REJESTRACJA
919 PL

918 PL!

917 PL

  856 i 857 PL!

  855 PL!

  854 PL!

921
Autor: Murgrabia dnia 19/10/18 23:05
Spamiliada 12
Autor: Eikichi dnia 19/10/18 12:01
Anime na Polsat Games
Autor: fuszioms dnia 19/10/18 10:18
Shokugeki no Souma [manga]
Autor: Murgrabia dnia 18/10/18 11:03
Opening 21: SuperPowers
Autor: Szczery dnia 17/10/18 15:48
One Piece nareszcie w Polskiej T..
Autor: fuszioms dnia 17/10/18 12:09
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner


W tegoroczne święta Wielkiej Nocy czekała mnie nie lada niespodzianka. Przemierzając polskimi kolejami 300 kilometrów, jakie mnie dzieliły od konsolki, to jest domu, nawet przez myśl by mi nie przeszło, że gra sprowadzona z Japonii już będzie na mnie czekała! Tak więc zaskoczenie ogromne. Już na samym początku jestem pozytywnie zaskoczony wydaniem. W pudełku z opakowaniem mamy nie dość, że konkretną książeczkę (a nie parę kartek spiętych ze sobą) to w dodatku jest jeszcze kolorowa! O bogowie! Ale nie szata zdobi mnicha, najważniejsza jest gra. Chwila napięcia (nie raz nie wiadomo z jakich powodów coś mi nie pójdzie) i jest! Pojawiają się napisy, jest dobrze, poszło.
Gra wita gracza przyjaznym i bardzo klimatycznym interfejsem, a wygląda to tak: Gdy wybierzemy interesującą nas opcję, Luffy, siedzący na głowie Sunny’ego, wskakuje w graficzny kadr i jakby "wchodzi w ten świat". Bardzo dobra myśl.

Szczegół, ale właśnie po tym można poznać dobrą grę. Nazwy trybów rozgrywki są zapisane po angielsku, więc osoby nieznające japońskiego nie mają aż tak przesrane. Nie myśląc wiele odpalam tryb MainLog i jazda. Oczom moim ukazuje się bardzo ładna sceneria archipelagu Sabaody i scenka rozmowy Zoro z Sanjim. Tak, to ta, w której Sanji mówił powoli, jak do debila xD Mały smaczek, ale miło ze strony twórców, że zadbali o takie rzeczy.

- Jakby to... "Marynarka" ... "Iść". "My" "Statek" "Uciekać" "Rozumieć?"



Wracając do grafiki. Nie spodziewajcie się cudów, to nie grafika jest tu mocnym punktem. Niemniej jednak jest naprawdę miła dla oka. Gorzej jeśli chodzi o szczegółowość scenerii, bo tego próżno szukać. Większość plansz to ogromne, gołe tereny, ewentualnie pod nogami coś, co ma przypominać trawę. Na szczęście mniej rzuca się to w pomieszczeniach zamkniętych. Ładnie natomiast wykonano postacie. Widać wyraźne rysy twarzy, czy znaczki na czapeczkach strażników w ID. Animacja jest płynna nawet przy całej masie przeciwników naraz. Ten fakt jest godny uznania, gdyż przy tylu postaciach na ekranie naraz, zadbanie o płynność animacji to nie taka prosta sprawa. Zadowalać też powinna różnorodność przeciwników. Jak na taki typ gry to stworzono naprawdę niemało kreacji postaci, którymi możemy dokopać. Mamy gości, co strzelają, atakują mieczem , z armatami, z tarczami, jakieś wielkoludy, kolesi z toporkami, rzucających liny, trochę tego jest. Inna sprawa, że „silniejszy przeciwnik” w Alabastii, wygląda podobnie do… Visty. Bardzo też boli, a przynajmniej mnie bolało, jak piraci od Buggy’ego robili za sojuszników Białowąsego… Próżno też szukać w Impel Down Blugori czy jakiś potworów, ale ogólnie nie jest źle.

Co do ścieżki dźwiękowej, również trudno się do czegoś przyczepić. Czujemy się jakbyśmy zostali przeniesieni żywcem do anime i sami stawiali czoła Marynarce. Słychać znajome okrzyki żołnierzy marynarki, nazwy ataków, jest byczo. Seiyuu pozostało to samo, więc nic tylko się cieszyć. Nawet przydupasy, jak jakieś żołnierzyki, gadają głosami znanymi z anime. Co do muzyki to trochę inna sprawa. Kaizoku Musou to dzieło łączone bandai i konami. To drugie studio robiło muzykę do znanego Dynasty Woriors i co by nie powiedzieć, da się to odczuć. Nie mamy tutaj utworków, które leciały w czasie walki w anime czy znanych kawałków jak pojawia się czarny charakter. Trochę tego szkoda, ale ścieżka dźwiękowa zaproponowana przez twórców DW bardzo ładnie wpasowuje się w tempo rozrywki i idealnie wkomponowuje się w klimat gry. W początkowym etapie gry muzyka nie jest taka gwałtowna, powiedziałbym wręcz, że przy np. Baratie jest wesoła. Jednak, gdy bierzemy już udział w coraz to poważniejszych potyczkach, repertuar staje się nieco mocniejszy. Oczywiście inny utwór także jest do walki z bossem.
Tyle byłoby jeśli chodzi o podstawy. Teraz postaram się pokrótce napisać, jak wygląda rozrywka i co tak naprawdę oferuje Kaizoku Musou oraz spróbować odpowiedzieć na nurtujące pewnie wszystkich pytanie, czy warto sięgnąć po ten tytuł.


Tryby zabawy

Czymże byłaby gra gdyby oferowała tylko tryb story? No, może kiedyś to wystarczyło, ale teraz trzeba stanąć na głowie i zaśpiewać hymn narodowy. Na szczęście twórcy gry mają doświadczenie i wiedzą, co ich produkt powinien oferować.
W grze tej znajdziemy standardowo MainLog, który jest tu odpowiednikiem tzw. "story", a także AnotherLog, Challenge, Online, no i Galeria.

Jest też Download, ale ja nie mam PS store zarejestrowanego na Japonię i pewnie większość z was też. A szkoda, bo strój Nami czy Robin, który można ściągnąć zasługuje co najmniej na uwagę.

Wracając do meritum sprawy, kawa na ławę, aby cieszyć się innymi trybami musimy wpierw ukończyć MainLog a w nim niestety gra się tylko Luffym. Tak, już słyszę te wrzaski, narzekania i przekleństwa pod nosem, ale nie skreślajcie tak od razu całej gry. Gramy Luffym, gdyż autorzy przewidzieli masę elementów zręcznościowych, a tylko Luffy się rozciąga, robi z siebie rakietę i cuduje rękami. Nie rońcie jednak łez.

Są sytuacje, gdy przejmujemy całkowitą kontrolę nad jedną z trzynastu grywalnych później (w AnotherLog) postaci. Na przykład walka z Mihawkiem (walczymy Zoro) czy usunięcie śnieżnych królików (Sanjim) czy innych, których jednak wam nie zdradzę

Oprócz tego twórcy wymyślili dość ciekawy system „wsparcia”, o którym jednak nieco później.
Co by wszystko się trzymało kupy najpierw przedstawię bardzo udany MainLog.


MainLog

Plansze w tej grze są podzielone na trzy rodzaje, co jest nawet podpisane na początku literami naszego alfabetu. Mamy Action, Musou oraz Boss. Z racji na dość dużą odmienność poszczególnych rodzajów rozrywki, pozwolę sobie poświęcić temu nieco więcej miejsca.


Action – To chyba najmodniejszy tryb w całej grze. Plansza oznaczona tym znaczkiem jest po brzegi usiana elementami akcji. Gdy w polu widzenia Luffy’ego pojawia się taki element, zapala się nad nim żaróweczka… z czaszką! Genialne. Przy okazji dodajmy, że Luffy co planszę (mniej więcej) nabywa nową umiejętność, która zostaje poprzedzona rozbrajającą scenką jak nasz bohater… myśli! W połączeniu z tą żaróweczką daje to dość komiczny efekt.



Ale do rzeczy. Wiadomo, że Luffy może chwycić coś i się wystrzelić do przodu, huśtać się na drążku i skakać w górę czy wystrzelić się jak rakieta, ale twórcy na tym wcale nie poprzestali. Nie będę psuł wam zabawy z odkrywania „nowych umiejętności”, ale przyznam, że pomysłowości odmówić im nie można. Ot niech za przykład posłuży walnięcie z bani w przycisk, ala Gum-Gumowy Dzwon. Plansze są bardzo gęsto usiane różnego rodzaju elementami akcji, więc nie bójcie się, każdym zdążycie się jeszcze nacieszyć, zwłaszcza jak się pogubicie w Water 7, o co nie trudno. Przyznam, że te wszystkie akrobacje, skoki, to był naprawdę przyjemny elementem rozgrywki. Oczywiście mamy też przeciwników do pokonywania, ale to raczej należy traktować jako dodatek. Trzeba przyznać, że autorzy mają też pomysły na plansze. Samo ich wykonanie zasługuje niekiedy na uznanie. Water 7, gdzie omijamy wodne gejzery, morze trucizny w Impel Down, czy skute lodem Marineford, albo taka na pozór Baratia. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak miodną planszę z niej zrobili. Skaczemy co i rusz po różnych strzępkach statku albo odbijamy się od boi, masa zabawy. Szkoda tylko, że te elementy zręcznościowe są do bólu proste. Po wykonaniu skoku mamy całe wieki by wykonać następny nim spadniemy, a nawet jeśli jakimś cudem spadniemy to zabiera nam to tyćkę życia. Inna sprawa, że wtedy powtarzamy od początku. Jest kilka momentów, gdzie można się trochę pobawić, tracąc trochę czasu. Ba, jak jakiś element idzie nam wyjątkowo topornie, to po kilku niepowodzeniach dostajemy komunikat, czy nie chcemy przewinąć tego etapu, więc jak kogoś nie będzie kręcić spadanie w przepaść, by dostać się z punktu A do punktu B, to może pójść na skróty i od razu znaleźć się w punkcie B. Drum to dla mnie majstersztyk, ale nie będę Wam ujawniał dlaczego, bo nie chcę Wam psuć zabawy. Action to jedna wielka niespodzianka, czym tym razem twórcy nas zaskoczą i niewątpliwie ogromny plus dla gry.


Musou – Jednym słowem młócenie przeciwnika. No dobra, przegiąłem. Chodzi o to, że mamy sektory, „tereny”, które musimy zdobywać, by otworzyć sobie przejście do kolejnego i tak, aż do skończenia etapu. Nie zawsze jest tak, że musimy mozolnie przebijać się przez każdy sektor, nie raz jest tak, że mamy otwartą drogę, ale musimy się cofnąć, bo nasi przyjaciele są w niebezpieczeństwie lub pojawiły się posiłki, które próbują zagarnąć nasz teren.

Teren zdobywamy bardzo łatwo, znaczy, to oczywiście w teorii. Gdy wchodzi na wrogi teren, z prawej strony ekranu pojawia się czerwony pasek. Naszym zadaniem jest wybić tylu przeciwników, by całkowicie go opróżnić. Im późniejszy etap gry tym więcej mamy ich do wybicia. Gdy ta sztuka nam się już uda pojawia się nazwijmy to „mini szef”, którego trzeba pokonać. Często dostajemy za niego monetę, ale o tym później. Gdy i to będziemy już mieć za sobą roztacza się niebieska fala, teren zapala się również na niebiesko i zostaje przez nas przejęty. Idąc Musou warto obserwować mapkę, która znajduje się w górnym prawym rogu, albo nawet powiększyć ją sobie, by w porę dojrzeć „posiłki”, które zwykle pojawiają się gdzieś na początku, gdy my już na dobre wojujemy. Oszczędzi nam to dużo nerwów pt. „Czemu ta cholerna brama się nie otwiera?!”


Oczywiście to nie jest tak, że jesteśmy nietykalni, albo nie możemy sobie jakoś pomóc. Po planszach rozsiane, znaczy usytuowane, są skrzynki (za często to one nie są), w których możemy znaleźć kawał mięcha dającego pełne HP, browara dającego pełny pasek mocy, albo hełm zwiększający czasowo naszą obronę czy skrzyżowaną broń zwiększającą na 30 sekund atak. O ile na poziomie easy może to nie jest takie przydatne, o tyle na hardzie nie raz Wam się pewnie zdarzy latanie po planszy w poszukiwaniu skrzynek z jedzeniem reperującym nasze podszarpane zdrowie.
Warto zaznaczyć, że dość często pojawia się opcja zapisu gry, więc to nie jest tak, że z frustrowani musimy powtarzać pół planszy. Zapis oznaczony jest taką książeczką. Irytuje tylko sposób, bo w grze potwierdzamy wszystko kółkiem (bo to produkt japoński) natomiast w menu zapisu X, więc nie raz pewnie wam wyskoczy "czy chcesz anulować zapis?"


Boss – Kolejny element w grze, który wyszedł twórcom bardzo dobrze. Należy zaznaczyć, że raz są to całe plansze przewidziane na bossa, a nie raz bossowie są do pokonania na końcu Action bądź Musou. Zwykle pasek życia podzielony jest na 2-3 etapy, co jest szalenie istotne, bo gdy lejemy przeciwnika i skończy mu się pasek, a my mu w combosie zaserwujemy jeszcze specjał, to ten mu nie odbierze w ogóle życia. Ale, co ważniejsze, po każdym etapie zmienia się sposób walki, nieraz bardzo diametralnie.
Jak w pierwszym chodzi o zwykłe nawalanie, tak w drugim już sprawa wygląda zupełnie inaczej itd. Za przykład niech posłuży nam Arlong, to nie jest szczyt pomysłowości twórców gry, ale nie chcę wam psuć zabawy.
W pierwszym etapie unikamy jego ataków kiribashi i lejemy go tak, by pojawiły mu się nad głową gwiazdki, wtedy możemy ładować combo, czyli coś z wybiciem. W drugim etapie Arlong Park zalewa się wodą, a właściciel tegoż przybytku atakuje nas Wodnymi Strzałami. Możemy go zranić dopiero wtedy, jak wyskoczy tym swoim Smark on Darts. I tak przechodzimy do trzeciego etapu, gdzie bijemy się w pokoju Nami. W przypadku Arlonga, po całkowitym zbiciu jest finałowa scenka, ale nieraz jest tak, że gdy HP bossa zostanie w trzecim etapie zbite do pewnego poziomu, pojawia się wtedy możliwość efektywnego wykończenia bossa, obfitującego w uniki i ataki połączone z popisami akrobatycznymi. W obu przypadkach wciskamy w odpowiednim momencie dany klawisz. Zagranie rodem z God of War, tylko tam to się zmieniało chociaż, a tu trzeba mieć refleks żółwia, żeby nie zdążyć… no ale jest.


Co by nie powiedzieć na mechanikę tego ataku, to trzeba przyznać, że te finałowe scenki walki robią wrażenie. Jednak walka z Arlongiem to zaledwie wierzchołek góry pełnej przyjemnych niespodzianek. Niech stracę, ale zdradzę Wam coś jeszcze. UWAGA SPOILER. Wapolla trzeba nakarmić! W tym momencie opadła mi kopara, uderzając z łoskotem o podłogę. Bardzo ciekawe rozwiązanie to mało powiedziane.


AnotherLog


Ten tryb spełnia nasze marzenia. Dlaczego? Bo możemy sobie do woli pograć dowolną postacią! Mamy do wyboru standardowo 9ciu słomków oraz Ace'a, Jinbe, Hancock i Newgate'a. Teoretycznie do poszczególnych plansz mamy przypisaną postać, która powinna iść, ale wcale nie musimy się tego słuchać i nic nie stoi na przeszkodzie, by Baratię przejść np. takim Portgasem. Oczywiście system wsparcia działa również i tutaj. Także przechodząc plansze nasza postać zdobywa własne monety i się rozwija. Potem taką "wytrenowaną" postacią możemy spróbować swych sił w rozgrywkach online.
AnotherLog to nie tylko dodatek. To jakby dosłownie alternatywna historia. Warto też dodać, że autorzy przygotowali nam mały smaczek w formie krótkich scenek prezentujących charakterystyczne zachowania postaci, które mają miejsce zawsze i na początku, i na końcu. Są one często zabawne, lub, w przypadku pań, podkreślające ich kobiece walory. Niby nic, a cieszy. Wracając jednak do rozgrywki. Na początku, przy planszy z Buggym, świeci się ikonka Nami. Jeśli nią przejdziemy, to odsłania się Arlong Park itd aż do zakończenia. Można też iść od razu Hancock Marineford i wtedy też udaje nam się zakończyć ten tryb, co zostaje nagrodzone osobnym creditsem.
Co jest jednak w tym trybie najmodniejsze, to z całą pewnością możliwość powalczenia z kumplem siedzącym obok na jednym ekranie i podbieranie sobie co lepszych kąsków. Na koniec oczywiście rzecz najistotniejsza, kto zabije bossa i kto załatwił więcej przeciwników. Nie ma jak rywalizacja^^


Eliminacja przeciwników

Z racji, iż jest to siekanka i przez lwią część gry po prostu dziesiątkujemy naszych wrogów, nie małe znaczenie ma to "jak" ich eliminujemy. Jeśli byśmy nawalali ciągle przysłowiowy X, gra stałaby się bardzo monotonna i długo by człowiek przy konsoli nie wytrzymał. Autorzy zastosowali prosty i sprawdzony system ciosów. Wiosny taki kaliber nie czyni, ale jest czym się pobawić. Ciosy są strasznie proste do wykonania, bo jest to kwestia wciskaniu kilku kwadratów i kończenie trójkątem lub przeplatanie tych dwóch przycisków. Do tego R1 i R2, czym wykonuje się ataki charakterystyczne dla danej postaci, np. u Choppera R1 to Guard Point a R2 „namierzanie”. Oprócz tego to, co tygryski lubią najbardziej, czyli specjalny cios tzw. special. Wykonujemy go zużywając pasek mocy, który ładujemy klepiąc przeciwników, bądź znajdując odpowiedni item w skrzyni. Każda postać posiada dwa takie speciale, wyjątek stanowi Luffy, który ma aż cztery.
Speciale, to popisowe, często bardzo efektywne ataki naszych bohaterów. Ten drugi, z racji, że potrzebuje więcej pasku mocy jest bardziej zabójczy i czasem bardziej złożony. Np. Sanji używa Diable Jamble. Jego noga płonie zadając przez krótki czas większe obrażenia, ale na koniec wykonuje ostateczny atak.
I tak pokrótce wyglądałby nasz „arsenał”. Wyjątkiem jest Luffy, który na R1 ma pistolet, bazookę, balon, topór itd., co zmieniamy kursorem. Warto zaznaczyć, że nie od razu Rzym zbudowano, więc to nie jest tak, że z miejsca mamy dostęp do wszystkich ciosów. Zwłaszcza specjały Luffy’ego odblokowujemy wraz z postępami w historii, czyli „Gear 2” dopiero na Eniess Lobby. Trzeba jednak oddać sprawiedliwość twórcom, że granie każdą postacią sprawia ogromną przyjemność.
Sekwencje ciosów zostały wykonane zgodnie z prawidłami serii, czyli np. Nami musi zrobić wpierw chmurę, dopiero wtedy może walnąć piorunem.

Luffy, jak użyje Gear 3, robi się malutki i wtedy jest przez chwilę niewesoło. Usopp strzela gwiazdką dosłownie palącą w usta (ofiara aż zionie w górę ogniem). W arsenale poszczególnej postaci uświadczymy większość jej ciosów znanych z serii, więc według mnie kwestia ataków została naprawdę doszlifowana przez autorów. Jak walczymy którymś ze Słomków, to to się czuje całym sobą. Dodatkowy plusik za colę Franky’ego czy granie Brooka, którzy muszą „uzupełniać zapasy”, by być efektywniejsi w walce.
Ale to nie jedyny sposób eliminacji przeciwników. Jak już wcześniej wspomniałem, można sobie pomóc systemem "wsparcia".


System wsparcia

Polega to mniej więcej na tym, że bardzo często w spuszczaniu łomotu przeciwnikowi ktoś nam pomaga. Na początku to członkowie naszej załogi, jednak im dalej w las tym mamy do dyspozycji wodne ataki Jinbe czy rozkochującą w sobie wszystkich Hancock. A działa to mniej więcej tak: Pali się zielone kółeczko wokół postaci, którą możemy poprosić o pomoc i L2 zatwierdzamy. Potem już tylko musimy wystukać odpowiedni cios (np. 3x trójkąt) i na miejsce Luffy’ego wskakuje nasz pomocnik, Zoro, Nami albo ktokolwiek inny. Wykonuje jedną sekwencję ataków i z powrotem wracamy do Luffy’ego. Po kilku razach skorzystania z usług innej postaci ta może wykonał dodatkowo specjał. Niby nic, ale ten dodatek sprawia, że młócenie przeciwników staje się po prostu przyjemniejsze, bo bardziej zróżnicowane. Znudzi nam się co i rusz cięcie przeciwników (używając Zoro) to zawsze możemy wziąć Nami i przywalić z ClimaTactu. Oczywiście, jeśli jest obok nas. Na szczęście autorzy dość obficie z tego skorzystali, dzięki czemu większość plansz przechodzi się z uśmiechem na ustach.


Rozwój postaci.

Jak nie trudno się domyśleć, przechodząc kolejne etapy podnosimy punkty HP, ataku czy obrony, ale robimy to w dość niecodzienny sposób. Otóż, wyobraźcie sobie, że kończąc etap, mamy wyliczone statystyki (np. ilu pokonaliśmy) oraz, co ważniejsze, dostajemy za nasza grę ocenę. Od S do chyba D, aczkolwiek poniżej C nie zszedłem z bratem, więc głowy nie dam. Im wyższa ocena, tym więcej i lepsze monety. Dodatkowo w planszach Action „ukryte” (czasem to wręcz są po drodze) zostały specjalne złote skrzynie skrywające unikalne monety.
I teraz „po co te monety?”, a po to, gdyż są właśnie punktami statystyk! Są od życia, siły i obrony. Każda ma dany poziom mocy, liczony od połowy gwiazdki do czterech gwiazdek. Wiadomo, że na początku raczej dostaniemy te z małą ilością gwiazdek i potem trzeba je podmieniać, ale to nie koniec. Niektóre monety posiadają unikalne power up’y. Np. widzimy na obrazku monetę, która zwiększa moc ataku pięciu kwadratów. Jest też moneta Sengoku zwiększająca moc Mero Mero. Co jednak jest najmodniejsze, możemy te monety łączyć w kombinacje trzech monet z tej samej grupy! Kombinacje są przeróżne np. Jolly Rogerer’y albo skład CP9, ale są też bardziej wymyślne. I tu zaczyna się prawdziwa zabawa, bo jak potem w Galerii widać, kombinacji jest multum. Samych monet też jest niemało, więc jest czym się bawić.



Jest przy czym kombinować, bo dana kombinacja daje nam unikatowe zwiększenie życia, ataku czy obrony, ale to tylko ułamek różnych wariacji. Np. kombinacja monet z rysunku osłabia atak przeciwnika, jeśli nasze siły witalne są mocno wyszczerbione. Niestety, ułożyłem raptem parę kombinacji, więc mogłem Wam uchylić jedynie rąbek tajemnicy ich działania.

Wszystko fajnie, ale czy gra można bawić przez długi czas?

Jak Japończycy pokazali można. Używając opcji online, możemy stworzyć rozgrywkę lub dołączyć już do kogoś i radośnie się naparzać, podbijając nagrodę za swoją głowę i walcząc aż nie zdobędzie się tytułu Króla Piratów. I tu wracamy do Japończyków, gdzie pierwszych stu ma mega poziom, więc musieli równo naparzać w AnotherLog.
Inną opcją jest tryb wyzwań, gdzie przechodzimy planszę i pokonujemy kilkunastu bossów, nierzadko kilku naraz. Bardzo fajna jest sprawa z ostatnim wyzwaniem, gdzie na końcu musimy stawić czoła trzem admirałom. To dopiero jazda bez trzymanki. Jak się zastanawialiście, co by było, jakby walczyło się przeciwko całej trójce naraz, no to macie okazję się przekonać - rzeź.

Niezłym rozwiązaniem jest Another Log, gdzie możemy przechodzić misje jedną z trzynastu postaci.
Można w końcu powtarzać plansze, czy je masterować, zdobywając nowe monety i bawić się w kolekcjonera, że już nie wspomnę o radości płynącej ze wspólnego przechodzenia plansz.
Jak więc widać, jest czym się bawić, a jak ustawić sobie poziom Hard, to sam tryb Story starczy na dłuuuugie godziny. W ogóle odradzam Easy, chyba że „na taxi”. Najlepiej od normala zacząć. Nie ma co się bać. Jak nam nie idzie, gra pyta po kilku niepowodzeniach, czy zmienić na easy, ale hard to jest to, wtedy nie przejmujesz się, czy zmienić technikę, bo np. ci się znudziło, tylko nawalasz tym co skuteczne i patrzysz tylko, by przypadkiem od kogoś nie oberwać, bo wtedy tracisz z 1/5 paska na dzień dobry. Ach ten dreszczyk emocji. Nie muszę chyba mówić, że w walce z Bossem jeden fałszywy ruch i lecisz po skrzynkę z życiem (o ile jeszcze jest). I tu kolejny ciekawy element, jak dłużej walczysz (ignorujesz wcześniej zmianę poziomu na łatwiejszy) pojawia się przy bossie więcej skrzynek. Z początku jest ich parę a potem to chyba z osiem. Jednak nawet wtedy bez odpowiedniej techniki, boss w dalszych planszach stanowi nie lada wyzwanie.


Praca kamery.

Warto uświadomić, że mamy dwie opcje. Albo kamera śledzi wybranego przeciwnika albo nie. Ma to swoje plusy i minusy, więc w zależności od sytuacji warto ją zmieniać. Brnąc w grze przez elementy zręcznościowe, ładnie nam pokazuje gdzie mamy skoczyć, co jest dalej, czy kolejny element, na którym mamy wykonać akcję. Wtedy działa bez zarzutu. Jednak podczas scen walki, gdy przyciśniemy przeciwnika do ściany, to potrafią się dziać cuda niewidki. Nawet do tego stopnia, że widzimy wszystko, tylko nie przeciwnika, którego okładamy.

Chyba nie muszę mówić, jaki to rodzi problem jak się robi combosa. Z drugiej strony akcja jest wartka i jak nie namierzymy bossa i go stracimy z oczu, to przez przypadek możemy oberwać czym poważnym, co przy poziomie hard doprowadza do nieciekawej sytuacji. Zostaje nam więc albo umiejętnie obracanie kamerą, albo po doprowadzeniu do ściany jej zmiana. Absolutnie nie polecam namierzania na przeciwnika i ładowanie w niego przy ścianie, bo zaraz nic nie będzie widać. Z drugiej strony powodzenia z plądrowaniem żyć ze skrzyni, jak macie kamerę na bossa. Pomijając ten niewygodny szkopuł, to ogólnie kamera pokazuje nam to, co właśnie powinna. Mimo wszystko mamy wybór, więc trzeba twórcom oddać sprawiedliwość. Warto obcykać kiedy ją zmieniać, bo to pozwala oszczędzić wielu nerwów.


No dobrze, a co na to wszystko fani One Piece?
Będą usatysfakcjonowani?

Lincz się należy za brak kolebki Brooka, to jest Thriller Bark. Brak Skypiei również boli, ale ona nie była ważna fabularnie, więc można przeżyć. Na osłodę zostaje tutorial na archipelagu Sabaody po dwuletniej przerwie.
Kolejnym, dużym minusem jest realizacja niektórych plansz czy też, jak wspomniałem, przeciwników. Chwała, że jest Minotaur w Impel Down, ale danie go trzy razy zamiast pupilków Sadie zasługuje na mocnego kopa w pośladki. Impel Down, z racji chyba swego rozmiaru jest najbardziej schrzaniony, choć jest kilka smaczków, które ratują sytuację. Znaczy, nie jest tak źle, karmazynowe piekło jest. Co prawda przelatujemy nad gęsto usianym lasem szkarłatnych iglic, ale jest.
Walka z Hannyaballem (gość jest boski, mówi „shochou ni naritai” czyli „Chcę zostać naczelnikiem”. Kolejny miły smaczek xD) też jest, no i nawet uciekanie przed hydrą, które zrealizowano wcale nienajgorzej.
Gorzej z piątym poziomem, którego po prostu nie ma. Z drugiej strony, rozmach Marineford powinien zadowolić nawet najbardziej wybrednych i zrekompensować braki w Impel Down. Niestety, jak nie urok to sraczka i tu z kolei rzuca się w oczy brak Marco, Oarsa czy Jozu.
Mimo tych braków gra jest naprawdę bardzo dopracowana. Koniec końców One Piece rozgrywa się na bardzo wielu lokacjach, mogli to zrobić o niebo gorzej. Widać, że starali się zadowolić podniebienie fanów, racząc nas wieloma smaczkami. Ot np. możemy Sanjim skopać dupę Mr 3 czy stoczyć epicką walkę Usoppem (gramy Usoppem!) z Luffym. W żadnym wypadku nie mogę powiedzieć, że zrobili grę na odwal, by wyciągnąć kasę od fanów, bo produkt jest naprawdę dopieszczony. Mamy też wątek fabularny. Słomkowi wspominają tak naprawdę jak to było, czemu towarzyszy krótka scenka (często dialog jest zabawny) i dopiero wtedy przenosimy się do konkretnego miejsca.


Chopper: Kim jest ten Arlong, o którym mówisz?
Sanji: To taki zasrany rybi drań, który miał czelność oszukać Nami.
Usopp: Arlong to taki jeden, co planował zawładnąć całym East Blue! Na myśl o nim aż człowiekowi cierpnie skóra...
Ale ja, by uwolnić ciemiężoną Nami, nie patrząc na nic uderzyłem na jego bazę!


Na początku każdej misji zostajemy pokrótce wprowadzeni przez lektora w obecną sytuację, plus kilka fotek. Dzięki temu, w nastrojowy sposób mamy możliwość (możemy przewinąć) obeznania się, w którym momencie fabuły jesteśmy.



Warto też dodać, że AnotherLog ma własne wprowadzenie. Różnica jest nie tylko w treści, ale jak widać, i w obrazie. W tle tekstu jest ta postać, którą zdecydowaliśmy się iść oraz na dole mamy jej jolly-roger.


W grze przedstawiono też wiele scen w postaci POKOLOROWANYCH kadrów z mangi. Dla mnie - bomba! Sceny są przedstawione bardzo klimatycznie, ruch slajdów jest dynamiczny. Oczywiście wszystkie kwestie są nagrane, więc możemy do woli wsłuchiwać się w głosy naszych ulubieńców.



No, może mi powiesz... kiedy to niby złamałem nasza umowę?!


Oprócz kadrów mamy też scenki filmikowe. Praktycznie każde, ważne wydarzenie zostaje barwnie przedstawione albo na kadrach ,albo filmikach. Także dla znawców serii jest to możliwość przeżycia wszystkiego jeszcze raz.



Jednak One Piece obfituje bardzo gęsto w takie sceny, więc nie wszystko zostało tak ładnie ukazane. Podczas samego przechodzenia lokacji pada masa kwestii, które były wypowiedziane w anime. Np. Nawalamy sobie piratów Buggy’ego, a w tle słyszymy (lub na dole czytamy) dialog pomiędzy Nami i Luffym jak to dziewczyna, dla obopólnych korzyści, godzi się na współpracę. Są też ważniejsze sceny, jak np. Squard przebija Białowąsego i tamten pyta któż za tym stoi. Ale zgódźmy się, w Marineford to się tyle działo, że można pewne braki wybaczyć. Nie ma Coby'ego, alleluja!


Podsumowanie

Podsumowując, dostajemy naprawdę dopieszczony produkt obfitujący w wiele smaczków. Gra jest przepełniona One Piecem i to się czuje na każdym polu, a tryb Action to po prostu perła w koronie. Brakuje trochę tego dopasowania przeciwników do arku, co czasem naprawdę boli. No dajcie spokój ci sami piraci u Buggy’ego, Kriega, po stronie Crocodile, o zgrozo, ludzie Franky’ego i Białowąsego. Brakuje TB i Skypiei, ale trzeba patrzeć inaczej. To pierwsza tego typu gra OP i równie dobrze mogli zrobić do Sabaody sprzed wojny. Więc i tak zrobili dużo.
Mimo wszystko trafiają się nużące momenty. Nie wiedzieć czemu w Eniess Lobby nie mamy możliwości skorzystania z „wsparcia” i samym Luffym musimy wszystko przejść. Innym takim skrzypem jest walczący obok nas Crocodile, w którego wcielić się jednak nie możemy. Idąc na hardzie trochę daje się odczuć ilość, jaką trzeba pokonać (lub zrzucić), co w dalszym etapie liczone jest powyżej dwustu nawet. To nie tyle trudność, co nuda.
Pora odpowiedzieć sobie na pytanie, czy warto wydać na to, wcale niemało złotych.
Jeśli nie zna się przynajmniej na poziomie średnim japońskiego, to nie dość, że mogą być trudności z mechaniką czy odszukaniem się w opcjach, to jeszcze nic nie zrozumiemy z historyjek, a niektórych momentów z ważnymi kwestiami nawet nie zauważymy, aczkolwiek nie wiem czy bym czekał jeszcze kwartał ponad… Tak czy inaczej, produkt jest warty swej ceny i wysokiej oceny na Famitsu, bowiem twórcy oddali nam do zabawy naprawdę dobrze poskładaną i przemyślaną grę, która może zapewnić wiele godzin świetnej zabawy. Już nawet nie mówię ile jest radochy, jak się patrzy, jaką pozę przyjmuje taki twardziej jak Akaniu zamieniony w kamień przez Hancock.

Plusy:

- Różnorodność zabawy – Action, Musou, Online, Wyzwania.
- Możliwość zagrania innymi postaciami w Story Log i tryb wsparcia.
- Another Log na dwóch graczy i ta rywalizacja, kto więcej ubije.
- Możliwość zagrania w Another Log jedną z 13stu w pełni grywanych postaci.
- Bardzo dobre wykonanie bossów.
- Wykonanie plansz pod względem rozrywki.
- Elementy akcji i ich poznawanie.
- Klimatyczna muzyka.
- System monet i ich różnorodnych kombinacji.
- Możliwość przeżycia tego wszystkiego jeszcze raz. Filmiki, KOLOROWE
kadry z mangi.
- Masa smaczków.
- Możliwość zmiany poziomu, liczne ułatwienia dopasowujące się do gry gracza.

Minusy

- Brak kluczowych plansz: Skypiei oraz TB.
- Niektóre rzeczy jak np. indywidualni ludzie Franky’ego czy Białowąsa - powinny być.
- Częściej mógłby działać tryb wsparcia.
- Czasem nużący tryb Musou.
- Za proste elementy zręcznościowe.
- Mimo wszystko, praca kamery.

Ocena 7+


Autor: Komimasa
Korekta: Nami
bullet Napisane przez Komimasa dnia 23 czerwiec 2012 · Kategoria: Nowe ·
· 5 komentarzy · 2494 czytań · Drukuj

Rudkes (dnia 14 lipiec 2012 20:17:40) #5
3017
chciałbym aby była gierka na pc wyszła ;( ale fajnie by było

Hejs (dnia 11 lipiec 2012 20:00:18) #4
2400
Oj tam, oj tam. Korekta ważna rzecz Smile

Nami (dnia 11 lipiec 2012 11:21:48) #3
262
Heishi, to jedynie zasługa Komiego!
Ja sama się rozpłynęłam nad tym tekstem ;D

Hejs (dnia 09 lipiec 2012 23:20:42) #2
2400
Jeden z najlepszych tekstów na stronie Smile Bardzo rozbudowana i rzetelna analiza wszystkich detali.

Komi, Nami, świetna robota Grin

Nami (dnia 09 lipiec 2012 20:39:38) #1
262
Grafika faktycznie nie powala, ale czytając sam opis aż chce się zagrać Grin

Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Imi
18/10/2018 15:22:37
Dostałam informacje, że Skypiea nie będzie robiona. W innym wypadku już daaaawno przygotowałabym timing. Jest oficjalne tłumaczenie od JPF, nie ma co do tego wracać.

Komimasa
17/10/2018 21:32:59
odcinkiem i rozdziałem miewam problemy, więc to by na pewno zajęło sporo czasu.

Komimasa
17/10/2018 21:32:21
Ciężko powiedzieć. Bardzo bym chciał, bo raczej żadnych tego typu specjałów nie przegapiałem, ale już z samym cotygodniowym

Infernus
17/10/2018 21:19:06
Dzięki za napisy Grin A czy będziecie tłumaczyć One Piece: Episode of Sorajima?

Komimasa
15/10/2018 20:11:45
Ale za to będą dwa praktycznie naraz Smile

Komimasa
14/10/2018 17:22:25
Jeśli chodzi o napisy do 856 to są już prawie gotowe, niestety tłumaczenie openingu znacznie przedłużyło całą sprawę.

Infernus
28/09/2018 17:33:39
Kiedy można spodziewać się napisów do anime?

Komimasa
27/09/2018 14:42:18
Problem recapchy został rozwiązany i można już się logować i rejestrować na forum, do czego serdecznie zachęcam Smile

Infernus
24/08/2018 23:54:32
Dzięki za napisy Grin

Komimasa
20/08/2018 07:32:25
Co do jakże celnej uwagi Rafalb, tutaj jeszcze chwilę z tym zejdzie, bo nie ma kto tego zrobić, jak głupio by to nie zabrzmiało.

Komimasa
20/08/2018 07:31:51
Aj, kompletnie zapomniałem tu napisać, tak tak, już są normalnie do pobrania od dawna Smile

tsss
16/08/2018 22:45:57
Bedą naprawione napisy do pobrania do 783 odcinka?

Rafalb
11/08/2018 11:21:26
Od jakiegoś roku nie da się założyć konta na forum (problem z nieaktualna captcha). Gdyby ktoś miał chwilę czasu to mógłby na to rzucić okiem

Komimasa
28/07/2018 09:00:50
Właściwie jak wejdziesz w zakładkę download, to jest napisane , że trzeba kliknąć prawym przeciskiem itd.

bienio122
27/07/2018 18:55:21
Ktoś wie jak pobrać odcinki anime na komputer?

Komimasa
22/07/2018 10:37:15
Rzeczywiście coś nie trybią, dzięki za cynk, zajmiemy tym się.

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2018 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
6,994,619 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony