REJESTRACJA
955 PL

954 PL

953 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Steam
Autor: Ponury dnia 18/10/19 22:11
Rozdział 959
Autor: Wielki160 dnia 18/10/19 18:08
Story Cubes 11: Szklana Pogoda -..
Autor: Szczery dnia 17/10/19 23:10
Breaking Bad
Autor: Devzan dnia 16/10/19 21:36
Spamiliada 12
Autor: Chisu dnia 16/10/19 21:25
Ostatnio widziane
Autor: Komimasa dnia 16/10/19 20:47
AnimeCon_baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
62. Nieoczekiwany splot wydarzeń. Wojna domowa.


Skupienie było rzeczą nieodzowną dla szermierza. Każdy który chciał fechtować, każdy który pragnął poznać drogę miecza musiał znać podstawy koncentracji. Ci którzy chcieli wspiąć się nieco wyżej musieli posiadać zdolność skupienia w trudnej sytuacji, w przypadku obrażeń, a także w czasie walki gdzie ruch jest rzeczą jasną. I każdy inaczej do tego podchodził. Pełna koncentracja pozwalała wychwycić więcej z otaczającego świata a niżeli zwykłe odbieranie go zmysłami. Pozwalała na odepchnięcie strachu, na zrozumienie istoty tego co dzieje się wokół i przyjęcie tego z otwartymi ramionami.
Właśnie dlatego, kiedy Zoro w końcu usłyszał cichy odgłos kroków odbijający się od ścian jakby niesiony echem w ogromnej hali, nie był zaskoczony, ani przerażony.
Był gotowy.
Otworzył oczy spoglądając na drzwi klatki schodowej, to stamtąd wyjdzie Akainu. Pewnie się nie spodziewa tej przeszkody. Z pewnością nie wie, że on, Roronoa Zoro stoi tuż przed drzwiami do pokoju Tsuru i jest gotowy do walki.
To nie był jego świat, to nie było jego miejsce, jednakże czuł, że śmierć Daniela i Thilla odcisnęła na nim piętno jakiego jeszcze nie czuł. Zdążył ich polubić. Nie miał jednakże czasu by zastanawiać się co nim powodowało. Był tam gdzie był i przede wszystkim musiał przeżyć.
Drzwi skrzypnęły.


Smoker biegł ile miał sił. Tak, teraz wszystko się zgadzało. Akainu rzeczywiście mógł skorzystać na śmierci Sengoku. Nie tylko dlatego, że prawdopodobnie przejąłby dowodzenie, ale i dlatego, że Marines w końcu odeszli by od polityki uległości, którą Admirał Floty zaczynał powoli wprowadzać. Dla Sakazukiego było to nie do pomyślenia. Smoker wcześniej już słyszał o sprzeciwach admirała. Cóż za jego czasów każde miasto dające schronienie piratom musiało zostać natychmiast zmiecione z powierzchni ziemi. Po zjedzeniu diabelskiego owocu, sam Akainu chętnie wykonywał tę czynność. I wciąż powtarzał, że trzeba wyplenić to robactwo.
Ostatni dekret Sengoku nieco wywrócił jego działania do góry nogami. Teraz Marines odpowiadali za życie cywilów, ba, nawet był zapis, że lepiej wypuścić pirata niż łapać go za cenę życia zwykłych ludzi. Sakazuki uważał to za bzdurę. „Ludzie powinni się cieszyć, że mogą oddać życie za naszą sprawę”. Dymny komodor dobrze pamiętał te słowa wypowiedziane przez Akainu na jednym z wykładów w szkole oficerskiej. Wtedy admirał cieszył się ogólnym szacunkiem. Praworządność była w cenie i wszyscy dążyli do takiej praworządności.
Teraz okazało się, że owszem Sakazuki wierzył w prawo Marines i przestrzegał go, ale najwyraźniej zapragnął zmian. A do tego był cholernie silny i mógł te zmiany przeprowadzić.
Tylko, że zatrucie jedzenia do niego nie pasowało... Musiał być jeszcze ktoś. Po prostu musiał.
I tylko jedna osoba mogła mu pomóc w tym momencie.
Modlił się by nie było za późno.


- Komodorowie nie mają wstępu do tych kwater, Roronoa. – Takiej wypowiedzi Zoro się nie spodziewał.
Tuż przed nim, jeszcze koło drzwi stał admirał Akainu mierząc go wzrokiem spod daszka swojej bejzbolówki. Był wysoki, odziany w czerwoną koszulę z hawajskim motywem i czarny garnitur, sama jego aparycja przyprawiała o dreszcze. Na ramionach wisiał mu oficerski płaszcz, niedbale zarzucony zupełnie jak u Kizaru.
- Cholerny draniu... – warknął Roronoa.
- Coś powiedział, komodorze? – admirał z wolna ruszył w jego stronę zupełnie jakby chciał udzielić mu reprymendy. On jeszcze nie zdawał sobie sprawy, że Zoro wie. – Dlaczego w ogóle stoisz przed pokojem wiceadmirał Tsuru? Mam do niej sprawę, odsuń się i wracaj na posterunek.
Od jego kroków, postawy biła taka moc, że szermierz niemal natychmiast zwątpił, że jest w stanie coś mu zrobić. Nawet Mihawk tutaj by nie zdziałał cudów, Sakazuki górując nad piratem o co najmniej dwie głowy, wyglądał jakby zjadał ze trzech takich schichibukai na śniadanie. Jedna sekunda nieuwagi mogła skończyć się śmiercią.
- Słyszysz? RUSZ SIĘ! – warknął admirał.
Zoro zadrżał i z wolna odsunął się od drzwi. Posłuchał. Musiał wziąć go podstępem. Poczekać, aż Akainu go wyminie, a potem zaatakować. Jedno celne cięcie mogło załatwić sprawę.
Admirał kiwnął głową w stronę drzwi. Kazał mu iść. Dokładnie o to chodziło. Przez chwilę Zoro czuł jakby coś przygwoździło go do ziemi, a potem w końcu postąpił krok do przodu i ruszył. Mijając Sakazukiego poczuł jak przechodzą go dreszcze. Aż śmiać mu się chciało z własnej głupoty. Chciał frontalnie wziąć jednego z najsilniejszych ludzi na ziemi. Nie miał żadnych szans. Żadnych.
Minął go i ruszył w stronę klatki schodowej. Za chwilę się odwróci i zaatakuje. Przetnie na pół cholernego drania, zabije go, krew zaleje posadzkę i ściany. Nie było innego wyjścia. Jeszcze chwila...
Teraz.

Nic się nie stało. Nie ruszył się. Akainu dotknął ręką klamki pokoju Tsuru, zaś Zoro nawet się nie odwrócił. Po raz pierwszy w życiu poczuł przejmujący strach. Strach do szpiku kości, który paraliżował jego ciało i sprawiał, że niemal brakowało mu oddechu. Ale oprócz tego jego wnętrze rozrywała wściekłość. I to już nie wściekłość na Sakazukiego.
Roronoa był wściekły na siebie.

Atak od tyłu. Choćby to był najsilniejszy na świecie największy drań... Atak od tyłu był czymś, czego Zoro po prostu nie mógł wykonać. Jego ciało w życiu by się na to nie zgodziło. To ono się sprzeciwiło. To ono zatrzymało go w miejscu. Kuina, Mihawk... Luffy... Żadne z nich nie uderzyło by w plecy. Nigdy. I tu nie chodziło o zafajdaną moralność. To były zasady szermierza. Nie tylko szermierza. To były zasady wojownika.
Wszystko stało się jasne.

- Hej Akainu! – zawołał Zoro uśmiechając się.
Admirał odwrócił się gwałtownie zupełnie jakby nie spodziewał się, że zwykły komodor ośmieli się zawołać go nie używając tytułu.
- Admirale Akainu! – poprawił z naciskiem.
- Wiesz... jak wy to mówicie... odmawiam wykonania rozkazu! – rzekł szermierz.
Po tych słowach już wiedział, że wszystko w rękach losu. Zwłaszcza, że Sakazuki powoli odwrócił się w jego stronę.
- Wiesz jakie grożą ci konsekwencje gnojku?
Zdekoncentrował się. Był czas na ruch.

To już nie było Soru. To było coś więcej. Zoro poczuł tylko, że wszystko wokół momentalnie się rozmywa. Ściany, podłoga, sufit, wszystko stało się zamazaną jednością. Mięśnie ryknęły z bólu zmuszone do wysiłku przekraczającego ich wytrzymałość.
W ułamkach sekund szermierz dobył wszystkie trzy katany i ciął najpotężniej jak mógł trafiając w sam środek klatki piersiowej admirała. Ostrza weszły jak w masło.
Kiedy Roronoa w końcu wyhamował po kilku kontrolnych obrotach, na ziemi wydać było czarną smugę. Aż tak się rozpędził.
I wszystko wróciło.

Coś błysnęło, potem nastąpił krótki trzask. Zoro aż za dobrze wiedział, że trafił. Cięcie było wymierzone co do milimetra, celował w witalne punkty. Teraz Akainu osunie się powoli na ziemię, a z jego piersi chluśnie strumień krwi.
Nic takiego się nie stało. Zrozumiał to, gdy usłyszał rechot admirała.
Odwrócił się gwałtownie, zupełnie zbity z tropu i zobaczył coś co głęboko go zaszokowało. Sakazuki był już odwrócony do niego, zaś z jego piersi unosił się ciemny, gęsty dym. W pierwszej chwili wydawało się to niemożliwe, przecież Smoker władał dymem, a moc owocu nie ma prawa się powtórzyć. Przynajmniej tak było dotychczas. Dopiero chwilę potem dało się dojrzeć, że w miejscu ran, pierś admirała żarzy się ciemnym ognistym blaskiem. Akainu przestał się uśmiechać, rany zniknęły zupełnie.
- Chyba nie myślałeś, że ktoś na moim stanowisku zachowywałby się w ten sposób? Poza tym czyżbyś zapomniał o moim owocu?
Więc jednak. Cień nadziei Zoro ulotnił się momentalnie. Człowiek, który stał przed nim, nie dość, że był admirałem to jeszcze władał logią. A logie były najpotężniejsze, tego nikt nie musiał mówić.
- Powinieneś za to uważać na swoje miecze. Niemądrze jest rzucać mi wyzwanie stalą... – mówił dalej Sakazuki.
Roronoa zerknął kątem oka na klingi. Teraz unosiła się z nich para, zupełnie jak gdyby dotknęły czegoś niesamowicie gorącego.
- Co to do diabła było? – warknął próbując strząsnąć ów niewidoczne coś.
- Ech prostaku. I ktoś taki jak ty podnosi na mnie rękę? Nie znając mojej siły?
Sytuacja zrobiła się nieciekawa. Zoro doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jego przeciwnik już za moment zechce mu ta siłę pokazać. A wtedy...
- Nie znam twojej siły, masz rację. Jestem tu nowy. – spróbował zagrać na czas.
- No proszę. Nowy i nie słyszał o Admirale Akainu. Ja jakoś już znam twoje nazwisko. Wiem też, że jesteś byłym piratem. Ale jeszcze ciekawszy jest fakt, że mnie zaatakowałeś. Może wyjaśnisz dlaczego? – Z jego ciała zaczęły ulatniać się kłęby gęstego dymu, zaś płonąca maź powoli pokrywała jego prawą rękę.
- A może ty wyjaśnisz mi dlaczego zabiłeś Daniela i Thilla? – może zaraz ktoś się pojawi... trzeba było jak najdłużej przytrzymać admirała tutaj.
Tylko, że Zoro nie wiedział, że mówiąc to popełnił błąd. Sakazuki nie był głupi i natychmiast pojął, że jego plan został przejrzany, a to spowodowało, że na jego twarzy zamalował się grymas wściekłości.
- A więc to tak? – mruknął Akainu. – To ty wysłałeś tych dwóch rekrutów na śmierć? Czyli pewnie kilka osób o tym wie... No proszę, wspaniale... Nie myślałem, że będziesz aż tak kłopotliwym człowiekiem...
- Sengoku też już wie. Wszyscy wiedzą – szermierz podchwycił wątek. Tyle czasu przebywał z załogą, że zdążył podpatrzeć jak Usopp kłamał. W życiu nie sądził, że kiedykolwiek mu się to przyda.
Nie sądził też, że tak słabo mu pójdzie.
- Dobry żart... Ci dwaj zginęli piętnaście minut temu. Nawet biegiem do pokoju Sengoku masz dwadzieścia. Ale to, że się dowie, to kwestia czasu... Masz rację...
W pokoju robiło się coraz cieplej. Dym ulatniający się z ciała Sakzukiego zbierał się pod sufitem, zaś z samego mężczyzny grzało jak z paleniska.
- ... dlatego muszę zakończyć sprawę szybko!
Wszystko potoczyło się szybko.
- O cholera! – krzyknął Zoro mimo woli, kiedy zobaczył jak admirał kieruje dłoń w jego stronę.
Rzucił się na bok wyłamując drzwi jakiegoś apartamentu, pewien, że za chwilę cały korytarz przestanie istnieć.
I tak się stało.
- GREAT ERUPTION! – ryknął Akainu.
Szermierz zobaczył tylko jak ogromny strumień lawy pędzi przez korytarz topiąc ściany, podłogę sufit. Gdyby Zoro nie uskoczył, nie było by szans na przeżycie tego ataku.
Do apartamentu wparowało niesamowite gorąco, kilka kropel magmy spadło na dywan który momentalnie zajął się ogniem.
- Nie ma po co uciekać! – dobiegł głos ze spopielonego korytarza. – Jak będzie trzeba zniszczę całe piętro!
Było nieciekawie, zważywszy na to, że Sakazuki stał tuż przy drzwiach apartamentu Tsuru. Jedna technika i wiceadmirał nie miałaby szans. Nie można było do tego dopuścić.
- Spróbuj, dupku! – krzyknął do niego Zoro zaciskając mocniej rękojeść mieczy.
Czekał na jakikolwiek sygnał. Nie widział Akainu, gdyż stał w niewielkim apartamencie, do którego uciekł z korytarza, ale wiedział doskonale, gdzie za ścianą znajduje się owy przeciwnik.
Admirał nie odpowiedział. Odpowiedziała jego moc.
Roronoa w ostatniej chwili zauważył, że ściana przed nim się topi. Rzucił się na lewo próbując uniknąć strumienia lawy. Do środka wparowało gorąco jakby z dna samych piekieł. Ogromna pięść uformowana z magmy i stopionych skał pędziła w jego stronę.
- Hyaku-hachi pondo hou!!! – uderzył jak tylko mógł najmocniej wciąż lecąc na bok.
Doskonale zdawał sobie sprawę, że takiego ataku nie może odbić zwykłym uderzeniem, dlatego od dłużej chwili był gotowy wykonać tą technikę. Krótko błysnęło i spora lawowa pięść odrobinę skręciła z wcześniejszej trajektorii omijając nogi Zoro o włos i wypalając olbrzymią dziurę w ścianie i oknie. Szkło się nie posypało, gdyż momentalnie się stopiło. Podłoga, dywany, perkalowe fotele... Wszystko stanęło w ogniu. Nie można było dłużej zostać w tym pokoju. Trzeba było wyskoczyć i natychmiast uderzyć kolejnym pondo hou. I mieć nadzieję, że przeciwnik nie zdąży zareagować. Decyzja została podjęta. Szermierz wypadł na korytarz. W samą paszczę lwa.
Zobaczył otwartą dłoń Akainu.
- JASNA CHOLERA!!! – ryknął pewien, że zaraz zostanie spopielony.
Nie wiedział co sprawiło, że zdążył się odwrócić. Z dłoni admirała trysnęła magma trafiając prosto w plecy – w sam symbol Marines na grubym komodorskim płaszczu.
Pirat wrzasnął z bólu czując niewypowiedziane gorąco natychmiast zrzucając z siebie płonące ubranie, dziękował bogu, że tylko narzucił go na ramiona. Plecy zapłonęły go żywym ogniem, poparzenie nie było ciężkie, bo wszystko trwało ułamki sekund, ale to pokazało mu dobitnie, że po prostu nie ma jak wygrać. Nie, żeby mimo wszystko nie wiedział tego wcześniej, ale to po prostu pozbawiło go wszelkich złudzeń.
Akainu się bawił. Strumień lawy był mały, powolny Roronoa zdał sobie z tego sprawę, po chwili, gdy udało mu się w końcu ustać prosto i spojrzeć w oczy przeciwnikowi. Zobaczył w nich lekki uśmiech. Uśmiech kogoś, kto ma absolutną przewagę i może sobie pozwolić na patrzenie z góry.
Cały korytarz płonął, piętro z apartamentami było najwyraźniej opustoszałe, gdyż po takich hałasach można było się spodziewać wielu Marines, opuszczających swoje pokoje, niepewnych sytuacji, zaskoczonych i gotowych do walki. To dawało Zoro lekkie uczucie ulgi. Przynajmniej nikt nie ucierpi.
- Na co czekasz „komodorze”? – mruknął Sakazuki. – Nie chcesz zaatakować? Walka przecież trwa... A no tak! Nie masz jak mnie zaatakować. Tak mi przykro.
- Niech cię szlag draniu! – Roronoa rozglądał się wokół, szukał czegokolwiek co mogłoby pomóc mu w walce lub w jakikolwiek sposób przeszkodzić admirałowi.
Nie znalazł niczego.
- Skoro tak, to zrobię to co do mnie należy. – Kiedy Akainu wypowiedział te słowa, było już za późno na jakąkolwiek reakcję.
Po prostu dotknął dłonią drzwi do apartamentu wiceadmirał Tsuru, topiąc je momentalnie. A potem bez słowa wparował do środka.
- ZACZEKAJ!!! – wrzasnął zielonowłosy.
Znów użył Soru natychmiast znajdując się przed drzwiami.
Pokój był pusty. No tak, można było się domyśleć, pomyślał Zoro. Przecież skoro kobieta do tej pory się nie pokazała to z pewnością musiało jej nie być. Te wstrząsy obudziłyby umarłego.
Akainu szybko rozejrzał się po pokoju, stojąc plecami do Zoro. W tym momencie zupełnie ignorował zielonowłosego szermierza.
Takiej zaś okazji, ten nie mógł przepuścić. Wiedział, że logii nie pokona, ale pamiętał jak Robin „złamała” Aokiji’ego. Admirał potrzebował wtedy chwili by wrócić do normalnej postaci. Może więc lawę, również da się w jakiś sposób rozproszyć? Musiał spróbować.
- Hyaku-hachi pondo hou!!!
- Magma shield. – mruknął Sakazuki od niechcenia.
Zupełnie jakby miał oczy z tyłu głowy. To wydawało się zupełnie niemożliwe. Technika Zoro, która wcześniej dała radę zmienić kierunek lotu lawowej pięści, teraz po prostu przepadła w ogromnej lawowej masie, która wystrzeliła z pleców admirała. Szermierz otworzył usta ze zdziwienia. Czegoś takiego się nie spodziewał.
- Jak to?! Jakim do cholery cudem?! Przecież nie mogłeś tego widzieć!
Akainu odwrócił się powoli ze zrezygnowaniem na twarzy. Niemniej jego oczy wciąż pozostawały bystre i uważne, zupełnie jakby nie stracił wątku. Wzrok spoczął na Zoro.
- Czyli Tsuru tutaj nie ma... No pięknie... Pewnie polazła z resztą debili z tego piętra. A przecież zadbałem o wszystko...
Roronoa umilkł na chwilę. Sakazuki miał brzydki zwyczaj głośnego myślenia co dawało pewną przewagę.
- Jak to zadbałeś? – zapytał ostrożnie.
Admirał zerknął na niego jakby nie dowierzając co słyszy, a potem coś go oświeciło. Twarz mu rozjaśniała, a na usta wykrzywiły się w uśmiechu.
- Tylko mi nie mów, że myślałeś, że robię to wszystko samemu i bez własnego planu!
Zoro tak właśnie myślał. Zdecydował się na razie do tego nie przyznawać, widział, że mężczyzna jest rozbawiony sytuacją, mógł zawsze powiedzieć coś więcej.
- Jesteś kompletnym idiotą!!! – zawołał Akainu.
Zaczął się głośno śmiać po raz pierwszy od momentu, gdy szermierz go zobaczył. Nie rozumiał jedynie co w tym jest zabawnego.
- Coś ty zrobił... – mruknął tylko.
- Przecież to chyba jasne, że nie przyszedł bym tutaj gdybym miał przedzierać się przez wszystkich wiceadmirałów i wysokich rangą Marines! Zadbaliśmy o to by nikt nie przeszkadzał, nie mów, że tego też się nie domyśliłeś!
- Zadbaliście? – Roronoa był zdziwiony liczbą mnogą.
Czyżby to znaczyło, że był ktoś jeszcze? Im bardziej Zoro się dziwił, tym bardziej Akainu wyglądał na weselszego.
- Ludzka głupota nie zna granic... – rzekł. – To oczywiste, że nie zamierzaliśmy jedynie zabić Tsuru i od tak przejąć władzę... Najpierw...
- Najpierw trzeba usunąć wszystkich którym by się to nie podobało. – dokończył Roronoa cytując to co dawno temu usłyszał od jednego pirata, którego schwytał, jeszcze jako łowca.
Więc to tak, teraz wszystko stawało się jasne. Piętro było zupełnie puste, bo wszyscy byli gdzieś indziej. Akainu musiał przecież oczyścić miejsce zbrodni. Z drugiej strony jednak, admirał był zdziwiony nieobecnością Tsuru. Czyli coś poszło nie po jego myśli. Do tego wszystkiego dochodziła jeszcze liczba mnoga jakiej użył. Czyli nie działał w pojedynkę.
- Ilu was jest? – warknął świeżo upieczony komodor.
- Wybacz, ale to już ciebie nie dotyczy. Uwierz, tylu by przewrót się udał. Tylu byśmy wygrali wojnę domową. A teraz...

- Pora umierać.

-SORU! – ryknął rozpaczliwie Zoro tnąc w ścianę na ślepo.
Strumień lawy trysnął z ogromną szybkością zapełniając cały korytarz, paląc i topiąc wszystko na swojej drodze. Katany jednym cięciem wytworzyły wielgachną dziurę – przejście do kolejnego pokoju. Walcząc z kimś takim jak Akainu w zamkniętej przestrzeni nie było innej opcji niż uciekać. Tym razem Roronoa nie miał jednak czasu na obmyślenie taktyki, gdyż ściana do apartamentu zaczęła się topić. Sakazuki wparował do pokoju. Za szermierzem było okno. Przed nim najpotężniejszy przeciwnik jakiego kiedykolwiek spotkał na swojej drodze.
- Zdychaj w końcu! Volcano Shot! – Admirał wyciągnął przed siebie dłoń pozwalając by ogarnęła ją magma i strzelił cienkim, acz morderczo szybkim strumieniem.
Tym razem nie było czasu na unik. Zoro skrzyżował miecze przed sobą, modląc się by wytrzymały i przyjął atak na blok.
Odrzuciło go do tyłu, na okno i ścianę. Trzasnęło szkło i ostre kawałki powbijały się w plecy szermierza. Krople lawy skapnęły tu i ówdzie na jego ciało przepalając ciało i sprawiając niewysłowiony ból. Reszta strumienia rozproszyła się na boki, Roronoa mógł zawdzięczać życie swoim mieczom. Wiedział jednak, że drugi raz to nie przejdzie, a kiedy opadł na poparzone do granic kolana zrozumiał, że nigdy nie wypełni obietnicy danej Kuinie. Że nigdy nie zobaczy Luffy’ego, ani reszty. Nigdy nie pokona Mihawka. Patrzył tylko otępiałym od bólu wzrokiem, jak Sakazuki z wolna do niego podchodzi.
- Uwierz, ty już się praktycznie nie liczysz, Roronoa Zoro... – mruknął powtarzając słowa, które powiedział do siebie tak niedawno.
A potem wyprostował dłoń.
Zielonowłosy szermierz zamknął oczy pewien, że nigdy ich już nie otworzy.

Jestem Monkey D. Luffy! Uwolnię cię jeśli przyłączysz się do mojej załogi

Zawiódł kapitana.

„Znowu przegrałeś, Zoro”

Zawiódł przyjaciółkę

„Luffy!!! NIGDY WIĘCEJ NIE PRZEGRAM!!!

Zawiódł siebie.

Kim był do cholery? Przyznawał się do porażki, zamykał oczy, pozwalając by ot tak opuściła go wiara? Nie, Roronoa Zoro nigdy tak nie postępował! Czyżby to śmieszne stanowisko komodora aż tak go zmieniło?
Tu już nie chodziło o powody z jakich zaczęła się walka z admirałem Akainu. Nie chodziło też o zwycięstwo, porażkę czy w ogóle cały świat. Liczyła się obietnica dana sama sobie i innym ludziom. Ważne było to by umrzeć niczego nie żałując. By paść brnąc do przodu, lub stojąc prosto, jak wtedy w walce z Mihawkiem. A jakiż do cholery szermierz umierał na kolanach przed własnym wrogiem? JAKIŻ DO CHOLERY SZERMIERZ OD TAK SIĘ PODDAWAŁ?!
Pogodzone ze śmiercią wnętrze Zoro zawrzało. Goręcej niż magma i cały Akainu.
Schwycił swoje miecze i rzucił się na admirała ostatkiem sił, mimo popalonych kolan, rąk, całego ciała. Wrzasnął głośno, chcąc umrzeć w walce, atakując do ostatka, a nie klęcząc, jak tchórz. Chciał umrzeć idąc do przodu. Zupełnie nie wiedział dlaczego ma łzy w oczach. Czy to bezradność, czy to dzika wściekłość, miał to absolutnie gdzieś. Istniał tylko miecz i przeciwnik, którego trzeba było przeciąć. Jak za dawnych lat. W dojo.
Ruszył przed siebie, wiedząc, że spotka go śmierć. Był tego pewien. Akainu tylko wyszczerzył zęby, a potem zrobiło się diabelnie gorąco.
Na jedną krótką sekundę.


- ICE AGE.


Głos dobiegał jakby z miejsca odległego o tysiące kilometrów z miejsca walki. Docierał do uszu Zoro jakby zza wielkiej ściany, był przytłumiony, a jednak pewny, zdecydowany i trochę znajomy.
A potem szermierz, zamiast paść trupem ze spaloną twarzą w coś uderzył. Nie zdążył nawet zauważyć w co, gdyż pojawiło się to przed nim w ułamku sekund. Runął do tyłu nie wiedząc gdzie jest sufit, a gdzie podłoga i upadł na plecy na niebywale zimną posadzkę. Zimniejszą niż wcześniej. Zbyt zimną.
Zrozumiał kiedy otworzył oczy.

Cały korytarz wyglądał jakby znajdował się nie w Marineforcie, a gdzieś w królestwie Drum. Sople lodu zwisały z sufitu, podłoga składała się z najczystszego lodu, zaś między Zoro, a Akainu wyrastała z ziemi wysoka i niezwykle gruba lodowa ściana, teraz unosiła się z niej para wodna. W końcu przyjęła na siebie uderzenie magmy.
Nie było mowy o pomyłce. Tylko jedna osoba na świecie była w stanie wykonać coś takiego. Roronoa odwrócił się i ujrzał tą jedną osobę.

W drzwiach stał admirał Aokiji. Jego dłoń dotykała podłogi wciąż uwalniając lód, zaś z samego mężczyzny dosłownie parowało.
- Wstawaj, Roronoa – rzucił Kuzan prostując się. – To nie jest przeciwnik dla ciebie.
- Aokiji?! Co ty tu do diabła robisz?
- Ararara – admirał podrapał się po głowie. – Smoker powiedział mi, że coś nie tak... A zresztą sam od dłuższego czasu widziałem, że Sakazuki coś kombinuje. Ale myślałem, że to tylko moje pierdoły.
- Widziałeś tak? – zza lodowej ściany dobiegł ich głos Akainu.
Lód momentalnie się roztopił, gdy tylko zetknął się z dłonią lawowego Marine. Chwilę potem wysoki mężczyzna ruszył po lodzie w ich stronę. Jego stopy zostawiały głębokie ślady, gdyż uwalniały magmę.
- Kuzan, nie sądzisz chyba, że ze swoim owocem możesz cokolwiek mi zrobić? – mruknął Sakazuki.
- Ech, to będzie kłopotliwe. Może jednak się wycofam?
Zoro aż zachwiał się na nogach.
- O czym ty chrzanisz, przylazłeś tu, a teraz będziesz uciekał?!
Wiedział, że tego pojedynku nie zwycięży, a z drugiej strony miał czyste sumienie. Po pierwsze jego przeciwnik nie był szermierzem, a po drugie nie przegrał. Jego walka po prostu została przerwana.
- Nie martw się Roronoa, nie ucieknie – mruknął Akainu. – Nie pozwolę mu na to.
- Kurka wodna, naprawdę się wczuł... – Aokiji ziewnął przeciągle.
- Miałeś umrzeć w innym miejscu, ale skoro aż tak bardzo się pchasz Kuzan... Jeszcze tego nie było, prawda?
- Czego?
- Walki dwóch admirałów.
- Ano nie było racja.
Zoro zrozumiał, że to starcie istotnie powinno być rozstrzygnięte między nimi dwoma, zwłaszcza, że Sakazuki napomknął coś o innych zamieszanych w spisek. Użył liczby mnogiej w końcu. W takim wypadku jasne było, że sytuacja nie jest zbyt ciekawa i na pewno Smoker wie coś więcej. Aokiji w tym momencie chyba czytał mu w myślach.
- Roronoa, znajdź Smokera i resztę – rzucił za siebie. – Chyba będę jednak musiał się wczuć i powalczyć z Akainu.
- Dasz radę?
- Nie mam bladego pojęcia, ale ten dupek musi zostać ukarany. To już nie jest Marine. To zwykły zdrajca. A karą za zdradę jest śmierć.
- Skoro tak mówisz. – skwitował Zoro.
Prędzej czy później on także będzie musiał „zdradzić”. A jeśli nie to przynajmniej „zdezerterować”. Wolał na razie o tym nie wspominać. Wolał po prostu się stąd ruszyć.
- Powodzenia. – rzucił na odchodne i mimo bólu skierował się w stronę drzwi.
- Chyba nie myślisz, że stąd zwiejesz, co?! – zawołał za nim Sakazuki. – Volcano shot!
Roronoa zadrżał i odwrócił się, ale to świata żywych przywołał go Aokiji.
- IDŹ! – potem admirał wyprostował rękę i pozwolił by strumień lawy uderzył w jego otwartą dłoń. – Ice Time!!!
Lód rozszedł się momentalnie, szybko dopadając dłoni Akainu. Mężczyzna oderwał rękę od zamarzniętego strumienia magmy i odskoczył.
- A więc to tak... – warknął.
Kuzan pozwolił by to co zamroził upadło na ziemię i roztrzaskało się na kawałki.
Nie było sensu tu zostawać. Roronoa wiedział, że Aokiji już nie zwraca na niego uwagi, zaś obecność mogła tylko przeszkodzić mu w walce. To była inna liga. Przez zaciśnięte zęby, ale musiał to przyznać. Pognał po schodach w dół. Znaleźć Smokera. Usłyszał jeszcze za sobą krótką rozmowę admirałów.
- Nasz plan jest doskonały w stu procentach! Jeszcze dziś wieczorem będziesz mnie nazywał głównodowodzącym, albo wąchał kwiatki od spodu! – krzyknął Akainu.
- Ararara.... nie sądzę, prawdę mówiąc. Ale nie martw się masz już to czego chciałeś...
- Ot tak po prostu?
- Tak... Masz wojnę domową.


Ciąg dalszy nastąpi


Dramatyczne pytania:
Co miał na myśli Aokiji mówiąc o wojnie domowej?
Kto współpracuje z Akainu i jakie motywy kierują admirałem?
Czy Zoro zdoła powstrzymać to co dzieje się w kwaterze głównej?
Jak zakończy się ten przewrót?

Część 63 to: Bitwa admirałów. Bitwa żołnierzy.
bullet Napisane przez Jackie777 dnia 27 luty 2010 · Kategoria: FANFIKI NOWE ·
· 0 komentarzy · 1229 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,941,637 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony