REJESTRACJA
955 PL

954 PL

953 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Steam
Autor: Ponury dnia 18/10/19 22:11
Rozdział 959
Autor: Wielki160 dnia 18/10/19 18:08
Story Cubes 11: Szklana Pogoda -..
Autor: Szczery dnia 17/10/19 23:10
Breaking Bad
Autor: Devzan dnia 16/10/19 21:36
Spamiliada 12
Autor: Chisu dnia 16/10/19 21:25
Ostatnio widziane
Autor: Komimasa dnia 16/10/19 20:47
AnimeCon_baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
W poprzednim rozdziale:

Senuke bez trudu rozprawia się ze swym przeciwnikiem. Od cierpiącego starca wyciąga informacje kto prawdopodobnie chciał się jej pozbyć. Wraz z Halisem opuszcza bar Shokki, który niemal po chwili staje w płomieniach. W tym czasie Kida odwiedza bogaty sąsiad yugozwe, proponuje mu współpracę w handlu narkotykami. Zostawia mu dwie prostytutki, by uściślić przyjacielskie więzi. Niebawem stawia się u Eustassa Senuke, i morduje jego oblubienice, po czym zastrasza go i przejmuje jego willę.
Zwiadowca ryboludów, Suiko, informuje o przepływających nieopodal nich marynarskich statkach. Co ciekawe, ich kapitan nie jest obcy Rayowi, który prawdopodobnie ma do niego wielki uraz. Ray, nakazuje atak. Po niedługim czasie ryboludy atakują marines. Ci dzielnie się bronia, ale okazują się nie mieć szans z ryboludami. Pewien młodzieniec zastawia pułapkę, której ofiarą pada dwóch ryboludów oraz Shimilla. Wicekapitan załogi Ray’a. Zostaje poważnie ranna, z płomieni ratuje rekin młot, Bora. Okazuje się też, iż ci marines wieźli kilku niewolników w tym morskiego brata, ryboluda. Ray natychmiast rozpoznaje Arlonga i przypomina sobie ich pierwsze spotkanie. To jednak nie koniec. Jednym z więźniów okazuje się być też piękna kobieta, Boa Hancock, która prawdopodobnie w przeszłości uratowała z niewoli Arlonga.
Na Shoubai dochodzi do konfrontacji. Natis i Killer eksterminują wszystkich ludzi wrogiego ganku narkotykowego i przejmują towar. Ten fakt nie umyka uwadze głównym interesantom tego przedsięwzięcia. W nocy doflamingo dostaj informacje o prawie tonowej stracie towaru. Doflamingo decyduje się sam ukarać zarozumialców i udać się na Shoubai.

W Kwaterze Głównej przygotowywano się do bardzo ważnego posiedzenia. Już wkrótce miało odbyć się spotkanie nowych Shichibukai. Większość już była na miejscu i zajadała się pysznościami przygotowanymi specjalnie z okazji ich przybycia. Brakowało już tylko jednego członka.
- Admirale Floty Sengoku… – do sali wleciał jego podwładny. Melduję, - z wrażenia z trudem mógł złapać oddech -...że... - tu zrobił pauzę. Musiał wziąć oddech - ...Shichibukai, Monkey D. Luffy, przybył na miejsce!!!

Ostatnie Starcie. Cz. 20! - Nowi Shichibukai!

Witamy szanownego pana! – kilkudziesięciu marines skłoniło się do pasa witając wchodzącego do Kwatery Głównej Monkey D. Luffy’ego i jego kamratów.
- Widzicie?! Kochają mnie! Jestem Usopp-sama, pokłońcie się przed moją potęgą! – machał do wszystkich rękami i wysyłał dziewczynom całusy.
- Panie Usopp, tu raczej chodzi o kapitana Luffy’ego – uśmiechnęła się pani archeolog.
- Robin, nie boisz się, że cię złapią? – Nami jako jedyna zachowała trzeźwość umysłu. Wiedziała, że Robin od dawna była ich celem. Teraz wchodzili niemal w paszczę lwa. Niepokoiła się o koleżankę.
- Z taką obstawą? - uśmiechnęła się do niej.
- Masz rację – Spojrzała na całą załogę słomianego Kapelusza i po chwili opuściły ją wszelkie troski.
- Kim jestem?! Głośniej, nie słyszę! – Usopp nawoływał tłum marines.
- Hehe. Całkiem miło Dober! – Luffy klepnął Wice kapitana w plecy. Widocznie szybko się zaklimatyzował.
- Niezłe powitanie – Sanji czegoś takiego się nie spodziewał. – Ty to teraz jesteś szycha - dodał pod nosem. - Jak wyrwiesz jakąś ładną panią marines, albo Shichibukai to podaj mi do niej numer den den mushi – szturchnął go lekko łokciem.
- Spoko!
- Kto by pomyślał, że tak cię powitają, no no – Franky gwizdał idąc wraz z całą kampanią.
Wśród marines ich witających, było też nie mało kobiet, które czerwieniły się i spuszczały zmieszane wzrok. Oczywiście ubiór Franky’ego niezaprzeczalnie miał z tym coś wspólnego. Pal sześć jego koszulę ala szef podziemia, ale facet w samych gaciach budził wśród nich co najmniej krępację. Ale nie tylko kobietom nie odpowiadał jego strój. Mężczyźni, zwłaszcza ci wyżsi stopniem, także nie byli radzi, że do takiego miejsca wchodzi się ubranym, jak, no właśnie, nie bardzo można było znaleźć odpowiednie porównanie.
- Co on, w gaciach do Kwatery Głównej? – z lewej strony orszaku margines rozpoczęły się szepty.
- Jak o się nie wstydzi, to czysta zniewaga.
Szepty zaczęły się nasilać, toteż jeden z kapitanów towarzyszących kampanii piratów, delikatnie zasugerował Luffy’emu, a by ten szepnął słowo koledze.
- Franky paraduje w gaciach? On tak zawsze – uśmiechnął się szeroko i szedł dalej.
Brook natomiast podszedł do jednej kobiety stojącej w szeregu.
- Najmocniej panią przepraszam, ale czy byłaby pani tak miła i pokazała mi swoje majtki?
Reakcja była natychmiastowa, potężny cios strzelbą w jednej chwili sprowadził kościotrupa do parteru. Aż wszystko na chwilę ucichło.
- Haha – śmiał się głośno kapitan – chyba żadna ci tych majtek nie pokaże! – wyciągnął rękę do towarzysza i pomógł mu wstać.
Doberman znów interweniował, tym razem zwrócił się do całej załogi.
- Przepraszam, ale czy moglibyście się jakoś zachowywać? – tracił już nad sobą panowanie.
Cholera, czemu nie mógł przyjść sam! Warunki nam będzie stawiał! No i co ten Garp sobie myśli?!
Luffy’emu nawet przez myśl nie przeszło, że organizatorem całego tego „przedstawienia”, był oczywiście jego dziadek, Garp. Ten bardzo chciał uświetnić ten moment i to właśnie on zaaranżował tylu ludzi i całe to widowisko. Admirał Floty nawet nie miał o tym pojęcia.
- Co to za jakieś wrzaski i śmiechy?! - Sengoku siedząc już w sali z innymi Shichibukai zaczął się denerwować. – Tsuru! – spojrzał z pode łba na starszą kobietę.
- Słucham?
- Co to z cyrk? Tak mnie strzyka w kościach, że ma to związek z Garpem.
Wzruszyła ramionami.
- I tak już za późno – na jej twarzy zagościł grymas. - W istocie, chciał, by to była tajemnica, bo byś się nie zgodził.
- Co?!
Słomiani już docierali do miejsca, gdzie miała się odbyć narada. Jak można było się spodziewać, tylko Luffy został zaproszony dalej. Reszta została godnie przyjęta i musiała na niego zaczekać.
Słomiany Kapelusz w towarzystwie Dobermana, właśnie zmierzał do drzwi, gdy zobaczył stojącą obok nich znajomą postać.
- Wnusiu! – rozsunął opiekuńczo ręce.
- O, cześć dziadek.
Silny cios w jednej chwili zdmuchnął chłopaka prosto pod drzwi, którymi wszedł do tego korytarzu.
- To tyle dziadka nie widziałeś, i mówisz „ o, cześć”?!
- Ajaj – powoli podniósł się z ziemi.
Doberman nie śmiał się odzywać.
- No, chodź wnusiu! – radośnie się uśmiechnął, łza spłynęła mu z oka. Jestem taki szczę…
- …Bazooka!
Potężny cios wyrzucił Wice kapitana w powietrze. W jednej chwili rozległ się odgłos roztrzaskanych drzwi, a do sali zebrań wleciał Garp.
- Garp!!! – podniósł się Sengoku.
- Hehe – zaczął ocierać rękę za głową. On, wielki bohater marynarki, wylądował na podłodze wprost przed wszystkimi Shichibukai, sytuacja więc była dość zawstydzająca.
W drzwiach, a raczej w miejscu, gdzie przed chwilą się one znajdowały, stanął Luffy.
Kilku Shichibukai rozdziawiło szeroko usta. Enel wytrzeszczył oczy, szczęka opadła mu do ziemi.
- ON?! – krzyk nieopisanego zdziwienia rozniósł się po sali.
- EE?! – Luffy nie pozostał dłużny. - Enel?! Co ty tu robisz?! – zmarszczył brwi.
- To ja chciałem o to zapytać!
- TY?! – wykrzyknął Don Achino.
- Wróciłeś by teraz tu namieszać, tak? – Luffy zagryzł wargi i rzucił mu spojrzenie z pode łba.
- Nie olewać mnie! – Achino od razu się zagotował ze wściekłości. Jego siedzenie zaraz potem stanęło w płomieniach.
Enel machnął błyskawicą w Luffy’ego, ale Bartholew Kuma natychmiast ją odbił. Potężne wyładowanie roztrzaskało ścianę tuż za plecami Dona. Temu spłynęła kropla potu. Na sali momentalnie zrobiła się cisza, choć Enel nadal zaciskał zęby a w kącikach jego oczu wyraźnie było widać błysk nienawiści. To samo Achino, wszak Słomiany był winien zniszczenia jego bezcennej kolekcji. Teraz mogli jedynie przełknąć nienawiść i zacisnąć pięści.
- Proszę się uspokoić – osobnik niedźwiedziej postury zabrał głos. – Zapraszam Monkey D. Luffy – to mówiąc, wskazał miejsce gdzie chłopak ma usiąść.
- Hahaha –Garp zbierał się z podłogi głośno się przy tym śmiejąc. – Moja krew – aż się napiął z wypełniającej go dumy. – Jak im wszystkim nakopał, to co to są za Shichibukai. Hahaha.
Po chwili wróciła na salę przedstawicielka płci pięknej, która skorzystała z chwili przerwy i udała się do toalety.
- Luffy! – rzuciła się na niego dziewczyna około dziewiętnastu lat, z długimi, prostymi włosami lśniącymi niczym złoto. Zupełnie się nie kontrolowała, więc po chwili, oboje, wylądowali razem na podłodze.
- E, co jest? Nie znam cię – chłopak zdawał się nic nie rozumieć.
- To naprawdę ty! Jestem Lavia! Ojej! Jak ja chciałam cię poznać! – w kącikach jej oczu migotały ogniki nieopisanego szczęścia. Właściwie cała jej buzia radowała się na jego widok.
- Wszystko fajnie, ale kim jesteś? – Podniósł się trochę pozwalając, by dziewczyna z niego zeszła - Nigdy cię wcześniej nie widziałem – skonsternował się.
- Jestem twoją największą fanką wśród fanek! Pójdź w me ramiona! – przytuliła go mocno do siebie. Była bardzo urodziwa.
- Fiu Fiu – zagwizdał Garp – może jednak opłaca się być piratem.
W tym momencie przewiercił go wzrokiem Sengoku.
- No dobrze, dobrze. Już sobie idę – posmutniał i powoli opuścił salę.
- Przepraszam, – podszedł do Luffy’ego i dziewczyny jeden z marines – ale czy możemy prosić? – wskazał miejsca przy stole.
- A… Tak! – zmieszała się i niemal wskoczyła na swoje miejsce.
Przy wielkim stole siedziało już pięcioro Shichibukai, Sengoku, oraz kilku jego podwładnych, w tym Tsuru. Oprócz wymienionej już czwórki i nadal utrzymującego ten status Czarnobrodego, zaproszone zostały jeszcze dwie osoby, przez które nie jednej nocy Sengoku nie mógł zmrużyć oka.
Był to wysoki, potężnej postury mężczyzna około czterdziestki, z bujną brodą rozchodzącą się na boki. Krótko ostrzyżony, czarne włosy. Zwał się Kell, erotoman jakich mało. Zanim nie został uznany za sojusznika Marynarki, nagroda za niego wynosiła dwieście trzydzieści milionów beli. Nie on jednak był tu postrachem. Kartą atutową nowo odrestaurowanej grupy była owa młoda dziewczyna, niepoprawna fanka Słomianego Kapelusza. To właśnie ona była powodem bezsennych nocy Admirała Floty. Zwłaszcza jej ostatni wybryk, jakim było podszywanie się pod wysokiego rangą marines, co zaowocowało licznymi skandalami, zniechęceniem do Marynarki prawie całego North Blue i wielo milionowymi stratami.
Za chwilę miała rozpocząć się narada. Admirał Floty dobrze wiedział, że wśród tej grupy są antagonizmy, obawiał się, że to może zaszkodzić grupie. Z drugiej jednak strony gdyby połączyć w jedną siłę uderzeniową samych przeciwników Luffy’ego, to kto wie jak wielce pozytywny mógłby być tego efekt. Wróg jednak był potężny. Wiedział, że zebrana tu grupa nie jest tak silna jak ich poprzednicy. Niemniej, wszelki sojusznik był w tym momencie na wagę złota. Niepokoiła go też sytuacja z Czerwonowłosym Shanksem. Oczywiście nie podano tego jeszcze do publicznej wiadomości. Póki co stanowi, to skrzętnie skrywaną tajemnicą, o której wiedzą tylko najważniejsze jednostki wśród marines. Oczywiście, ze względów bezpieczeństwa, postarał się, by Garp się o tym nie dowiedział.
Tak czy inaczej, Shanks nie należał do awanturników, więc mimo wszystko większy problem stanowiła teraz grupa Midoriou. Idąc tym tokiem myślenia ujął za priorytet jej wyeliminowanie. Cisza, trwała już zdecydowanie za długo, Admirał Floty w końcu zdecydował się zabrać głos.
- Witam was bardzo serdecznie. Od teraz każdemu z was, oficjalnie zostaje nadany tytuł Shichibuaki. Waszym zadaniem jest rozprawić się z grupą o nazwie Midoriou. – W tym momencie kilku marines wniosło listy gończe członków owej grupy. – Póki co, zdołaliśmy unicestwić jednego z nich, Krysa. Nie muszę więc chyba tłumaczyć, iż problem jest nadal aktualny.
Wszyscy w skupieniu słuchali, co mówi Admirał Floty. Oprócz Luffy’ego, który w tym czasie oczyszczał sobie drogi oddechowe. Dziwnym trafem, wystrzeliwując swoje małe „wykopaliska”, trawił zupełnie niechcący Enela, siedzącego po przeciwnej stronie. Temu natychmiast wyskoczyły żyły na czole. Luffy tylko się uśmiechnął i odparł „Sorka”. To jeszcze bardziej go podburzyło. Sengoku kontynuował. Pan piorunów wiedział, że nie powinien zachowywać się nieelegancko, ale miał to co najmniej w nosie i pod stołem wymierzył mu kopniaka.
- Wielu z nich posiada moc diabelskiego owocu. Niepokojącym jest także fakt istnienia tajemniczego chłopca, który-
W tym momencie wystrzeliła pieść zmiatając „oponenta” Luffy’ego pod samą ścianę. To odebrało mowę wszystkim zgromadzonym. Nawet Sengoku zaniemówił.
- Chcesz się bić?! – Z oczu Enela biła wściekłość. Już wcześniej spróbował mu przyłożyć i wcale nie potrzebował do tego pretekstu. Gdyby nie okoliczności, na pewno by się nie powstrzymał.
- Tyś pierwszy mnie kopnął – odpyskował mu, ale w jemu podobny, wyluzowany sposób.
- Bezczelnie wystrzeliłeś we mnie gluta!
W tej chwili na sali nastąpiło poruszenie, a zaraz potem śmiech. Nie mogli się opanować, tylko Sengoku wyraźnie nie bawiła ta sytuacja.
- Przepraszam – podniósł się Kell – Czy – ledwo powstrzymał śmiech i udało mu się zachować poważny wyraz twarzy – Czy dzieci mogą odejść od stołu?
To jeszcze bardziej rozwścieczyło Enela ale nie był na tyle głupim, by dać się sprowokować. Usiadł na swoim miejscu. Nie okazał jednak pokory, był zbyt dumny na to. W myślach przyrzekał sobie, że jeśli Słomiany będzie jego towarzyszem na misji, to pomoże przeciwnikowi i go zabije. Admirał Floty chrząknął i wrócił do swej mowy.
- Dzięki pozyskanym informacjom, wiemy, że jeden z nich Doflamingo, będzie się znajdował na Shoubai. O szczegóły poproszę wiceadmirała Thora.
- Tak jest! - ukłonił się wszystkim wysoki, rosły w barach mężczyzna i chrząknął – Jestem Thor. To ja odpowiadam za porządek na tej wyspie. Dodatkowo sprawuję pieczę na północną dzielnicą, jednej z sześciu w tej olbrzymiej metropolii. Obszar niestety jest zbyt ogromny, więc nie jesteśmy w stanie całkowicie go kontrolować. Niemniej, robimy wszystko co w naszej mocy, by ludzie żyjący tam czuli się bezpiecznie. Choć przyznam, że to nie jest łatwe. Musicie wiedzieć, że-
Sengoku już nie wytrzymał. Głośno odchrząknął. Dobrze znał wiceadmirała a tym bardziej jego naturę i chęć opowiadania o swojej pracy oraz, oczywiście o swych dokonaniach. A bynajmniej nie to było tematem tego zebrania.
- A tak przepraszam – zmieszał się rosły mężczyzna – Tak więc, dostaliśmy informacje, że jeden z poprzednich Shichibukai, Doflamingo, prawdopodobnie tam zmierza, gdyż rozbito jego konwój Tanku, który jest bardzo opłacalnym narkotykiem. Ten człowiek ma tam bardzo mocne wpływy, zwłaszcza we wschodniej dzielnicy. To niestety nie wszystko. – zmarszczył czoło i spuścił głowę – Dziś rano, otrzymałem informacje o zniknięciu kapitana Tysalwira i kilkunastu jego ludzi. Nie wiemy ani gdzie są, ani co się z nimi stało, ale prawdopodobnie nie żyją. – zdjął swą marynarską czapkę i spojrzał na nią tępym wzrokiem. Był smutny. Westchnął – Trzeba wam wiedzieć, że był on jednym z najpotężniejszych stacjonujących tam ludzi. Obawiam się, że ja i moi ludzie dłużej nie utrzymamy tam porządku – znów spuścił wzrok.
Jego postawa jasno pokazywała, że zależy mu na mieszkańcach i zapewnieniu im bezpieczeństwa. Niewielu jest takich marines. Usiadł.
- Nie poddawaj się! – Luffy podniósł się jak oparzony. Salę zamurowało. – Nie jest powiedziane, że twój przyjaciel nie żyje! Musisz wierzyć! – minę miał poważną, jego oczy w skupieniu obserwowały chwiejącą się posturę Thora.
- M-Myślisz? – spłynęła mu łza z oka.
- Na pewno! – uśmiechnął się do niego serdecznie szczerząc całe uzębienie. – Nie martw się! Ja i moja załoga popłyniemy na tę całą wyspę i nakopiemy tym padalcom! – wyciągnął do niego rękę.
- Dziękuję! – uścisnął jego prawicę.
Lavia rozpromieniała. Słomiany Kapelusz już od pierwszej chwili okazał się dokładnie takim, jak go sobie wyobrażała. Sengoku jeszcze dłuższą chwilę tkwił w milczeniu. Luffy burzył wszelkie standardy, granice, normy społeczne i wszystko co się dało. Nie powinien tak wyskoczyć. Wydzierać się na w trakcie oficjalnego spotkania. Sam podejmować decyzji. Tym razem jednak darował sobie pouczenie tym bardziej, że decyzja chłopaka była mu bardzo na rękę.
- Dobra, to płyniemy na to Shoubai! – zeskoczył z krzesełka i pociągnął za sobą Thora.
- Zaczekaj! – skoczyła do niego rozentuzjazmowana dziewczyna. Ona też wydawała się „nie znać pewnych granic”.
- Chwilę! – oburzył się Sengoku. Nie mógł pozwolić im na taką samowolkę, a zwłaszcza jej. Marynarka wiązała bowiem z nią konkretne plany – jeszcze nie skończyliśmy!
Luffy już jednak tego nie słyszał. Pędem gnał przez korytarz. Wprawdzie miał jeszcze żywe w pamięci pouczenia Nami, o tym jak ma nie przynieść wstydu, ale i tak nie mógł już tam wysiedzieć. Lavia pewnie by mu towarzyszyła gdyby nie to, że zatrzymał ją sam głównodowodzący.
- Ty musisz zaczekać, masz misję – przeszył ją swym spojrzeniem. Jesteś Shichibukai i musisz postępować wedle naszych instrukcji.
- No dobrze! – naburmuszona obróciła się na pięcie i wróciła na swoje miejsce.
Sengoku westchnął i poprosił by resztę przedstawiła pani strateg.
- Słuchajcie. Wróg jest liczny więc nie możemy wysłać tam wszystkich. Najpierw chciałabym się dowiedzieć czy ktoś z was również chce się tam udać.
- Ja! - Enel natychmiast podniósł się ze swego miejsca. Wprawdzie Marshall również chciał się tam płynąć, ale niewątpliwie Enel go wyprzedził.
Kobieta złożyła ręce i oparła na nich swą głowę.
- Dlaczego chce pan się tam udać?
To chyba oczywiste, żeby pomóc wrogowi go załatwić!, już knuł w myślach podłą intrygę.
- Przecież, jak wszyscy widzieliśmy, nie nawiedzi pan Słomianego Kapelusza Luffy’ego – przewierciła go swym spojrzeniem. Czuł jakby zaraz miała odczytać wszystkie jego myśli, poznać prawdziwe intencje. Skupił się jednak i nie dał się złamać.
- Teraz stałem się Shichibukai i muszę kierować się wyższymi wartościami – mówił w bardzo przekonywujący niemal dostojny sposób. – Poza tym lubię walczyć z silnym przeciwnikiem, a skoro ten cały Doflamingo był Shichibukai, to na pewno mnie nie zawiedzie.
- Łaskawa Tsuru – podniósł się jeden z marines – Ten pan został naszym sojusznikiem, po walce ze straszliwym Akainu. Jeśli nas zdradzi, to gorzko tego pożałuje.
Enel aż przełknął ślinę na wspomnienie o morderczych umiejętnościach admirała.
- Czy to prawda? – znów go zlustrowała wzrokiem. Już pod razu wiedziała co odpowie.
- T-Tak - zmieszał się - Ale to nie ma nic do rzeczy. Nie interesuje mnie ten dzieciak w kapeluszu! – podniósł głos – Chcę wszystkim udowodnić, że potężnego Enela nie należy nie doceniać!
- W końcu powiedziałeś coś z sensem - zaszydziła z niego – Czy to są twoje prawdziwe zamiary?
- Tak! Tego właśnie chcę! Udam się tam, a moja potęga zniszczy każdego kto stanie mi na drodze!
- No dobrze, rozumiem – westchnęła Tsuru. – Ale i tak nie ma mowy. Za kogo ty mnie masz? Wyraźnie widać, że się nie lubicie. Przy pierwszej lepszej okazji przyłączysz się do przeciwnika i poniesiemy straty.
Enel wybałuszył oczy ze zdziwienia. Przejrzała mnie…!
- Ktoś inny? Może Bartholomew Kuma?
- Nie widzę problemu – wykazał aprobatę pan „Misio”.
- Bardzo dobrze. Reszta nie ma na razie przydzielone misji. Proszę być w każdej chwili gotowym by stanąć do walki. Nie wiadomo, kiedy wróg zaatakuje. To wszystko. Możecie się rozejść, proszę by została jeszcze Lavia.
Enel z niechęcią skierował się do wyjścia to samo Achino. Marshall, także był zawiedziony, chciał pomóc Luffy’emu. Szybko jednak wpadł na pomysł, że skorzysta z okazji i odwiedzi swoją boginię na Wasure. Już po chwili cieszył się, że go nie wybrano. Kell natomiast miał to wszystko w poważaniu. Zgodził się przyjąć ten status, by móc podrywać i piratki i panie marines. Brak zadania był mu więc jak najbardziej na rękę.
Po chwili wniesiono herbatę. Podwładny ukłonił się i oddalił. Sengoku poprosił by dla dobra misji, w sali pozostał tylko on, Tsuru i Lavia. Marines usłużnie opuścili miejsce spotkania.
- Jak mi nie pozwolicie płynąć wraz z Luffym na Shoubai, to nici ze współpracy! – siedziała nadal naburmuszona.
- Nie pozwolimy – niemal natychmiast zaprotestował Sengoku – Jednak będziesz mogła się z nim spotkać na Shoubai.
Dziewczynie już ze szczęścia świeciły się płomyczki w oczach.
- Lavia – przyjęła poważny ton Tsuru. – Będziesz miała niebezpieczną misję. Używając swoich zdolności, przeniesiesz się teraz na Shoubai i postarasz się, by ludzie Doflamingo cię zauważyli i przyjęli do swoich.
Dziewczyna kiwnęła głową.
- Gdy pojawi się Doflamingo, musisz się postarać, by Ci zaufał. Najlepiej powiedz, że chcesz dołączyć do Midoriou.
- Rozumiem – w jej oczach widać było zdecydowanie. Była świadoma nie tylko znaczenia misji, ale tez ryzyka, jakie ze sobą ona niosła.
- Musisz być ostrożna. Jestem prawie pewna, że Doflamingo nie będzie tam sam. Na pewno będziecie musieli zmierzyć się z trudnym przeciwnikiem. Zapewne z aż trzema Midoriou.
- Trzema…?! – oblał ją zimno pot.
- Niewykluczone – westchnęła kobieta – Nie puszczą go samego. Jeśli podejmie taką decyzję to będzie to równoznaczne z samobójstwem. Na pewno jest już świadom tego, że Marynarka wie o jego potencjalnej wizycie i że wyśle tam swoich ludzi. – sięgnęła po dostarczoną niedawno filiżankę herbaty, pociągnęła kilka drobnych łyków i odstawiła ją na miejsce. - Admirałowie zrównali by pół miasta z ziemią, więc wysyłamy właśnie was. Do tego twoje zdolności szpiegowskie i podszywania się pod inne osoby są w tym miejscu nieocenione. Jeśli udałoby ci się dołączyć do szeregów Midoriou, to na pewno wygramy.
- Rozumiem – kiwnęła delikatnie głową – mam odkryć ich kryjówkę, postaram się.
- Dobrze – Sengoku spojrzał na nią łagodnie – Uważaj na siebie.
Dziewczyna się lekko zdziwiła, nie spodziewała się tak czułego traktowania ze strony marines.
- No, liczymy na ciebie panno Lavia! – szybko się zreflektował.
- No to lecę! - zrobiła się niemal przezroczysta, a po chwili znikła.
Sengoku spuścił głowę. Wyraźnie było po nim widać, że coś go niepokoi.
- Nie martw się stary, na pewno nic jej nie będzie.
Salę wypełniła cisza. Po chwili milczenia odparł.
- Nie widziałem jej dwanaście lat – westchnął ciężko.
- Nie okazałeś żadnych uczuć, godne podziwu, po takim czasie rozłąki.
Milczał.
- Kto by pomyślał, że tak wyrośnie, wypięknieje. Jest do prawdy śliczna, – przerwała – jak jej matka…
- Tsuru... - Nie chcę by ktoś kiedykolwiek się o tym dowiedział – poczęły mu drżeć ręce - Nie chcę by stała się celem wszystkich szumowin tego świata.
- Nie martw się, już tylko ty i ja o tym wiemy. Ona przecież… – chwyciła filiżankę i znów upiła trochę jej zawartości - …wymazała swe wspomnienia.
- Masz rację…
- Jak bardzo musi cierpieć człowiek, widząc, jak jego własna córka go nie poznaje – ciężko westchnęła i spuściła wzrok. Sengoku przeszedł się kawałek stając twarzą do okna. Po policzku spłynęła mu łza...


CDN
bullet Napisane przez Komimasa dnia 12 marzec 2010 · Kategoria: FANFIKI NOWE ·
· 0 komentarzy · 1395 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,941,824 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony