REJESTRACJA
955 PL

954 PL

953 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Steam
Autor: Ponury dnia 18/10/19 22:11
Rozdział 959
Autor: Wielki160 dnia 18/10/19 18:08
Story Cubes 11: Szklana Pogoda -..
Autor: Szczery dnia 17/10/19 23:10
Breaking Bad
Autor: Devzan dnia 16/10/19 21:36
Spamiliada 12
Autor: Chisu dnia 16/10/19 21:25
Ostatnio widziane
Autor: Komimasa dnia 16/10/19 20:47
AnimeCon_baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
W poprzednim rozdziale

Trwa impreza we wsi Kimiry oraz Akiko. Wszyscy świetnie się bawią. Zoro zostaje nawet zmuszany do tańczenia przez Kimirę. Tymczasem w Kwaterze głównej wrze... Sengoku, nie mogąc wytrzymać z Garpem. Aokiji składa raport o swojej walce z Victorisem. Później Kizaru opowiada o wydarzeniach na Wasure. Garp dowiaduje się, że jego wnuk zgodził się zostać Shichibukai, wyjmuje kieliszki.
Trzech uciekinierów z Impel Down, wcześniejsi członkowie grupy Grzmot - Eustass, Senuke i Ray, powróciło do swoich załóg i zawiązali naradę. W końcu zdecydowali, że przystąpią do Midoriou, zorganizowanej grupy, której szeregi wstąpili wcześniejsi Shichibukai.

Na rozległym morzu płynęła mała, pojedyncza łódeczka. Na jej pokładzie znajdowała się tylko jedna osoba. Pogoda dopisywała aż za nadto, co niestety przekładało się na brak wiatru. Ów podróżnik chwycił jedną z desek i zaczął nią machać w nadziei, że w końcu przyjdzie wiatr. Ten jednak długo kazał na siebie czekać. Porządny wiatr bowiem, pojawił się dopiero pod wieczór. Płynął tak kilkadziesiąt minut, gdy w ten ujrzał coś ogromnego przed sobą. Nie mógł być tego pewny, ale na górze coś powiewało. Podpłynął bliżej. Znów tam spojrzał. Nie było już wątpliwości. Na jego twarzy zagościł uśmiech. W końcu było mu dane ujrzeć to, na co czekał już od dawna.
- Wreszcie wróciłem do domu, ojcze…

Ostatnie Starcie cz 18: Nowa Idylla w mieście Shoubai

Jestem na miejscu... - w jego głosie dało się wyczuć nie tylko radość, ale również i nutkę prawdziwej ulgi. Podpłynął bliżej. Dwóch rezolutnych chłopaków, którzy tej nocy stali na czatach, od razu poznało przybysza. Jak szaleni skoczyli do prawej burty by przyjrzeć się mu z bliska.
- Ace! To naprawdę ty?!
Młodzieniec wysunął przed siebie swą prawą rękę. Zaczął się na niej jarzyć płomień, rozświetlając mroki nocy. Nie było już najmniejszej wątpliwości. To Portogas D. Ace, użytkownik mocy owocu Mero Mero, która pozwalała mu kontrolować ogień.
- Ace! Ale jazda! - zawołał Korus.
Natychmiast rzucili mu sznurową drabinkę. Już po chwili niedawny zbieg stanął na pokładzie Moby Dicka.
Pierwszy z młodzieńców był średnio umięśnionym rudzielcem, o piwnych oczach i nieco pociemniałej karnacji. Wyglądał, jakby nie żałował sobie słońca. Był przystrzyżony na krótko, tylko z przodu miał wysoką postawioną grzywkę. Nosił przepasaną za czerwonym pasem, szeroką szablę. Tak jak i jego idol, Ace, nie zakrywał górnej części ciała. Faris był szatynem o niebieskich oczach. Włosy postrzępione na wszystkie strony sięgały mu mniej więcej do samych ramion. Tak jak przeważnie, tak i teraz, miał na sobie niebieską skórzaną kapotę oraz długie czarne dżinsy. Na głowie nosił lazurową chustę.
Ace uśmiechnął się do nich, podnosząc palcem kapelusz.
- Witka. Korus, Faris, dawno się nie widzieliśmy - widok swych dawnych przyjaciół był dla neigo niesamowitym przeżyciem. Myślał, że już nigdy nie będzie mu dane znowu się z nimi spotkać. Powygłupiać.
Obydwoje onegdaj mu wiernie służyli, nie raz walcząc na śmierć i życie. Łączyły ich bardzo bliskie relacje, byli, niemal jak jego uczniowie. Ognisty chłopak był dla nich wzorem do naśladowania. Prawie pomarli z głody gdy dowiedzieli się, że go schwytano. Długo im było dane czekać na to spotkanie. Zbyt długo. Ace w końcu był w domu. Po tych wszystkich trudach. Po torturach w Impel Down, udało mu się wrócić.
- Faris, mogę twoją kapotę? Trochę mi zimno – skrzywił nieco twarz by być bardziej autentycznym.
- Jasne! Witaj!!!
Portogas ledwo zdążył narzucić na siebie kapotę, a już się na niego rzucili, dosłownie go przewracając. Ich radosne śmiechy zakłóciły nieprzeniknioną nocną ciszę. Przy okazji pobudzili resztę załogi.
- Co się tam wyprawia?! – zawołał nadchodząc jeszcze z kajuty Marco. – Nie drzyjcie się tak, bo – zamilkł. Jego oczom ukazał się scena jak chłopaki poklepują w plecy starego druha. Jak on im robi „czesanie głowy”. Dawny ich przyjaciel, brat. Przez chwilę nie mógł nic powiedzieć. Wtem, na jego twarzy zagościł uśmiech. Podszedł do wesołej gromadki.
- Więc jednak wróciłeś? – spojrzał na niego przychylnym wzrokiem.
Korus i Faris już się przywitali za wszystkie czasy. Odstąpili od swego przyjaciela.
- Jak widzisz. Się masz Marco.
Korus nie mógł opanować euforii. Tym bardziej, iż ogólnie borykał się z problemem nadmiaru energii. Zaczął skakać po pokładzie, w końcu zawołał na całe gardło.
- ACE WRÓCIŁ!!! HAHAHA! – cieszył się jak małe dziecko.
- TAK! - zawtórował za nim chłopak w chuście.
Nagle na statku odżyło życie. Nikt nie przejmował się tym, iż dochodziła druga w nocy. Rozległy się śmiechy, sięgnięto po sake. Ace witał się ze wszystkimi, a jego serce coraz bardziej się radowało. Omal się nie udusił jak w swe objęcia wziął go mocarny, krótko ostrzyżony Hamqus.
- Ło jejciu! Ace-kuncio! Alem się martwił! – Objął go z całych sił i zaczął wylewać łzy.
- Hamqus, ja też się cieszę, że cię widzę, uwierz – próbował mu wyjaśnić w chwilach, gdy mógł zaczerpnąć nieco powietrza. Jozu tylko skinął do niego ręką. To wystarczyło. Marco klepnął dowódcę II dywizji w plecy. Ten zacisnął zęby by nie dać po sobie poznać bólu. Nikt się niczego nie domyślił.
- Ace, może zejdziesz do staruszka?
- Ale no się zdziwi nasz ojczulek! – promieniował radością Hamqus.
To jednak było zbyteczne. Hałasy z góry już dawno zbudziły potężnego króla mórz. Choć nie bardzo uśmiechało się mu sprawdzać skąd taki rumor, to coś mu podpowiedziało, by to zrobił i ostatecznie pofatygował się na górę. Tłum zaczął się rozstępować. A oczom władcy ognia ukazała się rosła postura mężczyzny o charakterystycznych, białych wąsach.
Ace nie mógł pohamować swych emocji, które się w nim cały czas kłębiły. Stał przed nim, zaledwie pięć metrów od niego. Mimowolnie w jego oczach stanęły małe dowody nieopisanego wzruszenia.
- Witaj w domu, synu.
- Staruszku… - łzy spłynęły mu po policzkach. – Wró… – zaciągnął nosem by powstrzymać łzy – Wróciłem!
Dla wrażliwego Hamqusa ta scena była zbyt smutna, ponownie zalał się łzami.
- To co? – pochwycił skrzynkę sakę Korus – Impreza!
- Tak!!!


Choć ta noc była niewątpliwie bardzo huczna dla członków załogi Białobrodego. Słomianym Kapeluszom upłynęła na po alkoholowej drzemce. Niektórzy tez padli z wycieńczenia. Słońce powoli wysunęło się z za horyzontu, rozpoczynając nowy dzień. Mimo, iż już wkrótce, było całkiem jasno, wszyscy spali jak kamienie. W końcu zaczęli się budzić.
Brook, miał właśnie piękny sen.

Polana, a na niej on i uśmiechnięta, piękna dziewczyna. Razem tańczą wśród kwiatów. Śmieją się. On nieco zmieszany w końcu decyduje się ją o to zapytać.

Usopp wyczuł jakiś dziwny, niezbyt przyjemny zapach. Powoli otworzył jedno oko. Wprost na jego twarzy, leżała noga Franky’ego. – Błe! – z impetem odsunął nogę cyborga

]- Czy, zechciałabyś pokazać mi swoje majtki?
Dziewczyna dostaje rumieńców. W końcu się uśmiecha i podnosi sukienkę...


W tej chwili zostaje bezlitośnie zbudzony przez nogę Franky’ego.
- Aj! – zdjął nią ze swej twarzy. – A miałem taki piękny sen…
Wtem, jego oczom ukazał się wyśniony obraz - śnieżnobiałe, dziewczęce majtki. To była bielizna Vivi.
- Yohohoho…- postanowił nacieszyć swe oczy tym niecodziennym widokiem.
- Hmm - mlasnął Luffy przebudzony promieniami słońca – Głodny jestem. - Ugryzł to, co miał przed twarzą, czyli rękę Sanjiego.
- Aaaaaa! – wyskoczył jak poparzony.
Chyba nie ma wątpliwości, że ten okrzyk postawił wszystkich na równe nogi.
- Sorki Sanji! – Luffy śmiał się do rozpuku.
- Żarcia ci się zachciało?! – z wystającymi zębami kopał go bezlitośnie.
- Widzę, że tu od rana musi być już rumor – drgnęła brew Nami.
Ku nieopisanej boleści kościotrupa, Vivi również zerwała się na równe nogi. Czarnonogi w końcu odpuścił sobie kopanie i tak nieczułego na ciosy kapitana i pomaszerował do kuchni przygotować coś do jedzenia. Vivi zadeklarowała swoją pomoc.
Widząc to Luffy się nieco zaniepokoił.
- Ej, ona potrafi gotować? – cyborg zapytał cicho kapitana.
- Właśnie. Usopp, czy to będzie zjadliwe? – ten, zagadał na stronie.
- To zależy, ile ona będzie miała w tym swojego udziału – również odpowiedział szeptem.
- Drodzy koledzy. Czy wiecie, że w towarzystwie szeptanie nie uchodzi? Trochę kultu… – nie zdążył zakończyć swego pouczenia, a już wyrwało mu się z ust głośne beknięcie.
- To powiało kulturą – zaszydził z boku Franky. – Słuchaj kostko.
- Kostko…? – zmieszał się słysząc taki skrót kościotrup.
Franky wziął go i wprowadził do „szepczącego kółka”. Brook szybko pojął o co się rozchodziło.
- Ah tak. Wiecie nie ładnie jest tak kogoś obgadywać. Zwłaszcza jak ta osoba ma takie śliczne majtusie – westchnął przypominając sobie tę śnieżną biel.
- Co?! – zainteresował się Usopp.
- E znaczy. Chciałem powiedzieć, że to bardzo nieładnie odgadywać taką ładną dziewczynę – swą wypowiedź dokończyła jego inna część ciała wyprowadzając dość nieprzyjemną woń.
- O weź! – Usopp natychmiast odsunął się z koła, tak jak i cała reszta.
- Najpierw sam popracuj nad swoją! – zakrył nos cyborg.
- Ale dałeś! – znów wyszczerzył zęby kapitan.
Wkrótce wszyscy zabrali się do konsumowania cudów kulinarnych Sanjiego. Okazało się, że Vivi tylko przygotowywała składniki więc potrawy jak zwykle nie miały sobie równych. Teraz wróciły do niebieskowłosej dziewczyny wspomnienia z ich uczty w Alubarnie. Było śmiesznie, jak zwykle jadali w zwariowany i niekonwencjonalny sposób. Dziewczyna siedziała obok Brooka. Sanji właśnie korzył się przy niej nalewając jej wina.
- Proszę bardzo madam, proszę zechciej skosztować.
- Bardzo dziękuję – akurat kościotrup skończył swój posiłek. – Było wyśmienite panie kucharzu. Po chwili, rozniósł się po jadalni odgłos zadowolonego, pełnego brzuszka muzyka.
- Orzesz ty w mordę! Tak przy damie! – wydarł się na niego z mordem w oczach.
- Prze… przepraszam…
- Nic się nie stało panie kucharzu. – uśmiechnęła się do niego i podziękowała za nalanie trunku. Na zdrowie panie, ech kościotrupie? – troszkę się zmieszała.
- Dla pani – skłonił się wstając od stołu i skinął w dół swym melonikiem. – To ja nawet i pan kosteczka jestem.
- Robin miała rację, faktycznie jesteś zabawny – uśmiechnęła się do niego serdecznie.
- To ja – Zoro podniósł się od stołu - Pójdę zaczerpnąć świeżego powietrza.
- A dojdziesz? – zaszydził po cichu Usopp.
- Fakt, ostatnio zasnąłeś tuż obok drzwi – pochwycił szyderczy żart kucharz, któremu bardzo to poprawiło nastrój.
- Mordy! – wykrzyknął zawstydzony niemal ich opluwając.
Wszyscy zaczęli się śmiać.
- No dobra Vivi, powiedz nam – zaczął Usopp ale Robin natychmiast zasłoniła mu jadaczkę za pomocą swych dodatkowych dłoni.
Nami, aby szybko wyratować sytuację, uśmiechnęła się do Vivi i chwyciła ją mocno za rękę.
- Chodź pokażę ci mapy miejsc, które już odwiedziliśmy!
- Bardzo chętnie, tylko mnie tak nie ciągnij – lekko się skrzywiła.
Gdy dziewczyny już wyszły, Robin od kneblowała długonosego. Panie Usopp, to było bardzo nie mądre z pana strony.
- Ale co ja? – wyraźnie nie wiedział o co chodzi.
- Chciałeś się spytać, dlaczego do nas dołączyła, prawda? – pokiwała głową w przeczący sposób. - Uwierz mi, to nie jest odpowiednia chwila.
- Mówisz? – odparł przygnębiony.
- Gdy będzie gotowa. Na pewno nam powie – uśmiechnęła się do niego. – To miłe, że się o nią martwisz.
- To oczywiste! W końcu jest naszą nakama! – przetarł dumny z siebie swój nos.
Sanji pozmywawszy naczynia kopnął opartego o ścianę jadalni Zoro.
- Wstawaj i szoruj na bocianie gniazdo!
- Nie będziesz mi rozkazywał!
Ich czoła w jednej chwili się zetknęły i zaczęli napierać na siebie.
- Do roboty leniu patentowany!
- Wypchaj się!
- Jakieś problemy panowie? – Nami w asyście swej nowej koleżanki spojrzała na nich jakby chciała ich zabić.
- E… nie, nic. – odparli jednogłośnie i każdy poszedł w swoją stronę.
- Widzisz? – zwróciła się w jej stronę. Z nimi trzeba właśnie w ten sposób.
- C-Chyba pojęłam… - dziewczyna nieco się wzdrygnęła i skwasiła minę.
Dzień toczył się swoim tempem. Było w nim jednak coś nowego. Luffy, postanowił poprzyglądać się robocie dwóch majsterkowiczów.
- Ale czad! – świeciły mu się oczy widząc nowe uzbrojenie Franky’ego.
- Jak widzisz – długonosy mówił pełen dumy, wykonując mnóstwo nie potrzebnych gestów – włożyliśmy w tarcze Franky’ego jedną z moich dial. Teraz, gdy przeciwnik w nią uderzy, to będzie miał się z pyszna. Haha – stanął w takiej pozie jakby co najmniej mieli wyrzeźbić mu pomnik.
- Włacha! Dodatkowo…
- MONKEY D. LUFFY! MONKEY D. LUFFY!! – przerwał im nagle czyichś bardzo donośny głos. – CZY JEST NA STATKU SŁOMIANY KAPELUSZ LUFFY?!
Pierwszy wyszedł na zewnątrz Franky.
- O w mordę! Marynarka!
- Czemu Zoro nam nic nie powiedział?! Przecież jest na bocianim gnieździe! – długonosy był nie lada zdziwiony. Na odpowiedź długo nie musiał czekać. Z góry dosłyszał głos kucharza.
- BO SPAŁ! – kopnął go ale ten się uchylił.
- Wcale nie spałem, rozmyślałem! – oburzył się szermierz
- TY?! – zdziwił się nie na żarty Sanji - A to niby nad czym?!
- Nie twój zakichany interes! O czymś… - zmieszał się.
To bardzo zaskoczyło Sanjiego. Szybko jednak powrócił do rzeczywistości.
- I takiego frachtowca nie zauważyłeś?!
- MONKEY D. LUFFY! MASZ W TEJ CHWILI ODPOWIEDZIEĆ!
- Usopp słyszałeś! – zawołał kapitan – Podpalaj!
- Się robi kapitanie! – zapalił entuzjastycznie lont.
- Chyba nie o taką odpowiedź im chodziło – wtrącił po cichu Brook.
- Idioci! – walnęła ich Nami i chwyciła za ciuchy – Luffy, przecież jesteś Shichibukai do cholery! Nie możesz atakować statku marynarki! A ty Usoop, co odwalasz?!– Mówiąc to cały czas nimi miotała, przez co, co chwilę uderzali o swoje głowy. Spojrzała kątem oka na stojącego na burcie Zoro. – A ty co chcesz zrobić? – obniżyła ton i rzuciła mu swoje charakterystyczne spojrzenie. Wypuściła nieprzytomnych chłopaków. Zoro aż się wzdrygnął.
- Ja…tego… – stał w pozycji do Hyaku-Hachi Pound Hou.
- Zidiociałeś?! A ty Luffy? – spojrzała na nieprzytomnego chłopaka. – No odpowiedz im!
- Jak ma ci odpowiedzieć skoroś go tak urządziła?! - Franky pozostał jedynym odważnym i nie ugiął się terrorowi.
- Fakt, trochę mnie poniosło.
- Widzisz jaka ona jest – cyborg wtrącił na stronie do nowej koleżanki.
- Fakt - spojrzała z kroplą potu na skroni na chłopaków.
- Jestem! – kapitan gdy tylko odzyskał przytomność posłusznie wykonał nakaz kobiety.
Statek już zdążył podpłynąć bliżej. Oczom słomianych ukazał się stojący po lewej burcie człowiek w płaszczu przyznawany wiceadmirałom oraz cała armia marines, również i osobistości wyższej rangi.
- Jestem Jonathan.
- A to ty! –zawołał rozradowany Luffy.
- Hohoho! Cieszę się, że mnie pamiętasz. Wprawdzie byłem w filerze – błysło mu oko i wziął dumnie palec pod podbródek – ale co tam! O G8 każdy wie. Hohoho!
Na twarzy Słomianych pojawiła się kropla potu.
- No dobrze. Kwatera Główna nakazuje, abyś się tam stawił maksymalnie w przeciągu pięciu dni.
- A po co? Szykuje się jakaś wyżerka?
- Jakim ty tonem się odzywasz! – walnęła go rozwścieczona pani nawigator. – On przeprasza…- zmieszała się dziewczyna. – Prawda?! – spojrzała w kierunku kapitana.
Marines byli wręcz zszokowani tą sceną. Jonathan tylko się zaśmiał.
- Nic się nie stało.
Franky szepnął do Usoppa.
- Ale nam wiochę robi.
- Cicho bo jeszcze usłyszy.
- Tak więc. – Wiceadmirał zdecydował się w końcu kontynuować. – Zależałoby nam, byś się jak najszybciej stawił w Głównej Kwaterze. Nie martw się chłopcze, jedzenie też będzie!
- Okej!
- Co za rezolutny chłopak… - westchnął doradca z ranga kapitańską z prawej strony.
- No dobrze, – zwrócił się do swoich ludzi. - skoro już przekazaliśmy wiadomość, to odpływamy. – Spojrzał jeszcze w stronę Słomianych Kapeluszy. – Do zobaczenia!
- Trzymka starcze!
I tak statek marynarki zniknął za linią horyzontu.
- Dobra, to bierzemy kurs na tę Kwaterę – odparł jak gdyby nigdy nic Luffy.
- Nasz pan kapitan, to chyba nigdy się nie zmieni, prawda pani nawigator?
- A po co ci to „chyba”? Pływam z nim już tak długo, że właściwie powinnam się przyzwyczaić.
- Nie uważacie, że to fajne? – wtrąciła się trzecia dziewczyna.
- Co ma koleżanka na myśli?
- No, jest piratem, ale zupełnie innym niż cała reszta. Czyni więcej dobrego, złego praktycznie nie… Myślę, że może zmienić Shichibukai czy sam Światowy Rząd. On, ma w sobie coś takiego – ściszyła głos.
- Nic z tego dobrego nie wyjdzie - westchnęła Nami i udała się do kajuty.

Brook skierował się na bocianie gniazdo by poćwiczyć z Roronoa. Już wchodząc po drabinie usłyszał coś, co go lekko zdziwiło.
- Jak… - mówił do siebie, wylewając kolejne hektolitry potu i podnosząc ogromną sztangę. – Czemu to musiało tak się skończyć? – wydał z siebie kolejny odgłos zmęczenia. – Skoro jesteśmy tacy silni… - wykonał kilka ruchów sztangą – To dlaczego nie mogliśmy nic zrobić?!
Kościotrup nie był na tyle nietaktowny by teraz wchodzić i zawadzać mu swoją osobą. Z mężczyzną jest nieco inaczej niż z kobietą, czasem lubi pobyć w samotności, potrzebuje tego. On doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Zrezygnowany, zszedł na dół.



Nasza znajoma trójka wielkich uciekinierów z Impel Down dotarła na nową, dość popularną na grand Line, wyspę handlu – Shoubai*. Wyspa ta, jest znana przede wszystkim z tego, iż niemal całą jej powierzchnię zajmuje przeogromne miasto, o takiej samej nazwie. Jest ono podzielone na sześć dzielnic. Ma ono bardzo dobrze rozwiniętą sieć systemu bezpieczeństwa, gdyż w centrum każdej dzielnicy, znajduje się główna baza marynarki, a jej dowódcą jest co najmniej marines w stopniu komodora. W dzielnicy hazardu i rozrywki, stacjonuje nawet sam wiceadmirał Thor. Mało tego, każdej z głównych baz, przypisane są cztery pomniejsze bazy, a w każdej z nich dowódca jest marines w stopniu kapitańskim. Mimo tak konkretnie skondensowanych sił porządkowych, kwitnie tu czarny rynek. Nie jest to takie niewykonalne, gdyż miasto to jest niemal tak ogromne jak cała Alabasta. W tak potężnej aglomeracji nie trudno jest pozostać nie zauważonym. Idealne miejsce dla takich jak Kid czy reszta. By dobrze zarobić a jednocześnie się pozostać w ukryciu. Oczywiście marynarka nie jest w stanie sprawdzić wszystkich napływających do tego miasta statków, ale tj floty, a już w szczególności okrętu Ray’a nie sposób nie zauważyć. Z tego też względu dzięki pomocy ryboludów, część załogi pozostała na statkach, zakotwiczonych kilka mil od lądu. Na małych łódkach przypłynęli na ląd tylko nieliczni. Ray postanowił zostać na morzu. Na ląd udali się głównie Kid i dwóch członków jego załogi oraz rodzeństwo Senuke.
- Dobra, jesteśmy w porcie! – uśmiechnął się Eustass
- Zauważyłam.
- Nie zaczynajcie się znowu kłócić… Siostro.
- Dobrze Nii-sama!
- Wiesz co chłopie, dobrze, że poszedłeś! – wziął go jak kumpla pod ramię.
- Dobra laleczki. To miasto Shoubai, nasza nowa Idylla. Idziemy do czwartej dzielnicy.
- Czemu czwartej? – zapytała ostrożnie Natis.
- Bo ja tak powiedziałem, to chyba jasne! Nie młody? – szturchnął Halisem.
- Panie Eustass, prosiłem.
- No dobra, tak się z nią tylko droczę. Słuchaj laleczko - zwrócił się w stronę Senuke - Tam w dwóch pomniejszych bazach rezydują na stołku kapitańskim skorumpowani marines. Jeden z nich to mój dobry kolega. Pomoże nam się tu zadomowić, dotarło?
- Jakimś cudem – odpyskowała mu kobieta.
- Ja z moja załogą udamy się do południowej bazy, wy idźcie do wschodniej.
- A ile nam zajmie podróż do tamtej dzielnicy? – próbowała zdobyć jakieś informacje Natis.
- Jeśli użyjemy lokomotywy, to tak z godzinę. Ale odradzam, są tam dość szczegółowe kontrole – odparł Killer.
- Jejku ty mówisz – doskoczyła do niego Natis.
- No oczywiście idiotko, że mówi! No dobra, tak jak powiedział, lokomotywę lepiej sobie darować. Najlepiej użyć Juka.
- Czego?
- Ta, myślisz, że będę ci tłumaczył, znajdziemy jakiś to zrozumiesz o co chodzi.
Przeszli kawałek po czym dotarli do bardzo ruchliwej ulicy. Wszyscy, którzy się po niej poruszali, siedzieli w jakiś dziwnych metalowo-drewnianych puszkach, które poruszały się dzięki kołom przymocowanym do nadwozia. Z tyłu znajdowało się coś wyglądające jak silnik. Oczywiście dany Juk nie ruszy, bez specjalnej „wajchy”, która wprowadza silnik w ruch. Podłączenie jest ze strony kierowcy, więc nikt nie musi grzebać w silniku. Owy silnik jest też prawie zawsze zasłonięty obudową, by Juk mógł cieszyć oczy. Pojazdy te oczywiście różnie się prezentowały, wszystko zależało od tego jak majętny był właściciel danego Juka. Niektóre modele posiadały dach, inne nie, itp.
- Działa to na takiej zasadzie co morski pociąg. Tyle, że jest tu ta technologia zminimalizowana, do użytku na większą skalę – wyjaśnił człowiek Kida, wyglądający ze stroju jak miś, Rav – Spala się kruszec Fad*, i się jedzie.
- Niezła technologia – zagwizdała Senuke.
- Dobra idziemy jakiś zajebać.
Natis podeszła bliżej do Killera.
- Ten twój kapitan jest jakiś jebnięty, jak ty z nim wytrzymujesz?
- Jest tak, jak z twoją siostrą…
- Mówisz? Moja siostra nie sypia z takimi. Chociaż – chwilę się zastanowiła – kto ją tam wie.
- Ale ja nie w tym sensie. Z twoją siostrą też jest trudno wytrzymać. Znaczy, tak mi się wydaje.
- No właściwie to tak…
- Dobra! Tu jest jakiś serwis – otworzył drzwi na oścież i wszedł dumnie do środka.
Przy ladzie stał niewysoki mężczyzna ubrany w schludny biały garnitur.
- W czym mogę państwu pomóc?
- Dawaj mi tu najdroższego Juka jakiego masz, migusiem, na sześć osób.
- Oczywiście szanowny kliencie .
Ech jakiś dupek z niewyparzonym językiem. No trudno, klient nasz pan krwa mać! - pomyślał i począł usłużnie służyć Eustassowi.
- Ty to potrafisz się do ludzi odezwać, hołota.
- Zamknij tą swoją śliczną buźkę Senuke.
Podążyli za sprzedawcą do ogromnego hangaru, gdzie stało z trzy tuziny różnej maści Juków.
- Na ile państwo życzą go sobie wypożyczyć?
- Nie pieprz tylko dawaj wajchę.
- Ah, więc chcą państwo kupić, przykro mi ale…
- Killer – krótko zawołał kapitan.
Po chwili sprzedawca miał już dosłownie nóż na gardle. Młodzieniec przełknął ślinę. Nigdy nie był postawiony w takiej sytuacji. Jego życie wisiało na włosku, postanowił więc nie oponować.
- D-Dobrze… możemy sprzedać, jak pan sobie życzy… - spocił się obficie. – Zawołam szefa. – Szefie!
Z zaplecza wyszedł wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna z obfitym zarostem i szerokim wąsem.
- Witam szanownych klientów, w czym mogę pomóc?
- Wy to tak musicie trajkotać jak katarynka? Daj mi pan wajchę do tego – wskazał palcem, (bo jakby inaczej) najszybszego Juka. Biały z przymocowanymi do okien roletami z wewnętrznej strony i złotą małą statuetką z przodu w kształcie orła.
- Ty idioto, tak zaraz się wszystkie łypia na nas rzucą!
- Ona ma rację – przyznał trzeci członek załogi Kida.
Kid splunął na ziemię i z niesmakiem podszedł do nie wyróżniającego się Juka w kolorze czarnym. Dość szeroki. Z przodu miejsce dwa dwóch osób, potem dla dwóch i z tyłu aż trzech.
- Dobra, dawaj wajchę do tego!
- 600, 000 beli łaskawy panie.
- CO?!
- Ten model kosztuje 600, 000 beli.
- Spadaj pan mi lepiej z oczu – spojrzał na niego spode łba i z niechęcią podszedł do Juka. Za nim postąpiła reszta. Senuke nawet to odpowiadało, nie musiała nic robić. Samo się robiło. To idealnie do niej pasowało.
- Zaraz! Panowie, ej! Tak nie można! – oponował pan z wąsikiem.
- Co nie można – podszedł do niego „misiek”.
- No tak postępować! Płacicie albo spierdalać!
- Uwierz, więcej zyskasz, jak sobie odpuścisz – wtrącił ze spokojem Killer
- A co za to dostanę?
Podszedł do nich Kid. Chwycił mężczyznę i rzucił go na maskę Juka.
- W mordę nie dostaniesz!
- Myślisz, że się przestraszę jakiegoś posrańca? – odepchnął jego rękę i wyciągnął pistolet od razu celując w Kida. - Z choinki się urwałeś?! Bandziory pieprzone! Spierdalać bo zastrzelę na miejscu, skurwysyny jedne, ostrzegam!
- Za bardzo pyskujesz! – po chwili pistolet znalazł się w ręku Kida. Odrzucił go i wyciągnął nóż zza pazuchy. Nie wahał się. Wbił mu w go prosto w brzuch.
- O kurtyzana…! – zaczęła lecieć krew, mężczyzna osunął się na ziemię.
- Młody… wołaj marines!
Tamten jednak nie miał odwagi, poszedł wolnym, krokiem na zaplecze i się tam zamknął.
- kurtyzana… - stękał krwawiący właściciel.
- I na co ci to było, co? – Kid chwycił za nóż i zaczął nim grzebać w ranie. Rozległ się straszliwy skowyt bólu.
- Co drzesz mordę? – drugim noże, odciął mu język.
- No, od razu lepiej. Ach, jaka przyjemna cisza – rozkoszował się chwilę po czym wyciągnął mu nóż z jelit.
- Jak myślisz, że mi w ten sposób zaimponowałeś to możesz dalej żyć nadziejami.
- Jak zwykle pyskata.
Mężczyzna już konał, w jednej chwili zrobiła się wokół niego plama krwi.
- Natis – kiwnęła na swoją siostrę Senuka.
- Już, już – z niechęcią podeszła do drzwi prowadzących na zaplecze.
Szybki, mocnym m kopnięciem wyważyła drzwi z zawiasów.
- N-Nie zbliżaj się… - drżąca ręką celował w nią z pistoletu.
- Odważny jesteś – podeszła, powoli zbliżając się do swojej ofiary.
- N-nie! – był cały roztrzęsiony - Naprawdę strzelę!
- Nie trafisz mnie.
Była już tylko kilka kroków od niego. Ten nie opanował emocji. Wykrzyknął by dodać sobie otuchy. Strzelił. Zamknął oczy. Modlił się by jakimś cudem ta kula ją zabiła. A potem? To było w tej chwili nie istotne. Liczył się ten moment. Ta jedna chwila. Otworzył oczy. Zobaczył na jej ciele plamę krwi.
- T-Trafiłem…!
Kobieta osunęła się na ziemię.
- Tak! Udało się!
Nagle, poczuł czyjąś obecność za sobą. To była ona.
- Natis! Nie zabijaj go! Jest nam potrzebny! – dobiegł do jej uszu krzyk pani kapitan z hangaru.
- Ty pindo! O mały włos a miałabyś trupa! Się mówi takie rzeczy wcześniej! – wykrzyczała na całe gardło poczym chwyciła za rękę młodzieńca. – Masz szczęście, zostałeś oszczędzony. Zaprowadziła go prosto przed oblicze swej siostry.
- Coś długo na siebie kazałaś czekać.
- Odpieprz się!
- Dobra młody, będziesz naszym szoferem jedno ale i wąchasz kwiatki od spodu. Kombinujesz i kończy się to tak samo. Jasne? – Senuke malując z nudów paznokcie wytłumaczyła mu co ma robić.
- Halis, a co ty odstawiasz? – zapytał zaintrygowany Eustass - Od dłuższej chwili coś montujesz na tych ścianach.
- To? Bomby, wybuchną za trzydzieści sekund.
- Ile?!
- Szybko, wsiadamy!
Czym prędzej wszyscy wskoczyli do Juka i nacisnęli gaz. Senuke nawet nie musiała dodatkowo motywować chłopaka do współpracy.
Po chwili rozległ się straszliwy wybuch, a szczątki hangaru stanęły w płomieniach. Z racji, iż miasto było tak zbudowane, że budynek stał praktycznie obok budynku, to wybuch zniszczył też dwa domy i rozszalał się pożar.
- Buum, hehe.
- Zaczynam cię lubić młody! Dobra do czwartej dzielnicy kierowco!
- Przy okazji, jak masz na imię? – zapytała życzliwie Natis
- Teraz to jesteś miła, a chwilę temu chciałaś mnie zabić!
- O, młody szybko się zaaklimatyzował, już pyskuje – zaśmiała się Senuke.
- Na dureń ci jego imię, kierowca i już! – Eustass rozsiadł się wygodnie tuż obok Senuke.
- Gdzie?! Won! To miejsce dla Nii-sama!
- On usiądzie po mojej lewicy.
Kłótnię, która miała już za chwilę się rozpętać, zabił w zarodku nowy towarzysz.
- Kim wy w ogóle jesteście?
- A już, że ci odpo- zaszydził Eustass.
- Ja jestem Natis, wicekapitan na statku Niebieskich Piratów a to…
- Ty zdziro! Stul pysk!
- Coś jestem mu winna, chciałam go zabić!
- Ty, czemu ona siedzi obok niego? – Kid szepnął słówko do swej sąsiadki
- W sumie nie wiem.
I tak w lepszej bądź to gorszej komitywie, podróżowali po zatłoczonej aglomeracji Shoubai, by wreszcie, po czterech godzinach, dotrzeć do południowej dzielnicy.
- Dobra, wysiadamy załogo. – wyszedł już z Juka i podszedł do odsuniętego okienka. – My idziemy do mojego kumpla. W wschodniej powiedzcie, że znacie Trina, to wam psy nic nie zrobią. Szukajcie baru Shokki.
- Dobra – z niechęcią kiwnęła głową.
- Co się mówi? – zaczął się z nią droczyć.
- Spierdalaj! – zatrzasnęła okno i nakazała jechać dalej.
- No co za baba! Dobra muszę zadzwonić.
- Pasuje do ciebie kapitanie. – odpowiedział idący za Killerem, Rav.
- Co? No coś ty, nie zniósł bym takiej pyskatej baby! Czekajcie muszę zadzwonić!
Podszedł do murowanego pagórka, na którym stał duży den den mushi. Całość była prawie całkowicie otoczona szybą, wysoką na dwa metry. Miało to kształt takiej litery „C”. Po dwóch minutach odłożył słuchawkę.
- Dobra, musimy jechać jakieś piętnaście minut na południe.
Jeszcze raz skorzystali z obcego Juka, tym razem wyrzucając na bruk wcześniejszego właściciela, i tak w końcu dotarli na miejsce. Wysiedli z Juka poczym Kid tak go przerobił, że nawet śruba nie pozostała na swoim miejscu.
- No i się pozbyliśmy kradzionego Juka, hahaha.
- Kapitanie, jesteś pewny, iż dobrze robimy. Czy można mu ufać? – zaniepokoił się Rav.
- Mówiłem ci stary, że to mój kumpel.
Weszli do mającego już swoje lata, obdartego budynku.
- Kogo licho przywiało? – ozwał się gruby, męski głos, człowieka po czterdziestce.
- To ja Nyga.
- Eustass? Co ty tu robisz, nie siedziałeś?
- Uciekłem – podsunął sobie siedzenie i spoczął. – Twój syn każe mi przychodzić do niezłej dziury.
- Proszę siadajcie panowie – uprzejmym gestem wskazał na najgorzej wyglądającą kanapę.
Zadzwoniłem już do niego, niebawem powinien się zjawić, to co, może coś chlapniemy?
- Polej – odparł zainteresowany propozycją Kid.
- Panowie dołączcie się, sake starczy dla każdego!
Killer i Rav również otrzymali po kieliszku i rozpoczął się „wstęp rozmowy o interesach”.
Po dwudziestu minutach usłyszeli pukanie do drzwi.
- To mnie tak w głowie łypie – ledwo postawił kieliszek gospodarz – czy kto mi w drzwi łypie?
- Nie wiem~! Hik – Eustass był już nieźle wstawiony. – Rav, idz zobocz – mówił ledwo zrozumiałym głosem.
Otworzył, do środka wszedł przystojny, ogolony, krótko obcięty mężczyzna w kapitańskim płaszczu.
- O Kid, się masz!
- Ano dybrze, łyknij z nomi!
- Gospodarzu polewaj! – zawołał wkręcony w picie Killer.


Senuke wraz z resztą już dojeżdżała do wschodniej części czwartej dzielnicy. „Bar Shokki” zacytowała Natis widząc nad wejście dokładnie taki sam napis. Kierowca, stać, to tutaj!
- Dobra ty Natis z nim zostań.
- Nie rozkazuj mi!
- Słuchaj się wyższej stopniem! Jestem twoim kapitanem! Halis, – zwróciła się w stronę młodzieńca – będziesz mi towarzyszył.
- No dobra.
Obydwoje opuścili pojazd i weszli do środka. Senuke oczywiście szła niczym wytworna dama. Nie bardzo podobało jej się to miejsce. Drewniane krzesła, ni dywanu, zasłony byle jakie aby były. To nie podpowiadało jej osobie. Ale, w końcu to było tylko miejsce spotkania. Nie jej apartament. Podeszła do średniej budowy, starszego mężczyzny siedzącego za biurkiem.
- Witam, jesteśmy od Trina. – ukłoniła się jakby to była zupełnie nie ona.
- Miło nam – zrobił natychmiast to samo Halis.
- Ohoho, Niebiescy Piraci, tak?
- Jesteś Senuke, piękna pani kapitan, jestem całkiem dobrze zorientowany.
- Widzę – przytaknęła i spoczęła na fotelu z brązowym obiciem.
- To może ja kawki?
- Poprosimy – odrzekł Halis.
Starzec wycofał się do drugiego pokoju. Nagle drzwi, przez które wyszedł otworzyły się ze straszliwym hukiem. Wejściowe również. Do środka wparowało trzech Kapitanów oraz Komodor Tysalwir, w obstawie kilkunastu niższych stopniem marines. Wszyscy pochwycili strzelby i na celowali na zdezorientowaną kobietę.
- Senuke, jesteś aresztowana! – wykrzyknął Tysalwir.
- CO DO CHOLERY?!

CDN…

Shoubai* - Krótko z japońskiego handel:D

Fad* - to rodzaj sproszkowanego węgla, wydobywanego z dna oceanów. Ich pokłądy znajdują się nieco wyżej niż Kairouseki i występuje on prawie wszędzie. Spala się bezzapachowo i nie ejst szkodliwy dla środowiska.
bullet Napisane przez Jackie777 dnia 27 luty 2010 · Kategoria: FANFIKI NOWE ·
· 0 komentarzy · 1545 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,941,541 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony