REJESTRACJA
937 PL

935 i 936 PL

934 PL

  879 PL!

  878 PL!

  875, 876, 877

CC 9 - Rocznicowe!
Autor: fuszioms dnia 25/04/19 16:29
Rozdział 941
Autor: Murgrabia dnia 25/04/19 08:36
Lay na forum
Autor: Grigorij dnia 23/04/19 17:02
Pozytywny wątek - co nas aktual..
Autor: Szczery dnia 17/04/19 21:20
Daję słowo, tym razem naprawd..
Autor: Biri dnia 16/04/19 21:02
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
W poprzednim rozdziale.

Ace, wraca do Białobrodego. Jego kampraci witają go bardzo radośnie. Luffy i reszta napatacza się na statek Johatana. Już chcą walczyć, gdy Nami brutalnie im uzmysławia, że teraz są sojusznikami marynarki.
Kid, Senuke i Ray, docierają do wyspy Shoubai, którą stanowi olbrzymia metropolia. Do miasto wchodzi załoga Kida i Senuke, razem kradną pojazd o nazwie Juk, przy okazji wysadzając wszystko w powietrze. Do tego porwali bogu ducha winnego sprzedawcę czyniąc z niego swojego kierowcę. Kid mówi, by Senuke kierowała się do znajomych do zachodniej części czwartej dzielnicy, sam zostaje w południowej, gdzie spotyka przyjaciela Nygę. Tymczasem Senuke wraz z Natis i Halisem, docierają do miejsca wskazanego przez Kida.


Senuke wraz z resztą już dojeżdżała do wschodniej części czwartej dzielnicy. „Bar Shokki” zacytowała Natis widząc nad wejście dokładnie taki sam napis. Kierowca, stać, to tutaj!
- Dobra ty Natis z nim zostań.
- Nie rozkazuj mi!
- Słuchaj się wyższej stopniem! Jestem twoim kapitanem! Halis, – zwróciła się w stronę młodzieńca – będziesz mi towarzyszył.
- No dobra.
Obydwoje opuścili pojazd i weszli do środka. Senuke oczywiście szła niczym wytworna dama. Nie bardzo podobało jej się to miejsce. Drewniane krzesła, ni dywanu, zasłony byle jakie aby były. To nie podpowiadało jej osobie. Ale, w końcu to było tylko miejsce spotkania. Nie jej apartament. Podeszła do średniej budowy, starszego mężczyzny siedzącego za biurkiem.
- Witam, jesteśmy od Trina. – ukłoniła się jakby to była zupełnie nie ona.
- Miło nam – zrobił natychmiast to samo Halis.
- Ohoho, Niebiescy Piraci, tak?
- Jesteś Senuke, piękna pani kapitan, jestem całkiem dobrze zorientowany.
- Widzę – przytaknęła i spoczęła na fotelu z brązowym obiciem.
- To może ja kawki?
- Poprosimy – odrzekł Halis.
Starzec wycofał się do drugiego pokoju. Nagle drzwi, przez które wyszedł otworzyły się ze straszliwym hukiem. Wejściowe również. Do środka wparowało trzech Kapitanów oraz Komodor Tysalwir, w obstawie kilkunastu niższych stopniem marines. Wszyscy pochwycili strzelby i na celowali na zdezorientowaną kobietę.
- Senuke, jesteś aresztowana! – wykrzyknął Tysalwir.
- CO DO CHOLERY?!

Ostatnie Starcie cz 19: Początek zamieszania na Shoubai.


Ray właśnie wypoczywał, po sowitym posiłku z morskich mięczaków gdy do jego kajuty zapukała Shimilla.
- Proszę – rozległ się gruby głos.
- Ray-san mamy gości.
Wielki rybolud wiedział, że gdyby to była jakaś płotka, to Shimilla by go nie niepokoiła. Podniósł się z fotela na kształt rafy koralowej i wyszedł na zewnątrz.
- Co jest? – zapytał swych podwładnych.
- Suiko, nasz zwiadowca, właśnie powrócił.
W istocie, na statku po chwili pojawił się rybolud Suiko, wyglądał jak chudy mężczyzna ze skrzelami po obu stronach twarzy. Miał także wielką płetwę grzbietową.
- Co tam przyjacielu? – kapitan spojrzał na niego przychylnym wzrokiem.
- Właśnie wróciłem z rekonesansu z wód znajdujących się stąd o cztery mile na północ. W naszą stronę płyną trzy frachtowce marines. Posłuchałem, że mają też kilku niewolników.
- Niewolników? Przecież tu nie będzie im ich łatwo opchnąć, to nie Wasure – wtrącił się w rozmowę inny rybolud.
- Pewnie ktoś z Shoubai dobrze za kogoś zapłacił – sprostował Ray.
- To nie wszytko - kontynuował raport Suiko. - Podsłuchałem rozmowę telefoniczną kapitana z bazą marynarki. Ów kapitan zwie się Fearma.
- Fearma? - powtórzył jakby w nie dowierzaniu kapitan. To imię nie było mu obce. Dobrze pamiętał tego człowieka. Nikczemnego, bezdusznego, od wielu lat chciał się na nim zemścić. Pogrążył się w rozmyśleniach z których wyrwała go syrena.
- Co robimy kapitanie? – zapytała Shimilla.
- Wypłyniemy wprost na nich, by nie zobaczyli statków naszych sojuszników.
- Tak jest!



To, co zostało z pokoju w barze gdzie zatrzymała się Senuke, nie da się opisać słowami. Ciała leżały bezwładnie na ziemi, wszyscy brutalnie zamordowani. Wokół ciał gęste plamy krwi. Zwłoki aż w niej tonęły. Na ścianach rozległe plamy krwi, jakby ktoś chlapnął puszką czerwonej farby. Makabryczny, straszny widok, który mógłby wprowadzić w osłupienie nie jednego marines. Wszędzie była krew, pokój był nią cały nasączony. Mord czuć było w powietrzu. Tylko jedno miejsce było nieskazitelnie czyste. Nie było tam ani plamy krwi. Było to centrum owego pokoju, bowiem pomordowali leżeli pod ścianami, tworząc krwawy okrąg.
- Nie przesadziłaś siostro?
- Nie – z lodowatym spojrzeń, spojrzała na ścianę obok, w którym to pokoju ukrył się starzec.
W jednej chwili miecz przebił się przez drewno. Do jej uszu dobiegł przeraźliwy skowyt.
Halis otworzył drzwi i spojrzał na starca. Ostrze tkwiło wbite w jego rękę, przebijając ją na wylot przybiło go do ściany. Starzec miał całą twarz napiętą żyłami. Nie mógł wytrzymać bólu.
- Źle pan postąpił – ukucnął obok niego blondyn. – Naprawdę źle – spuścił głowę. Wten zmienił wyraz twarzy. Spojrzał na niego z pogardą i obrzydzeniem. Jakby patrzył na nic niewartego śmiecia, którego można tylko zdeptać.
Mężczyznę oblał pot. Bał się. Bał się, jak jeszcze nigdy dotąd. Nie mógł wykrztusić słowa. Strach był nawet silniejszy niż ból. W jednej chwili zrobiło się pod nim mokro.
- Senuke, puść go - odparł delikatnie ale tak, by kobieta mogła go usłyszeć.
Ostrze wyszło z rany wywołując okrutny ból poczym całkowicie znikło w sąsiednim pokoju. Teraz próg przekroczyła kobieta. Podeszła do swej ofiary. Starzec siedział skulony na ziemi, trzymając się za krwawiącą rękę.
- Mam mało czasu – podeszła do niego i kopnęła go w twarz. Mężczyzna upadł na podłogę. Nadepta mu na ranę. Rozległ się straszliwy skowyt cierpiącej ofiary.
- Zapytam tylko raz, kto stał za tym atakiem?
- Po-Powiem…! Wszystko powiem…! - jęczał w agonii.
- Więc?
- Siostro, nie zaczyna się zdania od „więc”.
Kobieta skwasiła minę chwilę pomyślała i odparła.
- Mów!
- To Nyga dał cynk… że tu będziesz…! Tu masz adres – drżącą ręką podał jej skrawek papieru. - Proszę…! Nie zabijaj mnie!
Kobieta zdjęła nogę z jego rany. Mężczyzna poczuł lekką ulgę. Nie mógł jednak jeszcze odetchnąć pełną piersią. W zdenerwowaniu obserwował jak mijają kolejne sekundy. Senuke spojrzała na niego tak, jak wcześniej Halis. Z pogardą. Mężczyzna się przeląkł, znów zaczął ze zdenerwowania z trudem łapać oddech. Kobieta obróciła się na pięcie, a chwilę później znikła w drzwiach.
- Dzie… dziękuję…! – łzy popłynęły mu z oczu. Klęczał nie mogąc uwierzyć własnym oczaom.
Halis zrobił to samo, po czym wyszli przed budynek i podeszli do Juka.
- Jedziemy do południowej dzielnicy – surowym tonem nakazała natychmiastowy wyjazd.
- Czemu – zrozumiałym było, ze Natis nie wiedziała o co chodzi.
- Jedziemy! – wsiadła za chłopakiem do Juka.
W tym momencie nastąpiła eksplozja. Wybuch rozsadził okna. Miliony odłamków szkła posypały się na ulicę. Nie wysadziło całego budynku, jednakże dom stanął natychmiast w płomieniach.


Załoga Ray'a, już zbliżała się do przeciwnika. Na horyzoncie ukazały się białe żagle z wymalowanym nań niebieskim symbolem marynarki.
- Ray-san zniszczymy ich z dystansu? – zapytał rekin młot Bora.
- Nie… chcę byście dostarczyli mi tu żywego kapitana. Niewolników też.
- No to abordaż - uśmiechnął się wojownik ośmiornica, Kunto.
- Tak, uwielbiam to – Shimilla oblizała ostrze swego miecza.
Ray oparł na jej ramieniu rękę.
- Spraw, by cierpiał. - zacisnął zęby ledwo hamując złość. Wyraźnie było widać jak emocjonalnie to przeżywał. W jego oczach tkwił nieprzenikniony mrok. Były zasłonięte nienawiścią, pragnieniem zemsty. Dawno już nie widziała tych oczu, właściwie tylko raz.
- Oczywiście kapitanie. Sprawię, że piekło wyda mu się rajem.
- Dobrze -odparł i odszedł w stronę swej kajuty.
– Po czterech na jeden statek! - zawołała do wszystkich ryboludów, wybierających się na te misję.
- Dobra! – wykrzyknęli chórem.
W jednej chwili, do wody wskoczyło dwunastu wojowników. Byli idealnie zsynchronizowani, wytrenowani. Poruszali się jak przeszkolony oddział. Bardzo sprawnie podzielili się na trzy grupy i już po chwili znaleźli się na miejscu.
Na statku marynarskim, życie wlokło się swoim tempem. Majtkowie powoli czyścili pokład statku, kilku oficerów grało w karty. Kapitan właśnie wylegiwał się na leżaku racząc się promieniami słońca. Był otyłym, niewysokim mężczyzną, który swój stołek zawdzięczał machlojkom i łapówkom. Umiejętności posiadał dość powiedzieć przeciętne. Tylko Bele się dla niego liczyły. Właśnie miał dostarczyć kilku wyjątkowych niewolników, za których obiecano mu wręcz astronomiczną sumę. Już się cieszył na myśl o pieniądzach jakie za nich dostanie. Był zupełnie nieprzygotowany. Ryboludy uderzyły z znienacka. Shimilla pewnie chwyciła nóż i rzuciła w marines stojących obok kapitana. Po chwili, stojący tuż obok niego podkomendny padł bezwładnie na ziemię z wbitym nożem w głowę. Marines zamarli. Na szczęście wyżsi stopniem zachowali zimną krew.
- A-Atakować! – zawołał jeden z oficerów widząc, że kapitan jest do tego niezdolny. Zaraz potem z jego klatki piersiowej trysła krew. Kapitan roztrzęsiony podbiegł do pierwszego lepszego ryboluda.
- Błagam, oszczędź mnie! Chcesz, dam wam wszystkie moje pieniądze! Błagam!
- Oszalałeś?! Walcz jak mężczyzna!!! – zawołała wicekapitan odpierając dwóch ryboludów naraz.
- To jak, umowa stoi? – uśmiechnął się cały roztrzęsiony w stronę przeciwnika. wyglądającego jak niebieski goryl. Ten, chwycił go za marynarskie wdzianko.
- Błagam!
Ten bez słowa rzucił go przed oblicze Shimilli. Sam z uśmeichem na ustach wpadł w wir walki, pozbawiając życia kolejnych oponentów.
- Pozdrowienia od Ray-san - chwyciła pewnie leżącą obok katanę i go zaatakowała. Nic nie zdążył zobaczyć. Nagle chlusnęła obficie krew. Poczuł straszliwy ból. Obok niego, znajdowała się jego odcięta ręka. Zawył straszliwie, by po chwili doświadczyć kolejnego cierpienia. Mężczyzna wił się w cierpieniu i nieopisanym bólu. Shimilla podpełzła do niego i zapalniczką zaczęła przypalać mu ranę. Krew obficie tryskała z jego ran, zwłaszcza ręki. Mężczyzna wił się z bólu, cierpiąc straszliwe katusze. W końcu zemdlał.
- Ej - zawołała do swoich dwóch kamratów - pilnujcie go, nie może zdechnąć! Ty - spojrzała na swoją koleżankę - opatrz mu prawidłowo rany!
- Tak jest! - odparli jak jeden mąż i zabrali się do wykonania rozkazu wicekapitan.
- No, mogę wrócić do zabawy. ZABIĆ WSZYSTKICH! - rzuciła się w wir walki.
Rozpoczęła się rozpaczliwa bitwa. Rozległy się strzały. Większość ryboludów była na nie nieczuła. Jakby ciała mieli z samego tytanu. Padały kolejne ciała, krew na dobre zabrudziła pokład statku.
- Giń piracie! – zawołał młody, zaledwie piętnastoletni, kapral. Wycelował wprost w głowę wicekapitan. Strzelił. Rozległ się odgłos mrożący krew w żyłach. Niestety. Kula odbiła się od dwóch mieczy, które trzymała w rękach. Czoło chłopaka oblał pot. Roztrzęsiony usiadł na pokładzie. Kilka metrów od niego padały kolejne ciała jego zwierzchników. Wiedział, że zginie. On tylko chciał być taki jak siostra Hina, być wielkim marines. Shimilla wykonała w jednej sekundzie ślizg wprost w jego stronę. Chlusnęła krew. Chłopcu drżały powieki.
- Wicekapitanie! – zawołał uderzając pięścią o pokład.
Jego wybawiciel ostatkiem sił objął rękami ostrza i przycisną je do siebie.
- Żyj chłopcze… żyj…
Na próżno Shimilla próbowała wyciągnąć swe miecze. Nie mogła. Chłopak ze łzami w oczach wbiegł pod pokład. Za nim, na rozkaz przełożonej wbiegło dwoje ryboludów. Tak samo zażarta walka trwała również na pozostałych statkach. Dwóch młodych marynarzy wycelowali z działa w Kunto.
- Giń! – podpalili lont.
Kula trafiła prosto w ogromnego ryboluda. Temu jednak, nic się nie stało.
- P-Potwór…! – roztrzęsieni próbowali uciekać.
Kunto wziął zamach i rzucił dwoma włóczniami naraz. Mrożące ostrze mignęło obok chłopców i przebiło jednego z marines, który ratował się ucieczką do wody. Niemal po chwili poleciały następne dwie przebijając młodzieńców na wylot.
Kolejni marines padali pod naporem niewiarygodnej siły ryboludów. Choć walka nie miała sensu walczyli mężnie do samego końca. W końcu, wszyscy marines zostali wymordowani.
- Ale była zabawa! – zawołała cała we krwi przeciwników Shimilla.
- Dawno się tak nie bawiłem – Bora był podobnego zdania.
- Zajmijcie się więźniami jeden pokurcz mi uciekł – to powiedziawszy, syrena wpełzła pod pokład.
Nagle rozległa się straszliwy huk. To była potężna eksplozja. Tylnia część statku stanęła w płomieniach.
- O cholera! Przenosimy się.
- A Shimilla?! – zawołał zrozpaczony Bora.
Kunto tylko pokiwał głową. To była zbyt potężna eksplozja, nie mogła tego przeżyć.
- Na pewno jeszcze żyje! – wbiegł w płomienie niwelując je swoją śliną. Wodne pociski w mig tłumiły ogień, ten jednak za bardzo się rozpostarł.
Reszta ryboludów ewakuowała się na dwa pozostałe statki. Zajęli się niewolnikami. Okazało się, że nie jest ich wielu, za to były aż dwa olbrzymy. Ryboludy nie miały zamiaru im robić krzywdy. To było zbyt ryzykowne. Puścili je wolno. Pozostała czwórkę załadowali do łodzi i odpłynęli.
Wtedy pojawił się Bora z Shimillą, była tylko poobijana i poparzona. W rzeczywistości miała niebywałe szczęście i cudem uniknęła w tamtym momencie śmierci. Dużo większe zaskoczenie zrobił inny rybolud, który okazało się, był jednym z niewolników. Ryboludy przywitały się z nim jak z bratem.
- Witaj wśród nas! – zawołał Bora i przyjaźnie zarzucił mu rękę na ramię.
- Z jakiej jesteście załogi? – nieznajomy zapytał pewnym siebie i złowieszczym głosem.
- Sakana, pod dowództwem kapitana Raya.
Rybolud nie mógł uwierzyć w to co słyszał. Ta osoba dla niego legendą, znanym wszystkim ryboludom. Dobrze wiedział, że była to elitarna załoga. Ale nie o tym teraz myślał.
Wraz z nowym kompanem wszyscy udali na macierzysty statek. Shimilla oraz Bora i ranny kapitan odpłynęli druga łodzią.
Widok odpływających „potworów” uradował młode serce. Chłopak byłby bardziej rad, gdyby owa eksplozja, którą przygotował, zabiła kilku ryboludów, ale i tak poczuł wielką ulgę. Nie wiedział, że ten wybuch poniósł śmiertelne ofiary.
- Przeżyłem… – popłynęły mu łzy z oczu. – Dziękuje ci… wicekapitanie.


Kid, jak i reszta jego załogi, niedługo po spotkaniu ze starym przyjacielem, dotarli do swojej nowej siedziby. A była to bardzo okazała willa, gdyż Eustass nie chciał mieszkać w byle czym. Koniec końców, miał raczej w planach dłużej tutaj zabawić. Oprócz niebagatelnych rozmiarów owej rezydencji, można było też podziwiać piękne, bogato zdobione kolumny oraz samą architekturę. Ów przybytek znajdował się na uboczu miasta, co było trafnym wyborem gdyż nie wzbudzała większych podejrzeń, tym bardziej, że nie była ona jedyną w okolicy.
Jak to zwykle bywa, taka rezydencja nie mogła się obyć bez wizytówki świadczącej o majętności właściciela, czyli odkrytego basenu. Ten był w niestandardowym kształcie bo półpełni księżyca. Tam właśnie Kid walnął się zaraz po tym, jak przyjechał do willi. Reszta jego załogi była także zmożona alkoholem, ale dotarła nieco dalej. Ledwo przekroczyli próg, doczołgali się do pierwszego lepszego łóżka, a od razu się nań położyli i zasnęli. Po jakiś dwóch godzinach kapitana, zbudził pocałunek pięknej długowłosej blond kobiety.
- Co jest?! – odepchnął dziewczynę. Dopiero teraz zobaczył, jak urodziwa kobieta przed nim stoi. Podszedł do niego mężczyzna około pięćdziesiątki. Z postury był raczej przy kości, miał też srebrne włosy zaczesane do tyłu.
- O, już pan wstał – ukłonił się przed nim mężczyzna w lekkiej koszulce z wymalowanymi nań palmami oraz w krótkich spodenkach i klapkach.
- Witam sąsiada.
- Dziadu idź mi stąd! – Kid podniósł się z leżaka i wolnym krokiem zaczął zmierzać do swej rezydencji.
Jeszcze czego, mam się bratać z jakimś bogatym snobem. Co to ma być do cholery?!
- Eustass-san jak sądzę?
Temu spłynęła kropla potu po skroni. Natychmiast się zatrzymał i powoli rzucił mu złowieszcze spojrzenie. Nie miał prawa wiedzieć kim on jest. Miasto było zbyt rozległe, tylko wyżej postawieni marines znali piratów, za których głowę dawano ponad 100 mln. Skąd więc wiedział, że to on? To pytanie szybko skłóciło spokój wielkiego kapitana. Wiedział, że stojący przed nim człowiek nie jest problemem, mógł go wszak zabić w każdej chwili, ale skąd wiedział? Nie mógł dłużej wytrzymać tej ciszy, tej niepewności, zapytał.
- Skąd o tym wiesz?
- To teraz nie ważne, pomówmy o interesach.
- Ważne kurna! Gadaj!
- Eustass-san nie gorączkuj się, nie jestem wrogiem. To ja ci oddałem tę willę – uśmiechnął się do niego szczerze i spoczął na sąsiednim leżaku, za nim usiadła jego towarzyszka.
- Hahaha, umiesz sobie znajdywać ludzi. Całkiem okazały prezent.
- Cieszę się, że się panu podoba. – zrobił chwilową pauzę – Czy w takim razie, mógłbym prosić o współpracę?
- Współpracę?
- Tak, jestem Yugozwe, a ona…
- Gówno mnie jej mię obchodzi, do rzeczy.
- A tak – westchnął. Więc jest taki gang, który ostatnio sprawił mi trochę problemów, pomógłbyś mi ich usunąć? Utrudniają mi rozprowadzanie Tanku*, będę uczciwy, dostaniesz 50%.
- A coś ty taki hojny, co? – zaśmiał się pod nosem.
- Nie szukam wrogów, a jak się żeruje na kolegach z branży to można tylko na tym stracić. Po co, jak można w łatwy sposób dużo zarobić i mieć partnera w interesach. -mówił spokojnym i przekonywującym tonem.
- Jesteś tak uczciwy, ze aż mnie mdłości biorą, hahaha. Przyda mi się trochę grosza, trochę tu zabawimy. Myślę, że się dogadamy - uśmiechnął się jednocześnie zaznaczając swoją wyższość.
- Znakomicie. A właśnie, mam najlepsze dziwki w okolicy, jest pan zainteresowany? Oczywiście za darmo - zrobił gest świadczący, że nie chce pieniędzy.
- A w sumie… - popatrzył na jego towarzyszkę, której powabu i urody bóg z pewnością nie poskąpił. Do tego była bardzo młoda, ledwo dziewiętnaście lat. – A co tam, wezmę ze dwie - wyciągnął się i poprawił sobie spodnie. - Będę tu sobie na nie czekał.
- Wybornie - to mówiąc mężczyzna się pożegnał i odszedł.
Po dziesięciu minutach na horyzoncie pojawiły się dwie młode, piękne kobiety. Co ważne, nie wyglądały jak rasowe prostytutki, ale niewinne młode dziewczęta.
Podeszły do niego w koszulce z niewielkim dekoltem i bardzo krótkiej spódnicy. Jedna miała zmysłowo długie, czarne włosy, a druga była wysoką blond pięknością z wcześniej.
- O, widzę, że przyprowadziłaś koleżankę – siedział na wygodnej nadmuchiwanej kanapie. - Nawet to dobrze, że przyszłaś ty.
- Jestem Klare a to Ruwia - uśmiechnęła się i podeszła bliżej niego.
- Przystojny jesteś – miłym głosem odparła niższa kobieta, po czym usiadła po jego lewej stronie i zmysłowo pociągnęła językiem po jego odsłoniętej klatce piersiowej. Blondynka, z większymi piersiami, usiadła obok, zrzuciła z siebie koszulę i przybliżyła swoje usta do jego ust. Zaczęły się delikatne pieszczoty, które szybko przerodziły się niezaspokojoną rządzę. Kobiety ją odwzajemniały. Klara zdjęła ubranie. Ruwia odpięła mu rozporek, po czym chwyciła jego penisa i zaczęła ciągnąć go ręką. Mężczyzna westchnął w błogim uniesieniu. Szybkim ruchem pozbawił kobietę dolnej części ubrania. ścisnął ją za tyłek. Blondynka przycisnęła jego głowę w swe piersi. Eustass czuł, że doznaje coraz większych rozkoszy. Ich ciała skutecznie na niego oddziaływały. Zachowywały się pruderyjnie. Wyraźnie było słychać jak nawzajem dostarczali sobie przyjemności. Klara w końcu nasunęła na jego członka, by za chwilę dostarczyć mu maksymalnej rozkoszy. Jej koleżanka na chwilę się odsunęła, pobudzając własnoręcznie swe rozpalone ciało. Pojękiwała, grzebiąc sobie w swych najintymniejszych partiach ciała. Wyższa dziewczyna uśmiechnęła się uwodzicielsko i sama wprowadziła w swe rozpalone wnętrze męskiego członka. Poczuła pełnię rozkoszy. Jęknęła niesiona przyjemnymi doznaniami. Mężczyzna także dał się ponieść uniesieniu. Kobieta, szybkimi ruchami nadawała tempa, mężczyźnie to nie przeszkadzało. Druga dziewczyna zaczęła namiętnie całować swą koleżankę siadając za tuż za nią. Wyraźnie było słychać odgłos ich śliny. Kid nie mógł uwierzyć w to co widzi. To było jak sen. Sam chwycił Klarę i przyśpieszył tempa. Piersi ocierały się o rozpalone, łaknące przyjemności ciało Klary. Ruvia chwyciła ją za jej podskakujące piersi, i na jego oczach, zaczęła je ściskać. Bawić się jej sutkami. Eustass na widok tych kobiecych pieszczot o mało przedwcześnie nie doszedł. Dziewczyny bardzo go podniecały. Były napalone. Klare jęczała z rozkoszy. Mężczyzna nie mógł już dłużej stawiać opór nadchodzącej fali.
Nagle przeraźliwie jęknęły. Mężczyzna poczuł coś mokrego na swoim ciele. Gwałtowne ruchy ustąpiły. Otworzył oczy. Jej ciało przebiło długie ostrze. Rozejrzał się po sobie, był zabryzgany krwią. Dziewczyny nie żyły.
- Nie przeszkadzam? – Senuke schowała ostrze, martwe ciała opadły na Kida.
- …!!! kurwa! – zaklął na cały głos. Zrzucił dziewczyny z siebie i wstał.
- Ubrałbyś się, mówiłam ci, że mnie nie podniecasz.
- …! – rozgniewany wdział na siebie spodnie - Co ty tu do diabła robisz?! - był wściekły, nie panował na d sobą. Dziewczyny pozwoliły mu o wszystkim zapomnieć. A ona? Ona je zabiła i to w takim momencie. - Ja pierdolę!
- Powinieneś być mi wdzięczny, że nie zabiłam i ciebie.
- Dwie lesbijki…! Niech to…! Wiesz jakie będę miał koszmary?!
- Na twoim miejscu bym stuliła jadaczkę. Wyjaśnij mi, co ty próbowałeś zrobić. Radzę ci, by twoja plugawa odpowiedź mnie usatysfakcjonowała.
- Grozisz mi suko?!
- To pan nas zaatakował – pojawił się obok niego Halis. - Tymi słowy Halis przypomniał mu o zdecydowanie godnej uwagi rzeczy.
Wszystkich pokonała? Komodora z kapitanami?! Nie mogę uwierzyć… - pomyślał już nieco ochłonąwszy.
- E, gdzie ja was zaatakowałem co?! To była wasza pierwsza misja, by sprawdzić, czy ona - wskazał palcem na Senuke - nie jest byle kim! Ot co!
- Gdybym była byle kim, nie byłaby wyznaczona za mnie taka nagroda debilu – nadal mówiła spokojnym tonem. natomiast można powiedzieć zupełnie coś innego o jej wzroku. Był przeszywający, lodowaty. Kid wiedział, że może w każdej chwili go zaatakować. Zaatakować, by zabić.
- Od twojej odpowiedzi zależy, czy ci nie rozpruję gardła.
- Słuchaj – musiał okazać zdecydowanie. Gdyby się wahał, nie mógłby być wiarygodnym. Choć łgał jak pies musiał pozostać przy przytomnym umyśle, nie mógł spanikować. Podświadomie wiedział, że tę walkę może przegrać. - Tysalwir przeszkadzał tu w interesach. Wysłałem cię tam byś go usunęła, taka była misja. Póki co, musimy jakoś zaskarbić sobie zaufanie tutejszego podziemia.
- Mogę ich wszystkich zabić.
- Nie, nawet sobie nie zdajesz sprawy jak potężni piraci się tu ukrywają. Ilu ma tu swoje wpływy. Nie ma sensu robić tu wojny, jesteśmy ich wybawicielami, nie lalkami. Już mamy 50%. My odwalamy brudną robotę, bo oni się do tego nie nadają. A ty mi dziewczynki mordujesz…
Trzeba mu przyznać, że był przekonywujący. W rzeczywistości chciał się jej pozbyć. Jednak jej nie docenił. Teraz doskonale zdawał sobie sprawę, że zabicie jej jest już niemal dla niego niewykonalne.
- Niezła chata, wyprowadzaj się stąd, przejmuję ją.
- Co?!
Znów na niego spojrzała tym samym lodowato-obojętnym wzrokiem.
- Słuchaj, ja już z sąsiadem się nawet widziałem. Załatwimy ci podobną rezydencję dobra?
- Byle z dala od ciebie. A na razie spisz na dole. – odwróciła się na pięcie.
Mężczyzna ciężko westchnął.
To było ryzykowne… Trudno jakoś ją zniosę przez kilka dni pod jednym dachem.
- Aha - zwróciła wzrok w jego stronę. – Nie wiedziałam, że masz takiego małego -szyderczo się z niego śmiała.
Eustass cały aż zagotował się ze wściekłości. Gniew z niego buchał. Gdyby to tylko było możliwe, to z jego ust, uszu i nosa poszła by para wodna.
- TY…! – cudem nie przeklął. Tego było za wiele, eksplodował. – JA MAM MAŁEGO?! JA MAM MAŁEGO?!
Dziewczyna już otwierała drzwi.
- To ty masz małe cycki!!!
- Mówisz tak, bo wiesz, że i tak sobie nie po ściskasz - przestąpiła przez próg domu. Ale jeszcze się odwróciła. - A poza tym, musi być jakaś równowaga. Masz wielkie ego to durnia masz małego. – odparła po czym znikła w głębi willi.
- No niech ją…! – spojrzał na martwe ciała kobiet – Cholera! - zacisnął zęby -Trzeba to jakoś posprzątać!


Wieczorem, Killer oraz Natis wyruszyli na misję zlikwidowania gangu, o którym mówił Kidowi Yugozwe. Udali się do portowego magazynu, gdzie miało dojść do transakcji.
Około dziesięciu mężczyzn uczestniczyło w rozładowaniu ładunku Tanku. Każdy miał przy sobie broń palną. Obok nich stał szermierz z dwoma katanami. Po przeciwnej stronie stał drugi mężczyzna, ubrany inaczej niż jego towarzysze. Miał on długą niebieską kapotę i opaskę na włosach. To jemu zostało powierzone zadanie ochrony ładunku. Killer i Natis doskonali zdawali sobie sprawę, że to ci panowie mogą sprawić problemy.
- Dobra, zniszczmy ich – zawołała dziewczyna i wskoczyła wprost na mężczyznę w niebieskiej kapocie.
Tak jak się można było tego spodziewać, mężczyzna uniknął ciosu. Odkopała jednego z jego kumpli i wymijając przeciwników skoczyła za skrzynie. Po chwili poleciał w jej stronę grad kul.
Killer ruszył pędem na przeciwnika z katanami.
- Myślisz, że ciebie nie zauważyłem?! – wyciągnął natychmiast katany, by sparować atak. To była podpucha. Mężczyzna ciął na dół. Killer wyskoczył. Przeciwnikowi spłynęła kropla potu po czole.
- Żałosne - wyraził swoją pogardę wobec niego Killer.
Ostrza przecięły ciało ofiary. Trysnęła krew z odciętej głowy. Reszta gangu strzelała gdzie popadnie.
- Tam jest!
- Nie tam!
- Tu stoi!
Krzyczeli jeden przez drugiego próbując zastrzelić dziewczynę. Mężczyzna w opasce również był zdezorientowany, ale nie atakował na ślepo. Padły kolejne trzy strzały i trzy ciała osunęły się bezwładnie na ziemię.
- Co jest…?! – wołali bezradnie.
Kolejne dwa strzały, następne trupy.
Killer również zdążył już wyciąć kolejnych przeciwników.
- Niech to szlag! – zaklął pozostały strażnik - Kto was wynajął?! – Ito no Gatling! (Kałach Igieł)
Seria igieł poleciała niczym z karabinu maszynowego w stronę Killera. Ten wyskoczył w górę. To go jednak nie uchroniło.
- Hebi!
Igły wzbiły się w górę niczym wąż podnoszący głowę. Killer musiał przejść do bezpardonowej obrony. Rozległ się brzdęk setki odbijanych iglic w ciągu sekundy. Z trudem odbijał tak wiele igieł na raz.
- Cobra!
Strumień się rozszerzył tworząc niesamowicie rozległe pole rażenia. Nie tracąc przy tym na częstotliwości. Z opraw wyratowała go koleżanka, która strzałami zdezorientowała na chwilę przeciwnika. To była tylko sekunda. Jednak tyle wystarczyło. Skoczył za wielkiego Juka, a zanim powędrował strumień tysiąca iglic. Tak gęstej masy igieł nie zdołałby odbić, dobrze o tym wiedział. Czekał na swój moment.
- Myślicie, że tak łatwo mnie pokonacie?! Jestem znany w podziemiu jako "Ławica" i żaden przeciwnik nie jest mi straszny! Ito no Ami! (Sieć Igieł)
Zarzucił sieć tam, gdzie wydawało mu się, że stała dziewczyna. Mylił się jednak.
Killer usłyszał kolejne strzały z broni palnej. Wyskoczył.
Ich przeciwnik skutecznie unikał strzałów z pistoletu Natis. Jednak dziewczyna zanadto nie ryzykowała. Walczyła ciągle zachowując bezpieczny dystans. Killer w jednej chwili używając Sanpo uderzył na przeciwnika.
- Ito Ken! (Miecz Igła) – Zablokował uderzenie jednego z Supernovas. Ten jednak natychmiast przeszedł do kolejnej ofensywy. Natis nie mogła zaatakować. Istniało zbyt duże prawdopodobieństwo, że trafi sojusznika. Killer uderzył z góry rozcinając miecz przeciwnika. Kinoru podskoczył i odkopał go. Natis wiedziała, że to jej szansa. Przybliżyła się.
- Ito no Gatling!
Poleciała kolejna seria. Killer niczym widmo wbiegł za wielkiego Juka. Usłyszał strzał. Wyskoczył.
- Już się nim zajęłam – za nią leżało już martwe ciało oponenta.
- …
- Widzę, że nie chcesz mi pokazać tego, co umiesz, co?
- …
- Ale ty jesteś rozmowny… Nie przestrasz się ale ja też nie pokazałam jeszcze na co mnie stać.
- Domyśliłem się.
- O, w końcu coś powiedziałeś – uśmiechnęła się dziewczyna. - Dobra, wracamy.
Otworzyła drzwiczki do Juka i wsiadła, on także.
- Siadaj za kółkiem – odsunęła się.
- …
- No co?
- Nie umiem prowadzić.
- No to świetnie, ja też nie - uderzyła zdenerwowana w kierownicę.
- Co robimy?
- Dzwonimy po naszych.


Piraci Sakany uczestniczący w ataku na marynarskie frachtowce wraz z dwoma łodkami z czterema niewolnikami i rannym kapitanem znalazła się już obok macierzystego statku Raya. Po kilku minutach wciągnięto niewolników na gorę. Ryboludy także stanęły na drewnianym pokładzie. Arlong i Baro trzymający Shimillę weszli na pokład jako ostatni.
Ray nawet nie spojrzał na rannego kapitana, nakazał by zanieść go do piwnicy. Zainteresował się natomiast bardzo stanem swej kamratki. Spojrzał przygnębionym wzrokiem na nieprzytomną syrenę. Prawie natychmiast przeniesiono ją do punktu medycznego.
- Co tam się stało? – zwrócił się w stronę Baro.
Ten spuścił wzrok.
- Doszło do potężnej eksplozji. Ona i kilku naszych ludzi było akurat w środku…
- Rozumiem – zmarszczył brwi.
- Shimilla odniosła ciężkie rany, a dwóch naszych poniosło śmierć na miejscu.
- To straszne – westchnął ciężko kapitan. Znał ich od wielu lat. To byli jego przyjaciele, z którymi dzielił wiele wspomnień. Teraz odeszli. W kącikach oczu u Rey’a, pojawiły się słone kropelki smutku. Spłynęły mu po twarzy. Baro także nie mógł powstrzymać kłębiącego się w jego sercu smutku. Zagryzł wargi i zacisnął pięści.
- Kto mógł przewidzieć, że poświęcą własny statek…! – szlochał a łzy spadały na pokład statku.
- Nie obwiniaj się przyjacielu – położył dłoń na jego barku.
Wtem przeszedł koło niego nowy kamrat. Ray zapomniał o smutku, ale za to poczuł, jakby odzywała się w nim przeszłość.
- Nie mogę uwierzyć…- powiedział prawie do siebie. – Szybko podbiegł do nowego, spojrzał w jego twarz, nie mylił się.
- Arluś!
To uderzyło Arlonga jakby pięć ton spadło mu na głowę.
- Ray-san… - spojrzał w jego stronę i przełknął ślinę.
- Arluś! Hoho, mały rekin!
- Już nie jestem taki mały! – w końcu nie wytrzymał. – Jestem Arlong!
- Ray-san, skąd go znasz? Zaciekawiła się załoga.
- To Arluś u-
Załoga nie dała mu dokończyć. Już wcześniej ledwo się powstrzymywała. Wybuchła śmiechem. Nic dziwnego, w końcu Arlong był potężnym, wielkim ryboludem.
- SKOŃCZYLIŚCIE?! – ledwo nad sobą panował.
- Heshi Heshishishishi! – śmiał się do rozpuku Ray – To pozwoliło niemal całkowicie zapomnieć mu o smutku związanym ze stratą kompanów. A przynajmniej przez krótką chwilę. – Pamiętam, jak wtedy trenowałeś u Iglusa. To były piękne czasy…




Na małej wyspie w kształcie plastra sera, gdzie dziury były jeziorami, istniało niewielkie miasto, zamieszkałe tylko i wyłącznie przez ryboludy. To była wyspa wielkości nie większej, niż Little Garden. Tu odnajdywały swoją oazę wszystkie trytony, które w innych rejonach Grand Line spotykały się z straszliwą dyskryminacją i poniżeniem. Z powodu zamieszkujących jej mieszkańców, nazwano ją Trytonią. Choć powierzchnię miała bardzo skąpą to liczyła wiele rozległych podwodnych jaskini. Były one ściśle ze sobą połączone, toteż można było je również nazwać labiryntem.
Pewnego dnia, na Trytonie przybił niewielki statek piratów Sakany. Ray, młody kapitan tej załogi jak to miał w swoim zwyczaju, udał się do jaskini z wschodniej strony, gdzie często przebywał jego przyjaciel.
- Heshi Heshishishishi! Się masz Iglus – przywitał się z nim obejmując go czule.
- Ray! – zawołał entuzjastycznie – Dawno cię nie widziałem. Iglus był sędziwym rekinem, ale bardzo potężnym. O jego wigorze nie wspominając. Choć Ray wiele razy próbował go pokonać, nigdy nie był w stanie tego dokonać. Iglus zaprosił go na potrawkę z barakudy i sałatkę z wodorostów. Przyjaciel postąpił za nim do salonu.
Ten wyglądał całkiem niezgorzej. Znajdował się on w jaskinie, gdzie stalaktyty nadawały niesamowitego klimatu temu miejscu. Meble były wykute z podmorskiego kamienia, ale nie tylko. Były tu również drewniane meble, odpowiednio osuszone, by wilgoć za szybko ich nie zniszczyła. Za światło robiła błyszcząca perła znajdująca się na skalnym występie. Gdzieniegdzie były porozwieszane wodorosty i inne okazy morskiej flory. Obok kanapy z rafy koralowej, stała wielka muszla, która robiła za schowek.
- Aleś się urządził.
- A co zazdrościsz? Kusi Kushishishishi!
- Heshi Heshishishi!
Roześmiali się, a ich potężny śmiech wprowadził jaskinię w drgania.
- Czekaj pokażę ci coś fajnego. – wstał i podszedł do drewnianej komody. Zaczął w niej grzebać, ale na próżno, nie mógł tego znaleźć.
- O cholipka, czyżby… - przeszedł przez wyrwę skalną do pokoju obok. Nie mylił się. Mały Arlong leżał sobie na łóżku i studiował obiekt poszukiwań Iglusa.
- Ach! – zawołał wielki rekin i podszedł szybko do chłopca by wyrwać mu niewłaściwe czasopismo z rąk. Arlong przewidział to i się szybko przesunął. Starzec padł twarzą na łóżko.
- Arlong, nie wygłupiaj się oddaj mi to!
Ray zaciekawiony odgłosami dobiegającymi z sąsiedniego pokoju, przeszedł doń by zobaczyć o co chodzi. Wielce się zdziwił widząc około sześć dziesięciometrowego rekina u Iglusa.
- Kim jest ten dzieciak? – zapytał przychylnie, gdy Iglus dwoił się i troił by odzyskać pisemko od Arlonga, który zdołał już wleźć na szafkę. Starzec się zmieszał.
- To Arlong, przygarnąłem go pięć miesięcy temu – posmutniał.
- Zboczeniec tylko syrenki mu w głowie! – śmiał się głośno malec.
- Arluś, bądź grzeczny…
- Patrz pan! Ten staruch sobie trzepie patrząc na tę fotkę! - wysunął w ich stronę rozkładówkę z nagą rudowłosą syreną.
Iglus zrobił się czerwony jak burak. Ray głośno się zaśmiał.
- Niesforny brzdąc – w jednej chwili mignął przed Arlongiem a w drugiej już złożył pismo na ręce Iglusa.
- Ej, jak pan to zrobił?! – zafascynowany brzdąc rzucił się na Ray’a.
- Co?
- No to! Pyk i już! Nic nie widziałem! – patrzył jak w obrazek na wielkiego wojownika.
- Nic nie zrobiłem – droczył się dalej z malcem. Prawdopodobnie sprawiało mu to jakąś niezrozumiałą radość.
- Noooo nich pan powie! – ten również był uparty i nie dawał za wygraną.
- No już Arluś, zostaw pana, jak się zezłości, możesz solidnie oberwać. To potężny wojownik
- Łał, tak jak ten Ero?!
- NIE NAZYWAJ MNIE TAK!
- Człowiek czasem ma prawo na trochę relaksu – uśmiechnął się pirat.
- O to, to, to – pokiwał jego przyjaciel.
- A to, że Iglus lubi patrzeć na ciała syrenek, to nie ma w tym nic złego, nawet jeśli często.
- No właśnie – kiwał dalej zadowolony Iglus.
- Ej Ero, właśnie się przyznałeś do swojego zboczenia.
Rekin rozdziawił szeroko ze zdziwienia szczękę. Kropla spłynęła mu po czole. Zdał sobie sprawę, że mały, miał rację. Po chwili wydarł się na kolegę.
- Zrobiłeś to specjalnie Ray!
- Heshi Heshishishi!
Starzec już nic więcej nie mówił. Poszedł spocząć na kanapie. Po kilku chwilach dołączył do niego jego znajomy. Arlong posłusznie przyniósł im dwa srebrne kieliszki i butelkę wina, poczym się oddalił w głąb jaskini.
- Co to za chłopak? – rzucił mu poważne spojrzenie.
- Jego rodzice zostali sprzedani na Wasure, on także, ale zdołał jakimś cudem uciec od swych ciemiężycieli. Znalazłem go kilka miesięcy temu nieprzytomnego na plaży.
Kapitan piratów mocno westchnął i pociągnął dwa łyki trunku. Znów przyjął poważny wyraz twarzy.
- Trenujesz go?
Iglus również sięgnął po trunek, natychmiast splunął.
- Fuj! Ohyda! Ten smark dosypał mi soli!
- Heshi Heshishishi!
- I z czego rżysz? – spojrzał na niego delikatnie mówiąc wytrąconym z równowagi wzrokiem.
- Nie nic… - znał swego przyjaciela. Wiedział, że nie warto go drażnić.- Co zrobić, takie pokolenie – sięgnął po kieliszek – Więc?
- Znasz mnie – beznamiętnie odparł interlokutor.
Pirat westchnął.
- Jak wiele już umie?
- Niewiele, nie uczę go morderczych technik, jeszcze nie czas. Póki co, pracuję nad jego zwinnością i szybkością.
- Właśnie zauważyłem. Nauczysz go też sztuki posługiwania się Kirijitsu*?
- Nie wiem… nigdy nikogo nie wychowywałem.
- Nie jestem pewny, czy to dobre słowo. Miałeś chyba na myśli „trenowałeś”.
- No, w sumie tak. Kusi Kushishishishi!

Piraci Sakana, zatrzymali się na Trytonii na kilka miesięcy, głównie dlatego, że szykowało się wesele oficera Sakany z młodą syrenką, mieszkanką tej wyspy. Przez ten czas, Arlong często przebywał z Rayem i Iglusem. Z uśmiechem na ustach wysłuchiwał o przygodach piratów Sakany, wytrwale też ćwiczył. Pirat próbował wpoić mu podstawowe zasady sztuki zwanej Suiutsu*, ale Arlong nie potrafił jej sobie przyswoić. Zaczął natomiast posługiwać się Kiribashi w stylu Kirijitsu.
To był ostatni raz, gdy Ray widział Arlonga…



Kapitanowi piratów Sakana, na wspomnienie o ich pierwszym spotkaniu popłynęły łzy z oczu. Nie myślał, że będzie mu jeszcze dane go zobaczyć. To było niczym dar od Boga. Wychowanek jego drogiego przyjaciela, stał teraz przed nim. Uścisnął go mocno.
- Arlong! – zawołał radośnie nie zdrobniając już jego imienia. – Dołączysz do mnie?
- E, niech ci będzie Ray-san – odparł jakby zrobił mu łaskę.
W rzeczywistości był bardzo szczęśliwy. Już jako malec chciał należeć do piratów Sakany, z biegiem lat to marzenie stało się odległe. Założył własną załogę, rządził East Blue. Pojawił się Słomiany Kapelusz, Arlong został zamknięty, potem sprzedany dla bogatego kupca z Shoubai. Już nie miał nadziei. Przeszłość pukała już do jego drzwi, a tu taka niespodzianka. Sam także się wzruszył, ale ukrył łzy.
Tę wzruszającą scenę przerwał głos kobiety, która próbowała się wyrwać dwóm członkom załogi Sakany.
- Puśćcie nas! Rozkazuję wam nas puścić! – spojrzała na ryboluda trzymającego ją za prawą rękę, jakby miała go zabić.
- Cicho siedź! – odburknął na nią.
Ray, lekko podirytowany podszedł do swoich podwładnych.
- Co się kurde dzieje? To ja spotykam się z przyjacielem sprzed lat a tu taki rumor!
- Właśnie do cholery! – zawtórował za nim Arlong, który najwyraźniej czuł się jak u siebie w domu.
Rekin spojrzał na kobietę i w tej samej sekundzie zamarł. Długie czarne włosy, nadzwyczajna uroda. Nie był jednak pewny. Wszak minęło tyle lat. Musiał się upewnić.
- Czy – zaczął ostrożnie.
Ray kobiety zupełnie nie kojarzył. Nie miał jednak wątpliwości, że nie była ona obcą dla jego przyjaciela.
- Puśćcie ją! – zawołał do swoich ludzi.
Ci nie bardzo rozumieli o co mogło chodzić, ale nie śmieli przeciwstawiać się woli Kapitana.
Arlong w końcu zebrał się w sobie i ją zapytał.
- Czy ty jesteś tą, która mnie wtedy uratowała? Boa Hancock?



Była już późna noc, gdy w pewnym luksusowym apartamencie rozległ się odgłos telefonu. Bezlitosny dzwonek w końcu zbudził właściciela.
- Kurde, kto mi zakłóca spokój o tej porze? – złapał leniwie za słuchawkę.
- Stary, mamy poważny problem! – w jego głosie dało się wyczuć wyraźne zdenerwowanie.
- Ech i musisz z tym dzwonić do mnie o tej godzinie?
- Ktoś nam pozabijał dziesięciu ludzi! Straciliśmy pięćset kilo Tanku kurtyzana!!! A tobie przeszkadza pora?!
Teraz już mu wróciły zmysły. Strata była bardzo poważna, do tego wieść o pozabijanych również nie należała do miłych. Mimo to nie czuł złości, a raczej ekscytację.
- Fiufiufiu, to dopiero. Muszą być pewni siebie. Winszować.
- Nie wygłupiaj się!
- Czy nie uważasz, że zadzieranie ze mną jest lekkomyślne. Podpisali już na siebie wyrok - mówił tonem zdecydowanym, i pewnym siebie. Wyglądało to jednocześnie tak, jakby litował się nad swym wrogiem.
- Mam nadzieję, że tu niebawem przybędziesz. Pokonali nie tylko "Błysk" ,ale co straszniejsze "Ławicę"! Potrzebuję twojej mocy.
- Nie ma sprawy, posprzątam u siebie i niebawem tam zajrzę.
- Oby Doflamingo, inaczej możemy wiele stracić.
- No wiem, przecież wiem. Nie musisz mi mówić – ton miał lekko lekceważący. Nagle z poważniał – Te zuchwałe ludziki już wkrótce zrozumieją swój błąd. Hahaha!


W Kwaterze Głównej przygotowywano się do bardzo ważnego posiedzenia. Już wkrótce miało odbyć się spotkanie nowych Shichibukai. Większość już była na miejscu i zajadała się pysznościami przygotowanymi specjalnie z okazji ich przybycia. Brakowało już tylko jednego członka.
- Admirale Floty Sengoku… – do sali wleciał jego podwładny. Melduję, - z wrażenia z trudem mógł złapać oddech -...że... - tu zrobił pauzę. Musiał wziąć oddech - ...Shichibukai, Monkey D. Luffy, przybył na miejsce!!!

Ciąg dalszy nastąpi...


Tanku* - To narkotyk, który powoduje bardzo szybkie złudzenia halucynacyjne. Trwają one krotko, ale są bardzo intensywne. W dodatku przez specjalny środek niesłychanie szybko uzależnienia. Co najważniejsze dawcy, nawet jeśli biorą bardzo często to i tak szybko nie odchodzą z tego świata. Wszystko za sprawa także naturalnych wyciągów z rośliny Tana, który przy większej dawne powoduje halucynacje. Otrzymuje się połączywszy wiedzą biologiczną i chemiczną.

Kiridougu* - To styl znany tylko ryboludom, posługiwania się długą bronią z kolcami, czymś takim jak np. Kiribashi. Styl ten ma wiele unikatowych technik, dzięki którym wojownik posługujący się owym stylem, ma znaczną przewagę nad przeciwnikiem.

Suiutsu* - To kolejna z technik znanych tylko ryboludom. Polega ona na strzelaniu wodą z własnych ust. Strzały te mogą być niesłychanie ogromne, przybierać różny kształt, wszystko zależy od stopnia wtajemniczenia wojownika.
bullet Napisane przez Jackie777 dnia 27 luty 2010 · Kategoria: FANFIKI NOWE ·
· 0 komentarzy · 1144 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
AlfaOmegaXD
19/04/2019 16:00:11
No był ale już nie ma haha

Imi
18/04/2019 21:25:07
Tu był jakiś spam^^

AlfaOmegaXD
18/04/2019 19:04:59
O co chodzi ? xD

Imi
15/04/2019 16:01:03
nie może. A, przelew w Bitcoinach też mnie rozbawił^^ No i brak wypiski kto ile.

Imi
15/04/2019 15:59:23
Uśmiałam się czytając o "wspieraniu japońskiej kultury" na wbijam pl. Dużo robi ten jeden koleś, to fakt, ale widać że już zbiera "tłumaczy" a z tego nic dobrego wyjść

Hime
15/04/2019 11:55:25
wbijam.pl to obecnie aż jedna osoba Pfft

Komimasa
14/04/2019 11:40:25
Co do pojedynków, to tak działało, że klikając na daną postać życia się odbierało, ale turniej się skończył i póki co, nie ma nowego.

Komimasa
14/04/2019 11:39:56
Z tym zapytaniem o nauczenie języka to tak, jakbyś pytał lekarza, prawnika, mechanika i wstaw dowolny zawód, jak się go przez tyle czasu nauczył xd

AlfaOmegaXD
13/04/2019 13:59:25
Ej o co chodzi z tymi pojedynkami ?

AlfaOmegaXD
12/04/2019 20:44:18
Ja dalej nwm jak wy sie wszyscy japonskiego nauczyliscie

AlfaOmegaXD
12/04/2019 10:30:19
Pomyśle w zaopatrzenie sie w tomiki

AlfaOmegaXD
12/04/2019 10:29:56
Już wszystko działa, dzięki za pomoc

Komimasa
12/04/2019 10:25:16
polecałbym zapatrzeć się w tomiki wydawane przez JPF. Nie chodzi o reklamę. Co tomik to widzę oryginał i przekład i wiem, ile pracy Paweł w to wkłada i jak dobrze to wychodzi.

Komimasa
12/04/2019 10:24:19
Zawsze też może wejść na wbijam.pl, dają tam speed suby do Op, to duża grupa, robili od nowa, więc też nie ma takich klasyków jak tłumaczenie Hasna gdzieś przy CP9xd Choć i tak najbardziej

Komimasa
12/04/2019 10:22:35
A masz zaktualizowaną wtyczkę Flasha? Wprawdzie mi zawsze wyskakuje okienko w takim wypadku, że potrzebna aktualizacja, ale może być różnie.

AlfaOmegaXD
12/04/2019 10:05:31
I z innymi odcinkami też tak jest

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,487,334 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony