REJESTRACJA
980

979 rozdział

978PL!

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

CC 10 - temat wstępny przed gaz..
Autor: Komimasa dnia 03/06/20 16:35
Rozdział 980
Autor: Kaioken dnia 26/05/20 23:11
Rozdział 979
Autor: Kaioken dnia 26/05/20 23:10
Spamiliada 12
Autor: Eikichi dnia 26/05/20 20:15
Story Cubes (komentarze)
Autor: Komimasa dnia 22/05/20 22:04
Pochwal się co ostatnio czytał..
Autor: Ena dnia 20/05/20 19:15
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
AnimeCon_baner
30. Dzień dwudziesty, późne popołudnie. Pojedynek o wyspę. Pojedynek o świat.


Słońce coraz bardziej chyliło się ku zachodowi. Było ciepło, ale nie na tyle, by sprowadzać dyskomfort, z zachodu wiał lekki wiatr idealny do spokojnej żeglugi. Cała Kaneyama na pierwszy rzut oka stanowiła podręcznikowy przykład spokojnej wyspy. Takiej na której chciałoby się spędzić wakacje lub nawet zostać na dłużej. Ktokolwiek jednak przyjrzał by się uważniej, dostrzegłby, że niemal cały ląd lekko drga. Nie można tego było nazwać trzęsieniem ziemi, czy nawet „niewielkimi wstrząsami”. Lekkie drgnięcia. Skuteczne na tyle by wypędzić z wyspy wszystkie ptaki.
Marisa wygodnie rozsiadła się na trawniku przed wejściem do siedziby Corteza. Czuła, że rana jaką otrzymała, jest poważna, osłabiała ją dość mocno. Poprawiała sobie humor zerkaniem na nieruchome ciało Kidari’ego. Ona go pokonała. Ona też będzie miała swój wkład w pokonanie Corteza i jego ludzi. Teraz wystarczyło tylko czekać na Luffy’ego. Czekać, aż się pojawi. Jeśli się pojawi.


- Wszystko w porząku? – zapytał Chopper, kiedy wraz z Sanjim i Nami biegli w stronę wulkanu przedzierając się przez gęsty leśny podszyt.
Lekarz od razu zauważył, że Sanji oprócz ciężko rannych nóg ma także poważne problemy z oddychaniem i mimowolnie zgina się w pół przy każdym gwałtowniejszym ruchu. - Nic mi nie jest. – powiedział przez zaciśnięte zęby. – Chyba masz ważniejsze sprawy na głowie niż zajmowanie się moim stanem?
W tym momencie potknął się o wystający korzeń. Z trudem utrzymał równowagę, ale coś sprawiło, że zakaszlał krwią. Chopper wiedział. Połamane żebra, uszkodzony żołądek. On też zaczynał już rozumieć, że cała ta sytuacja staje się coraz poważniejsza. Że to już nie jest zabawa.
Nami spuściła głowę. Na własne oczy widziała, jak Sanji przekracza granice ludzkich możliwości, bała się o niego, bała się jak ogromne szkody dla zdrowia przyniesie to co kucharz właśnie robi. Ale z drugiej strony rozumiała go idealnie. Ona postąpiłaby tak samo. Każdy Pirat Słomianego Kapelusza zrobiłby wszystko co w jego mocy w takiej sytuacji. Nie mogła być gorsza od niego.
- Już niedaleko!!! – krzyknęła by dodać wszystkim otuchy.


Cortez wziął głęboki oddech. Punkt kulminacyjny zbliżał się wielkimi krokami. Jeszcze pół godziny... nie, niecałe pół godziny i słońce zajdzie. Wtedy Biały Starzec będzie gotów. Wtedy i on będzie gotów. Wtedy uwolni swoją moc. Wprawi w ruch wielką machinę. Zmieni świat. Otaczała go głucha cisza.
I nagle ktoś tą cisze przerwał.
- Wiedziałem, że tu będziesz draniu!!!
Cortez leniwie spojrzał za siebie. Nie zamierzał się specjalnie ukrywać, bo doskonale wiedział, że nikt z osób na tej wyspie nie jest w stanie mu zagrozić. Niemniej zdziwił się głupotą człowieka, który powoli wspinał się po zboczu wulkanu kierując się na niego.
Był to Kabuu. Jego twarz pokryta była w całości potem, krwią i brudem, był ranny, co widać było po bandażach, ale szedł zdecydowanie. Czerwona chusta, którą miał na czole powiewała na wietrze.
- Nie ukrywałem tego. – Odparł Cortez beznamiętnie. – Gdzie Takeyama i reszta rebelii?
- Nie wiedzą, że tu jestem. Nie mogą ryzykować w walce z tobą. Kiedy już zdechniesz będą mieli sporo do odbudowywania.
- Zdechnę, tak? – władca Kaneyamy uśmiechnął się lekko – Ciekawe masz pomysły, nie powiem. Ale niestety muszę cię zmartwić. Nikt i nic w tym momencie mi nie przeszkodzi.
- Niby w czym? – warknął Kabuu.
- Ach to tak... Ty nawet nie wiesz w czym.
Najlepszy przyjaciel Takeyamy zacisnął zęby. Był wściekły. Tyle lat znosił władzę Corteza. Tyle lat nosił w sobie zranioną dumę, żal o wszystko co się stało. A teraz miał przed sobą winnego.
- Wiesz dlaczego tu jestem? – zapytał.
- Żeby mnie pokonać, tak?
- Nie. Nie dlatego. – Kabuu napiął mięśnie – Jestem tu, bo już nie potrafię się chować.
Nie czekał na odpowiedź Corteza. Krzyknął głośno i rzucił się do przodu z tasakiem gotowym do ciosu.


Zoro i Usopp bez żadnych problemów znaleźli polanę, na której znajdowała się siedziba Białego Starca. Teraz w tamtym miejscu ziała olbrzymia dziura, otoczona dziwną białą aurą. Obaj od razu poczuli, że nie jest to zwykła energia. Mieli wrażenie, że rany bolą znacznie bardziej, że są znacznie słabsi. Na wszelki wypadek zażyli po jeszcze jednej dawce morfiny i w częściowym otępieniu zeskoczyli na dół, zbyt osłabieni by rozmawiać.
Na samym dole dziury znaleźli wejście do sporego tunelu, prowadzącego głębiej, pod ziemię. W środku panowała niemalże całkowita ciemność, Usopp zabrał na szczęście ze sobą Lamp Diala. Skrzętnie go uruchomił i ruszyli do przodu. W korytarzu panowała totalna cisza przerywana tylko krokami i zmęczonymi oddechami piratów.
Zoro odwrócił się, wyjścia już nie było widać. Czuł się diabelnie nieswojo, otępienie towarzyszące morfinie udzieliło mu się w pełnej krasie. Zatrzymał się dysząc ciężko. Usopp zrobił to samo i przez chwilę stali bez ruchu, aż zrozumieli, że kroki nie ucichły. Ktoś zbliżał się z drugiej strony.
Niemalże natychmiast Roronoa dobył katany.
- Ostrożnie – powiedział, ale nie zabrzmiało to zbyt przekonująco.
Sekundę później pojawiły się przed nimi dwie postaci. Admirał Kizaru i kapitan Raki.
Zoro wcześniej nie widział „Żóltej Małpy”, podobnie jak Usopp więc żaden z nich w pierwszej chwili nie zdał sobie sprawy z powagi sytuacji. Bardziej ich uwagę zwróciło to, że nawet w marnym świetle Lamp Diala, widać było w jakim stanie są obaj Marines. Krew ściekała im po twarzy i po rękach, zostali pocięci jakimś ostrym narzędziem.
- Co ty tu robisz? – warknął Raki kiedy tylko zobaczył Roronoę.
- Idę załatwić Białego Starucha. Czy to nie oczywiste?
Kizaru roześmiał się w głos.
- Dobre sobie! Naprawdę dobre sobie!!! – krzyknął a jego głos odbił się echem po tunelu.
- Co masz na myśli? – zapytał Usopp naciągając na wszelki wypadek procę.
- Do niego nie da się zbliżyć – oznajmił admirał. – To jest po prostu niemożliwe.
- To, że wam się nie udało, nie znaczy, że my wymiękniemy. Co nie Usopp?
- Głupcy... – westchnął Raki.
- Chcesz walczyć? – Roronoa nie miał najmniejszego zamiaru wykłócać się teraz z Marines.
- Nie ma sprawy!
- Zostaw go Raki. – powiedział spokojnie Kizaru nie przestając się śmiać – Niech idą. My musimy poinformować rząd, że zadania nie wypełnimy. Jeśli jeszcze będzie kogo informować.
Wysoki mężczyzna ominął piratów i ruszył powoli w kierunku wyjścia.
- Tak jest, panie admirale – powiedział szermierz, rzucił jeszcze jedno spojrzenie Zoro i ruszył za swoim przełożonym.
Słomiani zostali sami. Chwilę potem obaj uświadomili sobie znaczenie słów Raki’ego.
- A... admirał? – jęknął Usopp.
- To poziom Ao Kiji’ego... – warknął Zoro.. – Niech to jasna cholera... Nie mógł się zbliżyć?
- O czym ty chrzanisz! To cud, że jeszcze żyjemy! – długonosy stracił cały razon – Natychmiast uciekamy!!!
- To uciekaj.
- Co?!
- To uciekaj. Ja tak czy siak, dokończę to co zacząłem. – Po tych słowach Roronoa odwrócił się od przyjaciela i zniknął w głębi tunelu.


Ból był niewyobrażalny. Kabuu jeszcze nigdy czegoś takiego nie doświadczył, a przeżył wiele i niejeden cios otrzymał. Jednakże pięść Corteza, która wbiła się w jego żołądek była zupełnie innym uderzeniem niż te, z którymi kiedykolwiek rebeliant miał do czynienia. Momentalnie zabrakło mu oddechu, wszystkie żebra w jednej sekundzie poszły w drobny mak masakrując organy wewnętrzne. Tasak głucho padł na wulkaniczne zbocze zaś mężczyzna zwalił się na kolana.
- Tyle właśnie dla mnie znaczy ta rebelia. – rzekł Cortez uśmiechając się złowieszczo. – Nie jesteś w stanie niczego mi zrobić. Nikt z was nie jest.
- Ty.... draniu... – wysapał Kabuu resztkami sił.
Władca wyspy wyciągnął dłoń w jego stronę.
- Tak. Jestem draniem. Przynajmniej w waszym rozumowaniu.
Kabuu zacisnął powieki szykując się na koniec.

- ZACZEKAJ!!!!

Cortez po raz drugi tego dnia dał się zaskoczyć. Zerknął w prawą stronę i zobaczył Sanji’ego, Nami i Choppera stojących dosłownie kilka metrów od niego.
- A wy co tu robicie? – zapytał rozbawiony. - Sigma i Ozuma się wami nie zajęli?
- Jak widać nie. – odparł kucharz odpalając papierosa. – A teraz odsuń się od Kabuu!!
Dłoń Corteza na chwilę się uniosła.
- Ach tak, prawie bym zapomniał. – uśmiechnął się złowieszczo – tylko po jaką cholerę mam od niego się oddalać? Wystarczy, że on oddali się ode mnie, prawda?
W tej samej chwili Kabuu już wiedział co się stanie. Słomiani nawet nie zdążyli nic odpowiedzieć.
- UCIEKAJCIEEE!!! – ryknął przyjaciel Takeyamy.
Coś huknęło i niewidzialna siłą odrzuciła bezradnego rebelianta daleko w tył. Głucho uderzył o ziemię i podnóża wulkanu, trzask jego pękających kości zabrzmiał dziwnie głośno.
Chopper nawet nie musiał podchodzić by się upewnić. Mężczyzna był martwy. Jego twarz wyglądała jak krwawa papka. Nami zakryła usta dłonią.
I w tym momencie miarka się przebrała. Sanji’ego opuściły wszelkie hamulce jakie kiedykolwiek w życiu go trzymały. Z głośnym krzykiem rzucił się na Corteza wyrzucając z siebie ból, cierpienie i wszystko czego doświadczył.
- MOUNTON SHOT !!!

Kopniak trafił w środek czoła Corteza. Nie napotkał żadnego oporu. Noga kucharza po prostu przeleciała przez jego oblicze nie czyniąc żadnej krzywdy, głowa mężczyzny po prostu się rozwiała.
- Co?! – wrzasnął Sanji absolutnie nie przygotowany na taki obrót rzeczy. Jego przeciwnik rozpłynął się w powietrzu. – On ma Logię!!! – ryknął kucharz odwracając się do przyjaciół. Napotkał wyciągnięte dłonie Corteza.
- Powiedz mi... czy walczyłeś kiedyś z wiatrem? – rzekł cicho mężczyzna.
W następnej sekundzie jego ręce zniknęły, a przepotężny podmuch sprężonego powietrza uderzył w klatkę piersiową Sanji’ego.
- NIE!!!! – ryknęła Nami, kiedy chłopak bezładnie runął na ziemię o sto metrów od Corteza. Rzuciła się biegiem w jego stronę.
Władca Kaneyamy zaśmiał się w głos rozkładając ręce. Był niepokonany. Nikt nie mógł go dotknąć. Siłą swojej mocy przeniósł się do Sanji’ego, by go dobić. Po prostu poleciał z wiatrem.
Chopper spojrzał na niego z przerażeniem. Wiedział, że muszą go powstrzymać. Nawet za cenę własnego życia. A potem sięgnął do torby. Wyciągnął 2 rumble balle. Jednego zjadł wcześniej.


- Cześć Luffy. – powiedziała cicho Marisa.
Kapitan stał naprzeciw niej. Dyszał ciężko, pot, który już dawno zlepił jego włosy, skapywał mu po twarzy. Biegł z całych sił, było to widać. Dosłownie przed sekundą wpadł na teren siedziby Corteza.
- Gdzie są wszyscy... gdzie jest Cortez... gdzie jest.... – Słomiany sprawiał wrażenie jakby chciał powiedzieć zbyt wiele słów. W końcu wziął oddech i wrzasnął – Gdzie jest mięso?!!!!
Marisa uśmiechnęła się podnosząc się z ziemi. Zdawała sobie sprawę z takiego obrotu rzeczy i zdążyła zajść do spiżarni. Wręczyła Luffy’emu ogromny barani udziec, gotowy służyć za potrawę dla trzech rosłych mężów.
- Jesteś dobrym człowiekiem! – jęknął chłopak, po czym po kilku kęsach wyrzucił ogołoconą kość.
Przez chwilę nastała cisza, Luffy musiał odetchnąć. Zajęło to około trzech sekund. A potem znów dostał słowotoku.
- Gdzie jest ten Cortez?! Gdzie reszta?! SKOPIE MU DUPE, DRANIOWI, ZABIJĘ!!!! Gdzie on..... – i nagle umilkł. Rzadko kiedy ktoś mu się rzucał na szyję.
- Marisa? – szepnął do dziewczyny, która obejmowała go teraz zupełnie się rozklejając. – Co się stało?
- Pokonaj Corteza.... – załkała. – Ja już nie mogę. Straciłam już tylu bliskich... widziałam jak twoi przyjaciele ryzykują życie, by ochronić naszą wyspę... walczyliśmy tutaj z nimi wszystkimi... Ja już nie mogę...
- Oj zamknij się... Skończ chrzanić od rzeczy... – warknął Luffy odsuwając ją od siebie. Ciężko opisać zdziwienie jakie wystąpiło na jej twarzy. Chwilę potem chłopak odwrócił się od niej plecami.
- JAK... JAK MOŻESZ?!?!?!?! - ryknęła na niego. – PO TYM WSZYSTKIM! Chłodny skurwielu!!! Czy ty zdajesz sobie sprawę, że Usopp niemalże zginął?! Czy wiesz jak ciężko nam tu było?! A ty co?! „Zamknij się”?! Tak mi odpowiadasz?!
Luffy zacisnął pięści.
- A ty co robiłeś?! OPIERDALAŁEŚ SIĘ, TAK?! Po jaką cholerę tu przylazłeś, jeśli nie chcesz pomóc?!
- Gdzie jest Cortez?
Dziewczyna natychmiast umilkła. Spojrzała na Luffy’ego niepewnie, po czym bąknęła cicho.
- Na wulkanie.
- Dzięki. Już ci lepiej, co nie? Wykrzyczałaś żal...– powiedział chłopak. Odwrócił spojrzał na nią przez ramię. Na jego twarzy widniał uśmiech. – Ciężko jest ciągle wszystko brać na siebie. Ja to robię, bo jestem kapitanem. Ty nie musisz.
- Ale...
- Ty musisz mieć tylko jedno. Wiarę w swoich przyjaciół. I trzymaj się tego. Moi nakama w siebie nawzajem wierzą. To właśnie dla przyjaźni Franky... Franky oddał życie... Poświęcił się dla nas i dla was.
- Franky... nie żyje?! – po policzkach Marisy spłynęły łzy.
Luffy nie odpowiedział. Jednym susem wskoczył na dach siedziby.
- Widzę wulkan...
- Luffy....
- Co?
Marisa wzięła głęboki wdech.
- WIERZĘ W CIEBIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Chłopak uśmiechnął się.
- No w końcu. – a potem dobrze schwycił się krawędzi dachu i skoczył do tyłu wydłużając ręce do granic możliwości.


Sanji nie widział gdzie się znajduje. Leżał na plecach niemalże nie zdolny do jakiegokolwiek ruchu. Słyszał śmiech Corteza, okrutny zimny śmiech. Spojrzał w górę. Niebo było czarne. Nie wiedział czy to halucynacje, czy przenosi się już do innego świata.
- Sanji!! Sanji!!!!
Robiło mu się ciepło. Czy tak wygląda śmierć?
- Sanji!!
I wtedy znów go dojrzał. Cortez stał tuż nad nim. Niewiele myśląc sięgnął za pazuchę i wyciągnął pistolet, który zabrał z siedziby przeciwnika. Na wszelki wypadek. Nawet nie wziął pod uwagę tego, że na użytkownika Logii kule nie działają. Musiał coś zrobić, nie mógł dopuścić do tego, by plan tego człowieka się powiódł. Przed oczyma miał ciemno bo krew zalała mu oczy. Ostatkiem sił pociągnął za spust. Wystrzał zabrzmiał nadzwyczaj głośno, a potem ręka kucharza opadła na kamienie. Zbryzgane jego krwią. Czerwone.
Pozwolił by pochłonęła go ciemność, nieświadom tego co właśnie się stało.
Nami jęknęła cicho kiedy pocisk wbił się jej ciało. Dotknęła ręką brzucha i uniosła palce. Były czerwone od jej własnej krwi.
Cortez spojrzał z rozbawieniem. Sanji próbował do niego strzelać, normalnie komedia. Pocisk przeleciał przez ciało użytkownika i trafił w dziewczynę biegnącą w stronę rannego. Chciała mu pomóc. Martwiła się o niego. Władca Kaneyamy nie wytrzymał i wybuchnął gromkim śmiechem.
- Dlaczego... – szepnęła Nami, a jej oczy wypełniły się łzami. Opadła na kolana i słysząc tylko głośny rechot zwaliła się na twarz. W ciągu sekundy cały świat odpłynął... po prostu zniknął.



- No... jestem gotów. – rzekł Luffy.
Marisa nic nie powiedziała. Uśmiechnęła się lekko. Słowa nie były potrzebne. Wszystkie zostały powiedziane. Chwilę potem Luffy uwolnił stopy, które twardo zaparł o dach. Wystrzelił jak z procy.


- NIEEE!!! – ryknął Chopper. Nawet nie pomyślał o Rumble Ball’ach.
Rozpacz go pochłonęła. Padł na ziemię krztusząc się łzami. To musiał być jakiś koszmarny sen. To nie mogła być prawda!!! Sanji, Nami... Jak to się mogło stać!!!!!
- Kolej na ciebie robaku. – rzekł spokojnie Cortez – Nie chcę, żeby ktokolwiek mi przeszkadzał.
Chopper nawet nie usłyszał jego słów. Nie widział tego, że mężczyzna wznosi rękę. Nie widział niczego bo łzy przysłoniły mu widok.
- LUFFY !!!! – ryknął bezradnie modląc się o cud.
I cud się zdarzył.

- COOOOOORTEEEEEEEZZZZZZZZZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Władca Kaneyamy dał się zaskoczyć po raz trzeci. Nie zdążył zareagować, nie zdążył nawet mrugnąć. Usłyszał jak ktoś wrzeszczy jego imię, a potem niewiadomo skąd w zbocze wulkanu coś uderzyło, wzniecając kłęby pyłu.
- Co do diabła! – warknął wściekły, że cały czas mu przeszkadzają.
Dym zaczął opadać.
- To niemożliwe... – jęknął Chopper.
Coraz bardziej...
- Kim ty, kurwa jesteś?
Rozwiał się zupełnie.

Luffy podniósł się z ziemi otrzepując spodnie. Od razu zobaczył Nami i Sanji’ego i mnóstwo... mnóstwo krwi. Zacisnął zęby. Musiał zachować spokój. Musiał wszystko zakończyć raz na zawsze.
- Luffy!!!!! – ryknął lekarz biegnąc w jego stronę.
Kapitan jednakże go nie słuchał. Jego spojrzenie spoczęło na osobie, która przyczyniła się do wszystkiego złego co spotkało Kaneyamę.
- To ty jesteś ten Cortez, tak? – zapytał powoli.
- Tak. I co z tego?
- A TO Z TEGO !!! – w następnej sekundzie pięść pirata wbiła się głęboko w policzek przeciwnika.
Cortez nie należał do ludzi, których łatwo było zaskoczyć. Niemniej jednak teraz niemalże krzyknął z szoku i bólu, gdy odrzucony przepotężnym prawym sierpowym stoczył się bo zboczu wulkanu. Jego? Użytkownika Logii?! PIĘŚCIĄ?!!
- Chopper, zajmij się nimi. – rzucił Luffy.
- Dobrze... – jęknął lekarz nie zastanawiając się skąd Luffy się wziął, jakim cudem uderzył Corteza. Nie zastanawiał się nad niczym. Jego kapitan był na miejscu. Nadzieja wróciła. Rzucił się biegiem w stronę Nami.
Luffy wolnym krokiem ruszył w dół zbocza, w stronę leżącego Corteza. Mężczyzna natychmiast podniósł się z ziemi. Spojrzał na Luffy’ego zdziwiony i skonsternowany. Otarł krawędzią dłoni krew, która spłynęła mu po brodzie.
- Wyjaśnisz jakim cudem? Mnie, użytkownika logii?
- Nie wyjaśnię – odparł Luffy.
- Więc dla formalności zadam ci standardowe pytanie: Po jaką cholerę tu przylazłeś?
Luffy zacisnął obie pięści.

- ŻEBY SKOPAĆ CI DUPĘ !!!!!!!!!





Ciąg dalszy nastąpi.


Dramatyczne pytania:

Jak potoczy się pojedynek na szczycie wulkanu?
Czy przepowiednia Kanou brutalnie się sprawdzi?
Czy Zoro i Usopp powstrzymają Białego Starca?
Dlaczego Luffy może uderzyć Corteza?!

Część 31 to: Dzień dwudziesty, zmierzch. Eksplozja wściekłości. Luffy vs. Cortez.


bullet Napisane przez Komimasa dnia 05 wrzesień 2009 · Kategoria: Fanfiki ·
· 0 komentarzy · 1347 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
GROMnh
24/05/2020 23:49:17
@ruri: Szkoda Sad Mam nadzieję, że szybciej powrócą, bo przez 2 miesiące czytać raz na 2 tygodnie to jest słabo...

ruri
24/05/2020 14:10:09
@GROMnh: Koronawirus spowodował to, że przy autorze jest mniej asystentów i wszystko idzie wolniej.

Laquer
24/05/2020 13:58:08
Wow, chyba muszę częściej się socjalizować, bo widzę, że daleko w tyle za cywilizacją zostałem.

Laquer
24/05/2020 13:57:47
Tia, nieważne. Bo wiesz, wszystko spoko, nie, ale i tak wy***ane, bo będę robić po swojemu, czy się to komu podoba czy nie xD Swoją drogą, groźby karalne jako merytoryczna krytyka...

Imi
24/05/2020 13:34:57
W sumie przez te Wasze komentarze zapomniałam o najważniejszym. Nikomu innemu to nie przeszkadza najwidoczniej więc nieważne.

Imi
24/05/2020 12:08:55
Najwidoczniej każda krytyka teraz, nawet merytoryczna, to dla niektórych tylko roszczeniowość i jakieś budowanie ego. Wielce sobie ego zbuduję na tym.

Imi
24/05/2020 12:07:57
Co do jakości, ja nie twierdzę że robicie byle co, tylko naprawdę akurat takich błędów łatwo jest uniknąć. Nie wytykam okazjonalnych wpadek edytorskich, bo wiem ile to jest pracy.

Imi
24/05/2020 12:07:06
Ruri, co ma ego do tego? Czytam sobie rozdział i klimat idzie się kopać przez takie kretyńskie wstawki.

GROMnh
24/05/2020 01:40:47
Mam pytanie - czemu przez cały czerwiec i lipiec będą wydawane rozdziały raz na 2 tygodnie?

Laquer
22/05/2020 16:01:16
A ja tam lubię te wstawki. Uważam, że są fajne. I będę je dodawał kiedy tylko edytor zezwoli.

Ena
22/05/2020 12:16:38
:sakazuki:

ruri
22/05/2020 12:05:23
slowa wpadka, bo chyba wyfrunelo z glowy. Kilka osob na pewno sie usmiechnelo na widok tej wstawki, wiekszosc olala, a pewne OKAZY szukaja mozliwosci wybicia swojego ego na pierdolach

ruri
22/05/2020 12:03:47
No tak, bo 90% czytelników, to profesjonaliści, którzy zawodowo zjamują się czytaniem mang i wcale nie mają w dupie większości błędów pomyłek itd. Zresztą... Przeczytaj sobie znaczenie

okiren
22/05/2020 11:51:46
Sugerowanie, że nie ma jakości przez to xD idę stąd, bo szkoda strzępić ryja

Imi
22/05/2020 07:56:13
Ale hej, przecież już nie chodzi o to, by była jakość, tylko dobrze że ktoś robi cokolwiek. To nie jest pomylony tekst w dymku wynikający z nakładu pracy, tylko nieporozumienie.

Imi
22/05/2020 07:55:30
Okiren, niby racja, ale tylko z perspektywy laika. Ponadtko korektor to ktoś, kogo zadaniem jest nie dopuścić to wpadek w rozdziałach. A on je tworzy...

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2020 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
8,587,864 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony