REJESTRACJA
955 PL

954 PL

953 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Steam
Autor: Ponury dnia 18/10/19 22:11
Rozdział 959
Autor: Wielki160 dnia 18/10/19 18:08
Story Cubes 11: Szklana Pogoda -..
Autor: Szczery dnia 17/10/19 23:10
Breaking Bad
Autor: Devzan dnia 16/10/19 21:36
Spamiliada 12
Autor: Chisu dnia 16/10/19 21:25
Ostatnio widziane
Autor: Komimasa dnia 16/10/19 20:47
AnimeCon_baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner


66. Potęga wśród Shichibukai. Potęga wśród Marines


Julakil Mihawk objął całą salę wzrokiem. Jego jastrzębie oczy po kolei spoczęły na każdym, który znalazł się w jego zasięgu przewiercając go na wylot. Onigumo cofnął się kilka kroków, nie był pewny co Schichibukai zamierza zrobić, a nie chciał ryzykować nagłej utraty głowy, gdyż obnażony miecz szermierza wyglądał aż nadto groźnie.
Jednakże najbardziej zdziwiony i skonsternowany był Zoro. Do tej pory myślał, że kiedy kolejny raz spotka tego człowieka, będzie to dzień, w którym stanie do pojedynku o tytuł najlepszego mistrza miecza na świecie. Teraz wszystko mogło potoczyć się inaczej, jeżeli Mihawk był po stronie Sengoku, to walka z nim mogłaby tylko zaszkodzić wspólnej sprawie.
- Co ty tu robisz do cholery?! – wrzasnął Komir.
Postąpił kilka kroków na przód rozpychając dwójkę swoich ludzi na boki.
- Różne są koleje losu… - mruknął jastrzębiooki. – Czasami jednak można znaleźć się w odpowiednim czasie i odpowiedniej chwili.
- Skąd wiedziałeś o tym co się tu dzieje? – zapytał Onigumo przybierając z powrotem kompletnie ludzką formę. – Przecież nikogo z was, Schichibukai miało nie być w kwaterze.
- Ja byłem. Zostałem nad ranem wezwany przez Rząd. Tylko, że nigdy bym nie dowiedział się co dokładnie się dzieje, gdyby nie ogromna ognista kula ponad kwaterą. A gdyby nie dwie młode kobiety, nigdy bym tu nie dotarł tak szybko.
- Kula ognia?! – ryknął Onigumo do wszystkich zebranych. – Słyszeliście? Admirał Akainu zwyciężył!!!
Po pomieszczeniu rozległy się tryumfalne okrzyki. Kilkaset szabel wzniosło się w górę w geście zwycięstwa, zaś uśmiechy zagościły na twarzach wywrotowców.
- Mylisz się – rzekł Mihawk. – Akainu przegrał. Zamarzł.
Jego głos, mimo iż spokojny sprawił, że uśmiechy wszystkim zastygły na ustach. Sam Komir spojrzał na niego przerażony.
- Coś…coś ty powiedział?!
- Skończył jak zdrajca. Skończył, jak wy skończycie. – powiedział Jastrzębiooki wznosząc miecz.
- To nie może być prawda! – wrzasnął Onigumo przybierając formę pół-pająka. – Admirał Akainu jest niepokonany!!!
- Nie ma ludzi niepokonanych. Są tylko ci, którzy ślepo w to wierzą – Mihawk zakręcił mieczem w dłoni i wycelował jego ostrzem prosto w wiceadmirała-zdrajcę. – I wy właśnie tacy jesteście.


Tashigi oparła się o framugę ogromnych drzwi. Zmęczenie wygrało. Nie mogła iść dalej. Przy drugiej framudze siedziała już na podłodze Darla, dysząc ciężko. Obie wyczerpane, obie stoczyły kilka walk. Teraz wiedziały, że już do niczego się nie przydadzą.
Nadzwyczajnym szczęściem udało się im spotkać Julakila Mihawka, który pomógł im przedrzeć się przez hordy napastników i którego zaprowadziły do sali balowej.
- On… on da sobie radę… - powiedziała Tashigi jakby do siebie. Pot ściekał jej po twarzy, przed oczami miała ciemną mgłę.
- Mihawk? Dobrze, że go spotkałyśmy, prawda?
- Nie… nie on… Roronoa Zoro…
- Kto? – odpowiedzi jednak nie było.
Podwładna Smokera nie mogła już mówić. Miała siłę jedynie na uśmiech. Już nie ważne było, że leżą przy sali, w której toczy się bitwa o losy Marines. Najwyższym wysiłkiem utrzymywała przytomność. Chciała ich zobaczyć. Jak będą wychodzić z tej sali jako zwycięzcy. Smoker i Zoro… Darla również uśmiechnęła się i zamknęła oczy.


- MIHAWK TY DRANIU!!! – ryknął Onigumo rzucając się na Schichibukai.
Sześć szabel zakręciło się w powietrzu roztrącając na wszystkie strony tych Marines, którzy próbowali go zatrzymać.
Zoro również reagował szybko. Zrozumiał, że bitwa wkracza w decydującą fazę i nie może się ociągać. Myśli o jastrzębiookim nie dawały mu spokoju, ale teraz trzeba było walczyć, a nie myśleć.
- Raki zajmij się tymi tutaj! – wrzasnął widząc, że bitwa coraz bardziej się rozkręca.
Wywrotowcy znów się obudzili, okrążyli oddziały Sengoku i raz jeszcze przystąpili do rozpaczliwego ataku.
- A ty co zamierzasz? – zapytał Raki wykręcając szablą młynka, ale nie uzyskał odpowiedzi.
Roronoa już lawirował między ludźmi gnając w stronę drugiego wiceadmirała, który znajdował się w sali – Komira. Minął leżącego Garpa, spod ciała wiceadmirała wypływała czerwona krew. Zacisnął zęby.
- KOMIR!!! – krzyknął do przeciwnika na sekundę przed zadaniem pierwszego ciosu.
Marine zdążył się odwrócić w ostatniej chwili i wznieść obie katany by zablokować potężne, podwójne poziome cięcie. Stal zgrzytnęła o stal.
- Co, do cholery?! – warknął Komir. – Odwal się gnojku!
Ciął pionowo, ale Zoro był szybszy, przekoziołkował na prawo i znów zaatakował. Ranny wiceadmirał nie spodziewał się takiej zaciekłości. Poza tym nigdy wcześniej nie widział tego komodora, nie znał jego siły.
Onigumo dopadł Mihawka zaledwie kilka metrów od wejścia do sali. Wszystkie szable opadły, wycelowane w głowę i ramiona, jednak Schichibukai nie miał najmniejszego problemu z zablokowaniem ich swoim olbrzymim czarnym mieczem. Chwilę potem jastrzębiooki obrócił się wokół własnej osi i zaatakował celując w nogi. Onigumo nie był jednak w ciemię bity, skoczył gładko i wysoko unikając cięcia.
- Chyba się nie spodziewasz, że coś takiego wystarczy! – ryknął. Doleciał do samego sufitu, ale nie spadł. Złapał przyczepność nogami i jedną z dodatkowych rąk. - Pokażę ci jak wielka jest moc owocu zoan!!!
- Nie jest ważne jaką posiadasz moc – rzekł Mihawk. – Ty akurat choćbyś niewiadomo czym władał, nigdy nie będziesz wielkim człowiekiem.
W międzyczasie dwóch odważnych zwolenników Akainu zaatakowało Schichibukai z obu stron. Padli po jednym cięciu, ruch ten nie kosztował jastrzębiookiego niemalże nic.
- Jak śmiesz!! – ryknął Onigumo.
Wziął głęboki wdech, a potem plunął. Tyle, że nie śliną, a pajęczyną. Najlepszy szermierz świata machnął mieczem chcąc przeciąć kleistą maź, jednakże ta, zamiast zniknąć przykleiła się do klingi. Wiceadmirał wyszczerzył zęby, ale na twarzy Mihawka nie było żadnej reakcji.
- To wszystko, tak? – zapytał.
- CHYBA ZWARIOWAŁEŚ!!! – Onigumo splunął raz jeszcze, tym razem centralnie w przeciwnika.
Spudłował stuprocentowo, ale by uniknąć tego ataku Schichibukai wypuścił z dłoni Kokutou Yoru, który zawisł na jednej z pajęczych nici ściskanych teraz w ręce wiceadmirała.
- HAHAHA!!! Ty idioto! Zostawiłeś mi broń! To twój koniec!!! – tym razem wiceadmirał wydawał się być znacznie szybszy.
Pomknął w stronę jastrzębiookiego z szablami wzniesionymi do zadania ciosu. Najsilniejszy szermierz świata stał przed nim, bezbronny. Mógł zginąć. Musiał zginąć.


- Kim jesteś?! Dlaczego cię wcześniej tutaj nie widziałem? – pytał Komir odbijając ciosy Zoro.
Atak był dokładny, zaciekły i druzgoczący. Gdzieś w dali huknęło i biały dym wypełnił czwartą część sali. Smoker nie próżnował.
- Powiedzmy, że jestem nowy – odparł szermierz. W tym samym momencie dobył trzeciego miecza i włożył go w zęby. – ONIGIRI!!!
Komir z najwyższym trudem zablokował cios, ale siła ataku wytrąciła go z równowagi. Niechybnie by się przewrócił, gdyby nie to iż jedną ze swoich katan wbił w ziemię utrzymując się na nogach.
- Chwila, skądś kojarzę ten atak… Trzy miecze… - wiceadmirał podrapał się po głowie. – Ty czasem nie byłeś członkiem załogi Słomianego Kapelusza?!
- Nie, nie byłem… - odparł Zoro.
- Niemożliwe, na pewno widziałem twój list gończy!!! – Komir wyglądał na skonsternowanego, ale natychmiast postanowił wykorzystać ten fakt. – Ludzie, tu jest pirat!!!
- Nie byłem członkiem załogi – powtórzył Roronoa, a potem wyskoczył w powietrze. – JA WCIĄŻ NIM JESTEM!!!
Opadł na dół zadając przepotężne, potrójne cięcie z powietrza. Jego przeciwnik wzniósł miecze w górę, wiedział, że nie ma szans uniknąć ataku w takim rozgardiaszu. Napiął mięśnie i przyjął cały impet ciosu.
Sala zadrżała.


Trysnęła krew. Kropelki czerwonej cieczy jakby zawisły w powietrzu między Mihawkiem, a Onigumo. Stali bez ruchu przez długie trzy sekundy. A potem wiceadmirał złapał się za pierś i cofnął kilka kroków.
- Niemożliwe!!! – zawył.
Krew ściekała mu między palcami, pod jego stopami już tworzyła się niewielka kałuża. Patrzył szeroko otwartymi oczyma na dłoń jastrzębiookiego.
- Jak najbardziej możliwe. Szermierz nigdy nie jest bezbronny. Niestety nie będzie ci dane użyć tej wiedzy w przyszłości. – Schichibukai ściskał w dłoni niewielki nożyk. Ten sam, którego używał do walki z Zoro, ten sam, który utkwił w piersi zielonowłosego szermierza. Ten nożyk właśnie przed momentem przebił się przez obronę Onigumo.
- Cholera jasna… - warknął wiceadmirał.
Dźgnięcie było precyzyjne, trafiło go między żebra, musiało uszkodzić płuca, bo złapanie oddechu graniczyło z cudem. Przed oczami zrobiło mu się ciemno.
- Przegrałeś – powiedział spokojnie Mihawk. – Cios nie jest śmiertelny, ale nie ma mowy o zbytnim ruszaniu się. To koniec.
Onigumo opadł na kolana, ale w jego oczach wciąż tliła się nienawiść. Nie mógł przegrać, o nie! Jeżeli to prawda, że admirał Akainu nie żyje, to jedyne co mógł zrobić to dokończyć jego dzieło. Zniszczyć przeciwników, przejąć władzę w jego imieniu. Sengoku już nie żył, trzeba było wykorzystać tą okoliczność. Niemniej ułomność jego organizmu zwyciężała. Nie mógł porządnie oddychać, nie było mowy o ataku. Jego ciało wróciło do człowieczej wersji, stracił kontrolę nad mocą owocu, nie mógł się na tyle skupić. Krew spływała mu po brodzie.
- Nie Mihawk… - charknął podpierając się ręką. - To nie koniec!!!
Wciąż ściskał w dłoni pajęczynę, do której końca przyklejony był Kokutou Yoru. Nie dał rady pokonać przeciwnika, ale mógł zrobić coś co ograniczyłoby jego siłę bojową. Błyskawicznie szarpnął pajęczyna i nim jastrzębiooki zdążył zareagować miotnął najsłynniejszym mieczem świata w tłum, jak najdalej od miejsca w którym się znajdowali.
Zapłacił za ten manewr wysoką cenę. Jego płuca eksplodowały żywym ogniem, z ust chlusnęła krew.
- Tego się nie spodziewałem… - powiedział Mihawk, natychmiast ruszając do przodu.
Wzniósł nożyk by raz na zawsze zakończyć sprawę z Onigumo.
- ZABIJCIE GO!!! – ryknął rozpaczliwie admirał nie będąc w stanie się obronić.
Miał szczęście. Kilku żołnierzy zauważyło okazję pozbycia się silnego przeciwnika i rzuciło się na Mihawka. Schichibukai musiał się odwrócić i sparować cięcia w niego wycelowane. Pierwszy raz dał się tak zrobić w jajo na jego twarzy malowała się konsternacja. Ale w końcu Onigumo był wiceadmirałem, jednym z najsilniejszych ludzi w Marines. Nie wziął tego do końca pod uwagę, tytuł najlepszego szermierza świata tym razem nie wystarczył by zwyciężyć łatwo i szybko. Gładko zablokował ciosy i powalił jednego z przeciwników szybkim dźgnięciem w szyję. Starał się nie tracić koncentracji i ogarniać wszystko co dzieje się w pomieszczeniu, ale znów popełnił błąd. Odwrócił się w stronę Onigumo. Miejsce w którym leżał Marine było puste. Zostały jedynie ślady krwi.


- NIECH CIĘ CHOLERA!!! RORONOA ZORO!!! – obaj przeciwnicy stali w zwarciu po środku walczącego tłumu.
Osłabiony starciem z Garpem Komir zdawał sobie sprawę, że nie jest w stanie pokonać tego człowieka. Gdyby był w pełni sił, miałby przewagę, zdawał sobie z tego sprawę, jednakże teraz wszystko wyglądało inaczej.
- Dlaczego walczysz po stronie Sengoku?! Dlaczego w ogóle należysz do Marines?! – pytał Komir próbując przełamać nacisk mieczy Zoro. Stal zgrzytała niemiłosiernie.
- To właśnie on nadał mi rangę komodora. I to on kazał mi tu zostać. – odparł Roronoa. – Jeżeli już mam walczyć w tej wojnie…
- To tylko po jego stronie, tak? – dokończył Komir. – Ale dlaczego ? Dlaczego nie po naszej?! Przecież chcemy lepszego Marines!
- Taaa, takiego, które będzie zabijać wszystkich, którzy się sprzeciwiają, tak?
- Nadam twojemu kapitanowi i tobie status Shichibukai! Będziecie mogli z nami współpracować!
Zoro drgnął. Ten człowiek przekraczał już granice. Był piratem. Był Marine. Shichibukai? Takim samym jak Mihawk? Nie, do niego to jeszcze było daleko…
- LUFFY W ŻYCIU BY SIĘ NA TO NIE ZGODZIŁ! A JA TYM BARDZIEJ! – Naparł na Komira z siłą jakiej się po sobie nie spodziewał. Stopy wiceadmirała niemalże wgniotły się w ziemię.
- DOSTANIESZ CZEGO TYLKO CHCESZ!!! – spróbował raz jeszcze Marine.
- Idioto! Marines Sengoku jest nienajlepsze właśnie przez takich ludzi jak ty! Gdyby wszyscy brali przykład z Garpa, Aokiji’ego czy Smokera… Oni wiedzą co to znaczy sprawiedliwość! Ich mogę nazwać przeciwnikami, z którymi warto się zmierzyć. A ty?! Jesteś nic nie wartym gównem! Rozwaliłeś całą organizację! Twoi kolesie zabili człowieka, który utrzymywał to wszystko w ryzach! Naprawdę wierzysz, że pomagasz Marines? Sobie pomagasz i dobrze o tym wiesz!!!
Komir zamilkł. Na jego czole wystąpiła olbrzymia żyła.
- Skoro tak stawiasz sprawę… - przestał odpierać atak Zoro i rzucił się do tyłu. – TO ZDYCHAJ!!!!
W następnej chwili odbił się od ziemi i popędził na Roronoę z rozłożonymi dłońmi katany ciągnęły się wzdłuż ziemi.
- MARINES BĘDZIE INNE CZY TEGO CHCESZ CZY NIE!!! – ryknął. – HORIZONTAL STRIKE!!!
- Nie będzie inne… DOPÓKI LUDZIE NIE BĘDĄ INNI!!! – Zoro skoczył mu naprzeciw.
Chwila ciszy. A potem trysnęła krew.


- ASURA!!!


Komir nie wierzył, że to koniec, nie zdążył nawet o tym pomyśleć. Nie liczył cięć, które trafiły jego ciało, nawet nie zdążył poczuć bólu. Kiedy siła techniki wyrzucała go w powietrze, był już martwy. Jego ciało z twarzą wciąż wykrzywioną w nienawistnym grymasie gruchnęło na ziemię i potoczyło się kilka metrów. To był koniec.
Zoro nie miał czasu cieszyć się zwycięstwem, bo w tym momencie zabrzmiał tubalny krzyk Hugues.
- ONIGUMO UCIEKA!!!
Zawrzało.


Tashigi poczuła czyjąś obecność. Podniosła głowę i zobaczyła wysokiego mężczyznę, stojącego tuż przed wejściem do sali balowej. Poznała go od razu, ale nie mogła się odezwać, nie mogła się ruszyć. Mężczyzna spojrzał jej w oczy i wtedy zobaczyła, że płacze. Łzy ściekały mu po policzkach i długiej brodzie. Z trudem powstrzymywał drżenie ramion. Płakał widząc co się dzieje, płakał, widząc jak niedawni przyjaciele zabijają się przez durnego Akainu i jego idiotyczny przewrót. Wszystko co zostało stworzone latami ciężkiej pracy teraz obracało się w perzynę. Wszystko płonęło, wszystko spływało krwią młodych, dzielnych ludzi. Nikt nie wiedział dlaczego tak się to potoczyło, nikt nawet nie przypuszczałby, że ktoś ośmieli się zrobić coś takiego.
Potem Tashigi spojrzała na dłoń mężczyzny. Poczuła, że także i w jej oczach zbierają się łzy. To było aż nazbyt symboliczne. Człowiek ten trzymał flagę Marines, trawioną z wolna przez ogień. Widać było, że jego palce są już poparzone, że na jego ręce wyskakują czerwone bąble. Mimo to nie puścił. Flaga była symbolem Marynarki. Płonęła i ginęła, tak jak organizacja.
Nic już nie miało być takie jak kiedyś.


- Wracaj tchórzu! – Mihawk po raz pierwszy podniósł głos.
Zlokalizował Onigumo bardzo szybko, wiceadmirał mimo rany biegł w stronę wyjścia. Najwidoczniej wiedział, że niczego już nie zwalczy, Komir przed chwilą padł, Smoker i Raki wybili większą część wywrotowców, brakowało oficerów. Cały plan brał w łeb. Musiał uciekać.
- TO NIE KONIEC, DRANIE! MARINES I TAK BĘDZIE TAKIE JAKIEGO CHCIAŁ ADMIRAŁ AKAINU!!! – krzyknął Onigumo odwracając się do ludzi.
Teraz dopiero objął sytuację wzrokiem. To był pogrom. Wszędzie padali martwi Marines. Tak krwawej bitwy dawno nie widział.
- Ech, zawaliłem sprawę… - mruknął jastrzębiooki.
Uchylił się przed cięciem i jednym ciosem pokonał przeciwnika. Nie mógł się ociągać. Ruszył do ataku z pełną siłą jako Shichibukai. Ktokolwiek odważył się nierozważnie go zaatakować natychmiast ginął, Mihawk ruszał się płynnie i niesamowicie szybko. Każdy cios był zbijany przez jego niewielki sztylet. Każdy cios spotykał się z trafną ripostą.
Zoro również dojrzał uciekającego Onigumo. Był odcięty od wejścia do sali tłumem żołnierzy i nie miał jak dostać się do wiceadmirała-zdrajcy. Rozejrzał się szukając jakiegokolwiek słabego punktu, ale niczego nie zauważył. Zamiast tego dojrzał inną rzecz. Poczuł jak kropla potu spływa mu po twarzy. Cztery metry od niego leżał rzucony na ziemię Kokutou Yoru. Roronoa nie widział momentu utraty broni przez Mihawka więc natychmiast zerknął w tamtą stronę by zobaczyć, czy szermierz żyje. Żył, a do tego był najbliżej Onigumo. Był jedyną osobą mogącą go zatrzymać. Odbił nagły atak jednego z sierżantów po stronie Akainu i ruszył w stronę czarnego miecza, a potem położył dłoń na jego rękojeści. Poczuł dreszcz. Broń była zimna jak lód. Podniósł ją z niemałym wysiłkiem, była ciężka ponad każdą inną jaką kiedykolwiek dzierżył. To by wyjaśniało siłę tego człowieka, operowanie takim orężem na pewno nie było łatwe. Gdyby tylko miał jeszcze moment na rozważania. Nie było go.
- JASTRZĘBIOOKI!!! – ryknął na całe gardło w stronę Mihawka i natychmiast cisnął mieczem napinając mięśnie do granic możliwość.
Shichibukai wyciągnął rękę, zaś Kokutou Yoru jakby się do niej dopasował. Nawet nie śmiał skaleczyć swego pana, po prostu grzecznie ułożył się we wprawnej dłoni, głodny krwi.
A potem Julakil Mihawk machnął nim na odlew odrzucając napierających na niego przeciwników na wszystkie strony świata.
Onigumo był już na schodach. Shichibukai odwrócił się w jego stronę i wystrzelił z miejsca. Był jednym z najszybszych ludzi na świecie, wiedział, że dogoni rannego wiceadmirała w kilka sekund, ale nagle zatrzymał się. Zrozumiał, że nie musi. Zoro zauważył to chwilę później.
- Co… do cholery… - wyjąkał Onigumo.
Spojrzał w dół. Ciosu się nie spodziewał. Biegnąc z całą prędkością nadział się brzuchem na monstrualnie potężny, stalowy cios gołej pięści. Nie miał szans na unik. Poczuł, że jego płuca wrzeszczą z bólu, on sam z kolei nie mógł wziąć oddechu by cokolwiek powiedzieć. Spojrzał w górę i zdębiał.
- To… To… To niemożliwe! – wycharczał, czując jak krew spływa mu po brodzie.
Cofnął się parę kroków, stracił równowagę na skraju schodów i runął w dół, obijając się o stopnie. Legł u podnóża.
Zoro także nie mógł w to uwierzyć, przecież widział głowę tego człowieka to sam Onigumo trzymał ją w rekach! Szmer jaki przebiegł po sali był tak samo gwałtowny jak kilka chwil wcześniej, gdy w jej drzwiach stawał wiceadmirał-zdrajca. Tylko, że tym razem cieszyła się ta druga grupa. W drzwiach stał ich mentor, ich dowódca.
W drzwiach stał admirał floty Sengoku Budda.


- Jak to możliwe? – wyjąkał Smoker.
Przeciwnicy stojący wokół niego opuścili miecze. Nie byli w stanie atakować.
- Co on tu robi! Przecież on jest martwy! – mruknął Raki, ale fakt, że Sengoku stał przed nimi był tak samo niepodważalny jak to, że jeszcze niedawno widzieli jego głowę oddzieloną od ciała.
Teraz wszyscy widzieli jak głównodowodzący rozgląda się po sali, a potem powoli schodzi po schodach i wznosi do góry płonącą flagę Marines. Wszyscy umilkli. Wszyscy przestali walczyć. Wszyscy spojrzeli na tego człowieka. Jedni z nadzieją inni z nienawiścią w głosie.
A potem Sengoku otworzył usta i zaczął mówić.
- Momonga… Ronse… Komir… Doberman…Sakazuki… Lacroix… Shuu… Strawberry… Shine… Masshikaku… Jonson… Thavez… Seibert… Fullbody… - wszyscy spojrzeli po sobie. Nikt nie śmiał przerwać litanii admirała. Tamten spokojnie kontynuował. – Jango… Frei… Teni… Sullivan… Me… Airu… Higuro… - wymieniał dalej. Napięcie przekraczało granicę. Powtórzył jeszcze kilkadziesiąt nazwisk. – Gu…Minchi… Shosa… TO TYLKO NIEWIELKA CZĘŚĆ LUDZI KTÓRZY DZIŚ UMARLI!!!
Sala zadrżała od tembru jego głosu. O ile wcześniej ludzie pozwalali sobie ewentualnie na ruch, to teraz wyglądało to tak jakby wszyscy wstrzymali oddech.
- Każdy z was stracił dzisiaj przyjaciół! Ba, większość z was na pewno przyłożyła się do śmierci towarzyszy! – Sengoku kontynuował bezlitośnie. – MARINEFORT SPŁYNĄŁ DZISIAJ BRATERSKĄ KRWIĄ! Dlaczego? DLACZEGO MI TO ZROBILIŚCIE DO DIABŁA?! DLACZEGO ZROBILIŚCIE TO SOBIE?!
Nikt się nie odezwał. Niektórzy z walczących wypuścili broń i padli na kolana.
- Przewrót… Dobre sobie… DLACZEGO AKAINU TO ZROBIŁ?! NIE WIEM!!! – nawet nie próbował ukryć tego, że łzy płyną mu z oczu. – ZEBRAŁEM WAS TUTAJ!!! NIEJEDNEGO ZNAŁEM Z IMIENIA!!! WŁOŻYŁEM CAŁE SERCE W TO, BY MARINES BYLI WIELKĄ SIŁĄ NA ŚWIECIE!!! I CO TERAZ DO CHOLERY?! ŚMIERĆ!!!
- Twoja sprawiedliwość nie ma prawa bytu! – próbował oponować Onigumo. – Tylko admirał Akainu miał rację! Poza tym ty w ogóle nie masz prawa żyć!!!
- Sprawiedliwość? – mruknął Sengoku. – TO NAZYWASZ SPRAWIEDLIWOŚCIĄ?! – objął ręką salę balową.
- SPRAWIEDLIWOŚĆ WYMAGA OFIAR!!! – krzyknął wiceadmirał stając na równe nogi.
- Masz rację. – odparł głównodowodzący. – Ale jeszcze tylko jednej, jedynej. Ostatniej.
Zniknął. Pojawił się tuż za Onigumo wciąż z dłonią wzniesioną ku górze. Wciąż z płonącą flagą.
Wiceadmirał-zdrajca odwrócił się powoli, niepewien o co chodzi, ale zrozumiał. Jego ciało eksplodowało bólem, z ust trysnęła mu krew, a potem osunął się na kolana.
- Niech to… niech to…jasny… szlag… - Kiedy upadł na ziemię już nie żył.
Nikt się nie odezwał. Nikt nie spuścił głowy. Ba, nikt nawet, może oprócz Mihawka nie widział, co Sengoku zrobił zdrajcy.
Potem głównodowodzący spojrzał na wszystkich.
- DZISIEJSZY DZIEŃ BYŁ NAJGORSZYM DNIEM W NASZEJ HISTORII!!! – ryknął. – PRZEZ GŁUPOTĘ I PYCHĘ PRZYJACIEL STANĄŁ NAPRZECIW PRZYJACIELA, BRAT STANĄŁ NAPRZECIW BRATA!!! Tak, bo WSZYSCY JESTEŚMY BRAĆMI!!! WSZYSCY ISTNIEJEMY W JEDNYM CELU!!! BRONIĆ SPRAWIEDLIWOŚCI NA ŚWIECIE!!! DLACZEGO WIĘC SIĘ ZABIJAMY!!!
- Boże… - wyszeptał jeden z żołnierzy stojących obok Raki’ego. Natychmiast rzucił miecz na ziemię i padł na kolana zalewając się rzewnymi łzami. – BOŻE CO JA ZROBIŁEM!!!
W jego ślady poszły setki. Broń z hukiem gruchnęła na posadzkę, charyzma Sengoku udzieliła się wszystkim. Tak samo jak płonąca flaga i prawda jaka biła z jego ust.
- Kończmy to panowie… - rzekł przełykając ślinę. – Kończmy tą jatkę, kończmy to szaleństwo…
Raki z wolna schował miecz do pochwy. Tłum stojący wokół niego zniknął. Wszyscy padali na kolana, gruba część płakała. Wszyscy powaleni zniszczeni i nareszcie świadomi tego co uczynili.
- Ale mimo to… Mimo to musimy się podnieść! JESTEŚMY MARINES!!! JESTEŚMY LUDŹMI KTÓRZY DBAJĄ O POKÓJ!!! I NIGDY PRZENIGDY NIE MOŻEMY POZWOLIĆ, BY TO W NAS ZGINĘŁO!!! ROZUMIECIE TO?!!! NIGDY!!!
- Nigdy!!! – ryknął ktoś z tłumu.
- NIGDY! – zawtórował ktoś inny
- TA FLAGA MUSI PRZETRWAĆ!!! – ryknął Sengoku, a potem wzniósł drugą dłoń i ścisnął płomienie.
Nie mógł jej rzucić na ziemię, każdy to rozumiał. Nie mógł jej zbezcześcić. Nie mógł jej oblać wodą. To była flaga. Najważniejsza rzecz dla mężczyzny. Najważniejsza rzecz dla człowieka. Zacisnął zęby, pot spływał mu po twarzy, ale w tym momencie nie było innego rozwiązania. Wszyscy spojrzeli na niego z podziwem.
W tym momencie ciszę sali przerwały kroki. Kroki biegnącego człowieka.
- RACJA, DO kurtyzany NĘDZY!!! – z tłumu Marines wypadł Smoker. Dobiegł do Sengoku i obiema rękami złapał flagę. – ZAGŚMY JĄ!!!
- Zgaśmy! – huknął Philippe.
Wraz z Huguesem i Ozaku, który z trudem się podniósł pognał w stronę głównodowodzącego. Kiedy schwycili symbol krzyknęli z bólu, ale jej nie puścili.
Kolejni rekruci, wszyscy, którzy walczyli po stronie Sengoku popędzili w ich stronę. Ogień musiał zniknąć. Wywrotowcy nie śmiali się ruszyć. Nie mieli prawa zrobić czegoś takiego. Patrzyli na odwagę ludzi, którzy niemalże poświęcili swoje życia za pewne ideały. Patrzyli na nich z podziwem i zazdrością.
- Kurde, no tego opuścić nie mogę… - mruknął Raki i wyminął Zoro. – Czekamy na ciebie!
Jednym susem znalazł się przy Sengoku i złapał flagę, która już nie znajdowała się wysoko w górze. Teraz była na takiej wysokości, by każdy, dołączając do koła mógł ją zgasić.
Zoro rozejrzał się wokół. Wygrali. Zwyciężyli i to pełną gębą. Zwyciężyła odwaga.
Nie pomyślał o Luffym i reszcie. Pomyślał o Bergsonie, Danielu, Thielu i tych, którzy oddali za to wszystko życie.
A potem dołączył do innych. Bez zawahania zamknął płomień w gołej dłoni. Nie poczuł już gorąca.
Ogień zgasł.
Ocalała połowa.

I flagi… i Marines.



Ciąg dalszy nastąpi.


Dramatyczne pytania:
Czy Marines podniesie się po straszliwym ciosie?
Czy ideały Sengoku przetrwają?
Czy teraz w końcu uda się zaznać spokoju, czy to dopiero początek?
Co będzie z Zoro?

Część 67 to: Zawsze, na zawsze. Rozkaz, który zmienił oblicze świata.
bullet Napisane przez Jackie777 dnia 27 luty 2010 · Kategoria: Fanfiki ·
· 0 komentarzy · 1254 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,941,888 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony