REJESTRACJA
945 PL

944 PL

943 PL

  891 i 892 PL!

  880 PL!

  879 PL!

CC9 - Trupiarniane śniadanie mi..
Autor: Grigorij dnia 17/07/19 18:59
SC -10: Szybko i Śmiesznie w Pr..
Autor: fuszioms dnia 17/07/19 18:43
CC9 - ogłoszenia
Autor: okiren dnia 17/07/19 13:56
Zajawki nowych filmów/seriali
Autor: Komimasa dnia 17/07/19 09:53
Odcinek 892 Rozpoczyna się Wano
Autor: Komimasa dnia 16/07/19 21:27
Opening 22 do Wano!
Autor: Komimasa dnia 16/07/19 18:51
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
69. Krzyż

Nic się tutaj nie zgadzało. Nie było przecież takiej możliwości by w jakimkolwiek miejscu, na jakiejkolwiek wyspie ot tak raptem wszyscy ludzie zniknęli, przynajmniej nie w takich miejscach jak port. Do tego wszystko wyglądało jakby dopiero co zostało zostawione, na pobliskiej skrzyni leżały rozrzucone papierowe talerze z resztkami potraw, zaś niedomknięte drzwi do latarni cicho skrzypiały na wietrze.
- Coś tutaj nie pasuje… - mruknął Sanji rozglądając się ostrożnie.
Sunny powoli zbliżał się do kei.
- Myślę, że musimy tak czy siak spróbować zadokować bez pomocy – odezwała się Robin. – Jeżeli dopłyniemy wystarczająco blisko, ktoś bez problemu zeskoczy i rzuci cumy.
Miało to sens tym bardziej, że wszędzie leżały pozwijane długie i mocne liny. Jako, że nie było innego pomysłu Luffy wraz z Marisą zręcznie skoczyli po cumy. Usopp dawał radę kierować Sunnym niemal tak samo dobrze jak Franky, dlatego w niedługim czasie udało im się zadokować i w końcu opuścić okręt.
- Sanji, zabrałeś drugie śniadanie? – zawołał Luffy kiedy tylko kucharz, pomagając wcześniej Nami i Robin opuścić statek sam stanął na portowej uliczce.
- Tak, Tai zajmuje się noszeniem.
- Joł ziom! – odezwał się dziarsko Murzyn potrząsając olbrzymim plecakiem. – Chodźcie ruszmy tyłki, trza obadać ten rewir.
Ruszyli wspólnie nie zostawiając na statku nikogo. Usopp i Chopper mimo, że przestraszeni absolutną ciszą jaka panowała na wyspie w większej grupie czuli się nieco pewniej. Jedyną niezadowoloną do końca osobą była Marisa, która doskonale sobie zdawała sprawę, że nie mając dobrej katany niewiele pomoże w walce.
Opuściwszy port skierowali się w stronę długiego deptaka, używanego prawdopodobnie również jako bazar stoiska były jednak zostawione zupełnie jakby ktoś opuścił je przed chwilą. Poza tym Chopper zauważył rzuconego w pobliskiej popielniczce papierosa, który jeszczy dymił. Sanji natychmiast stwierdził, że ktoś musiał go wyrzucić maksymalnie piętnaście minut temu.
- Moment, chcesz powiedzieć, że kwadrans temu ktoś tu jeszcze był? – mruknęła Marisa.
- To bardziej niż pewne. Chyba, że papierosy same się zapalają – odparł kucharz patrząc na nich w ten sposób, że Usopp i Chopper podskoczyli ze strachu.
Sanji doskonale umiał udawać.
- Hehe, a to heca! Ludzie pouciekali! Może ukryli się przed nami? – wtrącił Luffy.
- A może czają się gdzieś uzbrojeni i szykują zasadzkę? – dodała Robin racjonalnie.
- EEEEJ LUDZIEEE!!! – wrzasnął kapitan nim ktokolwiek zdążył go powstrzymać.
Nigdy nie przejawiał zbyt wielkiego instynktu samozachowawczego, jednakże tym razem, jeśli archeolog miała rację, sprowadzał na nich niemalże kataklizm.
- ZAMKNIJ SIĘ, DEBILU! – ryknęła Nami odruchowo zdzielając go pięścią po głowie.
- Za co… - jęknął Luffy gryząc chodnik.
Nikt nie zauważył cienia, który przemknął pomiędzy pobliskimi drzewami.

Po krótkim spacerze po bulwarze w trakcie którego nie spotkali nikogo, Słomiani postanowili udać się do miasta. Cel był prosty – trzeba było sprawdzić, czy to wyspa rzeczywiście jest zupełnie pusta.
Droga była ładnie zrobiona, prowadziła pod górę lekko się zakręcając, aż do samej bramy miasta. Już z tej odległości można było stwierdzić, że jest otwarta.
- Luuudzie… - jęczał dalej Luffy kiedy zbliżyli się na tyle by zobaczyć, że przy bramie nie stoi nikt, a i okolice wjazdu raczej nie wskazują na pobyt tutaj jakiejkolwiek osoby. – Sanji… jestem głodny.
- To może być problemem. – powiedziała Robin rozglądając się uważnie.
- No tak… - rzekł Usopp. – Możemy się nie dowiedzieć o czym mówił Milo.
- Nie o to chodzi. – archeolog złożyła ręce na piersi. – Mieliśmy uzupełnić zaopatrzenie. Jeżeli nie ma tu ludzi to wątpię, by woda i jedzenie były. A jeśli tak to trzeba będzie… - tu zniżyła głos do szeptu, by Słomiany nie dosłyszał. - … ograniczyć posiłki.
- Niedobrze… - mruknął kucharz. – cholernie niedobrze. NIECH TO SZLAG!
Nami wzdrygnęła się lekko widząc jak Sanji bije pięścią w mur. Cóż, jego reakcja była co najmniej nieadekwatna do sytuacji, gdyż sprawę można było rozwiązać na milion sposobów. Niemniej póki co, nie powiedziała ani słowa.
- To ja pójdę się rozejrzeć po dzielni – zaoferował się Tai.
- Ja również – wtrącił Chopper. – Po ostatniej wyspie w mojej apteczce brakuje sporo rzeczy.
Sanji nie słuchał już dalszego ciągu rozmowy, czuł lekkie zdenerwowanie, ale na szczęście miał na to świetne lekarstwo. Stanął pod bramą i wyciągnął z kieszeni papierosy.
- No to idziemy! – powiedział z uśmiechem Murzyn, ale nie zdążył nawet ruszyć się z miejsca, kiedy do całej załogi dobiegł dziki wrzask.

- SZLUUUUUUGIII!!! Rany boskie! Prawdziwe szlugi!!!

Wszyscy odwrócili się gwałtownie nie wiedząc co może ich spotkać, w końcu różnie się zdarzało podczas ich podróży. Marisa żałowała, że nie ma przy sobie żadnej katany, jej ręka mimowolnie chciała za nią schwycić. Luffy także odwrócił się w stronę pobliskich drzew skąd dobiegł głos i uśmiechnął się. Stąd na pewno nic im nie zagrażało.
- Siema! – zawołał, ale odpowiedzi nie było.
Niska osoba ominęła go gładko, nie zwracając uwagi na nikogo, oprócz Sanji’ego, który ze zdziwieniem odpalił papierosa. Kiedy pierwszy raz się zaciągnął czuł, że dym zostanie mu w płucach.
Jak spod ziemi przed jego oczyma wyrosła młoda dziewczyna.
- Dasz szlugaska? Proszę… poratuj fajeczką!!! PROSZĘ!!! – zawołało dziewczę, a kucharz patrząc w jej olbrzymie brązowe oczy po prostu nie mógł odmówić.
- Proszę, cała przyjemność po mojej stronie – powiedział natychmiast wyciągając do niej paczkę i uśmiechając się szeroko. – Może przejdziemy się na romantyczny spacer, w trakcie którego delektując się zapachem i smakiem tytoniu…
Po chwili zrozumiał, że dziewczyna w ogóle go nie słucha, bo po sekundzie stała już kawałek dalej z lubością zaciągając się dymem.
- Co za ulgaaa!!! – jęknęła z rozkoszy.
Luffy zareagował jak zwykle. Zaczął się głośno śmiać.
- Ale jesteś dziwna! Niezłe!
Dopiero po trzecim zaciągnięciu dziewczyna odwróciła się do załogi i ukłoniła się lekko uśmiechając się zawadiacko. Była szczupła i niewysoka, miała zaczesane do tyłu brązowe włosy do ramion przytrzymywane zieloną opaską. Miała na sobie białą koszulę z krawatem, na nią kremowy sweter bez rękawów, zaś na wietrze falowała jej krótka spódniczka w kratkę.
- Dzięki stary! Życie mi uratowałeś! Od czasu prohibicji na tytoń mogę zdobyć fajki tylko od kupców, którzy przypływają raz na ruski rok! – powiedziała energicznie w stronę Sanji’ego. – Nie masz może kilku paczuszek na sprzedaż? A tak w ogóle to jesteś super!!!
Kucharz uśmiechnął się rozglądając się po załodze. Nami gromiła go wzrokiem, choć nie wiedział do końca co powoduje tą reakcję. Reszta też zdążyła już się rozluźnić.
- Ty, a masz mięso? – zapytał Luffy nowo poznanej.
- Nie „ty”. Mów mi Ney! – powiedziała dziewczyna z naciskiem.
- Ney? – wtrąciła Marisa. – Dziwne imię.
Ney lekko się zarumieniła, widać było, że musi mieć jakiś kompleks na tym punkcie, z bliżej nieokreślonych powodów.
- A ty niby jak?
- … Marisa.
- Szkoda, że nie Maria, miała byś tutaj niezłe chody. – kolejnej uwagi Ney także nikt nie zrozumiał.
Luffy wykorzystał chwilę konsternacji wszystkich, by ponowić pytanie o mięso, ale szybko został przywołany do porządku przez Nami, która jednym strzałem położyła go na ziemię.
- Ney-san? – odezwała się Robin podchodząc do dziewczyny.
- O rety, ale dobry fajek! – miejscowa kończyła już papierosa.
- Czy mogłabyś nam powiedzieć, dlaczego na tej wyspie nie ma nikogo poza tobą?
Ney spojrzała na nią ze zdziwieniem, potem rozejrzała się po równie skonsternowanych minach reszty załogi (oprócz Luffy’ego) i wybuchnęła głośnym śmiechem.
- Rety! Wy naprawdę nie wiecie?! Nie róbcie sobie jaj!
- Ona jest przerażająca… - mruknął Usopp.
W odróżnieniu do Kayi, która była ideałem jego kobiety, ta dziewczyna zachowywała się o sto osiemdziesiąt stopni inaczej. Jej aparycja, jej mowa… wszystko było inne. Jedyne czego nie mógł jej odmówić to niewątpliwie sympatyczna twarz i niezłe, choć szczupłe ciało.
- No właśnie nie wiemy – powiedziała Nami. – Dopiero przypłynęliśmy, oświeć nas.
Ney w końcu się uspokoiła i otarła oczy.
- No tak, w sumie nie widziałam was ani tutaj, ani w Astonii.
- Powiesz nam? – powtórzyła Nami.
- Może zamiast tego oprowadzę was po mieście? Dokładnie za… - spojrzała na zegarek. - …dwadzieścia minut dostaniecie swoją odpowiedź.
Sanji zauważył, że Chopper lekko zadrżał, zupełnie jakby nie wiedział czego się spodziewać po tym czasie. Zresztą on sam nie wiedział, ale trzymał się swojej zasady życiowej. Komuś tak ślicznemu jak Ney można ufać.
- Ney-chwan!!! Ufamy ci!!! Prowadź nas!!! – wykrzyknął gibając się na wszystkie strony.
Nami spojrzała na dziewczynę sceptycznie, ale kiwnęła głową. W końcu do tej pory nie spotkali nikogo innego, a na zasadzkę to nie wyglądało.
- Chodźmy gdzieś gdzie jest mięso!!! – wrzasnął Luffy.
- Spokojnie, w tej chwili gospody są puste. – odparła Ney. – Musisz poczekać dwadzieścia minut.
- Dwadzieścia minut męki… - jęknął kapitan.
- No, może dwadzieścia pięć.
Słomiany wyglądał na przybitego jeszcze bardziej.
- Moje życie straciło sens…
- Chodź Luffy… - powiedział Usopp smutno i pomógł iść Słomianemu.
Ney wzruszyła ramionami i dała wszystkim znak by poszli za nią.
Miasto wyglądało na dobrze zaopatrzone i dosyć nowoczesne. Budynki wzniesione były głównie z kamienia, zbudowane w klasycznym stylu, zaś ulice wyłożone świeżym brukiem lśniły czystością. W powietrzu unosił się zapach pieczonego chleba, lekki wiaterek przynosił ulgę, wszystko wyglądało przecudnie.
Po drodze Ney zachowywała się jak rasowy przewodnik opowiadając Słomianym (których imiona zdążyła już poznać) historię miasta. Większość rzecz jasna ziewała, jedynie Chopper, Robin i Sanji słuchali z przyjemnością chłonąc nową wiedzę. Idąc chodnikiem głównej ulicy miasteczka piraci zmierzali w stronę centrum, gdzie budowle, utrzymane w białej kolorystyce stawały się jeszcze okazalsze, jednakże sporym zaskoczeniem było to, iż większość drzwi jest otwarta na oścież. Opuszczone sklepy, bary, nic nie zostało zamknięte. Marisa pierwsza zwróciła na to uwagę, gdyż rzecz jasna spodziewała się w każdej chwili ataku lub czegoś innego co zachwiałoby jej wolnością.
- Gdzie ci wszyscy ludzie poszli? – zapytała w końcu, gdyż ciekawość była zbyt silna.
- Niedługo się dowiesz – powtórzyła Ney znów się uśmiechając.
Ewidentnie cieszyła się ze zdenerwowania dziewczyny.
- O co w tym wszystkim chodzi? Co tu się u diabła dzieje? – powtarzała Marisa czując jak rośnie w niej złość.
- Ej, młoda, nie sraj żarem, bo ci się miejsce w którym plecy tracą swą szlachetną nazwę zapali, dobra? – mruknęła „przewodniczka”. – Nie możesz się raz na kiedyś wyluzować? Wszystkim będzie przyjemniej.
Marisa spuściła głowę. Chciała coś powiedzieć, ale się powstrzymała, nie warto było wszczynać burd o takie głupoty. Niemniej szybko zwróciła uwagę na Luffy’ego, Choppera i Usoppa wpatrujących się w nią otwartymi oczami.
- Co się gapicie? – warknęła.
- Trafiła w samo sedno – powiedzieli zgodnie wskazując palcem Ney.
Marisa poczuła się jakby spadło jej na głowę dwadzieścia ton.
- Ja już nic nie powiem…
Minęli kolejnych kilka przecznic, a ich oczom ukazał się wielki plac, bez wątpienia będącym centrum miasta. Okalały go piękne i wysokie kolumny, zaś po środku stał olbrzymi, zdecydowanie największy jaki w życiu widzieli budynek z białego marmuru z wysoką wieżą dzwonniczą zwieńczoną kolejnym krzyżem. Budowla była zdecydowanie najbardziej okazałą z tych, które widzieli do tej pory.
- Jesteśmy w centrum – powiedziała z uśmiechem Ney. – A to jest…
Nie dokończyła zdania.
- NEYLISIA!!! – zza pleców grupki dobiegł ją głośny, dźwięczny głos.
- Niech to szlag… - mruknęła zamykając oczy.
Słomiani natychmiast odwrócili się w tamtą stronę, jeszcze nie gotowi do boju, ale już zaniepokojeni. Ulicą szedł wysoki mężczyzna o długi aż do pasa czarnych włosach. Na widok jego zdecydowanej twarzy Nami poczuła, że robi jej się ciepło, zaś brązowe oczy zdawały się przebijać ich wszystkich na wylot i biec centralnie w postać Ney. Odziany był w długi biały obcisły płaszcz, pod spodem czarną koszulę i brązowe, wysokie buty. Przy pasie wisiał mu miecz Dao zaś na piersi spory, mosiężny krzyż. Wyraz jego twarzy nie świadczył bynajmniej o zadowoleniu.
- Kto to jest? – zapytał Sanji natychmiast gotów do ataku, nie ufał posiadaczom ostrzy dłuższych nich noże kucharskie.
- To jest… - mruknęła Ney ze zrezygnowaniem wysuwając się do przodu.
- NEYLISIA, CO TY ZNOWU WYPRAWIASZ!!! Z KIM TY SIĘ WŁÓCZYSZ!!!
- Mój starszy brat, Nabu.
Mężczyzna nazwany Nabu, stanął naprzeciw nich bacznie mierząc wzrokiem wszystkich po kolei po czym znów spojrzał na Ney. Przez chwilę mieli wrażenie, że zaraz ją uderzy, ale najwidoczniej nie miał takie zamiaru, bo podparł rękoma biodra.
- Dowódca Świętej Straży Najwyższego Przymierza, Nabuchodonozor Augustian Bortelucci – przedstawił się uprzejmie, po czym przeszedł na mniej oficjalny ton. Zmiana była całkowita – Dlaczego nie nosicie krzyżyków do cholery!!! Pojebało was doszczętnie?!
Słomiani spojrzeli na niego jak na ostatniego świra zupełnie nie rozumiejąc o co mu chodzi, ani tego co z jego litanii było imieniem, a co tytułem. No może Tai jeden zrozumiał bo uśmiechnął się dziarsko.
- Ty ziomuś, ja nie mam krzyża, ale mam marychę! – pomachał niewielkim wisiorkiem w kształcie liścia. – Chcesz też? Mam jeszcze taki – dodał pokazując wisiorek z oznaczeniem waluty. – Albo coś takiego – po chwili w dłoni dyndał mu gruby złoty łańcuch.
- Załóżcie krzyżyki! Wiecie co to będzie, jak inkwizycja się tędy przejdzie i was zobaczy? – brat Ney wyglądał na jeszcze bardziej wytrąconego z równowagi.
- Nabu, wyluzuj trochę! – warknęła Ney. – Bo cię podrapię za uchem.
Słomiani znów nie zrozumieli. Usopp wymienił z Chopperem porozumiewawcze spojrzenia. Od tej pory byli pewni, że trafili na wyspę świrów i to przekonanie utrzymywało się bardzo długo.
- Tylko nie za uchem! Krzyżyki założyć, raz!!! – Nabu się uwziął.
- Przecież wiesz, że nie wierzę w boga… Nie będę chodziła z tym żelastwem po ulicy! – Ney chwyciła brata za poły płaszcza potrząsając nim teatralnie.
- Nie mów o tym tak głośno!!!
Sanji odpalił papierosa. Nie miał braci ani sióstr, ale z doświadczenia nabytego w restauracji wiedział jak wyglądają kłótnie rodzeństwa i ile mogą trwać. Zamknął oczy nie oczekując rychłego końca.
- Dobra, niech ci będzie… - Ney wyciągnęła z kieszeni niewielki metalowy krzyżyk i powiesiła go na szyi. – Mimo, że jeszcze zostało dziesięć minut… ech, widzisz co ja dla ciebie robię?
Nabu odetchnął z ulgą.
- Tylko nie zdejmuj go jak łazisz po ulicach, proszę… - rzekł, po czym odwrócił się do piratów. – A wy czemu nie zakładacie?
- A po cholerę to nam? – walnął Luffy prosto z mostu.
Mina brata Nabuchodonozora po tym tekście wyglądała, jakby zobaczył co najmniej ducha. Stał przez pięć sekund bez ruchy z wykrzywionymi ustami i wybałuszonymi oczyma.
- Ale że co?
- Na cholerę nam krzyżyki? – powtórzył Usopp.
- Nie stary ja nie nosze wisiorków… Jestem facetem. – rzekł Sanji.
- A masz ze złota? – zapytała Nami.
- Ja kiedyś nosiłam, teraz nie mam. – dodała Robin.
- Ja nie mogę nosić, bo mi się w futro wkręcają – dodał Chopper.
- Nie będę nosiła znaku boga, który pozwolił na Corteza! – wrzasnęła Marisa.
- Ja pasuję ziom. Ale może chcesz to? – powiedział Tai machając złotym łańcuchem.
Nabu nawet jeżeli chciał coś odpowiedzieć to nie zdążył, bo w tym momencie zagrały dzwony. Ney natychmiast spoważniała rozglądając się ostrożnie, natomiast jej brat zaczął panikować.
- Cholera!!! Koniec mszy!!! Cholera!!! Do roboty!!! – potem jego wzrok spoczął na Słomianych wciąż nie mających krzyżyków.
Musiał działać w ciągu sekundy. Natychmiast zza pazuchy wyciągnął spory worek – większy niżby się wydawało, że może pozostać tam niezauważony - i natychmiast począł wyciągać z niego najróżniejsze krzyże na sznurkach. Po sekundzie każdy z załogi Luffy’ego miał już założony na szyi symbol od najmniejszych (Nami dostała gustowny, mały srebrny krzyżyk), do ogromnych (Chopper chwiał się od żelaznego gigantycznego krzyża).
- Nie zdejmować mi tego, pod żadnym pozorem! – warknął ostrzegawczo. – Neylisia, przypilnujesz ich!
- Wiem, wiem… Idź już udawać dobrego wyznawcę.
- Ja wcale nie udaję! – zakrzyknął się Nabu, ale popędził natychmiast w stronę drzwi kościoła z którego nerwowo wypadali już inni podobnie do niego ubrani ludzie tylko po to by ustawić po obu stronach ścieżki prowadzącej z budynku, niczym orszak honorowy.
- Po jaką cholerę mamy to nosić? – zapytał Sanji machając swoim krzyżykiem i wpatrując się w niego.
Ney ponownie się roześmiała.
- Wy naprawdę nic nie wiecie! Przecież Siguria to kolebka światowej religii! To tutaj swój początek miało Najwyższe Przymierze!
- Co to jest? – zapytał Luffy drapiąc się po czole.
- Debil… Przecież każdy wie! – warknęła Nami. – Gdzieś ty się uchował?
- Najświętsze Przymierze to najpopularniejsza wspólnota religijna na świecie. Jest znana na wszystkich morzach i całym Red Line – wyjaśniła Robin. – Ale nie wiedziałam, że powstała tutaj. Czytałam, że zrodziła się na kilkaset lat przed pustym wiekiem, na South Blue…
- Nie za bardzo znam historię… - mruknęła Ney drapiąc się po głowie. – Ale z tego co mówi Nabu, ma już trochę ponad dwa tysiące lat i znalazła swój początek tutaj przez tego gościa co umarł… I tak dalej…
- HURA!!! BĘDZIE MIĘSO!!! – Luffy przerwał rozmowę machając wesoło ręką i pokazując palcem na bramę kościoła z której wyszło najpierw kilka osób, powoli i z godnością, a potem wysypała się wielka masa ludzka rozbiegając się po wszystkich stronach miasta.
- Czyli co, chcesz nam wmówić, że całe miasto było w kościele? – zapytała Marisa.
- Całe, oprócz mnie. Nabu też był, ale zerwał się po Rytuale Chleba i Wina, jak zwykle. Taką ma pracę.
- To nie możliwe… - wtrącił Chopper. - Na tej wyspie musi mieszkać co najmniej piętnaście tysięcy osób. Nie zmieszczą się w jednym kościele.
- Dwadzieścia cztery tysiące mówiąc dokładnie. A kościołów mamy sześć tutaj i dwa w Astonii.
Ney ewidentnie męczyła się wyjaśnianiem tego wszystkiego, ale namawiana przez chcących co nieco się dowiedzieć piratów powiedziała jeszcze, że Astonia, to tak zwane miasto w mieście, mieszczące się wśród tych dziwacznych skał, które widzieli z zewnątrz miejsce w Sigurii, ale mające własną autonomię. Podobno to tam właśnie znajduje się światowe centrum religii Najwyższego Przymierza. Dodała jeszcze kilka innych uwag kiedy ludzie, śpiesząc się wrócić do swoich zajęć dotarli do miejsca gdzie stali słomiani, jednakże wymijali ich bez słów. Tutaj urwała.
- Chcieliście coś zjeść? Chodźcie pokażę wam dobrą knajpę – powiedziała Ney – Jeśli się nie obrazicie, to pójdę z wami, w tym pojebanym mieście i tak nie mam co robić. Aha, Sanji – dodała kiedy kucharz wyciągał z kieszeni papierosy. – Nie jaramy na ulicy. Jest prohibicja, grozi za to kara śmierci.
Blondyn wytrzeszczył oczy w zdumieniu.
- Na całej wyspie nie można palić?! – to byłby koniec.
- Nie, no co ty… Połowa knajp ma nielegalne palarnie. Ale nie ryzykujmy tutaj. – Powiedziała.
Kiedy w końcu ruszyli z miejsca Sanji utonął w myślach. Nic nie wskazywało na to, by tutaj miało zdarzyć się coś większego. Miasto sprawiało wrażenie spokojnego nie było tutaj ani śladu obecności Milo, ani innych Eternali. Jedyne co zaskoczyło kucharza, to nad wyraz szybko poruszające się chmury, ale takie anomalie pogodowe musiały się zdarzać, ponieważ, gdy wspomniał o tym Nami, tylko się uśmiechnęła i pochwaliła go za spostrzegawczość. Niemniej wiedział, że musi mieć oczy szeroko otwarte.
Przez dłuższą chwilę drużyna kręciła się po różnych przecznicach, aż w końcy, gdy zdawało się, że całe miasteczko wróciło do normy, Ney uśmiechnęła się i wskazała palcem ciąg budynków z pasażami na parterze.
- To tam. – powiedziała.
A potem uśmiech zniknął z jej twarzy. Spojrzała w prawo i skrzywiła się lekko
- Co tak zmarkotniałaś? - zapytał Chopper, który nadzwyczaj dobrze wyłapywał zmiany nastroju u ludzi.
- Inkwizycja Najwyższego Przymierza… - mruknęła wskazując na kilku ludzi w biało-czarnych szatach, którzy w najlepsze szli środkiem ulicy.
Byli niedaleko.



Roronoa Zoro od pewnego czasu miał złe przeczucia. Przede wszystkim misja jaką ogłosił Głównodowodzący Sengoku była najbardziej kontrowersyjną rzeczą jaką usłyszał w swoim życiu. „Koniec Ery Piratów”, ery, która tak naprawdę dopiero się zaczęła, ledwo 22 lata temu, wykraczał nieco poza świadomość szermierza. Dla niego to, że piraci pływają po morzach i oceanach było naturalne aż do przesady. Nawet nie starał się wyobrazić co by było, gdyby raptem, ot tak równowaga sił na morzach została zachwiana. Brak piratów. Sami Marines. Załapał się za głowę wspominając Joni’ego i Yosaku. Zostaną bezrobotni. On zresztą też. Będzie musiał na stałe zatrzymać się na marynarskiej łajbie. Z zamyślenia wyrwał go głos Smokera.
- Czy ty musisz wszędzie spać? Nie możesz wypełniać po ludzku swoich obowiązków jako komodor Marines?
Rozkazem Sengoku wyruszyli kilka dni wcześniej z zamiarem oczyszczenia trzech wysp z wszelkiego piractwa. Wyspę Syren odwiedzili ledwo na kilka chwil. Natychmiast jasnym stało się to, że jeżeli są tam piraci (a byli na pewno), nikt tak łatwo nie dopuści do ich pokonania. Zniszczenie Impel Down spowodowało ucieczkę wielu znamienitych piratów, w tym sławnego syrena – Jimbeia, jednego z Shichibukai. Ten akurat cieszył się takim poparciem wśród pobratymców, że nie było szans na jakiekolwiek pokojowe rozwiązania.
Rozkaz brzmiał jasno: omijać wyspy, na których misja pochłonęła by zbyt wiele ofiar. Skupić się na łatwych celach. Mimo, że oprócz ludzi Zoro na statkiem płynął również admirał Smoker i kapitan Tashigi. Oboje dostali spory oddział doskonale wyszkolonych żołnierzy i spory bojowy statek, niemniej nawet z taką siłą Wyspa Syren mogła być problemem. Dlatego rozwinęli żagle i popłynęli dalej.
Akurat Zoro wylegiwał się w cieniu jednego z foków. Tutaj nie miał tak wygodnego bocianiego gniazda jak na Thousand Sunny, zresztą jego funkcja też była inna. Miał dowodzić przynajmniej swoimi ludźmi. Nie mógł zbytnio się wylegiwać, więc kiedy Smoker stanął nad nim, leniwie otworzył już nie jedno, ale oboje oczu.
- Już się obudziłem – zauważył.
- Był telefon od dowództwa – rzucił Smoker. - Kazushima mimochodem oczyszczona przez oddział Kizaru.
- Zabrali ci twój admiralski debiut – mruknął Roronoa. – Tak samo jak na Wyspie Syren. A tak z innej mańki, może ubierzesz się jak na admirała przystało?
Dymny zmarszczył czoło. Ubrania wciąż nie zmienił. Nosił ten sam strój co przed awansem.
- To moja sprawa… - warknął. – A co do debiutu, nie martw się. Odbędzie się na Sigurii. Tam zmierzamy.
- Siguria, powiadasz… W życiu o niej nie słyszałem…
- Bo jesteś głupi – rzekł Smoker. - To kolebka Najwyższego Przymierza. Przecież to najpopularniejsza religia świata. Będziemy tam jutro rano, więc przynajmniej odeśpij do tej chwili.
Zoro wzruszył ramionami. Na takiej wyspie na pewno nie ma piratów, pomyślał. Spodziewał się straszliwej nudy, co byłoby zupełnie naturalne patrząc na zgraję nawiedzonych mnichów czy innych sióstr, które zwykł widywać na East Blue. Wyciągnął się wygodnie. To będzie zupełna rutyna…
Wtedy jeszcze nie miał pojęcia jak bardzo się myli.


Ciąg dalszy nastąpi.

Dramatyczne pytania:

Dlaczego tak długo czekaliśmy na ten rozdział?
Czy Zoro spotka swoją załogę?
Kim są inkwizytorzy Najwyższego Przymierza?
Jakie jeszcze tajemnice kryje w sobie Siguria?


Część 70ta: Ney i Nabu
bullet Napisane przez Jackie777 dnia 27 luty 2010 · Kategoria: FANFIKI NOWE ·
· 0 komentarzy · 1170 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Komimasa
11/07/2019 12:56:07
Nie rozumiem, w czym problem z tym miejscem na avatar. Imo jest w dobrym miejscu.

Komimasa
11/07/2019 12:55:19
Regulaminem w skrócie jest nie przeklinanie i nie spolerowanie wydarzeń z mangi. Po więcej szczegółów odsyłam do kompasu po prawej u gory "forum" i tam "regulamin"

apap
10/07/2019 01:31:09
Ogólnie, pomyliłem miejsca publikowania awatarów na profilu, jest mi wstyd dałoby radę jakoś to odwrócić? xd

apap
10/07/2019 01:24:39
Siemanko wariaciki, jak coś jestem dobry na ból głowy po zbyt krótkich odcinkach. Jestem świerzak, potrzeba mi kocenia, gdzie znajdę regulamin forum? Z Wyrazami Szacunku apap

Komimasa
05/07/2019 17:43:18
Siemka. Zależy których. Czasem też jest tak, że to nie działa u kogoś. Możesz wysłać mi po prostu PW. Wtedy, na ile będzie się dało, będziemy działać Smile

Ishiyan
04/07/2019 18:21:03
Hej. Jestem nowy, więc dzięki za wyrozumiałość. Gdzie można zgłosić, których odcinków nie można pobrać/oglądać? Jest tego troszkę.

Komimasa
27/05/2019 01:16:52
Dziwne pytanie. Z założenia to raczej jak kończy się oglądać i czuje się niedosyt, ludzie biorą się za mangę. Myślę, że to zależy od indywidualnych preferencji.

AlfaOmegaXD
26/05/2019 21:10:52
potem zacząc czytac

AlfaOmegaXD
26/05/2019 21:10:24
Aha, rozumiem ale mam jeszcze jedno pytanie tez sie nawiazuje do anime i mangi a mianowicie lepiej przeczytac mange teraz jak jestem juz w trakcie ogladania OP czy lepiej pierwsze skonczyc ogladac a p

Komimasa
25/05/2019 10:36:10
Czasem kreska potrafi być bardziej dynamiczna niż animacja. No i można lepiej oddać postacie i teksty ich ciekawsze zrobić, bo jest więcej miejsca.

Komimasa
25/05/2019 10:35:02
głosy, więc bardzo przyjemnie się to ogląda, tylko właśnie momentami irytują pewne przedłużenia. A manga, cóż, słowotok, masa tekstu na stronę, ale bardzo ładnie narysowane.

Komimasa
25/05/2019 10:34:02
Ciężkie pytanie. Gdy odcinki pokazują bardziej to, co było w mandze, to bardzo przyjemnie się je ogląda, ale te ostatnie retrosy na cały odcinek... uch. Mamy całkiem ładną kreskę i świetne

AlfaOmegaXD
24/05/2019 19:48:20
Ej mam takie jedno pytanie. Co jest lepsze wedlug was anime OP czy manga ?

Komimasa
22/05/2019 12:03:19
Aczkolwiek szkoda, bo muszę przyznać, że przy takim arku jak Wano, gdzie co chwile trzeba lukać do poprzednich rozdziałów, posiadanie ich na readerze jest niezwykle pomocne.

Komimasa
22/05/2019 12:02:15
Wysłałem właśnie do korekty 942, uprzedzam, że z pojawieniem się tego rozdziału zniknie z 10 poprzednich, także kto nie nadrobił, radzę szybko działać Smile

Zibii
22/05/2019 09:42:38
Ja tam nie wiem co mam pisać, ale też codziennie wchodzę Smile No dobra nie codziennie raz na parę dni xD

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,726,189 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony