REJESTRACJA
955 PL

954 PL

953 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Steam
Autor: Ponury dnia 18/10/19 22:11
Rozdział 959
Autor: Wielki160 dnia 18/10/19 18:08
Story Cubes 11: Szklana Pogoda -..
Autor: Szczery dnia 17/10/19 23:10
Breaking Bad
Autor: Devzan dnia 16/10/19 21:36
Spamiliada 12
Autor: Chisu dnia 16/10/19 21:25
Ostatnio widziane
Autor: Komimasa dnia 16/10/19 20:47
AnimeCon_baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner


67. Zawsze, na zawsze. Rozkaz, który zmienił oblicze świata.



Ogrom zniszczeń był zatrważający. Czegoś takiego kwatera główna Marines nie doświadczyła jeszcze nigdy, wszystkie systemy obronne nastawione były na obronę przed atakami z zewnątrz, niestety nikt nie pomyślał o próbie zamienienia jej w perzynę od środka i zabezpieczeniach na taką okoliczność.
Cała wschodnia ściana budynku kwatery głównej była zniszczona i obsunięta. Ponad połowa gmachu świeciła teraz setką odsłoniętych pomieszczeń i korytarzy przyjmując na siebie wczesnojesienny chłód. Nie było zbytnich szans na szybką odbudowę tego wszystkiego, zwłaszcza, że pierwszy dzień po bitwie poświęcono raczej na odpoczynek i usunięcie zwłok. Tym bardziej, że nie tylko w sali balowej ginęli ludzie. Walka admirałów przyniosła ze sobą pożogę także w mieście u podnóża kwatery, w którym mieszkały rodziny stacjonujących tutaj Marines. Samo miasteczko ucierpiało chyba najbardziej, dziesiątki zniszczonych domów, stopiony gruz walał się wszędzie, ulice były przepalone do gołej ziemi. Efekt mocy Akainu był przerażający.
Nie sposób opisać tego, co czuła jednostka odpowiedzialna za usuwanie zwłok, gdy wkroczyli na teren miasteczka, ledwo kilkadziesiąt minut po zakończeniu bitwy. Ciała były wszędzie. I to nie tylko Marines. Ich żony, dzieci, dziadkowie, babcie… śmierć była wszędzie, tego dnia zebrała okrutne żniwo. Niektórych w ogóle nie dało się zidentyfikować, potraktowane lawą ciała były zmasakrowane do granic możliwości.
Jak się okazało bitwa nie toczyła się jedynie w sali balowej, mimo, że to tam Akainu zwabił podstępem głównych sprzymierzeńców Sengoku. Poważne starcie odbyło się także w części portowej gdzie wiceadmirał Giant wraz z kilkoma innymi olbrzymami i sporą grupą żołnierzy stanął naprzeciw niemalże równej grupy dowodzonej przez wiceadmirała Ronse. Ten drugi poniósł w tej bitwie najwyższą cenę zabierając wcześniej ze sobą Dobermana, innego wiceadmirała. Giantowi udało się z trudem odeprzeć nieustające ataki, ale jego stan nie był najlepszy, specjalne skrzydło szpitalne dla olbrzymów pierwszy raz przeżyło takie oblężenie.
Pogrzeby oficerów miały odbyć się dopiero po trzech dniach, natomiast ciałami zwykłych żołnierzy pozwolono zająć się rodzinom. Ci którzy stracili wszystkich kremowano na wspólnym stosie na plaży, na tyłach kwatery. Jeszcze tego samego dnia wieczorem niejedna trumna z dzielnym Marine w środku została zwrócona morzu, w tym celu wypłynął nawet specjalny statek.
Później Sengoku zamknął się w swoim pokoju i zabronił komukolwiek wchodzić. Przynajmniej do jutra.
Kwatera cierpiała.



- Hej czego tak wypatrujesz? – zagadnął Helmeppo, widząc, że jego przyjaciel Coby stoi bez ruchu na dziobie statków z wzrokiem wlepionym w horyzont.
- Nie wydaje ci się, że wezwanie od wiceadmirała Garpa było nieco dziwne? – odparł pytaniem tamten. – I tak szybko się urwało…
Obaj tego dnia opuścili kwaterę główną jeszcze o świcie, zostali wysłani po uzbrojeniową kontrabandę wraz z Bogartem, na jedną z okolicznych wysp. Niedawno udało im się rozbić tam sporą szajkę przemytników. Podczas ładowania sprzętu Bogart odebrał Den-Den Mushi. Jedyne co zrozumiał to prośbę o natychmiastowy powrót, jednakże potem rozmowa została przerwana. Nie myśląc wiele, Marine wydał rozkaz do natychmiastowego powrotu.
- Dziwne, prawda… Ale chyba nikt nie przypuścił na nas ataku, prawda? To by było samobójstwo! – Helmeppo uśmiechnął się pod nosem. – Nikt przecież nie zaatakuje Marines.
- Obyś miał rację, stary… - Coby raz jeszcze spojrzał na horyzont.
Luffy… pomyślał.
- LĄD!!! – ciszę przerwał krzyk z bocianiego gniazda.
Statek natychmiast się ożywił, marynarze przygotowali się do zwrotu, zaś Bogart wyszedł z kajuty stając obok dwóch młodszych oficerów.
- Mam złe przeczucia – mruknął poprawiając katanę. – Od godziny próbuję nawiązać kontakt z dowództwem. Brak odpowiedzi.
Kwatera główna robiła się coraz lepiej widoczna. Nie widzieli niczego dziwnego poza ogromną smugą dymu unoszącą się do nieba. Cóż, różne rzeczy mogły być tego przyczyną. Bitwy raczej nie było, bo źródeł dymu byłoby więcej niż jedno, poza tym już stąd widać by było eksplozje i pożary. Czasami zdarzało się, że trzeba było spalić któryś z okrętów, bądź po prostu śmieci, jednakże ten dym był nieco inny. Ciemniejszy.
A potem poczuli swąd spalonych ciał.
Nikt nie miał wątpliwości. Coby spojrzał na towarzyszy, obaj byli bladzi.
- Co się tam stało u diabła? – wyjąkał syn Morgana.
- Zaraz się dowiemy – mruknął Bogart po czym odwrócił się w stronę marynarzy. – Na co czekacie?! Pośpieszmy się!
Okręt pomknął jak strzała przecinając spokojne już fale.


- Odwalcie się ode mnie! – warknął Raki odpychając pielęgniarkę, która usilnie próbowała założyć mu opatrunek. – Jestem zdrowy!
Spore rozcięcie na lewym przedramieniu przeczyło jego słowom, ale kapitan najwyraźniej wziął sobie za cel odgrywanie kogoś, kto „dzielnie znosi potworny ból”.
Zoro wiedział jednak, że raczej chodzi tu o nieokazywanie słabości. On sam, mimo potwornego zmęczenia, trzymał się twardo, przynajmniej w obecności innych. Musiał jednak pozwolić udzielić sobie pierwszej pomocy, nawet on miałby problem, by ustać na nogach po takiej bitwie. Zwłaszcza, że rany, które doznał w walce z Shillerem jeszcze się nie wygoiły. Dzięki bogu, że dzisiejszy dzień okupił jedynie kilkoma krwawiącymi jak diabli ale lekkimi ranami na twarzy i cięciem na prawym ramieniu. Na krześle obok jego łóżka spoczywał płaszcz, zamieniony w zupełną szmatę. Ciosy jakie otrzymał od Akainu nie zostały bez śladu, teraz marynarska narzuta nadawała się jedynie do śmietnika.
- Cholera jasna, mi też nic nie jest, ile mam powtarzać?! – z drugiego końca pomieszczenia dobiegł głos Smokera.
- Ale nie może pan się ruszać! – oponowała pielęgniarka.
- Nie martw się o niego – mruknął Zoro. – Po prostu jest padnięty.
Dymny komodor kiwnął głową. Rzeczywiście jedyną jego raną było rozcięte czoło po spotkaniu z przeciwnikiem posiadającym Kariouseki. Nikt nic nie mógł mu zrobić. Problem był jednak nieco innej natury. Po bitwie nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Trafił do skrzydła szpitalnego, a tu… a tu był zakaz palenia.
- Dajcie mi cygaro!!! – zawył próbując się podnieść.
Na próżno. Stracił równowagę i zwalił się z łóżka na ziemię. Pielęgniarka, która do niego podeszła usłyszała jak pomstuje na życie, od tej wiązanki wypadły jej z rąk karty pacjentów.
Drzwi otworzyły się i do środka wpadł Garp, raniony co prawda ciężko, ale w doskonałym już humorze. Bandaż oplatał cały jego tors i plecy, ale nic nie było wstanie zmyć uśmiechu z jego olbrzymiej, doświadczonej twarzy. Nawet to co się stało. Dziadek Luffy’ego cieszył się z małych rzeczy, a jego wnuk przejął po nim ten dar.
- Dobrze, że nic wam nie jest! – huknął dziarsko. – Roronoa, skubańcu!
Podchodząc do Zoro klepnął go w plecy z taką siłą, iż tamten niemalże spadł z łóżka.
- Garp, uspokój się… - warknął Smoker. – Co z Hiną? Masz jakieś wieści?
- Operacja się udała – odparł wiceadmirał. – Będzie żyła, tyle wiadomo na pewno. Ale czy wyzdrowieje… To już zależy od jej organizmu. I psychiki. Straciła cały oddział.
Na chwilę w sali zrobiło się cicho. Wszystkim brakowało teraz Fullbody’ego i Jango.
Zoro także się skrzywił. Daniel i Thill zginęli jeszcze przed rozpoczęciem bitwy z ręki Akainu. John wciąż był operowany, Ozaku i reszta przetrwali co prawda, ale ich rany także były ciężkie.
- W jakim stanie są admirałowie? – zapytał Raki. – Z tego co wiemy od Mihawka, Akainu nie żyje. To prawda?
Garp spoważniał na chwilę, ale zaraz zaczął mówić.
- Tak, Akainu nie żyje, to prawda. Aokiji odpoczywa w swoich prywatnych komnatach, odniósł trochę obrażeń.
- Jak to możliwe? – zapytał Smoker. – Przecież jest logią.
- Tak – zgodził się dziadek Luffy’ego. – Z tymże jego własna technika wywołała jakieś tam uszkodzenia wewnętrzne. Niemniej po dwutygodniowym urlopie będzie mógł wrócić do obowiązków, tyle powiedział jego prywatny lekarz.
Zoro znów się skrzywił. Taka to sprawiedliwość. Wiceadmirałowie i wyżsi stopniem Marines mieli prywatnych lekarzy, nie było to w porządku, ale nie chciał się o to kłócić. Posiadanie w załodze Choppera wydawało się logiczniejszym rozwiązaniem, zwłaszcza iż renifer był jednym z towarzyszy. Tutaj trafiał do sali szpitalnej, gdzie leczyli go ludzie, których zupełnie nie znał. Było to trochę śmieszne i inne dla niego.
- Kizaru natomiast jest cały – Mówił dalej Garp. - Nic mu się nie stało, ale wyglądał na zmęczonego. Prawdę mówiąc, gdyby nie Aokiji, to ta walka mogłaby trwać w nieskończoność. Borsalino nie miał żadnej możliwości zranienia Sakazukiego.
Walki dwóch logii w istocie normalne nie były. Zoro przypomniał sobie jak niegdyś w Alabaście Ace starł się ze Smokerem. Alabasta… to dopiero był czasy… Wtedy nie było w ogóle opcji by znalazł się tu, gdzie się znalazł. Wtedy w ogóle nie było szans, by choćby rozważył przystanie do Marines. Teraz natomiast wszystko mu się mieszało. Jeszcze kilka godzin temu kierował nim impuls, czuł, że gasząc flagę postępuje dobrze, teraz nie był tego taki pewien. Obawiał się czy ten znak, mimo, że niewątpliwie pomógł mu zyskać szacunek i zaufanie nie był zdradą wobec Luffy’ego. Było nie było, kapitana zdradzić nie mógł. Obietnicy, że wróci też musiał dotrzymać. Miał mętlik w głowie.
Z zamyślenia wyrwał go lekarz, który podszedł do niego.
- Stan Johna Gronitza z pańskiego oddziału ustabilizował się. Będzie żył – rzekł z uśmiechem.
Roronoa odetchnął lekko. Dzięki bogu przynajmniej kilku spośród tych gówniarzy zdołał uratować. Philippe, który także słyszał te wieści uśmiechnął się szeroko i natychmiast przekazał je reszcie. Wybuchła radość. Radość z tego, że ranni przeżyli, że bitwa skończona. Nie mogli się oszukiwać, chociażby to, że byli tu teraz w jednym kawałku było już powodem do tego by się uśmiechnąć. Nie wiedzieli jednak, że to nie koniec. Nie mieli pojęcia, że wszystko dopiero się zaczyna, a moment odpoczynku tu w szpitalu jest ostatnimi chwilami w których mogą złapać oddech.
Zaczęło się jak zawsze. Drzwi otworzyły się z hukiem.
- Wiceadmirał Garp i wszyscy oficerowie wyżsi stopniem proszeni są natychmiast do pokojów głównodowodzącego! – zawołał od progu jeden ze strażników.
Dziadek Luffy’ego spojrzał na niego ze zdziwieniem. Znów mogło się coś stać… Oczywiście sprawa z Sengoku została już wyjaśniona, wpierw dzięki najnowszym antidotom Vegapunka udało się pokonać truciznę, ale zawsze mogło znów coś się przytrafić
- Wyżsi stopniem, czyli? – zapytał Zoro.
- Ech tępaku… Trzy najwyższe rangi – mruknął Raki.
- Czyli admirałowie, wiceadmirałowie i… wice-wiceadmirałowie? – Roronoa podrapał się po głowie.
- I komodorowie. – rzekł Garp. – Ruszaj więc dupę i ubierz się. Smoker ty też.
- Ja odpadam… - mruknął dymny Marine, który ledwo co wdrapał się na łóżko. – Jestem ciężko ranny i nie mogę się ruszać.
- To spójrz na to. – dziadek Luffy’ego wyciągnął z kieszeni paczkę tego co Smoker poza sprawiedliwością kochał najbardziej.
- W sumie nie jest tak źle…Może dam radę. - po chwili szybszej niż Soru przełożony Tashigi znalazł się przy drzwiach. I do tego zdążył się ubrać.
Zoro nie zarzucał na siebie płaszcza, nie miał zamiaru. Walczył już dziś nosząc na plecach ten symbol, musiał chyba na razie od niego po prostu odpocząć.
Chwilę potem szli już we trójkę korytarzem prosto do pokojów Sengoku. Nie mieli pojęcia jaką wiadomość ma dla nich głównodowodzący, ale złe przeczucia, które towarzyszyły im podczas drogi jakoś nie chciały ich opuścić.
Do celu dotarli dwa kwadranse później.


Znajdowali się w tym samym miejscu, gdzie Zoro po raz pierwszy rozmawiał z głównodowodzącym. Tylko, że tym razem było tu nieco więcej osób. Wciąż nie wstawiono okien i choć Roronoa nie miał pojęcia, że to jego cios sprawił iż szyby poszły w drobny mak, to czuł jednak przenikliwe zimno wpadające do środka i nie do końca mu to pasowało.
Garp wskazał Smokerowi i Zoro miejsce na kanapie pod ścianą pozwalając by usiedli. Oprócz nich w pokoju było naprawdę niewiele osób, aż wierzyć się nie chciało, że tak teraz wygląda dowództwo Marines. Za biurkiem siedział z założonymi rękami Sengoku z Tsuru przy boku. Kobieta, którą Akainu tak bardzo chciał usunąć jakoś specjalnie się nie pokazywała w czasie bitwy, potem dopiero okazało się, że z jej ręki padło grubo ponad dwie setki wywrotowców. Sama nie okupiła tego niemal żadnymi obrażeniami. Na kanapie pod drugą ścianą siedzieli Kizaru, Aokiji, obok którego stała drewniana kula, Garp oraz wielki facet, do którego mówili Yamakaji. Też wiceadmirał sądząc po odznaczeniach. I koniec. To byli wszyscy, którzy ocaleli z wyższych rangą Marines, poza Giantem, nieobecnym z „technicznych” powodów. Nawet nie było sensu o nic dopytywać, Zoro wyraźnie widział zakłopotanie i przygnębienie na twarzach obecnych.
Zbyt wielu dziś zginęło.
- To wszyscy… - mruknął Sengoku. – Jasna cholera…
- Takiego zebrania jeszcze nie mieliśmy – zgodził się Garp. – Ale chyba nie jest to najlepsza pora nad smutkiem z powodu braków kadrowych? Pogrzeby mają się odbyć za trzy dni, prawda?
- Istotnie, nie po to was tu wezwałem – rzekł głównodowodzący. Rozejrzał się po zebranych. – Tsuru, wyjaśnisz?
Kobieta odchrząknęła sprawiając, że szmery ucichły i wszyscy spojrzeli w jej stronę. Podparła głowę na złączonych dłoniach i zaczęła mówić spokojnym, matowym głosem.
- Otrzymaliśmy przed momentem wiadomość, niezbyt ciekawą.
- Co się stało? – zapytał Aokiji.
- Impel Down… przestało istnieć.
Głos Tsuru uderzył jak grom. Wszyscy spojrzeli po sobie, nawet na twarzy Kizaru malowało się coś co śmiało można by było nazwać „uprzejmym zdziwieniem”.
- Że co, proszę? Chyba raczysz żartować. – powiedział Yamakaji drapiąc się po brodzie.
- Przecież to nie jest możliwe – dodał Smoker.
Zoro także się wzdrygnął. Słyszał o Impel Down bardzo wiele, było to najpilniej strzeżone więzienie na świecie i każdy, który kiedykolwiek do niego trafił zwykle nie miał szans na ucieczkę.
- A jednak. Przecież wiesz, kto był tam trzymany ostatnimi czasy, prawda? – Tsuru prześwidrowała Smokera wzrokiem.
- Portagas D. Ace… nie gadaj… - Dymny otworzył usta.
- Ace? Brat Luffy’ego?! – wypalił Zoro.
Tego się nie spodziewał. Jeżeli jego kapitan by się o tym dowiedział, to nic nie powstrzymałoby go przed szturmem więzienia. Czyżby to wszystko było sprawką Luffy’ego? Jeżeli tak, to to co teraz mogłoby się stać, na zawsze przekreśliłoby Słomianego jako pirata. Jego nagroda mogłaby wzrosnąć niewyobrażalnie. Z drugiej jednak strony nawet Luffy nie dałby rady zdobyć tego więzienia. Jeżeli poszła z nim załoga… Jeżeli coś im się stało… Myśli kłębiły mu się w głowie, ale Garp położył mu rękę na ramieniu.
- Ta, to jego starszy brat – powiedział cicho. – Tsuru, mów co się stało.
- Cóż, Impel Down zostało zaatakowane – kontynuowała kobieta. – I to nie przez byle kogo.
- Niech zgadnę… - mruknął Yamakaji.
- Pewnie przypłynął po niego jego kapitan – rzucił Kizaru.
- Ta, a wraz z nim pięćdziesiąt okrętów… - dodał Aokiji.
- To mógł być tylko on… - rzekł Garp.

- Białobrody – wyszeptali wszyscy zgodnie, jakby tego imienia nie wolno było wymawiać na głos.
Natała chwila ciszy, a potem Tsuru ponownie odchrząknęła.
- Tak, to był Białobrody. Edward Newgate. I tak jak mówiłeś Kuzan, wraz z nim przypłynęło kilkadziesiąt okrętów. Impel Down nie miało szans. Zostało rozbite doszczętnie, Magellan i większa część tamtejszej załogi nie żyją, wszystkie poziomy zostały zmienione w perzynę. Nie ma już najpilniej strzeżonego więzienia. – Każde kolejne zdanie sprawiało, że na twarzach obecnych tu Marines pojawiały się kolejne krople potu, ale wiceadmirał kontynuowała bez litości. – Wszyscy więźniowie, którym udało się przeżyć szturm przyłączyli się do Białobrodego lub rozpłynęli się w swoje strony, Ace również, rzecz jasna został uratowany. Zdobyto sześć naszych okrętów wojennych, wybito wszystkie załogi. To była rzeźnia.
- Niech to szlag! – warknął Smoker. – To nie może być prawda!
- Sam Białobrody w Impel Down?! Przecież to niedaleko kwatery! – dodał Garp. – Przecież, gdyby zdecydował się teraz nas zaatakować, bylibyśmy bez szans! Marynarka przestałaby istnieć!
- Dlatego dziękujcie niebiosom, że nikt na świecie nie ma pojęcia o przewrocie Akainu – powiedziała Tsuru. – Białobrody wycofał się wraz ze swoimi siłami natychmiast po odbiciu Ace’a. Najwyraźniej chodziło jedynie o to.
- Skąd mamy te informacje? – zapytał Zoro. – Czy wiadomo, kto współpracował z Newgate’em?
Miał nadzieję, że od razu ktoś wspomni o załodze Słomianego Kapelusza, jednakże Tsuru tylko wzruszyła ramionami.
Zapanowało poruszenie. Sam fakt, że zrobił to najsilniejszy człowiek na świecie powodował niemały strach, tym bardziej teraz, tuż po wojnie domowej.
- Czyli co, idziemy na Białobrodego? – mruknął Kizaru uśmiechając się pod nosem.
- To nie jest dobry pomysł – zaprotestował Aokiji. - Atak na tego człowieka, wymaga zbyt wielu środków…
- Które zdobędziemy – w końcu głos zabrał Sengoku. Wszyscy spojrzeli na niego. – Ale rzecz jasna nie natychmiast.
Widać było, że głównodowodzący coś planuje. Jego twarz mimo, że nie pozbawiona śladów zmęczenia zastygła w grymasie zaciętości. Teraz czujne, czarne oczy mierzyły każdego z obecnych.
- Co zamierzasz zrobić, Sengoku? – zapytał Garp.
- Coś co powinienem zrobić już dawno temu. Wtedy kiedy ścinaliśmy Gola D. Rogera. Wtedy kiedy jeszcze można było to zatrzymać. – rzekł głosem pełnym mocy.
Zoro poczuł jak przechodzą go dreszcze.
- Zamierzam wydać wam i wszystkim Marines rozkaz, który zmieni oblicze świata. – Sengoku wstał z krzesła i spojrzał po wszystkich zebranych po raz kolejny. – Ale zanim to zrobię muszę wiedzieć czy wśród was jest ktokolwiek, kto wątpi w naszą sprawę. Wszyscy opowiedzieliście się po mojej stronie w bitwie z Akainu, ale nie wiem czy uczyniliście to bez żadnych wątpliwości. Teraz jest czas by je wyrazić. Teraz jest czas by zdjąć płaszcz, który nosicie na ramionach i odejść. Bo potem odwrotu już nie będzie.
Nastała chwila ciszy, a potem Aokiji zaśmiał się cicho.
- Cały ty, dowódco. Twoje standardowe zagranie. Wiesz jednak, że ja cię popieram. Zawsze, na zawsze.
Yamakaji również się uśmiechnął.
- Nie trzeba się tak wczuwać. Wierzę w sprawiedliwość, w którą ty wierzysz – powiedział do Sengoku. – I dlatego jestem z tobą. Zawsze, na zawsze.
- Ja również – powiedział Smoker. – Ufam swojemu dowódcy i wierzę w jego poczucie sprawiedliwości. Tak samo jak wszyscy moi ludzie. Zawsze, na zawsze.
- No… - mruknął Kizaru. – Niech będzie…
Zoro nie mógł powiedzieć tego co oni. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego iż będzie to wierutne kłamstwo. Zgodził się na misję z Shillerem, by uniknąć wyśmiania w oczach Mihawka, a do tej pory walczył tylko po to by przeżyć i ocalić swoich rekrutów. Teraz miałby tak jawnie popierać Marines? Nie byłby sobą, sprzeniewierzyłby się wszystkim zasadom jakie sam na siebie nałożył. Przysięgając wierność Sengoku raz na zawsze przestałby być piratem. Nie mógł na to przystać. Nigdy, przenigdy. Tylko, że gdyby jawnie się sprzeciwił… Kizaru był zbyt blisko, pewnie nawet nie zdążyłby pomyśleć, że umiera…
Jego rozmyślania na moment przerwał Garp.
- Ech ty stary durniu… - rzekł do Sengoku.- Pewnie, że jestem z tobą. Nawet jeżeli rozkażesz nam zniszczyć Białobrodego!
- Nie tylko Białobrodego… - mruknął głównodowodzący. A potem wstał. – Z dniem dzisiejszym przestają istnieć więzienia. Wszystkie idą do natychmiastowej likwidacji. Nie zamykamy już piratów.
- Jak to? – odezwał się Zoro.
- To proste. Zabijemy ich. Zniszczymy. Wszystkich. Wszystkie załogi pirackie tego świata muszą zostać zmiecione z kuli ziemskiej, rozumiecie?! WSZYSTKIE!
Głos Sengoku uniósł się pod sam sufi sprawiając, że cały pokój zadrżał.
- Ale… - wyszeptał Smoker, ale nie mógł dojść do głosu. Admirał floty nie przerywał.
- Każdy pirat! Każdy szmatławiec! Musi zostać zniszczony!!! – ryknął. – Niedawno padło Enies Lobby! Teraz dowiadujemy się o zniszczeniu Impel Down! Wszystko co zbudowaliśmy latami ciężkiej pracy, wszystkie główne ośrodki Marines są po kolei niszczone! Tracimy ludzi, tracimy zaopatrzenie. Teraz jeszcze ten cholerny Akainu! Co będzie następne? My? Mariejoa i rząd?! Nie możemy na to pozwolić!!! JESTEŚMY STRAŻNIKAMI SPRAWIEDLIWOŚCI!!!
Mówił z taką charyzmą, że Zoro doskonale zrozumiał dlaczego ludzie go słuchają. Tylko, że to co teraz rozbrzmiewało w sali wydawało się absurdalne. Przynajmniej dla niego. Wszyscy piraci… Nie, to wydawało się nierealne. Tym bardziej nie mógł teraz się sprzeciwić.
Musiał wytrwać.


Jeszcze tego samego dnia wszyscy Marines kwatery głównej zebrali się na placu apelowym. Wszyscy przeczuwali, że Sengoku ma coś ważnego do powiedzenia. Wszyscy przeczuwali, że to co się dziś stanie na zawsze odmieni ich życia.
Zoro stał na balkonie. Nie pamiętał końca spotkania w gabinecie dowódcy, miał w głowie taką rozróbę, że gdy opuszczał zebranie, chwiejnym krokiem udał się do swojego pokoju gdzie natychmiast wypił dwie butelki wódki. Teraz znajdował się wraz z innymi najwyższymi stopniem oficerami na balkonie z którego zawsze Sengoku przemawiał do ludzi. Siedzieli na krzesłach przy drzwiach, czekając aż admirał floty doprowadzi się do porządku i w końcu powie to, czego wszyscy tak bardzo się obawiali. Był jednak do tego stopnia zdeterminowany, że nikt nie wątpił, że to nastąpi. Nie było szans by tego uniknąć. Niebawem miało rozpętać się prawdziwe piekło.
W końcu Sengoku przekroczył próg i z wolna wszedł na balkon. Podchodząc do barierki zobaczył jak bardzo kwatera ucierpiała, jak wielu ludzi brakuje z tłumu, który zazwyczaj go witał. Jednakże zdawał sobie sprawę, że nie jest sam. Setki tysięcy Marines rozsianych było po całym świecie, East Blue, West Blue, North Blue, South Blue czy w końcu Grand Line… Nie było miejsca, gdzie by nie dotarli, nie było miejsca, gdzie nie stanowili by o prawie. I to właśnie prawo musiało teraz zwyciężyć. Dlatego mężczyzna podszedł teraz do barierki zacisnął na niej dłonie i spojrzał na swoich podwładnych.
- Każdy z was stracił dzisiaj wielu przyjaciół – powiedział to samo co wtedy, gdy wkroczył do sali balowej. – To co się stało, jest największą tragedią w naszych dziejach. Tragedią, której nie da się już naprawić. Ale to nie wszystko co nas spotkało.
Lekki szmer rozszedł się po tłumie niczym lekki wiatr, ale wystarczył gest ręki Sengoku by wszyscy umilkli.
- Kilka godzin temu otrzymaliśmy wiadomość, że Impel Down padło. Zniszczył je Białobrody!
Szmer zamienił się w harmider, ale znów uniesiona dłoń wystarczyła.
- Tak, Białobrody!!! Odbił Ace’a, swojego załoganta, przy okazji obracając w perzynę najpilniej strzeżone więzienie świata!!! Wiecie do czego to prowadzi?!
Tym razem odpowiedziała mu cisza.
- Najpierw zniszczono Enies Lobby. Teraz pada Impel Down. Kto jest ostatnim wierzchołkiem trójkąta? MY! Marines!!! I my się nie poddamy!!! Nie myślcie jednak, że będziemy tu czekać na Białobrodego i jego ludzi, o nie… Wycofali się, czekają, leczą rany, które niewątpliwie odnieśli. Dlatego my też poczekamy. Wykorzystamy ten czas, by poinformować wszystkich marines na świecie o tym co zamierzamy zrobić! A zamierzamy raz na zawsze rozwiązać problem piractwa!!!
Tym razem szmer niepewności. Ludzie spojrzeli po sobie jakby Sengoku opowiadał niesmaczny dowcip.
- TAK, DO CHOLERY! I NIECH NIKT Z WAS NIE ŚMIE W TO WĄTPIĆ!!! Wyplenimy tą plagę z oceanów! Wszystkich! Pokonamy naszych odwiecznych wrogów łącząc nasze siły! Pokonamy ich wiarą w to, że sprawiedliwość musi zwyciężyć!!! Bo musi! Pytacie co zamierzam zrobić?! To proste! ZAMIERZAM WYDAĆ ROZKAZ ZABICIA WSZYSTKICH PIRATÓW TEGO ŚWIATA!!! ZAMIERZAM WYDAĆ IM JAWNĄ WOJNĘ, NA LĄDZIE I NA MORZU!!! ZAMIERZAM SPRAWIĆ, ŻE PIRACI RAZ NA ZAWSZE PRZESTANĄ ISTNIEĆ!!!
- To niemożliwe!!! Tego się nie da zrobić! – ryknął ktoś z dołu.
Wszyscy umilkli czekając na odpowiedź głównodowodzącego. Sengoku uśmiechnął się. Tak, prawda, to było trudne. Ale nie było niemożliwe. I on wiedział o tym najlepiej.
- Nie ma, „nie da się”. Chyba, że się nie chce. A kto nie chce? KTO NIE CHCE POKONAĆ NASZYCH ODWIECZNYCH WROGÓW?!!!
Cisza. Nikt się nie odezwał.
- ŻOŁNIERZE!!! Nadeszła najważniejsza chwila w naszym życiu!!! Nadeszła chwila prawdziwych zmian!!!
Kilka okrzyków uleciało ku niebu. W tym tłumie byli tacy, którzy wierzyli w Sengoku bezgranicznie. Im to wystarczało.
- Tylko my możemy to zrobić!!! TYLKO MY!!! Nikt więcej nie stanie bezinteresownie po stronie sprawiedliwości!!! Jeszcze dziś uruchomimy wielką machinę!!! NIECH KAŻDY KTO NOSI BIAŁY MUNDUR MARYNARKI STANIE DO WALKI!!! NA CAŁYM ŚWIECIE!!! NA WSZYSTKICH MORZACH!!! NIECH KAŻDY PRZYPOMNI SOBIE O CO WALCZY I Z KIM WALCZY!!! I NIECH TO DO CHOLERY POKONA!!! W KOŃCU NADESZŁA PORA!!! W KOŃCU!!!!
Wziął głęboki w dech.


- PORA ZAKOŃCZYĆ ERĘ PIRATÓW!!!!!!!!!!!!


To co kryło się w ich sercach pękło. To co kryło się w ich gardłach eksplodowało.
A potem całym Marinefortem wstrząsnął wrzask jakiego jeszcze nie było. Ryk poczucia sprawiedliwości. Huk pewności, że to co robią jest właściwe. Krzyk motywacji. Wszystkie miecze uniosły się ku niebu. Wyspa się zatrzęsła. Kiedy pierwsza fala entuzjazmu powoli zaczęła przycichać Sengoku odezwał się znowu.
- Ten tydzień odpoczywamy. Ten tydzień wykorzystamy na powiadomienie wszystkich. Na każde morze zostanie wysłany jeden z Shichibukai lub oficerów. Na każdą wyspę pojedzie specjalny oddział. Teraz jednak zbierzmy siły. I módlmy się za sprawiedliwość. Módlmy się o to by przetrwała. Rozejść się!
Zoro złapał się za głowę to był koniec. To na pewno był koniec.


Tego samego dnia wieczorem Sengoku awansował Smokera na admirała. Szok jaki temu towarzyszył był niemały, jednakże każdy wiedział, że władca dymu był komodorem jedynie ze względu na swój butny charakter. Teraz nie było na to czasu. Pierwszy raz w historii zdarzył się awans na tak wysokie stanowisko bez doświadczenia w byciu wiceadmirałem. Wiadomo rzecz jasna było, iż Smoker posiada odpowiednią siłę i kwalifikację do tej roli zdziwiono się głównie z tego iż bez szemrania nominację tą przyjął. Z tej samej okazji Tashigi otrzymała awans na kapitana, zaś Raki, za bohaterską walkę w sali balowej został komodorem. Garp nie dostał nawet nominacji, gdyż to, ze odmówi było bardziej niż pewne. Kizaru i Aokiji z pewnym dystansem podeszli jednak do wybrania Smokera jako admirała. Mimo siły i owocu Logii, dymnemu brakowało opanowania swojej mocy. Jednakże jasnym było, że mimo tych różnic, były komodor zostanie godnym admirałem. Potrzebował czasu. Tak jak wszyscy. Tego dnia panowała już zupełna cisza.


Zoro siedział na łóżku pijąc kolejną butelkę alkoholu. Za oknem już dawno było ciemno, noc królowała nad kwaterą. Nie wiedział co robić, nie wiedział jak się zachować. Sprawy przybrały niekorzystny dla niego obrót. I to cholernie niekorzystny. Czuł, jakby przegrał z całym światem, jakby został zamknięty w miejscu z którego nigdy nie ucieknie. Z drugiej strony zastanawiał się co z rekrutami, z których większość dostała awanse na młodszych oficerów.
Spotkał się wcześniej przypadkowo z Cobym i Helmeppo, ich zdziwienie nie miało granic, że teraz jest on ich przełożonym, ale okazali mu odpowiedni szacunek. Nawet specjalnie nie wypytywali o Luffy’ego i załogę. Nie było czasu. Obaj byli wstrząśnięci i po krótkiej rozmowie udali się w swoją stronę. Teraz był już sam. A przynajmniej tak myślał, dopóki nie rozległo się pukanie.
- Wejdź… - rzucił od niechcenia, ale zaraz pożałował tych słów.
Do pokoju wkroczyła świeżo mianowana kapitan Tashigi. Jej ciało w wielu miejscach pokrywały opatrunki i bandaże, była także zupełnie blada, ale twardo trzymała się na nogach mimo zroszonego potem czoła.
- Czego chcesz… - warknął Roronoa.
- Sengoku decyduje powoli o podziale na grupy, które zajmą się likwidacją piratów z danych rejonów… - powiedziała cicho rzucając plik kartek na stół.
Zoro zaklął w myślach, ale zobaczył zwątpienie na jej twarzy i zrozumiał, że to nie wszystko z czym do niego przyszła.
- Wątpisz w to, prawda? – zapytał.
- A jak mam nie wątpić? Taki rozkaz ot tak? Przecież to wywraca nasze życie do góry nogami! Zabijanie na porządku dziennym… Kim my się stajemy na boga…
Roronoa nie odpowiedział. To istotnie było zasadnicze pytanie.
- Na tych kartkach są wyspy, na które mamy się udać…
- Mamy? – zapytał Zoro.
- Tak, nasza grupa składać się będzie z twojej jednostki i z grupy komo…admirała Smokera.
Sengoku chyba załapał, że się skumaliśmy na misji z Shillerem, pomyślał szermierz. Niech go szlag.
Rzucił okiem na kartki. Nazwy wysp nic mu nie mówiły, no poza Wyspą Syren. Oprócz tego Kazushima i Siguria. Trzy wyspy, na których będzie musiał zabijać w imię Marines. To mu nie odpowiadało. Zupełnie.
- Niech to cholera… - warknął raz jeszcze popijając kolejnym łykiem alkoholu.
- Nie tacy powinni być Marines. – powiedziała Tashigi. – Nie o to w tym chodzi…
- No to macie problem. – rzekł szermierz uśmiechając się lekko. – Ja Marines nie jestem. I w pełni nigdy nim nie będę.
- Wiem – wtrąciła szybko kobieta. – I dlatego wierzę w ciebie bardziej niż w innych. I wierzę w to, że przy tobie pozostaniemy sobą.
A potem wstała i skierowała się w stronę wyjścia. Zoro nie wiedział co w nim zagrało w tym momencie, ale odchrząknął głośno sprawiając, że Tashigi odwróciła się do niego pytająco. Spuszczając głowę wyciągnął w jej stronę butelkę rumu.
- Może się napijesz? – zapytał powoli.
Chwila ciszy.
- Chętnie.

Smak alkoholu utopił zmartwienia. Jego siła zamroczyła na chwilę myśli o tym z czym mieli niebawem się zmierzyć. Cieszyli się więc ostatnimi chwilami spokoju przed misją niemożliwą. Ostatnimi chwilami przed końcem świata jaki znali.

Ciąg dalszy nastąpi.


Dramatyczne pytania:
Czy Luffy i reszta dopłyną na Sigurię na czas?
Co czeka ich na wyspie, na którą zaprosił ich Milo?
Kto należy do Siedmiu?
Czy świat przetrwa to co za chwilę ma się zdarzyć?

Część 68 to: Siguria. Inny świat.
bullet Napisane przez Jackie777 dnia 27 luty 2010 · Kategoria: Fanfiki ·
· 0 komentarzy · 1331 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,941,920 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony