REJESTRACJA
955 PL

954 PL

953 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Steam
Autor: Ponury dnia 18/10/19 22:11
Rozdział 959
Autor: Wielki160 dnia 18/10/19 18:08
Story Cubes 11: Szklana Pogoda -..
Autor: Szczery dnia 17/10/19 23:10
Breaking Bad
Autor: Devzan dnia 16/10/19 21:36
Spamiliada 12
Autor: Chisu dnia 16/10/19 21:25
Ostatnio widziane
Autor: Komimasa dnia 16/10/19 20:47
AnimeCon_baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
- Mamooo! - szeptał mały chłopiec do swojej rodzicielki. - Długo jeszcze?
Kobieta klęczała przy ławce, na której siedział jej syn i ze złożonymi dłońmi, po cichu odmawiała modlitwę.
- Heej! - ponownie starał się przykuć jej uwagę.
- Cicho! - szepnęła do niego. - Nie widzisz, że wszyscy odmawiają pacierz? Nie przeszkadzaj!
Dzieciak spojrzał z niesmakiem na zgromadzony lud, który robił dokładnie to, co jego matka.
- Wiedziałem, że przyjście tutaj to strata czasu - burknął. - Padacie na kolana przed tą kulką... Nie rozumiem o co w tym chodzi...
- To nie jest żadna kulka! - warknęła cicho.
- Dla mnie tak właśnie wygląda - odpowiedział. - A jeśli nie, to co w takim razie?
Kobieta powstała i usiadła obok swojego syna.
- No co to jest? - zapytał ponownie szarpiąc ją za rękaw.
Spojrzała na niego z uśmiechem politowania i postanowiła darować sobie zbyteczne komentarze.
- Księżyc, mój drogi Enelku. Księżyc.


Rozdział 12: Immax


Po skończonym, porannym nabożeństwie ludzie rozeszli się do domów. Enel wraz ze swoją matką ruszył w kierunku portu.
- Jaaaaa... - rozdziawił szeroko usta. - Naprawdę na księżycu jest bóg?
- Oczywiście - odpowiedziała. - Myślisz, że do kogo wszyscy się modlą?
- Czaaad... - nie mógł wyjść z podziwu.
Chłopak był niesamowicie podekscytowany z powodu nowo nabytej wiedzy.
- A dlaczego akurat tam siedzi? - zapytał. - Nie mógłby przyjść tu do nas?
- Niestety nie - rozwiała jego nadzieje. - A siedzi tam dlatego, że opiekuje się zmarłymi.
- Zmarłymi?
- Tak. Jeśli będziesz dobrą osobą, to wtedy także tam pójdziesz. - Uśmiechnęła się.
Enel zmartwił się.
- A jak będę zły? - zapytał niepewnie.
- Wtedy zostaniesz strącony na Niebieskie Morze.
- Jak to!? - przestraszył się. - Tam mieszkają przecież niegodne nas małpy!
- Dokładnie. - Przytaknęła. - I popełniając grzechy, zniżasz się do poziomu tych prostych, głupich robaków, dlatego twoje miejsce jest z nimi!
Chłopiec zamyślił się głęboko.
- Oj, żartuję przecież! - Uśmiechnęła się. - Tak tylko się mówi, żeby zmusić dzieci do bycia grzecznymi.
- A, okej! - rozpogodził się.
Po kilku minutach znaleźli się u celu swojej przechadzki.
- No i proszę! Jesteśmy na miejscu!
Dotarli do portu, przy którym trwały właśnie prace budowlane.
- Kiedy oni skończą tego Immexa w końcu? - zapytał swoją matkę.
- Immaxa synku, Immaxa. - poprawiła go. - Niedługo, z tego co wiem.
Rozglądała się w poszukiwaniu swojego męża, który był głównym projektantem powstającego dzieła.
- Kochanie! - dostrzegła go przy stercie materiałów.
Mężczyzna zauważył ją i z uśmiechem podszedł do swojej rodziny.
- Witajcie! Miryam, Enel, dobrze was widzieć!
- Ciebie też, Yosefie - odpowiedziała mu żona. - Mały chciał spędzić dzień przy tobie, więc ci go zostawiam.
- Jasne, nie ma problemu - ucałował ją, po czym zaczęli szeptać.
- Zabrałam go na mszę, bo za wszelką cenę chciał zobaczyć, co tam robimy.
- I jak poszło?
- Dobrze. Najwyższa pora aby zaznajomił się z tym wszystkim.
- Nie jest jeszcze za wcześnie?
- Jest już wystarczająco duży, żeby myśleć za siebie. Ile można go izolować od świata?
- Chyba masz rację...
- No... znajdź mu jakichś kolegów, już czas...
Yosef przystał na jej propozycję, po czym się pożegnali. Ojciec zwrócił się do swojego syna.
- Dobra młody, ja jestem teraz bardzo zajęty, więc póki co idź się pobaw z tamtymi dzieciakami. - Wskazał palcem na grupkę rówieśników jego syna, siedzących pod jednym z budynków.
Chłopiec zrobił jak mu kazano i udał się w ich stronę.
- Siema - przywitał się. - Jestem Enel.

Wkrótce zaprzyjaźnił się z całą ekipą - Azarem, Ohmem, Shurą, Satorim i Gedatsu, a niedługo po tym, dzięki swoim głęboko ukrytym władczym zapędom. został ich liderem. Tygodnie mijały, a budowa Immaxa nieubłaganie zbliżała się do końca.

Pewnego razu, kiedy włóczyli się po Birce, Enel poruszył intrygujący go od jakiegoś czasu temat.
- Ej, jak myślicie, jakie są te małpy? - zapytał.
- Te z Niebieskiego Morza? - zaczął Shura. - Ojciec mówi, że są podobne do nas, ale zepsute.
- Zepsute? - zdziwiła się reszta.
- Nie słyszeliście? Oni tam ciągle prowadzą wojny, zabijają się, robią mnóstwo głupich rzeczy, wiecznie się kłócą i grzeszą.
- Śmieszne istoty - stwierdził Ohm. - Na co im to wszystko? Nic dziwnego, że są dla nas antywzorami i każdy nimi gardzi.
I tak właśnie było. Na Birce rzeczy takie jak nieprawidłowość, grzech, czy żałość, prawie że nie istniały. Istoty zamieszkujące to miejsce, były w swoim mniemaniu doskonałe, a jako społeczeństwo działali niczym perfekcyjny zegarek. Nie było głodu, nie było nierówności, liderzy wybierani byli bez obiekcji nawet jednej osoby. Śmierć dosięgała ich tylko ze starości lub bardzo sporadycznych wypadków, gdyż choroby się ich nie imały, a definicje takie jak morderstwo, wojna czy przestępstwo były dla birkanów abstrakcyjne. To kraina idealna, utopia o której marzyli ludzie. Prawdziwy raj.
- Aaaa... - Azara olśniło. - To dlatego gdy byłem mały, zawsze kiedy robiłem coś źle, mama mówiła mi, że popełniam "ludzki błąd".
- Ty! Racja! U mnie też tak było! - zauważyła reszta.
Kontynuowali rozmowę jeszcze przez jakiś czas, lecz wizyta pewnego siedmioletniego dzieciaka odwiodła ich od tego skutecznie. Chłopiec ten na imię miał Urouge i choć lat miał niewiele mniej niż Enel i spółka, znany był ze swojej mocy, która często określana była jako "boska". Zawsze kiedy się spotykali, prosili siłacza, aby zademonstrował im swoją potęgę, co też czynił. Podnosił wielkie głazy, robił niezliczoną ilość pompek z siedzącymi na jego plecach kolegami, czy też rzucał przedmiotami z jednego krańca wyspy, na drugi.

Kolejne dni mijały, a wielka uroczystość z okazji zakończenia prac zbliżała się wielkimi krokami.
- Hej, chłopaki! - zawołał ich przywódca. - Co wy na to, żeby wspiąć się na tego całego Mimaxa?
- Immaxa. - poprawił go Azar. - To nie jest dobry pomysł. Po co włazić na coś tak wielkiego?
Rozczarowany odpowiedzią szef skierował wzrok na pozostałych kolegów.
- !!!!!! - Gedatsu starał się coś powiedzieć.
Enel westchnął.
- Otwórz usta - upomniał go.
- A! Zapomniałem! - wreszcie się odezwał. - Ja także nie popieram.
Shura i Ohm także odmówili, co zasmuciło lidera grupy.
- Pff... - prychnął. - W takim razie sam to zrobię.
Koledzy próbowali odciągnąć go od tego pomysłu, ale z racji tego, że szczyt konstrukcji był najwyżej położonym punktem na Birce, podświadomie chciał stanąć na szczycie, ponad wszystkimi.

Kilka dni później, z okazji ukończenie Immaxa, odbyła się oficjalna uroczystość, na której ojciec Enela miał wygłosić przemowę. Zgromadzeni w porcie birkanie świętowali w najlepsze, częstując się z umiarem przygotowanym jedzeniem i rozmawiając ze sobą o przyszłości, którą zaoferuje celebrowany projekt.
- Witam wszystkich zgromadzonych! - rozpoczął przemowę główny projektant.
Nastała cisza, a wzrok zgromadzonych został skierowany na niego.
- Zebraliśmy się tutaj, aby uczcić to wiekopomne wydarzenie, którego wszyscy jesteśmy świadkami. Projekt Immax... jest marzeniem. Naszym marzeniem, które zrodziło się setki lat temu. Marzeniem powrotu do boga! I z dniem dzisiejszym, dzięki temu potężnemu, latającemu statkowi, jesteśmy w stanie tego dokonać! Udało nam się stworzyć konstrukcję, która zabierze nas wszystkich do miejsca, z którego pochodzimy! Nie było to łatwe zadanie, ale po latach badań informacji zostawionych nam przez naszych przodków, w końcu dokonaliśmy przełomu i daliśmy radę odtworzyć technologię, dzięki której migracja z księżyca była możliwa! Wreszcie mamy umiejętności, które pozwolą nam zasilić tego kolosa i wzniosą go ku niebu! - Uniósł ręce wysoko w górę, a gromkie brawa rozbrzmiały po całej okolicy.
Okrzyki radości wypływały z każdej osoby, która była świadkiem tej przemowy. Marzenie powrotu na księżyc było przekazywane z pokolenia na pokolenie przez kolejne generacje birkanów od zamierzchłych czasów. Stało się ono ich sensem życia, które wpajano każdemu od momentu narodzin, przez co nikt nawet przez chwilę nie próbował zatrzymać się i zastanowić nad pewnym ważnym pytaniem: Skoro ich przodkowie mieszkali na księżycu i mimo wszystko zdecydowali się go opuścić, to musieli mieć jakiś ważny powód, dlaczego więc mają teraz wrócić do miejsca, z którego kiedyś celowo uciekli? I choć był jeden chłopiec, który został wychowany niemalże bez narzuconej wiary, nie miał on okazji dorosnąć i stworzyć trzeźwego punktu widzenia opartego na logice, tak jak chciała jego matka.

Radość i gromkie brawa zostały szybko przerwane szokującą wiadomością od jednego ze stróżów Immaxa. Syn Yosepha, podczas próby wspinaczki po świeżo zbudowanym statku, stracił równowagę i spadł ze sporej wysokości. Chłopaka udało się go uratować, lecz doznał on poważnego urazu głowy i zapadł w krótką śpiączkę, która trwała kilka tygodni.

- Och, synku, jak dobrze, że jesteś - Matka ze łzami w oczach ściskała go patrząc jak powoli otwiera oczy.
Enel milczał, wydawał się zdezorientowany i jeszcze nie do końca przytomny po długim śnie.
- Biedaku mój, nie masz nawet siły mówić - współczuła mu.

Mijały kolejne dni, a Enel wracał do zdrowia, a przynajmniej tak niektórym się wydawało. Nie mówił zbyt wiele, ignorował swoją rodzicielkę, zachowując się jakby w ogóle jej nie znał. Był wyobcowany. Pewnego dnia spotkał się ponownie ze swoją grupą.
- Cześć - przywitali go koledzy, po czym Shura kontynuował - dobrze cię znowu widzieć! Martwiliśmy się o ciebie! Hej, słuchaj! Z racji tego, że cię nie było kawał czasu, zmieniliśmy usadziliśmy na pozycji lidera Azara!
Enel spojrzał nieprzychylnie na nowego szefa.
- Ponadto - wtrącił się Ohm - zdecydowaliśmy wymieniać się tą rangą co jakiś czas!
Były dowódca grupy nie był zbytnio zadowolony.
- Czy ten cały Maxim już odleciał? - zapytał.
- Taa, ze trzy tygodnie temu - odparł Azar. - Dobra chłopaki, idziemy!
Enel zniesmaczony jego poleceniem bez skrupułów podszedł go niego i zaczął okładać go pięściami.
- Enel! Co ty wyprawiasz! - krzyczeli jego towarzysze.
Nigdy nie byli świadkami tego typu sceny. Tutaj, na Birce, takie rzeczy nigdy nie miały miejsca, nikt nawet nie brał pod uwagę takich rozwiązań.
Zanim ich szok osłabł, było już po wszystkim. Azar leżał zakrwawiony na ziemi, wciągając swoje ostatnie porcje powietrza przez ledwo otwarte usta.
- Nikt nie będzie stał nade mną - odparł chłodno Enel.

I tak oto młody chłopiec, jedyny nieskażony ślepą wiarą, niczym przez boską interwencję, miał zostać nawrócony na dobrą ścieżkę. Lecz gdzieś po drodze, coś poszło nie tak. W momencie nawrotu, jego umysł zszedł w złą uliczkę, został napadnięty przez dwa odmienne spojrzenia na rzeczywistość. Przemaglowany przez nie, wreszcie powrócił i po kilku tygodniach wypuścił chłopaka na świat, z zupełnie nową wizją boga i wiary, która została zagnieżdżona w jego głowie...


*****************************************


Sanji biegł w kierunku swoich towarzyszy, starając się pozostać niewykrytym jak najdłużej. Kiedy był już kawałek za połową drogi, jeden z ludzi Servo zauważył go w oddali i rozkazał swoim załogantom zawalić most. Chwilę im to zajęło, ale w końcu odnieśli sukces. Sanji widząc co się dzieje zeskoczył z konstrukcji.
- Skywalk! - Odbijał się od powietrza, aby po chwili wpaść między adwersarzy i siać pożogę swoimi butami. Przeciwnicy padali jeden za drugim, nie mając absolutnie żadnych szans na sukces.
Wśród całej zawieruchy, na ziemi leżała starta kości, która modliła się, aby nikt jej nie zdeptał.
- Aaaj! Co robić? - Kościotrup zastanawiał się mocno. - Wstać i walczyć czy dalej udawać nieżywego... Chwila! Przecież ja już jestem nieżywy, yohohohoho!!! - Zebrał się do kupy i powstał. - Zapraszam do mnie, po skopany zad! - wykrzyczał, a jego głos odbił się echem.
Naokoło panowała cisza, a jedyną ruchomą rzeczą były unoszące się tumany kurzu.
- Już po wszystkim Brook - odparł Sanji siedząc na starcie nieprzytomnych piratów.
- Ha!? Jak to!? Nic nie zostało!? To po co ja się w ogóle skradałem w takim razie!? Bez sensu! - Padł na kolana i zaczął uderzać pięścią w ziemię. - Wszystko... na marne....
Chwila spokoju szybko została przerwana przez jednego z załogantów.
- Ej, kucharzyno! - zawołał Zoro. - Wypuść mnie może, co?
- Sam się wypuść tępaku - odpyskował. - Nie moja wina, że dałeś się złapać.
Zielonowłosy poczerwieniał ze złości na twarzy, a ciśnienie mu wzrosło stanowczo.
- Ożesz tyyyy...! - wymamrotał przez zaciśnięte zęby.
Kucharz wstał i podszedł do leżącego nieopodal Usoppa.
- Wstawaj! - Stuknął go w czoło.
- AŁAAAAAA!!! - zawył snajper, po czym zerwał się na nogi. - Co ty wyprawiasz!? Prawie mi czaszka pękła! - Skakał dookoła trzymając się za głowę i wrzeszcząc.
- Ledwo cię dotknąłem przecież...
Długonosy na zmianę krzyczał to z bólu, to na Sanjiego, kiedy nagle ktoś przerwał jego histeryzowanie.
- Wy...
Wszyscy spojrzeli w miejsce z którego dochodził głos.
- Nie myślcie sobie, że jesteście tacy silni - mówił Servo podnosząc się z ziemi.
Zoro uśmiechnął się szyderczo pod nosem
- O, ty dalej żyjesz?
- Heh, przyznam, że nie doceniłem cię wcześniej, ale teraz to bez znaczenia.
- Taa? A to niby dlaczego? - cwaniaczył szermierz.
- Bo jesteś zamknięty w klatce, a twoi załoganci nie chcą ci pomóc.
Mina mu szybko zrzedła.
- ...Cholera... głupi kucharzyna... - bełkotał pod nosem.
Quinto podniósł swój olbrzymi miecz i chwycił go w obie ręce.
- Kto chętny do walki? - zapytał.
Sanji już miał dać mu odpowiedź, kiedy to Brook wyciągnął z laski swoje ostrze.
- Przez to głupie skradanie nie zrobiłem nic pożytecznego, więc teraz czas na rekompensatę!
Kucharz uśmiechnął się pod nosem i zdecydował się stanąć z boku.
- Proszę bardzo - pozwolił mu działać.
Servo zmierzył wzrokiem załogowego muzyka.
- Mano a mano, co? - Nabrał pewności siebie. - Lepiej dla mnie.
- Nie cieszył bym się tak na twoim miejscu.
- Pff... - prychnął. - Skończ gadać i dawaj!
- Jak sobie życzysz!



Stary mędrzec uważnie przyglądał się Luffiemu i jego towarzyszkom. Był wyraźnie czymś rozczarowany.
- Hmmm... - westchnął. - Jestem Gammal, chodźcie za mną.
- Okej! - odparł Luffy.
- Chwileczkę - wtrąciła się Nami. - Może na początek jakieś małe wyjaśnienie? Co to za miejsce, o co chodzi z tą wieżą i w ogóle co się tu dzieje?
Robin dostrzegła skrzydła wystające zza pleców dziadka, kiedy ten się odwrócił.
- Wygląda na to, że to jedna z niebiańskich wysp - zauważyła. - Te skrzydła... musicie być birkanami, czyż nie?
Starzec był pod wrażeniem.
- Widzę, że wiecie co nieco o Białym Morzu, więc nie ma sensu karmić was wizją raju, prawda? Chodźcie ze mną, a wszystko stanie się jasne.
Załoga zgodziła się i ruszyła razem z nim w kierunku widniejących nieopodal domków.
- To co tutaj widzicie, to nasz ogród, zwany Eden - zaczął opowiadać po drodze. - Jest to zdecydowanie najpiękniejsze miejsce na całej wyspie.
Załoga oglądałem z zachwytem wspaniały, kolorowy krajobraz jaki ich otaczał. Woń zielonej trawy, niebieskich drzew i kolorowych kwiatów komponowała się w iście rajski dla nozdrzy zapach, a kunsztowna fontanna delikatnie spryskiwała ich chłodną wodą, orzeźwiając i wprawiając w lepszy nastrój.
- Jak tu pięknie! - Nami padała z wrażenia. - I ten cudny zapach! Coś wspaniałego, mogłabym tu zamieszkać!
- Aa! - krzykną nagle Luffy, kiedy zauważył, że zbierane przez kobiety niebieskie owoce są dokładnie tymi samymi, które jadł na dole.
Rzucił się do najbliższego drzewa i przy pomocy swoich gumowych rąk począł zbierać plony, od razu wszystko zjadając.
- O, więc to wy aż tym stoicie - Nawigatorka odniosła się do fenomenu spadającego pożywienia w znajdującym się na dole mieście, po czym dodała pod nosem - wiedziałem, że ten raj to ściema...
Kiedy Luffy skończył się upychać, ruszyli dalej, w kierunku wioski. Był to teren ładny, pełen zieleni i kwiatów, lecz już nie tak bardzo w nie obfity, jak ogród. Słomiani idąc wydeptaną ścieżką między kolejnymi domostwami, oglądali rodzinną sielankę jaka miała miejsce w małych ogródkach przy każdym budynku. Co przykuło uwagę Nami i Robin, to fakt, że większość mężczyzn nie posiadała skrzydeł.
- Hej, Robin! - szepnęła nawigatorka. - Czy to nie są czasami ludzie z tego miasta na dole?
- Na to wygląda - odpowiedziała. - W każdym razie, na pewno nie są birkanami... Hmm? - mruknęła pytająco. - Dostrzegła wśród wszystkich dzieci jednego odmieńca, który podobnie jak większość mężczyzn na tej wyspie, cechował się brakiem skrzydeł.
- Tutaj się rozdzielamy - rozproszył jej uwagę starzec.
Stali przed rozdrożem. Jedna ścieżka prowadziła na małe wzniesienie i zwieńczona była małą posiadłością o standardach i rozmiarach nieco wyższych, niż domki, które przed chwilą minęli, a druga wydeptana była wzdłuż owego wzniesienia, na krawędzi wyspy. Przed załogą stał ponury mężczyzna, który gabarytami mógł konkurować z samym Białobrodym. Nosił na sobie tylko luźne, białe spodnie, a stopy i niesamowicie umięśniony tors miał odkryte. Wyraz jego twarzy był typowo zbirowaty i momentalnie wywoływał przerażenie, a kompletnie łysa i wypolerowana głowa bynajmniej nie sprawiała, że wyglądał bardziej przyjaźnie. Spoglądał groźnie na załogę słomianych i swoją mimiką wyraźnie dawał znać, że ich nie lubi.
- Bądźcie grzeczni, a nie będę musiał połamać wam wszystkich kończyn - odezwał się głosem tak niskim, że aż wydawał się nieludzkim.
Rudowłosą obleciał paniczny strach, przez co szybko schowała się za swoim kapitanem.
- To jest... Michał - przedstawił go starzec. - Nie bądź niemiły Michał, to nasi goście, pamiętasz?
- M-Michał? - zdziwiła się Nami, a przerażenie natychmiast się ulotniło. - Na pewno nie Terminator albo Zabijaka albo coś w tym stylu?
- Siema Michał! - przywitał się Luffy i wyciągnął rękę.
Michał jednak nie był zbyt wesoły i nie odwzajemnił gestu.
- W każdym razie - wtrącił się mędrzec - wy, panienki idziecie ze mną tędy, a pan pójdzie z Michałem do posiadłości starszyzny.
- Przepraszam, ale czy mogłabym także udać się tam gdzie Luffy? - zapytała Robin
Dziadek zastanowił się przez chwilę.
- Taaak... - zaczął niepewnie - ale później. Najpierw chodźcie ze mną, a kiedy wszystko z wami omówię, wtedy dam ci wolną rękę, okej?
- W porządku - przystała na propozycję.
Ekipa rozdzieliła się i każdy ruszył w wyznaczonym kierunku.

- Ej, czemu się nie przywitałeś ze mną? - zapytał Luffy w drodze na górę.
- Nie mam takiego obowiązku, nie lubię cię i nie chcę abyś do mnie mówił - odparł sucho. - Jeśli ci życie miłe, to będziesz robił co ci każe i siedział cicho, zrozumiano?
Gumiak posmutniał..
- No dobra, Michał, niech ci będzie...

Z Michałem nie ma żartów!

CDN
bullet Napisane przez Imi dnia 12 grudzień 2013 · Kategoria: Fanfiki ·
· 0 komentarzy · 1193 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,941,933 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony