REJESTRACJA
979 rozdział

978PL!

966-977PL!

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Rozdział 980
Autor: Wielki160 dnia 24/05/20 21:02
CC 10 - temat wstępny przed gaz..
Autor: fuszioms dnia 22/05/20 22:09
Story Cubes (komentarze)
Autor: Komimasa dnia 22/05/20 22:04
Pochwal się co ostatnio czytał..
Autor: Ena dnia 20/05/20 19:15
Rozdział 979
Autor: SLAWO89 dnia 11/05/20 10:50
Spamiliada 12
Autor: Grigorij dnia 10/05/20 14:06
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
AnimeCon_baner


68. Siguria. Inny świat.


W pokoju panował półmrok. Okna były od dawna zasłonięte, brudne zasłony wisiały w tym samym miejscu od bardzo bardzo dawna. Umeblowanie było skromne, stało tutaj zaledwie łóżko i niewielki stolik, ale nie trzeba było więcej. Właściciel pokoju po prostu tego nie potrzebował. Na krótkie chwile nocnego odpoczynku wystarczyło i to go zadowalało w zupełności. Czasem jednak odwiedzał pokój kiedy indziej. Wtedy kiedy TO brało nad nim górę. I dzisiaj był właśnie taki moment.
- Ciemno… - warknął ściskając prawy nadgarstek, by powstrzymać konwulsyjne drgania prawej ręki. – Za ciemno…
Tak naprawdę nie przepadał za światłem słonecznym, nigdy nie pozwalało mu się skupić, ale teraz zapragnął, by chociaż świat był przy nim. W półmroku był bardziej sam niż zwykle.
Jego prawa dłoń mimowolnie skierowała się w stronę zasłony, jakby chciała ją ściągnąć. Drżała coraz bardziej.
A potem zrobiło się jasno. Zasłony i okno przestały istnieć. Bez żadnego huku, wybuchu czy dźwięku rozrywanego materiału. Po prostu wyparowały.
- ZA JASNOOO!!!! – ryknął mężczyzna rozdzierającym głosem i złapał się za głowę.
Skulił się pod ścianą. W końcu przejdzie. Zawsze przechodziło.



Napięcie sięgało zenitu. Luffy wiedział, że za każdym razem kiedy znajduje się w takiej sytuacji nie ma odwrotu. Przymykał oczy, zerkał raz na lewo raz na prawo gotów do tego by uderzyć. Jego przeciwnicy też nie próżnowali. Zdawał sobie sprawę, że są godnymi niego rywalami. Tak samo wytrwali i tak samo żądni zwycięstwa. Szybko zganił się za niepotrzebne myśli. Kim będzie jeśli teraz nie wygra?
- MOJE! – ryknął rzucając się do przodu.
- CO TO TO NIE! – Usopp natychmiast skoczył przed siebie.
- Nie ma opcji ziom! – Tai zatańczył na rękach wykopując cały stół wysoko w górę.
Tak, walka toczyła się przy stole, a jej celem było nic innego jak tylko ostatni kawałek soczystej pieczeni Sanji’ego. Żeglowali już drugi dzień wymijając wielkim łukiem Marinefort, powoli zbliżali się do Red Line. Mieli teraz czas na odpoczynek, mogli zebrać siły, mogli nastawić się psychicznie na to co ma się wydarzyć. Luffy jednak zupełnie marnował ten czas.
Ruch Taia lekko go skołował, przez sekundę nie mógł zlokalizować mięsa, ale szybko wpadł na pomysł jak temu zaradzić.
- Gomu gomu no… Pistoru!!! – pięść wystrzeliła z niesamowitą prędkością przełamując stolik na pół.
- Widzę! - Krzyknął Usopp.
Istotnie, mięsko powoli wirowało w powietrzu, by za chwilę runąć w dół – prosto do oceanu. Długonosy najwidoczniej był na to gotowy, gdyż rzucił się za pieczenią skokiem zawodowego pływaka.
Plusk. Mięso spadło do wody. Strzelec jednak nie chciał się już zatrzymać i także uderzył w taflę morza. Zanurkował rozglądając się uważnie.
- Niech go szlaaag!!! – Tai i Luffy złapali się za głowy.
- Co wy wyrabiacie? – zapytała Nami wchodząc na górny pokład, gdyż to tam właśnie trójka Słomianych urządziła sobie podwieczorek.
Zrozumiała w momencie, w którym Tai rzucił się do wody w ubraniu, zaś kapitan już się do tego przymierzał.
- DEBILE!!!

Tak właśnie upływał im czas. Spokojnie. Mieli kupę czasu dla siebie, mogli w końcu pozwolić sobie na wspólne imprezy, przy totalnym braku jakichkolwiek zobowiązań. Robin w końcu uporała się ze swoim cierpieniem, stała się znacznie normalniejsza, mimo tego wszystkiego co przeszli. Niemałą zasługę odniósł w tym Chopper, którego obecność podnosiła ją na duchu. Śmiała się w myślach co by było, gdyby pozwoliła sobie na romans z małym reniferem, ale z drugiej strony wiedziała, że to nigdy się nie zdarzy. Że już nigdy z nikim nie będzie. Wszyscy dobitnie odczuwali brak Zoro. Jego treningowa salka na bocianim gnieździe stała pusta, nikt nie dotykał jego rzeczy. Wiedzieli, że wróci. Jego obowiązki w głównej mierze przejęli Tai i Marisa, a ponieważ zbyt wiele ich nie było radzili sobie z tym doskonale. Wieczorami Murzyn siadał do pianina lub uczył Usoppa beatu. Strzelec okazał się niezwykle pojętnym uczniem co napawało Taia niebywałą dumą. Polubił Słomianych niemal od samego początku i cieszył się, że może tu być. Od tamtego dnia na tyłach statku często unosiła się zielona chmura…
Tego wieczoru Marisa stała przy barierce patrząc się w morze. Miała szesnaście lat, była gówniarą ponad gówniary, z czego doskonale sobie zdawała sprawę i strasznie ją to drażniło. Zwłaszcza te wszystkie rozterki. Ile już razy przyłapała się na myśleniu o Zoro. Oczywiście wiedziała, że to zwykłe, szczeniackie zadurzenie, ale trochę ją to martwiło, a Nami jej w tym nie pomagała. Żarty o „Ostrzu w nocy” stały się takim samym kanonem jak choroby Usoppa przed zejściem na każdą wyspę. Teraz jednak także inna rzecz trochę ją kłopotała.
- Luffy! – zawołała parę chwil później wchodząc do jadalni, jedynego miejsca w którym mógł być kapitan kiedy nie walczył. – Pozwól ze mną na moment.
Przyłapała Słomianego w momencie gdy z wielkim zafrasowaniem pałaszował zawartość lodówki.
- Hej, Marisa! Chcesz trochę? – zapytał wyciągając w jej stronę olbrzymią białą rzodkiew.
- Nie o to mi chodzi! – warknęła chwytając go za kołnierz. – Chodź, musimy pogadać!
- Ale mięskoooo… - jęknął niepocieszony
- Najesz się później.
Po kilku chwilach stali już na pokładzie. Luffy ewidentnie nie miał nastroju na poważne dyskusje, ale Marisa poznała go już na tyle, że trochę o nim wiedziała. Pamiętała to jego spojrzenie tuż przed tym jak poleciał w stronę wulkanu. To był inny Luffy. Tak samo inny Luffy wrzucał chustę w płomienie. To nie był ten idiota, który teraz przed nią stał rozglądając się z uśmiechem.
- No co tam?
- Luffy… Nie chcesz płynąć na Wyspę Syren?
Na chwilę zapadła cisza, a twarz Słomianego jakby się ściągnęła.
- O czym ty gadasz, jasne, że chcę!!!
- Dlaczego więc zdecydowałeś tak, a nie inaczej? Czemu Siguria?
Kapitan spojrzał na nią ze zdziwieniem.
- Ten gość, Milo… Skopał nam dupska – wskazał na żebra Marisy, wciąż obandażowane po złamaniu. – I do tego powiedział o Shanksie… O tym, że tam ma się zdarzyć coś dziwnego…
Nie takiej odpowiedzi Marisa oczekiwała, niemniej uśmiechnęła się lekko. Bała się Sigurii i fakt ten niemalże unosił się w powietrzu. Po tym co zobaczyła wolałaby już nigdy więcej nie spotkać ani Milo ani jemu podobnych ludzi. Na tamtej wyspie mogło być tylko gorzej.
- Nie boisz się? – zapytała cicho.
Nie uzyskała odpowiedzi. Luffy już dawno pałaszował przemycone mięso zupełnie jej nie słuchając.
To nie był ten sam człowiek. Zdecydowanie nie.


Problemy towarzyszyły im przez cały czas. Stracili dwa dni, na przystosowaniu swojego statku, do przypłynięcia na Wyspę Syren, a nie było to łatwe. Udało się im zatrzymać na jednej z pobliskich wysepek, na których ludzie tym właśnie się trudnili. Luffy otrzymał całkowity zakaz opuszczania Sunny’ego, Sanji i Marisa pilnowali go cały czas jaki tam spędzili. Jasnym było, że kapitan zapomni o Sigurii i zniknie pewnie na kilka ładnych dni, a nikt nie chciał do tego dopuścić. Potem było jeszcze gorzej.
Wyspę Syren przekroczyli na trzy dni przed wyznaczonym przez Milo terminem z kapitanem przywiązanym do masztu i z workiem na głowie. Usopp i Chopper poprosili zresztą o to samo, nie chcąc kusić siebie do obejrzenia choćby kawałka tego niesamowitego świata. Zatrzymali się tylko na moment, Tai musiał udać się w jedno miejsce i załatwić kilka swoich spraw, ale kiedy wrócił bez szemrania ruszyli dalej. Obiecali sobie, że tu wrócą.
Nieważne kiedy, ale wrócą.


Kiedy Luffy w końcu zobaczył świat było zupełnie jasno, wokół skrzeczały mewy, zaś powietrze było rześkie i czyste. Delikatny wiatr mierzwił mu włosy.
- Witaj w Nowym Świecie – powiedział z uśmiechem Sanji, kiedy kapitan przyzwyczaił się już do światła słonecznego. – Już po wszystkim.
Jednym ruchem rozluźnił więzy krępujące Luffy’ego, Choppera i Usoppa.
- CHOLERAAA, TO BYŁO TRUUUDNEEE!!! – zawył Słomiany z całych sił.
Sanji spojrzał na niego ze współczuciem. Sam żałował tego, że zostawili za sobą wspaniałą wyspę, na której mogli przeżyć niezapomniane przygody. Wiedział jednak, że dla Luffy’ego, Usoppa i Choppera było to jeszcze trudniejsze.
- Zajmijmy się zatem konkretnymi rzeczami – rzekł siląc się na kolejny uśmiech.
- Tym bardziej, że jeżeli wiatry będą nam sprzyjać, powinniśmy jutro o świcie zawitać na Sigurii – wtrąciła Nami. – Zostanie nam jeszcze kilka dni do wyznaczonego przez Milo terminu...
- To cholerne ryzyko – mruknął Usopp, markotny ostatnio coraz bardziej. – Nie mamy pojęcia co tam może się zdarzyć. A co jeżeli będzie tam na nas czekał doborowy oddział Marines?
- Przestań przesadzać – Luffy jako jedyny nie sprawiał wrażenia zdołowanego. – Będzie dobrze! Sanji, szykuj mięso!
Kucharz parsknął cicho. Nie można było teraz się tym przejmować. Nigdy jeszcze rejs z załogą nie przebiegał w takim klimacie i w jakiś sposób chciał, by wszystko wróciło do normy.
- Chodźcie. Zjemy i napijemy się czegoś. – mruknął odwracając się w stronę kuchni.


Don Krieg po porażce z Luffym przestał znaczyć tyle ile wcześniej. Jego zwolennicy odchodzili jeden po drugim, a młodsze pokolenie zyskiwało coraz większe wpływy na East Blue. Od tamtej pory minął już dłuższy czas i teraz Krieg robił co mógł, by odbudować swoje nadwątlone wcześniej przez Mihawka i spotkanie ze Słomianymi siły.
Aktualnie żeglowali po południowej części morza, na średniej wielkości karaweli, która zastąpiła poprzedni, zatopiony okręt. Krieg zajmował się tym, co ostatnimi czasy wychodziło mu najlepiej – piciem, zaś Gin towarzyszył mu ze zwykłej uprzejmości. Jego kapitan wraz ze swoją zbroją stracił autorytet i teraz słuchali go wyłącznie ci, którzy wciąż ufali w to, że potęga East Blue w końcu się odrodzi.
- Gin, polej jeszcze po jedynym – mruknął cicho.
- Kapitanie, już wystarczy – odparł tamten. – To nie jest pora na picie. Mamy tyle ważniejszych rzeczy do roboty…
Takie przekonywanie nie miało najmniejszego sensu. Krieg wyglądał na cieć dawnego siebie. Nawet nie podniósł głowy kiedy powietrze przeciął krzyk jednego z załogantów.
- Co się dzieje?! – Gin poderwał się natychmiast.
Nie stracił niczego ze swych umiejętności, wciąż był uważny i zabójczo precyzyjny. W jego dłoni natychmiast pojawiły się tonfy.
Zrozumiał kiedy tylko spojrzał na górny pokład. Stała tam osoba, której już nigdy więcej nie chcieli widzieć. Legenda.
- KAPITANIE!! – ryknął Gin sprawiając, że Krieg się otrząsnął.
Podniósł wzrok i zbladł. Krople potu ściekały mu po twarzy.
Kolejny krzyk. Jeden z piratów spadł na główny pokład krwawiąc obficie.
- Co… co on tu robi?! – odezwał się przerażony Don. – To niemożliwe! NIE DRUGI RAZ!!!
Teraz już wszyscy patrzyli na mężczyznę, który stał wyprostowany na balustradzie z obnażonym długim czarnym mieczem zmoczonym we krwi. Ci którzy nierozważnie spróbowali zaatakować leżeli wokół niego i pewnym było, że już nigdy się nie podniosą.
Był to Shichibukai. Julakil Mihawk. Zmora Don Kriega.
- Ja to mam pecha… - mruknął szermierz zręcznie zeskakując na pokład.
- PO CHOLERĘ TU PRZYLAZŁEŚ?! – ryknął Gin.
Pot ściekał mu po twarzy. Mihawk był zupełnie inną ligą niż przeciwnicy na jakich się natykali.
- Czy to nie jest oczywiste? – jego miecz mówił sam za siebie. – Rozkazy. Po prostu rozkazy. „Najsłabsze z mórz” posprzątać mam akurat ja.
- Posprzątać?
- Tak. Posprzątać z piratów.
Słowa te zawisły w powietrzu na dłuższą chwilę, a potem Don Krieg zerwał się na równe nogi.
- Nie chrzań od rzeczy! Przylazłeś tu sam! Nie masz z nami żadnych szans!!!
Załoga pobudzona charyzmą kapitana natychmiast rzuciła się na Jastrzębiookiego. Wiedzieli, że muszą go zabić, by przeżyć.
- Czyżbyś zapomniał co z waszymi statkami stało się ostatnio? – zapytał Mihawk retorycznie po czym ruszył.
Cztery sekundy później stał naprzeciwko Don Kriega zostawiając za plecami ponad czterdzieści trupów. Nikt nawet nie mógł go dotknąć.
- To niemożliwe… - wyszeptał niegdysiejszy najsilniejszy pirat East Blue.
- Niestety możliwe. Powiem więcej – pewne.
- GIN, ZABIJ GO!!!
Wicekapitan posłusznie zaatakował. Nie było żadnej nadziei, zdawał sobie z tego sprawę, dlatego rzucił się na całego, chcąc chociaż uratować życie swojego kapitana. Nawet się nie skrzywił kiedy ostrze Mihawka pozbawiało go głowy. Nie zdążył. Bezwładne ciało upadło na ziemię drgając pośmiertnie.
- Nie opieraj się. To i tak musi nastąpić. - Jastrzębiooki jeszcze bardziej zbliżył się do przerażonego Kriega wznosząc miecz.
- SPIERDALAJ!!! – wrzasnął pirat
W jego dłoniach pojawiły się pistolety.
Huknęło.
Kilka minut później Mihawk zeskoczył z pokładu prosto na swoją łódź. Nawet się nie odwracał by zobaczyć jak statek Don Kriega znika w odmętach. Rzucił okiem na listę przygotowaną mu przez biuro Sengoku i wykreślił załogę, którą właśnie ułożył do wiecznego snu.
Oczywiście jasnym było, że po przewrocie Akainu nie zostało zbyt wielu silnych Marines, ale żeby do czyszczenia piratów nająć również Shichibukai? Cóż, Mihawk nigdy nie narzekał na nawałnicę zajęć, ale nie wydawało mu się, że jest stworzony do czegoś takiego. A miał nadzieję, że chociaż dostanie silnych przeciwników. Na przykład na stosunkowo silne North Blue, wysłano Kumę i Doflamingo. On dostał odpadki. I musiał się zająć wszystkim.
Sam jeden na East Blue.


- Czemu tyle tutaj mgły? – zapytał Luffy wytrzeszczając oczy.
Istotnie od dłuższej chwili płynęli w oparach ograniczających widoczność do kilkudziesięciu metrów.
- To efekt załamań pogodowych tutaj – odparła fachowo Nami. – Coś mi się wydaje, że Siguria najprawdopodobniej będzie wyspą wiosenną. Poza tym mgła często występuje w okolicach przybrzeżnych skał. Musimy uważać.
- To ja zostanę na statku, mam uczulenie na pyłki. – wtrącił Usopp.
- Ziomuś... – inteligentnie podsumował Tai zaciągając się dziwnym skrętem. Uśmiech pimpa nie znikał z jego twarzy
Przez większą część nocy nie zmrużyli oka. Wizja tego co może stać się na Sigurii nie pozwalała zasnąć nikomu oprócz Luffy’ego, który tradycyjnie beztrosko podszedł do sprawy. Teraz zebrali się na pokładzie nie wiedząc na co czekają.
- W razie czego robimy natychmiastowy odwrót – przypomniała raz jeszcze Robin.
- No dawajcie tą wyspę! – niemalże krzyknął kapitan.
Cierpliwość była jego najsłabszą stroną.
- Spokojnie, to może potrwać jeszcze długo. – Uspokoiła go Nami. – Takie mgły…
- JUHUUUUU!!! – wrzask Słomianego natychmiast ją uciszył. – PIĘKNE!!!
Nami nie patrzyła w stronę dziobu, więc przez moment nie wiedziała o czym Luffy mówi. Tylko przez moment. Bo potem spojrzała przed siebie. Wypłynęli z mgły. Znajdowali się na turkusowej, przezroczystej wodzie.
Dopłynęli do Sigurii.
Wyspa była spora, ledwo udawało się ogarnąć ją wzrokiem. Przewidywania Nami względem pogody nie sprawdziły się, wyspa była ewidentnie letnia, co podkreślał złocisty piasek na plażach i zieleń setek liściastych drzew. W centralnej części, co dało się zauważyć od razu piętrzyły się skały o dziwacznych kształtach, gdzieniegdzie na nich pobudowano różnorakie domy w klasycznym stylu, w samym centrum tego wszystkiego, na najwyższej ze skał znajdowała się ogromna budowla przypominająca znane na East Blue katedry. Na jej strzelistej wieży sterczał ogromny mosiężny krzyż.
U podnóża skał rozciągało się całkiem spore miasto, otoczone średniej wysokości murami. Do środka prowadziła ścieżka wiodąca od portu w górę, aż ku ogromnej bramie. Port natomiast sprawiał wrażenie niezbyt często odwiedzanego. Co prawda kołysała się tam jedna jednostka nieco większa od Sunny’ego, ale resztę stanowiły niewielkie kutry, bądź jachty. Same zabudowania portowe również były raczej skromne, nawet latarnia morska umieszczona na długim molo była niższa niż zwykle to bywa. Za to wyraźnie było widać kolejny budynek wyglądający na kościół, tuż obok portowych baraków.
Niemniej białe wapienne skały wybijające się ponad wszystko inne sprawiały wrażenie, że wyspa normalnie świeciła bielą. Miejsce było przepiękne.
- Heh, chyba zaczniemy tak jak poprzednio, co? Jakieś małe plażowanie? – mruknął Sanji z uśmiechem.
- PLAŻA!!!! – ryknęli Luffy i Usopp jednocześnie.
- Zaczekajcie matoły! – warknęła Nami. – Pozapominaliście jak to ostatnio się skończyło? Może tym razem zadokujemy w porcie i dowiemy się czy i tutaj nie krążą wszędzie dzicy zabójcy?
- Ej, sztunia, wrzuć na luz… - Tai uśmiechnął się pimpowsko poprawiając swoje przeciwsłoneczne okulary. – Luzik, zara zapodam bita i glebniemy się na słoneczku.
Tradycyjnie już nikt go nie zrozumiał i nikt nie zwrócił na niego uwagi.
- Popieram pomysł Nami. – zgodziła się Marisa.
- Ja również. – dodała Robin.
Przegłosowani przez panie (i Sanji’ego, który natychmiast wziął ich stronę), Luffy, Usopp i Chopper spuścili smętnie głowy.
- Zawsze tak to wygląda… - mruknął lekarz spoglądając tęsknie w stronę plaży.
Thousand Sunny wykonał zwrot i powoli ruszył w stronę portu.
Nikt ich nie zatrzymał, nikt do nich nie strzelał. Wszystko działo się zupełnie inaczej niż się spodziewali. Okręt minął latarnię morską, bez żadnego sprzeciwu ze strony portowych pracowników. Sanji zauważył miejsce, gdzie mogli zadokować, tuż obok jedynej dużej jednostki. Wspólnie z Taiem i Chopperem w swojej większej wersji przytachali na pokład cumy.
- Gdzie te palanty z portu?! – warknął widząc, że nikt się nie pojawia, by pomóc Sunny’emu w końcu się zatrzymać.
Robin uważnie się rozejrzała
- Może być problem – odezwała się nagle. – Nie ma tych „palantów z portu”.
Załoga spojrzała po sobie ze zdziwieniem.
- To prawda… - rzekł Usopp.
Teraz, gdy się rozejrzał ta wyspa naprawdę napawała go przerażeniem. Czegoś takiego jeszcze nie widział.
Port był zupełnie pusty.
Nie było ani żywej duszy.


Ciąg dalszy nastąpi.

Dramatyczne pytania:
Co się stało z pracownikami portu na Sigurii?
Czy Mihawk zabije wszystkich piratów na East Blue?
Co mogą zrobić Słomiani w miejscu gdzie najwidoczniej nikogo nie ma?
Co planował Milo ściągając ich tutaj?


Część 69 to: Krzyż
bullet Napisane przez Jackie777 dnia 27 luty 2010 · Kategoria: Fanfiki ·
· 0 komentarzy · 1892 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
GROMnh
24/05/2020 23:49:17
@ruri: Szkoda Sad Mam nadzieję, że szybciej powrócą, bo przez 2 miesiące czytać raz na 2 tygodnie to jest słabo...

ruri
24/05/2020 14:10:09
@GROMnh: Koronawirus spowodował to, że przy autorze jest mniej asystentów i wszystko idzie wolniej.

Laquer
24/05/2020 13:58:08
Wow, chyba muszę częściej się socjalizować, bo widzę, że daleko w tyle za cywilizacją zostałem.

Laquer
24/05/2020 13:57:47
Tia, nieważne. Bo wiesz, wszystko spoko, nie, ale i tak wy***ane, bo będę robić po swojemu, czy się to komu podoba czy nie xD Swoją drogą, groźby karalne jako merytoryczna krytyka...

Imi
24/05/2020 13:34:57
W sumie przez te Wasze komentarze zapomniałam o najważniejszym. Nikomu innemu to nie przeszkadza najwidoczniej więc nieważne.

Imi
24/05/2020 12:08:55
Najwidoczniej każda krytyka teraz, nawet merytoryczna, to dla niektórych tylko roszczeniowość i jakieś budowanie ego. Wielce sobie ego zbuduję na tym.

Imi
24/05/2020 12:07:57
Co do jakości, ja nie twierdzę że robicie byle co, tylko naprawdę akurat takich błędów łatwo jest uniknąć. Nie wytykam okazjonalnych wpadek edytorskich, bo wiem ile to jest pracy.

Imi
24/05/2020 12:07:06
Ruri, co ma ego do tego? Czytam sobie rozdział i klimat idzie się kopać przez takie kretyńskie wstawki.

GROMnh
24/05/2020 01:40:47
Mam pytanie - czemu przez cały czerwiec i lipiec będą wydawane rozdziały raz na 2 tygodnie?

Laquer
22/05/2020 16:01:16
A ja tam lubię te wstawki. Uważam, że są fajne. I będę je dodawał kiedy tylko edytor zezwoli.

Ena
22/05/2020 12:16:38
:sakazuki:

ruri
22/05/2020 12:05:23
slowa wpadka, bo chyba wyfrunelo z glowy. Kilka osob na pewno sie usmiechnelo na widok tej wstawki, wiekszosc olala, a pewne OKAZY szukaja mozliwosci wybicia swojego ego na pierdolach

ruri
22/05/2020 12:03:47
No tak, bo 90% czytelników, to profesjonaliści, którzy zawodowo zjamują się czytaniem mang i wcale nie mają w dupie większości błędów pomyłek itd. Zresztą... Przeczytaj sobie znaczenie

okiren
22/05/2020 11:51:46
Sugerowanie, że nie ma jakości przez to xD idę stąd, bo szkoda strzępić ryja

Imi
22/05/2020 07:56:13
Ale hej, przecież już nie chodzi o to, by była jakość, tylko dobrze że ktoś robi cokolwiek. To nie jest pomylony tekst w dymku wynikający z nakładu pracy, tylko nieporozumienie.

Imi
22/05/2020 07:55:30
Okiren, niby racja, ale tylko z perspektywy laika. Ponadtko korektor to ktoś, kogo zadaniem jest nie dopuścić to wpadek w rozdziałach. A on je tworzy...

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2020 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
8,568,218 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony