REJESTRACJA
980

979 rozdział

978PL!

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

CC 10 - temat wstępny przed gaz..
Autor: Komimasa dnia 03/06/20 16:35
Rozdział 980
Autor: Kaioken dnia 26/05/20 23:11
Rozdział 979
Autor: Kaioken dnia 26/05/20 23:10
Spamiliada 12
Autor: Eikichi dnia 26/05/20 20:15
Story Cubes (komentarze)
Autor: Komimasa dnia 22/05/20 22:04
Pochwal się co ostatnio czytał..
Autor: Ena dnia 20/05/20 19:15
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
AnimeCon_baner
24. Dzień dwudziesty, okolice południa. Runda druga.


- Da sobie radę? - zapytał Chopper kiedy znajdowali się już w głębi siedziby Corteza.
Spora sala wejściowa, przyozdobiona lekko i z klasą sąsiadowała z kilkoma mniejszymi pomieszczeniami. Wszędzie widać było typowe ślady życia ludzkiego w tym miejscu, z pewnością spora część sił walczących z rebeliantami musiała być zakwaterowana tutaj na stałe. Po drugiej stronie sali widać było klatkę schodową biegnącą na górę. Parter siedziby sprawiał wrażenie doskonale zaprojektowanego. Nie znajdowało się tu nic ważnego, a miejsca by wykorzystać przewagę liczebną było pod dostatkiem. Z pewnością można było się tu bronić bardzo długo.
- Nie nie doceniaj Marisy - powiedziała Nami z uśmiechem. - Kiedy człowiek ma o co walczyć staje się znacznie silniejszy.
- Powinieneś o tym wiedzieć. - dodał z uśmiechem Usopp ściskając nerwowo procę.
Piraci nie zamierzali przeszukiwać parteru. Nie było sensu tracić na to czasu, zwłaszcza, że tak ważny pokój jak gabinet Corteza z pewnością znajdował się wyżej. Wspięli się po schodach ostrożnie, ale sprawnie. Zoro szedł na szpicy z dobytymi katanami gotów przyjąć atak na siebie, reszta z wolna kroczyła za nim. Sekundy później byli już na pierwszym piętrze.
Nie było wielkiej sali tak, jak na parterze. Ich oczom ukazał się korytarz rozwidlający się na końcu, wyglądał jak typowa litera "T".
Ruszyli z wolna do przodu. Zoro bez żadnych ogródek czy konsultacji z resztą kopnął potężnie pierwsze drzwi po prawej jakie napotkali i wpadł do środka. Było zupełnie pusto. Zmarszczył czoło.
- Idiotyczny szermierzu, co ty odwalasz! - warknął Sanji.
- I tak wiedzą, że tu jesteśmy, po cholerę to ukrywać głupi kuku? - odgryzł się Zoro.
- Wszystkie te pomieszczenia są puste... Nic nie słychać - wtrącił Chopper. - Gdyby ktoś gdzieś tu był, na pewno już zostalibyśmy zaatakowani.
- Tak, on ma rację. - Nami uśmiechnęła się do lekarza. - Choćmy dalej, nie ma sensu tu przebywać.
- Czyli co? Kolejne piętro? - zapytał Usopp z nutą nadziei.
- Chodźmy. - Zoro ruszył do przodu nie oglądając się na nich, zaś reszta podążyła za nim. Chociaż nie był może gołębiem, jeśli idzie o orientację w terenie, zazwyczaj zastępował Luffy'ego, gdy go nie było.
Dotarli do rozwidlenia. Obie ścieżki były bardzo krótkie. Po lewej stronie po czterech dosłownie metrach były schody wyżej, po prawej natomiast zwyczajne drewniane drzwi z dużą zawieszką.
- Bar... - mruknął Sanji czytając zawieszkę. - No tak, muszą mieć gdzie pić. Tylko czy aby na pewno tam są? Cisza jakaś.
- Chodźmy na górę... - jęknął Usopp.
- Zaczekaj, sprawdzę. - Kucharz ruszył z wolna w stronę drzwi do baru. Nacisnął klamkę i ostrożnie zajrzał do środka.
Bar był bardzo duży. Niesamowicie długi szynkwas umiejscowiony był na przeciwko wejścia, zaś krzesła i stoły poustawiane były pod ścianami tworząc ogromną przestrzeń po środku, zupełnie jakby lokal był na coś przygotowany. Sanji w pierwszej chwili nie zauważył, że przy ladzie siedzi jedna osoba paląc papierosa. Mężczyzna był wysoki, szczupły ubrany w czarny garnitur. Miał długie włosy... Kucharzowi zabrakło powietrza.
W następnej chwili wyszedł z baru i zamknął za sobą drzwi.
- I co? - zapytał Zoro mierząc go wzrokiem.
- Idźcie dalej. - Sanji ledwo formułował słowa. - Ja... mam tutaj pewną sprawę do załatwienia.
- Ale czemu? Ktoś tam jest? - zapytał Usopp
- Oj jest... Jest, jak najbardziej. - Czarnonogi poprawił garnitur. - Idźcie, ja niedługo dołączę.
- Dobra. - rzekł krótko Zoro i odwrócił się.
Sanji także się odwrócił i ponownie nacisnął na klamkę, gdy usłyszał za sobą głos.
- Dołóż mu, dobrze? - Nami uśmiechnęła się smutno, gdy reszta Słomianych ruszyła w stronę schodów. - Ja ci tutaj nie pomogę. Wiem, że chcesz to zrobić sam, ale proszę cię...
- Tylko się nie rozklejaj Nami-swan - mruknął Sanji z uśmiechem. - Jestem mężczyzną. A prawdziwy mężczyzna zawsze dotrzymuje słowa.
To mówiąc nacisnął klamkę i wszedł do środka zostawiając za sobą Nami. Nie mógł dłużej z nią rozmawiać. Wiedział doskonale co znaczy dla niej zemsta na tym człowieku. Tyle samo znaczyła dla niego. Teraz gdy znajdował się z nim w jednym pomieszczeniu odczuwał dziwny spokój. Ulgę. Był zdrowy, wypoczęty i pewny, że tym razem nic im nie przeszkodzi.
Teraz była pora by zrobić to na co tak długo czekał.
Ruszył do przodu wolnym krokiem, po czym skręcił i wszedł za ladę. Mieli tutaj doskonały wybór alkoholi.
- Czego się napijesz? - zapytał spokojnie przeglądając półki.
- Szkockiej. Z lodem. - odparł Sigma, równie kulturalnie i zaciągnął się papierosem. Miał na sobie garnitur, a pod nim białą koszulę z czarnym jak smoła krawatem.
Sanji wyciągnął wprawnie spod lady dwie szklanki po czym napełnił je brązowym płynem. Wrzucił kostki lodu i postawił trunek przed człowiekiem, którego nienawidził najbardziej na świecie.


Admirał Kizaru zdawał sobie sprawę, że jest człowiekiem na tyle silnym, że może pozwolić sobie na tak zwane, patyczkowanie się ze wszystkim i wszystkimi, których spotykał. Było to chyba wspólną cechą admirałów, nigdy się nie spieszyli, po prostu doskonale wiedzieli, że gdzie tylko są, po prostu muszą dopiąć swego. Sama ich obecność wywoływała przerażenie na twarzach przeciwników, morale spadały im tak gwałtownie, że tylko przeciwko najbardziej zatwardziałym, musieli stawać do walki. A walki Kizaru kończyły się w tym samym momencie w którym zaczynały. Przez lata, od kiedy zjadł owoc Pika Pika no mi, ze zdyscyplinowanego żołnierza, stał się niesamowicie leniwy i powolny, wręcz flegmatyczny. Szybko jednak nauczył się bezwzględności, z czym problemy miała większość jego kolegów z Marines. Rozkaz to rozkaz. Decyzja to decyzja. Dla niego światowy rząd był ostoją, która dawała mu pieniądze, władzę, wszystko czego zapragnął. A czego w zamian wymagali? Czasami rozwiązania ważnego problemu. Bardzo czasami. Nie ma co się oszukiwać. Admirał Kizaru bardzo lubił swoją pracę.
Grupa Marines szła teraz zwartym szykiem przez las. Kizaru zdecydował się postawić na szpicy Raki'ego. Był sprawnym szermierzem, rany ze starcia w lesie nie były duże, do tego młody kapitan ewidentnie bardziej palił się do działania niż jego przełożony.


- Admirale, za chwilę będziemy w kryjówce Białego Starca - oznajmił szermierz.
Kizaru leniwie skinął głową. Żołnierze ruszyli nieco żwawiej. Zdawali sobie sprawę, że w wypadku powodzenia tej misji każdy z nich ma olbrzymią szansę na wysokie stanowisko. Ożyli i biegiem ruszyli za Rakim, który także nie mógł już powstrzymać się od żwawszego kroku. Skończyło się na tym, że admirał, idący wolnym spacerem, dogonił swój oddział dopiero parę chwil potem. I nie zastał miłego widoku.
Raki był blady, oczy miał szeroko otwarte, zaś jego twarz pokrywał pot. Inni Marines wpatrywali się w niego z wyrazem oczekiwania na twarzach i zdziwieniem. W końcu to on odkrył siedzibę Białego Starca, to on wiedział, gdzie ona się znajduje. To on opowiedział, że zniknęła w niewielkiej dziurze, jakby została zassana pod ziemię. Mówił, że niewielkiej.
Dziura jaką zastali na polanie nie przypominała w niczym metrowego otworu, który widział Raki. Teraz miała co najmniej osiem metrów i biła od niej dziwna, biała łuna. Nad krawędziami unosiły się kawałki gruzu, ziemi i wypalonych roślin. Trawa, niegdyś zielona, teraz w okręgu kilku metrów od czeluści była sucha, brązowa, zwiędła.
- Mówiłeś co innego. - powiedział spokojnie Kizaru rzucając okiem na dziurę. Jako, że stali na niewielkim wzniesieniu miał doskonały widok na to miejsce.
- Nie wiem... co tu się na boga stało? - jęknął szermierz.
Admirał uśmiechnął się.
- Nieważne. Shiffer, sprawdź tą dziurę. - rzucił do najbliższego Marines.
Jeden z mężczyzn posłusznie zsunął się bo zboczu wzniesienia i powoli, dobywając pistoletu, podszedł do krawędzi otworu. Wszystko zdarzyło się tak szybko, że nikt nie miał nawet cienia szansy by zareagować. Człowiek nazwany Shifferem nagle złapał się za gardło. Jego ciałem wstrząsnął straszliwy dreszcz, po czym upadł wygięty w łuk ze zbielałą twarzą i bąbelkami krwi na ustach. Pozostali Marines odsunęli się nerwowo. Nikt nie rzucił mu się na ratunek, nikt nie chciał ryzykować.
Kizaru poprawił okulary.
- Tak jak myślałem.


- Lubię whisky - powiedział nagle Sigma podnosząc szklankę i obracając ją w dłoni. - jest czysta, ale mocna i potrafi pokazać nam swoją gorszą stronę. Zupełnie jak ja.
Sanji zmierzył go wzrokiem. Odpalił papierosa.
- Ja wolę martini - odparł. - gładko wchodzi, jest pięknie podane, ale kopie znienacka.
Sigma przestał kręcić szklanką i zaśmiał się głośno.
- Dobry tekst stary - rzucił pociągając spory łyk ze szklanki. - mogliby by z nas być świetni kumple.
- Nie sądzę. Gdy przesadzisz z whisky to przeżywasz prawdziwy koszmar...
- Podtekścik?
- ... ale nigdy po pierwszym, no, drugim kieliszku.
Zapadła chwila ciszy.
- Wiesz, że martini jest pedalskie do granic możliwości? I znacznie słabsze od Whisky? - Sigma odpalił kolejnego papierosa.
- Wiem, ale przynajmniej piją je ci co je lubią, a nie ludzie, którzy chcą zaszpanować. - odparł kucharz - Whisky to mocny alkohol, prawda. Ale okropny w smaku. I sporo przereklamowany.
- I piecze, wylany na ranę. Mam nadzieje, że nie próbowaliście? - El Nino okrutnie się uśmiechnął dzwoniąc lodem w szklance.
Sanji zamilkł. Wdech. Wydech.
- Dlaczego? - zapytał cicho po chwili.
- Przyjacielu, ludzie sami wybierają własne ścieżki. Ja wybrałem służbę Cortezowi. A on potrzebuje różnych osobowości. Ludzi takich jak Ozuma, bystrych, ale sztywno trzymających się zasad. Chorych i szalonych, takich jak Kidari, mój dobry kumpel. I takich jak ja. Inteligentnych, sprytnych. Ale mam też swoje hobby.
- Jak męczenie ludzi?
- Na przykład. I bardzo ostry seks.
Sanji byłby rzucił się na niego na miejscu, ale powstrzymał się. Musiał zapytać.
- Powiedz mi - rzekł gasząc peta. - Czy to był rozkaz Corteza? To co zrobiłeś?
- Nie. Moja własna inwencja. - Twarz Sigmy wykrzywił taki sam uśmiech, jak wtedy, w więzieniu. Potem dodał - Bosko się darła...
Kucharz odwrócił się od niego i wziął z półki butelkę martini. Odkorkował i pociągnął sporego łyka. Odetchnął. Poczuł swego rodzaju ulgę, wszystkie wątpliwości natury moralnej w jednej sekundzie zniknęły.
- Zrób coś do jedzenia, co? - zagadnął Sigma kończąc whisky. - zżarłbym coś.
W tym momencie Sanji odbił się od ziemi, przeskoczył przez ladę i potężnym kopniakiem wyrzucił go w powietrze. Trafił w środek twarzy, zaskoczony El Nino nie zdążył nawet zareagować. Przeleciał kilka metrów i uderzył głucho o podłogę, zaś kucharz z wdziękiem stanął na przeciw niego. Spojrzał na niego z uśmiechem.
- Więc żryj glebę.
Sigma podparł się rękoma i wstał. Stróżki krwi ciekły mu z nosa, ale nie wyglądał na przejętego tym faktem.
- Nie mogłeś się doczekać, prawda? - zapytał poprawiając garnitur.
- Fakt, nie mogłem. - Sanji zdjął marynarkę i powiesił na oparciu hokera. - Tutaj już nie chodzi o tą wyspę.
- Tu chodzi o nas dwóch. - dokończył za niego Sigma.
Sanji skinął głową. Wszystko zostało powiedziane. Zastygli w bezruchu na przeciwko siebie. Zaciskając pięści. W ciszy i spokoju.
A potem się zaczęło.

- Colier! - wrzasnął Sanji wyskakując do przodu.
El Nino również nie mógł ustać w miejscu. Rzucił się mu na przeciw.
Atak Sanji'ego wylądował na jego przedramieniu, mężczyzna ruszył się tak szybko, że kucharz nawet nie zauważył jego ruchu. A blok był niesamowicie twardy, aż dreszcz przeszedł
po plecach kucharza. Nie mógł się teraz zatrzymać.
- Gigot! Tendron! Epaule! Selle! - celował idealnie, uderzał z wielką siłą, wszystko na nic. Za każdym razem chybiał. Takiej prędkości dawno nie widział.
Sigma wycofał się przed kolejnym kopniakiem. Uderzył prawym sierpowym, Sanji uniknął, choć z ogromnym trudem, pięść przeciwnika musnęła jego brodę. Jednakże teraz zauważył otwarcie.
- Po tobie! - wrzasnął kucharz kopiąc w podbródek. Nie trafił.
Sekundę później poczuł uderzenie i wylądował na deskach, Sigma zaś opuścił spokojnie lewą nogę. Uśmiechnął się paskudnie.
- Zbyt wolno, kolego.
- Nie jestem twoim kolegą!!! - ryknął Sanji i rzucił się do ataku.
Wyprowadzał kopnięcie za kopnięciem, Sigma blokował wszystko. Tego nie zauważył poprzednio, ten człowiek nie ruszał się aż tak szybko. Pamiętał ich pierwsze starcie, pamiętał jak Sigma ruszał się wtedy. Czyżby aż tak się bawił? Wkrótce został brutalnie sprowadzony na ziemię ze świata rozmyślań. Kolano Sigmy wbiło mu się w policzek. Runął na ziemię, podparł się ręką. Powtórka sytuacji, wiedział, że trafi.
- Quasi...
- Nic z tego. - Sigma złapał jego nogę.
Zamachnął się i potężnym ciosem pięścią wyrzucił Sanji'ego w górę. Rzucił się do przodu i zaczął atakować. Jego ciosy śmigały w powietrzu. Uderzenie za uderzeniem lądowały na ciele kucharza, El Nino wszedł w zasięg, na którym Sanji miał spore problemy. Był za blisko. Sam próbował wyprowadzić jakiś cios, ale nie trafił ani razu. Przyjął potężne trafienie kantem dłoni i runął jak długi u stóp Sigmy.
- Tak jak mówiłem. Whisky to mocny alkohol. - powiedział z uśmiechem Sigma patrząc na niego z pogardą.
Sanji splunął krwią i uśmiechnął się pod nosem.
- Tak jak mówiłem. Martini kopie znienacka. - Nigdy nie pamiętał, żeby ruszył się tak szybko. Wstając wymierzył przeciwnikowi potężne kopnięcie w twarz. El nino zachwiał się, co dało jego przeciwnikowi szansę na kontynuację.
- Cotolette! - Sigma cofnął się jeszcze bardziej i schwycił się za żebra.
- Selle! - poleciał do przodu i podparł się rękoma. Kopnięcie było silne, ale kucharz ani myślał się zatrzymać.
- Mounton Shot! - krzyknął gdy potężny kopniak sprawił, że człowiek Corteza przeleciał osiem metrów i wbił się w ścianę z taką siłą, że z sufitu posypał się tynk. Chwilę potem Sigma padł na twarz z rozbitym czołem.
Sanji wyciągnął z kieszeni spodni paczkę King Daimondów.
- To tyle jeśli idzie o rundę drugą. - mruknął z satysfakcją.


Mashiro był bardzo wyćwiczonym wojownikiem, który do tego bardzo wierzył w swoje zdolności. Franky rozumiał to doskonale, zużył już prawie litr koli, zaś liczba ran na jego ciele osiągnęła niepokojący rozmiar. Sam jednak również dawał radę się odgryźć i generał krwawił teraz ze sporej rany na ramieniu, a jego lewa noga była częściowo poparzona.
- Dawaj dalej! - ryknął cyborg biegnąc na przeciwnika. Musiał to załatwić w krótkim dystansie, gdzie liny nie dawały aż takiej przewagi. - STRONG HAMMER!
Mashiro ewidentnie się tego spodziewał. Liny obwiązały się wokół nadgarstków Franky'ego. Cała siła jaką cieśla włożył w atak została obrócona przeciwko niemu. Poczuł, że znajduje się w powietrzu, nie wiedział, gdzie jest ziemia, a gdzie niebo. Chwilę potem uderzył w kamienisty grunt ponad sto metrów od głównego centrum bitwy, tuż obok płytkiego strumienia. Siła z jaką generał go rzucił sprawiła, że przez chwilę był lekko skołowany. Nie zauważył nawet, że przeciwnik biegnie już na niego znów tworząc liny z palców,
- Bean's Left! - krzyknął strzelając do niego. Nie skończył nawet jednej serii. Poczuł jakby bicz uderzał go w twarz. Upadł na ziemię, zaś Mashiro stanął nad nim.
- Wstawaj. - rzucił krótko.
Franky podparł się rękoma i splunął krwią. Miał strasznie silnego przeciwnika. Spojrzał na plamy krwi na kamieniach i zamarł.
Kamienie były szare. A potem usłyszał głos Robin.
- Franky!!!


Ciąg dalszy nastąpi.


Dramatyczne pytania:
Co się stało z chatą Białego Starca?
Co robi Cortez?
Czy Sanji'emu uda się pokonać Sigmę?
Czy przepowiednia Kanou się sprawdzi?


Część 25 to: Dzień dwudziesty, okolice południa. Cieśla Piratów Słomianego Kapelusza.



bullet Napisane przez Vampircia dnia 10 maj 2009 · Kategoria: Fanfiki ·
· 0 komentarzy · 2120 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
GROMnh
24/05/2020 23:49:17
@ruri: Szkoda Sad Mam nadzieję, że szybciej powrócą, bo przez 2 miesiące czytać raz na 2 tygodnie to jest słabo...

ruri
24/05/2020 14:10:09
@GROMnh: Koronawirus spowodował to, że przy autorze jest mniej asystentów i wszystko idzie wolniej.

Laquer
24/05/2020 13:58:08
Wow, chyba muszę częściej się socjalizować, bo widzę, że daleko w tyle za cywilizacją zostałem.

Laquer
24/05/2020 13:57:47
Tia, nieważne. Bo wiesz, wszystko spoko, nie, ale i tak wy***ane, bo będę robić po swojemu, czy się to komu podoba czy nie xD Swoją drogą, groźby karalne jako merytoryczna krytyka...

Imi
24/05/2020 13:34:57
W sumie przez te Wasze komentarze zapomniałam o najważniejszym. Nikomu innemu to nie przeszkadza najwidoczniej więc nieważne.

Imi
24/05/2020 12:08:55
Najwidoczniej każda krytyka teraz, nawet merytoryczna, to dla niektórych tylko roszczeniowość i jakieś budowanie ego. Wielce sobie ego zbuduję na tym.

Imi
24/05/2020 12:07:57
Co do jakości, ja nie twierdzę że robicie byle co, tylko naprawdę akurat takich błędów łatwo jest uniknąć. Nie wytykam okazjonalnych wpadek edytorskich, bo wiem ile to jest pracy.

Imi
24/05/2020 12:07:06
Ruri, co ma ego do tego? Czytam sobie rozdział i klimat idzie się kopać przez takie kretyńskie wstawki.

GROMnh
24/05/2020 01:40:47
Mam pytanie - czemu przez cały czerwiec i lipiec będą wydawane rozdziały raz na 2 tygodnie?

Laquer
22/05/2020 16:01:16
A ja tam lubię te wstawki. Uważam, że są fajne. I będę je dodawał kiedy tylko edytor zezwoli.

Ena
22/05/2020 12:16:38
:sakazuki:

ruri
22/05/2020 12:05:23
slowa wpadka, bo chyba wyfrunelo z glowy. Kilka osob na pewno sie usmiechnelo na widok tej wstawki, wiekszosc olala, a pewne OKAZY szukaja mozliwosci wybicia swojego ego na pierdolach

ruri
22/05/2020 12:03:47
No tak, bo 90% czytelników, to profesjonaliści, którzy zawodowo zjamują się czytaniem mang i wcale nie mają w dupie większości błędów pomyłek itd. Zresztą... Przeczytaj sobie znaczenie

okiren
22/05/2020 11:51:46
Sugerowanie, że nie ma jakości przez to xD idę stąd, bo szkoda strzępić ryja

Imi
22/05/2020 07:56:13
Ale hej, przecież już nie chodzi o to, by była jakość, tylko dobrze że ktoś robi cokolwiek. To nie jest pomylony tekst w dymku wynikający z nakładu pracy, tylko nieporozumienie.

Imi
22/05/2020 07:55:30
Okiren, niby racja, ale tylko z perspektywy laika. Ponadtko korektor to ktoś, kogo zadaniem jest nie dopuścić to wpadek w rozdziałach. A on je tworzy...

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2020 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
8,587,939 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony