobiły taką furorę wśród rebeliantów, że dostał za zadanie przygotować takie przekąski dla każdego z nich, w razie gdyby bitwa się przeciągała. Problemów z zapasami na szczęście nie było, gdyż Jin i jego ludzie skutecznie zajmowali się tymi sprawami, toteż Sanji dzień w dzień od rana do wieczora siedział w kuchni i gotował.
Bardzo cieszyła go zmiana, która zaszła w Nami, a właściwie powrót do starej Nami. Dziewczyna żartowała, pomagała w najróżniejszych pracach, jej rany fizyczne i duchowe powoli się goiły. Choć Sanji wiedział, że sine pręgi jakie zostały dziewczynie na karku nigdy nie znikną, to był pewien, że takie coś nie strawi jej psychiki. Była za silna. Z uśmiechem rozbił jajka i wrzucił je na patelnie. Dla niej, zrobi dziś coś specjalnego. Może nawet tamtego drinka... Przypomniał sobie dotyk jej ust, ale natychmiast wyrzucił to wspomnienie z siebie. Widział, że to było spontaniczne i pewnie już się nie powtórzy. Pociągnął łyk wódki z butelki, odpalił papierosa i wrócił do pracy.

- No to mamy mały problem... – powiedział spokojnie Takeyama.
Siedział za swoim podłużnym biurkiem z rękoma założonymi pod brodą. Na kanapie pod ścianą siedział Kabuu, wyraźnie podenerwowany z odkręconą flaszką rumu w dłoni.
- Mały? Poważny... Jin zabrał właśnie wszystkich swoich ludzi, próbują zrobić dokładny raport w sprawie sił Corteza. I dowiedzieć się ile wiedzą. A akurat teraz potrzebujemy kogoś kto poszedł by sam! – mówił szybko i z naciskiem.
- Nie możemy posłać Shina, albo kogoś z twoich ludzi? – zapytał Takeyama.
- Żartujesz sobie? – warknął Kabuu – przecież moi ludzie to nasi najlepsi wojownicy! Pierwsza ekipa uderzeniowa ( chciał powiedzieć jedenasta dywizja Shinsengumi, ale w porę się powstrzymał. Za dużo Bleacha, pomyślał )! Chyba jasne, że w tej chwili dają z siebie wszystko i trenują od rana do wieczora. A Shin musi doglądać strzelców.
Takeyama wyglądał jakby w ogóle nie przejął się tym problemem bo wyraz jego twarzy nic się nie zmienił. Postukał knykciami w czoło i mruknął cicho.
- To odpuśćmy dziś ten patrol.
- Zwariowałeś chyba... – Kabuu wstał – Musimy wiedzieć co Cortez robi na tym wulkanie. To zbyt ważne. A nikt z nas nie może pójść...
- Ja mogę.
Obaj mężczyźni odwrócili się natychmiastowo. W drzwiach stał Roronoa Zoro i uśmiechał się poklepując rękojeść miecza. Uśmiechał się nerwowo. Kabuu poczerwieniał ze złości i ruszył w jego stronę.
- Nie masz prawa... tu wchodzić! – wycedził przez zaciśnięte zęby i sięgnął po tasak.
- Uspokój się Kabuu – rzucił krótko Takeyama i przeniósł wzrok na Zoro – Myślisz, że dasz sobie radę szermierzu?
- Dlaczego miałbym nie dać... – mruknął Zoro – chce zobaczyć tego który podobno jest tak niesamowicie silny. Bardzo mnie to interesuje.
- Tu nie są ważne takie rzeczy... nie masz kwalifikacji i w ogóle... – zaczął Kabuu ale Takeyama przerwał jego wypowiedź.
- Dobrze, idź, przyjmujemy twoją pomoc.
Najbliższy doradca Takeyamy zdębiał i spojrzał na swojego dowódcę z przestrachem w oczach. Ten jednak wpatrywał się w Zoro z lekkim uśmiechem widząc ewidentne podniecenie tamtego. Szermierz uśmiechnął się odwrócił i wyszedł totalnie ignorując Kabuu, który zaś wyglądał jakby miał ochotę roztrzaskać go na kawałki.
- Zwariowałeś? Tego świrniętego szermierza chcesz wysłać na wulkan? Czy on zna się na szpiegowaniu choć trochę?
- A sam pójdziesz? A ktokolwiek inny pójdzie? – Takeyama spojrzał mu w oczy.
Kabuu milczał, dowódca rebelii uśmiechnął się. Wygrał.
- No. Wracajmy do trenowania.

Roronoa Zoro był człowiekiem, który jak już raz podjął jakąś decyzję nigdy nie zwracał z obranej drogi. Jeden jedyny raz zmusiła go do tego Marisa, wplątując go w wyzwanie pojedynku, ale to się nie liczyło.
Decyzję, że pójdzie na wulkan, podjął już wcześniej, koniecznie chciał zobaczyć człowieka, który sponiewierał Marisę i Choppera w kilka chwil. Nie wiedział jednak, że okazja nadarzy się już dzisiaj i kiedy usłyszał przypadkiem wzburzony głos Kabuu natychmiast wszedł do pokoju i zaproponował swój udział.
Znał już drogę wyjściową z kryjówki więc jakoś udało mu się nie zgubić i szedł teraz tą samą trasą, którą jeszcze niedawno biegł z Shinem i Usoppem. Nie śpieszył się, do południa miał kupę czasu, w miejscu gdzie walczyli z The Guards zauważył ewidentne ślady walki, choć ciał już nie było, ktoś się nimi zajął. Do wyjścia z lasu dzieliło go już nie więcej niż kilkaset metrów gdy usłyszał kroki.
Ktoś się zbliżał od zachodu i Zoro, który bynajmniej kierunków nie rozróżniał, uznał, że na ten moment lepiej dać nura w krzaki. Oczywiście, nie po to, aby się schować. Nie chciał po prostu ryzykować, że osoba, kimkolwiek by się nie okazała ucieknie, nim Zoro dowie się czegokolwiek co pozwoliłoby mu w spokoju wyciągnąć miecze i zaatakować lub zignorować i przesiedzieć w ukryciu nieco dłużej.
Nie minęło wiele czasu i na polanę wszedł wysoki mężczyzna o czarnych, krótko przystrzyżonych włosach i typowym stroju podróżnym składającym się z dżinsowych spodni, glanów i luźnej kurtki. Zoro uśmiechnął się widząc przy jego pasie ostrze, jednakże nie był to miecz taki jaki znał i uwielbiał, bardziej szabla, o cienkim i długim zakrzywionym ostrzu. Roronoa nigdy nie lubił takiej broni, niemniej kilka razy był już zmuszony do jej używania.
Po chwili zastanowienia krótszej niż dwa oddechy wyszedł z krzaków zdecydowanie aczkolwiek łagodnie. Mężczyzna od razu go zauważył i schwycił za miecz, jednakże chwilę później, gdy ujrzał czerwoną chustę na ramieniu Zoro, uspokoił się.
- Kim jesteś? – zaczął ostrożnie zielonowłosy. Miał miecze w pogotowiu.
- Nazywam się Raki. – odparł tamten. – Jesteś rebeliantem, prawda?
Zoro dostrzegł błysk w jego oku, ale, że nie wiedział co może on oznaczać, zignorował to. Nie wyglądał na zbyt silnego...
- Powiedzmy. A ty po czyjej stoisz stronie?
- Oczywiście po waszej. – odparł Raki i wskazał na pochwę swojej szabli.
Istotnie, była przewiązana czerwoną chustą, Zoro zganił się za swoją podejrzliwość.
- Co tu robisz? – spytał Zoro – patrol?
- Y... tak. – powiedział szybko nowoprzybyły. – ty też, tak? Może mi potowarzyszysz? – roześmiał się głośno i serdecznie. Roronoa zmierzył go wzrokiem. Był dziwny i dziwnie się zachowywał, ale wiele już rzeczy było dla szermierza dziwne. Postanowił na razie mieć go na oku.
- Zgoda – odparł po chwili. – idę w stronę wulkanu, chcesz to choć ze mną tylko wiesz, kompletna cisza.
- Rozkaz szefie – odrzekł Raki z uśmiechem i wspólnie ruszyli do wyjścia z lasu.
Mężczyzna poruszał się z gracją, miał długie palce i smukłe dłonie, Zoro wiedział, że są stworzone do układania się na rękojeści miecza, Raki musiał być doskonałym szermierzem. Czy to znaczy, że powinien go pokonać?
Wspólnie dotarli do skraju lasu i usiedli na trawie by czekać. Do południa było jeszcze pół godziny, a ciepło bijące od słońca które zbliżało się do zenitu było nie do zniesienia. Raki przez cały czas usiłował nawiązać jakąś rozmowę, ale Zoro nie był zbyt rozmowny, milczał wpatrując się w niebo. Siedzieli na trawie w cieniu, pot spływał po ich twarzach, Zoro w ogóle nie wyobrażał sobie jak ktoś w taką pogodę, mógłby spokojnie spacerować po krawędzi wulkanicznego krateru, ale czekał. Poprzednimi dniami wcale nie było chłodniej, a Cortez się pojawiał. Raporty się pojawiały i Zoro czuł, że tym razem nie będzie inaczej. I nie było. Tyle, że tym razem na wulkan przyszły dwie osoby. Ten drugi miał długi dobrze skrojony płaszcz, wysokie buty, równą bródkę i, tu Zoro zbladł, siedem katan przy pasie. Raki także był zdziwiony, w milczeniu oceniał wszystko wzrokiem.
Po chwili mężczyzna z mieczami wolnym krokiem ominął szerokim łukiem krater, mieli wrażenie, że za wszelką cenę stara się nie zajrzeć do środka, i ruszył w dół po zboczu, kierując się prosto na nich. Zoro zamarł ściskając rękojeść katany.
- Spokojnie. Usuńmy się stąd lepiej. – rzekł Raki kładąc mu dłoń na ramieniu. – Jeśli ma się wywiązać walka, to lepiej nie tak blisko Corteza.
Roronoa uznał słowa mężczyzny za mądre i powoli obaj się wycofali pareset metrów w głąb lasu czekając, aż tamten podąży za nimi. Istotnie, poszedł. Wolnym krokiem zbliżył się do nich i zatrzymał jakieś dwadzieścia metrów od nich.
- Pan Cortez polecił by mu nie przeszkadzać – rzekł spokojnym głosem.
- A kto mówi o przeszkadzaniu mu? – mruknął Zoro – tylko chcemy zobaczyć co tam porabia.
- Myślę, że to też nie zalicza się do jego interesów. Nazywam się Ozuma i jestem prawą ręką pana Corteza. I nie pozwolę wam mu przeszkadzać.
Zoro czuł nadchodzącą walkę, ale spokój jaki bił z Ozumy, kazał mu przypuszczać, że do niczego nie dojdzie jeśli go nie zaatakują. Po prostu stał niewzruszony i mierzył ich wzrokiem. Roronoa widział nad jego ramieniem jak Cortez idzie po krawędzi wulkanu, jak zwykle. Czyli wszystko było tak jak być powinno. Tylko ten Ozuma. Coś dziwnego biło z jego osoby. Jego rozmyślania przerwał Raki.
- Dobrze, odejdziemy. Ale wcześniej mam jedno pytanie.
- Słucham. – odparł kulturalnie Ozuma
- Czy wiesz, gdzie mogę znaleźć Białego Starca?
To trwało sekundę. Zoro w życiu nie widział tak szybkiego ruchu miecza ani ciała. Ozuma natychmiast wybił się z miejsca dobywając katany i ciął z całej siły celując w głowę Raki’ego. Chwilę potem nastąpił drugi, równie szybki ruch i metal uderzył o metal. Raki dobył szabli i zablokował uderzenie Ozumy. Zrobił to jednym ruchem, bez problemu. Ot tak po prostu.
- Skąd do licha wiesz o Białym Starcu? – ryknął Ozuma przerzucając katanę do lewej ręki. – kim ty jesteś?
Raki uśmiechnął się wyzywająco i oparł szablę o ramię.
- Nie poznajesz? – zaśmiał się.
Zoro bynajmniej nie poznawał. Widział tego człowieka po raz pierwszy w życiu, ale wiedział już, że jest on nie lada wojownikiem.
Nagle na twarzy Ozumy pojawił się wyraz zrozumienia.
- Kapitan Raki! – wykrzyknął. – Niemożliwe, co ty tutaj robisz?!
- Kapitan Raki? – Zoro zupełnie nie rozumiał o co chodzi.
- Kapitan Marines... – powiedział raz jeszcze Ozuma. – Jeden z najlepszych szermierzy w całej organizacji...
Mężczyzna zakręcił szablą i opuścił ją wzdłuż ciała. Wyglądał bardzo spokojnie, był wręcz lekko uśmiechnięty, choć ten uśmiech nie obejmował oczu, zimnych i wyrachowanych.
- Brawo Ozuma, zgadłeś. Widać zrezygnowałeś z bycia piratem - powiedział. - niemniej twoja ręka wciąż jest wprawna. Może ją przetestujemy?
Zoro nie miał najmniejszej ochoty siedzieć i patrzeć jak tych dwóch rzuca się na siebie, a że to nastąpi, był pewien - czuł napięcie w powietrzu. Postukał palcami w saya swojej katany.
- Chcecie to sobie testujcie. Ja idę sprawdzić co robi Cortez.
Ozuma odwrócił się do niego.
- Nigdzie nie idziesz.
- Czyżby?
Zoro ruszył przed siebie i wyminął Ozumę niemal natychmiast. Rzucił się biegiem w stronę wulknanu, posłyszał dźwięk obudzonej stali i sam dobył miecza, mógł być teraz aż nazbyt potrzebny. Po chwili ktoś stanął przed nim, ale nie był to Ozuma. Był to Raki.
- Chwileczkę Roronoa Zoro. Nie myśl, że od tak sobie stąd pójdziesz.
Szermierz nie czekał. Zaatakował trzymając miecz oburącz, prosto w głowę Marine'a.
Nawet nie zachaczył o jego czapkę. Raki schylił się pod ciosem i sam wyprowadził uderzenie. Zoro szybko wysunął drugie ostrze z Saya i przyblokował klingą. Raki był szybki.
- Roronoa!! - ryknął ktoś zza pleców Zoro, szermierz odwrócił się i W ostatniej chwili odtrurlał się od potężnego cięcia Ozumy. Miecz mężczyzny wbił się w grunt.
Zoro podniósł się i zobaczył jak dwaj pozostali szermierze wymieniają ciosy. Byli niemalże równie szybcy i równie precyzyjni. Chwilę potem Ozuma odskoczył od Raki'ego i rzucił się na Zoro.
Zaczął się młyn.
Roronoa Zoro nigdy jeszcze nie miał okazji walczyć we trzech w systemie każdy na każdego, toteż zaczął dosyć ostrożnie. Nie spodziewał się sytuacji, żeby ktokolwiek spróbował na chwilę zawiązać przymierze, by wyeliminować trzeciego, ale wiedział też, że każda próba zastosowania jakiejkolwiek techniki powodowała natychmiastowy atak obydwu przeciwników. Oni także wymieniali się ciosami, ale do niczego to nie prowadziło. Raki poruszał się z gracją, jego szabla tańczyła. Ozuma walczył dwoma mieczami, tak jak Zoro, pięć katan wciąż spoczywało jednak, przy jego pasie. Zoro nie wyobrażał sobie nanatou-ryu, chyba, że wojwnik miałby owoc jak Robin, więc z początku sądził, że to po prostu albo zapasowa broń, albo trofea. Jednakże szybko przestał tak uważać.
Akurat Raki zadał cięcie tak potężne jakiego Zoro nigdy jeszcze nie widział. Ozuma przyjął je na oba miecze i oba natychmiastowo wypadły mu z rąk. Szermierz nie poddał się jednak, szybko sięgną po kolejne dwie katany, jedną z nich podrzucił wysoko w górę, po czym dobył kolejną. Raki spojrzał na miecz, który aktualnie spadał centralnie na niego i usunął się bez problemu zostawiając ostrze za plecami. Rzucił się na Ozumę, Zoro próbował również się wtrącić, ale to co zobaczył osadziło go w miejscu. Miecz doradcy Corteza, ten który został podrzucony, nagle wzniósł się w powietrze i ruszył w stronę Raki'ego. Ten jednak w porę zdołał usunąć się sprzed ostrza, a Ozuma złapał broń w locie. Wróciła do niego. Chwilę potem miał już pięć katan przy pasie.
Nikt nie chciał odpuścić. Walka trwała w najlepsze i co najgorsze, przeciągała się. Upał był straszny i Zoro czuł jak koszulka przykleja mu się do ciała. Zaczynało mu też brakować oddechu. Ale nie tylko jemu. Ozuma, który odważył się przybyć w płaszczu był cały czerwony, Raki również miał lekką zadyszkę. Chwilę potem, zaatakował on potężnie Ozumę i mimo iż ten zablokował cios, to czuł się jakby go wgniotło w ziemię.
- Ja chcę tylko wiedzieć, gdzie jest Biały Starzec! - powiedział przez zaciśnięte zęby Raki.
- Nigdy się nie dowiecie! - ryknął Ozuma i napiął mięśnie.
Zoro znalazł tu okazję. Stanął w swojej ulubionej pozycji. Pozycji do Onigiri. Brakowało mu trzeciego miecza, ale tym razem cięcie dwóch musiało wystarczyć.
- A ty czasem nie powinieneś się pospieszyć i wracać? - rzucił Ozuma do Zoro patrząc jak ten napina się do ciosu.
- Co? - zapytał Roronoa. - wracać?
- Ach... to widzę, że wasza siatka wywiadowcza słabnie... odwal się w końcu! - Ozuma potężnie ciął odrzucając Raki'ego do tyłu.
Zoro nie spodziewał się tak szybkiego ataku i już po chwili cofał się pod nawałnicą ciosów Ozumy.
- Lada chwila, wasz przywódca zginie. - powiedział Ozuma cicho, acz z naciskiem coraz to zaskakując Zoro niespotykanynymi kombinacjami ataków.
- Co masz niby na myśli?
- Proste. Pan Cortez wysłał kogoś, kto się nim zajmie. Już za chwilę.
- Skrytobójca?!
- Brawo.
W tym momencie do walki wkroczył Raki. Zoro poczuł uderzenie na klatce piersiowej i odleciał do tyłu, Marine kopnął go robiąc swoje wejście, po czym chciał go dobić, ale Ozuma szybko zaskoczył go z tyłu i znów na jego szablę spadły uderzenia.
Zoro podniósł się szybko i zobaczył jak Ozuma, choć atakuje Raki'ego obserwuje go kątem oka. Musiał jednak zaryzykować. Wiedział, że technika sporo straci na mocy przez skrócnie czasu jej wykonywania, ale nie było wyjścia.
- San-jyu-rokuu pondo hou!!! - Zoro uderzył jednym tylko mieczem, nie poświęcając nawet chwili na skupienie. Atak nie był zbyt imponujący, ale wystarczył na tyle, by wytrącić Ozumę i Raki'ego z równowagi i wzniecić spore kłęby dymu.
A potem Zoro po raz pierwszy w życiu uciekł z miejsca walki.

- Przepraszam Takeyama-san. Przyniosłam herbatę.
- Proszę, wejdź.

Chwilę później Roronoa gnał już nie oglądając się na nic wokół. Żałował, że zostawia za sobą taką walkę, jednak wiedział, że życie Takeyamy jest zagrożone, a w tym momencie, bez przywódcy rebelia upadnie. Miał mało czasu.
Nagle poczuł dziwne mrowienie w stopach. Dziwne. Dlaczego biegnę tak wolno, pomyślał. Czy naprawdę nie stać mnie na więcej? Stopy są lekkie. Miecze są lekkie. Wszystko jest lekkie. Potem wszystko poszło jak z płatka. Widział to w sobie już wcześniej. Chwilami udawało mu się to wykonać pół świadomie, może teraz przyszedł właśnie taki moment?
Tylko, że tym razem nazwa sama spłynęła mu do ust.
- Soru.

- Dziękuje, możesz już iść.
- Nie Takeyama-san, jeszcze zostanę.

Nie widział skąd. Nie wiedział jak. Nie wiedział dlaczego. Obiecał sobie jednak nie zawracać tym głowy w tej chwili, potem był czas na zastanawianie się. Teraz najważniejsze było sprawdzić czy Ozuma ma rację.
Zoro wpadł przez podłużny tunel do kryjówki rebeliantów. Właściwie to nie schodził, a wręcz się stoczył po stromej jaskini, i natychmiast rzucił się biegiem do domu Takeyamy. Był w swoim gabinecie, nie było innej możliwości. Pierwsze drzwi. Drugie drzwi... Gabinet.

- Żegnaj Takeyama-san. - młoda dziewczyna wyciągnęła zza pazuchy pistolet i wycelowała w jego czoło.

- NIE!!!

Chlusnęła krew, zabrzmiał strzał. Zoro nie zdążył nawet przełożyć mieczy na drugą stronę. Podjął najlepszą z możliwych decyzji.
Dziewczyna przechyliła się do tyłu i padła na plecy zaciskając zęby z bólu, Zoro przeciął jej ścięgna achillesa co natychmiast powaliło ją na ziemie, zaś kula z jej pistoletu utkwiła w suficie pomieszczenia.
Takeyama spojrzał ze zdziwieniem na Roronoę ten zaś odwrócił się do rannej.
- Nie miej mi tego za złe.
- Skąd... skąd wiedziałeś??
- Powiedzmy, że jestem jasnowidzem. - po tych słowach Zoro wsunął Sandaia Kitetsu do saya.


Ciąg dalszy nastąpi.

Dramatyczne pytania:

Kim jest Biały Starzec?
Czy Raki odnajdzie jego siedzibę?
Jakie są plany Starca, Kizaru i Corteza?
I gdzie tak naprawdę udał się Luffy?


Część 17ta to: Dzień siódmy. Przeklęte miasto.



bullet Napisane przez Vampircia dnia 10 maj 2009 · Kategoria: Fanfiki ·
· 1 komentarz · 1440 czytań · Drukuj

ManDArynka (dnia 08 listopad 2013 14:16:17) #1
5807
Jakim zasranym cudem Zoro sie nie pogubil? o.0

Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,941,909 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony