REJESTRACJA
955 PL

954 PL

953 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Steam
Autor: Ponury dnia 18/10/19 22:11
Rozdział 959
Autor: Wielki160 dnia 18/10/19 18:08
Story Cubes 11: Szklana Pogoda -..
Autor: Szczery dnia 17/10/19 23:10
Breaking Bad
Autor: Devzan dnia 16/10/19 21:36
Spamiliada 12
Autor: Chisu dnia 16/10/19 21:25
Ostatnio widziane
Autor: Komimasa dnia 16/10/19 20:47
AnimeCon_baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
31. Dzień dwudziesty, zmierzch. Eksplozja wściekłości. Luffy vs. Cortez.


Niebo jeszcze nie przybrało barwy szkarłatu, właściwej dla późnego popołudnia, ale przyjemna morska bryza zaczęła przygasać, słońce raziło jak oszalałe ogrzewając wszystko ostatnimi podrygami przed zniknięciem za horyzontem na długą noc. Zupełnie jakby dawało z siebie wszystko przed końcem.
Na zboczu wulkanu zapanowała totalna cisza. Chopper bardzo szybko uwinął się z usunięciem rannych z pola walki. Wiedział, że skoro przybył tu Luffy wszystko potoczy się inaczej. Wierzył w to całym swoim sercem, dlatego nie chciał mu przeszkadzać. Pamiętał niejedną walkę swojego kapitana. Tylko, że tym razem przeciwnik był inny. Chopper nie rozumiał jakim cudem Luffy go uderzył, jednakże nie był to odpowiedni moment na zastanawianie się. Zajął się rannymi, modląc się o to, by nie było za późno.
Cortez rozprostował kości. Szok nie ustąpił z jego twarzy, ale starał się tego bynajmniej nie pokazywać.
- Skopać mi dupę, tak? – powtórzył jakby niedowierzając w to co usłyszał. – Nie chcę wiedzieć w jaki sposób mnie uderzyłeś. Uznajmy, że byłem na tyle zaskoczony, że nie panowałem nad swoim owocem.
- Uważaj co chcesz – rzekł Luffy rozciągając się jak gdyby nigdy nic – tak czy siak efekt będzie ten sam.
- Czyli, że co? Ty naprawdę wierzysz, że mnie załatwisz?
- Oj, żebyś wiedział. Jeśli tego nie zrobię, wyspa nigdy nie zazna spokoju, prawda?
- Jaki ty jesteś.... JAKI TY JESTEŚ NAIWNY!!!!
Na czole Corteza wyskoczyła ogromna żyła. Władca Kaneyamy, mimo iż należał do raczej cierpliwych ludzi tym razem dał się ponieść emocjom. Zacisnął obie pięści, stanął w rozkroku. Energia jaką z siebie uwolnił, wytworzyła wokół niego spory lej. Wiatr dosięgnął Luffy’ego z niesamowitą prędkością targając włosy i sprawiając, że oczy wypełniły się łzami. Pirat jednak pozostał nie wzruszony.
- Jeśli tak... to atakuj! – ryknął Cortez – ŚMIAŁO!
Luffy nie miał nic do dodania. Wystrzelił do przodu.
- Gomu gomu no....
- To nie działa na Logię!!!!
- PISTORU!! – pięść pomknęła w stronę Corteza. Trafiła idealnie, w sam środek twarzy. Mężczyzna zatoczył się nie mogąc się otrząsnąć z szoku.
- Muchi! – potężne kopnięcie wbiło mu się pod żebra.
- Stamp! Kane! Buretto!!!! – Cortez był masakrowany. Każdy cios trafiał idealnie, nie miał jak się odsunąć. Takiego obrotu spraw zupełnie się nie spodziewał. Ten chłopak nie dość, że mógł uderzyć Logię, to jeszcze był cholernie silny! Takich ciosów nie miał nikt kogo Cortez do tej pory spotkał.
- Gomu gomu no.... BAZOOKA~!! – wrzasnął Luffy, z całej siły atakując klatkę piersiową przeciwnika.
Niemalże trafił. Jego przeciwnik ostatkiem sił skrzyżował ręce przed sobą przyjmując na nie uderzenie. Impet wyrzucił go jednak daleko w tył. Cortez uderzył o ziemię wzniecając ogromną chmurę dymu. Zaś Luffy z uśmiechem pozwolił by ręce wróciły do swojej normalnej długości.
- I co teraz? Dalej uważasz, że to przypadek? – uśmiechnął się chłopak.
- Nie, nie uważam... – warknął Cortez wychodząc pewnym krokiem z dymu.
Na jego twarzy nie było niemal żadnego zadrapania, sprawiał wrażenie jakby nikt go nie uderzył.
- To jednak wiąże się tylko z jednym. Teraz traktuję cię nie jak śmiecia, ale jak przeciwnika.
- To nic nie zmienia! – wrzasnął Luffy znów szarżując na mężczyznę.
- Zmienia i to wiele... – szepnął Cortez, a potem wyciągnął ręce przed siebie. – Kaze kaze no... Bakuhatsu!!!*
Tego Luffy się nie spodziewał. Tuż przed jego stopami ziemia eksplodowała. Kawałki kamieni rozleciały się na wszystkie strony osadzając go o kilka kroków od Corteza. Powstała przed nim spora ściana dymu. Konsternacja trwała sekundę za długo. Nim Słomiany zdążył cokolwiek zrobić, jego przeciwnik wypadł z dymu i potężnym prawym sierpowym wysłał go w tył.
Cortez roześmiał się w głos i pozwolił by jego nogi znikły. Natychmiast wystrzelił z miejsca, zupełnie jakby leciał niesiony siłą wiatru. W mgnieniu oka dogonił bezładnego pirata.
- Kaze kaze no... Kougeki! ** - krzyknął po czym zdzielił Luffy’ego w szczękę.
Cios był niesamowicie potężny. Luffy poczuł się jakby oberwał własnym Jet Pistolem. Krew trysnęła z jego ust kiedy uderzenie wgniotło go w ziemię. Chwilę później Cortez szykował się już do następnego ataku.
- Gomu gomu no Yari! – ryknął Luffy wydłużając nogi.
Trafił. Władca Kaneyamy odskoczył do tyłu, był gotowy na następny atak. Luffy wydłużył swoją rękę celując w twarz, ale po chwili zamarł. Jego nadgarstek utkwił w dłoni Corteza. Nawet nie zdążył krzyknąć kiedy mężczyzna miotnął nim jak szmacianą lalką potężnie uderzając nim o ziemię. Potem jednym ruchem wyrzucił go wysoko w powietrze. Nacisk powietrza, siła rzutu, to wszystko spowodowało, że pirat stracił poczucie rzeczywistości. Dopiero kiedy zatrzymał się w górze zrozumiał, że jest ponad czterdzieści metrów nad kraterem wulkanu. Zerknął na Corteza.
- Ty draniu! – wrzasnął z góry z całej siły wyrzucając ręce za siebie. – Spróbuj tego!!!! Gomu gomu no....
- Za późno. - Powiedział cicho Cortez. Znów jego nogi zniknęły, a on sam z niesamowitą prędkością poszybował w stronę Luffy’ego.
- Bazooka!!!
- Kaze kaze no tate!!*** – obie ręce kapitana odbiły się jak kauczukowe piłki od niewidzialnej tarczy jaką Cortez stworzył przed sobą.
Teraz Luffy był bezradny. Nic nie mógł zrobić kiedy przeciwnik potężnym uderzeniem posłał go w dół. Cios wymierzony był idealnie – pirat spadał w sam środek krateru.
- O w dupę! – jęknął Luffy wydłużając ręce. Niemalże cudem uchwycił się krawędzi i wystrzelił jak z procy opadając na piaszczyste zbocze.
Cortez ze spokojem wylądował naprzeciwko niego.
- Ty dupku żołędny! – wrzasnął Słomiany rozcierając zbolałą głowę – umiesz latać! To niesprawiedliwe! A moje ciosy nie robią na tobie żadnego wrażenia!
- Widzę, że powoli tracisz rezon – rzekł mistrz wiatru uśmiechając się szeroko. – teraz powinieneś pojmować, że moje wietrzne techniki mogą zrobić znacznie więcej niż ci się zdaje. Zwłaszcza, że póki co używam ich na małą skalę.
- Co masz na myśli? – na wszelki wypadek Luffy przygotował się do kolejnego ataku.
- Nic... Prawie nic. Tylko małe, zwykłe... Kaze kaze no... TORNADO!!!!!!
Gdyby ktoś przelatywał aktualnie nad Kaneyamą, zobaczyłby, że na wulkanie nie ma już jednego krateru. Zobaczyłby, że właśnie na zboczu tworzy się drugi, że drzewa wokół są wyrywane z korzeniami i unoszą się w powietrzu. Zobaczyłby że skały rozlatują się dookoła, że popiół obsypuje zieloną trawę pobliskich pól i korony leżących nieopodal lasów.
Luffy po raz pierwszy w życiu znajdował się w środku takiego koszmaru. To co czuł było absolutnie nie porównywalne do żadnego sztormu jakiego dotychczas doświadczył. Z całej siły wbił stopy w ziemię, nie mógł pozwolić na to, by siła ataku wyrzuciła go z wyspy. Nie mógł wpaść do wody.
Cortez śmiał się do rozpuku uwalniając z siebie coraz więcej energii. Słomiany poczuł, że brakuje mu gruntu pod nogami. Zerknął kątem oka w poszukiwaniu czegokolwiek co mogłoby posłużyć za uchwyt, ale coś innego przykuło jego uwagę. Chopper w swojej większej postaci z całej siły starał się utrzymać Nami i Sanji’ego. Zasłaniał ich własnym ciałem obejmując swoimi sporymi ramionami. Nogi miał wbite w ziemię po kolana, zaś na jego plecach powstawało coraz więcej podłużnych paskudnych ran. W końcu przyjmował na siebie główną falę ataku.
Coś w Luffym pękło. Nie zastanawiając się nad konsekwencjami swego czynu ruszył do przodu. Poczuł pieczenie na policzku. Krew trysnęła z jego nogi...piersi.... szyi....
- Chopper uciekajcie!!!! – próbował przekrzyczeć kataklizm.
- Nie mogę się ruszyć!!! ONI zginą! – wrzeszczał renifer w odpowiedzi.
Ściana wiatru stawała się coraz grubsza, Luffy zaczynał tracić wszystkich z oczu.
- Cholllerrrrny drraniuuu!!! – nawet nie mógł mówić. Wiatr szarpał mu wargi, sprawiał, że najmniejszy fałszywy krok spowodowałby utratę gruntu pod nogami. Śmierć.
- Jak się teraz czujesz?! – wrzasnął Cortez. – człowiek o takiej nagrodzie jak ty nic nie może zrobić!
- Zamknij się!
- Nie przeszkodzisz mi, choćbyś się zesrał!!! Mój plan się powiedzie!!
- MAM W DUPIE TWÓJ PLAN! – ryknął Luffy napinając mięśnie z całych sił – ALE.... NIE POZWOLĘ CI KRZYWDZIĆ MOICH PRZYJACIÓŁ!!!!!
W następnej sekundzie Słomiany zaatakował. Przepotężne ciosy spadły na Corteza jak grad. Przedzierały się przez wiatr z niesamowitą siłą i szybkością. Mężczyzna znów użył wietrznej tarczy. Poczuł w ramieniu impet uderzeń jakimi masakrowana była osłona, ale wiedział, że nie może się ruszyć. Spowodowałoby to natychmiastowe zniknięcie mozolnie wytworzonego tornada. A w ten sposób raz na zawsze zmiecie wszystkie przeszkody jakie stały mu na drodze.
Nie mogę tak zginąć, pomyślał Luffy nie przestając atakować. Tylko, że w tym miejscu nie działał nawet Gomu gomu no Gatoringu. Nic tu nie działało. Wiedział, że jeśli mu się nie uda zginie nie tylko on, ale też Chopper, Nami i Sanji. A chwilę później plan Corteza się spełni. Pirat nie wiedział jaki to plan, ale zdawał sobie sprawę, że pewnie niejedna osoba okupi to swoim życiem. Mógł zaryzykować. A potem przypomniał sobie twarz Marisy proszącą o pomoc. Nie... on nie „mógł zaryzykować”. On musiał to zrobić.
Zaprzestał ataku i zatrzymał się. Wziął głęboki oddech.
- To koniec?! – zawołał do niego Cortez.
Tornado stawało się coraz ciemniejsze. Zabrzmiał urywany wrzask Choppera. A potem cisza.
- ZDYCHAJCIE WSZYSCY! ZDYCHAJCIE W KOŃCU DO CHOLERY!!!! – wrzeszczał władca Kaneyamy pompując coraz więcej mocy w swoje przeogromne tornado sprawiające wrażenie, że za chwilę pochłonie całą wyspę.
Sekundę później usłyszał dziwny dźwięk. A jeszcze sekundę później zauważył jak coś wyskakuje z ogromnego wiru na wysokości kilkunastu metrów. Coś o różowej skórze. Coś z czego unosi się dym. Coś z wyprostowaną lewą ręką.
- Co do dia... – tylko tyle zdążył wyartykułować.
- Gomu gomu no Jet Pistol!!!!!!– Cortez przyjął na siebie cios.
Wiedział, że ciosy jakie wcześniej otrzymał nie robią na nim wrażenia. Tylko, że ten atak był inny. Mężczyzna poczuł jak pięść dosłownie wgniata się w jego twarz. W następnej chwili leciał już bezładnie w tył odbijając się od zbocza.
Tornado niemal momentalnie ustąpiło. Cortez nie miał żadnych szans, żeby zachować nad nim kontroli, stracił niemalże świadomość od tego przepotężnego uderzenia. W ostatniej chwili wbił dłonie w ziemię zatrzymując się, choć z trudem u samego podnóża wulkanu.
Luffy stanął na zboczu. Dymił się cały, sprawiał wrażenie wręcz naładowanego energią. Wcześniej zupełnie nie wyglądał na kogoś dysponującego tak potężnym atakiem. Do tego szybkość i ciężar ciosu sprawiły, że na czole Corteza wystąpiły kropelki potu. Zimnego potu.
Pirat rzucił okiem na Choppera i resztę. Lekarz choć z trudem dalej ich przykrywał własnym ciałem. Jego plecy były pokryte krwią i poszarpane.
- Zabieraj ich stąd. Zejdźcie na dół. Widzicie jak tu niebezpiecznie. – rzucił.
Nie czekał na odpowiedź, wiedział, że renifer tak czy siak posłucha. Zawsze słuchał. Tak jak i wszyscy inni. Luffy aż nazbyt zdawał sobie sprawę, że jest kapitanem. Że kapitana ludzie słuchają i że to on za wszystkich odpowiada. Nie mógł pozwolić na to by komukolwiek coś się stało. W tym czasie Cortez podniósł się z ziemi. Z jego ust znów wypłynęła krew. Cios ewidentnie dał mu się we znaki.
- Co to do cholery było? – zapytał.
Luffy w pierwszej chwili nie odpowiedział. Rozstawił nogi, uderzył pięścią w ziemię i spojrzał przeciwnikowi prosto w oczy. Jego wzrok sprawił, że pod władcą Kaneyamy niemal ugięły się nogi.
- Gear Second – szepnął pirat. A potem zniknął.

Cortez nie zauważył momentu, w którym Luffy pojawił się przed nim i przepotężnym kopniakiem wyrzucił go w powietrze. Nawet się nie zasłonił, przyjął czyste trafienie. Słomiany natychmiast odbił się od ziemi pędząc za nim.
- Gomu gomu no... Jet Stamp! – Cortez poleciał jeszcze wyżej kiedy podeszwa buta Luffy’ego masakrowała mu twarz.
- Jet Pistol! – Potężne uderzenie w brzuch zabrało mu dech w piersiach. Osiągnął najwyższy pułap i wykorzystał swoją moc by zatrzymać się w powietrzu.
- Cholerny gnoju! – ryknął widząc, że Luffy jest tuż pod nim i leci w górę. – Kaze kaze no... Kougeki!!!
Tym razem to pirat nie zdążył zareagować. Przyjął cios na twarz i runął w dół. Władca Kaneyamy okrutnie się uśmiechnął gotów by kontynuować atak. Jednakże kiedy dwie dłonie lecące z dołu schwyciły go za ramiona stracił rezon w ułamku sekundy.
- Gomu Gomu no... Jet Rocket! – Luffy wykorzystał to, że Cortez potrafił latać.
Chwytając go za ramiona natychmiast poleciał do góry trafiając go głową w podbródek. Mężczyzna ryknął z bólu kiedy strumień krwi przemieszany z wybitymi zębami trysnął mu z ust. Zachwiał się i stracił nad sobą kontrolę. Słomiany był tuż nad nim.
- Gomu gomu no.... Jet... ONO!!!!!! – wydłużył swą nogę wysoko w górę a potem pozwolił by z całą silą opadła centralnie na klatkę piersiową Corteza.
Trafił. Mężczyzna runął w dół z niesamowitą prędkością wbijając się w zbocze wulkanu. Luffy zaś ocierając usta z krwi jaka jeszcze została mu po poprzednim uderzeniu wylądował o kilka metrów od niego.
Po prostu musiał to poczuć, pomyślał Luffy. Sam ataki Corteza odczuwał niesamowicie. Tak samo jak używanie Gear Second. Zawsze go to męczyło, a walka zapowiadała się na długą i ciężką. Tak... to nie był koniec.
Władca Kaneyamy powoli podniósł się z ziemi otrzepując się z popiołu i brudu. Krew spływała mu po brodzie, miał kilka zadrapań. Dostał nawet lekkiej zadyszki, ale poza tym nic.
- Nie podziałało... – jęknął Luffy mierząc wzrokiem swojego przeciwnika.
- Bardzo ładnie... – szepnął Cortez ocierając zraniony policzek. – Tego się nie spodziewałem. Jednakże zdajesz sobie sprawę, że nie możesz mi przeszkodzić?
- Ja po prostu muszę to zrobić! Po prostu muszę! – warknął Słomiany.
Przez chwilę stali w milczeniu, a potem wyskoczyli na siebie w tym samym momencie. Zderzyli się pięściami.




- Takeyama-san! – wrzasnął Jin podbiegając do mężczyzny, który właśnie podnosił się z kamienia ocierając czoło z potu.
Przywódca rebelii rozpromienił się na widok szefa wywiadu.
- Wiesz już coś? Co to było za tornado?
- To... to moc Corteza... – wysapał odziany w czerń mężczyzna.
- CO?!
- Ten chłopak... Monkey D. Luffy... On z nim walczy... – mówił dalej Jin. – I całkiem nieźle sobie radzi. Próboje go za wszelką cenę zatrzymać.
- A co z Marisą?! – wtrącił Shin, który usłyszawszy rozmowę natychmiast znalazł się przy nich.
- Nie widziałem jej – odparł szpieg. – Są tam tylko ranni piraci i Kabuu... Obawiam się, że nie żyje.
Ta wiadomość uderzyła w Takeyamę jak grom z jasnego nieba. Tego się nie spodziewał. Kabuu... jego przyjaciel... Jego prawa ręka. Mimowolnie odwrócił się w stronę wulkanu. Nikt nie wypomniał mu łez, które spływały mu po policzkach. Nikt nie powiedział ani słowa na trzęsące się ramiona.
- Idziesz tam, tak? – zapytał Shin.
- Idę. Pora to zakończyć. I nie próbujcie mnie powstrzymywać.
- Nikt nie spróbuje. – powiedział Jin. – Ale idziemy z tobą.
- Nie idziecie.
- Idziemy – natychmiast powtórzył Shin. – I nie tylko my.
Wskazał ręką na pozostałych rebeliantów. Wszyscy wpatrywali się w przywódcę gotowi na to by pójść za nim choćby i w ognie piekielne. Takeyama zobaczył w ich oczach bezkresne zaufanie. Pewność, że on zawsze ich obroni, że zawsze ich poprowadzi. Nie mógł ich zawieść.
- Chodźmy więc.
Rebelianci ruszyli.


Cortez był niemalże najsilniejszym przeciwnikiem z jakim Luffy walczył do tej pory. Chłopak szybko zrozumiał, że przy tym starciu pojedynek z Luccim wydawał się odległym tylko wspomnieniem. Tu Luffy nie miał naturalnej przewagi jak z Enelem. Nie miał tu sposobu jak z Crocodilem. Poza jedną jedyną rzeczą, która pozwalała mu uderzyć Corteza nie miał niczego co pomogłoby mu wygrać. Wymieniał się z nim ciosami, prawda. Problem polegał na tym, że wzmocnione wiatrem techniki mężczyzny były tak samo potężne jak ciosy Luffy’ego, zaś wytrzymałością Cortez znacznie go przewyższał.
- Jet Pistol! – ryknął trafiając przeciwnika między oczy. Ten zatoczył się do tyły, ale natychmiast zripostował.
- Kaze kaze no Muchi!!! – stanął na rękach zupełnie jakby wykonywał Party Table Sanji’ego.
Różnicą było to, że jego stopy zniknęły, a zamiast nic powstały dwa potężne strumienie sprężonego powietrza. Atak zmiótł Luffy’ego z nóg. Cortez wolnym krokiem podszedł do swojego przeciwnika.
- I tyle ci wystarczy, prawda? – powiedział z uśmiechem patrząc jak pirat próbuje podnieść się z ziemi plując krwią.
Całą twarz miał w posoce, liczne rany spowodowane tornadem musiały być niesamowicie bolesne. Sprawiał tak mizerne wrażenie, że Cortez pomyślał przez chwilę, że mógłby go dobić po prostu jednym ciosem. Zamachnął się.... uderzył. Trafił w ziemię.
Luffy odbił się rękoma od podłoża i wyskoczył w tył. Kiedy stanął na nogach miał już kciuk w ustach.
- Spróbuj tego zatem!!! – krzyknął i z całej siły dmuchnął. Natychmiast jego ręka osiągnęła nieziemski wymiar.
Cortez wybałuszył oczy ze zdziwienia kiedy ręka Luffy’ego rosła i rosła.
- Co to ma być?!
- Gear Third!!!!! – wrzasnął Słomiany.
Był już gotów do zadania ciosu.
- Gomu Gomu no... GIGANTO PISTORU!!!! – ogromna ręka pomknęła z niesamowitą prędkością w stronę Corteza.
Czegoś takiego mężczyzna nigdy nie widział. Nigdy nie miał z czymś takim styczności. Nawet nie potrafił sobie wyobrazić jakie efekty mógłby przynieść cios, gdyby trafił. Mógł zrobić tylko jedno.
- Kaze kaze no... Tate! GOU!!!! – wytworzył najpotężniejszą tarczę jaką tylko był w stanie i przyjął monstrualny cios Luffy’ego.
Przez sekundę wydawało się, że to koniec walki. Tylko przez sekundę.
- Kaze kaze no... Ningen no bakuhatsu! ****
Ogromna ręka Luffy’ego niemalże rozbłysła czerwienią. Chłopak nie wiedział co się dzieje, ale ryknął z bólu padając na plecy. Poczuł się dosłownie jakby coś rozrywało mu przedramię od środka. W następnej chwili odczuł negatywne skutki Gear Third. Spojrzał na swoją małą rączkę całkowicie poszatkowaną i zmasakrowaną zupełnie nie rozumiejąc co to spowodowało. Spojrzał na Corteza pytająco.
Władca Kaneyamy uśmiechnął się szeroko.
- Myślałeś, że nie jestem w stanie nic zrobić z powietrzem znajdującym się w twoim ciele? – powiedział napawając się widokiem zwijającego się z bólu Luffy’ego. – Wiatr i powietrze to prawie to samo. Wystarczy zmienić ciśnienie... I miałeś w ręce tak samo rozrywającą siłę jak tornado, które przed chwilą odczuwałeś. Tylko, że na znacznie mniejszej powierzchni. Tą ręką już sobie nie pomachasz.
- Ty draniu... – wysapał Luffy podnosząc się z ziemi. – Chyba nie myślisz, że to koniec?
- Tak właśnie myślę. – odparł Cortez. – Odczuwasz teraz ten śmieszny efekt uboczny. I to mi wystarcza.
Luffy nic nie zdążył zrobić. W następnej chwili Cortez pojawił się przed nim i wbił mu pięść w malutki brzuch. Pirat po prostu odleciał jak szmaciana lalka. Nawet nie spojrzał, że zmierza wprost do wulkanu. Kiedy to zauważył było już za późno.
Jednakże nie spadł. Uderzył w coś twardego i zatrzymał się. Nieśmiało spojrzał w górę. Nad nim stał Takeyama troskliwie chroniąc go ogromnymi ramionami.
- Dziękuję ci za to co zrobiłeś. – rzekł rebeliant z lekkim uśmiechem. Widać było na nim liczne rany po bitwie, ale także zdecydowanie na twarzy. – Ale resztę zostaw mnie.
- Kim jesteś? – zapytał Luffy próbując stanąć na nogach.
- Jestem Takeyama. Przywódca rebelii – Po tych słowach człowiek z czerwoną chustą spojrzał na Corteza.
- Chyba nie myślisz, żeby... – jęknął Luffy, ale mężczyzna już nie słuchał.
Rzucił się do przodu, na człowieka, który zniszczył mu życie. Słomiany nic nie mógł zrobić. Wiedział, że go nie zatrzyma. Po chwili zza pleców Luffy’ego wypadli Shin i Jin. Obaj gotowi do walki. Ze wszystkich stron, po prostu zewsząd wyskakiwali rebelianci atakując Corteza. Biegli, pędzili, krzyczeli, płakali. Wszystko zebrało się w tym punkcie, a oni, choć wiedzieli, że nie mają szans musieli to zrobić. Musieli zniszczyć uzurpatora.
- Nie... zostawcie go... – jęknął, kiedy pierwsza fala uderzyła w Władcę Wiatru.
Mężczyzna uwolnił bez słowa swoją moc sprawiając, że krew trysnęła na zbocze wulkanu. Jeden z rebeliantów padł na ziemię bez obu nóg krzycząc z bólu.
- Przestańcie... – Luffy podniósł się z ziemi.
Cortez uskoczył przed ciosem Jina i potężnym ciosem złamał mu ręce. Wygięły się dziwacznie, a potem szpieg stoczył się ze zbocza. Uzurpator nie próżnował. Kolejne ciała rebeliantów bezwładnie padały na ziemię.
- Boże... – Luffy schwycił się za głowę.
Nie mógł tego wytrzymać. Wszystko przez niego. Zabrakło mu sił. Zabrakło mu wszystkiego. Nie miał nic, co mogło by powstrzymać Corteza. Nawet nie zdał sobie sprawy z tego, że odzyskał normalną postać. Padł na kolana załamany tym co się dzieje. Słyszał krzyki, ciosy, wiedział, że na tego przeciwnika nic nie działa. To Logia. Władca Wiatru. Uderzył pięścią w ziemię. Podniósł wzrok tylko po to, żeby zobaczyć jak Cortez z wytworzonym przez siebie mieczem z wiatru rozcina ciało kolejnego z rebeliantów.

...on chyba zatracił już wszelkie człowieczeństwo. Teraz jest diabłem...

Elena miała cholerną rację... Ten człowiek był diabłem. Przez niego on, Luffy po raz pierwszy w życiu stracił wiarę w to, że wygra. Łzy pociekły mu z oczu.
A chwilę potem poczuł lekki dotyk na ramieniu.
Odwrócił głowę i zobaczył Marisę. Była zupełnie blada i także zapłakana.
- I tak wygląda człowiek, który uczy mnie wiary, tak? – zapytała łamiącym się głosem. – Człowiek, któremu zaufałam? Człowiek dla którego tu przyszłam, żeby mu pokazać, że w niego wierzę....?
- Marisa... Ja z nim nie wygram...
- Jeśli ty nie wygrasz to kto?! KTO, KURWA JEGO MAĆ?! KTO NAS URATUJE!!! – wrzasnęła tak, że Luffy’ego przeszedł dreszcz. Jednak ten krzyk wyczerpał jej wytrzymałość. Opadła na kolana płacząc cicho – kto... kto nas uratuje....

Coś drgnęło. Oj tak, Marisa powiedziała szczerą prawdę. Dopiero teraz Luffy zdał sobie sprawę z tego jak straszliwym był idiotą. Jak mógł dopuścić do takiej sytuacji. Zachował się jak totalny hipokryta , jak totalne zero. Stracił wiarę. Istotnie jeśli ktokolwiek na tej wyspie mógłby pokonać Corteza to tylko on. Ale teraz nie było na to czasu.
Wstał. Nic nie było już istotne. Trzeba było po prostu zabić uzurpatora. Zrozumiał to dopiero teraz. Czuł moc. Prawdziwą moc.
- ZOSTAW ICH!!!!!! – ryknął aż ziemia zadrżała.
Nie wiedział co nim kieruje, ale ogromna fala niemalże wystrzeliła z jego ciała natychmiast zatrzymując rebeliantów i sprawiając, że Cortez niemalże zbladł. Większość z atakujących zemdlała. Takeyama odwrócił się zszokowany.
Luffy wolnym krokiem ruszył w stronę przeciwnika. Nie obchodziło go to, że lewa ręka jest poszatkowana. Nie przeszkadzało mu to, że połowę żeber ma strzaskanych i że widzi jak przez mgłę. Czuł moc. Tylko to się liczyło.
- Zmieńmy miejsce. – warknął.
- Po jaką cholerę?! – odparł Cortez próbując zachować zimną krew. Potem machnął ręką zmiatając rebeliantów ze zbocza. – Powiedz mi lepiej jakim cudem... Skąd znasz... SKĄD ZNASZ TĄ TECHNIKĘ GNOJU?!
Luffy uśmiechnął się pod nosem. Władca Kaneyamy był przerażony. O to chodziło.
- Od zaprzyjaźnionego staruszka. Od Wuja Willa. – odparł pirat.
- Will?! WUJ WILL?! – ryknął mistrz wiatru. – Nie.... to niemożliwe... jego tutaj nie ma prawa być...
- Nie wiem... Tylko się przedstawił... – rzekł spokojnie Luffy. – Ale to nie jest ważne.
- Nie wczuwaj się tak dupku tylko dlatego, że... – krzyknął Cortez, ale Słomiany mu przerwał potężnym ciosem prawą ręką.
Jedyną zdrową jaka mu została. Mężczyzna padł na ziemię niemalże zgnieciony siłą ciosu. Zaczął się podnosić, a z jego ust i nosa trysnęła krew.
Luffy już wiedział, że cholernie się mylił. Miał coś co mogło pomóc mu pokonać Corteza. Miał Haki. I wiarę w to, że się uda.


Ciąg dalszy nastąpi.



Dramatyczne pytania:

Jak zakończy się ten pojedynek?
Co u Zoro i Usoppa?
Kim jest Wuj Will?
Jaki los czeka Kaneyamę?


Część 32 to : Dzień dwudziesty, zachód słońca. Wystarczy wierzyć. Finał. Poświęcenie.


Przypisy:
* - Eksplozja
** - Atak
*** - Tarcza
**** - Ludzka eksplozja, eksplozja człowieka (moja własna inwencja, nie wiem czy dobrze przetłumaczyłem

bullet Napisane przez Komimasa dnia 05 wrzesień 2009 · Kategoria: Fanfiki ·
· 0 komentarzy · 1410 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,941,975 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony