REJESTRACJA
980

979 rozdział

978PL!

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

CC 10 - temat wstępny przed gaz..
Autor: Komimasa dnia 03/06/20 16:35
Rozdział 980
Autor: Kaioken dnia 26/05/20 23:11
Rozdział 979
Autor: Kaioken dnia 26/05/20 23:10
Spamiliada 12
Autor: Eikichi dnia 26/05/20 20:15
Story Cubes (komentarze)
Autor: Komimasa dnia 22/05/20 22:04
Pochwal się co ostatnio czytał..
Autor: Ena dnia 20/05/20 19:15
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
AnimeCon_baner
22. Dzień dwudziesty, poranek. Bitwa o Kaneyamę.


Słońce wychylało się leniwie znad horyzontu niszcząc mrok, który ze wszystkich sił starał się zakryć to co działo się na polach Kaneyamy. Nie było to możliwe. Świat musiał to widzieć, tak samo jak masakrę na Oharze, tak samo jak wojnę w Alabaście, tak samo jak wszystkie sytuacje w historii kiedy ludzie walczyli i ginęli za swoje przekonania.
Ziemia spłynęła czerwienią.
Grupa rebeliantów wbiła się niczym klin w ogromny oddział Corteza z siłą tak ogromną, że pierwsi The Guards zginęli nim zdążyli zadać choćby jeden cios. Rebelianci dzierżyli wszystko czymkolwiek możnaby walczyć, uderzyć, pokonać. Miecze, kije, niektórzy walczyli wręcz, a nieliczni szczęśliwcy dzielili broń palną. Takiego obrotu spraw The Guards się nie spodziewało.
- Rozdzielić się! - ryknął Takeyama. - Grupa druga, atakować lewą flankę!
Rebelianci usłuchali natychmiast. Doskonale wiedzieli, że nie muszą rozumieć. Muszą słuchać, tak jak posłuchali przemowy dowódcy kilka godzin wcześniej. Kabuu, wraz z grupą wojowników, natychmiast uderzył od zewnątrz na odsłonięte boki Guardsów, którzy skupili się na pierwszym natarciu.
- Co się do diabła dzieje? - wrzasnął jeden z ludzi Corteza po czym padł pod ciosem ogromnego tasaka.
Kabuu natychmiast przeniósł wzrok na innego przeciwnika. Tutaj nikt nie miał z nim szans. Nim ktokolwiek zdążył się zorientować, kolejny Guard padł na ziemię brocząc krwią.
- Ognia! - ryknął Shin i zagrzmiały strzelby.
Kontrnatarcie wojsk Corteza rozpyrsnęło się natychmiast pod wpływem morderczej salwy. Ci, którzy uniknęli śmierci odskoczyli na boki, dając miejsce oddziałowi Takeyamy.
Zdecydowanie Rebeliantów przyniosło profity.

Generał Mashiro był człowiekiem absolutnie przekonanym o swoich możliwościach i do tego dość inteligentnym. Było mu to potrzebne, w końcu niegdyś należał do Marines, gdzie słynął ze swoich zdolności strategicznych. I mimo, że u Corteza grał trzecie lub czwarte skrzypce, był niewypowiedzianie dumny z tego, że praktycznie cała siła militarna została mu powierzona. Miał zgnieść rebelię, by jego pan w spokoju mógł robić to co do niego należało. Jego pan, który wyciągnął go z tego całego korrpcyjnego gówna. Czy wzięcie kilku łapówek od razu miałoby dyskredytować Marine? Bzdura. Nie mógł zawieść człowieka, który mu pomógł. Po prostu nie mógł. Zacisnął pięści i spojrzał na kotłujący się tłum. Potem spojrzał na swojego przybocznego.
- Ruszam do walki. Osobiście to zakończę.
- Tak jest, panie generale - odrzekł młody oficer wyciągając miecz.
Potem obaj ruszyli do ataku.

- Jest ich zbyt wielu!! - krzyknęła Marisa rozcinając ciało nieuważnego przeciwnika.
Odwróciła się gwałtownie. Następnych trzech było tuż za nią. Ostrze Nocy śpiewało jej w dłoniach odbijając ciosy i kąsając drapieżnie, u jej stóp padało coraz więcej The Guards.
- Draniuu!! - warknęła widząc jak jeden z ludzi Corteza wyciąga zakrwawiony nóż z pleców któregoś z rebeliantów. Rzuciła się do przodu i dokonała natychmiastowej, bezlitosnej zemsty.
Chwilę potem wielki huk niemal ją ogłuszył, zaś środek grupy rebeliantów pochłonęła eksplozja rozrzucając ludzi i broń na wszystkie strony. Shin pierwszy zorientował się w tym co się dzieje.
- Mają haubice! Rozproszyć się! - To była najgorsza rzecz jaka mogła ich spotkać. Nikt nie spodziewał się użycia armat w takim tłumie, zaś rozproszony oddział rebeliantów tracił wszelkie atuty wynikające z doskonałego wyszkolenia ludzi. Kolejni padali pod przeważającym naporem sił The Guards.
Takeyama zaś stał po środku wszystkiego i czekał. Wiedział, że to on będzie głównym celem. Wokół niego nie leżał nikt, zaś okrążała go grupa mężczyzn w czarnych płaszczach. Bali się podejść.
- No dalej, tchórze! - krzyknął przywódca rebelii. - Dorwijcie mnie!
Trzech odważnych rzuciło się na niego. Uderzyli, jednak ciosy nigdy nie trafiły w cel. Jedym horyzontalnym uderzeniem Takeyama odrzucił atakujących tak daleko, że przefrunęli ponad swoimi towarzyszami broni i wyrżnęli w piaszczysty grunt, tak jak wielu innych. Wszystkie ofiary olbrzymiego mężczyzny, z pogruchotanymi kośćmi, leżały spory kawałek od niego.
- Jego siła jest miażdząca! - powiedział ktoś z tłumu.
- DALEJ! - wrzeszczał Takeyama rozrzucając atakujących na wszystkie strony. - DALEJ! DAJCIE TU KOGOŚ SILNIEJSZEGO! BANDO TCHÓRZY!
Marisa odskoczyła na bok. Cios był szybki i silny, niektórzy z The Guards odznaczali się znacznymi umiejętnościami co widać było zwłaszcza po tych, którzy odważyli się nie nosić broni.
- Cholera jasna! - zaklęła dziewczyna.
Nie zdążyła uniknąć. Miażdzący cios uderzył ją w twarz, aż nogi się pod nią ugięły. Upadła na plecy wypuszczając z rąk miecz. Oprawca stanął nad nią uśmiechając się obłąkańczo. Wzniósł rękę... i padł. Shin zawsze odznaczał się doskonałą podzielnością uwagi. Zakręcił pistoletem i wsunął go w kaburę przy pasie. Potem przymierzył i strzelił. Jeden z ładowniczych haubicy znajdującej się już na zboczu wulkanu złapał się za szyję i padł tryskając krwią.
Takeyama usłyszał szelest, tuż za sobą i w ostatniej chwili zdążył się odwrócić. Obok niego przemknęły trzy, grube, z niewiadomego tworzywa liny. Trzasnęły niczym bicze zostawiając olbrzymi ślad na ziemi. Przywódca rebelii odwrócił się natychmiast i dojrzał przeciwnika. Wysoki mężczyzna odziany w generaliski płaszcz trzymał wyprostowaną rękę. Najdziwniejszą rękę jaką Takeyama widział na oczy. Zamiast palców, mężczyzna miał długie liny, tak czarne jak krótkie włosy właściciela, powiewające teraz na wietrze.
- Mashiro... - syknął rebeliant po czym uchylił się, a liny przemknęły nad nim.
- Nie wygracie tej bitwy, Takeyama. - powiedział Mashiro uśmiechając się i kontynuując natarcie.
- To się okaże! - dowódca Czerwonych Chust zrobił fintę w prawo, przeturlał się po ziemi, zatańczył w tył. Zgrabnie unikał wszystkich ataków. W końcu odbił się od ziemi i wyskoczył w stronę swojego przeciwnika.
- Starczy już, Mashiro! - ryknął zwalając go z nóg i przygwożdzając pięścią. - Dajcie już spokój tej idiotycznej walce! Gdybyście tylko uznali naszą niepodległość! Gdybyście dali więcej spokoju naszym ludziom!
Generał Corteza uśmiechnął się powstrzymując całą siłą napierającą pięść Takeyamy.
- Walka niedługo się skończy. Wraz ze śmiercią przywódcy.
Takeyama usłyszał za sobą dźwięk. Wiedział, że nie zdaży się odwrócić, a co dopiero uchylić. Zamknął oczy czekając na cios.
- STRONG HAMMER! - krzyknął ktoś i twarz napastnika celującego z pistoletu w odsłonięte plecy Takeyamy zamieniła się w krwawą maź.
Chwilę potem w tłum The Guards wpadła Załoga Słomianych Kapeluszy.

- Rashoumon!
- Concasser!
- Cien Fleur!
- Tornado Tempo!
- Kokutei Rodeo!
- Kayaku Boshi!
- Weapon's Left!

Mashiro odwrócił głowę i zobaczył jak ogromna grupa jego ludzi rozlatuje się na wszystkie strony jakby pod działaniem tornada. Siła z jaką ta siódemka wpadła w jego oddział była równa jakby zrobiło to pół armii. Chwilę potem poczuł jak stalowa pięść wbija mu się w podbródek i odleciał do tyłu padając na ziemię. Takeyama podniósł się natychmiast.
- Dobra robota! - wrzasnął widząc jak miecze Zoro tną kolejnego The Guards.
- Uważaj! - krzyknął w odpowiedzi Usopp, ale rebeliant był już gotowy. Zręcznie się odwrócił jednym ciosem wysyłając przeciwnika w powietrze.
Mashiro wzniósł obie ręce w stronę Słomianych.
- TO NIE JEST WASZA WALKA! - ryknął - ZNIKAJCIE!!!
Z jego palców wystrzeliły liny. Siedmioro Słomianych, osiem długich, czarnych pnączy, prędkość tak absurdalna, że Usopp nawet nie dojrzał kiedy sznur oplótł się wokół jego ciała zaciskając się z ogromną siłą. Nikt nie zauważył. Poza Zoro.
- Nigiri! - Szermierz praktycznie zniknął.
Sekundę później Mashiro krzyknął z bólu, a odcięte liny opadły na ziemię. Wszyscy byli wolni.
- Widzę, że nie ma co z wami pogrywać... - syknął generał, pozwalając by resztki lin wróciły do jego palców. - ale to dopiero początek!
Znów się zamachnął, ale tym razem to Franky zachował zimną krew. Pozwolił by cztery liny, które wystrzelił w jego stronę Mashiro oplotły się wokół jego przedramienia.
- Franky! - krzyknęła Robin, widząc jak cyborg zaciska zęby.
- Spokojnie! Koleś walczy podobnie jak ten kretyn Paulie. Zostawcie go mnie!
- Dasz radę? - zapytał Sanji kopiąc jednego z The Guards w kark.
- Zamknij mordę i skop kilku kolejnych. - mruknął Franky i pozwolił by Mashiro pociągnął go na siebie. Lecąc wymierzył mu potężny lewy prosty i obaj zniknęli w kotłującym się tłumie.
Sanji i reszta odwrócili się zaś i stawili czoła ogromnej grupie ludzi Corteza. Znów się zakotłowało.

Rebelianci walczyli jak szaleńcy. Ryzykowali, atakowali pojedynczo spore grupy lub uderzali niewielkimi oddziałami dosłownie miażdząc siły Corteza. Ale wszystko to jednak miało swoje podłoże, dzięki treningom każdy z rebeliantów był warty dwóch The Guards. Sam Takeyama stawał za trzydziestu mężczyzn. Marisa, Shin i Kabuu za następnych pięćdziesięciu. Słomiani podobnie odznaczali się ogromną siłą, którą nieraz okazję mieli udowodnić. Niemniej jednak siły The Guards wyglądały jakby nie miały się skończyć nigdy. Na miejsce każdego, który padł natychmiast pojawiało się trzech następnych i wkrótce stało się jasne, żę tej bitwy rebelia nie wygra.
- NOWE WIEŚCI, TAKEYAMA-SAN!! - ryknął Jin wbiegając, a w zasadzie wskakując, w tłum walczących, wraz z kilkunastoma ubranymi na czarno mężczyznami. Pozwoliło to na chwilę odepchnąć ludzi Corteza. Pozbawieni generała, który najwidoczniej walczył wciąż z Frankym (gdzieś tam w oddali rozbłysnął ogień potem wielką grupę ludzi odrzuciła spora eksplozja), Guards stali się nieco bardziej ustępliwi.
Takeyama widząc siatkę wywiadowczą uśmiechnął się szeroko. Ufał tym ludziom.
- Co się dzieje? - zapytał.
- Wiem już... - powiedział Jin tnąc przeciwnika w plecy - skąd możemy się dowiedzieć co planuje Cortez!
- Gadaj natychmiast! - krzyknął Zoro blokując cięcie wojownika z wielkim mieczem.
- Jeden z moich ludzi podsłuchał rozmowę Corteza ze swoimi najbardziej zaufanymi podwładnymi, Ozumą, Sigmą i tak dalej. Zostają w jego siedzibie, dlatego ich tu nie ma.
- Cholera, a ja się zastanawiałem gdzie jest ten idiota! - warknął Sanji przez zaciśnięte zęby. Odwrócił się i potężnym kopniakiem posłał przeciwnika w powietrze.
- Ponadto podobno pilnują tam czegoś. Czegoś ważnego! - Jin uchylił się przed serią cięć, odpowiedział tym samym, po czym wybił się i wylądował koło Takeyamy. - Trzeba kogoś tam wysłać!
- Dobra robota stary. - rzekł Takeyama po czym odwrócił się do Zoro, który stał najbliżej niego. - Mogę na was liczyć? My na razie musimy zająć się tym co się dzieje tutaj. A z tego co widzę, część waszych ma problemy z takim rozgardiaszem.
Miał rację. Usopp i Chopper właściwie od dłuższego czasu starali się ze wszystkich sił unikać walki. Oblegani ze zbyt wielu stron nie mieli jak użyć swoich najlepszych ataków. Chopper bał się użyć drugiego Rumble Ball, bo niekontrolowanie przemian w takim tłumie mogłoby przynieść więcej szkody niż pożytku.
- Dobry pomysł. I tak mamy prywatne porachunki z niektórymi z tych ludzi. - powiedział Sanji. - Tylko jak się wydostaniemy z tej matni?
- To już zostawcie mnie. - Takeyama napiął mięśnie i ruszył do przodu.
Mimo, że znajdowali się w samym środku jatki wystarczyło jedno uderzenie. Jeden potężny cios i The Guards rozsypali się jak kręgle. Pierwszy, który oberwał od Takeyamy bezpośrednio, zginął na miejscu, jego mostek przywarł do kręgosłupa. Bezwładne ciało poleciało do tyłu z taką siłą, że uformował się niewielki tunel pomiędzy walczącymi grupami. Inna sprawa, że conajmniej dwóch rebeliantów zapłaciło za ten manewr dość wysoką cenę.
- Ostro... - jęknęła Nami widząc jak część wojowników zatrzymała się patrząc się z osłupieniem na ten pokaz siły.
- NIE MA CZASU! RUSZAJCIE! - ryknął Takeyama.
Słomiani otrząsnęli się natychmiast. Posłuchali. Nie mieli innego wyjścia. Zoro natychmiast ruszył do przodu, bez problemu udało mu się wypaść z tłumu walczących na pole. Nikt za nim nie pobiegł. Sanji zobaczył, że Usopp i Chopper są praktycznie sparaliżowani ze strachu. Wiedział, że się nie ruszą. Ech, co za ćwoki... pomyślał i rzucił się w ich stronę. Kopnął długonosego w siedzenie z taką siłą, że strzelec z wrzaskiem przeleciał nad tłumem walczących i wylądował obok Zoro. A, że pociągnął za sobą lekarza, to przynajmniej ta sprawa był już załatwiona. Nami rzuciła się za szemierzem, ale odwróciła się w porę by zobaczyć, iż Robin stoi w miejscu i spogląda ze strachem w miejsce, gdzie prawdopodobnie Mashiro wciąż walczył z Frankym.
- Robin, co robisz?! - krzyknęła Nami - biegnij!
- Zostaję. - odparła nawigator.
- Co?!
- Zostaję. Franky wciąż walczy.
Nami chciała coś powiedzieć, ale potem przypomniała sobie jak często Robin chodziła z Frankym, by szkolić rebeliantów, jak często widziała ich rozmawiających wieczorem przy stole. Rozumiała to idealnie. Uśmiechnęła się.
- No tak. Tylko uważajcie na siebie. - potem odwróciła się do Sanji'ego i z wielkim uśmiechem na ustach zawołała - Ej, idziemy! Zbieraj tyłek!
Kucharz spojrzał na nią ze ździwieniem. Odbiło jej, pomyślał. Cieszy się. Odbiło jej. Potem puścił oko do Robin i rzucił się przez swego rodzaju tunel, który już powoli zaczął zarastać tłumem The Guards.
Chwilę potem pięcioro piratów słomianego kapelusza biegło już w stronę lasu. Do siedziby Corteza.

- Co ty tu jeszcze robisz? - zapytał Kabuu z uśmiechem walcząc u boku Marisy.
- Co masz na myśli?
- Piraci Słomianego Kapelusza udali się do siedziby Corteza. W piątkę. A chyba nie wiedzą jak tam trafić.
- Co za matoły!!! - krzyknęła dziewczyna. - Ale przecież nie mogę was tu zostawić!!
- Nie?! - Kabuu uśmiechnął się pod wąsem. - HITOKIRI... TSUME!!!
Kilku The Guards padło na ziemię, trysnęła krew.
- Jak najbardziej możesz. My sobie damy radę.
Marisa spojrzała na niego niepewnie.
- Wiem co o nich myślisz. Wiem też co myślisz o mnie. Oni są tacy sami jak Shigeru. Shigeru z którym nigdy nie potrafiłem się dogadać. Zawsze jednak rozumiałem, jak wiele dobrego zrobił on dla nas. Dlatego teraz... - Kabuu wziął ją i podniósł do góry. W tym momencie włócznia przebiła jego plecy. Zaklął przez zęby, gdy po jego brodzie spłynęła krew. - IDŹ I IM POMÓŻ!!
- Kabuu-san, nie... - nie zdążyła powiedzieć nic więcej, gdy mężczyzna miotną nią z całych sił. Ponad walczącymi, ponad polami. Z trudem wylądowała na nogach, na skraju lasu.
- A teraz... - mruknął Kabuu odwracając się do wojownika, który go ranił. - zobaczycie co to znaczy BYĆ REBELIANTEM!!!
Skoczył do przodu. Pole spłynęło czerwienią.

- Marisa? Co ty tu robisz? - spytała Nami, kiedy dziewczyna już ich dogoniła.
- Nie wiecie gdzie jest siedziba Corteza, prawda?
- No nie wiemy... - nawigator ze zrezygnowaniem pokręciła głową. - Jeśli to jest tamto miejsce, gdzie... gdzie byliśmy uwięzieni, to jakoś tam trafię, ale czy aby na pewno?
Słomiani zwolnili nieco kroku. Już nie biegli, teraz szli szybkim marszem przez las, prowadzeni przez Zoro i Sanji'ego, którzy wynaleźli wspaniały moment by zacząć się kłócić o właściwy kierunek.
- To nie jest tamto miejsce. Tam jest więzienie Corteza - powiedziała Marisa próbując zignorować podniesione głosy obu mężczyzn. - siedziba zaś... jest bardzo, bardzo blisko.
Zoro i Sanji ucichli patrząc na nią. Chopper schował się za Usoppa, który schował się za Choppera, który znów schował się za Usoppa, aż w końcu pobli się tarzając się po ziemi. Marisa uśmiechnęła się lekko.
- Czyli nie mamy wyjścia? - mruknął Sanji. - Idziemy!
- Na to wygląda. - rzekł Zoro zaciskając pięści.

Ozuma. Sigma. Kichiru. Kidari. Reiko. Pięć imion do wymazania. I bardzo, bardzo mało czasu. Choć wtedy jeszcze Słomiani o tym nie wiedzieli.

- O. Otworzyło się. - powiedzial Luffy z wielkim uśmiechem patrząc jak starszy mężczyzna z uśmiechem kiwa głową.
- Idź Luffy. Jesteś już gotowy.


Ciąg dalszy nastąpi.

Dramatyczne pytania:
Kiedy dojdzie do ostatecznej konforntacji?
Ile tajemnic zostanie rozwianych?
Czy Słomiany Kapelusz Luffy zrobi męskie wejście?
Cóż na Boga, czeka na piratów w siedzibie Corteza?

Część 23 to: Dzień dwudziesty, późny poranek. Siedziba Corteza

bullet Napisane przez Vampircia dnia 10 maj 2009 · Kategoria: Fanfiki ·
· 0 komentarzy · 1923 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
GROMnh
24/05/2020 23:49:17
@ruri: Szkoda Sad Mam nadzieję, że szybciej powrócą, bo przez 2 miesiące czytać raz na 2 tygodnie to jest słabo...

ruri
24/05/2020 14:10:09
@GROMnh: Koronawirus spowodował to, że przy autorze jest mniej asystentów i wszystko idzie wolniej.

Laquer
24/05/2020 13:58:08
Wow, chyba muszę częściej się socjalizować, bo widzę, że daleko w tyle za cywilizacją zostałem.

Laquer
24/05/2020 13:57:47
Tia, nieważne. Bo wiesz, wszystko spoko, nie, ale i tak wy***ane, bo będę robić po swojemu, czy się to komu podoba czy nie xD Swoją drogą, groźby karalne jako merytoryczna krytyka...

Imi
24/05/2020 13:34:57
W sumie przez te Wasze komentarze zapomniałam o najważniejszym. Nikomu innemu to nie przeszkadza najwidoczniej więc nieważne.

Imi
24/05/2020 12:08:55
Najwidoczniej każda krytyka teraz, nawet merytoryczna, to dla niektórych tylko roszczeniowość i jakieś budowanie ego. Wielce sobie ego zbuduję na tym.

Imi
24/05/2020 12:07:57
Co do jakości, ja nie twierdzę że robicie byle co, tylko naprawdę akurat takich błędów łatwo jest uniknąć. Nie wytykam okazjonalnych wpadek edytorskich, bo wiem ile to jest pracy.

Imi
24/05/2020 12:07:06
Ruri, co ma ego do tego? Czytam sobie rozdział i klimat idzie się kopać przez takie kretyńskie wstawki.

GROMnh
24/05/2020 01:40:47
Mam pytanie - czemu przez cały czerwiec i lipiec będą wydawane rozdziały raz na 2 tygodnie?

Laquer
22/05/2020 16:01:16
A ja tam lubię te wstawki. Uważam, że są fajne. I będę je dodawał kiedy tylko edytor zezwoli.

Ena
22/05/2020 12:16:38
:sakazuki:

ruri
22/05/2020 12:05:23
slowa wpadka, bo chyba wyfrunelo z glowy. Kilka osob na pewno sie usmiechnelo na widok tej wstawki, wiekszosc olala, a pewne OKAZY szukaja mozliwosci wybicia swojego ego na pierdolach

ruri
22/05/2020 12:03:47
No tak, bo 90% czytelników, to profesjonaliści, którzy zawodowo zjamują się czytaniem mang i wcale nie mają w dupie większości błędów pomyłek itd. Zresztą... Przeczytaj sobie znaczenie

okiren
22/05/2020 11:51:46
Sugerowanie, że nie ma jakości przez to xD idę stąd, bo szkoda strzępić ryja

Imi
22/05/2020 07:56:13
Ale hej, przecież już nie chodzi o to, by była jakość, tylko dobrze że ktoś robi cokolwiek. To nie jest pomylony tekst w dymku wynikający z nakładu pracy, tylko nieporozumienie.

Imi
22/05/2020 07:55:30
Okiren, niby racja, ale tylko z perspektywy laika. Ponadtko korektor to ktoś, kogo zadaniem jest nie dopuścić to wpadek w rozdziałach. A on je tworzy...

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2020 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
8,587,863 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony