REJESTRACJA
984 PL

983PL!

981- 982PL!

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

CC10 - dojazdy
Autor: Eikichi dnia 14/07/20 21:22
CC9 - Trupiarniane śniadanie mi..
Autor: Ena dnia 14/07/20 15:30
CC 10 - termin, miejsce, koszt, ..
Autor: okiren dnia 14/07/20 14:58
Koronawirus, sytuacja w kraju i ..
Autor: Misiuz dnia 11/07/20 12:30
Pozytywny wątek - co nas aktual..
Autor: Biri dnia 10/07/20 16:01
CC10 - Wykaz planszówek
Autor: Ena dnia 09/07/20 13:19
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
AnimeCon_baner
Kliknij, aby powiększyćPowiem szczerze. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam tę okładkę, to się chciałam nogą przeżegnać. Pośpieszyłam do wyjaśnień tłumacza i kamień spadł mi z serca (...na stopę). O co chodzi? Co Luffy, w tych wszystkich dziwnych ciuchach, robi na okładce magazynu z odzieżą męską, w dodatku z podpisem "Stanę się królem niezwyciężonych zimowych trendów!"?! Już tłumaczę. Po pierwsze sam zaskakujący tekst najprawdopodobniej nie jest dziełem Ody, który jest znany z tego, że "ore" pisze w hiraganie a nie kanji. Spokojnie więc - jeszcze nie zaprzedał swojej duszy totalnej, japońskiej komercji. Ale trzeba przyznać, że ta okładka jest mocno pogrzana - co jest, dali Odzie katalog z najnowszą modą, żeby sobie w niej poprzebierał i wybrał, co mu wpadnie w oko? Skąd w ogóle pomysł na taki rysunek? Chyba nigdy się tego nie dowiemy.
Pierwsza część zawartego w magazynie wywiadu jest standardowa - zawiera w sobie parę pytań, które najwyraźniej zawsze trzeba zadać (zwłaszcza tuż przed premierą Strong World) i parę typowych dla Ody odpowiedzi. W drugiej części Oda dostaje nieco bardziej zaskakujące pytania i nie zawodzi czytelnika przy odpowiedziach. Zapraszam do lektury.
Po raz kolejny serdecznie dziękuję ekipie TheGrandLine.com za udostępnienie materiałów.


Manga, która łączy ludzi.
Domyślamy się, że widok Luffy'ego na okładce zaskoczył wielu z was. Wydajemy Men's Non-no od dwudziestu trzech lat i po raz pierwszy zagościła u nas postać z kreskówki! Serię tę w 1997mym zaczął wydawać tygodnik Shonen Jump. Przez wzgląd na zróżnicowanie charakterów, nieustanną akcję i poruszającą historię wzbudziła ona zainteresowania fanów każdego przedziału wiekowego, każdej płci, a nawet narodowości. Do dzisiaj wydano już pięćdziesiąt sześć tomów, których sprzedaż detaliczna liczy sobie aż siedemnaście milionów sztuk, do tego dochodzi jeszcze anime, żeby nie wspomnieć o filmach kinowych, których akcja dzieje się w tak zwanym "pomiędzy", przez wszystko to seria pędzi przed siebie na pełnych obrotach. Biorąc pod uwagę, że mija dziesięć lat od chwili wydania anime i dwunastego grudnia wypada premiera kolejnego filmu kinowego, przypadkowo również dziesiątego, to będzie to niezapomniany rok dla One Piece'a. Dlatego też prezentujemy wam wywiad z samym jej autorem! Eiichro Oda rozmawia z nami otwarcie o One Piece i świecie mangi.

Ostatnia scena już jest wymyślona.
- Mija dokładnie dziesięć lat od chwili rozpoczęcia prac nad serią animowaną, do tego dwunastego grudnia wychodzi do kin dziesiąty film. Niech nam pan na początek powie, jak się z nim pracowało.
- Z początku z miejsca odmówiłem. Nie mam podzielności uwagi, więc zajmowanie się jednocześnie komiksem i filmem było rzeczą niemożliwą dla mnie do wykonania. Sam wiedziałem o tym najlepiej, więc poprosiłem, żeby dali mi z tym spokój. Jednak pewien strasznie sympatyczny producent się uparł, więc postawiłem mu warunek - zrobię to, jeśli Mr. Children zrobi mi motyw przewodni. (śmiech)
- Domyślam się, że to mocno utrudniło prace nad serią?
- Myślałem, że tam padnę. Nawet samo zajmowanie się szkicami było mordęgą, a tu jeszcze inne roboty związane z filmem nagle wyskakiwały, ten film zajął mi cały wolny czas do tego stopnia, że musiałem o nim myśleć dzień w dzień. Przez to wszystko wyszły drobne błędy w głównej serii, do której nawet nie miałem czasu przyłożyć tak wiele serca jak zwykle. Dlatego powiedziałem ekipie filmowej, że więcej się czegoś takiego nie podejmę. W zamian obiecałem, że ten film będzie hitem. Powiedziałem, że to będzie jedyne, za co mogę ponieść pełną odpowiedzialność. I gwarantuję, film jest naprawdę fajny.
- Seria się zaczęła dwanaście lat temu i przez cały ten czas napięcie nigdy nas nie opuszczało, ba, z czasem zaczęło wzrastać. Czy kryje się za tym jakaś sztuczka? Co powoduje, że pana czytelnicy ciągle chcą więcej?
- Właściwie to żadna sztuczka. Jak się już ma serię, która idzie od dłuższego czasu, to czytelnicy zaczynają dorastać. Był czas, kiedy się bałem, że ich stracę. Ale wtedy zdałem sobie sprawę, że ludzie nie tylko dorastają, ale się i rodzą, i że tak, może stracę nieco czytelników, ale w ich miejsce pojawią się nowi, i to pomogło mi dostosować się jakoś do sytuacji. Jeśli wierzy się, że to, co się rysuje jest ciekawe, to nowi czytelnicy będą napływać, a zdarza się i tak, że ludzie, którzy na jakiś czas odłożyli ten tytuł, powracają do niego.
- Skąd w ogóle pomysł na piracką historię? Coś pana do tego natchnęło?
- Może nie tyle natchnęło, ale na pewno pierwszym punktem zaczepienia była kreskówka "Mały Wiking Vicky". Odkąd to oglądałem, słowo "przygoda" stało się dla mnie synonimem słowa "pirat". Właściwie to nawet zastanawiało mnie, dlaczego nikt nie pisze historii o piratach. Pomyślałem, że narysowanie piratów pozwoli mi na poprowadzenie jakiejś wspaniałej przygody.
- I faktycznie, jest niesamowita. Był w niej nawet latający statek.
- Wszystko jest możliwe. Wszyscy przywykli do myśli, że niemożliwe jest normą na Grand Line, więc mogę robić co mi przyjdzie do głowy. Pogoda jest nieprzewidywalna, morze zabójcze, jest niewiele ścieżek po której ludzie mogą podróżować, więc nic dziwnego, że na siebie wpadają w drodze. Przykładowo, gdyby mnie naszło na jakąś szkolną dramę, to narysuję Szkolną Wyspę. Mogę robić co mi się żywnie podoba dzięki temu, że wysoko stopień nieprawdopodobieństwa, więc wszystko jest możliwe.
- Ile miał pan wymyślonej fabuły przed rozpoczęciem serii?
- Właściwie niewiele. Tylko zakończenie.
- Że co? Ma pan już zakończenie?
- Pewnie, że mam. Bez względu na to, jak zwariowanie się wszystko teraz potoczy, wszystko będzie dobrze tak długo jak dotrą tam gdzie chcę ich mieć.
- Nie chcę zanadto naciskać, więc nie będę dłużej o to wypytywał, ale czy nie uważa pan, że spokojnie można uznać, że do końca jeszcze daleko?
- Ponieważ zakończenie już mam w głowie, to jakaś część mnie chciałaby jak najbardziej wszystko przyśpieszyć i do niego doprowadzić, ale osobiście nie sądzę, żeby to się spełniło w najbliższym czasie. Chciałbym każdą z moich postaci zająć się osobno, jak należy, nie chcę odrzucać ich jak zbędnych pionków tylko po to, by osiągnąć mata. A jeśli wziąć to wszystko pod uwagę, to to wszystko jednak zajmie dłuższą chwilę. Ostatnio załoga znów się powiększyła i teraz jak tylko coś się dzieje, to narysowanie reakcji wszystkich obecnych zajmuje jeszcze więcej czasu. Ale ponieważ tego właśnie oczekują po mnie czytelnicy, to nie mogę ich zawieść, nie chciałbym po prostu przesadzać. Po prostu im dalej w las... tym dłużej mi to wszystko schodzi.
- Ale trzeba też przyznać, że z One Piece'a jest niezły wyciskacz łez.
- Nigdy nie myślałem, że stworzę tego typu historię. Głównie dlatego, że zawsze uwielbiałem rysować sceny akcji. Uświadomiłem sobie to dopiero po rozpoczęciu serii. Typowe dla mnie.
- Czy zdarzało się panu płakać podczas spisywania historii?
- Z pewnością. Prace innych ludzi mnie nie ruszają, ale przy własnych się zwyczajnie rozklejam. (śmiech) Pewnie dlatego, że tyle o nich myślę.
- Wyszło już pięćdziesiąt sześć tomów i czuję zachwyt za każdym razem, kiedy je czytam, ale co budzi we mnie prawdziwy szacunek to fakt, jak bardzo wszystkie historie są ze sobą powiązane.
- O tak, niezły jestem, co nie? (śmiech) Pewnie, że wychodzi przy tym moja drobiazgowość, ale kiedy tak spojrzeć w przeszłość na niektóre momenty, to one tak naprawdę cudem same sobie znalazły gdzieś tam miejsce. Ale nie chcę nikogo zawieść, więc wolałbym o tym nie rozmawiać. (śmiech) W sumie uważam, że te przypadkowe są dużo bardziej niesamowite od tych, które sam wymyśliłem.
- Czy ma pan jakieś zasady, w stylu, czego pan nigdy nie narysuje, czy jakiej tematyki pan nie będzie ruszał?
- Uwielbiam rysować imprezy. Nie chciałbym więc narysować niczego, co może zepsuć tę atmosferę. W dodatku jest to shounen manga, więc nie będę rysował niczego o związkach. Dostaję od groma listów od czytelniczek z prośbami o jakiekolwiek związki. Nie, serio - jeśli tego chcecie, to polecam byle shoujo. To naprawdę nie moja działka. Nie obchodzi mnie, czy ktoś się zakocha w Luffy'm, chociaż podejrzewam, że tego typu związek dość szybko by się zakończył. Jak znam Luffy'ego, to nawet byście nie zauważyli, kiedy się zaczął. (śmiech)

Manga sama w sobie to Mistrz Zabijania Czasu.
- W wieku siedemnastu lat krótkim komiksem "Wanted!" wygrał pan drugie miejsce w konkursie Tezuka. Kiedy po raz pierwszy zapragnął pan być mangaką?
- To było postanowione od kiedy skończyłem cztery lata. Mój tata poszedł pracować do biura, a ja z mamą zabraliśmy się za obowiązki domowe. Myślałem, że jak się jest dorosłym to nie ma zmiłuj, tymi obowiązkami trzeba się zająć. Aż w pewnej chwili usłyszałem, że można zarabiać po prostu rysując obrazki. Wtedy powiedziałem sobie: "Właśnie to chcę robić w życiu."
- Czy nagrodę Tezuka uważał pan za wielkie osiągnięcie?
- Z pewnością po części myślałem wtedy, że to mnie automatycznie wywinduje na sam szczyt. Nie doceniałem wtedy świata mangi. Głupi byłem i tyle. (śmiech) Myślałem, że z czymś takim zajdę już nie wiadomo jak wysoko, więc udałem się w pielgrzymkę do Tokio. Od tego momentu wszystko zaczęło się sypać. Żaden z moich szkiców nie zyskał aprobaty, ile bym ich nie wysłał. Byłem strasznie dumny ze sowich prac, do tego stopnia, że zdarzało mi się czytać prace innych i wciąż uważać, że moje są lepsze. Niezły był ze mnie numer. Na szczęście udało mi się opamiętać i zorientować, jak wiele mi jeszcze brakuje, a kiedy już się do tego dojdzie, dostrzega się też ogromny mur, który ma do przebrnięcia każdy mangaka. Rysowanie dopracowanej, interesującej, liczącej dziewiętnaście stron mangi w jeden tydzień, raz za razem, to nie jest coś, do czego powinien być zdolny normalny człowiek. Wierzę, że ludzie, którym jest dane zostać mangaką, już się z tym rodzą. To był dla mnie wielki szok. Były chwile, kiedy padałem plackiem i nie mogłem się ruszyć przez dobry tydzień.
- Czy myślał pan kiedyś o poddaniu pracy mangaki?
- Właściwie to tak. Raz mi się zdarzyło pomyśleć - "No, zawsze jest czas, żeby jeszcze się zahaczyć w jakimś biurze". Uratował mnie wówczas mój edytor. Zawsze darliśmy ze sobą koty, ale pewnego dnia powiedział mi - "Przez całe moje życie nie widziałem człowieka, który by więcej pracował niż ty i wymagał za to tak mało poklasku." Strasznie mnie to wzruszyło. Tylko kilka słów, a dały mi siłę, by ponownie wszystkiemu stawić czoła.
- I tak narodził się One Piece, a jego popularność wybuchła jak pożar w kupie wyschniętych liści. Czy kiedykolwiek spodziewał się pan, że to aż tak się rozrośnie?
- Wiedziałem, że manga o piratach będzie ciekawa, ale nie sądziłem, że stanie się to tak szybko. Wieść o nim rozeszła się w mgnieniu oka i stał się popularny niemal z dnia na dzień. Ale wiele rzeczy na tym świecie znika zanim się człowiek obejrzy, aż strach o tym pomyśleć.
- Co pana najbardziej cieszy w tej serii?
- Myślę, że chwile, w których dociera do mnie, że zrobiłem naprawdę ciekawą przygodę. Na myśl o spapraniu roboty czuję się chory. Nosi mnie, jeśli mam wrażenie, że czegoś w historii nie dopracowałem. Więcej, jeśli nie widzę niczego do zarzucenia historii, to zaczynam szukać błędów w rysunkach i jak uznam, że rozdział z poprzedniego tygodnia nie spełnia moich oczekiwań, to staram się kolejny zrobić jeszcze lepszy. Manga to takie błędne koło, jedyną metodą naprawienia czegokolwiek są tylko kolejne rozdziały. Trochę przy tym wariuję. (śmiech) Bez względy na to, jak potoczy się moje życie prywatne, jeśli nie znajdę przez nie czasu na mangę, to będę chodził cały sfrustrowany. Tak już mam. Sam sobie bez przerwy utrudniam.
- Więc jest pan perfekcjonistą?
- Tylko jeśli chodzi o komiks. Zawalam całe moje prywatne życie. W tym roku byłem w domu tylko raz. Nie miałem wyjścia, było za dużo roboty.
- Jak pańska rodzina to znosi?
- Raz na tydzień przychodzą do mnie do pracowni. Mam dwoje dzieci, pocieszne stworzenia. (śmiech) Chciałbym spędzać z nimi więcej czasu i strasznie mnie to drażni, że nie mam kiedy. Tak długo jak w grę wchodzi praca, wszystko co "urocze" zwyczajnie wchodzi mi w drogę. Z przyjacielem czy kimś można się przez jakiś czas nie widzieć i oni to rozumieją, ale z dziećmi to przecież zupełnie inna sprawa.
- Przy okazji, co właściwie lubią pańskie dzieci?
- Lubią Nami. Nami i Choppera. Ale tak naprawdę to chyba najbardziej lubią "Pretty Cure". Dlatego obecnie to "Pretty Cure" rozpala w moim sercu ogień rywalizacji. Chciałbym je przebić. (śmiech)
- Pewnie często słyszy pan to pytanie, ale który Diabelski Owoc chciałby pan zjeść?
- Chyba marzeniem każdego mężczyzny byłoby zjedzenie Owocu Suke Suke. (śmiech) Ale najbardziej chciałbym zjeść Owoc Hana Hana. Mając mnóstwo rąk mógłbym się szybciej uporać z robotą.
- To pewnie dziwnie zabrzmi, ale pan naprawdę musi lubić mangę, co?
- Lubię ją, ale napędza mnie też takie uczucie "No, zacząłem to więc...". Niemniej wierzę, że manga sama z siebie zawsze powinna być "Mistrzem Zabijania Czasu" i nie widzę powodu, by się nad tym jakoś rozwlekać. Napisałem to jako coś łatwego i przyjemnego w odbiorze, coś, po co można sięgnąć zawsze w chwili wolnego czasu, coś, co może pomóc ludziom poznawać się na pierwszym roku nauki w dowolnej szkole. Bo tak to właśnie może wyglądać, skoro tak wiele osób to czyta. Kiedy wszyscy czytają tę samą mangę, to nie ma znaczenia, z jakiej szkoły się jest tak długo, jak ma się jakiś wspólny temat do rozmów. Łatwiej się wtedy nawiązuje znajomości. Co jest naprawdę niesamowite w One Piece to fakt, że czytają go również kobiety i w związku z tym dostałem nawet parę listów, że wewnątrz fandomu zdarzały się małżeństwa. Nie wiem, jak to wygląda na reszcie globu, ale jeśli jest jakiś powód dla którego rysuję mangę, albo gdyby trzeba było wymienić jakąś rolę w moim życiu to chyba właśnie by było łączenie ludzi.


[
"Pretty Cure", artykuł z Tanuki-Anime. Powodzenia, Oda :P]
bullet Napisane przez Jackie777 dnia 12 październik 2010 · Kategoria: Wywiady ·
· 1 komentarz · 1771 czytań · Drukuj

Bloo (dnia 12 październik 2010 08:29:02) #1
1013
"- Że co? Ma pan już zakończenie?
- Pewnie, że mam. Bez względu na to, jak zwariowanie się wszystko teraz potoczy, wszystko będzie dobrze tak długo jak dotrą tam gdzie chcę ich mieć."

No to ciekawe...

Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
GROMnh
24/05/2020 23:49:17
@ruri: Szkoda Sad Mam nadzieję, że szybciej powrócą, bo przez 2 miesiące czytać raz na 2 tygodnie to jest słabo...

ruri
24/05/2020 14:10:09
@GROMnh: Koronawirus spowodował to, że przy autorze jest mniej asystentów i wszystko idzie wolniej.

Laquer
24/05/2020 13:58:08
Wow, chyba muszę częściej się socjalizować, bo widzę, że daleko w tyle za cywilizacją zostałem.

Laquer
24/05/2020 13:57:47
Tia, nieważne. Bo wiesz, wszystko spoko, nie, ale i tak wy***ane, bo będę robić po swojemu, czy się to komu podoba czy nie xD Swoją drogą, groźby karalne jako merytoryczna krytyka...

Imi
24/05/2020 13:34:57
W sumie przez te Wasze komentarze zapomniałam o najważniejszym. Nikomu innemu to nie przeszkadza najwidoczniej więc nieważne.

Imi
24/05/2020 12:08:55
Najwidoczniej każda krytyka teraz, nawet merytoryczna, to dla niektórych tylko roszczeniowość i jakieś budowanie ego. Wielce sobie ego zbuduję na tym.

Imi
24/05/2020 12:07:57
Co do jakości, ja nie twierdzę że robicie byle co, tylko naprawdę akurat takich błędów łatwo jest uniknąć. Nie wytykam okazjonalnych wpadek edytorskich, bo wiem ile to jest pracy.

Imi
24/05/2020 12:07:06
Ruri, co ma ego do tego? Czytam sobie rozdział i klimat idzie się kopać przez takie kretyńskie wstawki.

GROMnh
24/05/2020 01:40:47
Mam pytanie - czemu przez cały czerwiec i lipiec będą wydawane rozdziały raz na 2 tygodnie?

Laquer
22/05/2020 16:01:16
A ja tam lubię te wstawki. Uważam, że są fajne. I będę je dodawał kiedy tylko edytor zezwoli.

Ena
22/05/2020 12:16:38
:sakazuki:

ruri
22/05/2020 12:05:23
slowa wpadka, bo chyba wyfrunelo z glowy. Kilka osob na pewno sie usmiechnelo na widok tej wstawki, wiekszosc olala, a pewne OKAZY szukaja mozliwosci wybicia swojego ego na pierdolach

ruri
22/05/2020 12:03:47
No tak, bo 90% czytelników, to profesjonaliści, którzy zawodowo zjamują się czytaniem mang i wcale nie mają w dupie większości błędów pomyłek itd. Zresztą... Przeczytaj sobie znaczenie

okiren
22/05/2020 11:51:46
Sugerowanie, że nie ma jakości przez to xD idę stąd, bo szkoda strzępić ryja

Imi
22/05/2020 07:56:13
Ale hej, przecież już nie chodzi o to, by była jakość, tylko dobrze że ktoś robi cokolwiek. To nie jest pomylony tekst w dymku wynikający z nakładu pracy, tylko nieporozumienie.

Imi
22/05/2020 07:55:30
Okiren, niby racja, ale tylko z perspektywy laika. Ponadtko korektor to ktoś, kogo zadaniem jest nie dopuścić to wpadek w rozdziałach. A on je tworzy...

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2020 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
8,679,513 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony