REJESTRACJA
958 PL

957 PL

956 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Rozdział 961
Autor: Kaioken dnia 16/11/19 22:41
Story Cubes 11: Szklana Pogoda -..
Autor: Weather dnia 16/11/19 21:01
Nakamowy wyjazd do Budapesztu
Autor: Devzan dnia 16/11/19 17:32
Cenzura wyszukiwania w Google i ..
Autor: Trace dnia 15/11/19 11:05
Cykl Mastodoński - luźne gadanie
Autor: Szczery dnia 14/11/19 19:32
Spamiliada 12
Autor: SLAWO89 dnia 14/11/19 00:21
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
Rozdzial III


Minęło kilka godzin. Słońce chyliło się już ku zachodowi, dwóch członków było już na środku pokładu i czekało w spokoju (Bass spał pod głównym masztem) na viceadmirała. John usiadł na ziemi i zaczął szukać czegoś w swoim plecaku. Agent widać porządnie przygotował się do „wycieczki”, z boku dało się dostrzec, że w plecaku są zapakowane kanapki, soczek i rękawiczki. Do jego wizerunku doszedł jeszcze atrybut w postaci dziwnie wyglądającego miecza. Dlaczego dziwnie wyglądał? Pochwa była normalna, prosta, natomiast rękojeść miała jakiś dziwny kształt… Marynarze przez krótką chwile myśleli, że może to turecki jatagan, ale zmienili zdanie patrząc na to, że pochwa miała prosty kształt. Był więc to bardzo dziwny, nieznany do tej pory miecz, z rękojeścią jakby złamaną w połowie… Jeden marynarz napisał na karteczce do drugiego:
- Ci agenci to jednak bardzo dziwni ludzie, nie sądzisz?.- Po chwili kolega, który był bardzo niski i nienaturalnie zielonego koloru odpisał:
- Z tobą się zgodzę. Jednak głowy zawracać sobie tym… nie trzeba.
W końcu słońce zaszło. Marynarze po usłyszeniu wyraźnie głośnego chodu ustawili się w dwuszeregu, albo rozpierzchli po kątach statku. Wyszedł Shnekner, ale ciągle był ubrany w kombinezon przeciwsłoneczny. Podszedł do Leckter’a i kopniakiem w głowę obudził nieszczęśnika.
- POPIERDOLIŁO CIĘ!?- Bass wystrzelił jak z procy i już chciał uderzyć kapitana, kiedy sobie przypomniał, że to on mimo wszystko tutaj rządzi. Shnekner nie zareagował na krzyki tylko powiedział.
- Dobra. Spadamy stąd! Wskakuj na woła i lecimy.- John dźwignął swój plecak, tak choćby to było coś co waży z tonę, zarzucił na plecy i zmachany spytał Viktora.
- A tak właściwie…- Hełm z wyraźnie widocznym zdenerwowaniem odwrócił się w jego stronę.- To dlaczego nie ściągniesz tego całego „ubrania”?
- A tak właściwie to czemu się urodziłeś?!- Na twarzy Smitha pojawiła się mina, która sugerowała: Proszę nie bij!- Lecę w ubraniu ponieważ podróż zajmie nam 2 dni, słońce by mnie spaliło, jeśli nie wiesz.- Ale tak po prawdzie to wina lenistwa viceadmirała. W końcu kupa roboty z tym całym ściąganiem, zakładanie, znowu ściąganie i znowu zakładanie, a można raz ubrać i rozebrać w dobrym momencie.
- Sierżancie Woolbunny!
- Tak jest sir!
- Przyprowadzić naszego kapłana, przypomniało mi się, że musimy załatwić jeszcze sprawę z błogosławieństwem ciemności.- Bass popatrzył na siebie, na swoje ubranie. Uwielbiał death metal, wszystko związane ze śmiercią., ale okultystyczne obrzędy? Przecież to niesmaczne, no… nie licząc tych, które odprawiał przy „obiedzie”, ale tylko te, żadne inne. Johnowi najwyraźniej to zwisało, był wyraźnie zajęty utrzymywaniem plecaka na plecach. Z czym on wziął te kanapki? Woolbunny natychmiast poszedł po kolegę. Przyszedł za jakieś 3 sekundy… marynarze z „Third Punch” uznawani powszechnie są za najszybciej działających ludzi na morzu. W rękach trzymał marynarza, którego mieliśmy już przyjemność poznać, tego małego, zielonego. Wampir odwrócił hełm w kierunku towarzyszy podróży i podał im małe karteczki.
- Co to takiego?- Zapytali niemal równocześnie Bass i John.
- To wasze kwestie, które będziecie musieli powiedzieć na końcu rytuału.- Odrzekł Viktor, po czym zwrócił się do stojącego naprzeciw niego małego marynarza. Wyglądał na bardzo starego, zmarszczki zdobiły jego szerokie czoło, długie zielone uszy wyrastały niczym gałęzie z pnia, tyle że w tym wypadku z głowy. W jednym ręku trzymał walizkę, taką jaką mają akwizytorzy. Wampir klepnął kompanów w barki.
- Oto stoi przed wami jedyny człowiek który w marynarce odsłużył więcej lat niż ja… Yonda!- Zarówno Leckter jak i Smith zastanawiali się ile lat musiał mieć ten zielony dziadek, któremu bardziej było do wiewiórki niżeli do człowieka. Dla ciekawych dodam, że Shnekner służy w marynarce od 673 lat, viceadmirałem udało mu się zostać 620 lat temu. Yonda dołączył do marynarki w pustym wieku, niektórzy mówili, że przyleciał statkiem o dziwnych kształtach, który spadając z niebios uderzył w wyspę „Roow”. Wracając jednak do akcji… Yonda wyciągnął ze swojej walizki kredę, przełknął ślinę (chyba nie tylko ślinę… był taki pogłos, że ja pie…) i powiedział głosem tak starożytnym jak zburzone piramidy.:
- Za ręce chwyćcie się - Niechętnie, ale zrobili to. Zielony dziadek w tym czasie narysował na maszcie kredą prostą kreskę, potem jeszcze w kilku innych miejscach narysował takie krechy. - Cisze zachować musicie… Obrzęd wykonam!- Stali cicho, Yonda wyciągnął kilka słoików z walizki i zaczął wyciągać z nich kilka dziwnie wyglądających rzeczy.
- Szczęście niech wam sprzyja!- Po czym rzucił w kompanów tym co właśnie wyciągnął.
- Ślina małpy! Ogon wiewiórki maczany w occie! Kask zmarłego motocyklisty -Jak on się zmieścił w słoiku?-! Kał bawoła! 2-tygodniowe skarpety śmierdzącego Joe!!! Stać się ciemność!- Po wypowiedzeniu tej dziwnej inkantacji, Yonda zakończył to wszystko uderzając w gong. Shnekner cały w… schylił się i podziękował za usługę. Smith dostał z małpiej śliny i niemal się przewrócił. Bass był tak zdenerwowany, że uzyskał efekt sprzężenia zwrotnego i zamiast drzeć się i niszczyć stał spokojnie jak baranek. Jeszcze tylko musieli powiedzieć swoje kwestie w tym przedstawieniu i można wyruszać, a więc pora na zabranie głosu przez „pobłogosławionych”.
- Niech stanie się ciemność i moje ręce wypełnią się złą wolą!- Zaczął Smith. Z tym ciążącym plecakiem wyglądał jakby miał zatwardzenie i właśnie siedział na kiblu.
- Niech ta ślina małpy da nam moc!- Wykrzyczał z entuzjazmem Viktor.
- I żeby na świecie zapanował pokój…?- Zdziwiony tekstem z kartki, który jakoś nie pasował do reszty, zakończył Leckter. Po chwili każdy z nich dostał ręcznik, który był przewidziany na ten rytuał jako kończący atrybut nowo-pobłogosławionych. Wytarli się, otrząsnęli i byli gotowi do podróży.
- Dobra panienki! Pora na nas. Runny podczas mojej nieobecności ty przejmujesz obowiązki kapitana, pamiętasz co macie zrobić?- Z szeregu wysunął się „pierdołowato” wyglądający marines, wzrostu na oko 1,8m, chuderlawy, sprawiał wrażenie zagubionego we wszechświecie, na twarzy ze złamanym nosem i szybko przewracającymi oczami malował się obraz „Krzyk” Edwarda Munch’a.
- Niestety nie pamiętam… Nie powiedziałeś mi nic na ten temat Viktorze.- Shnekner podszedł do swojego oficera i chwycił go za kołnierz.
- No to mówię teraz. Zapamiętasz?!
- Tak!- Padła natychmiastowa odpowiedź.
- Jak tylko wyruszymy, wy macie płynąc za nami, ale tylko „Third Punch”, reszta statków ma się udać do Navarone, a stamtąd dostaną stosowne rozkazy. Zrozumiano Runny?- Wampir puścił kolegę.
- Wszystko jasne jak…- Jeszcze nie skończył a wszyscy marynarze struchleli ze strachu i zakryli twarze rękoma.
- A no tak zapomniałbym się… Nie wolno mi przecież używać mojej mocy… hehehe.- Odetchnęli, Runny bowiem zjadł kiedyś Przysłowio-Przysłowioowoc. Był więc człowiekiem przysłowiem. Każde przysłowie wypowiedziane przez niego urzeczywistniało się… choćby niewiadomo nawet jak głupie by było. Wyobraźcie sobie co by się stało jakby dokończył zdanie i „wszystko było by jasne jak słońce”, kilka osób pewnie straciło by wzrok.
- Nie zapominał się już…- Przestraszony powiedział Shnekner, zwrócił się do kompanów. – Ruszamy.- I wystrzelił w powietrze jak pocisk.
- To do widzenia.- Zdyszany pożegnał się John po czym zniknął dzięki soru i pojawił się 20m wyżej, a używając geppo w jakiś sposób mimo zmęczenia dogonił viceadmirała. Bass wsiadł na swojego woła.
- Do góry Boo.- Jego środek lokomocji nie był tak szybki jak pozostali członkowie załogi, właściwie to Boo poruszał się przy nich jak żółw przy zającu. W końcu Bass dogonił resztę, która na niego czekała. Znajdowali się na wysokości jakiś 200m n.p.m. Shnekner zwrócił się do Leckter’a.
- To jest takie wolne?
- To krowa, nie hart debilu!
- W ten sposób nigdy nie wyrobimy się na czas, myślałem, że ten wół potrafi nieźle przecinać eter, a to dziadostwo po prostu chodzi w powietrzu.- Leckter gdyby mógł uderzył by wiszącego w powietrzu jakieś 5m od niego wampira.
- Idioto! Przecież wiedziałeś, że mój Boo chodzi a nie lata, więc się nie czepiaj!
- No zajebiście, teraz podróż zajmie nam rok zanim ten twój wół dojdzie do Bido-bado-bodo…- Shnekner zrobił facepalm.
- Dość!!! Mam tego dość! Ruszcie się w końcu! Ja tu umieram, myślicie że utrzymywanie tego geppo w miejscu z takim plecakiem jest proste?! To ku*wa spróbujcie!- Smith calutki zdyszany przebierał nogami byle by tylko nie spadł no i wydawało się, że nie był zbytnio zadowolony z postawy towarzyszy.
- Dobra ruszajmy…- Odrzekł Shnekner.
Po jakiś 6 godzinach lotu prędkością 1 biegnącego woła, Smith był tak zmęczony, że nie dawał sobie już rady.
- Nie… już nie dam rady…
- Mówiłeś, że koleś jest niezły… Gadałem ci, że to pierdoła i jest nam niepotrzebny.- Powiedział leżący na plecach Boo Bass.
- Tobie łatwo, bo sobie odpoczywasz!
- Dość tego! Nie będziecie się kłócić przez takie głupoty.- Shnekner prowadził „pochód”. Nie wyglądał na zmęczonego.
- Viceadmirale, przepraszam, ale czy moglibyśmy zrobić jakąś przerwę?
- Jeśli znajdziesz jakąś wyspę…
Minęło kolejnych 5 godzin lotu, Smith wyglądał jak zburzone wieże WTC, a żadnej, nawet malusieńkiej wyspy nie było widać . W końcu Shnekner odezwał się znużony zastraszającym tempem w którym się poruszali.
- Teraz to ja mam dość.- Otworzył klapkę z hełmu, jednak twarzy nie było widać i wydał przeokropny, głośny ryk, tak głośny, że nawet Bass się uśmiechnął.
- Co ty odwalasz, chcesz mnie dobić twoim śpiewaniem?- Smith nie był w humorze. Klapka hełmu znowu została zamknięta, wampir podleciał do lecących lekko z tyłu kolegów.
- To tempo jest za wolne. Przypomniało mi się, że mam jednego takiego znajomego, który może nam pomóc w doleceniu na czas, a nawet szybciej.
- To nie dało się wcześniej go zawołać?!- Smith prawie zemdlał podczas tego ostatniego krzyku złości.
- Właśnie, oszczędzilibyśmy Boo wysiłku. Biedak jest już zmęczony.- Nikt nic nie dopowiedział.
- Nie wzywałem Grendgroga, ze względu na moją i naszą dumę, co z nas za faceci skoro posłużymy się środkiem transportu, kiedy mówiliśmy, że damy sobie rade sami?
- Gówno mnie obchodzi duma! Jestem agentem jakbyś nie zauważył.
- Pamiętaj do kogo mówisz, ludzkie ścierwo! Znaj swe miejsce, kiedy rozmawiasz z przełożonym!- Umilkli na chwilę, jednak chwila nie trwała długo i Bass zapytał:
- A tak w ogóle co to takiego ten Grendgrog?
- O właśnie leci.- Shnekner wskazał na wielki kształt przykrywający teraz swoimi olbrzymimi skrzydłami księżyc, który tej nocy był oczywiście w pełni. Olbrzymia czarna potwora zbliżała się do nich w zastraszającym tempie, z tej odległości nie można było zobaczyć jak dokładnie wygląda Grendgrog, ale dało się dojrzeć długi pysk i dwie wielkie błoniaste łapy zwisające z podbrzusza. W końcu podleciał.
- Witaj przyjacielu!- Shnekner wyleciał na przywitanie zwierzakowi, dwóch pozostałych patrzyło z niedowierzaniem na to zwierze które wydawało im się z daleka jakimś starożytnym smokiem, albo potworem a okazało się…
- Mewa?!- Bass był lekko zdziwiony, a raczej odrobinę rozczarowany.
- Nie taka znowu zwykła mewa, to gatunek "mewus pierdulus", największy typ mewy. 40m rozpiętości skrzydeł i długość ciała dochodząca do 20m.
- Na co czekacie? Wskakujcie!- Zawołał Shnekner siedzący na Grendgrogu.- Nie po to robię z siebie błazna i wchodzę na mewę, żebyście wy nie wleźli! Chyżo!- Wskoczyli. Boo w końcu mógł odpocząć, Smith zresztą też.
- Ja steruje pierwszy, potem wasza kolej!.- Poinformował wampir. Smith prawie natychmiast zasnął. Bass natomiast był ciekawy jeszcze jednej rzeczy.
- Powiedz Shnekner, ile zajmie nam podróż na tym ptaku?- Viktor nawet się nie odwróciwszy odpowiedział szeptem.
- Mam nadzieje, że nikt nas nie zauważy na Grendgrogu… Taki wstyd… A tak. Tak. To zajmie nam jakieś 20 godzin. Zaraz nauczę cię jak się nim steruje i ty sobie pokierujesz, mi się już odechciało.
Jakiś czas później…
- Obudź go!
- Nie ty to zrób! Nie widzisz, że leże?!
John przeciągnął się. Czułby się świetnie, (był wyspany, a jego siły się zregenerowały) gdyby tylko nikt nie darł się nad nim, było by idealnie.
- Dobra to razem!- Smith ciągle miał zamknięte oczy i był w lekkim letargu. Po tym usłyszał jakieś odliczanie, jego nie w pełni obudzony jeszcze umysł próbował zanalizować sytuacje w której znalazło się jego ciało, ale nie miał wystarczająco dużo czasu. Kiedy odliczanie się skończyło głowa Smitha poczuła silny wstrząs, oczy natychmiast się otworzyły… usta też.
- Co się dzieje? Czemu mnie budzicie?- Smith wstał, a raczej próbował, oczy zobaczyły siedzących nad nim wampira w kombinezonie nurka i 2,5m hardkorowego metala.
- No wreszcie! Przebierz batki, skarpety, zjemy coś i do ataku.- Powiedział Viktor, po czym zdrowo pociągnął z plastikowej butelki pełnej czerwonego płynu. Na butelce była plakieta z napisem: „Aristocratic blood 80%”.
- Ile spałem?
- 18 godzin. Stary szczerze przyznam, że tak głośnego chrapania jeszcze nie słyszałem. Hahahaha.- Zaśmiał się Bass. Smith zauważył, że dalej… a raczej znowu jest noc, cóż przespał cały boży dzień. Podszedł do swojego plecaka, poszperał i wyciągnął kanapki , coś do picia i koc, który rozłożył na „podłodze”. Usiedli i w ciszy zjedli posiłek. Światło księżyca tak mocno odbijało się od hełmu Shnekner’a, że biedny John musiał przesiąść się bliżej Leckter’a, co wywołało lekkie podejrzenie co do orientacji agenta. Kiedy skończyli zrobiło się zimno, a mroźny wiatr popieścił ich ciała. Jednak nie wydawało się żeby mróz im przeszkadzał. W końcu odezwał się Viktor.
- Ktoś ma jakiś sensowny pomysł na atak?- Bass pokręcił głową i powiedział.
- Ja to bym to zrobił na rambo- Spojrzenie kompanów dało mu odpowiedź co do jego pomysłu.- No dobra wiem, wiem. Miało być po cichu.
- Właściwie to mam kilka gadżetów specjalnie przygotowanych na tą misje… Więc możemy ich użyć.
- Jeśli tak to świetnie, ale gdzie je masz cwaniaku- Zapytał Johna, Viktor.
- Tam gdzie myślisz. Wszystko jest w moim plecaku.- Zrobili (No przynajmniej Bass zrobił) miny mówiące: „Taaa jasne…”.- Już tłumacze.
- Zamieniamy się w słuch.
- To nie jest taki zwykły plecak, to taki jakby… kompresor objętości. Doktor Vegapunk wynalazł go jakiś rok temu, niestety praca nad nowymi modelami pacyfistów przerwały prace nad opcją kompresji masy… No i dlatego mimo, że wszystko się tam zmieści nie zmienia przy tym swojej wagi… Stąd moje zmęczenie podczas podróży.
- A ja myślałem, ze jesteś totalną pierdołą co to nie potrafi nawet plecaka unieść.- Powiedział bez emocji Leckter.
- A on jest tylko zwykłym debilem, bez poczucia własnej kondycji.
- Dzięki koledzy. Jednak myślę, że zmienicie zdanie kiedy zobaczycie co tam mam…- Uśmiechnął się- Mamy ich wziąć z zaskoczenia, prawda?
- Dokładnie, dlatego proponowałbym ciche zabójstwo.- Smith pokiwał przecząco głową, Bass słuchał tej rozmowy jak ludzie słuchają kazania w kościele.
- Pomyśl viceadmirale…
- Staram się zawsze.- Shnekner należał do ludzi, którzy nie potrafią wysłuchać obcej opinii bez przerywania im.
- Dobrze, ale pomyśl. Jaka szanująca się załoga nie wystawia na noc warty.- Hełm kombinezonu do nurkowania wyglądał jakby osoba w środku zastanawiała się, po chwili padła odpowiedź.
- Cóż to racja, każda załoga wystawia wartę na noc. A z tym tutaj metalem, nie uda nam się podkraść wystarczająco cicho. Ok!- Wstał- Ciężko to przyznać, ale przyznaje ci racje.-Wyciągnął rękę do siedzącego Smitha i postawił go do pionu.- Pokaż co tam dla nas masz. Poszli do plecaka, Bass wstał i również podszedł.
- I tak wyjdzie na moje i zrobimy to na rambo.- Pomyślał sobie w duchu.- Już ja tego dopilnuje.
Minęły z dwie godziny, była dokładnie 2.00. Niebo spokojne, bezchmurna i bezwietrzna noc. Nasi towarzysze znaleźli się jakieś 5 minut drogi od Bido-bado-bodo.
- Widzę ich statek sir- Powiedział patrzący przez lornetkę Smith.- Jedno światło ciągle jest zapalone, tak jak oczekiwaliśmy, ktoś czuwa.
- Dobrze. Wszystko zgodnie z planem.- Stali na bakburcie swojego „podniebnego statku”. Każdy miał założony po czarnym, dziwnie szerokim plecaku z którego zwisała linka, odbezpieczająca pewnie jakiś mechanizm. Bass w ręku trzymał armatę z napisem: „Happy Birthday :D ”. Smith i Shnekner trzymali po karabinie maszynowym podobnym do dzisiejszego M4A1 z celownikiem laserowym. Grendgrog za to trzymał w łapach plecak agenta. Smith zwrócił się do niego:
- Kochana mewo, kiedy znajdziesz się nad wyspą, masz zrzucić gdzieś w pobliże brzegu mój plecak, proszę. To ważne.- Odpowiedziało mu tylko zwykłe mewie „irkkk”, ale istotne było to, że wiadomość dotarła.
- Grendgrog obniż pułap lotu, spadamy stąd. Dzięki za przysługę i do zaś!- Cała trójka skoczyła w czarną przestrzeń, pociągnęli za linki odbezpieczające, po czym natychmiast mechanizm uruchomił się i z plecaka wyskoczyło po parze skrzydeł. Kiedy znaleźli się jakieś 500m od „Thousand Sunny” wampir powiedział ostatnie słowa, przed rozpoczęciem misji.
- Panowie życzmy sobie powodzenia. Niech ciemność ma nas w swojej opiece. Pora na rozpoczęcie misji: Heavy metal!.- Zwrócił się do kanibala.- Zaczynaj Leckter!
- Zgodnie z twoja wolą.- Bass nacisnął guzik na armacie, kula wyleciała z niesamowitą prędkością. Było na niej napisane: „Fucking Surprise!”. Pocisk leciał prosto w pokład statku Słomianych, ale zamiast wybuchnąć czy przebić podłogę, tuż przed ziemią zatrzymał się i wypuścił z siebie olbrzymie ilości dymu, dodatkowo z wnętrza pocisku wydobył się przeokropny metaliczny krzyk, nagrany najprawdopodobniej przez Leckter’a, który brzmiał: Happy Birthday!!!. Rozpoczęła się akcja, która miała do końca życia zmienić nastawienie Słomianych do marynarki, albo jak kto woli do życia…
bullet Napisane przez Komimasa dnia 18 maj 2011 · Kategoria: FANFIKI NOWE ·
· 2 komentarze · 1712 czytań · Drukuj

Szczery (dnia 20 maj 2011 00:49:07) #2
1837
Człowiek przysłowie, w końcu Grin Mam nadzieję, że będą z nim jeszcze jakieś akcje. Kapitalne masz pomysły muszę przyznać, jest ciekawie i zabawnie. Ciągle mnie razi jednak jawne odwoływanie się do współczesnego świata (jak z tymi karabinami albo 'tureckim jataganem'Wink oraz numeryczne zapisywanie wszelkich liczb (w opowiadaniach piszemy słownie).

Jackie777 (dnia 19 maj 2011 03:04:07) #1
816
Osobliwa narracja, ale ciekawe pomysły i całkiem ładny styl Grin Super Grin

Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
8,010,021 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony