REJESTRACJA
945 PL

944 PL

943 PL

  891 i 892 PL!

  880 PL!

  879 PL!

CC9 - Trupiarniane śniadanie mi..
Autor: Grigorij dnia 17/07/19 18:59
SC -10: Szybko i Śmiesznie w Pr..
Autor: fuszioms dnia 17/07/19 18:43
CC9 - ogłoszenia
Autor: okiren dnia 17/07/19 13:56
Zajawki nowych filmów/seriali
Autor: Komimasa dnia 17/07/19 09:53
Odcinek 892 Rozpoczyna się Wano
Autor: Komimasa dnia 16/07/19 21:27
Opening 22 do Wano!
Autor: Komimasa dnia 16/07/19 18:51
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
56. Samobójstwo totalne.


- Komodorze, co robimy?! – krzyknął Ozaku kiedy szeregi piratów stopniały na tyle, by można było być pewnym, że ten okręt zdobyli.
Zoro nigdy nie był w takiej sytuacji. Wpatrywał się ze wściekłością w oczach w nadciągające statki, ale totalnie nie wiedział co można by zrobić. Teraz rozumiał jak wielkim człowiekiem, był Mihawk. Dla niego jednostki Shillera, były jednym machnięciem miecza. A on, nie mógł zrobić totalnie nic. Spojrzał pytająco na Tashigi stojącą już u jego boku.
- Panowie, do dział! Musimy zadać im tyle strat ile tylko się da, zanim nas zatopią. – Powiedziała zdecydowanie.
Nie trzeba było powtarzać, John, Ozaku i Philippe ruszyli pod pokład.
Zoro uśmiechnął się. Cieszył się, że sierżant też tu jest, potrafiła zrobić to czego on nie potrafił zupełnie – dowodzić. Widział, że w bitewnym zgiełku zachowywała trzeźwość umysłu, imponowało mu to.
- No to świetnie. Płynie na nas pięć statków gotowych przerobić nas na mielonkę. A my, co mamy? Rozpadająca się łupinę i dziesięciu ludzi. Nie ma to jak cudowny układ sił. – mruknął szermierz.
- A czym się przejmujesz? – zapytał Onzo stając koło niego. – Rozwalimy ich na kawały!
- Ciebie to tu akurat nie powinno być. – warknęła Tashigi.
- A czemuż to? Umiem walkę! Dam radę! – beztroska tego człowieka powalała wszystkich wokół.
- Niemniej, mam plan. – powiedział w końcu Roronoa i skupił wzrok na największej spośród zbliżających się jednostek.



- Co to za hałasy? – zapytał Smoker. – Z kim walczycie?
Kajdany z kariouseki obcierały mu nadgarstki, krew spływała mu po twarzy, czuł się słabo. Wciąż klęczał w tej samej kajucie, zaś Shiller właśnie powrócił po krótkiej inspekcji na pokładzie. Dookoła słychać było działa i salwy z karabinów.
- Ci, którzy przeżyli naszą zasadzkę chyba chcą cię uwolnić – odparł Czerwonooki uśmiechając się ironicznie. – Chyba też myślą, że im się uda, bo zdobyli jeden z naszych okrętów.
- Co?? Banda debili! – zaklął Smoker.
- A żebyś wiedział. Debile totalni. Żaden nie przeżyje.
Komodor poczuł jak wstępuje w niego kolejna fala wściekłości. Ten cholerny drań chciał skrzywdzić ważnych dla niego ludzi.
- ZAMKNIJ SIĘ! – ryknął.
- I co się drzesz. I tak niczego nie możesz zrobić... Ba, powiem więcej, jak jest wśród nich ta twoja ukochana sierżant, to ci ją tu przyprowadzę. Będziesz patrzeć jak zdycha.
Smoker tego nie pojmował. Skąd w tym człowieku rodziły się takie pomysły? Szarpnął łańcuchami, ale zupełnie to nie działało. Był zbyt słaby, Kariouseki go uziemiało totalnie.
- Nie rwij się – warknął Shiller i począł przechadzać się powoli po kajucie. – Muszę przyznać, że miałem niebywałe szczęście. Że też akurat was wysłano w nasze sidła. Akurat was, których najbardziej chciałem zabić!
- Jesteś chory! Skąd ty się w ogóle wziąłeś w tym miejscu.
Czerwonooki wyszczerzył zęby i pochylił się nad Smokerem. Zatrzymał się twarzą w twarz.
- To kolejna z rzeczy, których się nie dowiesz, trupie.
Komodor splunął mu w twarz. Shiller zareagował niemal natychmiast. Jednym ruchem dobył swej niesamowicie długiej katany i przystawił jej ostrze do szyi mężczyzny.
- Może zmienię plan. Może najpierw poharatam ci gębę...
- Kapitanie! Za chwilę przystępujemy do abordażu! – do kajuty wpadł jeden z piratów.
Widząc sytuację zamilknął na chwilę.
- Dobrze – Shiller zabrał ostrze. – Z tobą się jeszcze porachuję. A teraz idę pozabijać kilku ludzi. Takich, których dobrze znasz.
Smoker jeszcze raz szarpnął łańcuchami, ale nic się nie wydarzyło. Czerwonooki odwrócił się i z wolna ruszył w stronę wejścia na pokład. Tego było już za wiele.
- ZABIJĘ CIĘ!!! – wrzeszczał komodor.
Na próżno. Pirat odszedł.



Ponownie zabrzmiały działa i ponownie okręt na którym znajdował się Zoro wraz z resztą odczuł atak dotkliwie. Pociski orały kadłub, wybijały wielkie dziury w burtach, trzaskały barierki. Pod cud podchodziło to, że nikt nie zginął w tej śmiertelnej wymianie ognia. John, Ozaku i Philippe dawali z siebie wszystko odgryzając się flocie Shillera, strzelali co prawda rzadziej, ale celniej, zdawali sobie sprawę, że jest ich tylko trzech. Co rusz zmieniali stanowiska, by banda Czerwonookiego nie skupiła ognia na nich. Niemniej jeden z wrogich okrętów trafiony w maszt nieco się wycofał. Stracił sterowność i byłby tylko przeszkodą dla pozostałych.
- Chłopaki! Dajemy z siebie wszystko! – ryknął Philippe podpalając lont armaty. – Komodor Roronoa uratował nam życie! Teraz musimy się odwdzięczyć!
- Nie musisz mi tego powtarzać. – mruknął John.
Rana na brzuchu wciąż bolała go dotkliwie, ale nie mógł się wycofać. Nie po tym jak Marines przyjęli go z otwartymi ramionami. Zacisnął zęby i załadował kolejny pocisk.
Na pokładzie ciężko było znaleźć miejsce wolne od płomieni. Thill i Daniel robili wszystko by je ugasić podczas, gdy Koji, Marques i Hugues zasypywali piratów salwami karabinów.
Tylko Zoro się nie ruszał. Stał wciąż wpatrując się w statki, zaś Tashigi rozglądała się nerwowo.
- Jaki plan? – zapytała w końcu.
- Jeszcze trochę... – Szermierz nie zwrócił na nią uwagi. Gadał sam do siebie.
- Roronoa, jaki masz plan?!
- Jeszcze trochę... Jeszcze...
- RORONOA!
Okręty były dosłownie kilkadziesiąt metrów od nich.
- Dobra. – powiedział w końcu Zoro i odetchnął. – Ta największa jednostka, to statek Shillera, tak?
- Tak, kazałam chłopakom nie strzelać do niej. Komodor Smoker może tam być.
- Dobrze... – rzekł szermierz. – Słuchaj, Tashigi. Nie strzelajcie do tej flagowej, w porządku? I ...eeee.... przejmujesz dowodzenie.
- Ty chyba nie myślisz...
- Ja się zajmę Shillerem i jego załogą. Wy mnie osłaniajcie.
Tashigi zdębiała. Nie bardzo rozumiała o czym Zoro mówi. Jak niby miał się „zająć” Czerwonookim? Nie dość, że statek był wypakowany po brzegi krwiożerczymi Morgania, to jeszcze nie bardzo było jak się dostać na pokład. Jednakże Roronoa wyglądał na pewnego swojego planu, zupełnie jakby wiedział co robi.
- Jak to się zajmiesz...?
- Normalnie. - Momentalnie w dłoniach Zoro pojawiły się miecze.
Wziął głęboki oddech pozwalając by przez jego ciało przepłynęła znajoma energia. Nadużył tej techniki, zdawał sobie sprawę, ale musiał ją znów wykonać. Po prostu nie widział innej opcji na wygraną. A zresztą i tak musiał dorwać Shillera. W końcu miał zostać najsilniejszym szermierzem na świecie.
- Zaczekaj! Jak się tam dostaniesz?!
- Odsuń się. – rzekł krótko.
Posłuchała momentalnie. Coś w jej sercu powiedziało jej, że Zoro doskonale wie jak przebyć niemal sto metrów na statek. Na skok było zbyt daleko, ale te miecze... Jednakże nie było czasu na rozmyślania, ani nic w tym guście. Po prostu usłuchała. Odsunęła się na bok patrząc na szermierza jak pręży się, ewidentnie gotów do techniki.
- Roronoa!
- Czego chcesz. – warknął, wyrwany ze skupienia.
- To totalne samobójstwo, ale...Macie wrócić we dwójkę! Ty i komodor Smoker!
Zoro uśmiechnął się. Tak, tak właśnie będzie. Bez względu na to jak silny będzie Shiller, jak ciężko będzie pokonać jego pachołków. Wróci ze Smokerem.
- W porządku. Hyaku-hachi-pondo-hou!!! – Skierował atak za siebie.
Całą siłę jaką dysponował włożył w pojedynczą technikę, mając głęboką nadzieję, że wystarczy. Gdzie tam, musiało wystarczyć. Już po sekundzie jego stopy oderwały się od pokładu. Po dwóch sekundach leciał. Czuł jak pod wpływem prędkości rozpryskuje się woda. Więc takie uczucie towarzyszyło Luffy’emu za każdym Gomu Gomu no Rocket. Wspaniałe. Pomyślał o towarzyszach. Oby dodali mu sił.
A potem z całą siłą wpadł na pokład flagowego statku Czerwonookiego Shillera.


- Co się dzieje do diabła?! – ryknął jeden z piratów widząc jak jakaś siła rozrzuca jego towarzyszy na wszystkie strony.
Chwilę potem sam został odrzucony. Coś w niego uderzyło. Nie coś, ktoś! Mężczyzna w białym płaszczu uderzył w nich z ogromną siłą taranując ich własnym ciałem. Do tego miał obnażone miecze, które raniły wszystkich, którzy się napatoczyli.
- Kto to jest?! O co chodzi?! – rozległy się okrzyki.
Zoro przeturlał się kilkakrotnie obijając sobie lewy bark. Nie spodziewał się, że technika wyrzuci go aż z taką siłą. W końcu udało mu się zahamować zapierając się nogami o deski, aż się wypaczyły. Wciąż ściskał swoje miecze. To było najważniejsze. Stanął w przyklęku.
- To Marine!!! – wrzasnął ktoś z tłumu.
- ZABIĆ GO!!! – rozkazał momentalnie inny.
W tej samej chwili dwudziestu piratów rzuciło się na Zoro. Byli zbyt wolni. Zgrzytnęła stal, chlusnęła krew.
- Tatsumaki!!! – w jednej sekundzie trzy ostrza śmignęły zabójczo rozrzucając tłum napastników jak zapałki.
Roronoa uśmiechnął się pod nosem. Przestrach już wzbudził. Teraz trzeba pokazać czym jest panika. Nawet jeśli zginie.
- Chodźcie. – mruknął widząc jak ze wszystkich stron atakują go piraci.


Starł się z nimi z taką siłą, że kilku pierwszych natychmiast straciło równowagę i padło na ziemię. Takiej szybkości się nie spodziewali. Katany śmignęły tnąc bezlitośnie, pokład zalała posoka.
- Bierz to!!! – jeden z piratów uzbrojony w ogromną maczugę wpadł w środek zawieruchy i zaatakował.
Monstrualne uderzenie zmiażdżyło deski pokładu wybijając w nich sporą dziurę, ale Zoro już tam nie było.
- Soru. – mruknął pozwalając by jego ciało przekroczyło swoje ograniczenia.
Śmignął w głąb tłumu unikając ciosów, blokując nagłe ataki. Był wystarczająco szybki. Po krótkiej chwili wypadł z tłumu. Stał na dziobowym pokładzie.
- CHODŹCIE!!! – powtórzył tym razem znacznie głośniej.
Usłuchali rzucając się na niego z chóralnym okrzykiem. Spełnili jego żądanie, na swoje nieszczęście.
Zoro uniósł miecze przed siebie.
- San-Zen-Sekai! – ryknął wprowadzając je w ruch wirowy.
Byli blisko. Miecze nabrały prędkości. Byli bardzo blisko. Miecze świsnęły. W następnej chwili dało się usłyszeć okrzyk bólu, zaś kilkunastu piratów padło bez życia na pokład. Pozostali spojrzeli w miejsce, gdzie jeszcze chwilę temu stał Zoro. Teraz już go tam nie było. Był po drugiej stronie tłumu. Tuż pod drzwiami.
- Cholerny draniu!!! – wrzasnął jeden z napastników i zaatakował.
Wciąż próbowali pokonać go konwencjonalnie, bawiło to Roronoę, bo chodź rany dawały mu się we znaki czuł, że wciąż tli się w nim siła. Przynajmniej dopóki nie pokona Shillera. Z rozmyślania przerwał go dźwięk otwieranych drzwi. Ktoś wybiegł ze środka.
Nie było po co się zastanawiać. Zoro jednym ruchem trzasnął nowego przeciwnika skrzydłem drzwi po czym zamknął je kopniakiem. Zanim dopadli go przeciwnicy wskoczył na górny pokład. Obejrzał się. Tam też byli piraci.
- Onigiri! – Ściął pierwszego. – Toragari! Ushibari! Gazamidori! – Atakował bez ustanku masakrując wszystkich, którzy napatoczyli mu się pod ostrza. Dawno nie był aż tak w sercu bitwy, dawno jego miecze aż tak nie spływały krwią. Oczywiście, walczył na Kaneyamie, nie raz ścierał się z tłumem Marines, ale teraz to było co innego. Miał grubo ponad setkę wrogów i musiał pokonać ich wszystkich sam. Nie mógł ryzykować, dlatego od początku dawał z siebie wszystko. Zdawał sobie sprawę z ryzyka, ale nie mógł inaczej postąpić. Przestał myśleć o Luffym, o towarzyszach z Marines. Teraz liczyła się tylko walka. I pokonanie Shillera.
- Gyuuki Yuzume!! – dosłownie przebił się przez obronę przeciwnika.
Usłyszał jeszcze jak upada i natychmiast się odwrócił. Był już kolejny. Tym razem uderzenie spadło tak nagle, że ledwo zdążył je zablokować. Skrzyżował Sandaia i Ostrze Nocy przyjmując potężny cios szerokim mieczem. Ten pirat wyglądał na niebywale krzepkiego.
- Zdychaj! – wrzasnął napastnik wymierzając potężne kopnięcie w brzuch.
Zoro nie miał żadnych szans na unik. Cios wszedł idealnie odrzucając szermierza w tył. Zatrzymał się na tylnym maszcie obijając sobie plecy. To było szybkie! Nie zdążył się otrząsnąć – przeciwnik pojawił się obok niego. Koniec.
Nie, jednak nie koniec.
Pirat zachwiał się, a potem z jego ust trysnęła krew i z wolna osunął się na pokład. Zoro spojrzał na niego z zaskoczeniem i wtedy zrozumiał. Zza powalonego pirata wyłoniła się Tashigi z obnażonym mieczem, brudnym od krwi.
- Co tu robisz durna babo! – zapytał.
- Ratuje ci dupę, pseudokomodorze. – odparła. W tym samym momencie zaatakowali ich z dwóch stron.
Kiedy cięli piratów wciąż patrzyli się sobie w oczy. Napastnicy padli bez ruchu.
- Przecież kazałem ci zostać na statku! – powiedział Zoro.
Dojrzał przeciwnika zamachującego się na Tashigi z tyłu. Ruszył natychmiast wymijając kobietę i ścinając pirata.
- I chciałeś tu zginąć tak?! Jest ich zbyt wiele! Nawet jak na ciebie! – Sierżant odskoczyła przed cięciem. Zablokowała następne.
- Myślisz, że we dwójkę damy sobie radę lepiej?! – kolejni padali pod ciosami Zoro. W końcu potężny cios toporem odrzucił go w tył. Zablokował go niemal cudem.
- Tak właśnie myślę! – wrzasnęła Tashigi cofając się.
Ich plecy zderzyły się. Dwóch szermierzy po środku motłochu piratów. Stali tyłem do siebie, pewni, że teraz nic ich nie pokona.
- Prawdę mówiąc... Ja też. – mruknął Zoro.
- Więc bierzmy się do roboty.
- Bierzmy.
Wyskoczyli z miejsca.
Walczyli ramię w ramię wycinając sobie ścieżkę w szeregach nieprzyjaciół. Katany śpiewały im w dłoniach, tworząc muzykę do morderczego tańca, który nie przynosił niczego, poza deszczem krwi.
Zoro rzadko kiedy walczył z innym szermierzem u boku, teraz dopiero rozumiał jaka to zaleta. Tashigi także uśmiechała się lekko, mając wsparcie zielonowłosego, można było skupić się na ataku bardziej niż na obronie. Gdy tylko Roronoa tracił rytm, natychmiast znajdowała się sierżant w mgnieniu oka pokonując przeciwników. Gdy zaś ona znajdowała się w podbramkowej sytuacji, ataki Zoro ratowały jej skórę. Walczyli jak jeden wojownik w dwóch ciałach, zgodni, pewni siebie, ufający sobie nawzajem, mimo, iż mieli okazję robić coś takiego po raz pierwszy. Szeregi wrogów topniały z sekundy na sekundę, z minuty na minutę.
- Lewa! – ryknął Roronoa.
Schylił się, zaś Tashigi przetoczywszy się przez jego plecy jednym cięciem powaliła nadciągającego pirata. Sam Zoro podciął Sandaiem Kitetsu nogi napastnika po prawej. Mężczyzna zwalił się na ziemię. Walka szła zupełnie po ich myśli.
- Dobra, Roronoa, ja się zajmę resztą tutaj, a ty ruszaj w dół, rozejrzyj się za komodorem. – mruknęła Tashigi kiedy przeciwnicy na moment dali im spokój i krążyli niespokojnie wokół nich.
- Przecież ten statek jest olbrzymi, mogę go szukać cały dzień!
- Nigdy nie wejdziecie pod pokład! – warknął któryś z piratów. – Wejście jest zbrojone stalą!
Zoro uśmiechnął się. Więc tak sprytni byli. Bez klucza nie dało się wejść pod pokład. Nie było czasu na przeszukiwanie zwłok każdego z pokonanych. Rozejrzał się nerwowo. Piraci uśmiechali się. Cholerne dranie uśmiechały się. Coś musieli planować.


- Philippe, Ozaku, jesteście gotowi? – mruknął John. – Wiecie, że nie możemy się pomylić...
- Wiemy. – odparli obaj naraz.
Statek tonął, to było bardziej niż pewne, trzeba było prędko uciekać, ale wcześniej mogli zrobić jedną jedyną rzecz, która na pewno pomogła by Zoro i Tashigi.
- To spore ryzyko. – ciągnął ranny Marine. – Jak spudłujemy, możemy skrzywdzić naszych dowódców. Nie możemy sobie na to pozwolić.
- Zamknij się John! – rzekł Ozaku. – Wiemy o tym doskonale. Wszystko gotowe. Musimy działać.
- Masz rację.
Odpalili zapałki. Wzięli głębokie oddechy. Oby nie spudłowali. Oby tylko nie spudłowali.
Zagrzmiały działa.


Zoro zaklął. Jak znaleźć ten klucz? Jak znaleźć ten cholerny klucz?! Zbytnio się zamyślił. W następnej sekundzie piraci ruszyli do ataku.
A potem coś błysnęło i ogromna eksplozja roztrzaskała środek pokładu statku flagowego Shillera. Roronoa poleciał do tyłu odrzucony siłą eksplozji, Tashigi potoczyła się po ziemi uderzając głową o barierki. Krew spłynęła jej po policzku. Momentalnie podnieśli wzrok gotowi na wszystko.
Widok ich po prostu zatkał. Wszędzie krew... ogromna dziura w pokładzie. Kilka armatnich pocisków musiało trafić w sam środek grupy piratów, nie było innej opcji. Ponad połowę piratów po prostu rozerwało. Część z nich powpadała do wody odrzucona siłą eksplozji. Dosłownie kilkunastu teraz gramolił się ledwo podnosząc się z ziemi.
- Co za debile! – warknął Zoro. – Nasi strzelali!
Tashigi wstała ocierając krew. Rzeczywiście, dymiło się z dział statku, który zdobyli. Statku, który teraz przechylił się, kładąc się bakburtą na tafli morza i z wolna zaczął tonąć.
- Chłopaki! – krzyknęła.
Straciła koncentrację tylko na sekundę. I niewiele brakowało, by zapłaciła za to najwyższą cenę. Zoro w ostatniej chwili zdążył ściąć przeciwnika, który rzucił się na nią z obnażonym ostrzem.
- To jeszcze nie wszyscy! – krzyknął do niej odbijając kolejne ciosy. – Nie mamy czasu teraz się nad tym zastanawiać! Walcz!
Niemniej udało im się powstrzymać ataki. Ci którzy nie padli pod cięciami Zoro i Tashigi uciekli w przerażeniu wyskakując za burtę. W ferworze bitwy pozostałe statki, ciężko lub lżej uszkodzone próbowały zrobić zwrot w stronę okrętu flagowego, jednak nie dawały rady. Ludzie Zoro dzielnie walczyli.
Teraz dopiero świeżo upieczony komodor spojrzał na efekty tego starcia. Części ciał, oderwane w wyniku eksplozji kul armatnich, powaleni mieczem przeciwnicy, mnóstwo, mnóstwo trupów. Gdzieniegdzie dogorywali ranni jęcząc przeraźliwie.
- Udało się... – powiedział cicho siadając na ziemi.
Był wyczerpany do granic możliwości. Pot spływał mu po twarzy, paliło go całe ciało, nadwerężone mięśnie i kości błagały o odpoczynek. Jednakże jeszcze nie można było odpocząć.
- Musimy uwolnić komodora... – powiedziała Tashigi.
Ona również nie wyglądała zbyt dobrze. Zrzuciła kurtkę, było jej po prostu za gorąco, zaś ciało miała pokryte siniakami i niewielkimi ranami. Nie była szermierzem klasy Zoro i mimo swojej siły, odniosła w tej bitwie obrażenia. Niemniej motywacja pozwalała jej trzymać się na nogach. Z wolna ruszyła w stronę dziury w pokładzie mając nadzieję, że tamtędy dostaną się pod pokład.
- Chodź, idziemy. – rzuciła w stronę Roronoy.
Niestety nadzieja padła tak szybko jak tylko się zrodziła. Okazało się, że dziura nie przyda im się na nic. Cały środek był zasypany resztkami okrętu, zawalonymi do środka żurawiami na szalupy i kawałkiem rei, który odpadł w czasie bitwy wraz z żaglem. Musieliby wszystko ręcznie usuwać, a na to nie mieli siły. Zoro nie mógł też znów ryzykować użycia potężnej techniki, wszak Shillera jeszcze nie pokonali.
- Jednak musimy dorwać te klucze. – mruknął mężczyzna mierząc wzrokiem niewielkie stalowe drzwi w przedniej części okrętu.
- Równie dobrze mogą już być na dnie oceanu. – rzekła Tashigi rozglądając się wokół.
I wtedy to dojrzała. Na bezanmaszcie, tuż za sterem, mniej więcej na wysokości półtora metra coś wisiało na wbitym gwoździu. Coś co błyszczało w blasku księżyca i wyglądało na pęk kluczy.
- Tam! – zawołała wskazując ręką.
Zoro też to dojrzał. Mieli niebywałe szczęście. A przecież byli na górnym pokładzie. Dlaczego wcześniej ich nie dostrzegli?
- Dobra, idę je wziąć. – powiedział i ruszył w stronę bezanu.
Szybkim krokiem wszedł po schodach i znalazł się przed masztem. Rzeczywiście, klucze tam były, cały pęk, cicho pobrzękiwały w rytm kołysania się statku. Wystarczyło wyciągnąć rękę. Wyciągnął, ostrożny, że to pułapka. Nic się nie stało. Chwycił klucze i uniósł je do góry.
- Dobra mam! – zawołał do Tashigi która uśmiechnęła się z ulgą.
- To chodź tu, otworzymy klapę! – odparła.
Zoro ruszył w stronę schodów. Coś jednak tu nie pasowało. Nigdzie nie było śladów Shillera. Nigdzie. Roronoa był tak zmęczony, że zapomniał o koncentracji, ba, nawet nie usłyszał kroków za sobą. Nie zobaczył jak ktoś wyłania się zza bezanmasztu, najpewniej ukryty tam. Od samego początku.

- ZA TOBĄ!!! – wrzasnęła nagle Tashigi przywracając szermierza do świata zmysłów.
Na tyle, że w ostatniej sekundzie zdążył się schylić, gdy długa katana śmignęła mu nad głową, niemalże ścinając go na miejscu. Podmuch był tak gwałtowny, że Zoro aż się zachwiał i ścisnął w dłoni katany, ale totalnie nie spodziewał się następnego ruchu.
Potężne kopnięcie trafiło go w klatkę piersiową, wyrzucając go w górę. Przeleciał kilkanaście metrów i runął na środkowy pokład lądując na plecach. Miecze wypadły mu z dłoni i ust, potoczył się jeszcze i zatrzymał dopiero obok Tashigi. Odczuł cios wyraźnie.
- Co do cholery... – warknął podnosząc wzrok na przeciwnika.
Był tam. Stał, a jego czerwone włosy powiewały na wietrze. Szkarłatne oczy spoczęły na dwójce szermierzy, jakby chciały ich pożreć wchłonąć i nigdy nie wypuścić. W dłoni ściskał długą katanę, lśniącą w blasku księżyca i śmiertelnie ostrą. W drugiej ręce trzymał klucze, które Zoro upuścił upadając. Był to kapitan tego statku.
Czerwonooki Shiller.
- Ty draniu! – krzyknęła Tashigi. – Gdzie trzymasz Komodora?!!!
Pirat pozwolił sobie na szyderczy uśmiech po czym z wolna ruszył w stronę schodów.
- W tej chwili to już nie jest ważne. – Zatrzymał się u szczytu schodów. – Wysiekaliście niemal całą moją załogę. Potraficie się naprawdę dobrze poruszać.
- Gdzie byłeś do tej pory? – warknął Zoro podnosząc się z ziemi.
- Przypatrywałem wam się. Poznawałem wasze techniki, wasze style walki. Wiem wszystko. Moja załoga jednak na coś się przydała.
Tashigi zbladła. Pot spływał jej po twarzy.
- NIE POMOGŁEŚ SWOIM LUDZIOM, BY SPRAWDZIĆ NASZĄ SIŁĘ?! – ryknęła.
- Dokładnie tak – odparł spokojnie Shiller. – Czemu się tak burzysz?
- Wiedziałeś, że nie dadzą sobie z nami rady, prawda? – zapytał Roronoa..
- Oczywiście. Ale wiem też, że ja poradzę sobie doskonale.
- Ty cholerny draniu... – Tashigi zacisnęła pięści. – Jak śmiałeś...
- Uspokój się, lala. – mruknął Czerwonooki.
- MYŚLISZ, ŻE KIM SĄ TWOI LUDZIE?!!! – wrzasnęła sierżant.
Shiller uśmiechnął się dziko.
- Śmieciami.
Coś pękło. Zoro nie zdążył zareagować. Nie zdążył zrobić nic, poruszyć się, ani nawet krzyknąć. Tashigi pędziła już w stronę Czerwonookiego z ostrzem w dłoni i determinacją w oczach.
- ZACZEKAJ! – krzyknął kiedy było już za późno.
Potem mógł już tylko patrzeć jak Shiller tnie. Potężna fala energii śmignęła z jego ostrza zmiatając wszystko na swojej drodze. Tashigi w ostatniej sekundzie zdążyła zasłonić się Shigure, ale atak zmiótł ją z pokładu. Uderzyła plecami w główny maszt, tuż za Zoro. Zielonowłosy nie odwrócił się. Wiedział, że jeśli to uczyni, momentalnie umrze. Stał przerażony słysząc tylko trzask pękających kości i ciche stęknięcie, kiedy sierżant osunęła się na pokład.
Czerwonooki uśmiechnął się ponownie opuszczając miecz. W tej samej sekundzie, część pokładu zahaczona jego atakiem pękła na pół.
- No na co czekasz, biegnij do niej. – zaśmiał się.
- Ty cholerny... ty parszywy draniu... – warknął Zoro spuszczając głowę.
A potem nie bacząc na wszystko odwrócił się w stronę Tashigi. Niech tnie jak chce. Miał to gdzieś.
Przeraził się tym co zobaczył. Kobieta leżała na plecach bez ruchu, z jej ust wypływała krew, spływając po brodzie i policzkach aż na sam pokład. W oczach miała łzy. Była totalnie nieruchoma i miała bardzo płytki oddech
- Trzymaj się, babo! – krzyknął dotykając jej ramion.
- ...ro... – wycharczała. – ...ważaj....
- Wyjdziesz z tego! – powiedział zdecydowanie.
Nie miał przy sobie mieczy. Nie obchodził go Shiller. Musiał jednak pomóc dziewczynie. Nie mógł pozwolić, by tu zginęła. Smoker by go zabił. Tashigi w końcu się ruszyła. Podniosła zakrwawioną dłoń i dotknęła jego policzka.
- Weź Shigure... – udało jej się w końcu wyartykułować pełne zdanie. – ...Walcz...
- Wezmę. – Zoro kiwnął głową.
- ...U...ważaj.
Nie powiedziała nic więcej. Dłoń zsunęła się po policzku zielonowłosego zostawiając krwawą smugę i opadła na pokład. Roronoa nie miał nawet chwili na rozmyślania. Usłyszał za sobą szelest.
Dziękuję Tashigi, pomyślał, po czym zacisnął dłoń na rękojeści Shigure.
Odwrócił się w ostatniej sekundzie parując monstrualnie potężne, stalowe uderzenie Shillera. W następnej chwili naparł na przeciwnika z całą siłą jaka mu została. Czerwonooki skrzywił się i odskoczył.
- No proszę! Obudził się duch walki?! – krzyknął pirat. – Czy może to żal po śmierci koleżanki?!
- Ona przeżyje. – powiedział Zoro. – A na żal jest zbyt późno.
- Mądre rozważania – Shiller wykręcił młynka kataną chwytając ją jedną ręką. – A teraz z łaski swojej, zdychaj.
Miecze były niedaleko. Wystarczyło 5 sekund.
Roronoa ściągnął z ramienia chustę i zawiązał ją na głowie.
- Pytałeś czy obudził się duch walki? Nie, nie obudził się... – mruknął.
- No to masz...
Zoro nie zamierzał go słuchać nabrał powietrza w płuca i ryknął.
- OBUDZIŁ SIĘ DEMON!!!
A potem rzucił się po katany.


Ciąg dalszy nastąpi.
Dramatyczne pytania:
Czy Zoro zwycięży w starciu z Shillerem?
Czy uda się uwolnić Smokera?
Jakimi umiejętnościami włada Czerwonooki?
Co stanie się dalej?


Część 57. to: W blasku księżyca.
bullet Napisane przez Komimasa dnia 08 wrzesień 2009 · Kategoria: Fanfiki ·
· 0 komentarzy · 1206 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Komimasa
11/07/2019 12:56:07
Nie rozumiem, w czym problem z tym miejscem na avatar. Imo jest w dobrym miejscu.

Komimasa
11/07/2019 12:55:19
Regulaminem w skrócie jest nie przeklinanie i nie spolerowanie wydarzeń z mangi. Po więcej szczegółów odsyłam do kompasu po prawej u gory "forum" i tam "regulamin"

apap
10/07/2019 01:31:09
Ogólnie, pomyliłem miejsca publikowania awatarów na profilu, jest mi wstyd dałoby radę jakoś to odwrócić? xd

apap
10/07/2019 01:24:39
Siemanko wariaciki, jak coś jestem dobry na ból głowy po zbyt krótkich odcinkach. Jestem świerzak, potrzeba mi kocenia, gdzie znajdę regulamin forum? Z Wyrazami Szacunku apap

Komimasa
05/07/2019 17:43:18
Siemka. Zależy których. Czasem też jest tak, że to nie działa u kogoś. Możesz wysłać mi po prostu PW. Wtedy, na ile będzie się dało, będziemy działać Smile

Ishiyan
04/07/2019 18:21:03
Hej. Jestem nowy, więc dzięki za wyrozumiałość. Gdzie można zgłosić, których odcinków nie można pobrać/oglądać? Jest tego troszkę.

Komimasa
27/05/2019 01:16:52
Dziwne pytanie. Z założenia to raczej jak kończy się oglądać i czuje się niedosyt, ludzie biorą się za mangę. Myślę, że to zależy od indywidualnych preferencji.

AlfaOmegaXD
26/05/2019 21:10:52
potem zacząc czytac

AlfaOmegaXD
26/05/2019 21:10:24
Aha, rozumiem ale mam jeszcze jedno pytanie tez sie nawiazuje do anime i mangi a mianowicie lepiej przeczytac mange teraz jak jestem juz w trakcie ogladania OP czy lepiej pierwsze skonczyc ogladac a p

Komimasa
25/05/2019 10:36:10
Czasem kreska potrafi być bardziej dynamiczna niż animacja. No i można lepiej oddać postacie i teksty ich ciekawsze zrobić, bo jest więcej miejsca.

Komimasa
25/05/2019 10:35:02
głosy, więc bardzo przyjemnie się to ogląda, tylko właśnie momentami irytują pewne przedłużenia. A manga, cóż, słowotok, masa tekstu na stronę, ale bardzo ładnie narysowane.

Komimasa
25/05/2019 10:34:02
Ciężkie pytanie. Gdy odcinki pokazują bardziej to, co było w mandze, to bardzo przyjemnie się je ogląda, ale te ostatnie retrosy na cały odcinek... uch. Mamy całkiem ładną kreskę i świetne

AlfaOmegaXD
24/05/2019 19:48:20
Ej mam takie jedno pytanie. Co jest lepsze wedlug was anime OP czy manga ?

Komimasa
22/05/2019 12:03:19
Aczkolwiek szkoda, bo muszę przyznać, że przy takim arku jak Wano, gdzie co chwile trzeba lukać do poprzednich rozdziałów, posiadanie ich na readerze jest niezwykle pomocne.

Komimasa
22/05/2019 12:02:15
Wysłałem właśnie do korekty 942, uprzedzam, że z pojawieniem się tego rozdziału zniknie z 10 poprzednich, także kto nie nadrobił, radzę szybko działać Smile

Zibii
22/05/2019 09:42:38
Ja tam nie wiem co mam pisać, ale też codziennie wchodzę Smile No dobra nie codziennie raz na parę dni xD

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,726,165 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony