REJESTRACJA
955 PL

954 PL

953 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Steam
Autor: Ponury dnia 18/10/19 22:11
Rozdział 959
Autor: Wielki160 dnia 18/10/19 18:08
Story Cubes 11: Szklana Pogoda -..
Autor: Szczery dnia 17/10/19 23:10
Breaking Bad
Autor: Devzan dnia 16/10/19 21:36
Spamiliada 12
Autor: Chisu dnia 16/10/19 21:25
Ostatnio widziane
Autor: Komimasa dnia 16/10/19 20:47
AnimeCon_baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner

Ostatni rozdział musiał jakoś nawiązać co poprzedniego, stąd ten początek. Potem dochodzi postać, która w sumie wyszła przez przypadek - całe zakończenie wyszło nieco inaczej niż zaplanowane, ale po dwóch latach chyba mogę sobie pozwolić na lekkie zmiany...

Rozdział 8: Ostatni załogant

Od jakiegoś czasu nie była pewna tego, gdzie jest. Oddech rzęził w płucach, kolka rwała niemiłosiernie, a kolana miękły od ciągłego biegu. Po jakimś czasie to się zrobiło wręcz hipnotyzujące. Gałęzie, krzaki i paprocie bezlitośnie chlastały po ciele i cięły odsłoniętą skórę, ale w końcu przestawało się zwracać uwagę na ich szelest. Liczyła się tylko osoba w brązowym płaszczu, która przemykała zgrabnie pomiędzy kolejnymi przeszkodami stawianymi przez las. Bellmere nie pamiętała już nawet, kiedy pościg wyszedł z miasta i przeniósł się tutaj. Zapytana - nie potrafiłaby pewnie powiedzieć nawet, ile już to wszystko trwa.
- Cze... kaj... - wydyszała, zbierając się z ziemi po kolejnym, nie wiadomo którym już potknięciu. - Ja... tylko...
Chcę cię zapytać. Ty wiesz... Wiesz coś o lewiatanie. Wiesz coś, co może nam pomóc. Poczekaj. Podziel się tym ze mną. To ważne. Mój kapitan...

- Bellmere?
Dziewczyna drgnęła i usiadła prosto, rozglądając się nieprzytomnie.
- Wszystko w porządku? - usłyszała z góry pytanie zadane lekko niepewnym tonem.
W końcu udało jej się skupić wzrok na kucającym przy niej człowieku.
- Frey? - zapytała, przecierając twarz. - Czy ja... przysnęłam?
- Tak - powiedział, przysiadając obok niej na trawie. - Nie wiem, jak ci się to udało przy tym zgiełku, ale... tak. A twój tata zabronił nam cię budzić, ale wiesz... To nie wyglądało na miły sen, więc...
Ledwie wymamrotała podziękowania, a od strony rufy rozległy się kwiki, jakby ktoś właśnie usiłował zarżnąć prosię. Obejrzeli się w tamtym kierunku. Nieszczęsny Brook, który wpierw nie umiał nakłonić do siebie dzieci, teraz nie mógł się od nich opędzić.
- Opowie nam o Roronoa Zoro! - piszczały radośnie, kotłując się wokół muzyka. - Opowie nam o najlepszym z szermierzy!
Brook usiłował je nastraszyć, robiąc najmroczniejszą minę z możliwych, że będzie to historia, po której będą miały koszmary, ale w odpowiedzi usłyszał jedynie śmiech. Z chwilą, z którą dzieci zaakceptowały chodzącego kościotrupa, już nic nie wydawało się im straszne.
Brook napisał wiele pieśni o Zoro. Parę nawet stało się wyjątkowo popularnych i przetrwały jako ballady o starych dziejach, nawet gdy postać szermierza urosła do rangi legendy i nikt już nie wierzył, że ktoś taki żył naprawdę. To był jego wkład w tworzenie historii.
Ta zaśpiewana dzieciom - wbrew zapowiedziom - traktowała żartobliwie o potężnym, pełnym pychy i uporu szermierzu, który w czasie treningów dokonywał rzeczy niemożliwych tylko dlatego, że do głowy mu nie przyszło, że potencjalnie są niewykonalne. Melodia była skoczna i chwytliwa, a sama pieśń, choć nie przetrwała wieków, to jednak krążyła po świecie dość długo, by dekadę później syn Tashigi zdążył ją zasłyszeć, polubić i wreszcie zaśpiewać matce, wprawiając ją tym w kompletne osłupienie.
W balladach, oczywiście, nie było wszystkiego. Po cóż potomni mieliby pamiętać o rozbiciu załogi Słomkowych? O tym, że Zoro trafił na wyspę, z której nie był w stanie znaleźć wyjścia i wściekły na cały świat - o zniknięcie Luffy'ego, o brak alkoholu, o utratę większego celu, którym się kierował od wielu lat, czyli ochroną załogi - skupił się na treningach? O tym, że jak Tashigi go znalazła, wylądowawszy tam przez kompletny przypadek, bo jej statek został rozbity przez potężny sztorm, to Zoro był już na skraju załamania nerwowego, nie widząc sensu w swoich ćwiczeniach i uporze? O tym, że zaatakował ją, gdy spróbowała kwestionować jego zdołowaną logikę, i z depresji wyciągnął go szok po pierwszej i ostatniej przegranej? O tym, że miesiące całe zajęło im otwarcie się przed sobą nawzajem i dogadanie, a kiedy wreszcie pojawiły się jakieś cieplejsze uczucia, pojawił się Mihawk na horyzoncie?
Brook wiedział o tym wszystkim. Nastawiał ucha (choć go nie miał) kiedy Luffy rozmawiał z Tashigi. Trafili akurat na koniec walki. Widzieli jak Doflamingo trzyma w swojej mocy unieruchomioną Tashigi, zmuszając tym Zoro do groteskowej walki ze sterowanym przez siebie, umierającym po przegranej walce Mihawkiem. Zoro bronił się jak mógł, ale ruchy kukły były nienaturalne i nie do przewidzenia. Zanim Luffy zdołał uwolnić Tashigi i wbić Doflamingo w ziemię, wykończony i ciężko ranny Zoro już umierał. Tym razem nie było w pobliżu Choppera, żeby postawić go na nogi. Luffy zawył, kazał Brookowi pilnować Doflamingo i poleciał do przyjaciela. Przesiedział przy nim tych kilka ostatnich minut, po czym wydał z siebie tak żałosny ryk, że nawet Brookowi się serce ścisnęło. Szanował Zoro, oczywiście, że tak, i myślał o nim jak o przyjacielu, ale stracił już raz całą załogę i wtedy bardziej współczuł Luffy'emu, odkładając swój żal na później.
Zastanawiał się potem, czy nie stworzyć ballady o przepełnionym furią Królu Piratów, gdy ten odkrył prawdę. O tam, jak po raz pierwszy i ostatni odwołał się do jednej ze swoich starych znajomości i poprosił o pomoc. O potężnej walce wściekłego Króla i rozbawionego Władcy. O tym, jak Luffy ledwie się powstrzymał, żeby nie dobić Doflamingo, a poprosił zaproszonego władającego o usunięcie mu pamięci. Jak wyjaśnił Tashigi swój plan i wyjaśnił jej, co ma zrobić - usunąć wszystkie dane o Władcy Mórz ze wszystkich baz Marynarki, tak żeby ślad po nim nie został.
Doszedł jednak do wniosku, że to by była krecia robota - ludzie za łatwo skojarzyliby Doflamingo i pamięć o nim przetrwałaby, co było sprzeczne z postanowieniem kapitana. Brook uznał, że może w takim razie lepiej, żeby o tym wszystkim zapomniano.
(Przetrwało. Jako mit, który powstał wiele lat później, z informacji zebranych z trzeciej i czwartej ręki. Traktował o kłótni między demonami i miał wiele przekłamań, więc na dobrą sprawę Luffy i tak postawił na swoim.)
Brook skończył, a uradowana dzieciarnia rozbiegła się, śpiewając po raz kolejny refren. Muzyk oparł się o wanty i z wdzięcznością przyjął herbatę od Sanji'ego. Bellmere usłyszała, jak zaczynają rozmowę od "a pamiętasz jak on kiedyś..." i uspokoiła się, słysząc ich rozbawiony ton. Rana po stracie Zoro powoli zaczynała się zabliźniać.
Siorbnęła własnej herbaty (zaprawionej po kryjomu rumem - ojciec z jakichś powodów nie mógł znieść myśli, że jego córka miałaby zacząć pić alkohol) i zauważyła, że coś jest nie tak. Bawiący się z dziećmi Luffy nagle wyprostował się i zastrzygł uszami, jak pies. Rozmowa z tyłu również ucichła, po czym obaj panowie w pośpiechu zbiegli z przybudówki na rufie, ciągnąc ją ze sobą.
- Ale co się... - zaczęła, ale nie było dane jej skończyć, bo cały statek zatrząsł się potężnie, nabierając bokiem wody.
Bellmere spojrzała z przerażeniem na potężne monstrum, które wylądowało tam, skąd przed chwilą uciekli Brook i ojciec. Zmrok zapadł już jakiś czas temu i w ciemnościach, rozświetlanych jedynie lampami na statku i ostrym światłem księżyca, ciężko było ocenić jego kształt, choć Bellmere wyglądał on wyjątkowo nieforemnie. Spanikowane dzieciaki rozbiegły się - część schowała się za Luffym, czy Frankym, reszta schowała pod pokład, albo kryła się wśród drzewek pomarańczowych. Dorośli zwyczajnie zamarli ze strachu, albo tulili swoje pociechy, jeśli te do nich podbiegły.
Chichot Luffy'ego zabrzmiał nienaturalnie w zapadłej ciszy, ale wystarczył, by przynajmniej kilka osób się rozluźniło. Franky westchnął z rozrzewnieniem nad swoją niezniszczalną łajbą ("popatrzcie tylko, pokładu nawet nie drasnęło!").
- Przeklęty palant, nigdy nie zastanawia się, gdzie wyląduje - mruknął trzymający Bellmere ojciec, ale dziewczyna usłyszała w jego głosie wyraźnie ciepły ton.
- Luffy...? - zadudnił głos potwora, kiedy ten zbliżył się w stronę światła.
- Hej - przywitał się wesoło kapitan. - Tak się zastanawiałem, kiedy nas odwiedzisz.
Potwór zrobił chrapliwy wdech, po czym nagle zmalał do rozmiarów piłki do kosza (i podobnych kształtów) i skoczył na Króla Piratów, uwieszając mu się na szyi.
- LUFFY~!!! - zawył Chopper, zalewając się łzami. - Jak ja się za tobą stęskniłem!!!
- Chopper! - zaśmiał się Luffy, przytulając go mocno. - Jak się trzymasz?
- Świetnie! Doktorine ciągle mi powtarza, że...
- To ta stara wiedźma wciąż żyje?!
- Ciicho, Luffy! - powiedział z paniką, przesłaniając mu raciczkami usta. - Przepływacie blisko Drum, jak ona to usłyszy, to po was...
Luffy roześmiał się głośno i na ten sygnał dzieciaki zaczęły wychodzić ze swoich kryjówek, żeby się przyjrzeć przybyszowi. Już po chwili Chopper był ciągnięty we wszystkie strony i wyrywał się tylko od czasu do czasu, witając się ze starymi przyjaciółmi. Rozmowa kontynuowana była jakąś godzinę później, gdy wymęczeni atrakcjami wyspiarze wreszcie położyli się spać, a załoga przeniosła się do mesy, w której Sanji na szybko przygotował przekąski.
- Och, Luffy - westchnął Chopper z rozrzewnieniem. - Żebyś ty wiedział, jaki postęp w medycynie udało nam się zrobić w ciągu tych dwunastu lat. To po prostu niesamowite! W tej chwili mamy w zamku nawet laboratorium, które zajmuje się produkcją leków na potencjalne choroby! Już niewiele może nas zaskoczyć. Gyoza zamieniła się w ośrodek rehabilitacyjny, świetnie im się wiedzie. Ale nie tylko chorzy do nas przyjeżdżają, albo przysyłają listy z prośbą o pomoc. Przeróżni specjaliści zjeżdżają się do nas z całego świata, wyobrażasz to sobie? Tylu ludzi na naszą małą wysepkę! Musieliśmy wybudować nowe miasteczko, żeby pomieścić samych kandydatów, bo resztę spokojnie pomieściliśmy w zamku. Sami pasjonaci, coś niesamowitego, pierwszy raz odkąd pamiętam cały budynek tętni życiem! Konsultacje, zebrania, badania, eksperymenty, wszystko się dzieje praktycznie jednocześnie, istne wariatkowo...
- No to może popłyniesz dalej z nami? - przerwał mu Luffy.
Chopper zawahał się, jakby sprawdzając, czy Król Piratów nie żartuje. Wreszcie spuścił wzrok, odetchnął ciężko i pokręcił głową.
- Nie mogę. Zbyt wiele teraz ode mnie zależy. Doctorine nie udźwignie tego sama, może sobie mówić co chce, ale naprawdę już... ma swoje lata - zakończył bezpiecznie. - Na każdego lekarza pojawia się pięciu szarlatanów i tu mam na myśli prawdziwych konowałów, uwierz mi, wiem o czym mówię. Gdyby nie ja, to ta wyspa już dawno spłynęłaby ich krwią, bo tacy naciągacze, którzy bardziej szkodzą niż pomagają, doprowadzają Doctorine do białej gorączki. W dodatku prowadzimy teraz badania nad nowym lekiem, składniki sprowadzamy z Nowego Świata i West Blue, mówię ci, to będzie przełom...
Luffy oparł się wygodniej i pozwolił słowotokowi Choppera przemykać obok. Zdawał sobie sprawę, że i tak zrozumie tylko co dziesiąte słowo, więc poświęcił ten czas na obserwację przyjaciela. Chopper im bardziej się nakręcał, tym szerszych i gwałtowniejszych używał gestów, a jego mina wyrażała coraz większy zachwyt. Radość w spojrzeniu była spowodowana nie tylko ponownym spotkaniem, ale i dumą z własnych dokonań.
Luffy przymrużył oczy i uśmiechnął się lekko. Puściłby Choppera i bez tego monologu - widać było jak na dłoni, że renifer jest szczęśliwy i ani mu w głowie dalsze podróże, a wyciągnięcie go teraz na siłę złamałoby mu serce. Spotkać się od czasu do czasu, jak teraz, tak, oczywiście. Ale potem wrócić na Drum i oddać się bez reszty temu, co się kocha najbardziej - niesieniu pomocy każdemu, kto o nią poprosi. Nic więcej.
- ...z drugiej strony nie chcę was zostawiać bez lekarza. Dlatego nie przybyłem tu sam.
W kuchni przez chwilę zapadła cisza.
- Doprawdy? - zapytała wreszcie Robin.
- To niby z kim? - wypalił Frey.
Chopper zamarł na moment, po czym rozejrzał się wokół w panice.
- O rany! Gdzie ja go zgubiłem?!
Znaleźli "zgubę" na rufie, tam, gdzie Chopper wylądował. Stracił przytomność w czasie lotu, a potem wtopił się w innych ludzi na pokładzie i zwyczajnie nikt nie zwrócił na niego uwagi. Evan, bo tak go przedstawił Chopper jak tylko doprowadził nieszczęśnika do ładu, okazał się być niebrzydkim, wysokim, nerwowym brunetem, choć spięcie można było przypisać temu, że o czekającej go podróży dowiedział się właściwie w ostatniej chwili. Na Drum przypłynął, by się kształcić. Pyszałkowaty i wywyższający się ponad innych studentów, szybko stał się niepopularny i przez pyskowanie Doctorine pewnie szybko by wyleciał (z przedziałkiem w głowie zrobionym toporem) gdyby Chopper nie przyuważył raz, jak ten wykrada się z zamku i schodzi z Drum Rocky tylko by opatrzyć lapahna. Zwyzywał swojego pacjenta, kiedy w podzięce został skopany dotkliwie i musiał zapodać długą, gdy ten zwołał swoje stado i zaatakował pechowca. Chopper rozgonił króliki, po czym, udając surowość, zapytał Evana o powód tak bezmyślnego zachowania. Kiedy zobaczył w jego oczach ten błysk uporu i zacięcia, i usłyszał odpowiedź, że "przecież każdemu należy się pomoc!", zaśmiał się ciepło w duchu, rad, że tacy ludzie wciąż istnieją. Potem wielokrotnie widział na nim kolejne sińce, gdy Evan spadał z dachów czy drzew, starając się pomóc ptakom, czy zadrapania, gdy z uporem godnym lepszej sprawy pomagał każdemu zwierzęciu, które się nawinęło. Był znakomity w tym, co robił, ale ciągle szukał wyzwań, a leczenie przypadków w klinice najwyraźniej go nudziło.
Wreszcie pewnego dnia Doctorine rzuciła Chopperowi gazetę, uśmiechając się szeroko - "Widzisz? Mówiłam ci, że żyje." Chopper, czytając z rozbawieniem o dotychczasowych wyczynach Luffy'ego, wiedział, że powrót na Grand Line będzie dla niego tylko kwestią czasu. Ciężko go też było nie wyczuć, jak przepływał. Wykradający się po raz kolejny Evan nawinął się właściwie przypadkiem i został porwany po usłyszeniu krótkiego "przygód ci się zachciewa? to idziesz ze mną!".
- Nawet nie miałem kiedy się spakować! - zaczął narzekać, jak tylko upewnił się, że piracka załoga nie zabije go od razu i nie zje na śniadanie. - Ja nie mam czasu na te zabawy, jutro mam egzamin...
- Ten koleś tam to Król Piratów - powiedział Chopper, stając przed nim w ludzkiej formie. - Twoim egzaminem będzie utrzymanie go przy życiu.
Evan spojrzał na niego, w pierwszej chwili osłupiały, po czym odwrócił wzrok, rozważając tę propozycję. Jeśli ominąć fakt, że spadła mu nagle na głowę i miała wywrócić mu życie do góry nogami, to wydawała się wcale ciekawa. Miał wybór - mógł się dalej dąsać i uprzeć się przy powrocie do spokojnego życia, które miałby gwarantowane po studiach na Drum, co oznaczałoby stateczną pracę i potem emeryturę, ale za to do końca życia żałowałby, że nie został i nie zobaczył, do czego jest zdolna legendarna już postać Króla Piratów (który, nota bane, z bliska wyglądał na zupełnie przeciętnego faceta - po propagandzie gazet Evan spodziewał się krwiożerczego potwora); mógł też się zgodzić i zobaczyć co się stanie. Oznaczało to niepewny los i masę niespotykanych przypadków, których nie miałby szansy zobaczyć na Drum.
Przy tym porównaniu druga opcja wyglądała wyjątkowo atrakcyjnie. Mimo to...
- Wciąż nie mam przy sobie żadnego sprzętu - rzucił bez większego przekonania. - Wszystkie moje rzeczy zostały w akademiku...
- Zajmiemy się tym. Będzie u mnie bezpieczne - obiecał Chopper, zaciskając mu potężne ręce na szczupłych ramionach, co pewnie byłoby pocieszającym gestem, gdyby Evanowi nie zgrzytnęły przy tym kości w stawach. - Co do sprzętu... Franky! Czy ktoś coś ruszał z mojego pokoju? - Franky pokręcił głową. - Masz cały sprzęt, jakiego tutaj możesz potrzebować - oznajmił stanowczo, dodając w myślach "Tak długo, jak będziesz pamiętać o ciągłym uzupełnianiu zapasu bandaży. Schodzą tutaj jak woda." - To jak?
Evan przemyślał szybko wszystkie sprzeciwy, jakie jeszcze zrodziły mu się w głowie, ale nawet nie próbował wymówić ich na głos - zbyt łatwo byłoby je zbić. Spojrzał więc tylko Chopperowi w oczy i uśmiechnął się krzywo. Ostatecznie - co miał do stracenia? Poza świetną zabawą, jaka tu się zapowiadała?
- No to załatwione! - Chopper w odpowiedzi wyszczerzył się szeroko.
Zabawa trwała do białego rana - załoga opijała nowego lekarza pokładowego, który, choć trzymał się raczej z boku, zdawał się dobrze bawić. Chopper, opuszczając bladym świtem statek, obejrzał się jeszcze na swoich przyjaciół i stojącego wśród nich Evana, który mimo swojego pełnego wyższości spojrzenia i białego kitla, z którym z jakichś powodów nie chciał się rozstawać, już powoli zaczynał wyglądać jak tutejszy. Teraz, widząc, że Chopper patrzy w jego stronę, wykonał pełen ironii salut.
Chopper zastanowił się przelotnie, czy ten chłopak potrafiłby się po prostu pożegnać, ale nie martwił się, opuszczając statek. Wierzył, że Evan sobie poradzi.

Bellmere patrzyła na zgromadzoną przy obiedzie gromadę ludzi - zarówno Słomkowych jak i wyspiarzy. Evana ciekawiło dosłownie wszystko i Bellmere zazdrościła mu tego, jak szybko zgrał się z resztą załogi.
"Najwyraźniej tylko normalnym ludziom zajmuje to więcej czasu" - naburmuszyła się w myślach, odwracając wzrok od stołu i zerkając przez bulaj.
Ale razem z lekarzem (który przeżył wczoraj niemiły szok po spotkaniu z Brookiem, ale zaraz potem zaczął go ignorować, skreślając z listy potencjalnych pacjentów - muzyk wpadł w depresję) mieli już komplet, wszystkie najważniejsze stanowiska na statku były obsadzone. Teraz już tylko pozostało przejmować się nadchodzącymi przygodami.
Przymrużyła lekko oczy. Oho... chyba jedna właśnie się zbliża.
Bellmere wyszła z mesy i przeszła szybko na dziób, wyglądając zza potężnego galionu. Potwierdziła jeszcze szybko, zerkając na log pose, po czym obejrzała się w stronę jadalni.
- Wyspa na horyzoncie!!!
Obróciła się ponownie, słysząc radosny zgiełk, krzyki ludzi i piski dzieci, i ogólne szuranie krzeseł i tupot stóp, gdy wszyscy na raz zerwali się od posiłku, żeby dołączyć do niej na dziobie. Bellmere spojrzała wyzywająco na zbliżający się ląd - z tej odległości jeszcze niepozorny.
Jesteśmy w komplecie. Już nic nam niestraszne.
Przygodo - nadchodzimy!


bullet Napisane przez Imi dnia 05 wrzesień 2013 · Kategoria: Fanfiki ·
· 0 komentarzy · 886 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,941,853 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony