REJESTRACJA
955 PL

954 PL

953 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Steam
Autor: Ponury dnia 18/10/19 22:11
Rozdział 959
Autor: Wielki160 dnia 18/10/19 18:08
Story Cubes 11: Szklana Pogoda -..
Autor: Szczery dnia 17/10/19 23:10
Breaking Bad
Autor: Devzan dnia 16/10/19 21:36
Spamiliada 12
Autor: Chisu dnia 16/10/19 21:25
Ostatnio widziane
Autor: Komimasa dnia 16/10/19 20:47
AnimeCon_baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
27. Dzień dwudziesty, wczesne popołudnie. Chłopak, który zawsze trafiał w cel. Ostatnia szansa. Powrót Santouryu.


Siedziba Corteza była naprawdę przedziwnym miejscem. Nami, Usopp i Chopper już od dłuższej chwili wspinali się po schodach i mogli by przysiąc, że budynek ten nie jest aż takiej wysokości, by stopnie mogły gdziekolwiek prowadzić. Odgłosy walki z dołu niemal zupełnie już zniknęły w przejmującej ciszy przerywanej jedynie ich ciężkimi oddechami i niemiarowymi krokami. W klatce schodowej panował półmrok i nic nie wskazywało na to, by miało się rozjaśnić. Nie było nawet jak spojrzeć w górę.
- Nie wydaje wam to się dziwne? - zapytał Usopp, gdy wyczerpani dotarli w końcu na kolejne "półpiętro". - przecież po takiej ilości przebytych schodów powinniśmy się znajdować już powyżej tej siedziby. I to dużo powyżej.
- Masz jakieś logiczne na to wyjaśnienie? - rzuciła za siebie Nami wściekła na to, że podczas gdy inni walczą z potężnymi przeciwnikami, ją pokonują zwykłe schody.
- Nie mam... - mruknął snajper zakładając ręce na piersi.
- Może się cofnąć i poszukać innej drogi? - podsunął Chopper odwracając się w dół schodów.
- Przecież Zoro tam walczy... - zaczęła Nami, ale lekarz powoli i ostrożnie ruszył w dół.
- Chopper zaczekaj... - Usopp podążył za przyjacielem wyciągając na wszelki wypadek procę.
- Tu są drzwi!! - krzyknął nagle renifer.
Nami odwróciła się gwałtownie i zeskoczyła na półpiętro z którego przed chwilą przyszli. Natychmiast doznała szoku. Dosłownie dziesięć stopni pod nią stali Usopp i Chopper przed sporymi drzwiami. Drzwiami, którymi jeszcze niedawno tu weszli.
- Jak to możliwe? - długonosego w jednej chwili oblał zimny pot.
Nawigator także nie podobała się sytuacja. Jeszcze nie była w miejscu, które aż tak by się zmieniało. Przebyli już mnóstwo schodów i po prostu nie było możliwości by drzwi były aż tutaj.
- Czyżby jakaś... iluzja? - odezwał się nieśmiało Chopper.
- Tak. Na pewno zaraz wyjdzie straszliwy demon i was pożre. - odparła niedbale Nami i uśmiechnęła się.
Reakcja jej przyjaciół była dokładnie taka jaką sobie wyobraziła. Jakże łatwo było ich przestraszyć. Chopper skoczył Usoppowi na szyję, obaj zbledli i wrzasnęli ze strachu. Widząc ten żałosny widok dziewczyna stwierdziła jednak, że przesadziła.
- Nie no chłopaki, żartowałam.
- Na...na.nnnami....
- Co, mówię że żartowałam.
- Odddd...wrrróć... się...
Zbladła. Powolutku odwróciła głowę i ujrzała przerażającego, monstrualnie ogromnego demona. Całe ciało pokryte miał liszajami, ulatywała z niego para, szkarłatne oczy przewiercały ją na wylot.
- RATUNKUUU!!!!!!!!!!!! - cała trójka miała gdzieś czy wpakują się w sam środek walki Zoro, czy wpadną pod ostrze miecza Ozumy. Musieli uciekać. Otworzyli drzwi, a demon ruszył za nimi.
Pierwsze co ich niesamowicie zdziwiło to to, że nie wybiegli do sali, gdzie walczył Zoro. Znajdowali się w szerokim korytarzu o kamiennych ścianach. Było ciemnawo, pochodni brakło, źródła światła określić się nie dało, ale w tym momencie nie miało to żadnego znaczenia. Za to znaczenie miał demon, który z okrutnym rykiem biegł za nimi niszcząc ściany i ryjąc rogami w suficie.
- ZA CO!!!! - wrzeszczał Usopp ewidentnie wyprzedzający resztę.
- CO TO MA BYĆ!!!! - płakał Chopper trzymając się kurczowo paska Nami.
- PUSZCZAJ MNIE DUPKU! - dziewczyna była wściekła, że ciężar renifera nieco ją spowalnia.
Demon był coraz bliżej.
Nie wiedzieli ile biegli, bo instynkt, którym kieruje się człowiek w obliczu zagrożenia wyłączył im liczenie odległości czy czasu. Oczy mieli załzawione z przerażenia, więc niewiele widzieli i gdy w końcu wpadli do ogromnej kamiennej sali nawet tego nie zauważyli. Przynajmniej w pierwszej chwili, bowiem chwilę potem Usopp potknął się i przewrócił.
- O NIEEE!!! - wrzasnął Chopper widząc jak demon pochyla się nad jego przyjacielem.
- ODWAL SIĘ! - ryknął Usopp wyciągając procę i celując w szkarłatne demonie oko - Kaen Boshi!!!
Trafił. Demon nawet nie złapał się za oko, zupełnie jakby nie odczuł bólu. Po prostu wyprostował się i eksplodował zamieniając się w kolorowe konfetti. Tego to już zupełnie nie można było się spodziewać. Nami wręcz usiadła na ziemi, skonsternowana jak nigdy. Usopp nie bardzo wierzył w to co się stało. Proca wypadła mu z ręki i wyłożył się na plecach dysząc ciężko.
Dokładnie w tym momencie usłyszeli dwa rozbawione kobiece głosy.
- Piękna robota Reiko-sama.
- Dzięki, ale teraz twoja kolej. Wykończ ich.
- Z dziką rozkoszą.


Sanji lubił palić w podbramkowych sytuacjach. Ten niewielki stres, który się wtedy pojawiał znikał natychmiast po zaciągnięciu się dymem. Tym razem też tak uczynił, zwłaszcza, że takie działania wytrącały przeciwnika z równowagi.
- Co, ostatni szlug przed śmiercią? - zapytał Sigma uśmiechając się złowieszczo. - Wiesz, że nie masz szans?
Faktycznie nie wyglądało na to, żeby kucharz miał jeszcze jakiekolwiek szanse. Czoło miał rozcięte od potężnego uderzenia w ścianę, krew spływała mu po nosie i kapała na ziemię. Wargę miał roztrzaskaną niemalże w drobny mak, wiedział, że niektóre żebra także są złamane, nie wspominając już o licznych zadrapaniach na twarzy i nadwerężonym barku. Jednakże uśmiechał się. Sigma także był poturbowany. A teraz będzie jeszcze bardziej.
- Miewasz czasem taki okres, kiedy czujesz, że alkohol już cię pokonał, nie? - rzekł Sanji ze stoickim spokojem.
- Oczywiście - odparł El Nino podłapując grę. - wtedy padam bez ruchu.
- Ja nie. Ja zapalę, zwymiotuję - to mówiąc splunął potężną masą krwi i śliny - a potem bawię się dalej.
Brew Sigmy zadrżała.
- No cóż, to dopiero się okaże.
Sanji miał sekundę żeby zareagować. Stopa Sigmy stuknęła w ziemię. Kucharz wytężył wzrok. El Nino zniknął. Szansa była tylko jedna. Gdzie mógł się pojawić ten totalny świr? W ciągu ułamka sekundy Czarnonogi wyskoczył wysoko w górę. Wiedział, że ryzykuje, ale tylko w ten sposób miał szansę by zaatakować. I rzeczywiście. Człowiek Corteza pojawił się i natychmiast uderzył w miejsce, gdzie Sanji znajdował się jeszcze przed sekundą.
- MAM CIĘ! - krzyknął tryumfalnie kucharz. A potem zaatakował!

- Concasser!!!!!!

Sigma nie miał żadnych szans na unik. Potężny kopniak Sanji'ego wylądował na czubku jego głowy niemalże wgniatając go w ziemię. Jego ciało odbiło się od paneli i przekoziołkowało kilka metrów dalej, pod ścianę. Cios niemalże pozbawił go przytomności, krew trysnęła z jego ust.
- I jak? - mruknął Sanji zaciągając się petem.
- Jasna cholera... - warknął El Nino podnosząc się z ziemi na chwiejących się nogach. - tego się nie spodziewałem.
- Wiem - odparł kucharz z uśmiechem - tego co zrobię teraz też się nie spodziewasz.
Zakręcił się wokół własnej osi. Tak szybko jak tylko potrafił.
- Nie wiem co planujesz, ale i tak na to ci nie pozwolę!! - ryknął Sigma i znów zniknął.
Teraz liczył się tylko czas. Sanji poczuł znajome ciepło, które powoli zaczęło ogarniać jego prawą nogę. Nie mógł już czekać. Nie przestając się obracać wyskoczył w górę prostując płonącą już kończynę. Gdzie jego przeciwnik się pojawił stwierdzić nie mógł. Wiedział tylko, że trafił i gdy już stanął na obu nogach Sigma leżał pod ścianą z sinym śladem na klatce piersiowej. Koszulę miał w tym miejscu przepaloną.
Pirat uśmiechnął się. Teraz dopiero zaczynała się zabawa.
- To moja ostatnia szansa. - rzekł wyrzucając spopielonego już papierosa - Diable Jamble.
- MAM TO GDZIEŚ!!! - ryknął El Nino wstając. Nie zdążył nawet tupnąć nogą.
- Diable Jamble.... Parage shoot!!!! - Sanji już był przy nim. Potężnym kopniakiem posłał go w stronę przeciwległej ściany. Ale to nie wystarczyło.
- Diable Jamble... Colier shoot! Tendron!! Gigot!!! Cotolette!!!
Wszystkie ataki trafiały niemalże idealnie. Człowiek Corteza nie miał nawet sekundy na reakcję. Kopnięcia paliły jego ciało, sprawiały, że kości niemalże pękały, wybijały zęby , odrzucały. W życiu nie spotkał się z takim atakiem. Nawet jego nadzwyczajna wytrzymałość mogła tu nie wystarczyć.
- Diable Jamble... FLAMBAGE SHOOT!!!! - ryknął Sanji trafiając go potężnym kopnięciem w twarz.
Sigma padł na ziemię dławiąc się własną krwią. Ten atak był zbyt potężny, nawet jak na niego. Jęknął przeraźliwie, kiedy kucharz spokojnie stanął na przeciwko niego.
- To koniec, gnoju. - warknął. Czuł wypełniającą go euforię. Za chwilę zabije człowieka, którego nienawidził najbardziej na świecie.
El Nino podparł się na rękach. Uśmiechnął się szyderczo.
- Nie... nie sądzę. - tyle tylko dał radę powiedzieć. A potem tupnął nogą.
W pierwszej chwili Sanji nie zauważył, że ogień z jego nogi zniknął. Tylko, że sekundę później rozpętało się piekło. Schwycił się za klatkę piersiową czując przeogromny, po prostu przeogromny ból. Wrzasnął głośno padając na kolana.
- Nie zauważyłeś jednej ważnej rzeczy, kretynie. - rzucił Sigma podchodząc do niego. - mogę teleportować wszystko. W każde miejsce na pewnym terenie. W tym wypadku na terenie tej sali.
Sanji nie odpowiedział. Krzyczał głośno, nie mógł oddychać, wstrząsały nim drgawki, a resztki świadomości jaka mu pozostała, podpowiadała mu, że przedśmiertelne.
- Mogę teleportować nawet ten płomień, nawet to gorąco z twojej nogi. Na przykład do twojego ciała. - Sigma uśmiechnął się okrutnie i wymierzył potężne kopnięcie w twarz Sanji'ego. Kucharz upadł na plecy dławiąc się i krztusząc. - ale nie tylko o tym mówię.
Człowiek Corteza ruszył w stronę baru. Podniósł butelkę Whisky i stłukł ją o kant szynkwasu. Sanji do końca nie wiedział co się dzieje, przed oczami miał ciemność. Myślał, że jeżeli tak wygląda piekło, to nigdy już nie zgrzeszy. Ale zdawał sobie też sprawę, że to koniec. Nie zauważył nawet, że El Nino wybiera dwa spore kawałki szkła i sprawia, że znikają. Sekundę potem poczuł rozrywający ból w udach.
- Wszystko mogę przenieść w głąb twojego ciała. Już mnie nie kopniesz. Nawet chodzić nie będziesz mógł! - Sigma śmiał się teraz w głos.
Myśli Sanji'ego pobiegły w stronę Nami. To jej obraz będzie miał przed oczyma zanim skończy się jego życie. I kiedy już się poddawał... ból się skończył. Kucharz położył się wygodnie na plecach krztusząc się ciężko. Pierwszy raz w życiu cieszył się z tego, że nie dopracował techniki. Diable Jamble trwało najwyżej kilka chwil. Potem gasło. Tak samo jak zgasł teraz jego ból.
- Już po tobie? - warknął Sigma.
- Dlaczego... dlaczego, nie przeniosłeś tego w głąb moich płuc... - jęknął Sanji kaszląc. Łzy leciały mu z oczu, a z całego ciała ulatywał dym.
- Widzisz, mój owoc ma pewne ograniczenia. Nie potrafię aż tak dokładnie tego wymierzyć. Dlatego szkło w twoich nogach znajduje się najpewniej w mięśniach, a nie na przykład w rzepkach.
Sanji aż wzdrygnął się na myśl o tym jak straszliwy byłby ból roztrzaskanych kolan.
- Ale jedno jest pewne - kontynuował Sigma - nie masz już jak się ruszać. I nie prędko będziesz miał jak. Dlatego cię nie zabiję.
Pirat spojrzał na niego z zaskoczeniem. Rzeczywiście El Nino nie zbliżał się w jego stronę. Kuśtykał powoli w stronę wyjścia z baru.
- Po prostu znajdę tę twoją dupę i twoich koleżków, urżnę im łby, a potem pokażę ci je, nim wyrwę ci serce.
- NIE PRÓBUJ!! - ryknął kucharz, ale Sigma już się odwrócił i machnął niedbale ręką.

Sanji nie chciał nigdy do tego dopuścić. Jednakże tym razem nie było innego wyjścia. Po prostu nie było.

El Nino dotknął klamki. Uśmiechnął się do siebie. Przeciwnik nie ma jak zaatakować, zanim umrze straci wszystko. Cieszyło go to i radowało. Coś jednak było nie tak.
Poczuł dotyk na ramieniu.
Odwrócił się.
Zamarł w przerażeniu.

- A MAAAASZ!!! - pięść pirata z monstrualną siłą uderzyła go w szczękę wytrącając ją z zawiasów.
Sigma przeleciał przez drzwi roztrzaskując je na kawałki, odbił się od ziemi i z przeogromnym impetem wyrżnął w ścianę, że pękła niemalże na pół. Spojrzał z przerażeniem na Sanji'ego, który stał z wyprostowaną pięścią, po której skapywała krew. Spróbował się ruszyć, ale nie mógł. Cios był po prostu zbyt mocny. On, Sigma, nie mógł się ruszyć.
- Dlaczego... przecież, ty nie używasz rąk!!! - krzyknął wściekły patrząc jak pirat powoli kuśtyka w jego kierunku.
- Nie używam rąk... to prawda... wiesz dlaczego? - mruknął Czarnonogi zbliżając się coraz bardziej. - Dla kucharza najważniejsze są jego ręce, więc nie może nimi walczyć. Musi o nie dbać.
- Więc czemu?! Jesteś kucharzem tak?! - Sigma spróbował podeprzeć się rękoma, ale kucharz stał już nad nim.
- Ale jestem też piratem. A dla pirata... - Sanji wzniósł pięść.
- Zaczekaj...!
- Najważniejsi są...
- NIE RÓB TEGO!!!!



- JEGO NAKAMAAAA !!!!!!!!



Niesamowicie potężny cios sprawił, że nos Sigmy znalazł się w środku jego czaszki. Sanji prawie natychmiast padł na kolana, zaś bezładne ciało jego przeciwnika przebiło się przez ścianę i wyleciało na zewnątrz. Chwilę potem kucharz podczołgał się do dziury, z której teraz wpadała do pomieszczenia przyjemna wyspiarska bryza. Spojrzał w dół i ujrzał zmasakrowane, dziwnie powyginane, zakrwawione ciało El Nino spoczywające na ostrych kamieniach otaczających siedzibę Corteza. Uśmiechnął się do siebie.
- Strzemiennego... Dzisiaj kończysz na wytrzeźwiałce... - wyszeptał i stracił przytomność.


Marisa usłyszała dziwny huk piętro niżej. Nie wiedziała wtedy, że właśnie w tym momencie Sigma przebija się przez ścianę, zaś Sanji zwycięża ten ciężki pojedynek.
Zresztą nie zajmowało jej to zbytnio. Ledwo szła, przewiązała sobie wprawdzie ranę i opatrzyła się tak jak tylko mogła, ale wiedziała, że to nie wystarczy na dłuższą metę.
- Gdzie oni są... - mruknęła do siebie - Gdzie oni do jasnej cholery są?!


Usopp od razu poznał jeden z tych głosów. Co prawda nikt z nich nie wiedział gdzie się znajdują i jakim prawem w siedzibie Corteza znajduje się ogromna kamienna sala, ale przynajmniej jedną z kobiet, które właśnie z nich szydziły Usopp już widział. Ba, nawet ją pokonał.
- Kichiru... - szepnął cicho patrząc na postaci, które się pojawiły. Reszta też natychmiast spojrzała w tamtą stronę.
Istotnie stała tam kobieta odziana w turkusową yukatę, a obok niej jeszcze jedna, nosząca się na czerwono. Obie czarnowłose, obie przepiękne. Większym niż one zagrożeniem wydawał się spory biały tygrys grzecznie spoczywający u stóp kobiety w czerwieni.
- No proszę, Reiko-san... - powiedziała Kichiru uśmiechając się. - To ten długonosy ma takiego właśnie cela. To o nim ci opowiadałam.
- Nie wygląda na zbyt silnego, ale mimo to, przejrzał moją iluzję demona... - odparła Reiko.
- To była iluzja? - zapytał Usopp drapiąc się po głowie. Kobiety straciły na chwilę grunt pod nogami, ale dzielnie wytrzymały jego słowa.
- Pomyliłam się, to jakiś totalny imbecyl... - warknęła Kichiru. - pozwól mi się nim zająć.
Reiko uśmiechnęła się lekko klepiąc swojego Tygrysa po karku.
- Czyli my z Leonem mamy zająć się tą dziewczynką i jeleniem?
- JESTEM RENIFEREM!!! - ryknął Chopper.
Nami gorączkowo się rozglądała. Sytuacja wyglądała dość poważnie, nie wyglądało na to, by tym razem mogli się wycofać. Przez chwilę pomyślała o Sanjim, po czym podjęła decyzję. Musiała walczyć.
- Usopp, Chopper, musimy się dostać do gabinetu Corteza! Szykujcie się do walki!!! - wyciągnęła Clima Tact gotowa na wszystko.
- Ah... gabinet Corteza-sama? - Reiko zaśmiała się przysłaniając usta dłonią - Jest za tymi drzwiami - to mówiąc wskazała na stare drewniane drzwi. Tylko, żeby tam dotrzeć... Musicie nas pokonać.
Odpowiedź nadeszła z mało spodziewanego miejsca.
- To się da zrobić!!! - krzyknęła tubalnym głosem postać, która właśnie wyłoniła się spomiędzy skał.
Kichiru i Reiko nie należały do kobiet, które łatwo się załamywały. Nami i Chopper, juz przyzwyczajeni do dziwacznych i idiotycznych rzeczy także. Tym razem jednak pewna granica została przekroczona i w sali zapadła niezręczna cisza. Nawet tygrys złapał doła. A wszystko z jednego, jedynego powodu.
W miejscu, w którym przed chwilą leżał długonosy pirat stał wyprostowany i gotowy na wszystko Sogeking. A do tego śmiał się w głos.
- Hahaha, dobrze, że byłem w pobliżu! Kolega Usopp w porę mnie powiadomił! Zdążyłem przybyć wam na ratunek!!!!
- Zabij go. - mruknęła Reiko to swojego tygrysa.
Sogeking wyglądałby naprawdę imponująco, gdyby nie to, że jego nogi trząsły się jak osika. W takiej sytuacji jak ta, nawet on jednak był w stanie przekroczyć pewną barierę.
- Kayaku Boshi!! - wrzasnął. Pocisk w jednej sekundzie roztrzaskał drzwi na kawałki.
- CO?! - krzyknęła Kichiru sięgając za pazuchę.
- Koleżanko Nami! Musisz dotrzeć do gabinetu Corteza!! Nie mam swojej broni, tylko pożyczoną od kolegi Usoppa procę, nie powstrzymam ich zbyt długo!!!
Nami uśmiechnęła się lekko. Rzeczywiście, Usopp był cholernie odważny, przynajmniej w tym momencie. Przyrzekła sobie, że gdy to wszystko już się skończy, przestanie się z niego wyśmiewać.
- Dobra! Chopper za mną!!! - Oboje sprintem ruszyli w stronę drzwi.
- Na to nie pozwolę!! - Kichiru wyciągnęła procę i natychmiast ruszyła w ich stronę.
- Kaen boshi!!! - Sogeking nie zamierzał się patyczkować. W ostatniej sekundzie Kichiru zdążyła uniknąć ataku.
- Ty draniu!!! - warknęła wkładając do kieszeni procy pocisk.
- Spokojnie Kichiru... - powiedziała rozbawiona Reiko kładąc jej dłoń na ramieniu - zajmij się nim. Ja i Leon pogonimy tamtą dwójkę.
Dziewczyna posłusznie skinęła głową.
Sogeking nie mógł na to pozwolić. Gdy tylko Reiko ruszyła w stronę drzwi wystrzelił pocisk celując w jej głowę. I, po raz pierwszy w życiu, spudłował.
- Jak to? - jęknął - przecież ja zawsze trafiałem w cel!!!!
- Trafiałeś. - usłyszał za sobą głos Kichiru. - dobrze powiedziane.
Chwilę później solidny cios posłał go na deski.



- Bardzo ładnie!!! - ryknął Ozuma przekrzykując odgłos zderzających się mieczy.
Zoro mimo ran bronił się zaciekle, jednakże każde kolejne uderzenie było trudniejsze do sparowania, każdy kolejny ruch sprawiał więcej bólu. W końcu Ozuma znów odtrącił jego miecze na boki. Sześć ostrzy w tym momencie znajdowało się w powietrzu. Wojownik Corteza wyskoczył.
Cholera, nie mam czasu na skupienie, pomyślał Zoro i w tym momencie przeciwnik na niego opadł, dzierżąc dwie katany. Pozostałe opadły tworząc swego rodzaju deszcz. Roronoa w porę zdążył się odturlać, ale wiedział, że walka w tym trybie zbyt długo nie potrwa. Musiał znaleźć jakiś sposób, musiał jakoś zadać mu cios.
Ozuma znów rozpoczął morderczy taniec z sześciorgiem katan. Wszystkie ostrza dosłownie fruwały w powietrzu. Coś przecięło policzek Zoro, nie wiedział skąd nastąpił atak. Chwilę później kolejne dwa ciosy drasnęły go w łydkę.
- Nie mogę w ten sposób walczyć... - warknął szermierz kiedy kopnięcie Ozumy trafiło go w twarz.
Upadł na ziemię i zobaczył znowu 6 mieczy nad sobą. Niesiony chwilą zastosował pierwsze co mu przyszło do głowy. Wykonał najmniej standardowy ruch świata. Rzucił Sandaiem Kitetsu w stronę przeciwnika. Wojownik Corteza zupełnie nie spodziewał się czegoś takiego. Z najwyższym trudem odbił cios, ale totalnie wypadł z rytmu. Pięć mieczy upadło na ziemię, a on sam spojrzał na Zoro z ogromnym zdziwieniem.
Roronoa wiedział, że taka okazja już się nie powtórzy. Postawił na szybkość.

- Shishi Sonson!!! - miał tylko jeden miecz. Jedną szansę.
Rzucił się do przodu zadając potężne cięcie. Kiedy znalazł się za Ozumą już wiedział, że trafił. Zdawał sobie też sprawę, że to za mało jak na tego przepotężnego wojownika. Istotnie rana nie była wielka, choć ciągnęła się przez całą klatkę piersiową przeciwnika.
Zoro musiał kontynuować.
- Sanjuuroku Pondo Hou!!! - uderzył całą siłą na jaką tylko mógł się zebrać z użyciem jednego tylko miecza. Jego przeciwnik z największym trudem zablokował cios, ale siła uderzenia i tak wysłała go wysoko w powietrze. Pirat miał w tym momencie przewagę.
Skoczył w przód chwytając wbitego w ziemię Sandaia Kitetsu. Kiedy dzierżył już oba miecze, jego przeciwnik właśnie spadał.
- Rashoumon! - krzyknął krótko Zoro i zaatakował.
Krew buchnęła z piersi Ozumy, kiedy upadł już na ziemię. Od razu widać było po nim, że ciosy były silne. Fala towarzysząca technice Zoro mocno dała mu się we znaki, zaś same cięcia, choć nie głębokie z pewnością były cholernie bolesne.
- Doskonale... - warknął podnosząc się z ziemi.
- Nie możesz mnie pokonać Ozuma. Wiesz o tym. - rzekł pirat. - Twoja technika ma za dużą lukę. Wystarczy cię wytrącić z rytmu, a przez chwilę jesteś bezbronny jak dziecko. Drugiego mojego ataku już nie przeżyjesz.
- Dobry żart. - rzekł człowiek Corteza. - Słyszałem o twoich zdolnościach już znacznie wcześniej. Chciałem się z tobą zmierzyć, bo słyszałem, że nawet Julakil Mihawk ma cię w poważaniu. Ale niestety okazujesz się marną płotką.
- Tak sądzisz?! - Zoro nienawidził gdy ktoś wjeżdżał mu na ambicję. - Masz teraz dwa miecze, zupełnie jak ja. Myślisz, że co możesz mi zrobić?!
Ozuma wyciągnął z saia ostatnią siódmą katanę.
- Oj nie Roronoa Zoro. Teraz mam siedem mieczy. A ty jesteś martwy.
Puścił miecze, które mimo iż spaść powinny nie spadły, tylko zawisły w powietrzu, nad ziemią.
- Użytkownik?! - krzyknął zaskoczony Zoro, po czym zamarł z przerażenia. Reszta ostrzy była za jego plecami.
Ozuma wykonał potężne szarpnięcie obiema rękoma. Dwa miecze, które miał przy sobie zakręciły się wokół jego głowy, zaś Roronoa rzucił się na ziemię słysząc za sobą świst. Sekundę potem cztery ostre klingi śmignęły tuż nad nim. Piąta wbiła się w jego plecy. Ryknął z bólu, ale w porę się odsunął uwalniając od ostrza, które nie zdążyło zranić go zbyt głęboko. Potem podniósł głowę i spojrzał na przeciwnika, który stał z wyprostowanymi rękoma, a pod nim, przy ziemi wisiały w powietrzu katany. Było ich siedem.
- Cholera, szermierz nie powinien być użytkownikiem! To tchórzostwo! - warknął pirat ocierając krew spływającą mu po brodzie.
- A kto powiedział, że zjadłem owoc? - sarknął Ozuma i machnął jedną ręką.
Trzy miecze śmignęły w stronę Zoro. Szermierz odruchowo wystawił katany przygotowany do bloku, ale ten nie nastąpił. Poczuł trzy cięcia w brzuch i natychmiast zrozumiał jak działa broń jego przeciwnika. Opadł na kolana zaś człowiek Corteza przywołał ostrza z powrotem. Ewidentnie były na linkach. Ledwo widzialnych i twardszych niż stal. Zoro nie miał żadnych szans tego przeciąć. Poza tym mistrz nanatoryu uzyskiwał w ten sposób znaczącą przewagę. Nie musiał już wdrażać żadnego rytmu. W istocie miał siedem mieczy.
- Tak więc, tu kończymy naszą walkę. - Rzekł Ozuma podchodząc do krwawiącego z wielu ran Zoro.
- Nigdy! - ryknął szermierz, ale nie miał żadnych szans.
Ataki były nieprzewidywalne. Miecze raz znajdowały się na górze raz na dole, raz po raz kąsając Pirata Słomianych Kapeluszy. Jego krew bryzgała na panele na ściany, wiedział, że zbyt długo nie przetrzyma takich ataków.
Ozuma zakręcił czterema mieczami nad głową, spadły z góry na czaszkę Roronoa, ledwo zdążył je zblokować, ale znów stracił pole i po kolejnym, chyba już tylko instynktem unikniętym ataku opadł na kolana.
- Gdybym tylko miał trzeci miecz!!! - ryknął Zoro na cały głos. Zacisnął zęby gotów na ostateczne starcie z siedmioma krwiożerczymi klingami. Były coraz bliżej

- ZOROOOOO!!!!!

Roronoa nie wiedział, kto krzyczał. Dojrzał tylko kątem oka, że w jego stronę leci obnażony miecz. Ale nie prosto, jakby chciał przebić jego serce. Leciał kręcąc się jakby celował by ułożyć się w jego dłoni. W ułamku sekundy stwierdził, że nie jest to miecz Ozumy, a swoje dwa trzymał w rękach. Decyzję już podjął, reszta była rutyną.
Wadou Ichimonji w usta.
Sandai Kitetsu w prawą rękę.
Nieznajomy miecz w lewą rękę.
Blok.

Ozuma stanął jak wryty, gdy wszystkie miecze zatrzymały się na ostrzach Zoro.
Potem były Łowca Piratów się uśmiechnął paskudnie oblizując krew z warg.

- TATSU..... MAKI!!!!!!

Siedem katan znalazło się w powietrzu, odrzucone potężnym podmuchem. Ich właściciel z najwyższym trudem zachował nad wszystkimi kontrolę przywołując je z powrotem do siebie. Spojrzał w stronę Zoro, który stał teraz uśmiechnięty dzierżąc trzy długie katany, potem zerknął w otwarte drzwi, w których stała młoda dziewczyna, cała we krwi.
Sam zainteresowany wpatrywał się w miecz, dzięki któremu udało mu się przeżyć.
Poznał go.
Było to piękne ostrze.
Ostrze Nocy.


- No to teraz Ozuma, powalczymy sobie na poważnie.


Ciąg dalszy nastąpi

Dramatyczne pytania:
Jak zakończy się walka Zoro?
Czy Nami uda się dostać do gabinetu Corteza?
Kto zwycięży, Kichiru czy Sogeking?
I co się dzieję u podnóża wulkanu?

Część 28 to: Dzień dwudziesty, wczesne popołudnie. Gabinet Corteza. Wybór. Ostateczny cel.

bullet Napisane przez Komimasa dnia 05 wrzesień 2009 · Kategoria: Fanfiki ·
· 0 komentarzy · 1203 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,941,821 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony