REJESTRACJA
955 PL

954 PL

953 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Steam
Autor: Ponury dnia 18/10/19 22:11
Rozdział 959
Autor: Wielki160 dnia 18/10/19 18:08
Story Cubes 11: Szklana Pogoda -..
Autor: Szczery dnia 17/10/19 23:10
Breaking Bad
Autor: Devzan dnia 16/10/19 21:36
Spamiliada 12
Autor: Chisu dnia 16/10/19 21:25
Ostatnio widziane
Autor: Komimasa dnia 16/10/19 20:47
AnimeCon_baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
/====3====\


Nathaniel rzygał pod drzewem. Darkiel stał nieopodal, okutany szczelnie w płaszcz. Było mu gorąco jak cholera, ale wolał to, niż spotkanie ze wschodzącym słońcem. Patrzył na przycumowany statek, nadal stojący w dziwnej mgle.
- Co to, kurtyzana, miało być - wymamrotał Nath, podnosząc się z klęczek. Wciąż był roztrzęsiony. - Ktoś wpadł na chory pomysł zabawy "zmierz się z własnym strachem", czy co?
- Być może. - Dark przytaknął nieznacznie.
- Kto, do kroćset?! Rozszarpię drania!
- Zgadnij - mruknął w odpowiedzi, wskazując na stojący niedaleko statek marynarki.
Rysy Natha stężały.
- Myślisz, że...
- Nie wiem - przerwał mu kręcąc głową. - Chodź, trzeba znaleźć resztę.

Wycofał się. Spojrzał na swoje ręce, jakby je pierwszy raz widział. Mrowiły, ale to było normalne po tym, jak wracały do swojego naturalnego stanu. Poruszył palcami. Sztywne stawy strzeliły gromadnie. Śródręcze bolało jak złamane. Uczucie, którego nie doświadczył od dawna.
A to przed chwilą... Co to było? Znajome, ale nie mógł sobie przypomnieć, gdzie i kiedy ostatnim razem mógł...
Spróbował zacisnąć pięści, ale dłonie były za słabe. Mrowienie nie ustawało. Zaraz przejdzie.
Co to do cholery było?
- Franzie, czy coś się dzieje?
Drgnął, wyrwany z zamyślenia przez zaniepokojony głos kapitana. Odwrócił się, obdarzając wszystkich szerokim uśmiechem.
- Ależ oczywiście, że nie, proszę pana! Wszystko w najlepszym porządku, proszę pana! - Zachichotał. - Na pokładzie zostały dwie osoby, proszę pana!
- Dziękuję bardzo, Franzie - mruknął kapitan, odsuwając się nieco od zbliżającego się chwiejnym krokiem czubka. Nieznaczny gest wystarczył, by obok logii wyrosło dwóch postawnych marines. Już po chwili był prowadzony w kajdankach do celi. Chichotał, póki drzwi się nie zamknęły za strażnikami. Odczekał chwilę, po czym wstał i bezszelestnie podszedł do zakratowanego bulaja. Miał z niego widok na statek piratów. Patrzył w skupieniu.
Kto?

Im dłużej biegała po pokładzie, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że została na nim sama. Poszukiwania utrudniała dziwaczna, żółtawa mgła.
Frustracja rosła pod postacią ogromnej kuli w gardle. Od nawoływań bolało ją już gardło.
"Może to też iluzja?" - pomyślała ze strachem. - "Może biegam po statku pełnym ludzi?"
Spojrzała na morgensterna. Rozłożyła ręce na boki i zaczęła chodzić, mając nadzieję, że tak jak gwiazdę zaranną wcześniej, tak teraz, zaraz uda jej się dotknąć kogoś, kogo nie jest w stanie dojrzeć.
"Cholera, wyglądam idiotycznie."
I nagle mgła zniknęła. Powietrze znowu zrobiło się lekkie i przejrzyste. Rześki wietrzyk rozwiał jej grzywkę. Założyła jakiś niesforny kosmyk za ucho i podeszła do burty. Statek dryfował w pobliżu jakiejś wyspy. Unoszący się na powierzchni morza kawałek lądu porastał gęsty las.
"Pewnie tam są" - myśl pełna nadziei przemknęła jej przez głowę.
Rozejrzała się, zastanawiając się, czy nie powinna sprawdzić takielunku, bagaży i kotwicy. Standard tuż przed zejściem na ląd. Nagle jednak coś usłyszała. Zamarła na moment. Dopiero teraz, gdy przestała biegać, tupać i wołać, do jej uszu miał szansę dobiec stłumiony płacz.
Spojrzała pod nogi, po czym pobiegła w stronę zejścia do ładowni.

- Ta twoja klątwa to cholerny wrzód na tyłku, wiesz? - burknął Nath, siedząc w cieniu drzewa.
- Nie moja wina, dobra? Nic z nią nie zrobię! - odezwał się zirytowany głos ze środka niewielkiej lepianki stojącej tuż obok.
Nath westchnął i spojrzał na niebo. Czyste, bez najmniejszej chmurki niebo o kolorze lazuru. Takie, które zapowiadało upalny, piękny dzień spokojnej żeglugi. Ale nie dla Darkiela. Im wyżej słońce pięło się po nieboskłonie, tym wolniej się poruszali, wyszukując coraz to nowe skrytki przed zabójczymi dla chłopaka promieniami. W końcu w okolicy południa musieli się zatrzymać. Cień drzew już nie wystarczał, Darkiel słaniał sie na nogach, a jego płaszcz zaczął lekko dymić. Gdy Nath to zauważył, ulokował kumpla w cieniu, po czym z pomocą ziemi, liści, patyków i gliny zrobił coś na kształt niewielkiej, ale zaskakująco szczelnej jamki, w której można było się z powodzeniem zmieścić, o ile ktoś lubił się garbić podczas siedzenia po turecku.
Korzystając z chwili wolnego czasu, Nathaniel rozciągnął się wygodnie i przeciągnął, aż stawy mu postrzelały. Zastanawiał się, co z resztą. Większość to były gnojki, pewnie biegają gdzieś, ich oczy są pełne grozy i przerażenia, umysły wciąż opętane wizjami ze statku. Szukają kogoś, kto im pomoże, kto wyjaśni, co się stało i sprawi, że będą się znów czuć bezpiecznie. Szukają Jackie.
Głupia Jackie! Bezmyślnie, w nagłym porywie, już w czasie samej ucieczki, zabrała ze sobą rzesze zbuntowanych gnojków, mających ochotę i odwagę uciec z nią. Przez to na pokładzie roiło się od rozszczebiotanych podlotków i dzieci, z którymi nie wiadomo było, co robić. A teraz rozlazło się toto po wyspie. Jeśli wpadną, to ani chybi przez któregoś z nich.
Szlag by to.
- Nath...
Najwyraźniej Darkiel wpadł na ten sam pomysł.
Samozwańczy nawigator uśmiechnął się krzywo.
- Idę po nich. Zgromadzę na wschodnim wzgórzu. Poczekaj do zmroku i dołącz do nas.
Nie mógł zobaczyć, jak Darkiel kiwa głową. W lepiance było zbyt ciemno.

Makei czuła się bezpiecznie. Mimo, że szła przez nieznany las, pewnikiem kryjący w sobie wiele niebezpieczeństw. Mimo, że trzymała ją za rękę Jackie, która wcale nie wydawała się teraz taka odważna, silna i pewna siebie, za jaką ją wszyscy brali. Ale mimo to przeganiała jakoś strach. Najpierw na statku - niezgrabną próbą pocieszenia, przytulenia. I teraz, po dostaniu się na stały ląd - krzywym uśmiechem, nieporadnymi gestami, pewnym krokiem, morgensternem w drugiej ręce.
Szły przez las i kojąca była świadomość, że są razem.

- Poruczniku. Wasza kolej - mruknął kapitan.
Sam nie podjąłby się takiej roboty. Miał za miękkie serce. Prawdopodobnie wystarczyłoby jedno zlęknione spojrzenie, by zaczęły go dręczyć wyrzuty sumienia. W efekcie pewnie puściłby wolno większość załogi, a nie o to przecież chodzi.
Stephen miał cechy, których kapitanowi brakowało - obojętność, przytępione sumienie, nawet niewielką ilość okrucieństwa, potrzebną przy misjach takich jak ta. Kto wie, może i byliby nawet nieźle zgranym duetem oficerów, gdyby Stephen nie był takim dupkiem.
- Tak jest! - Nie mógł sie doczekać tego momentu, teraz niemal dygotał z przejęcia. - Pozwoli pan jednak, że z łapanką zaczekamy do wieczora. Rozpalą ogniska, łatwiej ich będzie znaleźć. Póki co upewnijmy się, że zostaną na tej wyspie... Bosman! Proszę mi przygotować łódź i dziesięciu ludzi! Idziemy zbadać, a następnie odholować statek wroga!
Kapitan zerknął na zaskoczonego bosmana i westchnął. Powoli upewniał się w przekonaniu, że jego pierwszy oficer wykupił sobie tytuł.
- Proszę zawiadomić oficera wachtowego, że potrzeba nam dwadzieścia osób. To mała karawela, Stephen - dodał tonem wyjaśnienia, gdy bosman, sarkając na niedouczonych idiotów na wysokich stanowiskach, poszedł szukać wachtowego. - Nie jakaś lichtuga.
- Tak, tak, oczywiście - przytaknął z roztargnieniem. Wręcz pożerał wyspę wzrokiem. - Dziękuję za tę uwagę.

- Wiesz… Jedno mnie zastanawia – rzuciła w pewnej chwili Jackie. – Jak do kroćset oni w ogóle trafili na nasz trop. Nie ścigali nas, znali tylko ogólny kierunek, który zaraz zmieniliśmy, jak tylko straciliśmy ich z oczu. Więc jak…
Zatrzymała się, czując szarpnięcie do tyłu. Obejrzała się, zaskoczona. Makei stała w bezruchu. Głowę miała opuszczoną, ramiona spięte i podniesione. Nie puszczała dłoni Jackie.
Ta poczuła, że temat poruszony tylko dla rozładowania napięcia i przerwania ciszy najwyraźniej nie został najfortunniej dobrany.
- Makei? – zapytała, mając złe przeczucia do tej rozmowy.
Ściśnięte wargi dziewczynki zadrżały.
- To ja… - powiedziała cicho.
Jackie zamurowało na moment. Powoli do niej docierał sens tych dwóch krótkich słów. Zdrada? Na jej pokładzie? W jej załodze? Zdrada?? Nie mogła, ani nie chciała w to uwierzyć. Cały czas dobierała załogę instynktownie, czując, kto będzie wart zabrania go w dalszą podróż i dopuszczenia do sekretów, a kto nie. Makei była osobą, która wydawała się jej uroczo nieporadna w swoim małym buncie przeciw marynarce. Wyglądała jak ktoś, kim wystarczy odpowiednio pokierować i nie zawieść pokładanych nadziei, by w zamian otrzymać dozgonną wdzięczność i lojalność. Jak do tej pory każda z wytypowanych przez Jackie osób okazała się mniej więcej taka, jak dziewczyna przewidywała, że będzie. Jak mogła się aż tak pomylić? I to względem małej, prostolinijnej Makei??
- Słucham? – zapytała. Mimo wszystkich starań, jej głos nie był tak spokojny, jakby chciała. Chyba nawet nieco zadrżał.
- To ja! – odpowiedziała, a w jej głosie słychać było histerię. Patrzyła się na Jackie oczami pełnymi łez. – Powiedziałam im, jaki obierzemy kurs, powiedziałam, że uciekniemy, powie… powiedziałam, że… - Tu nie wytrzymała i zaniosła się płaczem.
- Makei. – Jackie złapała ją za ramiona i szarpnęła lekko. Zdrada zdradą, ale hałas to ostatnie, czego teraz potrzebowały.
- Powiedzieli, że wiedzą, że za tym wszystkim stoiisz… - powiedziała, płacząc. – Powiedzieli, - pociągnęła nosem, - że już od dawna obserwowali poruszenia, sły… słyszeli szepty… Powiedzieli, że cię wsadzą do karceru… A bez cie-ciebie nic by się nie udaało… Mu-musiałam im coś powiedzieć… Myślałam, że to będzie najmniej niebezpieczne… Prze… Przepraaszaaam!!! – Rozpłakała się na dobre.
Jackie słuchała tego z szeroko otwartymi oczami. Przez dłuższą chwilę była tak zaskoczona, że nawet nie mogła się poruszyć. W końcu przyciągnęła małą do siebie i przytuliła mocno.
Nie wiedziała, co ją bardziej przepełnia – poczucie wdzięczności, czy ulga. Jednak się nie pomyliła.
- Jesteś bardzo dzielna, Makei. Bardzo.
- Wdzale nje… - wymamrotała dziewczynka, chlipiąc w jej ramię. – Bofiedziałam im…
- A teraz się do tego przyznałaś. I to mnie. To było bardzo odważne z twojej strony – powiedziała, głaszcząc ją po głowie. – I dobrze wybrałaś. Jestem pewna, że sama nie wymyśliłabym nic lepszego. – To nie była prawda. Ona pewnie by wkręciła marynarkę. No, ale Makei nie musiała o tym wiedzieć. Kiedyś się wszystkiego nauczy. – I nie martw się. Poradzimy sobie z tym. I ze wszystkim innym też. Powiedziałaś im coś jeszcze?
Pokręciła głową szybko w odpowiedzi, nie odczepiając się jeszcze od ramienia Jackie.
- Bardzo dobrze. Damy sobie radę. Wierzysz mi?
Przytaknięcie.
- Dziękuję. A teraz chodź. Nie ma sensu ich dalej szukać. Nie jadłyśmy nic od rana, a już zaczyna się ściemniać. Musimy nazbierać drew.

Darkiel z ulgą wyszedł z lepianki, gdy tylko zaszło słońce. Ziewnął i wykonał parę prostych ćwiczeń rozciągających. Podczas nich przypadkiem zerknął w stronę morza, gdzie powinien stać ich statek. Zaklął, nigdzie go nie widząc. Podbiegnięcie w stronę plaży potwierdziło jego przypuszczenie – karaka właśnie podpływała do statku marines.
- Złodziejskie ścierwa – mruknął pod nosem.
Odwrócił się i ruszył przed siebie. Musi odnaleźć Natha i obgadać z nim, czym do cholery teraz mają dalej płynąć.

"Kto by miesiąc temu pomyślał, że się znajdę w takiej sytuacji - ścigana, na bezludnej wyspie, jedząc byle co..." - Makei snuła markotne rozmyślania, patrząc na nadzianą na patyk jaszczurkę, skwierczącą cicho nad niewielkim ogniskiem. - "Przecież nawet nie wiem, czy to jest jadalne..."
Parę liści spadło jej na głowę. Zdjęła je i zerknęła w górę. Jackie wspinała się na wysokie drzewo, pod którym zatrzymały się na posiłek. Szło jej to topornie, do tej pory poruszała sie głównie wśród lin i wantów, ale uparcie kierowała się ku górze i teraz rzadko można było dojrzeć jej czerwony t-shirt w gęstwinie gałęzi i liści.
Makei westchnęła i wróciła do wpatrywania się w jaszczurkę. Dzieliła nadzieję Jackie na znalezienie kogoś jeszcze, ale nie podobał jej się fakt, że teraz musi siedzieć przy ognisku sama.
Wspomnienia wciąż były żywe. Wrażenia z tamtego dnia nadal podnosiły kąciki ust. Ich wielka ucieczka. Przepełniony kielich goryczy, którego zawartość zalewała gardła gorzkim posmakiem żalu a serca chęcią zemsty. Pokazania im, udowodnienia, na co nas stać. I dłoń Jackie na karku, jej usta delikatnie muskające płatek ucha Makei, i słowa:
"Czy chcesz uciec z nami?"
Zgodziła się pod wpływem chwili. Dopiero po paru dniach przyszły wątpliwości, ale wtedy już nie było odwrotu. Wieczorem tego samego dnia Jackie, wychodząc późnym wieczorem z pokoju, zobaczyła Makei siedzącą tuż przy drzwiach. Obok niej leżał notes.
- Wkręciłam wszystkich, że idę do ciebie zakuwać historię – mruknęła cicho. – Więc lepiej, żebyś ty mnie z tą ucieczką nie wkręcała, bo nie ręczę za siebie.
Jackie uśmiechnęła się krzywo.
- Chodź – powiedziała, pomagając jej wstać. – Urocze – dodała, otaksowując ją od góry do dołu.
- Cicho siedź – burknęła Makei, otrzepując piżamę.
Szły długimi korytarzami. Wielokrotnie się zatrzymywały i czekały dłuższą chwilę, nim Jackie nie dała znaku, że mogą iść dalej. Do tej pory Makei nie zdawała sobie sprawy z ilości straży krążącej nocą po budynku. Co jakiś czas natrafiały na schody, za każdym razem wchodziły coraz wyżej i wyżej. Po dłuższym kluczeniu (pod koniec młoda była niemal pewna, że drugi raz sama tutaj nie trafi) dotarły do najzwyczajniejszej klatki schodowej. Jackie zaczęła się wspinać na górę. Makei z rezygnacją spojrzała na ilość kondygnacji, którą najwyraźniej miały pokonać. Jej ulga była ogromna, gdy Jackie zatrzymała się jedynie trzy piętra wyżej. Ze stojącego w kącie kubła wyjęła mopa i zapukała nim w sufit. Jedno długie, cztery krótkie i dwa długie stuknięcia układały się w rytm, który wydawał się dziwnie znajomy. Makei zadarła głowę i z niemałym zaskoczeniem zobaczyła klapkę. Pomalowana na biało stawała się niemal niewidoczna dla każdego, kto nie wiedział, na co ma patrzeć. Od sufitu różniła się jednym, płytkim wgłębieniem, które prawdopodobnie pełniło rolę klamki. Klapa uchyliła się ostrożnie. W ciemności błysnęło oko. Makei z trudem opanowała pisk. Skryła się za Jackie, ale ta jakby tego nie zauważyła. Cały czas wpatrywała się w szczelinę, jakby mierząc się wzrokiem z tajemniczym okiem. W końcu klapa została otworzona jednym, płynnym ruchem. Spuszczono drabinkę sznurową. Jackie gestem kazała Makei złapać jeden ze szczebli. Gdy ta wykonała polecenie, nagle została wywindowana do góry. I tym razem ledwie powstrzymała pisk strachu. Pomieszczenie było spowite całkowitą ciemnością. Makei czuła jednak obecność ludzi, słyszała ich oddechy i szelest ubrań. Została postawiona na ziemi, ktoś wyszarpnął sznurek z jej odrętwiałych dłoni i drabinka znów powędrowała w dół. Po chwili Jackie pojawiła się obok Makei, klapka została zamknięta i zaryglowana i wreszcie można było zapalić światło. Goła żarówka zawieszona na wyrwanych z sufitu drutach zamigotała, po czym zalała pomieszczenie mdłym, słabym blaskiem. Makei rozejrzała się. Miejsce w którym się znalazła nie miało okien, za wywietrzniki starczały cienkie szpary pod sufitem. Nie było również żadnych drzwi, klapka była jedynym sposobem na dostanie się tutaj. Jakieś pakuły i skrzynie piętrzyły się pod ścianami, optycznie zmniejszając pomieszczenie. Wrażenie potęgowało się przez ilość zebranych tu ludzi. Było ich ponad dwudziestu, w większości starsi nawet od Jackie, tak więc Makei mogła co najwyżej skojarzyć paru z widzenia.
- No hej - przywitała się wesoło Jackie jakby nie zauważając paru osób wbijających w nią ponure spojrzenia. - Sorry za spóźnienie. To jest Makei.
- Jackie...
- Tak, Nathanielu? - zapytała nie zrażona pełnym irytacji głosem.
- Znowu to zrobiłaś.
- No wiem.
- Nie szczerz mi się tutaj, wariatko. Zaczynaliśmy w piątkę. Potem zaczęłaś sprowadzać innych, ZA KAŻDYM RAZEM mówiąc, że to ostatni. Ona też ma być ostatnia??
- Tak. Jest mała, zmieści się jeszcze... - Jackie rozejrzała się, ignorując warczącego w dalszym ciągu Nathaniela. - Darkiel. Pozwól na momencik.
"Darkiel??" Makei zadrżała. Imię legendarnego lokatora na stałe zamieszkującego podziemia! Nawet nie sądziła, ze on naprawdę istnieje! Myślała, że to starsi go wymyślili, żeby odstraszyć młodszych od pomysłów na zejście na dół.
I nagle do niej dotarła prosta prawda. Jackie też pewnie tak myślała. Ale mimo wszystko zeszła, żeby sprawdzić, ile z tego jest prawdą. I znalazła go.
Jej ciekawość zaskakiwała Makei. Jej szczęście ją przerażało.
Wysoka postać ubrana w płaszcz tak czarny, że zdający się pochłaniać światło, podeszła do nich niemal bezszelestnie. Makei patrzyła na niego ze strachem, ale i czymś w rodzaju nabożnego podziwu. "Więc to jest..."
- Darkiel, na litość, nie strasz dzieci - Jackie sięgnęła i bezceremonialnie szarpnęła za płaszcz. - Mamy noc i jesteśmy w pomieszczeniu tak szczelnym jak się da - dodała, ignorując jego krzyk protestu, gdy kaptur zsunął się na plecy. - Nic ci nie grozi.
„Jak ona traktuje legendę?!” – pomyślała Makei, patrząc na nią z oburzeniem. Uczucie szybko jednak odeszło, gdy przerzuciła wzrok z powrotem na Darkiela.
Trzecie, co zwracało uwagę w jego twarzy była nienaturalna bladość skóry, jakby ten człowiek od naprawdę dawna nie widział światła dziennego. A może nawet nigdy.
Drugą rzeczą były delikatne, niemal kobiece rysy i krótkie włosy, prawie tak jasne jak włosy Jackie. Darkiel był przystojny, żeby nie powiedzieć - ładny. Ale w jego rysach widać było pewną hardość, zacięcie, które zupełnie nie pasowały do tego typu urody.
Najbardziej jednak zwracały na siebie uwagę jego niesamowite oczy o jasnych, lazurowych tęczówkach z grubą, czarną otoczką. Źrenica wydawała się w nich bezdennym lejem umieszczonym po środku zatoki.
Teraz patrzył na Jackie z naganą.
- Posiedź sobie tyle co ja w lochach, to pog...
- Weź ją na barana - przerwała mu Jackie,
Na chwilę go zamurowało.
- Co?? - zapytał jednocześnie z zaskoczoną Makei.
- Weź ją, też będzie chciała wszystko widzieć, a ty się przynajmniej nie zmęczysz.
- Ale...
- Cieszę się. A teraz pozwólcie, że przejdziemy do meritum spotkania.
Jackie wsparła sie na czymś, wstając.
- Odrobiłam pracę domową. – To zdanie przerwało sarkania Nathaniela. Makei dopiero teraz zdała sobie sprawę, że starsza dziewczyna cały czas miała przy sobie podłużną, czarną tubę na dokumenty. Zarejestrowała to już wcześniej, ale wtedy bardziej próbowała się skupić na drodze. Teraz, widząc konsternację wszystkich, doszła do wniosku, że chyba uczestniczyła w transporcie czegoś bardzo ważnego, nawet o tym nie wiedząc. - Wasza kolej.
Pod gołą żarówkę podstawiono chwiejny, niezbyt duży stół. Jackie otworzyła tubę i zaczęła coś z niej wyjmować, jakieś papiery, ale ludzie otoczyli ją zbyt szybko i mała Makei nie zdążyła zobaczyć, co to. Próbowała parokrotnie przecisnąć tu i ówdzie. W końcu, zrezygnowana, zaczęła się rozglądać za Darkielem. Chłopak stał pod ścianą - był wystarczająco wysoki, by widzieć wszystko nie musząc się przy tym cisnąć w tłumie. Gdy zobaczył jej wzrok, westchnął, wywrócił oczami i gestem kazał jej podejść. Kiedy się zbliżyła, podniósł ją, jakby nic nie ważyła i posadził sobie na ramionach.
Makei zobaczyła wreszcie stolik, zasłany mnóstwem makulatury. Zdobiły ją kreski, liczby, strzałki... Nie znała się na tym, ale zamarła, gdy przyszło jej do głowy, co to może być. Plany budynku. Spojrzała na Jackie.
- Nawet nie pytaj - mruknął Darkiel.
Nie miała pojęcia skąd wiedział, że miała ochotę zapytać, SKĄD, do demonów, ona ma te plany.
- To Jackie - dodał, jakby to tłumaczyło wszystko.
I właściwie tak było.
Głosy przy stoliku nasilały się. Powoli dyskusja nad planami przeradzała się w kłótnię. Ludzie pokazywali coś na mapie i coś warczeli do siebie nawzajem. Jackie nie interweniowała. Milczała, patrząc po wszystkich. Gdy napotkała wzrok Makei, posłała jej słaby, przepraszający uśmiech.
- Co się dzieje? - szepnęła Makei.
- Próbują ustalić drogę ucieczki - prychnął Dark.
Dziewczynka zamrugała.
- Ile się już tu spotykacie?
- Pół roku. Ale Nathaniel to strasznie zrzędliwy koleś - dodał, nim Makei zdążyła skomentować. - Nie dawał nic zrobić, póki Jackie sprowadzała nowych, twierdząc, że nie ma ochoty niczego zaczynać, jeśli potem trzeba by wszystko od nowa tłumaczyć. Więc do tej pory tylko teoretyzowaliśmy i ściągaliśmy sprzęt i zapasy.
Makei spojrzała po pakułach ułożonych wzdłuż ścian. Musiało im się bardzo nudzić...
- Pewnie dzisiaj też by wszystko zawisło w miejscu, skoro Jackie sprowadziła znów kogoś nowego - kontynuował z lekką przyganą. Makei odniosła jednak wrażenie, że nie ma jej niczego za złe. - No, ale skoro wreszcie udało się jej skombinować plany, to już nie ma odwrotu, czy marudzenia.
- Ale oni się kłócą, zamiast...
Przerwała, widząc, jak stojąca bez słowa do tej pory Jackie pochyla się i wyjmuje z tuby spory, złożony wachlarz. Zważyła go w dłoni, po czym zamachnęła się, waląc co głośniejszych dyskutantów po głowach i twarzach.
- Ciszej, durnie - szepnęła przez zaciśnięte zęby.
Przez chwilę panowała cisza. Potem zaczęto szeptać. Jackie oparła wachlarz o ramię, by każdemu rzucał się w oczy, przypominając o zachowaniu spokoju.
- Ano, kłócą - przytaknął Darkiel tonem "I co z tego?".
Przez dłuższą chwilę on i Makei ograniczyli się tylko do obserwacji.
- Nathaniel chyba ma pomysł... – zauważyła nieśmiało.
- On zawsze ma pomysł - sarknął Darkiel w odpowiedzi, ale zerknął na Natha.
Ten żywo gestykulował, pokazując przy okazji, gdzie i dlaczego powinni biec. Zdawał się brać pod uwagę wszelkie możliwe okoliczności, bo chwila wracał do jakiegoś punktu na mapie i mówił coś w sensie: „A jeśli nadbiegną stąd…”
- Czemu tu nie moglibyśmy skręcić w lewo? – zapytała Makei po dłuższej chwili wsłuchiwania się w szepty.
Darkiel prześledził wzrokiem korytarz, o którym mówiła, a którego Nath ewidentnie chciał uniknąć. Przytaknął, jakby się zgadzał z jego oceną.
- Bo z lewej nadciągnie ochrona. Mamy niewiele broni i musimy unikać walki na tyle, na ile jest to możliwe.
- Ale tam są przecież schodki do pralni, a stamtąd łatwo się dostać na każde piętro.
Darkiel przymrużył oczy.
- Nie ma ich na planie. Może masz na myśli jakieś inne piętro?
- Nie, jestem pewna, że mówię o tym. Mieszkałam tam parę miesięcy temu. Pokojówki zawsze korzystają z tego korytarzyka, mówią, że jest wąski, ale wygodny...
- Może kiedyś był jednym z jakichś tajnych korytarzy i nie został opisany w oficjalnych planach, ale teraz spowszedniał... Hej, mógłbym coś sprawdzić? - zapytał trochę głośniej, podchodząc do stołu. - To nic pewnego, ale chyba mała wpadła na ciekawy pomysł.
Respekt zdobyty przez krążące po szkole plotki pomógł. Chłopak bez problemu dostał się do planów. Przerzucił parę kartek, a gdy w końcu udało mu się znaleźć parę korytarzy, którym rozmiary się nie zgadzały ze stanem rzeczywistym, mruknął gratulacje do Makei i wyjaśnił reszcie, o ile łatwiejsza może być ich ucieczka.

Makei uśmiechnęła się do wspomnień, zdejmując jaszczurkę z ognia. Do teraz czuła dumę. Poparła ją legenda. Z czasem, oczywiście, okazało się, że wampir podziemi jest po prostu sympatycznym, nienaturalnie bladym chłopakiem. Ale wcześniej...
- MAKEI! PADNIJ!!!
Poderwała głowę go góry. Przed nią stał Marine z wyciągniętą ręką, jakby chciał ją złapać za chabety. Teraz zamarł, zaskoczony. Makei pisnęła i spróbowała się cofnąć. Natrafiła jednak plecami na drzewo. Już się zaczęła zastanawiać, czy zdąży się za nim schować, kiedy z góry zleciała Jackie. Dziewczyna złapała się jednej z niżej położonych gałęzi i wykorzystując cały zebrany po drodze impet wyprowadziła celne kopnięcie. Nieszczęsny żołnierz wleciał zgrabnym łukiem między drzewa i zniknął w jakichś krzakach. Jackie wyślizgnęła się gałąź z rąk i gruchnęła ciężko o ziemię. Przez chwilę nie ruszała się, łapiąc oddech wyparty podczas uderzenia. W końcu podparła się mocno na rękach i usiadła.
- Nic ci nie jest? - zapytała cichym, słabym głosem, który jakoś kompletnie do niej nie pasował.
"Czy to nie powinna być moja kwestia?" - pomyślała Makei, ale pokręciła tylko głową.
Jackie odkaszlnęła lekko.
- To dobrze - szepnęła. - Bałam się, że cię trafię. Zmywajmy się stąd. Marines to zwierzątka stadne. Jak jest jeden, to zaraz...
- Tsk tsk tsk... Niedobrze...
Jackie obejrzała się w stronę głosu akurat w momencie, gdy spomiędzy krzaków błysnęły na nie światła latarek.
- Nie po twarzy... - mruknęła z irytacją, mrużąc oczy. Jej głos odzyskał swoje normalne brzmienie, co nieco uspokoiło Makei. Ale tylko nieco.
Zamrugała, widząc, że Jackie podnosi się lekko i przyklęka na jednym kolanie zasłaniając sobą Makei. Ta jednak cały czas wpatrywała się w ciemność za latarkami, usiłując kogokolwiek wypatrzeć.
- Droga panno - odezwał się ten sam irytujący głos, co wcześniej. - Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że moje rozkazy przyprowadzenia was żywymi ogranicza się tylko do niepełnoletnich? Z tego, co widzę, ty już się raczej do nich nie zaliczasz.
Jackie prychnęła z pogardą.
- Na co się patrzysz, zboczeńcu? Myślisz, że to jakiś sexshop? Pokaż się, tchórzu. Czemu się chowasz w ciemności, podczas, gdy mnie oślepiają latarki, co? Nie odpowiadasz? Ha! Wiedziałam! Marines widać staczają się na dno, skoro zatrudniają takich tchó...
- DOŚĆ!
Światło zachybotało się, jakby ktoś się przeciskał pomiędzy ludźmi trzymającymi latarki. Następnie tuż przed Jackie stanął wysoki, szczupły mężczyzna. Dziewczyna zadarła głowę.
- Nadal cię nie widzę, fajfusie - rzuciła, szczerząc zęby. - Stoisz po złej stro...
- JAK ŚMIESZ tak się odzywać od oficera marynarki?! - zawył, łapiąc ją za włosy i podnosząc do poziomu oczu. - Czy ty wiesz, kim ja jestem?!
- Idio...
- STYL PYSK! Jestem Stephen, porucznik marynarki! To tylko stopień niżej od kapitana!
- I o całe niebiosa poniżej admirała - zauważyła z kpiącym uśmieszkiem, który w świetle latarek był doskonale widoczny.
Odwinął się i rzucił nią o ziemię.
- Wystarczy, żeby złapać takie dzieciaki jak wy!!! - krzyknął z furią.
"To naprawdę jakiś idiota..." - przemknęło Jackie przez głowę. - "Żeby tylko mała nie zrobiła czegoś głupiego..."
Usiadła i otarła policzek z trawy, po czym skinęła w stronę Makei.
- Bez niej nawet byście na nas nie trafili. Wiesz, North Blue jest duże...
- Zamknij się! Zamknij się, zamknij się, zamknij się! - krzyczał, za każdym razem wymierzając jej kopniaka.
Jackie zwinęła się w kłębek. Makei chciała jakoś zareagować, ale była zbyt przerażona całą sytuacją. "TO MA BYĆ MARINE?" - pomyślała, patrząc się na porucznika. Zerknęła na pozostałych. Teraz jej wzrok zdążył się już nieco przyzwyczaić do światła. Rozpoznawała pojedyncze sylwetki. Marynarze patrzyli po sobie, ewidentnie niepewni, jak postąpić. Współczuła im, domyślając się absurdu sytuacji. Ten tam to pewnie jakiś laluś-sadysta, którego mają słuchać tylko dlatego, że jest wyższy stopniem. "Cholera!" - pomyślała z rozpaczą. - "Ja właśnie takich ludzi chcę uniknąć!" Czemu akurat ktoś taki musiał się udać za nimi w pościg?!
- Jak śmiesz się tak do mnie odzywać? Po tym, jak Cię złapałem?! - krzyknął, robiąc sobie moment przerwy.
- I tak już mi powiedziałeś, że mnie zabijesz - wycharczała Jackie. - Co mi, kurde, szkodzi ci jeszcze nawrzucać... Dureń.
- Drugą załogę uciekinierów złapaliśmy! - krzyknął, a w jego głosie zabrzmiała desperacja. - Teraz wy wpad...
- Jammie?! - Jackie zaskakująco szybko zerwała się z ziemi i rzuciła się na marine. - Co mu zrobiłeś, ty...
Nie dopadła do niego, bo uderzył ją z całej siły otwartą dłonią w twarz. Zachwiała się i oparła o drzewo. Wolną ręką rozmasowała podbródek. W jej oczach błysnęła żądza krwi.
Tym razem pozostali Marine zareagowali. Nie mogli ingerować w działania swojego dowódcy. Ale mogli przynajmniej powstrzymać dziewczynę od popełnienia samobójstwa. Dopadł do niej jeden, założył blokadę, unieruchamiając ręce. Chwilę się pomiotała, klnąc i warcząc.
- Widzisz, dziewczyno? Nic nie możesz przeciw nam zrobić!
- Błagam cię, przestań - szepnął Jackie do ucha trzymający ją marine. - On cię naprawdę zabije.
- Wiem - odszepnęła, ledwie ruszając ustami. - Ale jeszcze nie teraz. Przy okazji, szczere współczucia z powodu takiego idioty jako dowódcy.
Marine zamrugał. Nie spodziewał się takiego tekstu od więźnia...
- Twoi przyjaciele pewnie już są na statku! Dostałem meldunek, że moje oddziały już znalazły inne ognisko. Wy, dzieci, jesteście takie głupie, za każdym razem tak samo łatwo się was łapie...
Jackie nie wytrzymała i wybuchła śmiechem.
- O rany, ale z ciebie tuman, ja nie mogę... KTÓRE ognisko? - zapytała, zanim zdążył zareagować.
Spojrzał na nią lekko skonsternowany.
- Założę się, że jest ich ze dwadzieścia wokół wyspy – wyjaśniła, szczerząc się bezczelnie. - I to pewnie w miejscach, które łatwo zobaczyć z morza. Nie zapominaj, że mieli cały dzień, żeby to przygotować. – Przestała się szczerzyć. Teraz tylko patrzyła na niego z wyższością. - Myślicie o nas jak o dzieciach, to i dajecie się złapać na tak prostackie sztuczki.
Zacisnął zęby. Cały się trząsł. Jak jedynak, któremu odebrano wszystkie zabawki.
- Zaprowadzić mi ją na statek - wycedził. - Tam sobie z nią porozmawiam. W bardziej cywilizowanych warunkach. I może... - podszedł i bezceremonialnie ścisnął jedną z jej piersi. - Bez świadków. Lubię, jak się opierają - dodał z dziwnym błyskiem w oku.
Zapomniał, że nikt nie unieruchomił jej nóg.
Po chwili leżał na ziemi i trzymał się za krocze, kwicząc z bólu.
- Świnia. - Jackie splunęła w jego kierunku.
- Na statek z nią! - zapiszczał porucznik.
- A, panie Stephen... Co z tą drugą?
Jackie westchnęła lekko. Nadzieja, że zapomną o Makei była nikła, ale jednak była. No nic.
Marine zerknął w dół, a gdy się odezwał, słychać było, jak bardzo pragnie, by jego głos wrócił do normy.
- A, ona... Ją też zabrać.
bullet Napisane przez Jackie777 dnia 27 luty 2010 · Kategoria: FANFIKI NOWE ·
· 0 komentarzy · 1269 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,941,716 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony