REJESTRACJA
955 PL

954 PL

953 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Steam
Autor: Ponury dnia 18/10/19 22:11
Rozdział 959
Autor: Wielki160 dnia 18/10/19 18:08
Story Cubes 11: Szklana Pogoda -..
Autor: Szczery dnia 17/10/19 23:10
Breaking Bad
Autor: Devzan dnia 16/10/19 21:36
Spamiliada 12
Autor: Chisu dnia 16/10/19 21:25
Ostatnio widziane
Autor: Komimasa dnia 16/10/19 20:47
AnimeCon_baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
Od autora: Mam nadzieję, że nie zostanę zdyskwalifikowany za zbytnią hermetyczność tej cross-overowej tematyki ^^' Aczkolwiek w kolejnych rozdziałach (które pojawią się najpewniej niezależnie od mojego udziału w konkursie) będę się starał bardziej skupić na świecie OP :)



MORT IN MARI




"Molestum est mortem ante oculos habere... in mari"


Rozdział pierwszy.
Postacie:
- Dwa ludzkie szkielety, to jest Śmierć y Brook
- Magów z NU szacowne grono.
- Wyznawcy kultów niewłaściwych.
- Długorękich osobników zgraja.
- HEX, maszyna do myślenia zbudowana.



Czas akcji: Mocno burzliwa noc, wietrzny dzień na Grand Line i inne takie.


Powody, dla których szacowne grono magów z Niewidocznego Uniwersytetu (największej magicznej uczelni na Świecie Dysku) zdecydowało się wykonać rytuał AshkEnte...Nie są w zasadzie istotne. W tak przepełnionym magiczną energią świecie, przyczyna zawsze się znajdzie. Niektórzy spytają za to być może, czym jest tak zwany "rytuał AshkEnte". Jest to starodawny obrzęd, którego wykonanie powoduje przełamanie bariery pomiędzy światem życia a światem śmierci, siłą magii przywołując do wyznaczonego kręgu osobę, która istniejąc od samego początku wszelkiego życia, dzierży odpowiedzi na wszystkie możliwe pytania. Przywołując antropomorficzną personifikację najstarszego zjawiska towarzyszącego ludziom. Przywołując Śmierć. Mrocznego Kosiarza.
Właśnie w trakcie wykonywania takiego rytuału, w mocno burzliwą noc, zastajemy pierwszych bohaterów naszej opowieści. Postronny obserwator miałby zapewne spore problemy z daniem wiary słowom, że zebrani tu przedstawiciele magicznej profesji - brodaci, kłótliwi starcy o postawie sugerującej pół wieku intensywnego podjadania między posiłkami - stanowią intelektualną elitę ludzkiego gatunku. Z pewnością wymagałoby to od niego przewartościowania dotychczasowego systemu wartości i umieszczenia na jego szczycie - po podsłuchaniu rozmowy magów - wyboru sosów i dressingów do pieczeni, jaka ma być podana na dzisiejszej kolacji.
- Jest! Udało się! - Zawołał Dziekan, gdy w środku magicznego kręgu zaczęła się materializować wysoka, mocno wychudzona postać w czerni.
- Dajcie mi z nim pogadać! To w końcu moje zadanie! - Stojący na czele uniwersytetu Nadrektor Mustrum Ridcully przepchnął się na czoło grona magów, strząsając z brody oktarynowe iskry. Skupił wzrok, gdy sylwetka wezwanego gościa stawała się coraz realniejsza. Niby wszystko przebiegało jak zawsze*, lecz nie mógł pozbyć się wrażenia, że tym razem Śmierć wygląda jakoś inaczej. Coś w tym ośmiostopowym szkielecie było dzisiaj... Odmienne.
- Cylinder? - Rozległ się zdumiony głos Kierownika Studiów Nieokreślonych, kiedy przybysz odwrócił się w stronę pięciogłowego pożeracza posiłków, jakiego stanowiło zbite ciasno grono magów.
- Laska? - W głosie Dziekana zabrzmiało coś w rodzaju delikatnej przygany. Magowie byli prawie pewni, że Śmierć nie powinien używać tego rodzaju przedmiotów, aby dodawać sobie stylu. Jego praca opierała się w końcu na prostocie i niezmienności.
- Filiżanka jeszcze gorącej, cudownie aromatycznej herbaty! - Westchnął Wykładowca Run Współczesnych, o którym mówiono, że byłby zdolny oddać całą swą młodość i siłę, za łyk tego napoju. Sądząc po jego wyglądzie, udawało mu się to wielokrotnie.
- Włosy, do diaska! - Zawołał Ridcully, kierując swe pozbawione wszelkiej niepewności spojrzenie to na gościa, to znów na otaczających go podwładnych. - Czemu żaden z was nie zwrócił uwagi na tą czuprynę? Jestem pewien, że szkielety nie powinny nosić tak obfitych fryzur. To niehigieniczne, jak sądzę.
- Ekhm... - Tą własnie chwilę szkieletor z kręgu uznał za stosowną by się odezwać. Z tą samą chwilą grono władz Niewidocznego Uniwersytetu zdało sobie jasno sprawę, że przyzwana istota nie jest Śmiercią, którego przybycie mieli w planach. Brakowało bowiem jego wręcz okrytego sławą, wciskającego się do czaszki, niskiego i tubalnego Głosu. To, czym posługiwał się przybysz, można było nazwać co najwyżej Głosikiem. - Witam panienki, och i panią matkę, rzecz jasna! - szkielet ukłonił się lekko przed Nadrektorem, uchyliwszy swego kapelusza.- Serce mi się raduje z okazji tak miłej wizyty... A raczej radowałoby się, gdybym jakieś posiadał. Czemu jednak ją zawdzięczam?
- To ty zostałeś tutaj wezwany... Jakoś. - Odparł Dziekan, który nie wiadomo kiedy znalazł się nagle na samym tyle grupy.
- Co? Gdzie? Gdzie ja jestem? - Gość przez chwilę rozglądał się panicznie, by nagle skupić swe spojrzenie na chwiejącym się lekko Kwestorze - Jaka panienka jest urodziwa... Może pokazałaby mi panienka swoje majteczki?
- Dosyć tego... .. KWESTORZE NATYCHMIAST OPUŚĆ SZATĘ! Dosyć tego, panie nie wiadomo skąd, jak i po co! - Nadrektor machnął ostrzegawczo palcem przed twarzą gościa. A przynajmniej takie miał zamiary, gdyż ramię zdołało sięgnąć jedynie do piersi przybysza. - Nie obchodzi mnie, czy jesteś jakimś sprytnym demonem, młodszym bratem Śmierci czy po prostu wyszorowanym zombie! Nikt tu nikomu nie będzie pokazywał.. tej.. no.. bielizny! To byłoby co najmniej niehigieniczne! Zresztą, nie jesteśmy żadnymi panienkami!
- No, no, jak szorstko! - Wyszczerzył się szkielet, zaczynając kiwać się na boki nie mniej od Kwestora - Oczywiście, że nie, proszę wybaczyć mym niedowidzącym oczom... Których nie mam! Yohohoho! - Śmiech kościanego dżentelmena zabrzmiał jak poważne kłopoty z przeponą... Której, podążając za schematem, zapewne też nie miał. - Chciałem oczywiście rzec: drogie panie.
- Nie jesteśmy żadnymi kobietami! - Krzyknął Pierwszy Prymus, który dowodził swej męskości zza przewróconego stołu. Nadrektor rozejrzał się wokół by odkryć, że został na polu boju sam.
- Otóż to. - Potwierdził, łypiąc złowrogo na kryjących się za elementami wyposażenia członków grona profesorskiego.
- Och... - Kościotrup wyglądał na rozczarowanego, o ile wrażenie takie może sprawić upiornie wyszczerzona czaszka - Czemu więc nosicie sukienki?
- To szaty maga nie żadne... Sukienki - Ridcully zmierzył rozmówcę wzrokiem, która to czynność, mimo jego słusznego wzrostu, zmusiła go do zadarcia głowy - A kim... Lub czym Ty u licha jesteś?
- Ja? Och, wybaczcie, że się nie przedstawiłem. Jestem... Tylko Kości Brook.
- Tylko Kości... Lubimy sobie porzucać, hę? - Ridcully uśmiechnął się. Skoro przybysz miał związek z taką ludzką słabością jak hazard, to na pewno nie był to demon. A póki nie jest to jeden z tych knujących skurczybyków o rozdwojonych językach, to na pewno da się z nim dogadać...
- Panie Brook. - Nadrektor chrząknął znacząco i zza kryjówek powoli nieśmiało wysunęła się reszta magów. - Wygląda na to, że zaszła tutaj jakaś pomyłka, w wyniku której znalazł się pan tutaj zamiast pewnej... Osoby. Pytanie więc brzmi - gdzie ona jest?


Pierwszym, na co zwrócił uwagę Śmierć, był błękit. Miły, spokojny, nieograniczony błękit nieba. Obróciwszy zaś swobodnie głowę, zauważył nieco inny, głębszy rodzaj błękitu, który nieznacznie falował. No tak, morze... Ku swemu zdumieniu, Śmierć uznał ten pejzaż za mocno odprężający. Niepokoił go jedynie trochę dobór barw, który raził nieco w oczy swą jaskrawością. Mroczny Kosiarz bowiem należał do osób, które z czystego upodobania preferują raczej stonowane, ciemne kolory. Takie jak czerń. Do tego nie mógł pozbyć się wrażenia, że na krawędziach łamiących się fal dostrzega... Coś. Jakiegoś rodzaju ciemną poświatę, choć może bardziej pasowało tu określenie : obrys.
Kolejne spostrzeżenie, poczynione przez Śmierć, obejmowało położenie jego samego. Określenie tego sprawiło trochę kłopotów z powodu ogólnej, nieznanej mu dotąd bezwładności. Wyglądało na to, że ulega ciągłemu przemieszczaniu się z dużą prędkością. Sytuacja ta, wraz z nagłością pojawienia się tu tak niespodziewanie, zaczęła być nieco krępująca. Spróbował porozumieć się z kimś, kto mógłby być odpowiedzialny za to zamieszanie.
UHM. HALO? na jego Głos odpowiedziała tylko cisza wypełniona kojącym szumem morza. Uznawszy fakt, że wiele więcej nie zdoła w takiej sytuacji uczynić, Śmierć postanowił rozluźnić się i czekać na dalszy rozwój wydarzeń.
Jakiś czas później, ta spokojna, cicha podróż najwyraźniej zaczęła dobiegać końca, gdyż jego lot wyraźnie obniżył swój tor. Z uprzejmym zaciekawieniem Śmierć odnotował w myśli, że najpewniej zaraz uderzy w wysepkę, która zdawała się być coraz bliżej. Podobnie jak coraz bliższy stawał się położony w centrum jakiejś wioski, duży drewniany budynek. Po prawdzie, w pewnym momencie stał się on aż nadto bliski. Spowodowało to pełne zakłopotania przebicie się Śmierci przez dach i wylądowanie we wnętrzu budynku.
Nigdy nie będąc dotąd w żaden sposób zmuszonym do tak nagłego i dokładnego zapoznawania się z gruntem, Mroczny Kosiarz uznał to za mało przyjemne poszerzanie swych horyzontów i nie rozumiał, po co ludzie tak często się przewracają. Czując, że odzyskał już kontrolę nad swymi ruchami wstał i rozejrzał się po pomieszczeniu.
Gdy już opadł wzbity jego upadkiem kurz, zdołał stwierdzić, że stoi na dnie jakiegoś szerokiego, płytkiego wgłębienia, któremu towarzyszyło kilka mniejszych. Całość sprawiała wrażenie jakby wielkiej, kociej łapki. Śmierć nie zwrócił jednak na to bliższej uwagi, gdyż bardziej interesujący wydali mu się zebrani tu, poubierani w ciemne szaty ludzie.
Pierwszym, co rzucało się w oczy w ich wyglądzie to pewnego rodzaju... nierzeczywistość. Choć sama idea wyglądu człowieka - to jest dwunożnej, mniej-więcej beżowej istoty ze śladowymi ilościami futra - została zachowana, to mimo to każdy z zebranych tutaj osobników wyglądał jakoś nieodpowiednio i odmiennie od osób napotykanych dotąd przez Śmierć. W zasadzie, jak po chwili zdał sobie sprawę, to tak wyglądaliby ludzie, gdyby ktoś postanowił stworzyć żywy portret, przy czym zdenerwowałby się nieudanymi próbami i uprościł maksymalnie ich budowę, wynaturzając przy tym niektóre cechy. Podobne wrażenie sprawiała cała ta niecodzienna rzeczywistość.
- Och! Szatanie, przybyłeś na nasze wezwanie! Chwała Ci! - rozległ się męski głos, po czym zawtórowały mu inne, po wielokroć powtarzające ten sam zwrot, niczym jakąś mantrę:
- Ave satan!
- Ave satan!
- Ave satan!
Postawa odzianego w czerń ośmiostopowego szkieletu, który z niewzruszonym spokojem stał pośrodku czegoś, co wyglądało na magiczny krąg, najwyraźniej wzbudziła podejrzenia właściciela męskiego głosu. Okazał się być nim mężczyzna o głowie przyozdobionej jakiegoś rodzaju baranim, rogatym łbem i o oczach skrytych za jakimiś przyciemnianymi szkłami.
- Czy to Ty, Szatanie? - Spytał głosem nieco mniej podniosłym, niżby to sugerował nastrój chwili.
NIE. zabrzmiała szczera, krótka odpowiedź. Śmierć nie miał wiele więcej do dodania w tej kwestii.
- Czy więc przybywasz może od samego Szatana, wysłany do nas przez Niego? Powiedz, proszę! To Szatan Cię przysłał? - rogaty nie odpuszczał. Śmierć rozejrzał się ciekawie, wszędzie dostrzegając wpatrzone w niego z niewypowiedzianą nadzieją twarze satanistów.
MAM GO NA SWEJ LIŚCIE ODBIORCÓW kolejne szczere, starannie dobrane słowa. Wystarczyły, aby pełne napięcia oczekiwanie zamieniło się w pełną ulgi radość.
- A więc prosimy Cię, Panie! Wesprzyj naszą sprawę swymi mocami, a oddamy Ci wszystko, czego tylko zapragniesz! - zdanie poparte kolejną falą ukłonów. To było dla Śmierci z pewnością nowe doświadczenie. Owszem, byli tacy ludzie, w większości zmęczeni życiem starcy, którzy chcieli go spotkać. Jednakże, poza stawieniem się na spotkanie z nimi, nie oczekiwano od niego nic więcej. Na pewno nie zdarzało się, by proszono go o pomoc. A już na pewno nikt nie zamierzał go za jego usługi wynagradzać.
No tak, moce. Krąg nie przypominał standartowej procedury rytuału AshkEnte, w dodatku sposób w jaki Śmierć tu trafił dalece odbiegał od zwyczajowo bezbolesnego przywoływania. Teoretycznie powinien więc być w stanie po prostu stąd zniknąć, przenieść się, zmienić swoje położenie i opuścić to mocno go krępujące towarzystwo. Pstryknął swymi kościstymi palcami.
Dźwięk jaki przy tym powstał, wręcz poniósł się echem po ścianach. To był jedyny efekt.
PRZEPRASZAM NA MOMENT. Śmierć wbił wzrok w otaczający go krąg symboli, po czym wykonawszy kilka szybkich kroków, przeszedł nad nim. Nie stało się nic, więc najpewniej nie było to przywołanie, lecz także i tutaj żadne pstryknięcie palcami nie zdało egzaminu. Powrócił do poprzedniego miejsca. TAK TYLKO SPRAWDZAŁEM. O CO WIĘC CHODZI Z TĄ WASZĄ SPRAWĄ? dodał po chwili, w nadziei, że może gdy wykona wszystko czego oczekują od niego Ci dziwaczni ludzie, będzie mógł wreszcie wyrwać się z tego świata.
- Panie! Mistrzu! Władco! - przywódca dziwacznej grupy sekciarzy wypowiedział te słowa z pewnym wahaniem, jakby starając się dobrać najlepiej dopasowane do sytuacji. W końcu stanęło na drugim z nich - Mistrzu! Błagamy Cię, abyś wsparł nas w walce z nękającym naszą wioskę ludem Długorękich! Proszę, wymierz im w naszym imieniu srogą zemstę, pomścij nasze cierpienie...
NĘKANIE, TAK? Wchodząc mu w słowo Mroczny Kosiarz spojrzał na zebranych wokół mieszkańców wioski, z rogatym przywódcą na czele. Nie wiedzieć skąd przyszła mu do głowy przesiąknięta ludzkim myśleniem idea, że jeśli wyszliby na słońce i złapali trochę zdrowych kolorów, zamiast spotykać się na tajemnych zgromadzeniach w głupich przebraniach by bawić się w okultyzm... To może i nie byłoby powodów do nękania. A CO DOKŁADNIE TAKIEGO ROBIĄ?
- No.. nękają nas! - wypowiedział się ktoś inny, po czym uznawszy niedokładność własnej wypowiedzi, dodał szybko - Atakują naszą wioskę i za każdym razem kradną nasze zapasy żywności...
- Jedzenie to jedno... - lider grupy zacisnął pięści, wpatrując się ponuro w podłogę - Dopóki żyjemy to z trudem, ale może jednak zdołalibyśmy uzbierać tyle żywności, by móc przetrwać... Ale te bydlaki posuwają się już do tego, że porywają ludzi! Jak mam zażegnać głód wśród moich poddanych, kiedy znikają młodzi ludzie, którzy tą żywność mogą pozyskać? Przez ten głód wielu z nas już odeszło...
MASZ OCZYWIŚCIE NA MYŚLI, ŻE ZABRALI SWÓJ DOBYTEK I POSZLI SZUKAĆ LEPSZEGO MIEJSCA BY SIĘ OSIEDLIĆ?
-Co... Nie! - Przywódca sekty, będący najwyraźniej też czymś w rodzaju władcy tego miejsca, poderwał się na równe nogi - Ludzie giną z powodu braku jedzenia! Umierają, rozumiesz? I my to musimy...
NIE. Głos Śmierci, choć spokojny, poniósł się lodowatym echem. NIE UMIERAJĄ. NIE GINĄ. NAWET, JAK WY TO MAWIACIE, NIE KOPIĄ W KALENDARZ. PAMIĘTAŁBYM.
Odpowiedziały mu pełne urazy spojrzenia dosłownie wszystkich zebranych. Śmierć widywał przypadki, gdy ktoś nie dopuszczał jego nadejścia do świadomości, jednak reagowanie tak na jego brak uważał już za grubą przesadę. Z namysłem potarł palcami swój podbródek. Pewne podejrzenia zaświtały mu wewnątrz czaszki.
TO JEST TAK JAK WTEDY... NIE POWINIENEM MIEĆ TU WSTĘPU. Powiedział do siebie, po czym zwrócił się na powrót do tubylców JESTEŚCIE PEWNI, ŻE BYLIŚCIE KIEDYKOLWIEK ŚWIADKAMI CZYJEJŚ ŚMIERCI? KIEDYKOLWIEK?
Ludzie spojrzeli po sobie, z niepewnością wypisaną w oczach. Śmierć nie musiałby nawet czekać na odpowiedź, już samo to mówiło za siebie.
- Skoro o tym mówisz, Mistrzu, to chyba nie... Zazwyczaj no... Tak jakby sobie przypominamy, że ktoś umarł. Zazwyczaj ktoś o tym mówi... No i są ciała... No a przynajmniej groby... Znaczy... - Ktoś zdał sobie sprawę, że zaczyna mówić coraz dziwniejsze rzeczy, postanowił więc na tym poprzestać, na powrót włączając się do narastającej wrzawy zdumienia wokół. Śmierć kiwnął głową i dla pewności pstryknął palcami, powodując pojawienie się w jego dłoni małej, połyskującej blado klepsydry. Przynajmniej to działało.
Przywołany przedmiot był jednym z życiometrów. Zazwyczaj przesypujący się w nich piasek odpowiadał ilości spędzonego oraz pozostałego życia danej osoby. Tak jak jednak się tego spodziewał, w żadnej z przywołanych tutaj klepsydr Śmierć nie widział ani ziarenka piasku. Potwierdziło to tylko jego teorię. Więc to jeden z TYCH światów. Tutaj nie istniał. Zabawne uczucie.
CÓŻ powiedział, po odesłaniu ostatniego życiometru i ruszył w stronę drzwi WYGLĄDA NA TO, ŻE CHYBA NIE MAM INNEGO WYJŚCIA. IDĘ POROZMAWIAĆ Z TYMI... DŁUGORĘKIMI, TAK?
- Porozmawiać? - Gniew, czy też może po prostu ludzka desperacja wręcz przepełniały człowieka stojącego na czele swego ludu - Nie ma nas już wielu... I niewiele mamy. Ale obiecujemy dać Ci cokolwiek zechcesz. W zamian... Obiecaj, że spotka ich śmierć!
Mroczny Kosiarz odwrócił ku niemu głowę. Jedynym, co go powstrzymywało od szerokiego uśmiechu, był całkowity brak mięśni twarzy.
ALEŻ SPOTKA, OCZYWIŚCIE.


- Wygląda na to, że znowu zdobył herbatę. Niech mnie piorun trzaśnie, jeśli wiem skąd on ją bierze.
Komentarz Nadrektora, który wraz z resztą grona magów zgromadził się w budynku Magii Wysokich Energii, dotyczył ich gościa, Brooka. Wędrując powoli po pomieszczeniu i przyglądając się różnym mniej lub bardziej magicznym wichajstrom, ten niecodzienny szkielet sączył herbaciany napar z porcelanowej filiżanki. Źródło zarówno naczynia, jak i jego zawartości, pozostawało dla magów wciąż tajemnicą. Próbowali nawet, ku zdziwieniu Brooka, odebrać mu filiżankę, upewnić się czy nie ma przy sobie żadnych zapasów i zamknąć go w opuszczonej, pustej i z całą pewnością pozbawionej herbacianych zasobów sali wykładowej. Ilekroć pod rząd tego nie spróbowali, po ponownym otworzeniu drzwi, dziwny osobnik już znów popijał bogowie raczą wiedzieć jak zdobytą herbatę.
- Kierowniku Studiów Nieokreślonych? - Rzucił Ridcully, bacznie obserwując spacerujący szkielet.
- Thaumometr nie wykazuje żadnego użycia magii... - Kierownik Studiów Nieokreślonych popukał palcem w urządzenie służące do pomiaru ilości thaumów, magicznej jednostki. - Albo żadnej nie używa, albo jest to magia całkiem odmienna od naszej.
- Nie możemy być tego stuprocentowo pewni dopóki HEX nie skończy obliczeń, lecz przypuszczalnie jest to prawda. - Wtrącił Myślak Stibbons, najmłodszy i obarczony największymi obowiązkami pełnoprawny mag na tej uczelni. Zajmował on miejsce przy HEX-ie, stworzonej przez jego zespół, uniwersyteckiej maszynie do myślenia. Złożony mechanizm, zawierający takie dziwne elementy jak wypełnione mrówkami szklane rurki, stara trąbka Windler17;a Poonsa czy też zegar z kukułką, właśnie w teorii przetwarzał dane o całym tym zajściu, podane przez Myślaka za pomocą drewnianej klawiatury. Uparcie przy tym nakazywał oczekiwanie prezentując na wysięgniku przekręcającą się raz za razem, niewielką klepsydrę.
Nagle jednak klepsydra znikła, równocześnie więc umilkła kolejna dyskusja starszych magów. Do umiejscowionego w centralnej części HEX-a pergaminu przysunęło się gęsie pióro na kolejnym wysięgniku, zaczerpnęło atramentu z kałamarza i wypisało równym pismem:

+ + +
Zbyt Mało Danych.
Spróbuj: Zadaj Elementowi B Cielesne Obrażenie.
+ +
Błąd. Brak sera.
Zacznij Z Początku.
+ + +


- Co to ma oznaczać, panie Stibbons? - Dziekan wyglądał na wyraźnie zaniepokojonego, jakby obawiał się, że Element B może oznaczać jego osobę.
- Według tego, co wprowadziliśmy do jego pamięci... - Myślak Stibbons pośpiesznie przeszukał listę danych, zawartą w jego własnej pamięci - To elementem b jest nic innego jak... ten wasz przywołany szkielet. Pan Brook. Chyba HEX-owi dostarczyłoby to jakichś istotnych danych...
- Czyli mamy go po prostu trzasnąć? No, jest to jakieś rozwiązanie. - Nadrektor uśmiechnął się pogodnie, jak człowiek, któremu właśnie rozjaśniła się najbliższa ścieżka życiowa- To co, panowie, może któryś z was?
Odpowiedział mu całkowity brak entuzjazmu. Magowie nie są osobnikami skorymi do przemocy. Chyba, że wchodzi w grę awans bądź kłótnia przy posiłku, rzecz jasna.
- Wygląda na to, że wszystko muszę zrobić sam, przy tej bandzie cherlaków! - Ridcully rozejrzał się w poszukiwaniu jakiegoś narzędzia zbrodni. W ostatniej chwili Myślak panicznym wrzaskiem powstrzymał go przed wyrwaniem mosiężnej dźwigni, służącej do wyłączania całego systemu HEX-a. Ostatecznie Nadrektor musiał zadowolić się trójnożnym stołkiem, uprzejmie wyrwanym spod Myślakowego siedzenia.
- Panie Tylko Kości! Niech pan tu na chwilę pozwoli! - Zawołał do Brooka, niestarannie ukrywając za plecami element tutejszego wyposażenia.
- Tak? Słucham? Znaleźliście już sposób, jak odesłać mnie do Archipelagu Shabondia? - szkieletor podszedł, pokornie zdejmując swój cylinder.
- Że gdzie? W życiu nie słyszałem. - Odparł szczerze Nadrektor.
I, nim ktokolwiek zdążyłby zareagować, zdzielił go taboretem w głowę.


Śmierć nie musiał długo czekać na konfrontację z plemieniem Długorękich. Już po chwili od wyjścia z siedziby nieudolnych satanistów usłyszał pierwsze krzyki i zobaczył kilka odzianych w pomarańczowe piżamy sylwetek, pędzących przez wieś z dzikim rechotem. A więc znów atakują, akurat teraz, cóż za zbieg okoliczności. Nie zdziwiło go. Podejrzewał już, że to jeden z tych światów, w których konwencje narracyjne odgrywają nieraz znacznie ważniejszą rolę, niż jakakolwiek logika.
Sądząc po nastroju Długorękich, którzy dla czystej rozrywki niszczyli wszystko na swej drodze, oraz właśnie porwali jakąś młodą kobietę (z pewną przykrością podejrzewał, że z tych samych powodów), Śmierć nie osiągnąłby żadnego efektu uprzejmą rozmową i negocjacją. Cichym westchnięciem skwitował brak swego miecza, czy nawet jego podstawowego narzędzia pracy, kosy. Rozejrzał się wokół w poszukiwaniu czegokolwiek, co nadałoby się broń.
TO JEST... NIEWŁAŚCIWE mruknął sam do siebie chwilę później, zadając pierwsze ciosy za pomocą prostych, dwuzębnych wideł OWSZEM, KOSA RÓWNIEŻ JEST NARZĘDZIEM ROLNICZYM, JEDNAK TO...JEST NIEWŁAŚCIWE.
Sądząc po odgłosach, jakie zewsząd go dobiegały, najwyraźniej część kultystów przyłączyła się do walki. Tak jakby pomysł kontrataku był czymś nowym i wynalezionym przez Mrocznego Kosiarza. Jednak już po chwili walki z bardzo zdziwionymi z tego faktu, nienawykłymi do oporu napastnikami, myśli Śmierci zaczęły krążyć wokół innego tematu. Był prawie pewien, że przed chwilą zadał cios śmiertelny. Znał się na anatomii wystarczająco, by móc z całą pewnością stwierdzić, że została naruszona tętnica szyjna. Krew tryskająca ostrą strugą z okolic szyi z pewnością była jednym z objawów.
Mimo to, zraniony ciężko napastnik wcale nie zdradzał żadnych chęci by umierać. Trzymając się jedynie za szyję jedną ze swych rąk o dwóch łokciach, drugą wciąż próbował zadać Śmierci obrażenia za pomocą kija. Co prawda szło mu to niezgrabnie, lecz chyba tylko dlatego, że była to broń przystosowana do użytku oburęcznego.
POWINIENEŚ UMRZEĆ zakomunikował mu Śmierć, z łatwością zbijając jego ciosy OTRZYMAŁEŚ, O ILE MOGĘ TO STWIERDZIĆ, ZABÓJCZĄ RANĘ PROSTO W JEDNĄ Z KLUCZOWYCH DLA PODTRZYMANIA ŻYCIA ARTERII.
- To nic takiego! - Wysapał długoręki zbir - To powierzchowna rana!
ZAPEWNIAM CIĘ, ŻE NIE. BARDZO MOCNO KRWAWISZ. OD TEGO SIĘ GINIE.
- Bzdura! Zjem porządny obiad, wyśpię się i będę jak nowy! - Zawołał przeciwnik z wyraźnym przekonaniem w głosie. - A nawet, jeśli to poważne to... nie wiem, akurat będzie przechodził obok lekarz-cudotwórca albo okaże się, że mój lud jest naturalnie na to odporny... Takie rzeczy się dzieją cały czas... co nie? - Ataki ustały, a napastnik zyskał na swej mordzie taki sam wyraz twarzy, jaki Śmierć wcześniej ujrzał u tych, którzy go rprzywołalir1;. Odrobina popchniętego przez niego myślenia uwalniała w mieszkańcach tego świata podejrzenia, że przez całe życie uważali za normalne coś, co normalnym żadną miarą nie jest. Śmierć westchnął i powiedział jedynie:
WIESZ... Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ JEDNAK, UTRACIWSZY TAKĄ ILOŚĆ KRWI, POWINIENEŚ ZEMDLEĆ.
- O, a tutaj masz z całą pewnością ra... - długoręki nie zdołał już nawet dokończyć zdania, padając na ziemię jak długi. Wciąż jednak oddychał i najwyraźniej wbrew wszelkiej logice, jego życiu nie zagrażało żadne niebezpieczeństwo.
Śmierć nagle zdał sobie sprawę, jak bardzo ten świat musi być szczęśliwy bez jego obecności. Nigdy nie czuł się duszą towarzystwa, teraz jednak z całą pewnością poczuł się dotknięty.
CÓŻ ZA NIEWDZIĘCZNY, DZIKI ŚWIAT... mruknął, po czym ruszył wesprzeć mieszkańców wioski w dalszej walce.


- Niebywałe! Jak to możliwe? - Wykrzyknął chwilę później Pierwszy Prymus, na widok kilkunastocentymetrowego guza, który wyrósł z czaszki skulonego na ziemi Brooka.
- Jak on u licha to zrobił? Przecież to szkielet! - Huknął Nadrektor, najwyraźniej wcale nie zrażony faktem, że pojękująca cicho ofiara jego brutalnego eksperymentu zdaje się patrzeć na niego z wyrzutem. Nawet fakt, że robiła to nawet w zasadzie nie mając czym patrzeć poza pustymi oczodołami, nie zmieniał stanu rzeczy.
- Dla... dlaczego? Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi! - Żal w głosie kościotrupa zdawał się powoli przechodzić we wściekłość - Nie wiem, co tu się dzieje, kim wy wszyscy jesteście, ani nawet skąd tu się wziąłem. Chcę tylko wrócić do moich przyjaciół, którzy mnie potrzebują. Odeślijcie mnie z powrotem. Albo zrobicie to teraz albooo....! - Zerwał się na równe nogi, wyszarpując ze swej laski klingę ukrytej broni, lecz nagle spostrzegł, że już nikt na niego nawet nie patrzy.
- Cicho! - Dobiegł go głos Dziekana - Ta maszyna znowu coś pokazuje!
- Aaaniiimaaacjaaaa... - Ridcully przeczytał pojawiające się na pergaminie, atramentowe litery, wypisane po tym, gdy obecność osobliwego guza została odnotowana w pamięci HEX-a - Animacja? Co to u licha znowu jest? Panie Stibbons?
Myślak pośpiesznie wcisnął kilka, zdaniem reszty magów, losowo wybranych przycisków i dźwigienek na klawiaturze, po czym z pewnymi oporami skierował swoje słowa do tuby głosowej umiejscowionej z boku.
- Ehm... Chcielibyśmy wiedzieć, co to znaczy. Bardzo proszę.
Po krótkiej chwili wypełnionej znów pokazem klepsydry, pióro HEX-a ruszyło ponownie w ruch i zapisało pergamin jakimś długim wyjaśnieniem. Z oczywistych względów cała reszta magów straciła nim zainteresowanie i jedynie sam Myślak przeczytał je całe.
- Wygląda na to... Że pan Brook pochodzi z całkiem odmiennego świata, który nie istnieje a jedynie... Jest Animacjowany... Nie nie, Animowany, chyba taka będzie poprawna wymowa. To taki jakby ruchomy obrazek, nadrektorze, w którym są same rysunki. Pamięta pan, jak tłumaczyłem, na czym polega poklatkowe wyświetlanie migawek? Otóż wygląda na to, że gdyby zrobić bardzo wiele rysunków, można osiągnąć z nimi ten sam efekt.
- Chce pan powiedzieć, że świat tego dziwaka istnieje tylko w jakiejś nieistniejącej migawce? Człowieku, przecież to całkiem nielogiczne i nierealne! - Oburzył się Dziekan.
- Czyli spełnia wszelkie wymogi wyjaśnienia magicznego. - Ridcully kiwnął głową - To by wyjaśniało, czemu ten gość ma takie do mdłości jaskrawe kolory. Ale skąd on się u nas wziął?
- Ja nie wiem co się stało... - odezwał się cicho Brook, który razem z nimi wysłuchiwał wyjaśnień Stibbonsa - Uciekaliśmy przed tym Shichibukai Kumą... To on coś zrobił, ze swoimi rękoma. Kiedy dotknął Zora... On zniknął. Potem Kuma nagle znalazł się przy mnie i dalej pierwszym, co pamiętam, to stanie w jakimś kręgu i widok tych dżentelmenów tutaj...
- Jakiś rodzaj przeniesienia czy odbicia... - Wykładowca Run Współczesnych potarł z namysłem swą pożółkłą od tytoniu brodę, próbując zrobić wrażenie, jakby rozumiał, co tu się dzieje.
- Według HEX-a... - ciągnął Myślak - Nawet w światach tak odrębnych jak nasze, istnieje cień szansy na powstanie między nimi przeplotów. W zasadzie w jakiejś wersji wielokierunkowej historii musiało się to zdarzyć i wygląda na to, że w naszej. Przypuszczalnie jednocześnie w obydwu światach z różnych przyczyn na chwilę z rzeczywistości zniknęły i na powrót pojawiły się do złudzenia podobne obiekty, w tym przypadku są to nierealne, ośmiostopowe szkielety ludzkie. Wobec tego... - Myślak poprawił oprawkę okularów, starając się wynaleźć najprostsze i najkrótsze wyjaśnienie tego zjawiska. Musiał w końcu pamiętać, że rozmawia z magami, u których okres skupienia na jednej rzeczy bywa nieraz krótszy, niż przewidywany czas życia leprakauna wędrującego przez Mroki z garnuszkiem złota - Ktoś wyjął z łamigłówki dwa klocki i kwadrat został włożony w okrągły otwór, a kółko w kwadratowy.
- Ale potraficie to odwrócić, prawda? Nie chcę całego życia spędzić w tym mrocznym, ciemnym kwadracie... Choć i tak już nie żyję! - Zaniepokoił się Brook. Nie wiedzieć czemu, zaczynał działać Myślakowi na nerwy. Może dlatego, że po spędzeniu paru chwil z gronem starszych magów, Myślaka z równowagi mogła wyprowadzić nawet miseczka budyniu.
- Otóż na tą chwilę... nie. - Odparł ze znużeniem - I wątpię, byśmy byli kiedykolwiek w stanie to zrobić. Może pomogłoby znów równoczesne przeprowadzenie rytuałów przeniesienia bądź przywołania, lecz nie wiemy jak nakłonić do tego Śmierć, z którym nie mamy żadnego kontaktu. Pozostaje chyba więc tylko czekać. Rzeczywistość ma skłonność do samoistnej reperacji, choć nie wiemy ile to może potrwać.
- To co ja mam zrobić? - Zmartwiał Brook. - Nie mogę tu spędzić ani chwili dłużej...
- Ale spędzisz. - Nadrektor spróbował poklepać go pocieszająco po ramieniu. W efekcie jego dłoń sięgnęła jedynie łopatki, co nie przyniosło chyba zamierzonych efektów, bo szkielet spojrzał na niego zdziwiony - I powiem ci, co teraz będziesz robił. Rytuał AshkEnte na Ciebie reagował, bez wątpienia. Skoro więc prawowitego właściciela tej fuchy nie ma obecnie, jak to mówią, na obiekcie, za to jesteś tutaj ty...
- Mustrum, chyba nie myślisz o... - tym razem Dziekan nie był jedynie zaniepokojony. Jego pobladłą twarz można by wręcz przez pomyłkę wyprać i powiesić na sznurze z resztą prześcieradeł.
- Nadrektorze, nie wydaje mi się, aby to było rozsądne i prze... - zaczął Myślak, lecz Ridcully go nie słuchał, wciąż zwracając się do Brooka.
- Musisz, mój chłopcze, zostać Śmiercią.


Walka nie trwała długo. Fakt, że Śmierć sam pokonał jednego czy dwóch napastników, jednak jego największą zasługą był sam udział w walce. Najwyraźniej mieszkańcy tego kraju (Jak się okazało, noszącego nazwę Głodomorze. Naprawdę nie dziwota, że mieli problemy z żywnością) sądzili, że nie mogą przegrać mając po swojej stronie posłańca diabła, czy za kogo oni go tam uważali. Dlatego chętnie przyłączyli się do walki i to ich dziełem było pojmanie wszystkich Długorękich. Szybko zaczęły się typowo ludzkie rozważania, co zrobić z jeńcami.
- Powiesić!
- Zrobić z nich gulasz!
- Albo bitki!
- Ja bym zjadł naleśnika... - ktoś chyba nie do końca pojął omawianą tematykę.
- Sprawdzić, na ile części połamią im się te długie łapska!
- Cisza! - Wykrzyknął przywódca kraju, Pekkori, który bez całego tego okultystycznego stroju wyglądał na całkiem sensownego faceta - Wszyscy dobrze wiemy, komu zawdzięczamy nasze zwycięstwo nad najeźdźcą! I to jemu powinniśmy oddać naszych jeńców, niech zadecyduje o losie swoich wrogów...
HM? ACH, TAK. Śmierć otrząsnął się z lekkiego zamyślenia. Wciąż nie mógł skorzystać ze swej mocy, nie wiedział więc cóż ma poczynić by powrócić do swego domu. Ostatnich kilka chwil patrzył w lekko falujące morze, które na swój sposób go kusiło, w nieznany mu dotąd sposób. Spojrzał na wskazywanych mu, związanych Długorękich. Rozpoznał wśród nich nawet tego z przeciętą tętnicą. Wyglądało na to, że nieszczęśnik miał rację - wystarczył kawałek bandaża i zagrożenie życia zdawało się być już historią.
JESTEŚMY NA WYSPIE, PRAWDA? Śmierć zwrócił się do pojmanych dziwolągów. Odpowiedziało mu pośpieszne kiwanie głową. W TAKIM RAZIE MUSICIE MIEĆ STATEK. ZABIERAM GO WAM.
A CO DO TEGO, CO NALEŻAŁOBY Z NIMI UCZYNIĆ... zwrócił się do Głodomorzan POPRAWCIE MNIE, JEŚLI SIĘ MYLĘ, LECZ NAJROZSĄDNIEJSZYM BYŁOBY CHYBA KAZAĆ WSKAZAĆ WAM DROGĘ DO ICH OBOZU ZE ZRABOWANĄ ŻYWNOŚCIĄ I PORWANYMI LUDŹMI.
- Tak, nasz Mistrz ma niewątpliwie rację. Chodźmy więc wszyscy i... - do Pekkoriego nagle dotarła decyzja szkieletowatego przybysza, odwrócił się więc ku niemu z prędkością pikującego jastrzębia - Zaraz zaraz, na co Ci statek? Chcesz zostać... piratem?
A PIRAT TO...? upewnił się Śmierć. Widywał paru piratów na Świecie Dysku, ale nie robili oni raczej na nim zbyt pozytywnego wrażenia. Zazwyczaj umierali z przepicia, na szkorbut bądź z powodu wyjątkowo groźnego nagromadzenia chorób wenerycznych. Kto wie, może jednak tutaj pirat oznacza kogoś innego?
- Pirat to... - Pekkori wyglądał, jakby miał nagle objaśnić, jaki dźwięk wydaje kolor niebieski - No... Nie widywaliśmy tu wiele piratów, ale to najwyraźniej taki... wojownik mórz, ktoś walczący za swoich przyjaciół, naprawdę silny i... naprawdę wolny.
HMMM to do Śmierci trafiało. I tak póki co nie miał nic do roboty (co samo w sobie było dość niespotykane), a nigdy jeszcze nie brał udziału w tego rodzaju wesołym rejsie. Świat jakoś powinien dać sobie radę podczas jego drobnej nieobecności. DOBRZE WIĘC, CHCĘ ZOSTAĆ PIRATEM. PRZYPUSZCZALNIE BĘDĘ POTRZEBOWAŁ ZAŁOGI, WIĘC PRZYJMĘ PARU CHĘTNYCH Z WASZEJ WIOSKI. MYŚLĘ, ŻE WTEDY BĘDZIEMY KWITA.
Ku jego zaskoczeniu, przywódca ludu i ludzie za nim zgromadzeni, uklękli przed nim w ukłonie wdzięczności. Fakt, że ludziom czasem zdarzało się padać przed nim na kolana, lecz dotąd były to jedynie gesty błagalne, nigdy zaś dziękczynne.
- Tak wiele Ci zawdzięczamy! - Wykrzyknął Pekkori chyląc czoło do samej ziemi - A nawet nie poznaliśmy twego imienia!
OCH. IMIĘ. NO TAK... znowu to samo, imiona. Czemu ludzie muszą tak być do nich przywiązani? Rozejrzał się pośpiesznie, lecz ta metoda nie zdawała tym razem egzaminu. Jedyne, co mu przyszło w ten sposób do głowy to Tom Niebo, James Fale lub Andy Długoręki. Już miał się zdecydować na Jaker17;a Widły, gdy spod powierzchni jego pamięci wypłynęło jedno imię. Imię jego byłego terminatora. Cóż, niewątpliwie do niego pasowało, a w pełnej formie brzmiało chyba wystarczająco... piracko. MORTIMER. MOŻECIE MÓWIĆ MI MORT.
Kiedy chwilę później Śmierć, czy też może po prostu Mort, szedł wraz z resztą Głodomorzan w stronę obozowiska Długorękich, gdzie spodziewał się zastać ich statek, zdał sobie sprawę z istotnego faktu. Nie pamięta, co się stanie. W normalnych okolicznościach miał niezwykłą pamięć, pozwalającą mu na pamiętanie tego, co było, co jest i co dopiero się nadarzy. Tutaj zaś otworem przed nim stała jedynie przeszłość. Spróbował więc skupić się na przyszłości by rozwiać tą osobliwą, obcą mu mgłę niepamięci. Udało mu się to zrobić, lecz w ten sposób, w jaki osiągają to wróżki, chwilowo jedynie odsłaniając wyroki przyszłych zdarzeń.
Było do kolejne dziwne doświadczenie. O ile bowiem fragmenty najbliższej przyszłości jawiły się pełne ruchu i w typowym dla tego świata, jasnym kolorze... O tyle te dalsze sprawiały wrażenie statycznych obrazów, pozbawionych wszelkich barw poza czernią i bielą. Śmierć zagłębiał się w nie coraz dalej i dalej aż w końcu zobaczył...
A WIĘC TO TAK. niebieskie, jaśniejące punkty w oczodołach Śmierci rozbłysły w gniewie, gdy na jaw wyszedł jego powód zaistnienia w tym świecie. WIĘC JEDNAK. BĘDĘ MIAŁ TUTAJ ZADANIE.
Wyglądało więc na to, że miał tylko kilka dni by dostać się do miejsca, w którym będzie musiał po prostu być. Do Marineford.


* Czyli chaotycznie i nieprzewidywalnie, jak to z magami bywa.

bullet Napisane przez Komimasa dnia 25 kwiecień 2011 · Kategoria: Załogi ·
· 4 komentarze · 1937 czytań · Drukuj

Caellion (dnia 04 maj 2011 21:01:15) #4
20
hm szczerze to nie znam świata dysku, ale nawet bez tego sie tu odnajduję. Fik fajny i jeśli tylko nie straci na stylu to będzie świetnie... ma wszystko co najlepszeGrin czyta się dość lekko. Śmierć to fajna postać i chyba zabiorę się za książki Pratcheta.

dziwi mnie tylko, że nie ma śmierci w OP skoro ACE umarł i paru innych też w sumie

Artelian (dnia 28 kwiecień 2011 13:16:59) #3
1008
Z początku podchodziłem sceptycznie do połączenia tych dwóch światów bo jakoś nie widziałem w tym sensu. Jednak pod koniec ujawnił się większy cel tej niezwykłej zamianyWink. Czyta się przyjemnie a i pośmiać się można. Autor dużo Pratcheta musi czytać bo świetnie naśladuje jego styl i poczucie humoru.

Eikiczi Onizuka (dnia 26 kwiecień 2011 23:55:29) #2
1874
Uwielbiam Pratcheta, a Śmierć to mój ulubiony bohater. Jestem na tej stronie ponieważ uwielbiam OP. Nic dodać nic ująć, świetna robota, chce więcejGrin

Syrenka (dnia 26 kwiecień 2011 17:47:53) #1
540
Połączenie dwóch moich ulubionych światów. One piece i Świata dysku. Muszę przyznać, że bardzo fajnie to zostało połączone w całość. Bardzo przyjemnie się czyta, aczkolwiek ciut długie jest. Jak dla mnie to jak do tej pory najlepszy konkursowy fik. Grin

Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,941,940 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony