REJESTRACJA
980

979 rozdział

978PL!

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Rozdział 980
Autor: Kaioken dnia 26/05/20 23:11
Rozdział 979
Autor: Kaioken dnia 26/05/20 23:10
Spamiliada 12
Autor: Eikichi dnia 26/05/20 20:15
CC 10 - temat wstępny przed gaz..
Autor: fuszioms dnia 22/05/20 22:09
Story Cubes (komentarze)
Autor: Komimasa dnia 22/05/20 22:04
Pochwal się co ostatnio czytał..
Autor: Ena dnia 20/05/20 19:15
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
AnimeCon_baner
Od autora: Źle się dzieje na Grand Line...
Luffy, już jako Król Piratów, niespodziewanie zapada się pod ziemię. Jego załoga rozprasza się, ale nawet oni nie są w stanie go znaleźć.
Luffy wraca dopiero po kilkunastu latach. Co się z nim działo? Co się stało z jego załogą? I dlaczego do cholery najpierw zdecydował się odwiedzić Coby'ego?

Rozdział 1: Wizyta.


W stronę swojego pokoju szedł spokojnym, statecznym krokiem. Był środek nocy, ale trzeba było dbać o pozory, nawet dla nocnej warty. Przed naciśnięciem klamki jeszcze się do kogoś uśmiechnął i życzył spokojnej nocy. Kiedy jednak drzwi się za nim zamknęły i wreszcie został na chwilę sam - zeszło z niego całe powietrze. Gdzieś ulotniła się dumna sylwetka, sprężysty krok został zastąpiony powłóczeniem. Po raz nie wiadomo który poczuł, że uszyty na miarę garnitur jest zdecydowanie na niego za duży, a wiszące na nim odznaki są zdecydowanie za ciężkie. Jednakże dopiero gdy już zdjął marynarkę i mocował się z guzikami kamizelki, zdał sobie sprawę z czyjejś obecności w pokoju.
- Cześć, Coby - powiedział znajomy głos.
Już wcześniej coś czuł, ale był zbyt zmęczony, zbyt zagoniony, miał na głowie za dużo rzeczy na raz, żeby zwrócić na to uwagę. Teraz jednak szósty zmysł wreszcie przebił się przez to wszystko i z całej siły zatrąbił na alarm. Potężna, mroczna, nieprzyjemna aura wisiała w pokoju niczym mgła.
Coby odwrócił się powoli. Na jego wspaniale rzeźbionym biurku siedział mężczyzna.
Miał na głowie słomkowy kapelusz.
- Luffy...? - zdołał z siebie wydusić po chwili niezręcznej ciszy.
Król Piratów otaksował go wzrokiem.
- Admirał, co? - mruknął. - Nie no, fantastycznie. Dobrze wiedzieć, że tobie też się udało.
Na jego twarzy wciąż nie było śladu uśmiechu.
Coby patrzył na to z niedowierzaniem. Do głowy cisnęły mu się dziesiątki pytań, ale w tej chwili buzowało mu - "Kim jesteś i co zrobiłeś z Luffy'm?!" - a wokół niego - Gdzie twój słynny uśmiech? Skąd ta ponura aura?
Co się w ogóle z tobą działo przez ostatnie dwanaście lat?!
Gdzieś pomiędzy mózgiem a językiem pytania zamieniły się w:
- S-słyszałem o twojej stracie - wydukał. - Przykro mi.
Atmosfera zrobiła się jeszcze cięższa, mimo, że na twarzy Luffy'ego nie drgnął żaden mięsień. Coby używał już całej swojej siły woli, żeby utrzymać się na nogach i nie zwymiotować. Był zmęczony, dobra, ale do jasnej cholery, co miało znaczyć to monstrualne haki? Gdzie Luffy był przez te wszystkie lata?!
- Przynajmniej dopiął swego - odparł Luffy. - Jego imię sięgnęło niebios.
- Nie pomyślałbym, że Mihawkowi tak odbije po przegranej... To już musiała byś sta...
- Nie mów tak - przerwał mu i przez sekundę w jego głosie zabrzęczała stal. - Mihawkowi nic nie odbiło. Nie rozsiewaj dalej tych plotek.
- Nie... Ale chwila. Przecież rzucił się na Zoro i...
- Mówię ci, że nie - przerwał surowo.
- Ale sam widziałem!
- W takim razie nie patrzyłeś jak należy.
- Co? Ale w takim razie czyja to była sprawka?
- Do...
Łomot do drzwi zagłuszył słowa Luffy'ego, który momentalnie zdjął Zbroję Obecności. Coby'emu ulżyło nieco, ale i tak obejrzał się z irytacją.
- Co jest? - zawołał.
- Ale nie martw się - powiedział Luffy, nie zważając na nic. - Już się tym zająłem.
- Czym się zająłeś? - dopytał się skołowany Coby.
- Admirale! - zawołano zza drzwi. - Wszystko w porządku?
"Tak! Wypierdalać!" - zawył w myślach Coby.
- Tak! Możecie odejść! - okrzyknął zamiast tego. - Co ty tu właściwie robisz? - dodał, zwracając się do Luffy'ego.
- Przyszedłem pogadać.
- Przejdziesz wreszcie do rzeczy?
- Jak się trzyma Tashigi?
- Co? Ona...
- Jest z Marynarki, nie mogła go nawet opłakiwać. - To było dziwne zdanie, nawet jak na Luffy'ego.
- Służy tutaj, chyba nieźle się trzyma... - zaczął, nim zdał sobie sprawę z tego, co mówi. Potrząsnął głową i spojrzał surowo na Króla Piratów. - Luffy, do cholery! Ścigałem cię tyle czasu, zniknąłeś na kilkanaście lat i teraz po prostu pojawiasz się u mnie ŻEBY POGADAĆ?! Co się dzieje?!
Luffy milczał. Patrzył tylko na Coby'ego, aż ten w końcu zrozumiał, co jest nie tak. Król Piratów wyglądał co prawda, jakby czas go w ogóle nie obszedł - wciąż był wysokim, rozrośniętym, dwudziestoparoletnim mężczyzną o fryzurze misternie ułożonej przez przypadkowe podmuchy wiatru. Wciąż wyglądał, jak wtedy, kiedy Coby widział po raz ostatni.
Nie zmieniło się nic - poza spojrzeniem. Król Piratów wyglądał na śmiertelnie zmęczonego. Jego wzrok był pusty, bez wyrazu. Zwykle dumnie wyprostowana sylwetka teraz gięła się w przygarbieniu jakby przygniatał ją ogromny ciężar. Wyglądał zupełnie inaczej, niż gdy pływał ze swoją załogą...
Coś zaskoczyło w umyśle admirała. Zoro nie żyje, Nami z Sanjim otworzyli własną restaurację i dorobili się dzieci, Robin z Franky'm zapadli się pod ziemię, Chopper wrócił na swoją wyspę, Brook zniknął, Usopp założył własną załogę... Już nie było załogi, Luffy zniknął i wszyscy poszli własną drogą.
A teraz wrócił, bogowie raczą wiedzieć skąd... i odkrył, że jest sam.
- Luffy... - Coby zawiesił na chwilę głos, po czym dokończył głucho: - Czy ty przyszedłeś się poddać?
Król Piratów wciąż nic nie mówił, ale całkowicie już zdjął haki Obecności i teraz wyglądał niemal żałośnie.
W Cobym coś pękło. Zacisnął pięści i spojrzał na Luffy'ego z furią.
- Wynoś się stąd - powiedział ledwie panując nad głosem.
Luffy zamrugał, zaskoczony.
- Co?
- Wypierdalaj, powiedziałem! - krzyknął. - Czy ty wiesz, jak mnie w tej chwili obrażasz?! Całe życie cię ścigałem, cały świat starał się ciebie złapać i teraz zdaje ci się, że jak przyjdziesz i dasz się ująć niczym Roger to wszystko załatwi?!
- Coby, chyba zapominasz, z kim masz do czynienia - powiedział Luffy ponownie nakładając Kolor Obecności. - To nie tak, że ktokolwiek kiedykolwiek dałby radę sam mnie złapać.
Haki znowu było przytłaczające, ale tym razem Coby sam był wściekły, więc nie zwracał na to specjalnej uwagi.
- W takim razie co tu robisz?! Wynoś mi się stąd, żebym mógł znów cię zacząć ścigać!
- Co proszę?
- Mdli mnie jak na ciebie patrzę. Ujęcie cię teraz, w tak żałosnym stanie uwłacza mnie i całej Marynarce. A może o to ci chodzi? Żeby do końca robić sobie z nas jaja? Wywalaj stąd, inaczej zaraz poślę cię do wszystkich diabłów z wielkim odciskiem mojego buta na twojej rzyci! Nie mam więcej pytań! - dodał, wyrzucając z siebie nagromadzoną przez lata frustrację. - To ja daję z siebie wszystko, żeby dostać się na sam szczyt, tak jak sobie obiecaliśmy, a ty, zamiast stoczyć ze mną i całą moją flotą walkę jakiej świat nie widział ZNIKASZ sobie na ponad dekadę i po powrocie myślisz, że cię przyjmę z otwartymi ramionami?! Ta walka mi się NALEŻY, rozumiesz?! Nie obchodzą mnie twoje humory, masz w tej chwili zniknąć z mojego pokoju!
Luffy patrzył na niego podczas tej przemowy z totalnym zaskoczeniem na twarzy. Zamarł tak na chwilę, po czym... parsknął.
Coby spojrzał na niego z irytacją, oczekując bezczelnej odpowiedzi, ale zamiast tego, zobaczył jak Król Piratów wybucha śmiechem.
I zbaraniał.
W pokoju znów zrobiło się jasno i rześko. Luffy śmiał się głośno i długo, i Coby przez chwilę poczuł się jak wtedy, kiedy był dzieckiem, jak nawrzeszczał na Alvidę. I nagle zdał sobie sprawę, że czuje ulgę taką samą jak wtedy. Luffy nagle znowu był Luffy'm. Świat znów miał sens, wrócił na właściwe tory i czekał, aż Luffy znów go z nich wytrąci robiąc coś dziwnego.
- Na dobrą sprawę naprawdę przyszedłem pogadać - powiedział w końcu, stając na biurku. - Dobrze wiedzieć, że się trzymasz. - Zerknął z rozbawieniem na Coby'ego, który nie potrafił powstrzymać uśmiechu. - I do tego mocno zestarzałeś. Po co ci ta broda?
- Nie przeginaj - ostrzegł go Coby. Naprawdę lubił swoją brodę. Dodawała mu powagi. I laski na nią leciały.
Luffy zachichotał w odpowiedzi, jakby przejrzał go na wylot.
- Będę się zbierał. Dzięki.
- Ale jesteś w środku bazy Marynarki, jak masz zamiar...
"Czy on mi właśnie podziękował?"
- Tą samą drogą, jaką tu wszedłem - powiedział Luffy z bezczelnym uśmiechem, po czym otworzył okno. - To pa! - rzucił jeszcze, wyskakując.
Coby stał oniemiały, zbyt zaskoczony całą sytuacją, która przed chwilą miała miejsce, żeby z miejsca zareagować. Na zewnątrz rozległo się łupnięcie.
- O, cześć, Helmeppo!
Admirał zachichotał, słysząc przyduszone wrzaski swojego przyjaciela. Wyjrzał przez okno, by zobaczyć, jak wszędzie rozpalają się światła, Helmeppo podnosi z ziemi jakieś papiery, a Luffy znika za którymś zakrętem. Nie ruszał w pościg. W tej chwili nie stanowiło to żadnego wyzwania.
- Wejdź, Helmeppo! - zawołał parę minut później jeszcze zanim jego przyjaciel zdołał zapukać.
- Na litość boską, Coby - westchnął Helmeppo, wchodząc. - Czy ty czasem śpisz?
- Czasem - przytaknął admirał z uśmiechem. - Co jest?
- Poza powstałym z martwych Królem Piratów, biegającym teraz po naszej bazie? - mruknął, krzywiąc się. - Naprawdę nie wiem, czemu cię to tak bawi.
- Nie przejmuj się tym. Tak, pytam o cokolwiek poza nim.
- W porównaniu do niego, to niewiele - westchnął, wręczając Coby'emu naręcze teczek i kartek. - Proszę. Może ty coś z tego zrozumiesz, bo my nie jesteśmy w stanie.
Admirał przyjrzał się dokumentom. Następnie zajrzał do kilku teczek. Wreszcie spojrzał na przyjaciela.
- Czy to jakiś żart?
- Obawiam się, że nie.
- Pozostałe też są puste?
- Wszystkie.
- Cokolwiek w innych bazach?
- Nie w tych, z którymi się skontaktowaliśmy. Ale nieustannie próbujemy.
Coby spojrzał na wręczone kartki. Znajdujące się na nich tabele miały jeden tytuł, i wszystkie były puste. Tak samo jak teczki. Wszystkie dotyczyły Shichibukai Don Quichote Flamingo.
- Ktoś próbował nawiązać z nim kontakt?
- Nie jesteśmy w stanie.
'Nie martw się. Już się tym zająłem.'
Coby spojrzał ponownie na teczki i tym razem zdjął go strach. Wszystko momentalnie ułożyło się w całość, ale... myślał, że nienawiść może mieć jakieś granice. Myślał, że zna zasięg możliwości Luffy'ego.
Chyba właśnie wypuścił bardzo niebezpiecznego człowieka.
- Nie uważasz, że to dziwne? Zupełnie jakby ktoś chciał go...
- Usunąć. Zewsząd - powiedział głucho Coby. - Z powierzchni ziemi, z akt, z ludzkiej pamięci. Żeby nigdzie nie pozostał po nim ślad.
- Naprawdę myślisz, że to jest możliwe?
- Najwyraźniej tak. Weź to wyrzuć - powiedział, oddając mu pliki.
- Jesteś pewien?
- I tak za parę pokoleń ludzie zapomną kim był Don Flamingo. Nie ma sensu trzymać teczek z jego nazwiskiem.
- A jeśli go znajdziemy?
Coby spojrzał na Helmeppa ze znużeniem.
- Gwarantuję ci, że nie.

- Brook! Ruszaj się, zmywamy się stąd!
Kryjący się do tej pory w krzakach szkielet natychmiast się zerwał na nogi i pobiegł za kapitanem. Przez dłuższą chwilę biegli w milczeniu.
- Myślałem, że już cię nie zobaczę - powiedział w końcu Brook. Zerknął na twarz kapitana i uśmiechnął się. - Co cię skłoniło do zmiany zdania?
- Coby - zachichotał Luffy. - Miał rację, truteń przeklęty. Ale żaden Marine nie będzie mi mówił, że jestem żałosny - dodał, uśmiechając się w charakterystyczny dla siebie sposób. - O, tam!
Brook wskoczył do łódki, po czym rozejrzał się.
- Luffy... Planujesz ucieczkę tą małą łódeczką przed statkami Marynarki?
- Taak! Uda się, zobaczysz! - powiedział Luffy ze śmiechem, opuszczając jedyny żagiel.
Brook patrzył przez chwilę jak jego kapitan, jeszcze tego ranka zniechęcony do wszystkiego, wściekły i rozżalony, uwija się teraz przy wantach, paplając, że łatwiej by się uciekało mając jeszcze Nami na pokładzie, ale i bez niej powinni dać radę, przynajmniej tak długo jak będą ich atakować różnorakie morskie stwory. No wiesz, jak zaczyna się umierać z głodu na morzu to na bank coś spróbuje zjeść ciebie, a wtedy mu przywalisz i już masz prowiant na kilka następnych tygodni. Żaden problem!
"Para userów na małej łódce, bez prowiantu, ścigana przez ogromne statki Marines..."
Strategia przetrwania rodem za starych, dobrych czasów.
- Yohoho - zaśmiał się Brook. - Na pewno się uda. Czuję to w kościach.
bullet Napisane przez Komimasa dnia 25 kwiecień 2011 · Kategoria: Załogi ·
· 5 komentarzy · 2853 czytań · Drukuj

Caellion (dnia 04 maj 2011 18:04:21) #5
20
ee tam... coś w tym jest takiego fajnego... poziom nie spada, ale problemem jest raczej to jak to dalej będzie pociągnięte, o ile będzie...

ale w sumie tak mi troche nie pasuje jedna rzecz... usunięcie Doflamingo całkowicie... nawet jak na uniwersum OP to jest nie realne (IMO)

Kyuubi (dnia 28 kwiecień 2011 15:49:16) #4
1833
Jako, że przeczytałam tę pracę jako pierwszą na początku średnio mnie się spodobała. Ale po przeczytaniu wszystkich, w ogólnym rozrachunku nieco zyskała.

Szczery (dnia 26 kwiecień 2011 19:26:42) #3
1837
Przyznam szczerze, że w ogólnym rozrachunku ta praca pozostawiła chyba na mnie najlepsze wrażenie.

Syrenka (dnia 26 kwiecień 2011 16:54:50) #2
540
Początek niczego sobie, ale im dalej, to poziom spada. Frown

grzesiek199608 (dnia 26 kwiecień 2011 09:44:41) #1
1663
Trochę przygnębiające, ale mi się podoba. Można by jeszcze opisać co było z Zoro itp.

Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
GROMnh
24/05/2020 23:49:17
@ruri: Szkoda Sad Mam nadzieję, że szybciej powrócą, bo przez 2 miesiące czytać raz na 2 tygodnie to jest słabo...

ruri
24/05/2020 14:10:09
@GROMnh: Koronawirus spowodował to, że przy autorze jest mniej asystentów i wszystko idzie wolniej.

Laquer
24/05/2020 13:58:08
Wow, chyba muszę częściej się socjalizować, bo widzę, że daleko w tyle za cywilizacją zostałem.

Laquer
24/05/2020 13:57:47
Tia, nieważne. Bo wiesz, wszystko spoko, nie, ale i tak wy***ane, bo będę robić po swojemu, czy się to komu podoba czy nie xD Swoją drogą, groźby karalne jako merytoryczna krytyka...

Imi
24/05/2020 13:34:57
W sumie przez te Wasze komentarze zapomniałam o najważniejszym. Nikomu innemu to nie przeszkadza najwidoczniej więc nieważne.

Imi
24/05/2020 12:08:55
Najwidoczniej każda krytyka teraz, nawet merytoryczna, to dla niektórych tylko roszczeniowość i jakieś budowanie ego. Wielce sobie ego zbuduję na tym.

Imi
24/05/2020 12:07:57
Co do jakości, ja nie twierdzę że robicie byle co, tylko naprawdę akurat takich błędów łatwo jest uniknąć. Nie wytykam okazjonalnych wpadek edytorskich, bo wiem ile to jest pracy.

Imi
24/05/2020 12:07:06
Ruri, co ma ego do tego? Czytam sobie rozdział i klimat idzie się kopać przez takie kretyńskie wstawki.

GROMnh
24/05/2020 01:40:47
Mam pytanie - czemu przez cały czerwiec i lipiec będą wydawane rozdziały raz na 2 tygodnie?

Laquer
22/05/2020 16:01:16
A ja tam lubię te wstawki. Uważam, że są fajne. I będę je dodawał kiedy tylko edytor zezwoli.

Ena
22/05/2020 12:16:38
:sakazuki:

ruri
22/05/2020 12:05:23
slowa wpadka, bo chyba wyfrunelo z glowy. Kilka osob na pewno sie usmiechnelo na widok tej wstawki, wiekszosc olala, a pewne OKAZY szukaja mozliwosci wybicia swojego ego na pierdolach

ruri
22/05/2020 12:03:47
No tak, bo 90% czytelników, to profesjonaliści, którzy zawodowo zjamują się czytaniem mang i wcale nie mają w dupie większości błędów pomyłek itd. Zresztą... Przeczytaj sobie znaczenie

okiren
22/05/2020 11:51:46
Sugerowanie, że nie ma jakości przez to xD idę stąd, bo szkoda strzępić ryja

Imi
22/05/2020 07:56:13
Ale hej, przecież już nie chodzi o to, by była jakość, tylko dobrze że ktoś robi cokolwiek. To nie jest pomylony tekst w dymku wynikający z nakładu pracy, tylko nieporozumienie.

Imi
22/05/2020 07:55:30
Okiren, niby racja, ale tylko z perspektywy laika. Ponadtko korektor to ktoś, kogo zadaniem jest nie dopuścić to wpadek w rozdziałach. A on je tworzy...

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2020 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
8,582,329 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony