REJESTRACJA
980

979 rozdział

978PL!

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Rozdział 980
Autor: Kaioken dnia 26/05/20 23:11
Rozdział 979
Autor: Kaioken dnia 26/05/20 23:10
Spamiliada 12
Autor: Eikichi dnia 26/05/20 20:15
CC 10 - temat wstępny przed gaz..
Autor: fuszioms dnia 22/05/20 22:09
Story Cubes (komentarze)
Autor: Komimasa dnia 22/05/20 22:04
Pochwal się co ostatnio czytał..
Autor: Ena dnia 20/05/20 19:15
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
AnimeCon_baner
Odcinek 3

~Big Top zdobyty! ~ Potęga oddziału Sorairo!~


Cała banda posuwała się wzdłuż szlaku wyznaczonego przez tubylca. Dziwny typ przyprawiał o dreszcze całą załogę, no może oprócz Alvidy i Cabaji’ego, których wprowadzał w stan lekkiego zniesmaczenia. Rybi człowiek prowadził ich w głąb lądu na jak to określił spotkanie z prawdziwym władcą tej wyspy. Przez całą drogę opisywał jaki to jego pan Nemuri jest silny i pomści jego obrazę. Nie wspomniałem iż sytuacja dla Midori’ego była lekko krępująca, a to za sprawą grubych sznurów oplatających go wzdłuż tułowia. I nie był to element jego ubioru.
- Z całym szacunkiem kapitanie po co my w ogóle idziemy do jego szefa?
Spytał Cabaji. Buggy się uśmiechnął.
- Stwierdzam, że jak na drugiego oficera mojej załogi jesteś wystarczająco tępy, aby zrozumieć, że najwięcej skarbów można znaleźć przy największych szychach na danym terytorium. Z tego co można wywnioskować po zachowaniu tego zielonego frajera, ten cały Nemuri to jakiś tutejszy kozak. Zapewne wszystko należy do niego. Znajdziemy go i skopiemy mu dupę, zabierzemy wszystko i odpłyniemy jak porządni piraci.
Cabaji przystanął na chwilę z wyraźnym zakłopotaniem na twarzy. Obeszło go dziwne uczucie, które drążyło go od środka kładąc nacisk na żołądek. Czuł to już kiedyś i to nie raz. To nie było przyjemne uczucie.
Alvida zbliżyła się do kapitana.
- A co będzie jeśli ten cały Nemuri okaże się za silny dla ciebie?
- Ty się o to złotko martwić nie powinnaś prawda?
Alvida uśmiechnęła się. Miała sceptyczne podejście do decyzji clowna. Zwolniła kroku, aby więcej uwagi zwrócić na otoczenie. Wyspa ze względu na tropikalną faunę i florę musiała być letnią wyspą. Piękne palmy, które okalały plażę strzegąc pierścieniem od środkowej części wyspy powoli ustąpiły bambusowej roślinności i nisko zwisającym bluszczom. Często mijali dziwaczne kwiaty wielkości ludzi o przeróżnych barwach i kształtach. Od czasu do czasu spotykali również rośliny podobne do przerośniętych ananasów mogących spokojnie udawać mniejsze baobaby. Teren za to powoli zaczynał się wznosić, a podłoże robić coraz suchsze i bardziej jałowe. Zbliżali się do serca wyspy, wielkiego wulkanu jaki Żelazna Maczuga zauważyła tuż po ich przybyciu. Zmienili również kierunek.
- Daleko jeszcze?
Spytał się Buggy jeńca.
- Nyye jeszczyye kawaleeeyek.
Buggy minął świeżo powstałą kałuże. Tracił cierpliwość, a co za tym idzie zaczynał się irytować.
W końcu wyłonił się mały hawajski domek. Siedział przy nim chłopiec w wieku 15 może 16 lat i naprawiał werandę. Nosił starte dżinsy, bluzkę w szkocką kratę wciśniętą za spodnie z wywiniętym kołnierzykiem. Na lewym oku nosił monokl z czerwonego szkła w jeszcze bardziej czerwonej obramówce. Podobnie jak Midori nie nosił butów. Twarz była nadzwyczaj urodziwa. Włosy gęste, kasztanowe zaczesane za uszy.
Chłopak podniósł się z ziemi na widok nowo przybyłych. Schował młotek do skrzyni po czym wsunął ją pod werandę. Wytarł dłonie o ścierkę powieszoną na poręczy, po czym pomachał Midori’emu.
- Co tak długo?
Spytał rozweselony chłopiec patrząc na skrępowanego towarzysza.
- Miayyłem lekkoy ograniczonyą syywobodyyę ruchów.
- Rozumiem. - Chłopak uśmiechnął się jeszcze bardziej. - Przepraszam czy moglibyście uwolnić mojego przyjaciela?
Buggy i reszta załogi stali lekko zdezorientowani. Czyżby ten mały szczyl miał by być Panem Nemuri?
- Kim ty jesteś w ogóle?
Spytała Alvida. Chłopiec pochylił się w ukłonie po czym podniósł wzrok i poprawił monokl.
- Witaj piękna pani, jestem Okosa sługa pana Nemuri.
- A gdzie twój zakichany pan jest teraz?
- Prosił abym was ugościł i pomógł odpocząć. Powinien wrócić przed wieczorem.
Cabaji czuł jak ta wewnętrzna wiertarka zwiększa obroty. Czemu czuł się tak niedobrze?
Koniec końców Buggy zezwolił na uwolnienie więźnia i na przerwę do czasu powrotu władcy tej wyspy. Okosa przyniósł dwie beczki eleganckiego rumu i butelkę starego wina dla Alvidy. Po nie więcej niż trzech godzinach picia wszyscy leżeli już nieprzytomni.

***
- Kim wy do cholery jesteście?!
Trzy jajkowate postacie stały naprzeciw Mohji'ego i Rysia. Ci dziwaczni ludzie zaatakowali ich od tyłu. Nosili żółte rękawiczki, tej samej barwy płetwy. Końce kombinezonu mieli zaciągnięte na głowę. Jedynie ich twarze były wolne od niebieskiego lateksu. Na oczy zaciągane mieli gogle do nurkowania, z niebieskimi szkiełkami. Wodny oddział desantowy Sorairo stał w pełnej gotowości do przejęcia pirackiego statku. Rozpoczęli natarcie bez słowa. Mohji mógł tylko obserwować ich ruchy. Albo przynajmniej się starał. Jeden z trójki ruszył prawą stroną i pomknął ku lwu z ogromną prędkością. Ryś przyjął bokserską gardę, nie mógł jednak przewidzieć jednego. Napastnik rzucił się przed siebie, i w locie zaczął obracać się wokół własnej osi, przypominając ogromny, niebieski pocisk. Trafił Rysia w brzuch. Lew z ogromną siłą poleciał w kierunku namiotu rozstawionego pośrodku statku. Mohji niestety miał inne zmartwienia niż los kompana. Dwóch pozostałych członków zaatakowało go jeden od prawej, drugi od lewej strony. Byli równie szybcy, aczkolwiek najmniej przypominali kształtem ludzi. Jeden był niezwykle masywny, drugi odwrotnie, niezwykle rozciągnięty. Mohji nawet nie zdążył się obronić. Dwa ciosy spadły na niego jak grad jeden za drugim. Najpierw jedna z płetw z ogromnym plasknięciem trafiła tresera w twarz tylko po to, aby drugi cios skierowany w tył głowy, wbił twarz pierwszego oficera w pokład. Posypały się drzazgi. Nurkowie jednocześnie odskoczyli w tył i wszyscy trzej stali z powrotem w tym samym miejscu, z którego rozpoczęli natarcie.
- Pfuu!-Mohji splunął krwią podnosząc spuchniętą twarz. - Czy wy wiecie kho ja estem?
Nurkowie się nie odzywali. Uśmiechali się tylko idiotycznie. Tak, nawet bardzo idiotycznie jak na gust pierwszego oficera.
- Raraghhhhh!!!
Z wrzaskiem wyrażającym chęć krwawej zemsty, z resztek namiotu wyłonił się Ryś. Na czole pulsowała mu żyłka, a oczy zaczynały nabiegać krwią.
- Tak Rysiu, tak być nie może! Jesteśmy załogą kapitana Buggy'ego...- Mohji odpiął bat zza pasa i zaczął powoli rozwijać-... Największego postrachu East Blue. Nikt nam nie może się równać prawda Rysiu?!
- Rargh!
Mohji skoczył z gracją do tyłu, wykonał pełne salto i zgrabnie wylądował na grzbiecie swojego pupilka. Sorairo uśmiechnęli się, po czym ruszyli. Zaczęli odbijać się jak kauczukowe piłki. Ich kierunki zaczęły się przecinać, aż w końcu przypominali już setki plam rozmazanych na tle pokładu. Mohji i Ryś byli jednak razem, musieli walczyć jako jedność. To brzmiało dziwnie, sam Buggy doszedł kiedyś do takiego wniosku przyglądając się ich treningowi. Powiedział im wtedy, że kto jak kto, ale oni nigdy nie dadzą rady podołać temu wyzwaniu. Dlatego Mohji i jego lew pragnęli teraz wypaść jak najlepiej. Skupili się na obserwacji. Czekali na właściwy moment. Zareagowali jednocześnie. Ryś potężnym zamachem prawej łapy sprzątnął z powierzchni pokładu napastnika z lewej. Pierwszy oficer w tym samym czasie trzasnął batem prosto w twarz temu podłużnemu, który zaatakował z prawej. Ten poturlał się po pokładzie. Został jeszcze jeden. Wyłonił się po chwili z góry, znów zaczął się obracać i pikować na dwójkę piratów Buggy'ego. Mohji dostał. Razem z napastnikiem zwalił się z wielkiego kota niczym makieta i rozbił o skrzynie stojące obok masztu. Nurek odwrócił się. Było jednak za późno. Lew juz był za nim. Potężną łapą wbił twarz przywódcy Sorairo w maszt. Ten opsnął się na podłogę.
- Pfięknie. - wymamrotał Mohji, któremu twarz zaczynała puchnąć i żądać zwrotu przedniego uzębienia.
- Pfokazliśmyy kho tu sządzi.
Usłyszeli odgłos mokrych płetw człapiących po deskach pokładu. Wrócił jeden z Sorairo, ten którego Ryś posłał za deski. Również podłużny wstał pocierając rozcięty policzek. Natomiast ich przywódcy już nie było przy maszcie. Spadł jak grom z nieba, tuż za plecami kota. Jednym kopnięciem, wysłał go w kierunku podłużnego. Ryś przeleciał kawałek po czym napotkał kolejną nogę, tym razem wybiła go pionowo do góry. Lew był lekko przymroczony, zdążył jednak zauważyć nim zemdlał iż jakiś cień wyprzedził go w locie, splótł obydwie ręce za głową w pięści i z impetem uderzył Rysia w twarz. Zastanawiał się czy drogo będzie go kosztowała kolejna wizyta u weterynarza. Nienawidził chodzić do weterynarza.
Mohji ze łzami w oczach patrzył jak jego podopieczny ląduje z wielkim pluskiem w morzu. Z krzykiem rzucił się na przywódcę nurków. Ten był jednak zbyt szybki, odsunął się w tył i wbił kolanko treserowi w brzuch. Temu zabrakło tchu. Upadł na kolana i kurczowo chwycił się za żołądek. Z ust zaczęła kapać krew. Oficer miał jednak dość przytomności, aby zamachnąć się batem. Przedmiot owinął się w okół nogi napastnika. Mohji z całych sił cisnął nim o pokład. Przebił się do luku towarowego. Niestety dwaj pozostali rzucili się na oficera. Jednocześnie kopnęli nieszczęśnika w twarz. Poczuł się jakby zaciśnięto mu głowę w imadle, po chwili padł zakrwawiony na deski.
Z dziury już zaczął się wygramalać dowódca. Spojrzał na zmaltretowanego Mohji'ego po czym powiedział:
- Przejmujemy ten statek w imieniu Pana Nemuri'ego, władcy wyspy Nemuri.
Kopnął pierwszego oficera z taką siłą, że jego ciało wyleciało za burtę. Tymczasem najniższy i najtęższy z nurków wyciągnął małe Den Den Mushi i podał przywódcy.
- Panie Nemuri, melduję iż oddział Sorairo wykonał zadanie!

***

Okasa stał przed werandą wyraźnie czegoś oczekując. Midori podszedł do niego lecz chłopiec uprzedził jego pytanie.
- Nie martw się środek nasenny powinien jeszcze trochę podziałać. Pośpią z co najmniej dwie godziny.
Midori spojrzał na związanych piratów, którzy przywiązani do dużego drzewa spali jak dzieci. Wszedł z powrotem do kuchni. Nie lubił patrzeć gdy chłopiec robił to co zwykle. Okasa wyciągnął przed siebie dłonie. Z koniuszków palców zaczął wylatywać srebrny pył. Unosił się w powietrzu tworząc coś na wzór drogi. Powoli zaczął wlatywać piratom przez uszy i nos do środka ich organizmu. Midori spojrzał przez ramię, wzdrygnął się po czym rzekł.
- Panie, czy to musisz robić ze wszystkimi piratami?
Okasa nie odpowiedział od razu. Tymczasem pył zaczął wracać, zmieniła mu się jednak barwa, ze srebrnej kruczo-czarną. Wchłonął ją w siebie, po czym odwrócił się i spojrzał słudze w oczy. Midori nie lubił tego spojrzenia.
- Masz coś przeciwko?
Akcent się zmienił. Monokl zabłysnął na czerwono od odbijającego się światła. Okasa Nemuri miał już wszystko czego chciał od tych piratów. Sorairo zdobyli statek, a on posiadł strach wrogów. Teraz mógł ich użyć jako niewolników w swej kopalni.
- A więc to ty jesteś Nemuri? Nie ładnie dzieciaczku.
Głos należał do kobiety. Do Alvidy. Ta stała oparta o werandę.
-Jak się... coku ? To przecież... ku.
Nemuri nie wierzył, przecież związał tę kobietę razem z resztą.
- Nie dziw się kotku - powiedziała po chwili - Zjadłam Gładki Owoc.
I puściła do niego oko.
bullet Napisane przez Imi dnia 22 grudzień 2013 · Kategoria: Fanfiki ·
· 0 komentarzy · 990 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
GROMnh
24/05/2020 23:49:17
@ruri: Szkoda Sad Mam nadzieję, że szybciej powrócą, bo przez 2 miesiące czytać raz na 2 tygodnie to jest słabo...

ruri
24/05/2020 14:10:09
@GROMnh: Koronawirus spowodował to, że przy autorze jest mniej asystentów i wszystko idzie wolniej.

Laquer
24/05/2020 13:58:08
Wow, chyba muszę częściej się socjalizować, bo widzę, że daleko w tyle za cywilizacją zostałem.

Laquer
24/05/2020 13:57:47
Tia, nieważne. Bo wiesz, wszystko spoko, nie, ale i tak wy***ane, bo będę robić po swojemu, czy się to komu podoba czy nie xD Swoją drogą, groźby karalne jako merytoryczna krytyka...

Imi
24/05/2020 13:34:57
W sumie przez te Wasze komentarze zapomniałam o najważniejszym. Nikomu innemu to nie przeszkadza najwidoczniej więc nieważne.

Imi
24/05/2020 12:08:55
Najwidoczniej każda krytyka teraz, nawet merytoryczna, to dla niektórych tylko roszczeniowość i jakieś budowanie ego. Wielce sobie ego zbuduję na tym.

Imi
24/05/2020 12:07:57
Co do jakości, ja nie twierdzę że robicie byle co, tylko naprawdę akurat takich błędów łatwo jest uniknąć. Nie wytykam okazjonalnych wpadek edytorskich, bo wiem ile to jest pracy.

Imi
24/05/2020 12:07:06
Ruri, co ma ego do tego? Czytam sobie rozdział i klimat idzie się kopać przez takie kretyńskie wstawki.

GROMnh
24/05/2020 01:40:47
Mam pytanie - czemu przez cały czerwiec i lipiec będą wydawane rozdziały raz na 2 tygodnie?

Laquer
22/05/2020 16:01:16
A ja tam lubię te wstawki. Uważam, że są fajne. I będę je dodawał kiedy tylko edytor zezwoli.

Ena
22/05/2020 12:16:38
:sakazuki:

ruri
22/05/2020 12:05:23
slowa wpadka, bo chyba wyfrunelo z glowy. Kilka osob na pewno sie usmiechnelo na widok tej wstawki, wiekszosc olala, a pewne OKAZY szukaja mozliwosci wybicia swojego ego na pierdolach

ruri
22/05/2020 12:03:47
No tak, bo 90% czytelników, to profesjonaliści, którzy zawodowo zjamują się czytaniem mang i wcale nie mają w dupie większości błędów pomyłek itd. Zresztą... Przeczytaj sobie znaczenie

okiren
22/05/2020 11:51:46
Sugerowanie, że nie ma jakości przez to xD idę stąd, bo szkoda strzępić ryja

Imi
22/05/2020 07:56:13
Ale hej, przecież już nie chodzi o to, by była jakość, tylko dobrze że ktoś robi cokolwiek. To nie jest pomylony tekst w dymku wynikający z nakładu pracy, tylko nieporozumienie.

Imi
22/05/2020 07:55:30
Okiren, niby racja, ale tylko z perspektywy laika. Ponadtko korektor to ktoś, kogo zadaniem jest nie dopuścić to wpadek w rozdziałach. A on je tworzy...

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2020 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
8,582,192 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony