REJESTRACJA
955 PL

954 PL

953 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Steam
Autor: Ponury dnia 18/10/19 22:11
Rozdział 959
Autor: Wielki160 dnia 18/10/19 18:08
Story Cubes 11: Szklana Pogoda -..
Autor: Szczery dnia 17/10/19 23:10
Breaking Bad
Autor: Devzan dnia 16/10/19 21:36
Spamiliada 12
Autor: Chisu dnia 16/10/19 21:25
Ostatnio widziane
Autor: Komimasa dnia 16/10/19 20:47
AnimeCon_baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
/======5======\



- Czy mogłabyś… wyjaśnić mi… co to do cholery miało być? – Robił przerwy, bo nie był pewien, jak powinien poukładać myśli. To, że to było na pokaz było jaśniejsze od słońca. Ale po co?? Nasuwało mu się tysiąc koncepcji, ale żadna nie miała większego sensu.
Jackie podniosła głowę i zawiesiła na nim ciężkie spojrzenie. Widać było, że czuje się okropnie z tym, co zrobiła przed chwilą. W końcu zamknęła na chwilę oczy, podniosła dłonie i potarła twarz. Zrobiła gest, jakby ściągała z siebie coś, otrząsnęła z tego ręce, jakby było wręcz obrzydliwe. Wreszcie wyłamała palce i przeciągnęła się, ziewając. Była już późna godzina. Niewłaściwa na kombinowanie. To, co zrobiła było szyte tak grubymi nićmi, że bała się, że nie wyjdzie. Ale widać nie ona jedna była już śpiąca.
- Nawet nie pytaj, Franzie. Marny materiał, by o nim opowiadać.

Dzieci bezpieczne. Ogniska rozpalone i podtrzymane, by nie zgasły zbyt wcześnie. Nathaniel odzyskuje siły. Adin zajmie się resztą. Skąd ona bierze na to wszystko tyle sił? Pojęcie przechodzi.
Po Jackie wciąż nie było śladu. Pewnie wciąż jest na statku. Skoro nadal tam siedzi to w wydostaniu się pewnie przydałaby się jej pomoc.
Darkiel mknął przez wyspę. Miał złe przeczucia i czuł, że nie mógłby siedzieć bezczynnie przy ognisku. Rozwijając więc prędkość, przy której ledwie udawało mu się omijać drzewa, pędził w stronę statku Marines.

Makei piła chłodną, słodką wodę podaną jej przez jednego z marynarzy. Cały czas zastanawiała się, dlaczego Jackie się na nią rzuciła. Dobrze wiedziała, że nie chodzi o tę całą zdradę, to był dobry pretekst do wszczęcia awantury, ale nic więcej. Więc co? Może wyciągnęła Makei z celi, by ułatwić jej ucieczkę? Tak, to pewnie o to chodzi. Ale przecież nie zostawi Jackie samej, mowy nie ma! Wiadomo, że Jackie sobie poradzi, takim czy innym sposobem, ale uciekanie bez Jackie byłoby zdradą samą w sobie! Najgorszą, najpodlejszą odmianą tchórzostwa! Jak Jackie w ogóle mogłaby tak pomyśleć o Makei?! To zniewaga!
Żołnierze zmieszali się, widząc, jak dziewczynce łzy napływają do oczu, a palce zaciskają się kurczowo na kubku.
- Boli cię coś? – zapytał jeden z nich, pochylając się nad nią.
Pokręciła głową, ale przygarbiła się, by nie mogli patrzeć na jej twarz. Spojrzeli po sobie.
- Dopij – powiedział drugi łagodnie. – I idziemy dalej. Nie mamy co z tobą teraz zrobić, więc o twoim losie będzie musiał zadecydować kapitan.

- Makei dostała teraz szansę – powiedziała cicho Jackie, patrząc gdzieś na podłogę przed sobą, ale spojrzeniem sięgając gdzieś daleko w przestrzeń. – Taką szansę jedną na milion.
- Szansę na co?
Atmosfera w ładowni była przytłaczająca. Franzie przyłapał się na tym, że sam nie podnosi głosu, by jej nie zakłócić.
- Na naprawienie wszystkiego.
- Czego? Tego, że was zdradziła? Masz nadzieję, że znajdzie sposób ucieczki, jak nie dla was obu, to przynajmniej dla siebie samej? I to miałaby być ta szansa? Jackie, ona wystawiła całą załogę na niebezpieczeństwo, ratowanie ci miejsca w którym plecy tracą swą szlachetną nazwę tego nie odkupi, bo wiadomo, że nie ucieknie sama, chyba tyle jeszcze…
Jackie przerwała mu kręcąc głową.
- Nie… - mruknęła niewyraźnie.

Kapitan był już mocno zmęczony. Załoga Czarnobrodego dała mu się we znaki tego popołudnia, do tego braki w pilotażu nawigatora musiał nadrabiać osobiście. Łapanie dzieci przeciągnie się najwyżej do jutra, kiedy to wraz z ludźmi przeczesze cały las na wyspie. Musieli mieć do tego czasu ustalony kurs, a wraz z najnowszymi wieściami, z powodu otaczających ich sztormów, wiele dróg zostało im odciętych.
Rany, jak on nienawidził tego morza.
A teraz jeszcze to. Jeden z żołnierzy pokrótce zrelacjonował mu przebieg wydarzeń. Bójka, brak miejsca, by ją przetrzymać, bo w końcu nie wsadzą jej do jednej celi z Franziem. W tym punkcie przynajmniej się z nimi zgadzał. Co prawda miał jeszcze kilka pomysłów na uspokojenie sytuacji, a zabicie awanturnicy było tylko jedną z opcji, ale coś mu tu nie pasowało. Widział te dziewczyny, kiedy wsadzano je na statek i nie mógł sobie wyobrazić, by osoby okazujące sobie tyle zżycia mogły się tak nagle bez niczego pokłócić. W końcu podjął decyzję podniesienia rękawicy, rzuconej sam nie wiedział przez kogo. Postanowił grać w tę grę, póki reguły nie okażą mu się niesprzyjające. Bo w końcu – dlaczego by nie?
- No i co ja mam z tobą zrobić? – zapytał, odkładając ołówek i cyrkiel.

- Chyba się nie zrozumieliśmy, Franzie – powiedziała, niespodziewanie się uśmiechając.
Czar przygniatającej atmosfery zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Franzie zamrugał z zaskoczeniem.
- Słucham?
- Wcale nie dałam jej okazji do ucieczki. To była szansa…

- Widzisz, nie mam dla ciebie miejsca, a rozkaz jasno stawia sprawę dowiezienia cię żywej i w możliwie jednym kawałku z powrotem. A na tym statku mogą przebywać tylko więźniowie, marines…
I wtedy do Makei dotarło, co tak naprawdę zrobiła Jackie. Serce jej biło jak oszalałe, gdy podniosła wzrok na kapitana. W tej samej chwili do niego również dotarło, co się właśnie stało. Wyczytał to w jasnych, błyszczących oczach dziewczyny. Ona nie chciała wrócić do tamtego miejsca. Ale nie chciała też uciekać.
Ona chciała zostać.

- …na spełnienie marzeń.
Franzie osłupiał.
- Jakich znowu marzeń?!

- Więc… chcesz zostać Marine? – zapytał kapitan powoli, patrząc na nią z niedowierzaniem.
- Tak, proszę pana! – potwierdziła mocnym, stanowczym głosem, prężąc się na baczność.
Odezwała się pierwszy raz od wejścia do pokoju, ale kapitan miał wrażenie, jakby byli już po dłuższej dyspucie.
- Dlaczego niby taki pirat jak ty miałby chcieć zostać Marine?! – odezwał się piskliwie histerycznym głosem Stephen. Kapitan niemal zapomniał o jego obecności w pokoju.
- Łapiecie złych ludzi, prawda? – Wzrok dziewczyny wciąż był wbity w główno dowodzącego. – No to ja zawsze marzyłam, by wpakować paru drani za takie kratki, zza których prędko nie wychyną nosa.
- Ka-Kapitanie, ja protestuję! – zapiał Stephen, mimo, że kapitan jeszcze nic nie powiedział. – Ta dziewczyna zdradziła już swoich towarzyszy, kto powiedział, że nie zdradzi i nas!
- Parę lat spędziłam na statku imając się najróżniejszych prac, odebrałam pełne wykształcenie pod kątem nawigacji, pilotażu i sternictwa, geografia szczegółowa świata miała wejść dopiero w przyszłym roku, ale wierzę, że prędzej nadrobię ją pod bystrzejszym okiem bardziej wykwalifikowanej kadry, jaka jest dostępna wyłącznie w ośrodkach szkoleniowych marynarki! Panie kapitanie! - sama nie zauważyła, kiedy podniosła głos, ale w tej chwili mało ją to obchodziło. Musiała skorzystać z tej szansy choćby nie wiadomo ile by ją to kosztowało. - Mnie naprawdę bardzo na tym zależy!
Nie wiedziała, w jaki sposób udało jej się to wszystko powiedzieć bez zająknięcia, ale teraz, gdy wpatrywała się w dowódcę z przejęciem była pewna, że posunie się do wszystkiego, by nie wyjść z tego pokoju nie mając przydzielonej marynarskiej koi.
I nagle zobaczyła w jego oczach figlarny błysk.
- Powiadasz, że znasz się na pilotażu?

- To dlaczego chciała? - zapytał Franzie.
- Jej stary był straszną świnią. Pił, bił ją i wykorzystywał seksualnie, ilekroć nawinęła mu się pod rękę - powiedziała Jackie, siadając na zydlu. Oparła się o ścianę. - Chciała stać się marine, żeby łapać takich drani.

- Kapitanie, to jeszcze o niczym nie świadczy, ja protestuję…!
- Niech ktoś go stąd zabierze i odprowadzi do jego kajuty. Makei? Tak się nazywasz?
Pokiwała z entuzjazmem głową.
- Jutro dostaniesz przysługujący ci mundur pomywacza i dostaniesz od wachtowego pełen zakres swoich obowiązków.
Nie mógł powstrzymać uśmiechu na widok jej podniecenia i radości. Widział, jak dziewczyna kipi z uciechy i ledwie się powstrzymuje, by dać jej upust.
- Niech ktoś jej pokaże jej koję – powiedział podchodząc z powrotem do biurka. - Acha, Makei? – zatrzymał ją tuż przed wyjściem, wpatrzony w mapy.
Dziewczyna odwróciła się i spojrzała na niego wyczekująco. Jak na nastolatkę wykazywała zaskakującą rozwagę i ciszę. Tylko rozradowane ogniki tańczące w jej oczach zdradzały jej prawdziwy stan.
- Skoro chciałaś zostać Marine, dlaczego uciekłaś z pozostałymi? Przecież stamtąd byłoby ci nawet łatwiej.
- Kapitanie. – Przekrzywiła nieco głowę i spojrzała na niego jakby zawiódł pokładane w nim oczekiwania względem inteligencji. Nawet nieco się speszył. – Miałabym zostać Marine tylko dlatego, że ktoś mi tak mówi? Chciałam podjąć tę decyzję jako wolny, niczym nie skrępowany człowiek, a nie jako wychowanek… stamtąd. – Pogarda zawarta w ostatnim słowie zdawała się wyrażać wszystkie jej uczucia dotyczące dziecięcego ośrodka poprawczego.
Uśmiechnął się lekko. Mimo wszystko podobała mu się taka odpowiedź. Skinął jej głową i wrócił wzrokiem do map, kiedy Makei z towarzyszącym jej Marine wyszli z pokoju. Przez papiery szło kilka różnokolorowych linii, które dziewczyna nakreślała w przerażającym tempie. Już kiedy widział ją w akcji wiedział, że nie będzie ich musiał sprawdzać. Wszystkie były idealnie bezbłędne. Do niego należało tylko wybranie, którą trasą popłyną jutro.

- A nie mogła się odłączyć od was później? Po prostu to przed chwilą było nieco... podłe.
- Ucieczka z piratami popsułaby jej akta. Poza tym... - Odsłonięte w uśmiechu zęby Jackie błysnęły w ciemności. - Jesteśmy na statku marines. Nie mogę sobie wyobrazić lepszej okazji.
Franzie parsknął cicho.
- A teraz sza. Muszę pomyśleć.

To było chyba na East Blue. Jakieś dwa lata temu. Może trochę więcej. Pełnia lata. Powietrze sunęło leniwie, od tygodni nie starczając nawet na ruszenie statku. Załodze się jednak nie śpieszyło. Wyspa, na której się znaleźli, była obfita w dobra naturalne, a strona, od której przybili, była opuszczona. W dzień zbierali zapasy, albo byczyli się na plaży. W nocy rozpalali ognisko i dobrze się bawili. I wszyscy byli szczęśliwi. Wiedzieli, że długo już nie wytrzymają na stałym lądzie, był zbyt nudny. Ale ta chwila odpoczynku wszystkim dobrze robiła.
- Ja idę! Nie czekam na ciebie dłużej!
Jackie, wówczas nieco niższa, ciemno opalona i z dłuższymi niż teraz włosami zawiązanymi w kucyk, szła przez plażę. Kroki stawiała mocno, jakby na miałkim piachu chciała wyładować irytację.
- Nie no, czekaj! Ja też chcę iść! - z jednego z prowizorycznych szałasów ustawionych wzdłuż plaży wyskoczył mężczyzna. Nie mógł mieć więcej jak trzydzieści lat, a na pierwszy rzut oka wyglądał jeszcze młodziej. Miał na sobie szorty i hawajską koszulę. Teraz kicał w miejscu, starając się uporać z niesfornym sandałem. - Chłopaki, niech no ją który złapie!
Szałasy raczej służyły do gromadzenia w nich jedzenia i drewna, ale ci, którzy chcieli się czasem zdrzemnąć w ciszy i spokoju, bez nieustannego stukotu lazy jacka nad głową, czy łopotu puszczonych wolno żagli, mogli bez problemu również z nich korzystać.
Wielu piratom nie chciało się nawet ruszyć palcem, ale paru, którzy akurat wrócili z nową dostawą drewna, widząc okazję do jakiejś rozrywki, rzucili to, co mieli w rękach (zastanawiająco często na leżących kolegów) i podbiegli do Jackie. Ta próbowała uciec, ale nie zdążyła. Próby wyrwania się też spełzły na niczym.
- Banda idiotów! - zawyła wściekle. - Puszczać mnie, durnie! On się szykuje już pół godziny! Każdemu by nerwy puściły!
- No już, Jackie-chan, daj mu jeszcze chwilę. Przecież od tygodnia cię prosił, żebyś go ze sobą zabrała - zaśmiał się jeden z piratów.
Jackie już miała zaprzeczyć, nie szczędząc przekleństw i inwektyw, kiedy nagle przybrała minę, jakby kij połknęła. Następnie zaczęła się wić, śmiać i wierzgać, gdy ktoś zaczął ją gilgotać w celu rozładowania napięcia.
- ŁAA, ratunku, zboczeńcyy!! Na pomoc, te paskudy mnie ŁASKOOOCZĄ!!! Ahahaha!! Przeestaaań!! DOBRA! POCZEKAM! Tylko mnie PUUUŚĆ!
Jackie upadła na plażę, dysząc i nie mogąc powstrzymać śmiechu.
- Carol - spojrzała spode łba na pirata. - Ja cię normalnie zamorduję.
- Jackie-chan, łaski, to były tylko łaskotki – wyszczerzył się do niej pirat.
- Jeszcze mnie protekcjonalnie będzie traktował! - krzyknęła ze śmiechem Jackie. Kiedy wstała, w ręce trzymała podniesiony z plaży drąg. Podniosła go, zamachując się. - Niech ja cię dorwę, ty szowinistyczny...
- Lecimy, Jackie!
Dziewczyna zdążyła zarejestrować przebiegającą obok niej postać w hawajskiej koszuli, nim nie poczuła szarpnięcia za nadgarstek. Puściła kij i spróbowała się nie wywrócić, dając się ciągnąć i zmuszając nogi do biegu.
- Kapitanie! - krzyknął mężczyzna przez ramię. - Lecę z córą pozwiedzać!
- Żaden problem! - odkrzyknął drobny blondyn, nazwany wcześniej Carol. Pomachał im na pożegnanie, siadając na plaży. - Kupcie jakiegoś mięsa, jeśli znowu traficie na tamtą wioskę!
Odmachali mu, po czym wskoczyli razem w las.
Ojciec może i długo się zbierał, ale jak już ruszył, to parł do przodu z zaskakującą prędkością. Jackie niejednokrotnie zostawała z tyłu, a potem znajdowała go zbierającego grzyby pod pretekstem czekania na taką ślamazarę jak ona. Pokłócili się parokrotnie, za każdym razem w żartach. Lubiła z nim rozmawiać. W zgryźliwości i czarnym humorze nie miał sobie równych. Czasem zastanawiała się, czy te cechy charakteru nie zaważyły na tym, że Carol przyjął go do załogi. Bo prócz nich nie widziała w swoim rodzicielu niczego niezwykłego.
Gdy wyszli z lasu miał zdjętą koszulę, w którą naładował mnóstwo grzybów. Nie rozumiała tego. Ona dużo częściej chodziła po okolicy, a nigdy nie znalazła niczego jadalnego. Z tego, co on zebrał, można by zrobić obiad dla całej załogi. Poczuła dziabnięcie zazdrości.
- Chyba coś się tam dzieje - mruknął, nie zwracając uwagi na jej skupiony na grzybach wzrok.
Zerknęła w stronę wioski. Faktycznie. W porcie stał statek z dziwnym Jolly Rogerem, a odgłosy walki z samej wsi dochodziły nawet do ich uszu.
"Jacyś wariaci przyszli wyzwać Arlonga?" - pomyślała zaskoczona Jackie.
Oczywiście, wiedzieli, że załoga ryboluda ma tu swoją bazę wypadową. Dlatego do wyspy dobili późna nocą, gdy przesłonięty chmurami księżyc nie miał szans zdradzić ich położenia i skrzętnie ukryli statek. Zdawali sobie sprawę, że nie mają szans w ewentualnym starciu i jedyne, na co mogą liczyć, to szczęście i nadzieja, że ich nikt nie znajdzie. Brak pomyślnych wiatrów przetrzymał ich tu jednak dużo dłużej, niż planowali.
- Pójdziemy zobaczyć? - usłyszała wesoły głos ojca.
Spojrzała na niego jak na wariata. On jednak już odłożył grzyby i nakładał koszulę z powrotem na grzbiet.
- No chodź! - zachęcił ją. - Zobaczymy tylko, jak im idzie!
Jakoś nigdy nie potrafiła być asertywną wobec niego. Westchnęła i puściła się za nim biegiem.
- Arlong Park to chyba gdzieś tutaj, nie...? - mruknął niedługo później, gdy szli opustoszonymi ulicami.
Przytaknęła. Śmiesznie wyglądający budynek dość mocno rzucał się jej w oczy, gdy wędrowała po wyspie.
Szli teraz wzdłuż długiego, białego muru. Gdy zbliżyli się do zakrętu, poczuła, jak ojciec popycha ją do tyłu.
- Co do... - zaczęła, gdy już się cofnęła parę kroków.
On tymczasem przytulił się plecami do ściany i wyjrzał ostrożnie, po czym ją zachęcił do zrobienia tego samego. Zobaczyła sporą grupę ludzi zebranych przy bramie i wpatrzonych w coś na posesji.
Zza muru dobiegł ich śmiech. Był zimny i okrutny. Jackie przeszedł dreszcz, gdy go usłyszała. Wspięła się po niemal gładkiej ścianie, po czym zajrzała na drugą stronę.
Zobaczyła pobojowisko. Ryboludy porozwalane wokół, budynek Arlong Parku podniszczony, spore wyrwy w ziemi. Ale jej uwaga skupiła się na czarnowłosym chłopaku noszącym słomkowy kapelusz, czerwoną kamizelkę, zabawne krótkie spodenki i klapki. Był niewiele młodszy od niej. Stał naprzeciw ryboluda, który bez problemu mógł go wgnieść w ziemię jednym ciosem. Ale nie bał się. Widać to było po nim - w jego oczach, postawie. Biła od niego taka pewność siebie, jakby nie brał w ogóle pod uwagę możliwości przegranej. Jackie nie mogła oderwać od niego wzroku. Czuła, że ojciec wspiął się i wisi teraz obok niej, ale nie była pewna, jak długo już to trwa.
I nagle dotarło do niej, że chłopak krzyczy na Arlonga. On naprawdę to robił. Podniósł głos i bez obaw mówił to, co chciał.
Jackie słyszała o takich piratach. Podobno Gold Roger też taki był. Prawdziwie wolni.
Do tego trzeba ogromnej siły. Bo wolność zawsze trzeba sobie wywalczyć.
- Nie umiem gotować! - krzyknął chłopak.
"Nie musisz." – przez głowę Jackie przemknęła rozbawiona myśl.
- Nie umiem kłamać!
"Zabawny koleś."
- Wiem, że jeśli nie będzie innych przy mnie, to nie przeżyję!
Jackie przez chwilę przestała oddychać. Tak po prostu się do tego przyznaje?!
Znowu po placu rozniósł się zimny śmiech Arlonga.
- To co możesz zrobić?! - krzyknął rybolud z pogardą.
- Sprać ci tyłek - odparł bez wahania chłopak.
- Już po nim. - Jackie usłyszała z boku głos ojca.
Przytaknęła ostrożnie. Ale nie była pewna, czy myślą o tym samym. Osobiście zastanawiała się, czy długi nos ryboluda będzie wysoko wystawał z płytkiego grobu, jaki mu usypią mieszkańcy wyspy.
Do załogi wrócili dopiero późnym wieczorem. Przynieśli sporo dobra z uczty, jaką urządzili wyspiarze. Grzyby zostały pod lasem.
- CO ZROBIŁ?!
- Pokonał Arlonga - powtórzył cierpliwie ojciec. - Nie wiem, co to za gnojek, ale lepiej nie wchodźmy mu w drogę.
Carol przytaknął.
- Przenieśliśmy już większość zapasów na statek. Kouko twierdzi, że jutro wreszcie zadmie od strony wyspy.
- Czy to pewne?
- Musi być - parsknął kapitan. - Przecież jest nawigatorem.
Jackie siedziała w pewnym oddaleniu od nich. Unikanie każdego, kto jest potencjalnie silniejszy wydawało się jej kiedyś rozsądne. W końcu są niewielką, słabą załogą.
Teraz wydało się jej tchórzostwem. W pełni wytłumaczalnym, ale jednak...
Podczas zabawy, urządzonej z radości po pokonaniu ryboludów, usłyszała przypadkiem, dlaczego chłopak (Luffy, tak się chyba nazywał) w ogóle wszczął tą całą rozróbę. Bo chciał ratować przyjaciółkę. Dla jednej osoby ze swojej załogi zrobił tyle zamieszania i wgniótł w ziemię (dosłownie) ryboluda, którego bezpośrednim zwierzchnikiem był jeden z Shichibukai.
Jackie zastanowiła się, czy Carol zrobiłby to samo. Odpowiedź jednak szybko przyszła sama. Nie. Przedłożyłby dobro załogi nad tę jedną osobę i popłynął dalej.
Jackie nie chciała być takim piratem.
Spojrzała na swoje drobne ręce. Czy kiedyś znajdzie się w nich tyle siły, by mogła obronić swoich przyjaciół, gdy zajdzie taka potrzeba?

Teraz też patrzyła na swoje dłonie. Opalenizna już prawie całkiem zeszła. Zacisnęła je w pięści. Są silniejsze. Wiedziała, że tak jest. Jeszcze będą tak ciemne jak kiedyś. Jeszcze będzie się śmiać tak jak kiedyś - głośno, otwarcie, bez obaw, że ktoś może na nią dziwnie spojrzeć. I nie tylko ona! Niech ją demony porwą, jeśli da kogoś z uciekinierów odesłać z powrotem! Będą razem płynąć przez świat! Razem się będą bawić. Do upadłego. A ich śmiech będzie się niósł daleko po wodzie. I razem się opalą! Nawet Darkiel. Znajdzie sposób, by mógł znów patrzeć na słońce. Wszystko da się zrobić, jeżeli teraz uciekną! Ale najpierw trzeba zrobić pierwszy krok - sama się musi wydostać. Rozejrzała się po celi. Klucze za daleko, by do nich sięgnąć, kraty kamienne, więc Franzie jej nie pomoże, ich szczeble za blisko, żeby się przecisnąć. Ale znajdzie sposób. I siłę na jego wykonanie.
Luffy by znalazł, prawda? Luffy?
bullet Napisane przez Jackie777 dnia 27 luty 2010 · Kategoria: FANFIKI NOWE ·
· 0 komentarzy · 1184 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,941,841 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony