REJESTRACJA
955 PL

954 PL

953 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Steam
Autor: Ponury dnia 18/10/19 22:11
Rozdział 959
Autor: Wielki160 dnia 18/10/19 18:08
Story Cubes 11: Szklana Pogoda -..
Autor: Szczery dnia 17/10/19 23:10
Breaking Bad
Autor: Devzan dnia 16/10/19 21:36
Spamiliada 12
Autor: Chisu dnia 16/10/19 21:25
Ostatnio widziane
Autor: Komimasa dnia 16/10/19 20:47
AnimeCon_baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner


68. Siguria. Inny świat.


W pokoju panował półmrok. Okna były od dawna zasłonięte, brudne zasłony wisiały w tym samym miejscu od bardzo bardzo dawna. Umeblowanie było skromne, stało tutaj zaledwie łóżko i niewielki stolik, ale nie trzeba było więcej. Właściciel pokoju po prostu tego nie potrzebował. Na krótkie chwile nocnego odpoczynku wystarczyło i to go zadowalało w zupełności. Czasem jednak odwiedzał pokój kiedy indziej. Wtedy kiedy TO brało nad nim górę. I dzisiaj był właśnie taki moment.
- Ciemno… - warknął ściskając prawy nadgarstek, by powstrzymać konwulsyjne drgania prawej ręki. – Za ciemno…
Tak naprawdę nie przepadał za światłem słonecznym, nigdy nie pozwalało mu się skupić, ale teraz zapragnął, by chociaż świat był przy nim. W półmroku był bardziej sam niż zwykle.
Jego prawa dłoń mimowolnie skierowała się w stronę zasłony, jakby chciała ją ściągnąć. Drżała coraz bardziej.
A potem zrobiło się jasno. Zasłony i okno przestały istnieć. Bez żadnego huku, wybuchu czy dźwięku rozrywanego materiału. Po prostu wyparowały.
- ZA JASNOOO!!!! – ryknął mężczyzna rozdzierającym głosem i złapał się za głowę.
Skulił się pod ścianą. W końcu przejdzie. Zawsze przechodziło.



Napięcie sięgało zenitu. Luffy wiedział, że za każdym razem kiedy znajduje się w takiej sytuacji nie ma odwrotu. Przymykał oczy, zerkał raz na lewo raz na prawo gotów do tego by uderzyć. Jego przeciwnicy też nie próżnowali. Zdawał sobie sprawę, że są godnymi niego rywalami. Tak samo wytrwali i tak samo żądni zwycięstwa. Szybko zganił się za niepotrzebne myśli. Kim będzie jeśli teraz nie wygra?
- MOJE! – ryknął rzucając się do przodu.
- CO TO TO NIE! – Usopp natychmiast skoczył przed siebie.
- Nie ma opcji ziom! – Tai zatańczył na rękach wykopując cały stół wysoko w górę.
Tak, walka toczyła się przy stole, a jej celem było nic innego jak tylko ostatni kawałek soczystej pieczeni Sanji’ego. Żeglowali już drugi dzień wymijając wielkim łukiem Marinefort, powoli zbliżali się do Red Line. Mieli teraz czas na odpoczynek, mogli zebrać siły, mogli nastawić się psychicznie na to co ma się wydarzyć. Luffy jednak zupełnie marnował ten czas.
Ruch Taia lekko go skołował, przez sekundę nie mógł zlokalizować mięsa, ale szybko wpadł na pomysł jak temu zaradzić.
- Gomu gomu no… Pistoru!!! – pięść wystrzeliła z niesamowitą prędkością przełamując stolik na pół.
- Widzę! - Krzyknął Usopp.
Istotnie, mięsko powoli wirowało w powietrzu, by za chwilę runąć w dół – prosto do oceanu. Długonosy najwidoczniej był na to gotowy, gdyż rzucił się za pieczenią skokiem zawodowego pływaka.
Plusk. Mięso spadło do wody. Strzelec jednak nie chciał się już zatrzymać i także uderzył w taflę morza. Zanurkował rozglądając się uważnie.
- Niech go szlaaag!!! – Tai i Luffy złapali się za głowy.
- Co wy wyrabiacie? – zapytała Nami wchodząc na górny pokład, gdyż to tam właśnie trójka Słomianych urządziła sobie podwieczorek.
Zrozumiała w momencie, w którym Tai rzucił się do wody w ubraniu, zaś kapitan już się do tego przymierzał.
- DEBILE!!!

Tak właśnie upływał im czas. Spokojnie. Mieli kupę czasu dla siebie, mogli w końcu pozwolić sobie na wspólne imprezy, przy totalnym braku jakichkolwiek zobowiązań. Robin w końcu uporała się ze swoim cierpieniem, stała się znacznie normalniejsza, mimo tego wszystkiego co przeszli. Niemałą zasługę odniósł w tym Chopper, którego obecność podnosiła ją na duchu. Śmiała się w myślach co by było, gdyby pozwoliła sobie na romans z małym reniferem, ale z drugiej strony wiedziała, że to nigdy się nie zdarzy. Że już nigdy z nikim nie będzie. Wszyscy dobitnie odczuwali brak Zoro. Jego treningowa salka na bocianim gnieździe stała pusta, nikt nie dotykał jego rzeczy. Wiedzieli, że wróci. Jego obowiązki w głównej mierze przejęli Tai i Marisa, a ponieważ zbyt wiele ich nie było radzili sobie z tym doskonale. Wieczorami Murzyn siadał do pianina lub uczył Usoppa beatu. Strzelec okazał się niezwykle pojętnym uczniem co napawało Taia niebywałą dumą. Polubił Słomianych niemal od samego początku i cieszył się, że może tu być. Od tamtego dnia na tyłach statku często unosiła się zielona chmura…
Tego wieczoru Marisa stała przy barierce patrząc się w morze. Miała szesnaście lat, była gówniarą ponad gówniary, z czego doskonale sobie zdawała sprawę i strasznie ją to drażniło. Zwłaszcza te wszystkie rozterki. Ile już razy przyłapała się na myśleniu o Zoro. Oczywiście wiedziała, że to zwykłe, szczeniackie zadurzenie, ale trochę ją to martwiło, a Nami jej w tym nie pomagała. Żarty o „Ostrzu w nocy” stały się takim samym kanonem jak choroby Usoppa przed zejściem na każdą wyspę. Teraz jednak także inna rzecz trochę ją kłopotała.
- Luffy! – zawołała parę chwil później wchodząc do jadalni, jedynego miejsca w którym mógł być kapitan kiedy nie walczył. – Pozwól ze mną na moment.
Przyłapała Słomianego w momencie gdy z wielkim zafrasowaniem pałaszował zawartość lodówki.
- Hej, Marisa! Chcesz trochę? – zapytał wyciągając w jej stronę olbrzymią białą rzodkiew.
- Nie o to mi chodzi! – warknęła chwytając go za kołnierz. – Chodź, musimy pogadać!
- Ale mięskoooo… - jęknął niepocieszony
- Najesz się później.
Po kilku chwilach stali już na pokładzie. Luffy ewidentnie nie miał nastroju na poważne dyskusje, ale Marisa poznała go już na tyle, że trochę o nim wiedziała. Pamiętała to jego spojrzenie tuż przed tym jak poleciał w stronę wulkanu. To był inny Luffy. Tak samo inny Luffy wrzucał chustę w płomienie. To nie był ten idiota, który teraz przed nią stał rozglądając się z uśmiechem.
- No co tam?
- Luffy… Nie chcesz płynąć na Wyspę Syren?
Na chwilę zapadła cisza, a twarz Słomianego jakby się ściągnęła.
- O czym ty gadasz, jasne, że chcę!!!
- Dlaczego więc zdecydowałeś tak, a nie inaczej? Czemu Siguria?
Kapitan spojrzał na nią ze zdziwieniem.
- Ten gość, Milo… Skopał nam dupska – wskazał na żebra Marisy, wciąż obandażowane po złamaniu. – I do tego powiedział o Shanksie… O tym, że tam ma się zdarzyć coś dziwnego…
Nie takiej odpowiedzi Marisa oczekiwała, niemniej uśmiechnęła się lekko. Bała się Sigurii i fakt ten niemalże unosił się w powietrzu. Po tym co zobaczyła wolałaby już nigdy więcej nie spotkać ani Milo ani jemu podobnych ludzi. Na tamtej wyspie mogło być tylko gorzej.
- Nie boisz się? – zapytała cicho.
Nie uzyskała odpowiedzi. Luffy już dawno pałaszował przemycone mięso zupełnie jej nie słuchając.
To nie był ten sam człowiek. Zdecydowanie nie.


Problemy towarzyszyły im przez cały czas. Stracili dwa dni, na przystosowaniu swojego statku, do przypłynięcia na Wyspę Syren, a nie było to łatwe. Udało się im zatrzymać na jednej z pobliskich wysepek, na których ludzie tym właśnie się trudnili. Luffy otrzymał całkowity zakaz opuszczania Sunny’ego, Sanji i Marisa pilnowali go cały czas jaki tam spędzili. Jasnym było, że kapitan zapomni o Sigurii i zniknie pewnie na kilka ładnych dni, a nikt nie chciał do tego dopuścić. Potem było jeszcze gorzej.
Wyspę Syren przekroczyli na trzy dni przed wyznaczonym przez Milo terminem z kapitanem przywiązanym do masztu i z workiem na głowie. Usopp i Chopper poprosili zresztą o to samo, nie chcąc kusić siebie do obejrzenia choćby kawałka tego niesamowitego świata. Zatrzymali się tylko na moment, Tai musiał udać się w jedno miejsce i załatwić kilka swoich spraw, ale kiedy wrócił bez szemrania ruszyli dalej. Obiecali sobie, że tu wrócą.
Nieważne kiedy, ale wrócą.


Kiedy Luffy w końcu zobaczył świat było zupełnie jasno, wokół skrzeczały mewy, zaś powietrze było rześkie i czyste. Delikatny wiatr mierzwił mu włosy.
- Witaj w Nowym Świecie – powiedział z uśmiechem Sanji, kiedy kapitan przyzwyczaił się już do światła słonecznego. – Już po wszystkim.
Jednym ruchem rozluźnił więzy krępujące Luffy’ego, Choppera i Usoppa.
- CHOLERAAA, TO BYŁO TRUUUDNEEE!!! – zawył Słomiany z całych sił.
Sanji spojrzał na niego ze współczuciem. Sam żałował tego, że zostawili za sobą wspaniałą wyspę, na której mogli przeżyć niezapomniane przygody. Wiedział jednak, że dla Luffy’ego, Usoppa i Choppera było to jeszcze trudniejsze.
- Zajmijmy się zatem konkretnymi rzeczami – rzekł siląc się na kolejny uśmiech.
- Tym bardziej, że jeżeli wiatry będą nam sprzyjać, powinniśmy jutro o świcie zawitać na Sigurii – wtrąciła Nami. – Zostanie nam jeszcze kilka dni do wyznaczonego przez Milo terminu...
- To cholerne ryzyko – mruknął Usopp, markotny ostatnio coraz bardziej. – Nie mamy pojęcia co tam może się zdarzyć. A co jeżeli będzie tam na nas czekał doborowy oddział Marines?
- Przestań przesadzać – Luffy jako jedyny nie sprawiał wrażenia zdołowanego. – Będzie dobrze! Sanji, szykuj mięso!
Kucharz parsknął cicho. Nie można było teraz się tym przejmować. Nigdy jeszcze rejs z załogą nie przebiegał w takim klimacie i w jakiś sposób chciał, by wszystko wróciło do normy.
- Chodźcie. Zjemy i napijemy się czegoś. – mruknął odwracając się w stronę kuchni.


Don Krieg po porażce z Luffym przestał znaczyć tyle ile wcześniej. Jego zwolennicy odchodzili jeden po drugim, a młodsze pokolenie zyskiwało coraz większe wpływy na East Blue. Od tamtej pory minął już dłuższy czas i teraz Krieg robił co mógł, by odbudować swoje nadwątlone wcześniej przez Mihawka i spotkanie ze Słomianymi siły.
Aktualnie żeglowali po południowej części morza, na średniej wielkości karaweli, która zastąpiła poprzedni, zatopiony okręt. Krieg zajmował się tym, co ostatnimi czasy wychodziło mu najlepiej – piciem, zaś Gin towarzyszył mu ze zwykłej uprzejmości. Jego kapitan wraz ze swoją zbroją stracił autorytet i teraz słuchali go wyłącznie ci, którzy wciąż ufali w to, że potęga East Blue w końcu się odrodzi.
- Gin, polej jeszcze po jedynym – mruknął cicho.
- Kapitanie, już wystarczy – odparł tamten. – To nie jest pora na picie. Mamy tyle ważniejszych rzeczy do roboty…
Takie przekonywanie nie miało najmniejszego sensu. Krieg wyglądał na cieć dawnego siebie. Nawet nie podniósł głowy kiedy powietrze przeciął krzyk jednego z załogantów.
- Co się dzieje?! – Gin poderwał się natychmiast.
Nie stracił niczego ze swych umiejętności, wciąż był uważny i zabójczo precyzyjny. W jego dłoni natychmiast pojawiły się tonfy.
Zrozumiał kiedy tylko spojrzał na górny pokład. Stała tam osoba, której już nigdy więcej nie chcieli widzieć. Legenda.
- KAPITANIE!! – ryknął Gin sprawiając, że Krieg się otrząsnął.
Podniósł wzrok i zbladł. Krople potu ściekały mu po twarzy.
Kolejny krzyk. Jeden z piratów spadł na główny pokład krwawiąc obficie.
- Co… co on tu robi?! – odezwał się przerażony Don. – To niemożliwe! NIE DRUGI RAZ!!!
Teraz już wszyscy patrzyli na mężczyznę, który stał wyprostowany na balustradzie z obnażonym długim czarnym mieczem zmoczonym we krwi. Ci którzy nierozważnie spróbowali zaatakować leżeli wokół niego i pewnym było, że już nigdy się nie podniosą.
Był to Shichibukai. Julakil Mihawk. Zmora Don Kriega.
- Ja to mam pecha… - mruknął szermierz zręcznie zeskakując na pokład.
- PO CHOLERĘ TU PRZYLAZŁEŚ?! – ryknął Gin.
Pot ściekał mu po twarzy. Mihawk był zupełnie inną ligą niż przeciwnicy na jakich się natykali.
- Czy to nie jest oczywiste? – jego miecz mówił sam za siebie. – Rozkazy. Po prostu rozkazy. „Najsłabsze z mórz” posprzątać mam akurat ja.
- Posprzątać?
- Tak. Posprzątać z piratów.
Słowa te zawisły w powietrzu na dłuższą chwilę, a potem Don Krieg zerwał się na równe nogi.
- Nie chrzań od rzeczy! Przylazłeś tu sam! Nie masz z nami żadnych szans!!!
Załoga pobudzona charyzmą kapitana natychmiast rzuciła się na Jastrzębiookiego. Wiedzieli, że muszą go zabić, by przeżyć.
- Czyżbyś zapomniał co z waszymi statkami stało się ostatnio? – zapytał Mihawk retorycznie po czym ruszył.
Cztery sekundy później stał naprzeciwko Don Kriega zostawiając za plecami ponad czterdzieści trupów. Nikt nawet nie mógł go dotknąć.
- To niemożliwe… - wyszeptał niegdysiejszy najsilniejszy pirat East Blue.
- Niestety możliwe. Powiem więcej – pewne.
- GIN, ZABIJ GO!!!
Wicekapitan posłusznie zaatakował. Nie było żadnej nadziei, zdawał sobie z tego sprawę, dlatego rzucił się na całego, chcąc chociaż uratować życie swojego kapitana. Nawet się nie skrzywił kiedy ostrze Mihawka pozbawiało go głowy. Nie zdążył. Bezwładne ciało upadło na ziemię drgając pośmiertnie.
- Nie opieraj się. To i tak musi nastąpić. - Jastrzębiooki jeszcze bardziej zbliżył się do przerażonego Kriega wznosząc miecz.
- SPIERDALAJ!!! – wrzasnął pirat
W jego dłoniach pojawiły się pistolety.
Huknęło.
Kilka minut później Mihawk zeskoczył z pokładu prosto na swoją łódź. Nawet się nie odwracał by zobaczyć jak statek Don Kriega znika w odmętach. Rzucił okiem na listę przygotowaną mu przez biuro Sengoku i wykreślił załogę, którą właśnie ułożył do wiecznego snu.
Oczywiście jasnym było, że po przewrocie Akainu nie zostało zbyt wielu silnych Marines, ale żeby do czyszczenia piratów nająć również Shichibukai? Cóż, Mihawk nigdy nie narzekał na nawałnicę zajęć, ale nie wydawało mu się, że jest stworzony do czegoś takiego. A miał nadzieję, że chociaż dostanie silnych przeciwników. Na przykład na stosunkowo silne North Blue, wysłano Kumę i Doflamingo. On dostał odpadki. I musiał się zająć wszystkim.
Sam jeden na East Blue.


- Czemu tyle tutaj mgły? – zapytał Luffy wytrzeszczając oczy.
Istotnie od dłuższej chwili płynęli w oparach ograniczających widoczność do kilkudziesięciu metrów.
- To efekt załamań pogodowych tutaj – odparła fachowo Nami. – Coś mi się wydaje, że Siguria najprawdopodobniej będzie wyspą wiosenną. Poza tym mgła często występuje w okolicach przybrzeżnych skał. Musimy uważać.
- To ja zostanę na statku, mam uczulenie na pyłki. – wtrącił Usopp.
- Ziomuś... – inteligentnie podsumował Tai zaciągając się dziwnym skrętem. Uśmiech pimpa nie znikał z jego twarzy
Przez większą część nocy nie zmrużyli oka. Wizja tego co może stać się na Sigurii nie pozwalała zasnąć nikomu oprócz Luffy’ego, który tradycyjnie beztrosko podszedł do sprawy. Teraz zebrali się na pokładzie nie wiedząc na co czekają.
- W razie czego robimy natychmiastowy odwrót – przypomniała raz jeszcze Robin.
- No dawajcie tą wyspę! – niemalże krzyknął kapitan.
Cierpliwość była jego najsłabszą stroną.
- Spokojnie, to może potrwać jeszcze długo. – Uspokoiła go Nami. – Takie mgły…
- JUHUUUUU!!! – wrzask Słomianego natychmiast ją uciszył. – PIĘKNE!!!
Nami nie patrzyła w stronę dziobu, więc przez moment nie wiedziała o czym Luffy mówi. Tylko przez moment. Bo potem spojrzała przed siebie. Wypłynęli z mgły. Znajdowali się na turkusowej, przezroczystej wodzie.
Dopłynęli do Sigurii.
Wyspa była spora, ledwo udawało się ogarnąć ją wzrokiem. Przewidywania Nami względem pogody nie sprawdziły się, wyspa była ewidentnie letnia, co podkreślał złocisty piasek na plażach i zieleń setek liściastych drzew. W centralnej części, co dało się zauważyć od razu piętrzyły się skały o dziwacznych kształtach, gdzieniegdzie na nich pobudowano różnorakie domy w klasycznym stylu, w samym centrum tego wszystkiego, na najwyższej ze skał znajdowała się ogromna budowla przypominająca znane na East Blue katedry. Na jej strzelistej wieży sterczał ogromny mosiężny krzyż.
U podnóża skał rozciągało się całkiem spore miasto, otoczone średniej wysokości murami. Do środka prowadziła ścieżka wiodąca od portu w górę, aż ku ogromnej bramie. Port natomiast sprawiał wrażenie niezbyt często odwiedzanego. Co prawda kołysała się tam jedna jednostka nieco większa od Sunny’ego, ale resztę stanowiły niewielkie kutry, bądź jachty. Same zabudowania portowe również były raczej skromne, nawet latarnia morska umieszczona na długim molo była niższa niż zwykle to bywa. Za to wyraźnie było widać kolejny budynek wyglądający na kościół, tuż obok portowych baraków.
Niemniej białe wapienne skały wybijające się ponad wszystko inne sprawiały wrażenie, że wyspa normalnie świeciła bielą. Miejsce było przepiękne.
- Heh, chyba zaczniemy tak jak poprzednio, co? Jakieś małe plażowanie? – mruknął Sanji z uśmiechem.
- PLAŻA!!!! – ryknęli Luffy i Usopp jednocześnie.
- Zaczekajcie matoły! – warknęła Nami. – Pozapominaliście jak to ostatnio się skończyło? Może tym razem zadokujemy w porcie i dowiemy się czy i tutaj nie krążą wszędzie dzicy zabójcy?
- Ej, sztunia, wrzuć na luz… - Tai uśmiechnął się pimpowsko poprawiając swoje przeciwsłoneczne okulary. – Luzik, zara zapodam bita i glebniemy się na słoneczku.
Tradycyjnie już nikt go nie zrozumiał i nikt nie zwrócił na niego uwagi.
- Popieram pomysł Nami. – zgodziła się Marisa.
- Ja również. – dodała Robin.
Przegłosowani przez panie (i Sanji’ego, który natychmiast wziął ich stronę), Luffy, Usopp i Chopper spuścili smętnie głowy.
- Zawsze tak to wygląda… - mruknął lekarz spoglądając tęsknie w stronę plaży.
Thousand Sunny wykonał zwrot i powoli ruszył w stronę portu.
Nikt ich nie zatrzymał, nikt do nich nie strzelał. Wszystko działo się zupełnie inaczej niż się spodziewali. Okręt minął latarnię morską, bez żadnego sprzeciwu ze strony portowych pracowników. Sanji zauważył miejsce, gdzie mogli zadokować, tuż obok jedynej dużej jednostki. Wspólnie z Taiem i Chopperem w swojej większej wersji przytachali na pokład cumy.
- Gdzie te palanty z portu?! – warknął widząc, że nikt się nie pojawia, by pomóc Sunny’emu w końcu się zatrzymać.
Robin uważnie się rozejrzała
- Może być problem – odezwała się nagle. – Nie ma tych „palantów z portu”.
Załoga spojrzała po sobie ze zdziwieniem.
- To prawda… - rzekł Usopp.
Teraz, gdy się rozejrzał ta wyspa naprawdę napawała go przerażeniem. Czegoś takiego jeszcze nie widział.
Port był zupełnie pusty.
Nie było ani żywej duszy.


Ciąg dalszy nastąpi.

Dramatyczne pytania:
Co się stało z pracownikami portu na Sigurii?
Czy Mihawk zabije wszystkich piratów na East Blue?
Co mogą zrobić Słomiani w miejscu gdzie najwidoczniej nikogo nie ma?
Co planował Milo ściągając ich tutaj?


Część 69 to: Krzyż
bullet Napisane przez Jackie777 dnia 27 luty 2010 · Kategoria: Fanfiki ·
· 0 komentarzy · 1831 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,941,708 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony