REJESTRACJA
955 PL

954 PL

953 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Steam
Autor: Ponury dnia 18/10/19 22:11
Rozdział 959
Autor: Wielki160 dnia 18/10/19 18:08
Story Cubes 11: Szklana Pogoda -..
Autor: Szczery dnia 17/10/19 23:10
Breaking Bad
Autor: Devzan dnia 16/10/19 21:36
Spamiliada 12
Autor: Chisu dnia 16/10/19 21:25
Ostatnio widziane
Autor: Komimasa dnia 16/10/19 20:47
AnimeCon_baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner


72. Otwarta furtka

Teraz nic nie miało znaczenia. Budynki i ludzie, których mijali zostawały daleko za nimi nie przykuwając ich uwagi, pojedyncze patrole Strażników nie zwracały na nich zbytniej uwagi. Czy to dlatego, że biegnąc w siódemkę sprawiali wrażenie siły nie do pobicia, czy dlatego, że tuż za nimi podążał Nabu z Ney, próbując ich zatrzymać.
- Hej, ekipa! Dajcie spokój! – wrzeszczał Najwyższy Strażnik starając się sprawić wrażenie, że to wszystko wygłupy.
Ney z podziwem patrzyła na brata. Właśnie takie cechy w nim kochała. To, że potrafił docenić determinację nowo poznanych ludzi, nawet jeśli nie miał pewności do tego co robią i po takiej sytuacji jak ta w knajpie, przed chwilą.
Niemalże sprintem wybiegli z miasta wypadając na niewielką ścieżkę, tą samą z której przybyli i tu powstał pierwszy problem. Nigdzie nie widać było żadnego szlaku czy dróżki, który prowadziłby w górę, do Astonii.
- Pakujemy się przez krzaki, ziomuś? – zapytał Luffy’ego Tai widząc konsternację kapitana.
- Chyba was porąbało… Przecież nie ma opcji by wspiąć się na tamte szczyty po prostu przełażąc przez krzaki. – mruknęła Nami.
Istotnie, miała racje. Wapienne skały tworzyły najdziwniejsze kształty. Gdzieniegdzie wybijające się płaskie przestrzenie uniemożliwiały jakąkolwiek wspinaczkę, w innych miejscach strzeliste grzbiety zachęcały wędrowca by wszedł na nie, pośliznął się i osunął w nicość.
- Zaczekajcie… - zawołał zdyszany Nabu zatrzymując się obok nich.
- Masz jakiś pomysł? – zapytał Luffy niemalże gotowy by ruszyć na przełaj.
- Ja mam – odparła Ney. – Znam drogę. Inna sprawa, że żaden z was tam nie wejdzie bez odpowiednich papierów… A tych…
- A tych, nawet ja nie dam rady załatwić od ręki – dokończył Najwyższy Strażnik. – Gdybyście poczekali do jutra…
- Sam wiesz, że nie ma na to czasu… - wtrąciła Marisa. - Musimy tam iść. I to od razu. Teraz.
Ney zmarszczyła brwi.
- Jak sobie…Mogę cię zaprowadzić choćby i pod same wrota, ale to i tak nie sprawi żadnej różnicy. Z taką twarzą się nie wpuszczą.
- Ciekawe jak ciebie wpuszczają… - odgryzła tamta. – A może się tam sama puszczasz… Przepraszam, wpuszczasz.
- Dziewczyny… - mruknął Usopp, ale nieszczęśliwie wszedł pomiędzy piorunujące spojrzenia i niewiele brakowało, a ich antypatia do siebie zostałaby wyładowana na nim.
- SPADAJ! – zawyły obie.
- Dziewczęta, mamy ważniejsze rzeczy na głowie – wtrąciła Robin. – Prawda, Luffy?
- No! Nie bić mi się tu! Lecimy dalej!
Ney wzruszyła ramionami i ruszyła. Prosto w krzaki.


Miasto nie wyglądało okazale i nie sprawiało wrażenia, by działali tu jacykolwiek piraci. Przynajmniej tak było na pierwszy rzut oka. Praktycznie cud sprawił, że dosłownie kilkanaście minut wcześniej do portu zawinęła spora jednostka przysłaniając zupełnie Thousand Sunny przed wzrokiem Marines. Co więcej dzięki błyśnięciu inteligencji Usoppa Słomiani zwinęli banderę i teraz tylko ci, którzy znali ten statek mogli wiedzieć, że to jego kapitanem jest warty trzysta milionów Słomiany kapelusz Luffy. A na tej wyspie Sunny’ego widział na własne oczy jedynie Zoro. Dlatego cała gromada zeszła na ląd bez żadnych ekscesów.
Na powitanie załogi natychmiast wyszedł jeden z oficerów Świętej Straży Najwyższego Przymierza, pełniący obecnie wartę w porcie. Był to rosły mężczyzna o posturze niemal równie imponującej co jego sumiasty wąs, zaś uprzejmy uśmiech na jego twarzy nie wydawał się wymuszony, co Smoker nieczęsto zauważał spotykając na swojej drodze różnych ludzi.
- Witam na Sigurii, admirale – oficer zyskał natychmiast uznanie Smokera rozpoznając jego rangę i zdecydowanie ściskając jego dłoń. – Co was tu sprowadza?
- Szukamy informacji o jakihkolwiek piratach przebywających na wyspie lub widzianych w okolicach – odparł Smoker.
- Ech… myślę, że póki co niewiele będę mógł pomóc. Czy zechce się udać pan ze mną do burmistrza, admirale? Myślę, że jedynie z nim, będzie mógł pan nawiązać poważną rozmowę na te tematy…
- Dobrze, niech będzie. Roronoa, Tashigi róbcie co chcecie. Thopson, Walter – za mną. Reszta na statek i nie schodzić bez rozkazu.
Dało się usłyszeć jęk zawodu marynarzy, którzy już zdąrzyli zauważyć tabuny pięknych kobiet jakie przechadzały się po porcie. Niemniej posłusznie podreptali z powrotem w stronę rampy i zawiedzeni weszli na pokład.
Zoro nieco im współczuł. Zasady panujące w Marines stanowiły zupełne przeciwieństwo do wolności jakiej zaznawał w załodze Luffy’ego. Oczywiście dzięki sporemu szczęściu w nieszczęściu miał rangę na tyle wysoką, by pozwalać sobie na więcej luzu, niemniej zupełnie mu się to nie podobało. Tak samo jak nie spodobała mu się drepcząca niecierpliwie w miejscu Tashigi. Fakt. Zostali sami po środku portu. I do tego mają wolne. O cholera. Nienawidził tego typu sytuacji.
- Echem… idę się przejść po… eee… straganach – powiedział, po czym dodał niemrawo. – Idziesz?
- Idę, idę… - warknęła.


Droga prowadząca najpierw przez krzaki okazała się szybko wychodzić na czysty górski szlak. Wedle informacji Ney dróżka ta zaczynała się tuż za drugą bramą miasta, po przeciwnej stronie niż ta którą wyszli i prowadziła aż do samej Astonii. Nabu wspomniał coś o cierpliwości, ale nie dodawał nic więcej.
Na początku krajobraz wydawał się jak najbardziej umiarkowany, roślinność była dosyć różnorodna, wokół ćwierkały ptaki, zaś delikatny wietrzyk orzeźwiał niczym morska brzya. Jednakże im wyżej ścieżka biegła w górę, tym bardziej roślinność zanikała. Pierwsze wapienie zaczeły przebijać się przez czarną ziemię już po kilkunastu minutach marszu. Zdawały się z początku niewielkie, ale gdy ściana liściastych drzew, która przesłaniała im szczyty po prawej po kolejnych trzech godzinach nagle się urwała oczom wszystkich ukazało się prawdziwe piękno Sigurii. Cudownie zielone wzgórza rozciągały się jeszcze przez kilkadziesiąt metrów w górę, aż do podnóża wyrastającej na grubo ponad sto metrów pionowej wapiennej ściany.
- Z tej strony wygląda to najlepiej, z trzech pozostałych kształty są zupełnie nieregularne. Niemniej jedyne wejście do Astonii prowadzi przez ten wąski przesmyk…
Teraz dopiero dało się zauważyć, że ściana jest jakby przecięta w połowie. Szczelina na całej długości, aż do jej szczytu miała najwyżej kilka metrów średnicy, ścieżka trafiała bezpośrednio do niej i na pewno wiodła dalej, do serca wyspy.
- Ja pierdziu!!! ALE ODJAZD!!! – wrzasnął Luffy, gdy tylko weszli w przesmyk.
Nikt nie mógł oderwać oczu od piękna tego miejsca. Głowy wszystkich skierowane były ku górze, gdzie, sto metrów wyżej, puchate chmury płynęły po niebie. Niemniej, o tej porze słońce nie wpadało do środka i droga przez szczelinę kryła się w głębokim cieniu.
- WYPAAAS! – ponownie krzyknął Słomiany.
„ypas…ypas…” odpowiedziało echo przelatując po wapiennych ścianach.
- Jakie echo!!! – ryknął Usopp.
Po kilku chwilach Chopper dołączył się do zabawy i wspólnie wykrzykiwali najróżniejsze rzeczy począwszy od znanego „Usopp jest głupi” Luffy’ego, skończywszy na wszystkich piosenkach jakie poznali podczas swojej podróży.
- ZAMKNIJCIE RYJE!!! – zgromiła ich Nami, po czym zawtórowało jej monstrualne echo.
Oczywiście zamiast spodziewanego skutku wywołało to jeszcze większy śmiech.
Nagle Nabu się zatrzymał zupełnie jakby coś wyczuł. Ostrożnie rozejrzał się po ścianach, a potem szybko odwrócił się w stronę Słomianych.
- Łapcie się czegoś! Mocno zawieje! – ryknął po czym przywarł do ściany.
Piraci na szczęście zdołali usłuchać kładąc się na ziemię, lub idąc w ślady Nabu. W ostatniej chwili.
Już w następnej, to co przetoczyło się przez wąską szczelinę przypomniało im czym jest mocny sztorm. Gdyby ktokolwiek stał na obu nogach niechybnie dałby się ponieść sile wiatru lądując na plecach lub głowie kilkanaście metrów dalej. Co gorsza wiatr zawiał im prosto w twarz niosąc za sobą chmarę pyłu i niewielkich kamieni, których uderzenia do przyjemnych nie należały. Pisk dziewczyn odbił się echem wraz z hukiem wiatru. Na szczęście Tai i Chopper mieli tyle refleksu, by przysłonić je własnymi ciałami.
- Cholera jasna!!! – wrzasnął Luffy kiedy jeden z kamieni, których się trzymał oderwał się od skalnej ściany.
Pirat zupełnie stracił równowagę. W tym samym momencie potężny podmuch wiatru ściągnął mu z głowy kapelusz i uniósł go wysoko, wysoko, coraz wyżej, aż w końcu skarb kapitana zawisł na wystającym ustępie skalnym, ponad osiemdziesiąt metrów od ziemi.
W tym samym momencie wszystko ucichło.
Dym powoli opadł, ogłuszający ryk natychmiast ucichł. Wszystko skończyło się tak samo nagle jak się zaczęło.
- Dzięki, Tai – powiedziała Marisa otrzepując się z pyłu.
- Mój kapelusz!!! – wrzasnął Luffy zrywając się na równe nogi. – A niech to!!!
- Co się dzieje do diabła!!! – Usopp poderwał się rozbudzony histerią kapitana.
Wszyscy zebrali się do kupy i patrzyli teraz jak Luffy miota się wymachując rękami. Nabu westchnął.
- Zostaw, kupisz sobie w mieście drugi. – rzucił.
Spojrzenie jakim uraczył go Słomiany sprawiło, że niewiele brakowało, a przewróciłby się już drugi raz tego dnia.
- To mój największy skarb!!! W życiu go nie zostawie. – A potem wyrzucił rekę w tył.
W ostatniej sekundzie Nami uświadomiła sobie, że Ney i Nabu nie wiedzą o jego mocy. I wolała, żeby się nie dowiedzieli.
- ZACZEKAJ KRETYNIE!!! – skoczyła do przodu by wymierzyć mu solidny cios przez głowę, ale nie zdążyła.
Luffy jak gdyby nigdy nic sprawił, że jego ręka wystrzeliła w górę. Szczęki rodzeństwa z Sigurii dotknęły ziemi w tej samej chwili w której Luffy stwierdził, że nie dosięgnie. Jego dłoń zatrzymała się kilka metrów od kapelusza i cofnęła z zatrważającą siłą. Poczuł znajomy odrzut i skrzywił się.
- Nami, mówiłaś, że z tym sznurkiem on nigdy mi nie spadnie!!! – wrzasnął na dziewczynę.
- I TERAZ MNIE OBWINIASZ?! – pięść nawigator sprawiła, że kapitan obrócił się wokół własnej osi.
- Ale ja chce mój kapelusz!!!
- Bracie… - szepnęła Ney, oglądająca sytuację z boku. – Diabelska moc…
Nabu zmarszczył brwi.
- Tak samo jak ten… Chopper… Niedobrze.
Wystąpił krok do przodu przerywając kłótnię.
- Ilu w tej załodze jest użytkowników owocu?!
- Trzech – odpowiedź padła ze strony Robin. – Luffy, Chopper i ja.
- Pani też? – odezwała się zdziwiona Ney.
W odpowiedzi archeolog sprawiła, że ręka wyrosła z pleców dziewczyny łaskocząc ją delikatnie. Siostra Nabu podskoczyła pisnąwszy z szoku.
- KAPELUSZ!!! – jęczał Luffy.
- Wiecie, że nie możecie pokazać tej mocy komukolwiek z duchowieństwa, prawda? Teoretycznie powinienem was wszystkich aresztować i spalić na stosie, jako przeklętych przez diabła… Ale tego nie zrobię… – rzekł Nabu. – Z jednego prostego powodu.
- Jakiego? – wtrącił się Chopper.
- Słomiany! – zawołał Najwyższy Strażnik. – ściągnę ci ten kapelusz, więc przestań biadolić!
Momentalnie ściągnął uwagę wszystkich, bo jego głos zabrzmiał inaczej. Wyżej. Bardziej piskliwie. W tym samym momencie Ney złapała się za twarz.
- Wiesz, że to idiotyzm…
- Wiem. Ale oni nie powiedzą nikomu. Ufam im.
Nabu zaczął gwałtownie maleć. Jego oczy się zwiększyły i zupełnie zmieniły, skóra powoli zaczęła porastać futrem, zaś palce zamieniły się w łapy, a raczej łapki, opatrzone ostrymi jak brzytwa pazurkami. Pojawił się ogon, wąsy. Mężczyzna opadł na do pozycji czworonożnej pozwalając by przemiana się dopełniła ukrywając wszelkie cechy człowieka jakie miał a zostawiająć poczciwą mordkę i szpiczaste uszy.
Nie minęło kilka chwil, a Słomiani mieli przed sobą już nie Najwyższego Strażnika, a zwyczajnego, czarnego kota z białym krawatem i skarpetkami (chodzi tu o rodzaj umaszczenia a nie ubiór – dop. Naj). Na puszystej szyi wisiał na obróżce niewielki krzyżyk.
Nastała chwila ciszy w trakcie których słomiani to przetrawiali.
- Owoc Zoan… - Usopp był zupełnie zaskoczony. Co prawda nie pierwszy raz widział taką przemianę, ale zawsze było to dla niego ciekawym przeżyciem.
- Ciekawa sytuacja – rzekła Robin. – W miejscu, gdzie użytkownicy diabelskich owoców nie mają łatwego życia… Jedna z najważniejszych osób na wyspie ma owoc…
- Nikt o tym nie wie-nya. – rzekł Nabu dziwnym, kocim głosem. – I nikt nie ma prawa się dowiedzieć-nya.
- O NIE MOGĘ!!! - ryknął Luffy. – KOT!
Zaczął się głośno śmiać kiedy jego głos odbijał się wokół nich.
Nabu zareagował natychmiast upadając na ziemię i przykrywając uszy łapkami.
- Zamknij ryj człowieku-nya! Koty mają wrażliwy słuch-nya! - miałknął rozpaczliwie.
- Potężny wojownik! – Słomiany nie mógł wytrzymać ze śmiechu. Widział już inne modele owocu neko neko, ba walczył nawet z Luccim i na tej podstawie przemiana Nabu wydawała się absolutnie nieprzydatna do walki. Taki zupełnie bezsensowny owoc.
- Tak… tak… Neko neko no mi, model: Kot Domowy-nya – gderał Nabu. – Każdy kto o tym wie toczy ze mnie bekę… Przywykłem-nya.
W tym momencie padł na niego cień. Koci zmysł nie pomógł mu uniknąć zagrożenia i w następnej sekundzie znajdował się już metr nad ziemią trzymany przez Marisę.
- O rety jaki słodziuchny!!! – zawołała dziewczyna gładząc go po głowie. – Jaki milusi!!!
Jej oczy wyglądały jak dwie, wielkie, lśniące gwiazdy. Nabu warczał wściekle, ale nie mógł nic powiedzieć bo ręka Marisy głaszcząca go po łebku skutecznie mu w tym przeszkadzała.
- Udrap ją… - rzuciła półgębkiem Ney, ale nikt tego nie usłyszał.
- Puść mnie do cholery-nya! – w końcu Nabu sprytnym ruchem wyrwał się z objęc Marisy i odskoczył.
Odruchowo po wylądowaniu polizał łapkę i przemył nią głowę.
- JAKI SŁODKI! – zagrzmiała Marisa ledwie się powstrzymując by rzucić się na niego ponownie.
- A każde zdanie kończy – nya! – dodał Chopper również zachwycając się wyglądem Nabu po przemianie.
- Do rzeczy-nya! Chcecie ten kapelusz czy nie-nya!!! – miauknął przeraźliwie głośno Najwyższy Strażnik.
Luffy kiwnął głową wciąż się głupio uśmiechając. Chciał to zobaczyć. Reszta także zastygła w milczeniu.
Nabu podskoczył parę kroków do przodu i uważnie spojrzał w górę. Kapelusz powiewał na wietrze, zahaczony o wystający kamień. Nie będzie łatwo, pomyślał, ale musiał spróbować. W końcu tylko tak można było się dowiedzieć. A w razie czego… Wiedział, że spadnie na cztery łapy.
Ruszył. Kilkoma skokami, odbijając się od wystających kamieni znalazł się kilkanaście metrów wyżej, na większym skalnym ustępie. Ogon umożliwił mu natychmiastowe złapanie równowagi. Zatrzymał się na chwilę po czym skoczył wyżej. Pazurami uczepił się niemalże pionowej skały obawiając się, że spadnie, ale nie było takiego ryzyka. Był zbyt zwinny, zbyt giętki i zbyt sprawny. Zręcznie odbił się tylnymi łapami od dużego wystającego kawałka wapienia i schwycił kapelusz w zęby stając niemal na samym szczycie.
Z doły rozbrzmiały owacje.
- Jesteś genialny!!! – krzyczał Luffy. – Jesteś wypasiony!!!
- Niemożliwe!!! On umie latać! Latający kot!!! – Usopp wymachiwał rękami jak dziki,
- No może nie przesadzajcie-nya… - miałknął do nich z góry. – Dobra, schodzę-nya!
Już miał ruszyć w dół kiedy jego wzrok przykuła brązowa kreska umiejscowiona przy samym wejściu do szczeliny, ale od strony Astonii. Z tej wysokości nie mógł dokładnie stwierdzić co to jest, ale nie wydawało mu się, by było to coś normalnego. Tym bardziej, że kreska ta poruszała się powoli w stronę piratów jak wielka gąsienica. Wytężył koci wzrok i zobaczył. To nie była gąsiencia. Byli to mnisi. Kilkudziesięciu mnichów w brązowych habitach zmierzało gęsiego przez wąski przesmyk.
- Ney! Procesja idzie-nya! – zawołał do siostry.
- Jaka procesja? – natychmiast odezwał się Tai. – Co za ziomusie?
- Po prostu mnisi… - odparła dziewczyna. – Czasami idą do miasta by przejść się jego ulicami i różne obrzędy religijne prowadzić. Zadaża się to kilka razy w miesiącu. Nic nam nie zrobią, więc nie pokazujcie swoich diabelskich mocy.
Teraz dopiero zauważyli. W ich stronę zbliżał się tabun mnichów ze spuszczonymi głowami ukrytymi w kapturach. Ich habity, stare i podziurawione stanowiły dziwaczny kontrast z zupełnie białymi ścianami przesmyku. Miarowy rytm ich kroków odbijał się delikatnym echem.
Prowadzący procesję natychmiast zauważył słomianych i odsłonił twarz uśmiechając się szeroko.
- Bracia, zaprawdę powiadam wam, owieczki przed nami! – odezwał się za siebie.
Musiał mieć co najmniej siedemdziesiąt lat. Nosił krótko przyciętą, siwą brodę i był niemal zupełnie łysy. Oczy jednak wciąż zachowały czujność zaś w jego kroku i ruchach widać było pewną siłę. Uśmiech miał szczery i dobroduszny.
- Witaj, wielebny – powiedziała Ney utartą formułką kiedy tylko mnisi podeszli na metr od niej.
- Zaprawdę powiadam ci, witaj.
- Gdzie idziecie?
- Zaprawdę powiadam ci, do miasta, bo dziś jest święto Wstąpienia Najwyższego do Najwyższych Światów.
- Widzicie, tak jak mówiłam. – rzuciła dziewczyna do piratów.
- Zaprawdę pytam cię – kim są ci ludzie? – mnich zmierzył wzrokiem załogę.
- To moi przyjaciele, chciałam im pokazać wspaniałość Astonii… bazylikę itp…
- Zaprawdę powiadam wam, zaufajcie tej dziewczynie, ona zna piękno centrum wiary w Najwyższego. Zaprawdę powiadam wam, udajcie się z nią do punktu widokowego i spójrzcie na…
W tym momencie nastąpiła litania zachwytu nad pięknymi budowlami Astonii, czego nikt ze Słomianych, może poza Robin nie słuchał. Mnich ożywił się nienormalnie, miało się wrażenie, że jest w swoim żywiole i całym sercem kocha każde z miejsc, które opisywał. Kiedy skończył, po jakihś czterech minutach „Zaprawdę powiedział, że życzy wszystkim szczęścia i zbawienia” i „Zaprawdę powiedział, że musi się pożegnać”.
- Zaprawdę powiadam wam, idźcie w pokoju Najwyższego! – rzekł z uśmiechem i wymijając Ney ruszył do przodu.
Słomiani rozsunęli się pod ściany by przepuścić mnichów.
- Ale śmieszny dziadzio – powiedział Luffy do Usoppa i roześmiali się cicho.
Tymczasem stary mnich zatrzymał się na chwilę przy Nami obrzucając ją wzrokiem od stóp do głów. Potem to samo uczynił z Robin.
- Zaprawdę powiadam wam, piękne jesteście niewiasty… Jednakże cnota nie jest już waszym udziałem… Czy nie znacie jakiejś innej… - nie dokończył, bo wtedy jego wzrok spoczął na Marisie.
Przy niej zatrzymał się na dłuższą chwilę sprawiając, że dziewczyna poczuła się niekomfortowo, a potem jego twarz rozjaśnił największy z uśmiechów jakimi uraczył Słomianych do tej pory.
- Zaprawdę pytam cię... Jesteś dziewicą, niewiasto, prawda?
Odpowiedzią był natychmiastowy gigantyczny rumieniec jaki wykwitł na twarzy Marisy. Mnichowi taka odpowiedź najwyraźniej wystarczyła.
- BRACIA!!! ZAPRAWDĘ POWIADAM WAM!!! DZIEWICA!!!!
Reakcja była natychmiastowa. Mnisi zaczęli szeptać między sobą, a prowadzący procesję z głośnym śmiechem uniósł ręce, zupełnie jakby chciał złapać piratkę.
- Zaprawdę powiadam ci, pójdź z nami niewiasto, tak jak Najwyższy zabrał Martę Genowefę… PÓJDŹ Z NAMI!!!
- Zostaw mnie świrnięty dziadu!!! – wrzasnęła Marisa cofając się.
W następnej chwili mnich skoczył na nią z nienacka, tak, że ledwo udało się jej uskoczyć. Chwilę potem rzuciła się biegiem w stronę wyjścia z przesmyku.
- Ratunku!!! – krzyknęła rozpaczliwie, ale grupa mnichów już za nią pędziła.
- Zaprawdę powiadam wam!! ZA NIĄ BRACIA!!!
- Ej, co to ma być do cholery!!! – ryknął Luffy natychmiast skacząc za nimi. – Zostawcie ją!!!
- STÓJ!!! – zdążyła krzyknąć Marisa.
Ale było już za późno.
- Gomu gomu no… PISTORU!!! – pięść pirata pomknęła z niesamowitą prędkością w stronę mnichów, trafiając ostatniego z nich w sam środek pleców. Cios sprawił, że trzech idących jako ostatni padło na ziemię bez życia.
Reszta braci zupełnie nie zauważyła tej straty ich plecy znikały w głębi przesmyku. Goniąc Marisę zupełnie stracili poczucie rzeczywistości.
- NIECH WAS SZLAG!!! – wrzasnął Luffy rzucając się za nimi.
Nie zdążył postawić nawet jednego kroku kiedy zrozumiał, że ktoś mu założył nelsona. Był to Nabu, w ludzkiej postaci.
- Zostaw ich. Nic nie zrobią twojej przyjaciółce, przysięgam ci na mój honor. Ale jeżeli ich skrzywdzisz, będziecie skreśleni na tej wyspie… Do końca – wycedził Luffy’emu do ucha i puścił go.
Słomiany odwrócił się gwałtownie.
- Czemu ją gonią?! – wrzasnął.
- Bo jest dziewicą – odparła Ney. – Nie spodziewałam się, że jakakolwiek piratka może nią być…
- A mówiłam jej… - mruknęła Nami. - Póki Zoro był z nami mogła się załapać na „ostrze w nocy”…
- A ty sztunia, co? – zapytał Tai. – Bzykasz się z kucharzem?
- PEWNIE, ŻE NIE IDIOTO! – ryknęła wymierzając mu piąchę w środek twarzy. Na jej policzkach pojawił się burak stulecia. Oczywiście nie wspomniała, że zanim poznała Luffy’ego i resztę zdarzyło jej się kilka głupawych miłostek.
- Spox, ziooom… - jęknął Tai zbierając twarz z ziemi.
-A ty, Robin? – zapytał Luffy bezczelnie.
Archeolog tylko uśmiechnęła się uprzejmie nie udzielając żadnej odpowiedzi.
- JAK ŚMIESZ PYTAĆ O TAKIE RZECZY!!! – cios odbił się echem po ścianach przesmyku.
- Nami jest dzisiaj straszna, nie sądzisz? – zapytał Usopp Choppera szeptem.
Renifer kiwną głową.
- Do rzeczy, do rzeczy… - powtarzała roztrzęsiona ze złości nawigator.
- Oni szukają dziewicy, która będzie mogła pomóc im w pewnych obrzędach. – rzekła Ney. - Za gówniarza byłam to ja, ale kiedy się zczaiłam o co im chodzi, to przespałam się ze swoim facetem, żeby w końcu się ode mnie odwalili… A nastoletnich dziewic na tej wyspie jak na lekarstwo… Większość wychodzi za mąż bardzo szybko…
- Czyli, że co z nią zrobią?! – warknął Luffy.
- Pewnie jak ją złapią to będą ją przekonywać, by im pomogła, ale raczej do tego nie dojdzie. Większość to starcy, zmęczą się szybko. – dodał Nabu po czym spojrzał na powalonych trzech mnichów – Mnie bardziej martwi jedna rzecz… Co my do cholery zrobimy z tym?!
Zapanowała chwila konsternacji, ale krótka.
- Schowajmy ich gdzieś! – zabłysnął Usopp.
- Niby gdzie, matole… - mruknęła Nami. – W tym przesmyku nie ma żadnej jaskini ani nic… A jak tylko stąd wyjdziesz…
- …to albo natkniesz się na procesję, albo staniesz przed bramami Astonii. Uwierz, nie brakuje tam świętej straży. – Dokończyła Ney.
- Te, ziomusie, weźmy ich zakopmy, nie? – rzucił Tai podkreślając swoje słowa kilkoma dziwnymi gestami.
- Nie słuchać go… - nawigator wyglądała na coraz bardziej podłamaną.
- A może, niech pan Strażnik ocuci ich i przekona, że potknęli się i przewrócili na głowę? – zaproponowała Robin. – W ten sposób, będzie można łatwo wszystko wyjaśnić…
- Tylko czy na to pójdą? – zadumał się Nabu. – Ryzyko jest spore…
- Trzeba spróbować – powiedział Luffy. – Usopp, pomóż mi zdjąć z nich ciuchy.
Teraz to wszyscy już zupełnie zdębieli.
- Ale po co? Przecież jak się obudzą goli, to będzie zupełnie bez sensu… - strzelec podrapał się po głowie mierząc wzrokiem nieruchomych mnichów.
Luffy zmarszczył brwi.
- Ale ty głupi jesteś… Przecież jakoś musimy tam wejść! To chyba jasne, że w przebraniu!
O ile wcześniej następowały wśród Słomianych stadia zdziwienia i zaskoczenia o tyle teraz wszyscy byli w głęboki szoku. Nawet oczy Robin, którą mało co mogło poruszyć, rozszerzyły się teraz, reszta wpatrywała się w kapitana z otwartymi szczękami.
- Chwila, co się dzieje?! – Nami dopadła do przyjaciela i zaczęła nim potrząsać. – Luffy? Ty myślisz? Jesteś chory?! Co jest z tobą, do diabła!
- Bracie, trzymaj się! Wyjdziesz z tego! – zawołał Usopp.
- Przygotuję coś na uspokojenie. Luffy, wszystko będzie dobrze! – Chopper miał łzy w oczach.
Słomiany spojrzał na nich jak na idiotów.
- Ale o co chodzi? Czy to nie oczywiste?
Zrobił się rozgardiasz, ale w tym miejscu Robin odchrząknęła.
- Oczywiste, w rzeczy samej… Chyba będzie trzeba przyjąć, że nasz kapitan po prostu zabłysnął… Tylko szkoda, bo to obala mój pomysł.
- Nie obala! – Nabu uśmiechnął się szeroko. – Mnisi po prostu nie zwracają uwagi na takie rzeczy! To czy będą mieli na sobie habity czy nie, nie sprawi im różnicy! Są zbyt zajęci życiem wiecznym, doczesne niewiele ich interesuje.
- Przesadza pan trochę… - Robin założyła ręce na piersi.
- Nie, mówi poważnie – wtrąciła Ney. – Jeden z mnichów kiedyś w kąpieli doznał oświecenia i głosił je ludziom na całej Sigurii zupełnie nago… Zauważył, że jest goły dopiero wieczorem, gdy zatrzymała go Straż…
Luffy, Usopp i Chopper roześmiali się głośno wyobraziwszy sobie gołego starca namawiającego by się modlić. Takiego kogoś jeszcze nie spotkali, a sama perspektywa takiego zachowania wydawała się nieco absurdalna.
- Jesteście pewni? – zapytała jeszcze Nami.
- Sama się przekonasz… - Ney wzruszyła ramionami.
Minęło kilka chwil w trakcie których Usopp i Luffy pozbawili mnichów habitów śmiejąc się przy tym co nie miara. Zyskali trzy sztuki.
- Boże, wybacz mi, że na to pozwalam… - jęczął Nabu patrząc na nich z boku. – I do tego sam ich do tego namówiłem… Po wszystkim muszę się wyspowiadać.
Ney parsknęła śmiechem.
- Wielki Religijny Strażnik… Dobra braciszku. Wiedziałem, że cię te mohery nie spaczyły!
Nabu zgrzytnął zębami i odwrócił się.
- Dobra, zmiatajcie. Spróbuje ich docucić, a potem jakoś do was dołączę.
- No to lecimy. – zawołał dziarsko Luffy i biorąc habity pod pachę ruszył w stronę wyjścia z przesmyku.
- Zaczekaj! – ryknęła Nami. – Może byś tak ruszył głową ponownie?
- Ale, że co? – kapitan wyglądał jak nieskażone myślą zwierzątko.
- A no to, że mamy trzy przebrania! A jest nas SIEDMIORO jeżeli Nabu tu zostaje…
- Sześcioro – wtrąciła Ney. – Ja nie potrzebuję przebrania.
- No to co robimy? – Słomiany podrapał się po głowie.
Koniec końców Usopp zaproponował, że wraz z Chopperem rozejrzą się za Marisą. Luffy koniecznie chciał zobaczyć Astonię, więc Robin zdecydowała się pójść z nim, żeby trochę go przypilnować, trzeci habit założył natomiast Tai, bo niepodobnym byłoby, by spośród trzech niby-mnichów aż „dwaj” byli kobietami. Ryzyko było zbyt wielkie. Nami zatem zapowiedziała, że uda się do miasta poszukać śladów Sanji’ego. W końcu to on był głównym napędem tego, że w ogóle tu byli i bez niego praktycznie nie było sensu podejmować dalszych działań.
Habity były na tyle obszerne, że bez problemu udało je się założyć na ubrania. Większym problemem były buty, w końcu każdy mnich chodził na bosaka, a ryzyko zauważenia szałowych szpilek Robin czy błyszczących na wszystkie strony adidasów Taia było spore. Luffy tego problemu nie miał. Jego przetarte klapki bez problemu zmieściły się w torbie Usoppa, buty pozostałej dwójki na szczęście także zostały jakoś tam upchnięte.
- Robin, nie pokaleczysz se nóg? – zapytał Luffy. – Sanji by nas pozabijał.
- Ty ziomuś, on prawie to zrobił w tej restauracji… - rzucił Tai.
- Nie był sobą. – odparła Robin. – Dziękuję za troskę, kapitanie, ale nie jest konieczna.
- Zbieramy się. Nie ma sensu dłużej tu czekać. Nabu musi ocucić tych mnichów! – ponagliła Ney i po chwili we czwórkę ruszyli w dalszą drogę zostawiając Nami i resztę w przesmyku. Nie było po co się zatrzymywać, trzeba było iść dalej.


Gdyby ktokolwiek ze Słomianych miał czas na dokładniejsze rozejrzenie się po okolicy zauważyłby, że nie są w przesmyku sami. Nawet Nabu zaaferowany procesją nie wyczuł tego kocim zmysłem, nikt nie miał na to szans. Osoba, która im się przypatrywała dobrze wiedziała co zamierzają. Więcej, cieszyła się z tego, miała doskonałą zabawę. Teraz pędziła już ulicami Astonii w jednym, jedynym celu.
Otworzyć małą niewielką furtkę.
Wejście do wszystkiego.



Ciąg dalszy nastąpi

Dramatyczne pytania:
Czym tak naprawdę jest stolica światowej wiary?
Co odkryje Nami w portowym mieście?
Czy Zoro ma przewidzenia, czy to dzieje się naprawdę?
Co planował Milo ściągnąwszy na Sigurię Słomianych Kapeluszy?

Część 73 to: Miejsce natchnione przez najwyższego. Astonia.
bullet Napisane przez Jackie777 dnia 03 czerwiec 2010 · Kategoria: Fanfiki ·
· 0 komentarzy · 1109 czytań · Drukuj

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,942,009 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony