REJESTRACJA
955 PL

954 PL

953 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Steam
Autor: Ponury dnia 18/10/19 22:11
Rozdział 959
Autor: Wielki160 dnia 18/10/19 18:08
Story Cubes 11: Szklana Pogoda -..
Autor: Szczery dnia 17/10/19 23:10
Breaking Bad
Autor: Devzan dnia 16/10/19 21:36
Spamiliada 12
Autor: Chisu dnia 16/10/19 21:25
Ostatnio widziane
Autor: Komimasa dnia 16/10/19 20:47
AnimeCon_baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
60. Rozkaz nr 111

Dogonił Smokera bardzo szybko, mimo obrażeń, chęć rozstrzygnięcia sprawy raz dwa dodawała mu sił.
- Mam plan – powiedział dymny komodor, ale nie spotkał się z żadną reakcją.
Zoro po prostu go wyminął i popędził dalej.
- Hej, zaczekaj!
Zachowanie szermierza było co najmniej dziwne. Smoker co prawda nie słyszał ostatnich słów Sengoku, ale domyślił się, że pewnie musiała to być jakaś wskazówka, coś co dawało do zrozumienia kogo podejrzewa sam głównodowodzący.
- Coś wiesz, prawda? – Smoker do powolnych nie należał i szybko zrównał się z Roronoą.
- Tak... Wydaje mi się, że Raki maczał w tym palce.
- Raki powiadasz... To tylko nędzny kapitan, przecież nawet zabijając admirała niczego by nie osiągnął. Nikt nie wziąłby go pod uwagę!
- Sengoku wyraźnie powiedział – Sprawdź wśród tych którzy nienawidzą nie mnie, a ciebie. A nie wiem, kto jeszcze z Marines mógłby mieć do mnie osobistą urazę.
- Tak nie można stawiać sprawy! – warknął Smoker chwytając Zoro za ramię.
Szermierz na chwilę się zatrzymał i zmierzył mężczyznę wzrokiem. Atmosfera była napięta, czuli to obaj.
- Jaki plan? – w końcu Roronoa powrócił do wcześniejszego wątku.
- Nie tyle plan, co po prostu wiem w jaki sposób powinniśmy wybierać ludzi, których będziemy sprawdzać.
Zoro podrapał się po głowie. On nie miał pojęcia. Poza Rakim nikt do głowy mu nie przychodził i nawet nie brał nikogo pod uwagę. Jeśli chodzi o tego typu zagadki, to dla niego najlepszym rozwiązaniem byłoby rozwalić wszystko z kopa, a nie infiltrować.
- Eeee... czyli jak?
- Zastanów się, Roronoa! Kto miał styczność z jedzeniem głównodowodzącego?!
- Hmmm... kucharze... kelner.... – mężczyzna zaczął wyliczać na palcach.
- No brawo. Szybko myślisz – sarknął Smoker. – Musimy przede wszystkim sprawdzić kuchnię.
Okazało się, że dymny komodor myślał nadzwyczaj trzeźwo i potrafił wszystko składać w zgrabną całość.
- Ale to dużo roboty będzie...
- Na pewno mniej, niż sprawdzać WSZYSTKICH – rzekł z naciskiem dymny. – Po drugie musimy sprawdzić wszystkich, którzy mogliby sięgnąć po władzę w wypadku nagłej śmierci dowódcy. Trochę tego się narobiło... Mamy ledwo kilka godzin...
- Nie ma problemu – Zoro uśmiechnął się. – Znam parę osób, które chętnie nam pomogą. I także są poza podejrzeniami.
Nie czekając na reakcję swojego rozmówcy odwrócił się i pognał w stronę szpitala.


-... i dlatego nie ma teraz czasu na leżenie. – zakończył Roronoa. – Mamy czas do zmierzchu.
- Myślisz, że to dobry pomysł? – mruknął Smoker.
- Pewnie, że dobry! – odpowiedział mu chór głosów.
Siedzieli na środku sali szpitalnej przeznaczonej dla niższych stopniem lub rekrutów, na dolnym piętrze bazy. Wyposażenie tego pomieszczenia znacznie różniło się jakością i ilością od tego co dało się zaobserwować w sali dla dowództwa. Na skrzypiących łóżkach zwykle spoczywali bardziej, lub mniej ranni Marines, teraz jednak rannych było tylko kilku. A mówiąc dosłownie – ośmiu.
Ozaku, John i Philippe, pierwsi, którzy zaufali Zoro, pierwsi którzy zrozumieli, że jest on kimś więcej niż zwykłym oficerem, siedzieli cali podekscytowani. Nikt z nich nie mógł poszczycić się wielkim stażem w marynarce, trafili do kwatery głównej tylko przez niezwykły zbieg okoliczności i przez to, że garnizon w Water 7 skąd pochodzili, przechodził właśnie modernizację po udaniu się kapitana T-bone’a na zdrowotny urlop. Teraz to im najbardziej zależało, żeby udowodnić komodorowi, że nie na darmo uratował ich życie. Thill i Daniel, dwaj ciemnoskórzy bracia, którzy walczyli do upadłego z piratami Shillera także zamierzali zrobić wszystko co w ich mocy.
Roronoa widział, że ma tutaj oddanych ludzi i uśmiechnął się. Myślał, że bycie dowódcą grupy ludzi nie jest niczym dobrym, ale teraz czuł coś innego. Odpowiedzialność. I dumę.
- No to doskonale – rzekł. – A teraz Smoker, kontynuuj. Miałeś plan.
Oczy wszystkich spoczęły na komodorze, który odpalił cygaro, wziął głęboki oddech i z wolna zaczął mówić.
- Po pierwsze kuchnia. Trzeba dorwać tych, którzy przyrządzali obiad dla głównodowodzącego i sprawdzić, czy niczego nie dosypali. Kucharzy jest tu ponad trzystu, a kuchnia jest gigantyczna...
- Załatwimy to w mniej niż dwie godziny – rzekł Ozaku, związując swoje dłuższe włosy rzemykiem w kitę. – We trójkę, z Johnem i Philippe’em.
- Jasna sprawa – odparli tamci przebierając się na szybko w mundury Marines.
- Druga rzecz – ciągnął Smoker. – To kelnerzy. Spośród wszystkich tych, którzy tutaj działają, a jest ich stu dwunastu trzeba znaleźć tego, który tamtego dnia podawał admirałowi kolację.
- Zajmę się tym – zgłosił się Hugues.
Zoro kiwnął głową. Ze swoją posturą i łysą głową, ten rekrut spokojnie wywoła postrach wśród cherlawych kelnerów.
- No i w końcu... Osoby, które mogłyby skorzystać na śmierci głównodowodzącego.
- Właśnie, kto mógłby zostać następcą? – zapytał Roronoa.
Nie miał bladego pojęcia o wewnętrznej strukturze Marines i gdyby nie Smoker nie mógłby zdziałać niczego.
- I tu się zaczynają schody – Smoker po raz pierwszy od dawien dawna pozwolił by jego warga wygięła się w leciutkim uśmiechu. – Normalnie osobą najbliżej Sengoku jest Tsuru, mimo tego iż jest jedynie wiceadmirałem. W każdym kryzysowym momencie, gdy admirała nie było lub gdy był niedysponowany to ona przejmowała dowodzenie. I mimo tego, że jest w porządku, zna swoje miejsce i nigdy jej nie ciągnęło do władzy – trzeba ją sprawdzić. Z drugiej strony, reszta wiceadmirałów też ma na to szanse. Garp, jest poza podejrzeniami, daję głowę uciąć, ale Onigumo, Momonga, Komir... nawet Giant. Z nimi wszystkimi trzeba porozmawiać. Kolejna sprawa to coś poważnego... admirałowie. Akainu, Kizaru i Aokiji. Teoretycznie najwięcej może zyskać tutaj Kizaru – on jest w Marines najdłużej pośród wszystkich trzech. Za nich wziąłbym się bardzo ostrożnie.
- Pana Akainu zostawcie nam – rzekł Thill. – Z nami porozmawia bez problemu.
- To on nam zaproponował wstąpienie do Marines – dodał jego brat, Daniel. – To historia na długi wieczór, potem wam opowiemy.
- Dobra, nie ma czasu, więc wam zaufamy. – zdecydował Roronoa. – Ale uważajcie na siebie.
- Ja się wezmę za wiceadmirałów! Zawsze chciałem spotkać tylu znanych ludzi naraz! – zawołał Marques.
Zoro uśmiechnął się. Chłopak był młody, nadzwyczaj energiczny, nie wątpił w to, że dałby radę, ale ryzyko było z drugiej strony spore. Nie znał wszystkich wice, i nie wiedział czy któryś z nich po prostu nie złamie rekrutowi karku. Sytuację uratował Smoker.
- W porządku, ale poproś Garpa o pomoc. Jego nie podejrzewamy i biorę to na siebie jakby co. Powiedz mu, że ja cię przysyłam i proszę go uniżenie, by pomógł ci w zadaniu. – Roronoa wyczuł jak dymnemu ciężko przez gardło przechodzi słowo „uniżenie”, ale wiedział też, że akurat Garp cieszy się szacunkiem w oczach wielu Marines. No i był starszy stopniem od Smokera.
- Dobra. – zgodził się Marques.
- Czyli ja porozmawiam z admirałem Aokijim. – wyliczył Koji.
- No, ja tam nie wiem czy to dobry pomysł...– Zoro wspomniał niedawne krótkie starcie z władcą lodu, podczas którego wyraźnie poczuł jego siłę.
A była jeszcze tamta akcja z Luffym...
- Dobra, ale pamiętaj, admirał to inny wymiar. – zadecydował dymny komodor. - Masz się do niego zwracać z szacunkiem i przeprosić go za wszystko o co zapytasz. Aokiji jest w porządku, nie podejrzewam go zbytnio, ale dla zasady wypada sprawdzić co robił...
- Czyli dla nas zostaje... – mruknął Zoro.
- Tak. Ci których podejrzewasz najbardziej. A ja jestem skłonny się zgodzić. Raki i jego przełożony – Kizaru. – Smoker wstał i zwrócił się do wszystkich. – Sprawdzamy co wszyscy robili w momencie wczorajszej kolacji i przed nią, kto miał styczność z admirałem Sengoku i kto mógł mieć możliwość zatrucia jedzenia. Mamy czas do zmierzchu, więc nie jest to dużo! Postarajcie się!!
- Tak jest! – zabrzmiało z kilku gardeł.
Wszyscy czym prędzej ubrali się w swoje mundury i niemal natychmiast byli gotowi do podróży. Smoker wręczył każdej grupie podręczny Den-Den Mushi i kazał informować o wszystkim co się dzieje, potem dał rozkaz, by się rozejść i wszyscy popędzili w odpowiednią stronę. Dało się zauważyć, że jedni kuleją, inni biegną wolniej niż zwykle – w końcu wszyscy byli ranni, ale było w nich coś co sprawiało, że nie wydawali się słabi. Niesamowity zapał i zdecydowanie.
W szpitalnym pokoju zostali tylko Smoker i Zoro.
- No to co? Wpadniemy do Tashigi? – zapytał ten drugi.
- Nie mamy na to czasu... Sierżant Tashigi jest dorosłą kobietą i doskonale da sobie radę bez naszych odwiedzin. Poza tym ochrzaniłaby nas za to, że przekładamy jej zdrowie nad admirała.
Widać było, że się tłumaczył, Roronoę po prostu to bawiło.
- No to, leć do Raki’ego, Dymek. A ja wpadnę po „ochrzan”. Później cię dogonię.
Nie wiedział po jaką cholerę tak naprawdę poszedł do Tashigi. Może chciał ją po prostu zobaczyć, może to była po prostu troska o koleżankę z pracy? Zostawił Smokera na środku korytarza i ruszył w stronę sal dla kobiet zupełnie ignorując napięcie sytuacji. No, może nie zupełnie, oczywiście zdawał sobie sprawę, że czasu jest niewiele, ale chyba nie na tyle, by choć na moment jej nie odwiedzić? Chlasnął się otwartą dłonią w twarz na otrzeźwienie. Ostatnio zdecydowanie zbyt wiele myślał, a zbyt mało działał.
W końcu dotarł do celu i wszedł bez pukania.
Marines przywiązywali dużą wagę do równouprawnienia i szanowali obie płcie jednakowo. Tutaj nie było dyskryminacji, nikt nie molestował kobiet (nie wiadomo czy ze względu na misję organizacji, czy dlatego, że większość dziewcząt potrafiły skutecznie się obronić), a wszelkie zaplecze sanitarne było podzielone na dwie części.
By nie kusić nikogo nie było koedukacyjnych pryszniców, łazienek czy toalet. Także część szpitalna była podzielona na dwoje, sala dla kobiet znajdowała się na drugim końcu korytarza. Oczywiście nikt nie bronił tutaj kontaktów damsko-męskich, wyżsi rangą Marines mający własne pokoje czasami zapraszali koleżanki lub kolegów na upojną noc, nikt też tutaj się nie oszukiwał, nie ściemniał i nie musiał nic ukrywać. Wszyscy wiedzieli o mężu Tsuru, który cztery lata temu zmarł ze starości i o tym, że przez wiele lat mieszkali w wielkim apartamencie na przedostatnim piętrze. Poza tym wielu członków Marines miało rodziny spoza marynarki, a otrzymując posadę w kwaterze głównej po prostu się tu przeprowadzało. W takim wypadku mieszkali oni w mieście wybudowanym specjalnie na takie sytuacje, u podnóża samej kwatery. Nie było tajemnicą, że na przykład admirał Aokiji mieszka tam z żoną i dwójką dzieci.
Niemniej wszyscy byli wyczuleni na wszelkie przejawy dyskryminacji czy szowinizmu. A wejście bez pukania do sali pełnej kobiet w piżamach było właśnie takim przejawem.
Zoro miał nadzwyczajny refleks, to trzeba mu było przyznać. Ostatkiem sił uchylił się przed śmiercionośnym pociskiem, który roztrzaskał się na przeciwległej ścianie – kubkiem z kawą. Widać, że kobiety w Marines również mogły się popisać refleksem.
- ZBOCZENIEC JEDEN!!! – ryknęła dziewczyna, naga do pasa, której akurat zmieniano opatrunek.
No cóż, Rorona miał pecha.
Okazało się, że w sali dla kobiet było ledwo sześć rannych lub chorych. Okazało się, że większość to wynik nieszczęśliwych wypadków, na przykład brunetka, która cisnęła w Zoro kawą oberwała szablą podczas ćwiczeń. Niemniej dosyć szybko udało mu się znaleźć jakiś taboret i usiąść koło Tashigi.
Kobieta nie sprawiała wrażenia specjalnie szczęśliwej z odwiedzin, ale sprzeczać się siły nie miała, opatrunki pokrywały niemal całe jej ciało, zaś przy łóżku wciąż stały kroplówki.
- Lekarz powiedział, że mam leżeć dwa tygodnie... – mruknęła niezadowolona na dzień dobry.
Szermierz opowiedział jej jak wygląda sytuacja, ale po cichu by nie wzbudzać paniki wśród krzątających się lekarzy i pielęgniarek oraz innych pacjentek.
- Nie jest dobrze... Wszyscy się wzięli za robotę tak? A co z komodorem Smokerem? – Tashigi miała wiele pytań, ale nie chciała zmasakrować Zoro zbyt wielką ich ilością.
- Poszedł sprawdzić admirała Kizaru. A ja zaraz do niego dołączę.
- Kizaru...? Cholera, to nie jest tym, z którym można normalnie rozmawiać...
- No dlatego mieliśmy iść razem... – Roronoa zupełnie się nie domyślił, że coraz bardziej się wkopuje. – Ale pomyślałem, że najpierw wpadnę pogadać z tobą.
Znów miał okazję popisać się refleksem. Tym razem zabójczym pociskiem okazał się talerz po obiedzie.
- O co chodzi...?
- TO KOMODOR ŻYCIEM RYZYKUJE, A TY GO BEZCZELNIE PUSZCZASZ SAMEGO?!!
Kobiet jednak nie da się zrozumieć, pomyślał wtedy Zoro. Przyszedł zatroszczyć się o ranną koleżankę, chciał pokazać, że nie jest takim zimnokrwistym draniem za jakiego go uważała, a spotykał go ochrzan i wściekłość. Jednak Smoker lepiej znał swoich podwładnych, przewidział jej reakcję idealnie. W ruch poszło wszystko co leżało na stoliku przy łóżku Tashigi.
- Dobra już dobra! Wyluzuj babo! – wrzasnął Roronoa unikając śmiertelnych pocisków.
- Idź i natychmiast mu pomóż! To tobie kazali się tym zająć!!!
No świetnie, pomyślał Zoro. On stara się wszystko ukryć, a ta się drze informując wszystkich wokół o zaistniałej sytuacji. Po prostu życie – marzenie.
- DOBRA! Idę! – ryknął kiedy wazon z kwiatami eksplodował mu nad głową.
Dwóch lekarzy natychmiast podbiegło do Tashigi starając się ją uspokoić.
- Rany się otworzą! Niech się pani położy!!!
W końcu wszystko ucichło. Roronoa stał przy drzwiach i dyszał ciężko opierając się o framugę. Dziewczyna także chwytała łapczywie oddech.
- No to, zdrowiej – mruknął nie bardzo wiedząc co powiedzieć.
- WON MI STĄD!!!
Po tych jakże subtelnych słowach zamknął za sobą drzwi. Nie było o czym mówić. Smoker miał sto procent racji, to już wiedział na pewno, ale z drugiej strony to krótkie spotkanie poprawiło mu humor. Tashigi trzymała się nieźle, mimo ciężkiej rany jaką otrzymała. Teraz przynajmniej wiedział, że nie ma się o co martwić.
Pozytywnie nastawiony ruszył w głąb korytarza. I wtedy zdał sobie sprawę z fundamentalnej sprawy. Nie miał bladego pojęcia gdzie może znaleźć Raki’ego i Kizaru. Po prostu się zgubił.


Smoker doskonale znał drogę do gabinetu Borsalino, ale wciąż nie do końca wiedział jak tą sprawę załatwić. Musiał wypytać admirała w ten sposób, by tamten nie połapał się w okolicznościach, w końcu nie chciał go spłoszyć. Niespecjalnie bał się wściekłości Kizaru, jego ataki nie mogły dymnemu zaszkodzić w żaden sposób, ale niemniej nie było mądrym posunięciem podskakiwać swojemu zwierzchnikowi. No i z drugiej strony, wcale nie było powiedziane, że znajdzie go w gabinecie. Równie dobrze, mógł być w swoich pokojach, w barze, gdziekolwiek tylko by chciał, w końcu admirałowie nie mieli specjalnie ustalonych wart, ze względu na swoją siłę dawano im raczej wolną rękę w czasie dnia, a wzywano tylko w sytuacjach kryzysowych. Musiał jednak chociaż spróbować. Chociaż spróbować...
Stanął przed drzwiami gabinetu i zapukał.


Kilkanaście pięter poniżej, Krępy rozejrzał się ostrożnie i skręcił za róg. Znajdował się w piwnicy kwatery głównej, a o tej porze nikt tu nie zaglądał. Świetne miejsce na spotkanie. Czekał tylko, aż jego zwierzchnik raczy się pojawić. Nie czekał długo.
- I jak? – zapytał Wysoki.
- Węszą – odparł Krępy. – Smoker, Roronoa i kilku rekrutów. Sprawdzają wszystko.
- Ech, tego się nie spodziewałem... Myślałem, że bardziej ich zajmie głównodowodzący...
- Niemniej pokrzyżowało nam trochę plany to, że wypłynęli na tą misję. Przez to są poza podejrzeniami i mogą szukać nas – Krępy podrapał się po głowie. – Na pewno przyjdą pana wypytywać.
- Czyli trzeba będzie przyspieszyć realizację planu.
- Tak. I z miesiąca zrobi się dzień. Zwłaszcza, że Sengoku popełnił błąd.
- Jaki? – Wysoki nie do końca był poinformowany, nie mógł zbytnio się wychylać ostatnimi czasy.
- Istnieją podejrzenia, że Roronoa otrzymał pozwolenie na wydanie rozkazu numer sto jedenaście.
Na twarzy Wysokiego pojawiły się krople potu.
- Niemożliwe... Czy ten wariat chce, aby wszyscy Marines zwrócili się przeciwko niemu?!
- Doskonale wie, że prawdopodobnie to sprawka kogoś z nas. A wydając ten rozkaz... No cóż, już po nas... – Mimo tego Krępy wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Ale jeżeli ktoś się dowie o tym rozkazie nim zostanie on wydany...
- ... To wszyscy zwrócą się przeciwko Sengoku! – dokończył Wysoki. – Masz łeb! Teraz musimy tylko zadbać o to, by w porę nas nie odkryli, by Vegapunk nie miał szans na odebranie rozkazu i by jak najwięcej osób się o nim dowiedziało! Nie jest tak źle!!
- A pod wieczór...
- Tak! Pod wieczór ja będę głównodowodzącym, a ty admirałem. – Wysoki odwrócił się i odszedł chichocząc.
Krępy zacisnął pięści. Nie mógł zawieść. Nie teraz.


- Jasna cholera... – mruknął Zoro. – Zawędrowałem aż tutaj...
Pałętał się od pół godziny zupełnie tracąc trop Smokera. Nie miał okazji by zapytać kogoś o drogę, nie spotkał też nikogo wyższego stopniem. Oczywiście domyślił się, że najlepiej iść na dół, gdyż tam było główne biuro działu informacyjnego, ale pomylił schody i kiedy zorientował się o co biega, był już na poddaszu.
Z okna rozciągał się widok na morze, ale nie miał czasu go podziwiać. Ruszył długim korytarzem uważnie czytając wszystkie plakietki na drzwiach. Połowy nazwisk nawet nie znał. W końcu dotarł do końca korytarza, gdzie drogę zastąpiły mu szerokie dwupłatowe drzwi. Wzruszył ramionami. Nie miał lepszego pomysłu więc po prostu je otworzył i wparował do środka. Zdał się na farta. I miał go. Znalazł kogo chciał.
- Co ty tu robisz, do jasnej?! – ryknął znajomy głos nim Zoro zdążył zamknąć za sobą drzwi.
Znajdował się w jednej z wielu sal treningowych jakie wybudowano w kwaterze głównej Marines. Ta była dosyć duża, wyłożona tatami, ale poza tym nie utrzymana w typowym stylu. Ściany były pocięte na wszystkie możliwe sposoby, zamiast typowych bambusowych pali do tameshigiri dało się zauważyć drewniane figury wyciosane na kształt ludzi, nieco grubych bukowych belek i tarcz. W środku były cztery osoby w tym jedna, której obecność najbardziej interesowała pirata.
- Wynoś się z mojej sali treningowej! – warknął kapitan Raki ruszając w stronę Zoro.
Miał na sobie skórzane spodnie i szeroką białą koszulę, jego mundur Marines razem z czapką leżały w kącie. Za pasem nosił swoją ostrą jak brzytwa szablę. Trzech pozostałych młodych mężczyzn odzianych podobnie jak kapitan trenowało ruchy i cięcia dzierżąc taką samą broń. Roronoa od razu się domyślił o co chodzi. W Marines były różne style szermierki. Najpopularniejsze rzecz jasna były katany, ale dało się również znaleźć szable co udowadniał Raki, albo niepopularne długie i ciężkie miecze – Zoro pamiętał starcie z przeciwnikiem dzierżącym takie ostrze, na trasie z Water 7 do Enies Lobby. T. Bone jednak nie okazał się godnym przeciwnikiem. Najwyraźniej w tej sali Raki szkolił młodych adeptów władania szablą.
- Świetnie się składa, bo mam do ciebie parę pytań – powiedział spokojnie Zoro, patrząc jak Raki zbliża się coraz bardziej.
- Nie zamierzam ci na nic odpowiadać śmieciu! – wrzasnął kapitan.
A więc to tak, pomyślał Roronoa. Teraz nie miał już wątpliwości. Ten drań musiał mieć coś wspólnego z chorobą Sengoku. Z jego postawy, z oczu które płonęły wściekłością... Raki aż ociekał winą.
- Więc to twoja sprawka, tak? – mruknął Zoro kładąc dłoń na rękojeści Ostrza Nocy.
- O czym ty chrzanisz do cholery?
Oczu mu nie zmydli, tego mistrz santoryu był pewien. W następnej chwili ruszył do przodu obnażając klingę katany. Raki jednakże również był szybki i diabelnie skoncentrowany. Uskoczył przed ciosem, mordercza stal śmignęła tuż przed jego oczyma. Odbił się rękoma od podłoża i stanął kawałek dalej.
- Kapitanie! – krzyknął któryś z adeptów.
Zoro wycelował mieczem pomiędzy oczy czerwonowłosego Marine.
- Wszystko wyśpiewasz. Powiesz mi wszystko co wiesz, rozumiesz?
Raki prychnął.
- Nie wiem o co ci chodzi, ale jednego jestem pewien – wyciągnął z kieszeni spodni skórzaną rękawicę i naciągnął ją na prawą rękę. – Po tym jak sam wszedłeś do mojego królestwa, na pewno stąd nie wyjdziesz w jednym kawałku.
- Ale panie kapitanie, on ma insygnia komodorskie! – zawołał jego podwładny. – Nie możesz...
- On nie jest komodorem. I nigdy nie będzie. – Po tych słowach Raki dobył szabli.
Machnął nią dwa razy kontrolnie sprawdzając czy dobrze leży mu w ręce, a potem uśmiechnął się.
- Nie ujdzie ci to na sucho, draniu – mruknął Zoro.
Powietrze nagle stało się dziwnie ciężkie. Aż za ciężkie. Uczniowie mimowolnie odsunęli się pod ścianę jakby wyczuwali, że ich nauczyciel trafił na godnego przeciwnika.
- Przykro mi, ale zaraz przestaniesz bredzić – szabla uniosła się w górę.
- NIE OSZUKASZ MNIE!!! – Roronoa wystrzelił z miejsca.
Był niemalże pewien, że Raki maczał w tym palce. Wskazówka od Sengoku, sam charakter czerwonowłosego i jego zwierzchnika – Kizaru, sprawiały, że inna opcja nie mogła wchodzić w grę. Teraz wystarczyło jedynie pokonać tego człowieka i wyciągnąć wszystko co chciał wiedzieć. A w miejscu, gdzie nie musiał się martwić oddziałami Marines, Aokijim czy Ozumą mógł pójść na całość mimo odniesionych wcześniej ran. Wiedział, że może pokonać Raki’ego i musiał to zrobić. Właśnie tu i teraz.
Ruszył na kapitana z zaciekłością byka. Jego cięcia runęły ze wszystkich stron, sprawiając, że władającemu ciężką szablą przeciwnikowi trudno było wyprowadzić jakikolwiek atak. Niemniej, ten oręż nie mógł się złamać, nawet pod wpływem miażdżących uderzeń. Przeszedł do defensywy i cofał się broniąc się gładko jak gdyby kontrolował całą sytuację.
- No nieźle... Widzę, że naprawdę masz do mnie jakiś uraz... – mruknął Raki odbijając nagły atak od dołu. – Ale to nie wystarczy!
Znalazł otwarcie i uderzył. Zoro, zaskoczony natychmiast dobył drugiej katany przyjmując na blok cios szablą zdolny kruszyć skały. Poczuł ból w zranionym wcześniej ramieniu i runął do tyłu, po prostu impet cięcia go przewrócił. Padł na plecy i potoczył się kawałek po ziemi.
- Ty gnoju! – warknął natychmiast wstając.
Zdębiał. Takiego Raki’ego jeszcze nie widział. Kapitan nie wyglądał teraz jak dumny szermierz, chcący pokonać Roronoę w morderczym starciu. Teraz po jego twarzy spływały krople potu, a oczy rozszerzyły się w przerażeniu. Szabla upadła z łoskotem na ziemię.
- Kapitanie co się stało?! – wrzasnęli uczniowie natychmiast do niego dopadając.
W tym samym momencie Raki osunął się na kolana. Drżał.
Zoro zupełnie nie zrozumiał o co chodzi. Ostrożnie odwrócił się, ale nikogo za nim nie było. Rozejrzał się uważnie.
- Skąd ... skąd to masz? – wycedził czerwonowłosy przez zaciśnięte zęby.
Roronoa raz jeszcze rozejrzał się i wtedy zrozumiał. Pomiędzy nim, a jego przeciwnikiem leżał na macie szklany Den-Den Mushi. Ten sam, który wcisnął mu w dłoń Sengoku. Musiał wypaść mu z kieszeni podczas upadku.
- Od głównodowodzącego... Ale co to takiego?
Kiedy tylko to powiedział Raki zaklął głośno.
- Ty idioto, nawet tego nie wiesz?! To rozkaz... To rozkaz numer sto jedenaście...!
A potem z całej siły uderzył pięścią w ziemię.


Ciąg dalszy nastąpi.

Dramatyczne pytania:
Czym, tak naprawdę, jest rozkaz nr 111?
Kto jest odpowiedzialny za to co się dzieje?
Jak zakończy się cały ten rozgardiasz?
Czy ktoś z czytelników domyśla się już rozwiązania tej zagadki?


Część 61 to: Wybór.
bullet Napisane przez Guilty dnia 01 październik 2009 · Kategoria: Fanfiki ·
· 0 komentarzy · 1210 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,941,507 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony