REJESTRACJA
955 PL

954 PL

953 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Steam
Autor: Ponury dnia 18/10/19 22:11
Rozdział 959
Autor: Wielki160 dnia 18/10/19 18:08
Story Cubes 11: Szklana Pogoda -..
Autor: Szczery dnia 17/10/19 23:10
Breaking Bad
Autor: Devzan dnia 16/10/19 21:36
Spamiliada 12
Autor: Chisu dnia 16/10/19 21:25
Ostatnio widziane
Autor: Komimasa dnia 16/10/19 20:47
AnimeCon_baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
UWAGA! TEN CHAPTER ZAWIERA SPOILER!!!


48. Ból


- Co się dzieje? – zapytał Usopp przecierając oczy.
Odpowiedź uzyskał natychmiast, kiedy kula armatnia śmignęła tuż koło statku, przecinając ocean i rozpryskując wodę na wszystkie strony. Podskoczył jak na szpilkach, przerażony.
- Właśnie to!! – odparł Sanji wskakując na barierkę, gotów by odbijać kule.
Nami zachowała zimną krew. Oceniła sytuację jednym spojrzeniem. Statek napastników był ewidentnie szybszy, więc uciekać w konwencjonalny sposób nie było po co. Odpalanie Coup de Burst w takiej sytuacji nie było do końca dobrym rozwiązaniem, mógł się przecież przydać w każdej chwili. Pamiętała, że najsilniejszą broń – działo Gaon mają z przodu, a używać go trzeba było z rozwagą. Teraz dopiero poczuła jak bardzo brak było Franky’ego. Bez niego operowanie Sunnym było znacznie trudniejsze, Usopp nie zdążył pojąć wszystkiego. Niemniej, dawał z siebie wszystko. Zaciągnął za sobą Taia i obaj podbiegli do Nami.
- Co robimy?!
- Luffy, zwiewamy czy walczymy?! – zapytała szybko nawigator.
Statek był coraz bliżej. Kapitan był już koło Sanji’ego. Najbliższe pociski mogły przecież uderzyć w okręt.
- ZATOPMY ICH!!! – ryknął kapitan.
Usopp nie czekał na nic więcej. Wraz z Taiem natychmiast podstawił pod burtę trzy spore armaty. Nie minęła chwila, był gotowy.
- Dobra, Chopper łap ster! Ustaw statek lewym bokiem!!
Dalej wszystko się potoczyło monstrualnie szybko. Okręt napastników również ustawił się do nich burtą burtą. Na chwilę zaprzestał strzelania. Kilka chwil później Thousand Sunny i tajemniczy statek stanęły bokami do siebie w odległości ledwo kilkudziesięciu metrów. I zaczęło się piekło.
Luffy nigdy w życiu nie wiział prawdziwej bitwy morskiej, dotychczas jedynie brał udział w ucieczkach. Natychmiast też zrozumiał, że tutaj, gomu gomu no fusen nie wystarczy. Oczywiście odbił dwie pierwsze kule, ale następne cztery wbiły się w burtę jego statku natychmiast eksplodując. Napastnicy mieli więcej dział, to było pewne. Kolejna kula przebiła gładki żagiel Sunny’ego.
- Nasz statek! – ryknął kapitan. – Usopp, skop im dupę!!!
Odpowiedź na swoją prośbę otrzymał natychmiast. Zagrały trzy działa Słomianych Kapeluszy. Sekundę później pociski eksplodowały na pokładzie okrętu napastników. Musieli być zaskoczeni taką odpowiedzią, zwłaszcza, że strzały były celne jak diabli, jeden z nich niemalże rozłupał na pół pierwszy z masztów. Usłyszeli wrzaski i krzyki, po czym salwa armat roztrzaskała kawałek górnego pokładu. Kule śmigały na wszystkie strony. Luffy z Sanjim robili co mogli. Chwilę potem dołączyła do nich Marisa, mimo niesprawnej prawej ręki, rozcinała kule, może nie z taką skutecznością jak Zoro, ale na tyle by unieszkodliwić przynajmniej część z nich. Tylko, że na tamtym statku też był ktoś kto potrafił to zrobić. Zrozumieli to, kiedy kanonada Usoppa została zatrzymana w powietrzu.
- Co jest do cholery! – wrzasnął Luffy widząc, że ich atak nie przyniósł skutku.
Nie zdążył otrzymać odpowiedzi. W następnej chwili jeden pocisk uderzył w środek pokładu robiąc olbrzymią dziurę, drugi zaś eksplodował tuż obok drzewek pomarańczowych sprawiając, że dwa z nich złamały się i runęły w dół, do morza.
- MOJE DRZEWKA!!! – krzyknęła Nami.
- MOJA SAMOSIEJA!!! – ryknął Tai.
- NASZ STATEK!!! – wrzasnął Usopp.
- MOJE MIĘSKO!!! – zawtórował Luffy.
- Ale to nie wpadło do spiżarni. – powiedziała Robin widząc jak kapitan zaczyna panikować.
- A, to w porządku.
Murzyn i nawigator popędzili w stronę drzewek by ugasić pożar, który niemal natychmiast tam powstał.
Bitwa trwała, ale w krótkim czasie stało się jasne, że Thousand Sunny jest statkiem bardziej wytrzymałym. Do tego Usopp był znacznie lepszym kanonierem, większość pocisków trafiała w cel, mimo usilnych starań tamtych. Tymczasem partactwo wrogich strzelców sprawiało, że Sunny nie doznawał żadnych poważnych uszkodzeń. Do tego wiele pocisków odbijało się od Luffy’ego. Co prawda praktycznie tylko cud sprawił, że maszt Sunny’ego nie złamał się na pół. Tai w ostatniej sekundzie zdążył kopnąć kulę, która eksplodowała kawałek dalej, tuż nad wodą.
Potem było już tylko lepiej. Nieprzerwana kanonada Usoppa roztrzaskała poszycie okrętu przeciwników. Zaczął nabierać wody i przechylił się na „zraniony” bok.
- PIĘKNIE!!! – ryknął Luffy.
Przeciwnicy przestali strzelać i zabrali się do ratowania statku. Tylko, że nie było czego ratować. Niewielki dwumasztowiec gwałtownie położył się na lewej burcie.
- Dobra ruszmy się! – krzyknęła Nami. – Trzeba ich ratować!
- Oszalałaś?! – Usopp gwałtownie się odwrócił. – Oni przed chwilą próbowali nas zabić!
- To ludzie! Trzeba im pomóc. – Luffy zdecydowanie wziął stronę nawigator.
W takim wypadku nie było rozmowy. Uszkodzony Thousand Sunny zrobił zwrot i ruszył w stronę miejsca, gdzie rufa statku napastników znikała właśnie pod wodą. Po chwili piraci byli już u celu.
- Dajcie jakieś liny! – krzyknął Sanji.
- Nie ma po co - zabrzmiał głos Taia. – Nikogo nie ma na powierzchni.
- Jak to? – Luffy i Marisa spojrzeli w dół.
Murzyn miał rację. Morze uspokajało się powoli, poza kawałkami okrętu cicho dryfującymi na wodzie nie było niczego.
- To przecież niemożliwe. – Odezwał się Usopp.
- Przecież nie ma takiej opcji, żeby wszyscy poszli na dno wraz ze statkiem w takiej bitwie... – Nami także była zszokowana.
- Racja, poszedł na dno jak strzała, ale bez przesady...
W tym momencie coś skrzypnęło. Słomiani spojrzeli po sobie.
- Czyżby Król Morza? – mruknął Sanji.
Mylił się. Po chwili wszystko ustało. Przynajmniej na kilka sekund. Bo potem Chopper wypadł ze sterowni i spojrzał w górę.
- UWAGA! – zdążył krzyknąć, a chwilę potem po środku pokładu ktoś wylądował.
Był to niewysoki chłopak o czarnej czuprynie. Ubrany był luźno, w rozpinaną kurtkę i brązowe spodnie. Stopy miał bose. Pojawił się praktycznie znikąd.
- Co, do cholery?! – Tai odwrócił się gwałtownie.
- Zeskoczył z masztu! – wrzeszczał Chopper. – Z samej góry!!
Luffy stanął naprzeciwko młodzieńca, który właśnie podnosił się z przyklęku.
- Kim jesteś, co tu robisz?
- Nazywam się Milo. – odparł.
- A ja... – chciał powiedzieć „A ja Luffy”, ale nie zdążył.
Stracił oddech w momencie kiedy chłopak odbił się od ziemi i wbił mu pięść w żołądek. Skulił się.
- Zdychaj. – rzucił krótko i potężnym kopniakiem posłał Słomianego za burtę. Wprost do morza.
Wszystko trwało może pięć sekund. A potem załoga zaczęła panikować.
- RATUJCIE GO! – wrzasnęła Nami.
Milo odgarnął włosy odwracając się do reszty. O to chodziło. Teraz tylko nie wolno było im pozwolić ratować kapitana. A potrafiłby to zrobić.
- Kim ty kurwa jesteś?! – ryknął Tai natychmiast biegnąc w jego stronę. – WEST SIDE DROP KICK!!!
- Creon – mruknął chłopak.
Jego oczy momentalnie stały się czerwone. Muskulatura urosła, z ust buchnęła para. W następnej sekundzie prawy sierpowy posłał murzyna wysoko w górę. Nie był w stanie zareagować. Milo nie przestawał.
- Artemis! – wrzasnął.
Ciało zareagowało. Mięśnie znikły, podobnie jak czerwień oczu. Zabłysły one teraz błękitem, zaś w jego dłoni pojawił się ni stąd ni zowąd krótki łuk. Gotów do strzału. Tai był bezbronny.
- Zostaw go! – to był głos Marisy.
Mimo rannej ręki rzuciła się do ataku, trzymając katanę w lewej. Nie miała pojęcia, że po prostu nie może trafić. Milo puścił cięciwę. Tylko nadzwyczajnemu refleksowi Marisa zawdzięczała to, że udało jej się przeżyć. Rzuciła się na bok w ostatniej sekundzie, strzała utkwiła w maszcie przecinając wcześniej gładką skórę jej policzka.
- Shiroichi! – zawołał przybysz.
Wyglądał normalnie.
W tym samym momencie Sanji’emu udało się wyciągnąć Luffy’ego na statek. Kapitan był przytomny, choć opił się wody, teraz krztusił się okrutnie.
- O co chodzi?! – warknął. – Czemu mnie atakujesz?
- Luffy, on chyba jest z tego statku, który zatopiliśmy. – powiedziała Robin.
- Uważajcie. Jest szalenie niebezpieczny... – powiedziała Marisa uważnie mierząc spojrzeniem przeciwnika. Tai stanął koło niej. Bolała go szczęka, ale od razu poczuł, że mają do czynienia nie z byle kim.
Milo wolnym krokiem ruszył w stronę Luffy’ego. W oczach płonęła mu żądza mordu, zaś ręce opuścił wzdłuż ciała. Zupełnie jakby coś szykował.
- Zaraz ci dokopię!!! – warknął kapitan.
- Wood punch!! – odpowiedź Milo była natychmiastowa. Jego ręka się wydłużyła, ba, to już nie była jego ręka. Stała się drewnianym palem, pędzącym z zawrotną prędkością w stronę Luffy’ego.
- Owoc drewna?! – zawołał Luffy uskakując na bok. – Gomu gomu no... Pistoru!
Milo natychmiast sprawił, że drewno zniknęło. Teraz to on musiał się bronić.
- Mendez!! – warknął krótko.
W tej samej sekundzie zablokował cios Luffy’ego ogromnym kawałkiem stali, która wyrosła mu z piersi. Tego kapitan się nie spodziewał. Jego atak wgniótł co prawda ową ochronę, ale nie uczynił przeciwnikowi żadnej szkody.
- Niemożliwe! – wrzasnął Usopp. – Owoc stali?
Milo uśmiechnął się widząc jak Słomiani z wolna go okrążają. Nami ściskała już w dłoniach Clima Tact, Marisa dzierżyła katanę, Sanji był gotowy do ataku. Bawiło go to. Zupełnie nie wiedzieli z kim mają do czynienia.
- I po cholerę się stawiacie? – zapytał. – Przecież nie muszę was wszystkich zabijać.
- Co? – odezwała się Marisa.
- Wystarczy, że sprzątnę kapitana.
- Chyba zwariowałeś! – wrzasnął Sanji rzucając się do ataku.
W tym momencie wielka łapa uderzyła go z góry wgniatając w ziemię. Milo był ogromnym niedźwiedziem Grizzly. Tai wytrzeszczył oczy. Przecież to nie było możliwe. Ten chłopak zaprezentował już trzy nadnaturalne zdolności.
- Mówię poważnie! – mruknął odwracając się i wracając do postaci człowieka.
- Nie ma opcji żebyśmy ci zostawili Luffy’ego! – ryknął Chopper wyciągając Rumble Ball.
I reszta wiedziała, że to szczera prawda. Ustawili się do walki. Wszystko przerwał wrzask kapitana.
- DOOOBRA!!!
Kiedy na niego spojrzeli już wiedzieli co Luffy zamierza zrobić. Milo uśmiechnął się pod nosem.
- Skopię dupę temu chłopaczkowi! I niech nikt się nie wtrąca!!!
To mówiąc kapitan ruszył do przodu.



„Dziękujemy ci. Możesz być pewien, że zostaniesz hojnie nagrodzony”
Tak powiedzieli, nie było powodu aby im nie wierzyć. Niemniej minęło już sporo czasu, a nagrody wciąż nie było. Ten fakt straszliwie denerwował Czarnobrodego. Cóż, swoje plany już miał, wiedział co zrobić i kiedy. Mimo to garść Beli mogła tylko pomóc w tym wypadku. Skrzywił się oglądając się na swoją załogę. Byli gotowi, uśmiechali się nerwowo. Wierzyli w niego. Prawda, gdyby nie on nigdy tak daleko by nie zaszli. To on był siłą, która będzie się liczyć w świecie. To on zostanie królem piratów.
Szli w piątkę portową dróżką. Wyspa na której urzędowali przywykła już do widoku piratów, nawet taka załoga jak Piraci Czarnobrodego nie wywoływała tu szumu. Zmierzali w stronę niewielkiego, szybkiego okrętu. Ostatnio mieli pecha, ich tratwa roztrzaskała się w drzazgi o przybrzeżne skały. Brakowało im dobrego nawigatora.
- Naprawdę zamierzamy to zrobić? – zapytał Van Auger. On jeden miał jeszcze jakieś wątpliwości.
Lafitte śmiał się cicho, Burgess rozdziawiał paszczę z radości, a Doktor Q był myślami zupełnie gdzie indziej.
- Pewnie, że tak! – powiedział głośno Marshall D. Teach. – Chyba nie pękasz?
- To na co się porywamy to nie jest zwykła wyprawa. Dużo ryzykujemy... – mruknął strzelec.
- Nie ryzykujemy, dopóki potrafię to... – To mówiąc, Czarnobrody uwolnił ciemność. Natychmiast wchłonęła kilka okolicznych domów. Czarna dziura zaczęła się rozrastać pożerając całe miasteczko.
- Naprawdę wierzysz, że Białobrody tam będzie? – spytał Lafitte podskakując. – To by dopiero było...
- Będzie. Nie zostawi tego gówniarza w potrzebie. – Czarnobrody jak gdyby nigdy nic kontynuował wsysanie.
Chwilę potem cała załoga stanęła na pokładzie statku. Marshall D. Teach uśmiechnął się. Ta wioska zapomni, że tu byli. A przed nimi jeden cel.
- Liberation.
Van Auger spojrzał z podziwem.
- Uwielbiam jak to robi. – mruknął.
- A teraz ruszajmy!! – wrzasnął Czarnobrody. – Ruszajmy do Impel Down!!!


Luffy głucho trzasnął o pokład. Krew bryzgnęła na sztuczną trawę. Nawet nie widział ciosu. Lewa ręka, jeszcze nie zaleczona po walce z Cortezem paliła go żywym ogniem, miał poważnie rozcięty łuk brwiowy, krew zalewała mu oko. Milo natomiast stał wyprostowany i uśmiechał się lekko. Był górą. Załoga nie mogła uwierzyć w to co się dzieje. Młody chłopak w ciągu tej niespełna pięciominutowej walki zaprezentował moc co najmniej sześciu różnych diabelskich owoców. Do tego użył kilku broni pojawiających się ni stąd ni zowąd. Kiedy wymachiwał kataną, Marisa zwątpiła w sens istnienia. Nawet Zoro nie potrafiłby tak walczyć. A Luffy używając Gear Second ledwo co unikał śmiertelnych cięć.
- Dlaczego! – ryknął Sanji nie wierząc co widzi. – Skąd masz taką siłę?!
- Ot, taka sztuczka... – odpowiedział Milo.
- Ty draniu! – kucharz ruszył do przodu, ale zatrzymał go głos kapitana.
- Mówiłem. On jest mój...
Luffy powoli się podniósł. Był w niewesołej sytuacji. Nie mógł na pokładzie Sunny’ego użyć Gear Third. Nie mógł przesadzać nawet z drugą formą. I tak zdążył już roztrzaskać barierkę, czy wyżłobić sporą dziurę w pokładzie.
- Właśnie tak. Tak powinien walczyć prawdziwy pirat. – Milo zniknął z miejsca.
Nami zamknęła oczy. Potem zabrzmiało uderzenie i Słomiany runął jak długi na ziemię. Tym razem cios był zbyt potężny. Pociemniało mu przed oczami. Nie... to nie było możliwe. W jednej chwili ten chłopak był szybki jak Lucci... W drugiej atakował go wiatrem, zupełnie jak Cortez. Chwilę potem ciął kataną lub naginatą.
- Luffy!!! – wrzasnął Usopp.
Załoga nie mogła już czekać. Kapitan był na skraju śmierci, a zwyczajnie nie mógł pójść na całość. Wszyscy, jak jeden mąż, rzucili się na Milo. To był błąd, którego skutki odczuwali jeszcze długo.
Pierwsza odpadła Nami. Milo jednym ruchem złamał jej rękę. Dziewczyna krzyknęła z bólu padając na ziemię. W Sanjim coś pękło. Rzucił się na chłopaka jak nie tak dawno temu na Sigmę. Chciał go zabić, zniszczyć, zadać mu ból, byle jak.
- Mounton Shot!!!
Nie trafił. Milo pojawił się za nim. To ewidentnie było Soru. A potem...
- Shigan.
Sanji poczuł piekący ból. Padł nieprzytomny.
Tai nie miał żadnych szans. Milo uderzeniem głowy złamał mu nos i posłał na deski. Marisa ledwo uniknęła pierwszego ciosu, a już nadszedł drugi, tym razem miażdżące kopnięcie, strzaskał jej żebro. Dziewczyna padła na ziemie krztusząc się krwią.
- I to ma być walka, tak? – Milo odwrócił się w stronę Usopp, Choppera i Robin.
- Hissatsu Kaen Boshi!!!
Kolejne pudło. Usopp runął jak długi na plecy. Milo był coraz bliżej. Wyszczerzył zęby.
- Nie zbliżaj się!!! – wrzasnął Chopper.
- Hehe, mam dla was niespodziankę!
A potem wszystko potoczyło się jak błyskawica.
- Franky. – powiedział Milo.
Nikt nie mógł się spodziewać tego co się stanie. Ręce chłopaka momentalnie rozrosły się, pojawiły się na nich niebieskie gwiazdy. Robin i Chopper zamarli. To nie był sen, ani złuda. Przed nimi stał chłopak mający ręce ich zmarłego nakama.
- JAKIM CUDEM!!! – ryknął lekarz.
Dla Robin było tego za wiele. Padła na kolana. Pot spływał jej po twarzy. Dlaczego wszystko przypominało jej Franky’ego??
- Ech, normalnie... Normalnie przyjacielu... – Milo uśmiechnął się złośliwie. – FRESH FIRE!!!
Chopper w ostatniej sekundzie uskoczył na bok. Nie tylko ręce Franky’ego, pomyślał. Jego ataki też...Ale to nie było możliwe. Rozgryzł Rumble Ball. Musiał atakować!
- Arm point!!!
- To na nic! Weapon’s...
- Kokutei Rozeo!!!
- LEFT!!!
Błysnęło krótko, nastąpiła ogromna eksplozja, a potem uderzenie Choppera weszło idealnie w klatkę piersiową Milo. Chłopak runął w tył i potoczył się po pokładzie. Schody prowadzące na górny pokład przestały istnieć, nie wiadomo dlaczego w ostatniej sekundzie napastnik zamiast uderzyć w renifera zmienił cel i wypalił w schody.
- Robin, to nie jest Franky!! – wrzasnął Chopper. – On nigdy nie strzeliłby w swój statek!
Milo podniósł się z ziemi i złapał się za głowę. Schylił się na chwilę jakby przygnieciony ogromnym ciężarem. Jęknął z bólu.
- Robin... ROBIN!!! – krzyczał renifer.
Archeolog nie podnosiła się z klęczek. Reszta załogi leżała bez ruchu. To koniec. Milo w końcu się uspokoił i wstał. Ręce Franky’ego znikły.
- KIM TY KURWA JESTEŚ!!! – ryknął lekarz. Łzy płynęły mu z oczu.
- Hehehe... – Milo głośno zarechotał. - Franky powiedział, że nie chce skrzywdzić swojego nakama... hahahah! Że woli zniszczyć swój statek niż zaatakować ciebie... Masz farta jeleniu...
W tym momencie w Robin coś trafiło. W jednej sekundzie przeleciała w głowie wszystkie książki jakie przeczytała. Nie... to było niemożliwe.
- Ja wiem... – wyszeptała. – Ja wiem kto to jest...
Chopper spojrzał na nią niepewnie, Milo z zaskoczeniem.
- No to kto? – zapytał Chopper.
Robin podniosła wzrok.
- Właściciel Eternala. Jeden z Siedmiu.


Hannybal bardzo nie lubił robienia inspekcji punktów strażniczych w nawodnej części Impel Down. Odpowiadał mu ten okrutny mrok środka więzienia, wychodzenie na zewnątrz i oglądanie światła słonecznego zdecydowanie potrafiło zepsuć mu humor. A kiedy był nie w humorze to był niemiły. A gdy był niemiły to ludzie go nie lubili. O nie, nie mógł na to pozwolić brak uwielbienia mógł spowodować utratę jego pozycji. Był w końcu zastępcą naczelnika tego więzienia!!! Nie mógł dopuścić do takich wydarzeń!!!
- Hannybal – san? – odezwał się niepewnie jeden ze strażników pełniących wartę widząc jak wicenaczelnik mamrocze do siebie.
- A już nic, przepraszam – odparł tamten. – Zauważyłeś coś ciekawego?
- Spokój jak zawsze. To przecież Calm Belt.
- No rzeczywiście... – mruknął Hannybal.
Nikt nie miał prawa tu przypłynąć poza statkami Marines. A nie było żadnej zapowiedzianej wizyty póki co. Odwrócił się. Miał zamiar wracać, zdać raport Magellanowi i wyciągnąć się na szezlongu, by wypić porcję czarnej, morderczo mocnej kawy. Jednak nie było mu to dane. Nie miał pojęcia wówczas, że już nigdy nie napije się swojego ulubionego trunku.
- Coś widzę! – zakomunikował krótko jeden ze strażników.
- Mewę? – zapytał drugi.
- Statek!
Ha, pomyślał Hannybal. Czyli jednak znów ci Marines. Ciekawe kogo tym razem przywlekli ze sobą. Uśmiechnął się na myśl o tym jak bardzo Sadi-chan się ucieszy z nowych więźniów.
- Jest ich więcej!
Wicenaczelnik wytężył wzrok. Istotnie, statków było więcej. Co najmniej pięć. Nie chwila, sześć, siedem, dziesięć. Piętnaście.
- Spora ta grupa Marines... – mruknął.
Coś jednak było nie tak. Statki stróżów prawa były zazwyczaj jednakowej wielkości i miały śnieżnobiałe żagle. Tutaj już z takiej odległości było widać, że jeden ze statków błyszczy szkarłatnymi fogami, a drugi jest niewyobrażalnie wielki.
Na wszelki wypadek sięgnął po lornetkę.
Spojrzał.
Zamarł.
- Co się stało? – zapytał strażnik.
- Hannybal-san?! – drugi potrząsnął go krótko za ramię.
Wicenaczelnik nie słuchał. Pot spływał mu po twarzy, kapał na ziemię. Coś co nie miało prawa się stać, właśnie się działo.
A potem odwrócił się gwałtownie w stronę dziedzińca i wrzasną z całych sił.
- PIRACI!!! PIRACI TU PŁYNĄ!!!
- Co?
- Jakim cudem? Na Calm Belt??
- ALARM!!! – wrzeszczał dziko Hannybal wymachując włócznią.
Wiedział, że się nie myli. Nie miał prawa się mylić. Takich statków nie mieli Marines. Nie mieli oni też czaszki na fladze.
W mgnieniu oka na punkcie obserwacyjnym pojawił się Magellan. On tu rządził i musiał sprawdzić to osobiście. Jego olbrzymia sylwetka górowała nad innymi żołnierzami, ale musieli przyznać, że przy nim można było czuć się bezpiecznie.
- Dajcie mi to. – warknął odbierając Hannybalowi lornetkę.
Zerknął krótko. Zaczął się lekko dymić, wytwarzając trujące opary. Strażnicy pobledli. Zawsze kiedy się z niego dymiło były kłopoty. Zawsze.
Magellan rzucił lornetkę na ziemię. Nie miał pojęcia dlaczego i skąd płyną te statki. Za to doskonale wiedział po co.
- Najwyższy alarm bojowy!!! – zagrzmiał. – Za chwilę będziemy tu mieli prawdziwe piekło!!!
- Kto to jest? – zapytał Hannybal, kiedy zabrzmiał już gong alarmowy i wszyscy żołnierze Impel Down zaczęli momentalnie szykować się do walki. – Nie dymiłbyś się, gdyby...
Magellan spojrzał na niego z powagą. Taką powagą jakiej wicenaczelnik nienawidził.
- Sam sprawdź. Zobacz Jolly Rogera.
Blady jak ściana Hannybal zerknął na flagę. Tak, Magellan miał rację.
Na wietrze łopotała czaszka z białym wąsem, a za nią biała sauwastyka.

- Białobrody.... BIAŁOBRODY NADCIĄGA!!!!!


Ciąg dalszy nastąpi


Kim tak naprawdę jest Milo??
Czym są Eternale?
O co chodzi z siedmioma?!
Dlaczego Białobrody osobiście pofatygował się do Impel Down?!


Część 49 to: Siedmiu. Eternale. Siguria.
bullet Napisane przez Guilty dnia 05 wrzesień 2009 · Kategoria: Fanfiki ·
· 0 komentarzy · 1370 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,941,972 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony