REJESTRACJA
955 PL

954 PL

953 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Steam
Autor: Ponury dnia 18/10/19 22:11
Rozdział 959
Autor: Wielki160 dnia 18/10/19 18:08
Story Cubes 11: Szklana Pogoda -..
Autor: Szczery dnia 17/10/19 23:10
Breaking Bad
Autor: Devzan dnia 16/10/19 21:36
Spamiliada 12
Autor: Chisu dnia 16/10/19 21:25
Ostatnio widziane
Autor: Komimasa dnia 16/10/19 20:47
AnimeCon_baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner


71. „Odchodzę”

Na oczach Nami świat nagle przekręcił się o sto osiemdziesiąt stopni. Doskonale zdawała sobie sprawę, że to co się dzieje nie ma prawa się dziać, ale naprawdę widziała jak Sanji niedbale kopie na bok krzesło, które stało mu na drodze i jak w jego oczach tli się niczym nie skrępowana wściekłość. Nie rozglądała się na boki, nawet o tym nie myślała, więc nie zdawała sobie sprawy, że cała załoga, podobnie jak ona, zerwała się już z miejsc. Nie spojrzała na Nabu, którego knykcie zbielały od zaciskania pięści i, który jedynie resztkami zdrowego rozsądku trzymał się jeszcze w miejscu.
Usopp natychmiast poczuł powagę sytuacji. Widział Luffy’ego jak tamten postępuje krok do przodu i doskonale zdawał sobie sprawę czym to się może skończyć.
- Luffy, uspokój się… Nic jeszcze nie wiadomo – próbował załagodzić sytuację, ale było już za późno.
- NIE MÓW TAK DO MOJEGO PRZYJACIELA! – ryknął Słomiany chwytając Nabu za koszulkę i przyciągając do siebie. – Ney, co ci odbiło? – odwrócił się w stronę dziewczyny.
Nie odpowiedziała w pierwszej chwili. Jej ramiona wciąż drżały.
- Puść mnie, piracie… - warknął Nabu. Spojrzał Luffy’emu prosto w oczy. – Puszczaj, bo nie ręczę za siebie!
- Nie ma mowy! Przecież to nienormalne, by…
- Puść go Luffy.
Cała załoga spojrzała w stronę Sanji’ego. To był jego głos. Zatrzymał się kilkanaście metrów od ich stołu i chichotał nerwowo.
- Sanji, czy to prawda? – zapytała Nami roztrzęsionym głosem.
- Czy to prawda? – powtórzył kucharz przedrzeźniając nawigator. – Ojej, zaraz się poszczam z przejęcia. - spuścił głowę i zaczął się powoli kołysać.
Usoppa przeszły dreszcze. W takiej postawie Sanji przypominał mu kapitana Kuro. Wzdrygnął się na wspomnienie o walce w Syrup Village i niedawnej na Chorej Wyspie…
- Chodzi ci o to, że ta mała suka nie chciała się bzykać? To chyba jasne, że musiałem ją spróbować przekonać – Nami wrzasnęła z rozpaczy, nie chcąc by to mówił, ale nie było wątpliwości. To także był głos Sanji’ego.
Luffy na moment zdębiał i rozluźnił uchwyt, ale Nabu się nie poruszył. Nie zdążył. Nim ktokolwiek się zorientował, kucharz Piratów Słomianego Kapelusza zniknął z miejsca.
- Co, do cholery… - zdumiał się Luffy, ale zrozumiał po sekundzie, gdy na jego twarz padł cień. Jego przyjaciel stał już za nimi.
W następnej sekundzie czarny, skórzany but wbił się w środek twarzy Nabu odrzucając go kilkanaście metrów w tył. Brat Ney odbił się od ziemi i wylądował plecami na sąsiednim stole rozrzucając jedzenie na siedzących przy nim ludzi, tłukąc talerze i w końcu łamiąc własnym ciężarem blat.
- Nabu!!! – ryknęła Ney natychmiast rzucając się w stronę powalonego mężczyzny.
- Co ty do cholery wyprawiasz! – Marisa stanęła przed nim.
- NIE ZBLIŻAJ SIĘ! – ryknął blondyn odwracając się od niej plecami.
Zatrzymała się speszona i niepewna czy Sanji, przecież tak miły dla niej wcześniej za chwilę się na nią nie rzuci.
- Sanji… dlaczego… ? – wyjąkał Luffy. Przecież jego przyjaciel nie mógł tak po prostu zrobić czegoś takiego! – Co się z tobą stało?
- Spierdalaj.
Słomiany otworzył usta ze zdziwienia. To nie był ten sam człowiek. Na pewno nie.
- UWAŻAJ! – ryknęła mimowolnie Nami.
Sanji odwrócił się i w ostatniej sekundzie zdążył uchylić się przed monstrualnie szybkim cięciem chińskiej szabli, którą w rękach dzierżył Nabu. Czas jakby zwolnił, kiedy Dao zakręciło się w dłoniach mężczyzny.
- Epaule! – Najwyższy Strażnik umknął na prawą stronę przed szybkim kopnięciem, widać było, że zaprawiony w boju jest nieźle.
Wyprowadził zaskakujące pchnięcie na nogi, gdyby Sanji nie uskoczył w tył, ostrze niechybnie utkwiłoby mu w udzie. Stracił inicjatywę.
Luffy z przerażeniem obserwował jak jego przyjaciel walczy niemalże na całość z dopiero co poznanym bratem Ney. Przecież Nabu nie wydawał się złym człowiekiem, był dla nich uprzejmy, pomógł im umknąć przed inkwizycją, a Sanji potraktował go w taki sposób. To nie zgadzało się z niczym co do tej pory się działo. Nie miał pojęcia co robić.
- Ho ho… Ktoś tu się wczuł… - zakpił blondyn unikając dwóch kolejnych cięć Nabu.
- Zamknij ryj!!! – ryknął tamten. – Jak śmiałeś zrobić coś takiego!!!
Na moment stracił równowagę co jego przeciwnik skwapliwie wykorzystał. Jedno kopnięcie i Dao wbiło się w podłogę, zaś Najwyższy Strażnik odskoczył trzymając się za zbolałą dłoń.
- No to po tobie! Mounton Shot!!! – Sanji skoczył do przodu z niesamowitym impetem. Wymierzył idealnie.
Nabu w ostatniej chwili skrzyżował przed sobą ramiona przyjmując całe uderzenie na siebie. Wyrzuciło go z miejsca, ale zatrzymał się twardo półtora metra dalej.
- Nie ma opcji. – mruknął i ruszył.
Uderzył szybko prawą ręką, trafiając w piszczel kucharza, który uniósł nogę do bloku. Zauważył lukę w obronie i schylił się podcinając. Nie trafił, Sanji gładko uskoczył. Jeszcze w powietrzu zadał dwa kopnięcia, rozbite o blok Nabu po czym wylądował.
Lokal powoli pustoszał. Ludzie widząc pojedynek nie chcieli ryzykować dostania się pomiędzy walczących, kelnerzy biegali spanikowani, jeden z nich krzyknął coś o wezwaniu straży. Sanji jednak tego nie słyszał.
- Jesteś silny frajerze – mruknął do Nabu odpalając kolejnego papierosa. – Ale nie dość silny!
Ruszył do przodu.
Zobaczył przed twarzą pięść. Nie było żadnych szans na unik.
W następnej chwili kucharz uderzył potylicą w ziemię niemalże robiąc salto do tyłu po potężnym uderzeniu Nabu. Syknął z bólu i szoku, kiedy mężczyzna pochylał się nad nim, chwytając go za poły garnituru i szykując się do kolejnych ciosów. Brat Ney był znacznie szybszy niż się wydawało, pomyślał gdy pierwszy cios trafił go w środek twarzy sprawiając, że w głowie mu zadźwięczało. Był też cholernie silny, stwierdził, gdy drugie uderzenie w skroń ogłuszyło go na kilka sekund. Trzeci cios nigdy nie nadszedł.
- Zostaw mnie… - warknął Nabu.
Wtedy Sanji zauważył. Luffy stał obok nich i trzymał Najwyższego Strażnika za nadgarstek powstrzymując go od zadania ciosu.
- Cokolwiek zrobił… Sanji jest moim nakama… - wymamrotał Słomiany. – Zostaw go.
- Próbował zgwałcić moją siostrę! – ryknął Nabu. – ZABIJĘ GO!!!
- TO NIEPRAWDA!!! – Luffy stracił panowanie nad sobą. Jednym machnięciem ręki odrzucił brata Ney spory kawałek od kucharza. – Sanji za bardzo szanuje kobiety! W życiu by czegoś takiego nie zrobił! Jest zupełnie w porządku! Prawda, Sanji?
- Mówi prawdę – rzekł kucharz powoli wstając i ocierając krew, która spływała mu po brodzie. – Naprawdę to zrobiłem.
- Pojebało cię idioto?! – nikt nie zauważył kiedy Nami znalazła się obok nich. – CO CI ODWALIŁO?! Gdzie jest Sanji, którego znam do diabła!!!
W jej oczach błyszczały łzy, ale nie wyglądała na smutną. Bardziej na wściekłą do granic możliwości. Chwyciła go za ramiona i potrząsnęła nim.
- Odejdź kobieto… - warknął kucharz.
- Bo co? Popchniesz mnie? O, nie przepraszam, przecież nie można sobie pobrudzić rączek… To może mnie kopniesz?!
- Odwal się! – Sanji odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę drzwi.
Takich słów nie spodziewał się nikt. Ani Luffy, który święcie wierzył w przyjaciela, ani Marisa, która zdążyła poznać blondyna i wiedziała, że jest zupełnie w porządku. Nie spodziewał się ich nawet Nabu, który zdążył już wychwycić delikatne spojrzenia jakie podczas poprzedniego spotkania posyłali sobie kucharz i Nami. To przechodziło wszelkie pojęcie.
Zaczekaj, pomyślała nawigator. Sanji wydawał się w tej chwili odległy o sto tysięcy mil. Nie wierzyła w to co usłyszała, jej umysł w ogóle nie dopuścił do siebie tych słów. Przecież facet, którego kochała nie mógł powiedzieć czegoś takiego!
Zaczekaj, powtórzyła w myślach. Jakaś część jej świadomości już wtedy wiedziała, że się nie odwróci, że dotrze do tych drzwi i wyjdzie przez nie, ale nie miała prawda spodziewać się tego co nastąpiło sekundę później.
- SANJI!!! STÓJ DO CHOLERY!!! – to był głos Luffy’ego.
Wszyscy zamilkli wpatrując się w kapitana jak chwyta oddech. Jego mięśnie były napięte do granic możliwości. Kucharz przystanął na chwilę nie zaszczycając go nawet spojrzeniem.
- Czego chcesz…
- JESTEŚ MOIM NAKAMA DO CHOLERY!!!
Luffy zawsze to mówił, kiedy przychodziło co do czego. Nami usłyszała te słowa, usłyszał je Usopp, usłyszał i Chopper... każdy z załogi…Wszyscy wiedzieli, że kiedy ich kapitan krzyczy w ten sposób szykuje się coś wielkiego.
Kucharz parsknął jakby przeczuwał to samo.
- Nie jestem kretynie. Nie jestem twoim nakama żadną częścią mojego ciała, ani duszy.
Słomianemu zabrakło słów. Ruszył dwa kroki do przodu zbierając myśli, po czym powiedział cicho:
- Jesteś…
W tym momencie w Sanjim coś pękło. Odwrócił się gwałtownie kopnięciem rozbijając na kawałki stojącą obok wazę z kwiatami.
- NIE JESTEM TWOIM NAKAMA, ROZUMIESZ?! Mam dosyć ciebie, twojego kretyńskiego podejścia do życia i debilnej mordy!!! Jesteś śmieciem i idiotą, z którym nie mogę wytrzymać, to chciałeś usłyszeć?!! Mam dosyć tego jebanego czarnucha, z którym się wozisz i który zamiast mózgu ma konopie, żygam pierdolniętym Usoppem i Chopperem, tchórzem niedobrym, do spółki. Sram na nudną jak flaki z olejem Robin, z którą nie można o niczym pogadać, nie mogę wyrobić z obsraną zawsze i wszędzie Marisą, jakby świat się kończył… A ten pedał, Zoro? Pierdolę go, raz i na zawsze… Mam was po dziurki w nosie bando pojebów! KONIEC, KURWA!!! KONIEC Z TĄ PIEPRZONĄ ZAŁOGĄ!!!
Każde słowo jakie wypowiedział cięło jak nóż. Nie… jak tysiąc noży. Nikt nigdy na całej ścieżce jaką przeszli nie wykrzyczał nigdy takiej nienawiści. Nikt nie miał tak obłędnych oczu. To wszystko sprawiło, że nikt nie ruszył, by kucharza zatrzymać. Chopper usiadł na ziemi, Usopp załamał ręce, Luffy zacisnął pięści wbijając paznokcie w skórę, aż do krwi.
Nami stała jedynie jak w transie. Wiedziała dokładnie co kucharz powie za chwilę i wiedziała również, że nic tego nie powstrzyma. Łzy mimowolnie popłynęły jej po policzkach wraz z falą wspomnień.

„To trzeci raz… Trzeci raz nie użyłaś przyrostka „kun”. Trzeci raz nazwałaś mnie po prostu Sanji. Choć dwa poprzednie nie były w specjalnie miłych okolicznościach.”

Był niesamowity… wtedy, kiedy bronił ją przed Sigmą, wtedy kiedy ją w końcu pomścił.

„- Słuchaj…Nigdy nie będziesz dla nikogo ciężarem. Choćbyś miała niewiadomo jaką depresję. Choćbyś niewiadomo w jakim stanie była. Jesteś jedną z nas, już ci to mówiłem.”

Gdyby nie on, nigdy by się nie podniosła po tym co się stało. Teraz sam był w „niewiadomo jakim stanie”. A ona nie mogła nic zrobić, by mu pomóc.

„- No cóż to twoje zadanie. Będziesz mi gotował dobre, lekkostrawne rzeczy, prawda?
- Oczywiście, że będę... I błagam cię wybacz mi...
Znów nastała cisza, po czym Nami uśmiechnęła się szeroko.
- To mnie pocałuj.
- .... Dobrze....”


On nie mógł tego powiedzieć. Po prostu nie mógł. Ruszyła do przodu nie bacząc na nikogo, ani na nic, by tylko go powstrzymać, by tylko z jego ust nie wypłynęły słowa, które miały zranić ich wszystkich i dać początek czemuś co miało się okazać największym koszmarem jej życia. Jeden krok. Drugi… I wtedy zrozumiała, że nie zdąży.


- Odchodzę – rzucił Sanji i splunął na ziemię.
A potem wyszedł z lokalu wyłamując kopniakiem drzwi.




- Ląd na horyzoncie!
Krzyk z bocianiego gniazda otrzeźwił umysł zadumanego Zoro. Na tyle by przewrócił się na lewy bok. Leżał wygodnie na górnym pokładzie odpoczywając po niesamowicie trudnej czynności jaką było dla niego przejście tutaj z pokładu dolnego i bynajmniej nie chciał, by cokolwiek mu ten spokój zakłócało. Niestety wszystkie rzeczy miały tendencje do dziania się akurat wtedy, gdy był w środku drzemki. Dopóki jeszcze polegało to na wyciągnięciu mieczy i walce, mógł się na to zgodzić. Dopóki był to obiad z kuchni tego palanta, Sanji’ego, w porządku, chętnie siadał do stołu… Ale tym razem budzili go jedynie po to by… dobrze się prezentował. Oczywiście robił wszystko by zniszczyć swój wizerunek u Marines. Mimo, że przez długi czas golił się ostrzem katany, teraz zaprzestał tego procederu i jego szczękę pokrywała drobna szczecina. Kilkakrotnie „zapomniał” o kąpieli, przez pachnął teraz jak prawdziwy marynarz, wilk morski z wieloletnim doświadczeniem i nawet subtelne uwagi Tashigi, jakoby był „nieokrzesaną małpą” nie wpływały zbytnio na jego postawę.
Tym bardziej teraz kiedy John i Philippe pochylili się nad nim wciąż stojąc na barierce.
- Zoro-san… pobudka. Siguria przed nami! – powiedział wyższy z nich, co oczywiście nie spotkało się z reakcją.
Dwaj Marines zręcznie zeskoczyli na pokład. Zoro uśmiechnął się pod nosem widząc ich ruchy. Po akcji z Shillerem i przewrocie Akainu wszyscy z przydzielonych mu na początku rekrutów, którzy pozostali przy życiu ostro wzięli się za treningi. Niemal natychmiast okazało się, że Philippe słaby jak zając ma niezwykły talent do akrobatyki, został najmłodszym rangą w historii Marine, który opanował Soru i Kamie, aż dwie techniki Rokushiki. John natomiast, wykazujący przywódcze skłonności został mianowany młodszym oficerem i teraz, by nieco się wyróżnić, zrezygnował z bejzbolówki, a jego blond czuprynę czesał wiatr dodając mu, jak sam mówił, majestatu. Szermierza cieszył rozwój chłopaków, ale jego myśli wciąż wracały do załogi Słomianych. Nie bardzo miał jak stąd uciec, na pełnym morzu, nawet, gdyby udałomu się ukraść szalupę, ryzykował spotkaniem ze Smokerem. W walce z Logią, bądź co bądź niewiele by zrobił mieczami. Rozsądne posunięcie Sengoku, pomyślał. Żałował, że nie może spojrzeć na wesołą mordę Luffy’ego i resztę… Ale cóż, nie było teraz czasu o tym myśleć. Siguria… Nowe miejsce, nowe rzeczy… Westchnął ciężko i wstał.
- Czyli już? Są tu w ogóle jacyś piraci? – zapytał. Poza mną, dodał w myślach.
- To właśnie mamy za zadanie sprawdzić. A jak są – oczyścić. – mruknęła Tashigi, która ni stąd ni zowąd wyrosła obok jego ramienia.
Zoro parsknął.
- Och, kiedy to zrobiłaś się taka nie czuła… Oboje dobrze wiemy, że…
- Zamknij ryj, Roronoa… - Kobieta ewidentnie nie lubiła tego tematu.
- Jak mówisz do przełożonego? – Szermierz wyszczerzył zęby.
- Zamknij ryj!!! – warknęła. – A wy co się gapicie?! – jej wzrok spoczął na dwóch rekrutach. Won mi na stanowiska! JUŻ!
John i Philippe szybko się zmyli szepcząc coś o „tych dniach w miesiącu” ( nie zapomnieli opowieści, jaką Onzo, kapitan statku handlowego, który uratował ich z bezludnej wyspy po pierwszej walce z Shillerem, sprzedał im po cichu tamtego wieczora), zaś Zoro spojrzał na towarzyszkę ze zdziwieniem.
- O co ci znowu chodzi?
- Wkurza mnie twoja osoba, o to mi chodzi!
To było dziwne… Przyszła do niego tylko po to, żeby mu wygarnąć, że ją wkurza. Zupełnie nie rozumiał postępowania kobiet.
- A co ja mam powiedzieć, jak wkurza mnie twoja twarz, tak podobna do Kuiny?!
- JAKIEJ KUINY ZNOWU, DO DIABŁA?!! JESTEM SOBĄ, OD ZAWSZE!!!
To była jałowa dyskusja. Zoro wzruszył ramionami nie mając siły na dalsze sprzeczki i ruszył po schodach w dół. Może znajdzie jakieś zaciszne miejsce, i tam się zdrzemnie zanim statek będzie cumował…
- RZUCIĆ CUMY!!! – usłyszał krzyk jednego z majtków i westchnął.
Nie miał dziś szczęścia.


Sala była dziwnie cicha. Po wyjściu Sanji’ego nikt się nie poruszył, nikt nie mrugnął przez dłuższą chwilę. Wszyscy klienci już dawno opuścili lokal bojąc się dostania w wir pojedynku, który przed chwilą się tu rozegrał, właściciel i pracownicy wychodzili teraz powoli z zaplecza patrząc na zdewastowaną restaurację z przerażeniem na twarzy. Taki tajfun przez to miejsce nie przeszedł nigdy i nie bardzo wiedzieli jak się zachować.
- Odszedł – wyszeptała Nami przerywając ciszę. – Poszedł sobie… po prostu…
- Nie… to nie możliwe – Luffy rozejrzał się po przyjaciołach zaskoczonych i wgniecionych w ziemię tak samo jak on. – To jakieś bzdury, prawda?
- Taaa… zara wejdzie i powie, że to był dżołk, nie? – prychnął Tai. – Coś mi tu capi…
- To było niesprawiedliwe! Jak on tak może!!! Jak go dorwę… - odgrażała się Marisa.
Momentalnie zrobił się harmider. Wszyscy Słomiani zaczęli się przekrzykiwać nie wiedząc tak naprawdę co mają powiedzieć. Chcieli powiedzieć cokolwiek, żeby zabić tą ciszę, żeby zniszczyć tą pustkę. Jedni chcieli za nim iść, inni nie… Totalny mętlik.
Nabu stał z boku wciąż wstrząśnięty. Obejmował ramieniem siostrę, która już doszła do siebie i teraz czujnym okiem obserwowała co się dzieje. Oboje wiedzieli, że los kucharza jest praktycznie policzony, od kiedy opuścił lokal, najprawdopodobniej zostanie zatrzymany przez straż. O ile dalej będzie się zachowywał w ten sposób co tutaj.
- Zamknijcie się do diabła! – warknęła Nami nagle ożywając. – Poszedł to poszedł, nie po to tu jesteśmy, by się tym zajmować prawda?
- Co ty gadasz? – Luffy wytrzeszczył oczy. – Przecież to Sanji!
- Przejdzie mu, to wróci, tak?! – nawigator wyglądała na wściekłą do granic możliwości. – Więc dajmy święty spokój i pomyślmy na trzeźwo co robić, jasne?
Robin położyła jej delikatnie rękę na ramieniu i uśmiechnęła się.
- Nie powiedział na ciebie złego słowa, kiedy nas wszystkich zwymyślał. Wierzysz w niego, co nie?
- Daj spokój… - mruknęła Nami. – Przepraszam was na chwilę, skoczę do toalety i zbieramy się.
Dziewczyna zostawiła za sobą załogę wciąż sprzeczającą się o to co zaszło. Otworzyła drzwi do damskiej łazienki i weszła do środka natychmiast się zamykając.

Nie powiedział na mnie złego słowa…
Nic.
Nie obraził mnie.
Nie zwymyślał…
Nie nazwał kurwą…
Padła na kolana.
- Sanji… - jęknęła.
A potem zaczęła histerycznie płakać obejmując się ramionami.
Łzy kapały na kafelki.


Sanji szedł szybkim krokiem wzdłuż jednej z bocznych uliczek w które skręcił przed chwilą. Był wściekły do granic możliwości. Złość kipiała z każdej części jego ciała. Dosłownie przed sekundą niemalże skopał żebraka, który poprosił go o drobne na chleb, teraz miał ochotę rozwalić głowę o ścianę i wrzeszczeć głośno, dopóki nie zabrakło by mu oddechu.
Nienawidził całego świata.
Zupełnie nie żałował, że zostawił załogę w cholerę. Nie znosił ich całym sercem, wszystko co robili doprowadzało go do szału. Do prawdziwego szału. Zakręciło mu się w głowie.
- Co ja robię? – zapytał sam siebie.
Złość wróciła. Kopnął z całej siły w ścianę wgniatając cegły. Był pewien tego co się dzieje. Pewien, że nienawidzi Słomianych każdą częścią swojej duszy.
Znów oczy przesłoniła mu dziwna mgiełka. Zachwiał się czując, że traci równowagę.
Luffy, Zoro, Usopp, Chopper, Robin, Marisa, Tai… Przecież oni byli jego przyjaciółmi. Ney… Była taka piękna i miła… Nabu – zupełnie w porządku facet. Nami… najcudowniejsza osoba pod słońcem. Głowa mu pękała, zaksztusił się potężnie.
- Boże… co ja wyprawiam! – ryknął.
Łzy napłynęły mu do oczu, a potem w jego klatce piersiowej eksplodował ból. Ból porównywalny do tego, gdy Sigma przeniósł w jego ciało Diable Jambie.
Jego serce pękało.
Nami…

W następnej chwili kucharz Słomianych Kapeluszy, czarnorogi Sanji oparł się o ścianę i z wolna osunął się na ziemię. Z jego ust popłynęła krew.


Nabu uciszył towarzystwo waląc pięścią w stół. Zastanawiając się głębiej nad tym co zaszło do szedł do jednego prostego wniosku. Nigdy na poważnie nie traktował tego co mówiła inkwizycja, zawsze uważał ich motywy za nienormalne zaś działania za przekraczające wszelkie nauki Najwyższego, ale nie mógł pozostać obojętnym na tak jawne cierpnienie swojej siostry i załogi, która stała przed nim i dopuścił do siebie tą myśl. W końcu każdy mógł się mylić, a zwłaszcza ktoś tak mało obyty ze światem jak on.
Słomiani umilki na chwilę i spojrzeli w jego stronę.
- O co chodzi? – zapytała Robin.
- Ja chyba… ja chyba wiem co się stało waszemu przyjacielowi. – zaczął. – Jesteście pewni, że to w porządku facet, na co dzień dobry dla kobiet i w ogóle nie agresywny tak?
- To chyba wiadome! – zawołał Usopp
- Sanji nigdy by nie zrobił czegoś takiego! – dodał Chopper.
- I nigdy nie darł się na was, nie przeklinał, nie próbował nikogo … gwałcić?
- Jasne, że nie! – krzyknął Luffy. – Gadaj no, co z nim!
- Nie wiem na pewno… - mruknął Nabu. – Ale być może, podkreślam, być może to co gadają inkwizytorzy… Może być prawdą?
- Chyba nie wierzysz w te bujdy o opętaniu, czarownikach i czarownicach, co? – zapytała Ney parskając.
- No właśnie sam nie wiem w co wierzyć, a w co nie wierzyć… Wszystko może okazać się prawdą… A jeżeli tak… To wasz przyjaciel… Może być opętany.
Robin skrzywiła się lekko. Jej umysł pracował zbyt racjonalnie by przyjąć takie coś, podobnie zresztą Chopper. Jedynie Usopp zbladł i usiadł na krzesło.
- Demony!!! – jęknął.
- Nie wiem czy demony, ale „coś”… Zresztą sam nie wiem… - Nabu podrapał się po głowie. – Ale jeśli to… nie jego wina… Wtedy można by coś zdziałać.
- Gdzie możemy się dowiedzieć o co chodzi? – zapytała Marisa. – Jeżeli Sanji zrobił coś takiego nie z własnej woli…
- Nabu pieprzy głupoty, nie słuchajcie go – rzekła Ney. – Jeżeli o mnie chodzi, to mu wybaczę. Może coś po prostu mu odwaliło…
Strażnik zignorował siostrę i udzielił odpowiedzi na pytanie Marisy.
- Mógłbym umówić was z egzorcystą, który na pewno na podstawie samej opowieści mógłby stwierdzić co i jak… Problem w tym, że trzebaby do niego dotrzeć zanim Sanji’ego, dobrze pamiętam?, odnajdzie inkwizycja. Myślę, że jeśli wysłałbym dzisiaj pismo, to za dwa, trzy dni, przyszłaby odpowiedź.
- Gdzie jest ten egzorcysta? – zapytał nagle Luffy, który milczał do tej pory.
- Oczywiście jego biuro mieści się w Astonii. – odparł Nabu.
- Astonia, powiadasz. – Nagle u jego boku pojawiła się Nami.
Oczy wciąż miała czerwone i była zupełnie rozmazana, ale wyglądała jakby wstąpił w nią nowy duch.
- Wy chyba nie myślicie, żeby… - mruknęła Ney.
Gdyby należała do załogi Słomianych, wiedziałaby co nastąpi. Gdyby wcześniej spotkała Luffy’ego, wiedziałaby, że teraz pirat, mający nową koncepcję, wstanie, wskoczy na krzesło i wrzaśnie na całe gardło. Nie wiedziała tego jednak, dlatego z szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w kapitana, gdy rozłożył ręce i krzyknął.

- IDZIEEEEEEEEEEEMY!!!

A potem nim ona lub jej brat zdążyli zaprotestować Słomiani, jak jeden mąż wypadli z restauracji.
Biegiem.


Ciąg dalszy nastąpi.

Dramatyczne pytania:
Co się stało z Sanjim?
Czy udanie się do Astonii taką chmarą to dobry pomysł?
Jak wykorzysta swoje pięć minut Chopper?
Czy dojdzie do spotkania Zoro i Słomianych?

Część 72 to: Otwarta furtka
bullet Napisane przez Jackie777 dnia 03 czerwiec 2010 · Kategoria: Fanfiki ·
· 0 komentarzy · 1196 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,941,648 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony