REJESTRACJA
931 PL

930 PL

929 PL

  869 i 870 PL!

  867 i 868 PL!

  866 PL!

Ace of Diamond
Autor: Murgrabia dnia 20/02/19 12:06
933
Autor: Szczery dnia 20/02/19 05:43
Spamiliada 12
Autor: fuszioms dnia 19/02/19 22:57
[Komentarze] Znajdź Szpiega!
Autor: Komimasa dnia 19/02/19 22:29
Bijatyki na konsole i nie tylko
Autor: Orzi dnia 19/02/19 16:50
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
Rozdział 10: Dobry, zły i chciwy

- Czyściec? - zdziwiła się Nami. - Co to jest?
Wszyscy wpatrywali się w Robin czekając na wyjaśnienia.
- Ah, zapomniałem wam powiedzieć - wtrącił się Izvir, a uwaga wszystkich skupiła się na nim. - Pewnie już wiecie, że Bóg zesłał nam tę wieżę i poprzez Cumulsa przekazał wiadomość o tym, że każdy kto przez nią przejdzie, dostanie się do raju za życia. Czego natomiast nie wiecie, to fakt, że aby się tam dostać, każdy grzesznik musi przejść przez czyściec. Jesteście tam rozliczani ze swoich występków, aby potem trafić do nieba. A że w dzisiejszych czasach niemal każdy ma coś na sumieniu...
- Z tym, że czyściec to tylko mit - przerwała mu Robin. - Fantazja z zamierzchłych czasów, o której dzisiaj ludzkość niemalże już nie pamięta.
- To prawda - potwierdził jej słowa. - Prawie nikt tutaj nie miał o tym pojęcia, dopóki Cumulus nas nie wyedukował.
- I ludzie to kupili? - zapytał Sanji.
- Z początku nie, ale znalazła się jedna osoba, która to potwierdziła, więc każdy przynajmniej zaakceptował istnienie tego wierzenia - odpowiedział. - Ja w sumie też, ale moja tolerancja na informacje w tym momencie się skończyła. Ani spadające z nieba dziwaczne owoce, ani nagłe zdolności Cumulusa nie przekonają mnie do tego, że ta wieża ma być czyśćcem. Tylko kretyn by w to uwierzył!
Nami spojrzała na niego jak na idiotę.
- Chyba się do nich zaliczasz, skoro tu wlazłeś...
Odpowiedział jej uśmiechem.
- O nie, miałem inne powody aby tu wejść...


...zbierzcie resztę jedzenia, które przetrwało i spotykamy się przy wejściu do lasu za dziesięć minut.
- Kapitanie! - krzyknął Izvir. - Sześćdziesiąt dwie osoby zaginione i sto trzydzieści siedem tutaj daje razem... No brakuje jednego.
- Tak, wiem - westchnął. - To ten przeklęty grubas Cumulus, usłyszał jakieś dźwięki w lesie, przestraszył się jak mała dziewczynka i pobiegł na górę. Nie przejmujcie się nim, i tak jest bezużyteczny.
- Rozumiem, ale nie powinieneś mu trochę odpuścić? Wiesz, ze względu na sytuację w jakiej się znaleźliśmy - Izvir przekonywał kapitana.
- Jasne, jasne, niech będzie - przyznał niechętnie. - Dobra, ruszać się, za chwilę idziemy!
Wszyscy się rozeszli. Tulis wraz z kilkoma innymi osobami udał się w kierunku wraku po żywność. Kiedy był już prawie na miejscu, na drodze stanął obcy mu mężczyzna taszczący na plecach średniej wielkości worek. Był on krótko ściętym blondynem odzianym w typowe, białe ubranie.
- Cześć, jestem Tirs - Wyciągnął rękę chcąc się przywitać.
- Izvir - Odwzajemnił gest. - Zostało coś do zebrania ze statku?
- Tak, niedużo, ale zawsze coś.
- To dobrze - odpowiedział. - A tak na marginesie, to przegapiłeś zebranie...
- Wiem, wiem - uspakajał go. - Kapitan kazał mi zacząć to przenosić już wcześniej... - wyjaśniał. - Myśli, że dalej jestem jego majtkiem - bąknął pod nosem.
- Oh, to dobrze - odetchnął. - W takim razie idę pozbierać co zostało. Mamy się spotkać przy wejściu do lasu za kilka minut.
- Ok, dzięki za informację - zarzucił worek na plecy i ruszył. - Do zobaczenia!


- Ktoś jeszcze ma jakiś problem? - zapytał z uśmiechem. - Nie? To dobrze. Od teraz wszyscy możemy zyć w zgodzie! Bóg nakazał nam tutaj się osiedlić, więc musimy się tu urządzić!
Po szokującym incydencie wszyscy zaczęli się powoli uspokajać.
- Ten koleś jest chory - szepnął Izvir. - Musiał znaleźć diabelski owoc w tej wieży i teraz się będzie rządzić.
- Tyle dobrze, że jest do nas przyjaźnie nastawiony... w przeciwieństwie do kapitana - zauważył Tirs. - Zresztą, co nam pozostaje zrobić? Dopóki ktoś tu nie przypłynie, lepiej tańczmy jak nam zagra, jeśli chcemy wyjść z tego żywi.
- Zawsze można się zbuntować - wtrącił się ubrany w czarną koszulkę, ciemnowłosy mężczyzna stojący obok. - Jestem Veletlen tak na marginesie - przedstawił się.
- I co nam to da? - wzburzył się Izvir. - Dopóki nie traktuje nas jak wrogów, to nie ma co narażać życia na walkę z nim.
- Heh, jak chcesz - rozczarował się. - Najwyżej zajmę się nim sam... - szepnął do siebie.


- Jak idzie budowa miasta tam na górze? - zapytał Veletlen, po czym pociągnął za dźwignię.
- Powoli ale do przodu - odpowiedział Tirs - Dobrze, że udało nam się zbudować ten wyciąg, dzięki temu wtaszczenie drewna na górę jest o wiele łatwiejsze.
- Taa, mieliśmy trochę utalentowanych ludzi na pokładzie - zaobserwował. - Cóż, statek rozebraliśmy już na części pierwsze, zostały same bezużyteczne śmieci. Chcieliśmy zbudować jeszcze jeden wyciąg z drugiej strony wyspy, ale nie da rady z tym złomem, który nam został.
- Lepszy jeden, niż żaden. - Uśmiechnął się
- Starczy wam drewna na zbudowanie każdemu dachu nad głową? - zapytał wyglądając na zaniepokojonego.
- Jak nie będziemy robili domów trzypokojowych, to powinno - zażartował blondyn. - Poza tym, od kiedy martwisz się o innych, co? - Zaśmiał się.
- Pff... nie martwię się o nich - burkną. - Ludzie bez dachu nad głową nie będą zadowoleni, dzięki czemu łatwiej będzie wznieść bunt.
- A ty dalej swoje z tym buntem - westchnął. - Cumulus nie wydaje się być aż taki zły.
- Ta, pewnie dlatego zabił kapitana... - rzucił sarkastycznie. - Zresztą nie ważne, ja zostaję tutaj, z dala od niego. Będę wypatrywał przepływających statków, a jak kiedyś go spotkam, to możesz być pewien, że do was już nie wróci.
Wagonik właśnie zjechał na dół.
- Jak sobie chcesz - zignorował jego pogróżki. - Ja wracam na górę - powiedział, po czym ruszył na szczyt przy pomocy wyciągu.


- Czy ty widziałeś to samo, co ja? - zapytał Izvir.
- Owoce... te niebieskie owoce spadły z nieba!!! - krzyknął Tirs.
- A nie mówiłem? - przechwalał się Cumulus. - Bóg zsyła nam pokarm z nieba!
- Masz rację, to naprawdę Bóg!!! - wykrzykiwali niektórzy z blondynem na czele.
- No nie przesadzaj - mówił mu Tulis na boku.
- To jak inaczej to wytłumaczysz? - pytał podekscytowany.
Izvir milczał, gdyż nie posiadał innej odpowiedzi na ten fenomen.


- Kapłanie! - wołał go Tirs.
- Tak?
- Ludzie są zmęczeni codziennym schodzeniem na dół w celu umycia się - narzekał. - Nie da się z tym czegoś zrobić?
- Hmm... myślę, że mógłbym stworzyć wokół miasta chmurę absorbującą deszcz...
- Łał... - Był pod wrażeniem. - Na ciebie zawsze można liczyć! - Uśmiechnął się


- Idziesz na mszę? - zapytał Tirs
- Nie, dzisiaj nie mogę - odpowiedział Izvir i zamknął drzwi.
Wyjrzał przez okno i zobaczył jak część ludzi wychodzi z kąpieli.
- Że też nie wstydzą się tak razem myć... i jeszcze te msze. - Westchnął. - Niech sobie wierzą w co chcą. Szkoda tylko Tirsa, chłopak dał się omotać...


- Gratulacje Tirs! - powitał go Cumulus.
- Hę? O co chodzi - zapytał zmieszany.
- Zostałeś dopuszczony do wieży!
Blondyna zatkało, gdyż od dłuższego czasu było to jego marzeniem.
- N-naprawdę?
- Byłeś dobrym człowiekiem i wierzyłeś we mnie, tym samym wierząc w Boga. Zasłużyłeś sobie!
Chłopak rozpłakał się z radości.


- Ehhh, dość mam już tego czekania - irytował się Veletlen. - Tyle lat nic nie robienia... Dość, idę do tej wiochy zabawić się na serio! Może nawet uda mi się posiekać grubasa! - Podniósł się z krzesła i ruszył w kierunku wyjścia.
- Uspokój się - zatrzymał go Izvir. - Myślisz, że to ci w czymś pomoże? Odizolowałeś się od wszystkich i stałeś się czarną owcą na pastwisku Cumulsa. Jeśli spróbujesz tam wejść, to cała uwaga od razu skupi się na tobie. Nie dasz rady się nawet do niego zbliżyć!
- Hmm... to może mnie wesprzesz? - uśmiechnął się pod nosem.
- Nie bądź śmieszny, zabijanie nie leży w mojej natu... - urwał zdanie.
- Hm? - Veletlen zmarszczył brwi.
- A to co? - zapytał na głos samego siebie, po czym począł dokładnie się przyglądać. - T-to statek!!! O mój boże, jesteśmy uratowani!!!
- Że co? - zdziwił się brunet.
Tulis wyszedł na zewnątrz i rozpalił stertę drewna przygotowaną specjalnie na taką okazje.


- To co tam słychać na świecie? - zapytał Izvir kapitana statku. - Byliśmy odcięci od wiadomości przez jakieś cztery lata!
- Oj, panie! - złapał się za głowę. - Wojna była! Białobrody z marynarką tłukli siebie aż do śmierci tego pierwszego! A wszystko przez egzekucje syna samego Złotego Rogera, który także poległ!
- Wojna!? - Izvir aż podskoczył z wrażenia. - Toż to największe wydarzenie od czasów śmierci Rogera!
- A to tylko początek, ja panu powiadam! - załamał się. - Zaraz przyniosę jakieś stare gazety, to sobie pan poczyta o wszystkim...


- Jak to nie idziesz? - pytał zdenerwowany Veletlen. - Jesteś jedyną osobą jaką tutaj znam, odkąd blondas zniknął w tej wieży. Nie chcę zostać sam z tymi patałachami! Nigdy mnie nie lubili.
- Nie moja wina, że byłeś dupkiem za każdym razem jak chcieli cię zaprosić na górę - westchnął. - W każdym razie, ja zostaje.
- Po cholerę!? - podniósł głos.
- Hm... - zastanawiał się nad odpowiedzią. - Chyba z ciekawości...
- Z ciekawości? Hahaha!!! Chyba zgłupiałeś! - wyśmiał go. - To może być nasza jedyna okazja na wydostanie się stąd!
Izvir niewzruszony spoglądał na niego.
- A co jeśli ci powiem, że istnieje inny powód?
Veletlen zdziwił się słowami kolegi.
- Co masz na myśli? - zapytał
- No bo widzisz, niedawno spotkałem w okolicy kolesia o imieniu Zawebe...


- Jestem z was dumny, Izvir, Veletlen - chwalił ich Cumulus. - Kto by pomyślał, że nasza czarna owieczka się nawróci!
- Trochę się na to napracowałem - przyznał uczciwie brunet, gdyż zdawał sobie sprawę z tego, jak wiele wysiłku musiał włożyć w udawanie dobrego człowieka.
- Racja, racja... No cóż, ostatnie dwa lata pokazały, że jesteście godni wstąpienia do wieży, więc zapraszam - uśmiechnął się. - Raj czeka!


- Dobra, to co teraz? - zapytał brunet. - Co ten cały Zawebe mówił?
- Musimy przejść przez kilka zadań, zanim dotrzemy na szczyt.
- I wtedy znajdziemy tam tę legendarną kupę złota, o której mówił? - Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. - Skąd ten koleś w ogóle jest?
- Nie wiem, był bardzo małomówny.
- No dobra, bogactwo czeka! Mam nadzieje, że znajdzie się tutaj ktoś do pochlastania, bo dawno się z nikim się nie tłukłem - rzekł podekscytowany.



- Niby jakie? - dociekała nawigatorka.
- Ha! Nie twoja sprawa!
- Nazwałeś się kretynem i teraz próbujesz to odkręcić! - wytknęła mu - Przyznaj się.
- Dobra, dobra... No nic, wskakujcie na platformę, zobaczymy, czy wasz kobieciarz się załapie na wycieczkę.
- Nic takiego nie będzie miało miejsca - oznajmiła stanowczo Nami.
- Jak to? - zdziwił się Sanji. - Masz jakiś inny pomysł na przemycenie mnie na górę?
- Na górę? - udawała zaskoczoną. - Chyba zwariowałeś, idziesz na dół znaleźć Zoro, zanim znowu wywieje go cholera wie gdzie.
- Coooo!? - wykrzyczał i padł na kolana. - Nie możesz mi tego zrobić Namisiu, proszę!!!
Nawigatorka zacisnęła pięść, a w jej oczach zapaliły się ognie piekielne.
- Musisz zapłacić za bycie zboczeńcem!!! - warknęła na niego głosem iście demonicznym.
Sanji poczuł jak dreszcz przechodzi po jego ciele. Nie ważył się otworzyć ust. Wstał naprędce i ruszył biegiem w kierunku platformy. Złączył obie dłonie na kształt strzałki i dał nura skokiem na główkę.
- Tak jeeeeeeeeeeeeeee... - Krzyk zanikał razem z spadającym w dół kucharzem.
- No, teraz możemy iść dalej - powiedziała już uspokojona, po czym odwróciła się w stronę reszty załogi.
Luffy i Izvir siedzieli skuleni pod ścianą i ściskali się nawzajem, drżąc ze strachu.
- S-straszna b-baba - wybełkotał Tulis.
- K-kto mi t-teraz zrobi j-jeść? - żalił się łamiącym głosem gumiak.
Robin delikatnie uśmiechała się pod nosem.

Po chwili wszyscy zebrali się na środku i oczekiwali aż ruszą na kolejne piętro.
- Heh - westchnął Izvir, kiedy winda nie ruszyła. Postanowił z niej zejść, co natychmiast wprawiło ją w ruch.
- Hej, czysty staruszku! - wołał go Luffy. - Nie idziesz z nami?
- Cóż, jak widać nie mogę! - odpowiedział machając im na pożegnanie. - Ja także nie zdałem tego testu! Hahahaha!
- Czyli ty też jesteś zbokiem!!! - darła się Nami szczerząc zęby. - Masz się rzucić w dół zaraz za Sanjim, słyszysz co mówię!?
- Hahaha! Jasne, jasne, paniusiu! - wołał uszczypliwie.
- Hej! - odezwał się ponownie gumiak. - Możesz mówić sobie co chcesz, ale ja i tak zostanę królem piratów! A każda osoba, którą pokonam, będzie miała okazję to zobaczyć na własne oczy! - krzyczał pewny siebie. - I nie martw się, znajdziemy jakiś sposób, aby cię stąd wyciągnąć!
- I nie skacz na dół - dodała Robin. - Normalni ludzie raczej nie wyjdą z tego żywi, więc umrzesz w męczarniach i kałuży krwi jeśli to zrobisz.
Izvir uśmiechnął się pod nosem, lecz nie odpowiedział i dalej im machał. Po chwili stracił ich z oczu, a dookoła zapadła cisza. Zasiadł pod ścianą i zamknął oczy w oczekiwaniu na sen.
- Żadne z was nie było w stanie zabić - rozmyślał. - Kto by pomyślał, że tacy piraci istnieją na tym świecie. Młodzi i naiwni, heh, rzeczywistość prędzej czy później cię dogoni Luffy...obyś był na nią... przygotowany... - Zasnął.



...:: KILKANAŚCIE MINUT WCZEŚNIEJ::...

Zawebe wychodził właśnie z wnętrza góry, a Usopp skitrany między pobliskimi głazami modlił się, aby nie zostać zauważonym.
- Wiem, że tam jesteś - rzucił chłodno ojciec Lucy. - Twój kolega cię wydał.
Snajper zadrżał.
- C-chcesz się b-bić? - zabełkotał pod nosem. Przyszykował swoją broń i gotowy był do ataku w każdej chwili.
- Chodź ze mną - odpowiedział sucho. Wyszedł na zewnątrz i skierował się między drzewa.
Długonosy z wycelowaną procą powoli podążał jego krokiem.
- Lepiej nic nie wywijaj, jeśli ci życie miłe! - groził mu nieco niepewnie. - Mów, co kombinujesz tam w środku!?
- To nie twój interes, ale skoro chcesz wiedzieć, to ci powiem. - Wyciągnął prawą rękę przed siebie i skierował wnętrze dłoni w stronę Usoppa.
- Ej, ej! Schowaj tę łapę! - krzyknął naciągając swoją broń.
- Terra Prometida... - zaczął powoli.
Snajper trzęsąc się cały bacznie obserwował wyciągniętą kończynę przeciwnika.
- Zamierzam... - Z jego dłoni zaczęło wydobywać się białe, rażące światło. - ...wysadzić to miasto w powietrze.
- Hissatsu! - krzyknął Usopp
Jaskrawa wiązka wystrzeliła z ręki Zawabe i natychmiast rozszerzyła się na każdej płaszczyźnie, tworząc promień o średnicy niemalże trzech metrów. Zbliżał się do długonosego z zawrotną prędkością, pochłaniając po drodze jakiś pocisk wystrzelony przez snajpera. W ułamku sekundy światło całkowicie pochłonęło jego ciało. Poczuł ulgę. Chwila kontaktu z tajemniczą energią była jedną z najprzyjemniejszych chwil, jakie zaznał w życiu. Zamknął oczy i dał się kompletnie zatopić w szczęściu, jakie go otoczyło. Ciepło, ukojenie i radość nie opuszczały go ani na chwilę. Lecz chwila ekstazy nie trwała długo, gdyż zaraz za białym światłem podążał mrok, który przemienił chwile rozkoszy w koszmar okraszony bólem. Usopp zawył głośno, czuł się jakby ktoś zamoczył go w ciekłym azocie. Jednak cierpienie szybko ustało, gdyż chwilę po pierwszym ukłuciu bólu, zemdlał. Ciemność rozproszyła się, a kłamczuch padł na ziemię. Zawebe opuścił powoli rękę i ruszył w kierunku oponenta. Podniósł jego nieprzytomne ciało i wrócił z nim do środka.

Pokonany Servo leżał na moście, a jego załoga rzuciła się mu na pomoc. Zoro maszerował niewzruszony w kierunku wyjścia.
- Ty! - zawołał do kroczącego naprzeciw szermierza, po czym uniósł snajpera po swojej prawicy, ściskając go za głowę. - Jeśli zależy ci na życiu tego człowieka, zrobisz dokładnie jak ci każę.
- Oh? - Nie minęła sekunda, a miecz Zoro wszedł w ciało Zawebe niczym nóż w masło. - Hę? - Płynne cięcie szybko ustało, a Sandai Kitetsu zaklinował się w okolicach prawego płuca. - Nie mogę go wyjąć! - Zoro szarpał jak mógł, ale za nic w świecie nie dał rady wyciągnąć swojej katany.
Zawebe zamachnął się snajperem i trzasnął jego głową o czoło szermierza.
- Ał! - krzyknął, po czym odskoczył w bok dając sobie spokój ze swoją bronią, która wystawała z klatki piersiowej jego przeciwnika.
Ojciec Lucy złapał za rękojeść i wyciągnął miecz ze swojego ciała. Następnie przystawił ostrze do głowy nieprzytomnego.
- Ostatnia szansa - rzekł znudzony.
Zoro wiedział, że jeśli nie może go łatwo przeciąć, to nie warto ryzykować. Spasował.
- Czego chcesz? - zapytał.
- Masz do wyboru, albo zatonąć w lawie, albo zamknąć się w jednej z cel.
- Chyba wybiorę drugą opcje.
- Jak chcesz, ale tylko opóźnisz nieuniknioną śmierć.
Zoro uśmiechnął się szyderczo.
- A, i zostaw swoje miecze na ziemi, tam gdzie stoisz.
Szermierz zrobił jak mu powiedziano, oparł swoje katany o ścianę, po czym wszedł do klatki i spiął swoje ręce i nogi w kajdany. Zawebe rzucił Usoppa pod głaz, za którym ten wcześniej się chował, a katanę, którą miał w ręce upuścił w przepaść wypełnioną lawą.
- Nie!!! - krzyknął Zoro, spoglądając jak Sandai Kitetsu przepada na zawsze w odmętach ognistego basenu. - Cholera!!! Zapłacisz za to!!! - ryknął.
- Milcz robaku - rzucił zniesmaczony pogróżkami. - Podszedł do Zoro i dla bezpieczeństwa przywiązał go łańcuchami do krat. Zielonowłosy milczał.
Zawebe ściągnął na chwilę swoją białą koszulę i spojrzał na efekt ataku szermierza. Katana przecięła go dokładnie od lewego barku, aż po prawe płuco, lecz rana była już zagojona. Jego rozcięte ciało złączyło się z powrotem i zregenerowało w zastraszającym tempie. Jedyne co pozostało na pamiątkę, to sporej wielkości blizna.
- Hmph... - westchnął z lekkim podziwem skierowanym w stronę Zoro, po czym odwrócił się do ludzi opatrujących Servo.
- Co z nim? - zapytał
- Wyjdzie z tego, musimy poczekać aż się obudzi - odpowiedział mu załogowy lekarz.
- Eh... mogę poczekać jeszcze trochę. - Skierował swe kroki do wyjścia. - Idę się przejść. Jak wrócę, lepiej dla was, żeby był już na nogach. Chcę wysadzić to miasto jeszcze dzisiaj, rozumiecie?
- Tak jest - odrzekli chórem.

Co jest powodem!?

CDN.

Recycling rulez :D
bullet Napisane przez Imi dnia 12 grudzień 2013 · Kategoria: Fanfiki ·
· 0 komentarzy · 946 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Komimasa
19/02/2019 21:53:54
Uwaga, ponieważ zmienia się serwer na którym stoi reader, linki do rozdziałów mogą nie działać. Prosimy o cierpliwość i wyrozumiałość.

Imi
27/01/2019 12:20:10
Jak na mangę to ogromne opóźnienie. Niestety, taki okres że te opóźnienia powstają. Jak u sąsiada skończą remont powinno być ok^^

Komimasa
23/01/2019 14:26:51
Nie ma tam jakiś większych opóźnień, powinienem dziś do tego usiąść ale raczej znajdę czas dopiero w czwartek.

Zibii
23/01/2019 13:03:38
A jakieś info o Mandze? Smile

Komimasa
21/01/2019 12:21:23
Przepraszamy za opóźnienie z odcinkami, w tej chwili już pracujemy nad 869, więc jeśli korekta będzie szybko, to powinniśmy za kilka dni mieć wszystko już na stronie.

Imi
15/01/2019 20:18:50
Bo kiedyś wychodził odcinek w niedzielę, teraz erai raws np wyszedł dziś. I proszę nie wspominać mi o stronach, które dają news, a to co w nim dopiero później.

Komimasa
13/01/2019 13:50:17
przerwałem tłumaczenie. Wróciłem od Zo. Nie rozumiem, o co chodzi z odcinkiem 868. To odcinek najnowszy, który wyszedł dopiero dziś,

Komimasa
13/01/2019 13:49:21
Rozdziały muszą być usuwane systematycznie co jakieś 10, więc starszych nie może być. Jeśli chodzi o odcinki anime, to w połowie Dressrosy miałem cięższe chwile i na rok, trochę więcej,

maabm1989
13/01/2019 00:43:31
Witam jestem tu nowa i mam pytanie czemu brakuje tu niektórych odcinków? nie widzę ani w rozdziałach ani w odcinkach od nr 868? /jak mam szukać ?

Komimasa
27/12/2018 17:30:52
Niestety nikt nie zrobił. Ja, jeśli jestem przy kompie, to albo odcinek albo rozdział...

teos
27/12/2018 15:25:59
W tym roku też nie ma świątecznej krzyżówki? Sad

Komimasa
24/12/2018 10:58:05
Przepraszam najmocniej, ale w związku z Swiętami, do odcinków wrócimy po okresie świątecznym.

Komimasa
12/12/2018 12:11:39
Prace nad tłumaczeniem 927 nadal trwają, niestety dość wymagający jest ten rozdział.

Komimasa
04/12/2018 20:44:06
Tłumaczenie 926 skończone i poszło do korekty Smile

Imi
23/11/2018 14:50:48
Skoro chaptery zostały usunięte, to znaczy że powinny nie być już ogólnie dostępne.

Komimasa
16/11/2018 23:36:41
Ja niestety nie... Spróbuj na chatango na wt, może tam będzie więcej szczęścia.Tylko z drugiej strony dodawać linków nie można, ale możesz maila zostawić czy coś.

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,297,217 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony