REJESTRACJA
955 PL

954 PL

953 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Steam
Autor: Ponury dnia 18/10/19 22:11
Rozdział 959
Autor: Wielki160 dnia 18/10/19 18:08
Story Cubes 11: Szklana Pogoda -..
Autor: Szczery dnia 17/10/19 23:10
Breaking Bad
Autor: Devzan dnia 16/10/19 21:36
Spamiliada 12
Autor: Chisu dnia 16/10/19 21:25
Ostatnio widziane
Autor: Komimasa dnia 16/10/19 20:47
AnimeCon_baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
46. Chora wyspa. Dziwna wyspa.


Miecz błysnął w górze. U stóp Clair leżał Tai, niezdolny do jakiegokolwiek ruchu. Było po walce wiedział to. To, że kobieta, którą po śmierci Travisa traktował niemal jak matkę teraz stała nad nim gotowa do zadania ostatecznego ciosu sprawiało, że odechciało mu się wszystkiego. Miał nadzieję, że wszystko się skończy. Że Travis mu wybaczy. Sanji był w jeszcze gorszym stanie. W końcu się stało. Luffy pewnie już nie żył, a bez niego Piraci Słomianego Kapelusza nie istnieli. To był koniec podróży. On też zaraz zginie, zostawi ten świat, nie znalazłszy All Blue, nie powiedziawszy Nami tylu ważnych rzeczy... Już nigdy nie pośmieją się razem przy stole, już nigdy nie będzie przeliczał zapasów mięsa, by starczyło dla Luffy’ego. Zaśmiał się lekko wspominając czasy, które już nie wrócą.
Clair nie powiedziała ani słowa. Stała jakby w transie wiedząc, że nic już nie odbierze jej zwycięstwa. Zwycięstwa, którego Sanji nie chciał mimo wszystko oddać jej tak łatwo. Niech to będzie ostatni cios, pomyślał. Na pożegnanie, kopnę kobietę. Kopnę tą cholerną babę.
Stal świsnęła, Sanji odbił się od ziemi. W tej samej sekundzie rozległ się wrzask.
- JESTEEEŚMY!!!!
Kucharz nie wiedział dlaczego, ale natychmiast zrezygnował z ataku. Rzucił się na bok. Do sali wpadli Usopp i Chopper. Obaj wycieńczeni po długim biegu, ale zwarci i gotowi.
Clair odwróciła się gwałtownie w ich stronę.
- Kim jesteście do diabła?! – ryknęła.
Chopper nie zamierzał odpowiadać. Podczas gdy Usopp wykrzykiwał swoją formułkę o kapitanie i ośmiu tysiącach podwładnych po prostu skoczył w stronę kobiety.
Sanji’emu opadła szczęka. Ich nie powinno tu być! Ale byli. I chyba właśnie pomogli mu nie złamać swojej obietnicy.
- Arm pointo! – wrzasnął renifer.
Był tuż obok Clair.
- Kokutei ROZEO!!!!
Wszystko potoczyło się szybko. Za szybko, by ktokolwiek zdążył się ruszyć. Clair umknęła przed atakiem padając na ziemię. Był to odruch tak szybki, że Chopper nie zdążył wyhamować i całym impetem poleciał do przodu. Kobieta wiele nie myśląc cięła na odlew. Chlusnęła krew.
- CHOPPER!!! – ryknął Sanji widząc jak renifer momentalnie wracając do swojej małej postaci, pada na ziemię.
Usopp zbladł. Nie... przecież mieli plan... Przecież obiecali sobie... To nie było możliwe, by ot tak się to skończyło. Mieli pokonać siebie i pokazać, że są przydatni. A teraz co? Chopper pada na ziemie po pierwszym ciosie?! I jego Usoppa zaraz ma czekać ten sam los? NIGDY!
- Ty... wiedźmo ! – ryknął długonosy dobywając procy.
Nie mogli wejść i od razu paść. Nie obaj. Byli piratami Słomianego Kapelusza!!!
- Kaen boshi!!!
Nie trafił. Stres wziął górę. Nie miał nawet chwili by się skoncentrować, po prostu strzelił na oślep, pocisk minął Clair i utkwił w ścianie gasnąc natychmiast. Snajper zacisnął oczy w których zebrały się łzy bezradności i wściekłości na samego siebie. A potem poczuł lekkie ukłucie i zobaczył, że w jego udzie tkwi niewielkie ostrze. Nasączone śmiertelną trucizną. Natychmiast stracił władzę w nogach i runął na twarz.
Sanji nie mógł uwierzyć. Tak szybko. Tak bez problemowo. Clair pokonała Usoppa i Choppera jakby byli dziećmi. Mimo, że weszli tu z taką śmiałością, tak pewni siebie. Spojrzał na nią z nienawiścią. To było takie niesprawiedliwe. Ale chwilę potem przypomniał sobie Kaneyamę. Ostatnio życie w ogóle nie było sprawiedliwe.
Usopp jęknął z bólu. To się stało za szybko, ale nie powinien rozpaczać. Wciąż miał władzę w rękach i trzeźwy umysł, musiał coś zdziałać. Rozejrzał się szybko po sali. Tai zwinięty w kłębek leżał na ziemi i płakał, strzelec wolał nie myśleć co musiało się stać, żeby doprowadzić wielkiego murzyna do takiego stanu. Sanji także nie wyglądał najlepiej. Straszliwe gorąco tego miejsca powodowało, że ociekał potem, całą koszulę miał przesiąkniętą i niemalże słaniał się na nogach. Luffy zaś... Luffy się nie ruszał wcale. Snajper zamarł.
- Co się dzieje z Luffym?! – ryknął.
- Chyba nie żyje – odparł Sanji ciężkim głosem – Wypił wodę bohaterów.
Ta wiadomość uderzyła w Usoppa niczym kula wystrzelona z bliska w twarz. W pierwszej chwili nie uwierzył w to co słyszy.
- Jak to? – warknął. – Nawet tak nie żartuj!
- Tai też oberwał truci... – Sanji nie dokończył zdania.
- Zamknij ryj!!! – ryknęła Clair z całej siły kopiąc kucharza w twarz.
Pirat poczuł jak pęka mu szczęka i runął jak długi na plecy zalewając się krwią. Miał do czynienia z pieprzoną sadystką, tego był pewien.
- Sanji! – krzyknął Usopp.
Aż go zabolało, gdy zobaczył padającego kucharza. Clair uśmiechnęła się. Pięciu leżało wokół niej, jeden martwy, drugi na skraju śmierci, trzeci ze sparaliżowanymi nogami, czwarty ze zgruchotaną szczęką i piąty, płaczący jak dziecko. Nigdy się nie spodziewała, że sprawy się tak gładko ułożą. W tej chwili miała gdzieś Boba, swojego męża, który leżał na plecach wpatrując się wytrzeszczonymi oczyma w sklepienie. Drżał lekko, ze złamanym kręgosłupem nie miał już za wiele do powiedzenia. Nawet nie zamierzała go ratować. Po cholerę jej ktoś, kto do końca życia będzie leżał w łóżku?
- Od którego by tu zacząć... – mruknęła, a potem spojrzała na Usoppa – Od ciebie.
Ruszyła z wolna w jego stronę.
I wtedy odezwał się głos, przecinając ciszę.
- Luffy... nie umarł... On żyje...
Sanji natychmiast spojrzał w stronę kapitana. Chopper był przy nim i mierzył mu tętno. Był cały we krwi, miał głęboką ranę na piersi, której nie miał czasu ani opcji opatrzyć, długi krwawy ślad ciągnął się za nim od miejsca, w które padł.
- Jak to żyje? – zapytał Sanji.
- TO ZARAZ GO DOBIJĘ! – Clair odbiła się sprzed Usoppa i runęła na Słomianego z mieczem w dłoni.
- Kayaku boshi!! – długonosy strzelił niemalże na ślepo próbując ratować kompanów.
Cudem trafił, zaś kobieta poleciała w przód i uderzyła twarzą w rozgrzaną, betonową ścianę. Padła na ziemię z krzykiem. Usopp dyszał ciężko.
Chopper podniósł się, ale jego ciałko nie wytrzymało takiego upływu krwi. Padł na ziemię.
- Sanji... – wycharczał krztusząc się.
- Zamknij się Chopper, wykrwawiasz się!!! – krzyknął kucharz.
- Sanji... Jeżeli miała truciznę... to zawsze... ALE TO ZAWSZE MA ANTIDOTUM! – renifer otarł łapką krew, która ciurkiem spływała mu z ust. – Musicie je z Taiem jej zabrać!!
Kucharz zamrugał powiekami. Rzeczywiście, Chopper miał rację! Clair istotnie musiała mieć przy sobie antidotum na przynajmniej część z tych trucizn. Tylko, że lekarz był w tragicznym stanie, mógł w każdej chwili stracić przytomność, a on sam nie rozpozna odpowiedniego antidotum.
Clair powoli podniosła się z ziemi, znów chwytając miecz.
- Chopper! Nie ruszaj się! – krzyknął Sanji. – Zajmiemy się tym! Ty leż spokojnie!
Modlił się by wystarczyło czasu.
Ogłuszona na chwilę kobieta nie usłyszała o czym mówią, ale nie była na tyle głupia by nie zrozumieć, że coś planują. Zobaczyła błysk w oku Sanji’ego i wiedziała, że musi działać. Po prostu tyle. Mimo tego, że krew spływała jej po czole i kapała na oczy. Musiała działać.
- Coś tam planujecie, tak? – prychnęła sarkastycznie – Po co, skoro i tak na nic się to nie zda?
Sanji jednak wiedział, że się zda. Przy okazji zwrócił na siebie uwagę Clair, która teraz szła w jego stronę. Szybko rzucił się w stronę leżącego na ziemi Murzyna. Musiał mu pomóc.
- Ej, Tai! Wstawaj!
Nie było reakcji. Tylko łzy.
- Przestań się mazać! Mamy coś do zrobienia.
Tai spojrzał na niego spode łba. Jego oczy były szeroko rozszerzone w przerażeniu, zaś zimny pot ściekał po jego twarzy.
- Zabiłem Travisa... zabiłem go...
Sanji zacisnął zęby.
- Nie zabiłeś... przecież...
- TO MOJA WINA!!!
Poszedł but, na wszelki wypadek. Kopnięcie nie zrobiło jednak na Taiu najmniejszego wrażenia. I tak miał to gdzieś. To on do tego doprowadził. Gdyby wtedy nie spalił to Travis by żył dłużej. Gdyby oddał ten towar, ludzie by tyle nie cierpieli. Nie zasługiwał na to by żyć.
- Zostaw mnie... – jęknął.
- CHYBA CIĘ POJEBAŁO! – ryknął Sanji. – Pirat nigdy nie zostawia przyjaciela!!!
- Jakiego przyjaciela... chyba zabójcę....
- A jednak przyjaciela... Jak nie wstaniesz... będzie nie...nielegal.
- Co? – Tai wyglądał na zaskoczonego.
- No normalnie. Będzie ten, no.... nielegal.. I razem... nie porozkmi...niamy... – Sanji wymawiał te słowa z najwyższym trudem. W życiu nie mówił w ten sposób.
- Ale...
- Do chuja pana, Tai! Jeśli chcesz cokolwiek naprawić, cokolwiek zmienić, to najpierw musisz wstać!!! Pomóż uratować Luffy’ego. Jeśli zjebałeś raz, to nie pozwól, by po raz drugi przez ciebie ktoś umarł! Ja sam nie dam sobie z nią rady. Jeden strzał i po mnie! A ty masz silniejszy organizm! Ty dasz radę...
- Przeze mnie zginęło zbyt wielu ludzi... nie zasługuję...
- Nie ty o tym decydujesz, stary – Sanji odpalił papierosa. – Ty masz w tym momencie działać. Jak na zioma przystało. Jesteś w stanie walczyć, co nie?
- Nie... nie mogę...
- Tak? A ostatnie słowa tamtej piosenki? Myślałem, że jest szczera... – mruknął kucharz. – jak to szło?
Coś pękło.

Some things will never change

Tai tego nie powiedział. Nie powiedział ani słowa. Nikt się nie odezwał. On to po prostu usłyszał. Obejrzał się. Travisa tam nie było. Poczuł jednak jak w sercu znów robi mu się ciepło. Prawda. Oj, szczera prawda...
- Some things will never change... – szepnął Tai.
- Co? – zapytał Sanji z uśmiechem.
- Some things will never change... – powtórzył powoli wstając. – SOME THINGS WILL NEVER CHANGE!!!
- No chyba tak to szło...
- NIEKTÓRE RZECZY NIGDY SIĘ NIE ZMIENIAJĄ!!! – ryknął Tai.
Łzy trysnęły mu z oczu. A więc o to chodziło Travisowi. Zrozumiał. W końcu zrozumiał. Dlatego napisał piosenkę. Dlatego razem ją zrobili! Byli niemalże braćmi, a on dopiero teraz to zauważył.
Nie on się nie mógł zmienić! Travis to przewidział! Zarapował to, czego nie umiał powiedzieć. Zarapował to co było prawdą, co trafiało do ludzkich serc. Przekazał naprawdę wiele!
Tai wrzeszczał. Płakał jak małe dziecko, ale nie był już bezradny. Chciał przytulić z całych sił swojego przyjaciela, podziękować mu za to co zrobił, za to czego go nauczył. A potem najebać się, zajarać skręta. Jak kiedyś. Ale to kiedyś już się nie zdąży. Bo rzeczy nigdy nie będą takie same, ale... niektóre nigdy się nie zmienią. Tai się nie zmieni. Tai ma być sobą – już na zawsze. I to właśnie chciał przekazać Travis, zanim odszedł. Zostawił mu siłę na całe życie.
Sanji uśmiechnął się klepiąc serdecznie Murzyna po trzęsących się ramionach, a potem wstał.
- Koniec tych ckliwych gadek? – warknęła Clair.
W jej sercu już nie było miejsca na takie rzeczy.
- Tak... koniec... – warknął Tai i spojrzał jej w oczy. – Tak samo jak zaraz skończysz się ty, Clair. I cała choroba tej wyspy.
- A to dobre. Płaczliwy czarnuszek będzie walczyć? Z czystym amoniakiem w żyłach?
- PIERDOLĘ CO MAM W ŻYŁACH! – ryknął Murzyn.
Było gotowy do ataku. Sanji też. Wszystko musiało się tutaj skończyć.
Usopp zacisnął pięści.
- DO BOJU CHŁOPAKI!!!!
Tego nie trzeba było im powtarzać. Obaj napięli mięśnie i ruszyli do przodu. Trzeba było znaleźć antidotum i je zabrać. Luffy musiał przeżyć. Nie było innej opcji.
Clair także wyskoczyła do przodu. Miała w dłoni miecz, a przy sobie setki różnych trucizn. Takich, które zabijały jednym trafieniem też. Nie zamierzała się teraz poddać. Może konopie przepadły, ale z ich ciał też wyprodukuje nie jedną truciznę. Zwłaszcza, że było tu co najmniej dwóch użytkowników. Warto było zaryzykować.
- Bierz to! – ryknął Tai.
Wyglądał jakby wstąpiła w niego nowa siła. Natychmiast stanął na rękach i kopnął obiema nogami w twarz Clair. Kobieta uniknęła z najwyższym trudem, Murzyn ruszał się płynnie i gładko, zupełnie jakby nie był ranny, ani zatruty. Po prostu atakował bez litości. Chwilę potem z drugiej strony Poleciał cios Sanji’ego. Tym razem Clair nie miała problemów z blokiem, widać było, że kucharz co nieco się hamuje. Sama zaatakowała. Cięła mieczem szybko, celując w witalne punkty, nie zamierzała ich oszczędzać. Do tego ostrze było nasączone trucizną. Powinno wystarczyć. Nie wystarczyło.
Tai wykręcił obrót na barkach podcinając jej nogi. Natychmiast wylądowała na plecach. Sanji wykorzystał okazję i przygwoździł ją do ziemi.
- Gdzie masz antidota?! – wrzasnął.
- Co takiego? – zapytała niewinnym głosem.
W następnej sekundzie zwaliła z siebie Sanji’ego i odskoczyła w tył.
- Skubana suka... – warknął Murzyn.
- Nie mamy jak tego znaleźć! Czasu ucieka, Chopper zaraz straci przytomność i nie pomoże Luffy’emu!!! – kucharz poczuł, że udziela mu się panika.
- Spokojnie... – Tai uniknął kolejnego ciosu i odskoczył. – Sanji, zajmij ją na chwilę. Mam plan. – szepnął do niego.
Nie było czasu. Blondyn kiwnął głową niewiele myśląc. A potem Tai dał znak.
Wystrzelił z miejsca. Musiał ją zatrzymać nie kopiąc jej. Wiedział, że nigdy by sobie nie wybaczył, gdyby jego but zostawił odcisk na kobiecym ciele.
- Dawaj! – wrzasnęła Clair tnąc poziomo.
Kucharz schylił się. Wyprowadził lekkie kopnięcie w rękę, próbując wytrącić jej miecz. Nie trafił, a chwilę potem zblokował podeszwą buta, kolejny cios. Przeciwniczka była cholernie szybka. Siły też jej nie brakowało, niemal przecięła jego obuwie. Ostrze utkwiło we wzmacnianej stalą podeszwie.
- TERAZ PADNIJ! – ryknął Tai.
Sanji znów zachował się machinalnie rzucił się w tył, pociągając za sobą Clair, która wciąż trzymając miecz straciła równowagę.
Tai się nie patyczkował. Z wyskoku przyłożył jej kolanem w szczękę sprawiając, żę trysnęła krew przemieszana ze śliną. Kobieta runęła do tyłu wraz z ostrzem, które wysunęło się z buta Sanji’ego. I tylko tego Murzyn potrzebował. Jeszcze w locie kopnął jej rękę. Miecz był w górze. W następnej chwili Clair upadła na plecy, zaś miecz zakręcił w powietrzu kółko i z okropnym dźwiękiem wbił się w jej prawe ramię przygwożdżając je do ziemi. Ryknęła z bólu.
Tai gładko wylądował na ziemi uśmiechając się pod nosem.
- I tak to wygląda.
Clair spanikowała.
- Antidotum! – ryknęła sięgając lewą ręką za pazuchę.
Wyciągnęła niewielkie zawiniątko z którego natychmiast wysypało się kilkanaście malutkich fiolek. Nie dała rady utrzymać ich porządnie, bo jej ciało niemal natychmiast zaczęło dziwnie drżeć, jak przy ataku epilepsji.
- Teraz! – Tai natychmiast skoczył do przodu wyciągając dłoń po fiolki. Nie zdążył. Clair odruchowo miotnęła w jego stronę sztyletem, musiał rzucić się do tyłu, by uniknąć.
- Jasna cholera! – ryknął Sanji widząc jak kobieta wyszarpuje z rany miecz i pije dziwną zielonkawą ciecz z jednej z fiolek.
Odetchnęła z ulgą, a potem spojrzała na nich z niekłamanym uśmiechem.
- To był bardzo dobry pomysł, ale niestety, niezbyt się udał. Skoro dybiecie na moje antidota, mogę zrobić tylko jedno. - Po tych słowach rozdeptała na miazgę jedną z fiolek. A potem drugą i trzecią.
Sanji ryknął z szoku i rozczarowania. To nie mogło się tak skończyć! Był jednak za daleko.
- Tamago boshi!!!
Jajko przecięło powietrze i rozbiło się na twarzy Clair natychmiast sprawiając, że kobieta cofnęła się kilka kroków próbując zmazać z twarzy kleistą substancję.
- Usopp! – krzyknął kucharz.
Jego nakama uniósł kciuk. Nie mógł chodzić, prawda. Ale mógł strzelać.
- TERAZ! BIERZCIE TE ANTIDOTA!!! – wrzeszczał.
Taiowi nie trzeba było tego powtarzać. Natychmiast skoczył w stronę fiolek zbierając wszystkie, które pozostały. Bez żadnego przystanku ruszył do Choppera, który oddychał coraz ciężej.
- Która?! – zapytał na bezdechu pokazując fiolki.
Renifer spojrzał zamglonymi oczami.
- Czy ktoś jeszcze się wykrwawia? – zapytał.
- Co?
- Czy ktoś... poza mną ... wykrwawia się?
Tai zdębiał. Lekarz bredził od rzeczy. Mimo to rozejrzał się po pomieszczeniu.
- Nie.
Chopper odetchnął z ulgą po czym sięgnął do torby i wyciągnął z niej białą kulkę. Ostatnią pigułkę hemapoetyczną. Przegryzł ją, pozwalając by ogarnęło go przyjemne ciepło. Szpik kostny działał szybciej. Tyle krwi ile tracił, tyle zyskiwał. Przeżyje. To było pewne.
- Ta biała substancja. Doustnie... – jęknął opatrując swoją okrutną ranę.
Tai wzruszył ramionami, po czym otworzył Luffy’emu usta i wlał do środka całą zawartość fiolki. Potem mógł się tylko modlić.
Reakcja była natychmiastowa. Kapitan złapał mocny wdech i otworzył usta łapczywie chwytając powietrze. Sanji odetchnął z ulgą. Mieli mnóstwo szczęścia.
- TO NIE WYSTARCZY!! – ryknęła Clair przerywając sielankę.
Miała w dłoniach trzy sztylety, które natychmiast cisnęła w stronę Luffy’ego. Tai był jednak szybszy. Zasłonił Słomianego pozwalając by ostrza utkwiły w jego plecach. Zacisnął zęby wydając z siebie cichy syk.
- Tai! – wrzasnął Sanji.
- Wszystko w porządku... – Murzyn wstał.
Świat miał znacznie bardziej rozmazane barwy niż przed chwilą, ale nie mógł paść. Nie teraz, kiedy zrozumiał sens słów Travisa. Machinalnie ruszył do przodu.
- Nie zbliżaj się! – ryknęła Clair tnąc poziomo.
Tai uchylił się przed ciosem, a potem wbił jej łokieć w brzuch. Zakrztusiła się plując krwią. Murzyn poprawił prawym sierpowym w twarz. Padła na kolana. To nie był koniec. Ciosy spadały na kobietę ze wszystkich stron masakrując jej i tak obite już ciało. W końcu zatrzymała się pod ścianą. Krew ściekała jej po twarzy.
- I co... Myślisz, że teraz będziesz sobie od tak żył? – warknęła. – Myślisz, że mnie pokonasz?
- Tak myślę Clair.
- To ci pokaże w jakim jesteś błędzie! – ryknęła i wyciągnęła coś zza pazuchy. Flakonik z grubego szkła, taki sam jak tamten z wodą bohaterów. Jednakże w tym wypadku w środku nie pływała substancja. Naczynie zdawało się puste.
Tai podrapał się po głowie.
- Chyba flakon na nielegalu – rzekł.
- Nie, jak najbardziej ten. Wiesz co jest w środku? – Clair uśmiechnęła się złowieszczo. – MH 7.
- Co?!
Chopper jednak znał odpowiedź. Jeśli ona mówiła prawdę, to... koniec.
- MH 7!!! Najsilniejsza trucizna świata pod postacią gazu! Znacznie gorsza niż MH 5!!! Jeden wdech i...
- ...I nasze wnętrzności przemienią się powoli w krwawą papkę, która wypłynie wszystkimi otworami ciała – dokończyła Clair. – Może nie dam rady was pokonać, ale wszystkich zabiorę ze sobą!!!
Tai nie zdążył powiedzieć ani słowa. Kobieta wzniosła flakonik, gotowa by go odkorkować. Zacisnęła oczy, jej usta wykrzywiły się w szaleńczym uśmiechu. Usopp coś tam wrzasnął, Chopper zakrył sobie twarz dłońmi. Nic się jednak nie stało.
Sanji stał obok Clair trzymając jej nadgarstek z całej siły. Patrzył na nią z wielkim smutkiem.
- ODWAL SIĘ! – ryknęła kobieta kopiąc go w bok.
Skrzywił się, ale nie puścił.

Hej Sanji... Nigdy nie kopniesz kobiety! To podstawowa zasada prawdziwego mężczyzny!!! – ryknął Zeff.
- Naprawdę? A co w tym złego?
- IDIOTO! – Stary pirat zdzielił chłopaka swoją drewnianą nogą. – Jak ja coś mówię tak ma być!!! Chcesz być mężczyzną?! To zapamiętaj tą prostą zasadę!
- No dobra... – Sanji uśmiechnął się. – W sumie coś w tym jest – dodał patrząc na jedną z pięknych klientek.


Coś w nim pękło.

Nigdy nie kopnę kobiety!!!”

Kolejny raz życie pokazało, żeby nigdy nie mówić nigdy. W tej chwili jednak nie było innego wyjścia. Zamachnął się i z całej siły kopnął Clair w brzuch. Z jej ust trysnęła krew, kiedy odleciała dziesięć metrów w tył, uderzyła plecami o ścianę i osunęła się na ziemię już nieprzytomna. Flakonik wyleciał w górę i po chwili wylądował w dłoni kucharza.
Nastała głucha cisza.
Tai ocenił sytuację.
- Trzymaj ten flakon, ziomuś. Zneutralizujemy potem... – mruknął. Na razie trzeba się zająć tym wszystkim.
Sanji się nie odezwał. Miał spuszczoną głowę.
- AAA!!! ZARAZ SKOPIĘ CI DUPĘ!!! – odezwał się znajomy głos.
Murzyn z uśmiechem spojrzał jak Luffy podnosi się wyciągając pięści do góry.
- Gdzie ona jest?! Gdzie ona jest?! – pytał, rozglądając się gwałtownie.
- Leży... – wyjaśnił Chopper. Jego oddech również się uspokajał. – Sanji ją załatwił.
- SANJI?! – Luffy wytrzeszczył oczy. – Kopnął laskę! Szok!
- Luffy... zamknij się. – Warknął kucharz, po czym nie odwracając się wyszedł z sali.
Tai machnął ręką.
- Niech idzie. Zajmiemy się antidotami... Bo ja już mam dosyć... zioooooom – przedłużając literę „o” w ostatnim słowie Tai runął na plecy powalony ilością trucizny i niesamowitym zmęczeniem.
- O CO CHODZI? Czemu wszyscy padają?! – Luffy był lekko skonsternowany.
Chopper uśmiechnął się tylko lekko, a potem powoli, z trudem zaczął się podnosić.


Wszyscy wzięli antidotum. Nie było sensu tego przeciągać, Chopper rozpoznał umiejętnie wszystkie zatrucia, na szczęście wśród trzech leków zniszczonych przez Clair nie było niczego co mogłoby im się przydać. Co więcej, lekarzowi udało się przyrządzić nieziemską ilość uniwersalnego leku, którym mogli wyleczyć większość spośród chorych na wyspie. Sanji powiedział, że zaczeka na zewnątrz, bo chce być sam. Pozostała czwórka nie oponowała. Pod kierownictwem Choppera zrobili co mogli, po czym przelali lekarstwo do wielkiego naczynia i opuścili tajemny pokój. Clair zostawili samą sobie. Zużyli wszystko co znaleźli i zniszczyli piec. Teraz nie mogła już nic zrobić, nikomu zaszkodzić. Nie było potrzeby jej dobijać. Luffy natychmiast odzyskał humor.
- Jestem głodny!!! – wrzeszczał.
- Spoko, ziomuś, obszamamy coś jak tylko stąd wyjdziemy...
Wyszli bardzo szybko. Usopp i Chopper zauważyli od razu, że w miejscu, gdzie zostawili dziewczyny nie było już nikogo, uznali to za dobry znak, najprawdopodobniej Sanji musiał je wziąć wychodząc na dwór.
Chwilę później razem przekroczyli drzwi domu Clair i znaleźli się na zewnątrz. Akurat świtało, zaś powietrze pachnęło... wcale nie świeżością poranka.
Przywitała ich Marisa.
- LUFFY!!! – śmiejąc się do rozpuku rzuciła się na kapitana przytulając go z całej siły.
Słomiany w pierwszej chwili nie zrozumiał o co chodzi, ale sekundę później i on zaczął rechotać. Było tak wesoło. Kurewsko wesoło.
Sanji leżał na ziemi zwijając się ze śmiechu, Robin miała niesamowitą radochę ze swojego bandaża na szyi. Nami rozdawała drobne. Ludzie z miasteczka zebrali się wokół domu Clair. Wszyscy roześmiani. Wszyscy szczęśliwi. Nawet do przesady. Chopper zaczął tak rechotać, że z jego rany popłynęła krew. Usopp z kolei tak przez to spanikował, że przez następne piętnaście minut wpatrywał się w ścianę nic nie mówiąc, a za to trzymając się za głowę. Marisa i Luffy leżeli przytuleni do siebie i śmiali się w głos, aż ramiona im się trzęsły.
Tai podrapał się po głowie. Na wszelki wypadek rozdzielił rudowłosą i Słomianego, by nie zrobili czegoś głupiego w tej zabawie. Potem wziął głęboki wdech.
Tak... On od razu zrozumiał. Nie wziął tego pod uwagę kiedy wrzucał plecak do pieca. Z komina Clair, mimo, że piec już nie istniał, wciąż unosił się zielonkawy dym o słodkawym zapachu. Obejmował całą wyspę. Przytulał wszystkich.
Murzyn roześmiał się lekko. Travis przysłał prezent. Zajebisty prezent. Bo każdy ma prawo się uśmiechać, nie?
Spojrzał w niebo.
- Stary... dzięki. Nigdy cię nie zapomnę, ziom.
A potem Sanji wskoczył mu na plecy. Tai roześmiał się i obaj rzucili się w wir niczym niepohamowanej zabawy.
Chora wyspa stała się dziwną wyspą. Otuloną naturą w najczystszej postaci.



Ciąg dalszy nastąpi.






Dramatyczne pytania:

Co się stanie dalej?
Jak będą się czuć wszyscy, gdy minie im zejście?
Czy to koniec niebezpieczeństw na Chorej wyspie?
Dokąd teraz?


Część 47 to: Nowy kurs. Tajemniczy statek.
bullet Napisane przez Guilty dnia 05 wrzesień 2009 · Kategoria: Fanfiki ·
· 0 komentarzy · 1345 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,941,886 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony