REJESTRACJA
955 PL

954 PL

953 PL

  901 PL!

  900 PL!

  899 PL!

Steam
Autor: Ponury dnia 18/10/19 22:11
Rozdział 959
Autor: Wielki160 dnia 18/10/19 18:08
Story Cubes 11: Szklana Pogoda -..
Autor: Szczery dnia 17/10/19 23:10
Breaking Bad
Autor: Devzan dnia 16/10/19 21:36
Spamiliada 12
Autor: Chisu dnia 16/10/19 21:25
Ostatnio widziane
Autor: Komimasa dnia 16/10/19 20:47
AnimeCon_baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
- Sunny Go! Franky! Robin!
Luffy poleciał w stronę portu, widząc przybijający do wyspy statek. Pociągnął za sobą całą dzieciarnię, która próbowała go przegonić. W ramach zabawy, Luffy czasem nawet dawał się na chwilę wyprzedzić. Wreszcie jednak wydłużył krok, zostawiając pozostałych daleko w tyle. Zderzył się z Frankym, niemal go przewracając. Głośnym powitaniom i śmiechu nie było końca.
Sanji i Nami stali przy bramie swojej posesji i patrzyli na to z pobłażaniem. Mieli Luffy'ego na głowie już od dwóch tygodni i widzieli, jak energia go praktycznie roznosi na lądzie. Chcieli go jeszcze przez chwilę gościć, ale po kilku dniach stał się praktycznie nie do zniesienia, więc w końcu Nami wyjęła czarnego Denden Mushi i skontaktowała się z Robin. Podczas rozmowy (krótkiej, bo przerwanej dźwiękiem stłuczonego okna i spanikowanym "wiejemy!" Luffy'ego) bardzo wyraźnie poprosiła o pośpiech. Teraz pomachała stojącej na redzie Robin, która z rozbawieniem przyglądała się wygłupom.
- Więc jednak Rainbow Mist? - zapytał Sanji.
- Na to wygląda - wzruszyła ramionami. - Oczywiście sam zapomniał nazwy, do tego sam słyszałeś jego opisy. Czegoś tak chaotycznego to ja nie słyszałam odkąd bliźniaki skończyły trzy lata. Ale tylko to pasuje. Rainbow Mist. Nic dziwnego, że wygląda jak wtedy. Po prostu wciąż ma dwadzieścia cztery lata. Dla niego minęło tylko pół roku.
"I pomyśleć, że wydostał się z niej ponad miesiąc temu" - pomyślał Sanji. - "A nie kontaktował się tyle czasu tylko dlatego, że bał się reakcji Nami..."
Zaraz jednak przypomniał sobie jak bardzo Luffy oberwał, kiedy parę dni temu przyznał się do tego pełen skruchy. "Nie wiem, skąd ci przyszły do głowy tak niedorzeczne myśli" - prychnęła lepsza połówka Sanji'ego, odwracając się na pięcie od Króla Piratów, kiedy ten usiłował się niezdarnie podnieść z podłogi.
- Masz ostatnio strasznie dobry humor - zauważyła Nami.
- Wydaje ci się. Jest taki jak zawsze.
- Teraz też?
- Oczywiście.
- Mam rozumieć, że wcześniej też zdarzało ci się chichotać bez powodu?
- Co proszę?
- Uśmiechasz się. A przed chwilą się zaśmiałeś.
- Co zrobiłeś z Mini Merry?! - dobiegło ich od strony portu, zanim Sanji zdążył wymyślić odpowiedź.
- Zgubił ją, dobrze pamiętam? - zapytała Nami.
- Tak. W Rainbow Mist. Zapodziała mu się między... Auć, to go będzie chwilę boleć - skrzywił się Sanji.
Tym razem Nami zachichotała. Sanji zapatrzył się na nią i kiedy usłyszał jej kolejne zdanie, był przekonany, że coś mu się pomyliło.
- Wybacz, czy mogłabyś...?
- Bellmere chce z nim popłynąć - powtórzyła spokojnie.
Sanji spojrzał na nią, jakby właśnie powiedziała jakiś osobliwy żart i nie był pewien, czy powinien się zacząć śmiać już, czy dopiero za chwilę.
- Przecież miała przejąć po mnie Baratie! - powiedział wreszcie.
- Sanji, ona ma szesnaście lat! Naprawdę myślisz, że w jej wieku człowiek myśli o prowadzeniu restauracji?
- Ale...
- I tak zawsze bardziej pociągała ją kartografia. Dokończy to, co ja zaczęłam - dodała z pewną dumą.
- Nami... - Sanji spojrzał na nią niepewnie. Nami, która rezygnuje z malowania map i kompletowania atlasu świata musiała nie być sobą, albo cierpieć na śmiertelną chorobę. Druga myśl go przeraziła. - Czy... czy coś się...
- Nie umieram, jeśli o to chcesz zapytać. Ale o to właśnie chodzi - powiedziała, patrząc mu w oczy. - To, co zaczęłam nie mogło być pracą tylko jednej osoby. Zrobiłam dużo, ale nikomu by życia nie starczyło na narysowanie całości. Normalnie wolałabym zabrać to wszystko ze sobą do grobu, ale własnej córce chyba mogę odstąpić?
- Ale... - zająknął się po raz kolejny.
- I tak już jej powiedziałam, że może płynąć. Gdybyś jej teraz tego zabronił - złamałbyś jej serce.
To był cios poniżej pasa. Sanji dla swoich córek był gotów zmienić bieg wodospadu, gdyby sobie tego zażyczyły, ale przyholować całą wyspę w pobliże, gdyby zamarudziły, że im się widoki nudzą. Generalnie rozpuściłby je jak dziadowskie bicze, gdyby Nami nie było w pobliżu. Wizja tego, żeby miał doprowadzić jedną z nich do płaczu była zbyt dużym szokiem.
- Kiedy on chce płynąć na Grand Line - miauknął Sanji, łapiąc się ostatniej deski ratunku. - Sama dobrze wiesz, jak tam jest...
- Niebezpiecznie, wiem - dokończyła za niego Nami. - Dlatego chcę, żebyś popłynął z nią.
Kucharz zamrugał, zaskoczony, po czym wbił wzrok w trawę.
- Daj spokój, jak mógłbym cię zostawić? Samą, na pastwę losu, przypadkowych piratów, którzy mogą zaatakować wioskę, z całym sadem pod opieką? - powiedział z mocą, chcąc zagłuszyć własne myśli. - Nigdy!
- Daj spokój - powiedziała, przedrzeźniając go. - Myślisz, że nie zauważyłam, jak się napaliłeś na myśl o powrocie na morze? Jak ci się oczy świeciły, jaki radosny od tego czasu chodzisz? Jesteście siebie warci, ty i on! Ciebie po prostu nieco mniej roznosi. Ale założę się, że gdyby ci dać wybór, to byś bez namysłu się zaokrętował! Po co innego ciągle się zaszywasz na Baratie?
- To co innego - powiedział Sanji, choć sam wiedział, że to kłamstwo i widział, że Nami też to wie. - Mimo wszystko nie mógłbym zostawić ciebie tu na pewną zgubę. Jaki byłby ze mnie mąż?
Nami patrzyła na niego przez chwilę, po czym przeniosła wzrok z powrotem na port, tylko po to, by zobaczyć jak cała kompania zbiera się powoli i zaczyna iść w ich kierunku.
- Po pierwsze - umiem się obronić - powiedziała cicho. - Byłam z wami na Nowym Świecie do diabła. Nie rób ze mnie zwykłej trzpiotki. Po drugie - jesteśmy na East Blue, okoliczni piraci omijają tę wyspę jakby była pod kwarantanną zarazy, a wiesz dlaczego? Dlatego, że każdy statek płynący w naszym kierunku pod piracką banderą zostaje zatopiony przez szkwał.
- Taki szkwał z tego rodzaju, co się zdarza tylko przez chwilę tuż nad określonym statkiem? - mruknął Sanji.
- Właśnie taki.
- Uwielbiam cię, kiedy jesteś taka złośliwa.
- Wiem - powiedziała Nami z satysfakcją. - Po trzecie - kontynuowała - od tego roku bliźnięta zaczną mi pomagać, są dość duże do zbierania pomarańczy. Poradzimy tu sobie bez waszej dwójki. - Czując, że to zabrzmiało nieco zbyt ostro, położyła Sanji'emu rękę na ramieniu i ściągnęła ku sobie. - A co najważniejsze - wyszeptała mu do ucha. - Zostawisz mnie tu z naszą dwójką wspaniałych dzieci. Nie będę samotna. - Odsunęła się od niego odrobinę i spojrzała mu w oczy. - Sanji, proszę. Nasza córka po raz pierwszy wyrusza w świat. Potrzebuję kogoś zaufanego na tym statku, kto pilnowałby jej bezpieczeństwa.
- M-możesz na mnie liczyć, skarbie - powiedział Sanji, który wciąż po tylu latach nie mógł się oprzeć jej urokowi.
- Dziękuję - powiedziała, nagradzając go pocałunkiem.
- Bleee! - usłyszeli z tyłu.
Obejrzeli się i zobaczyli, że cała zgraja zdążyła już podejść do bramy. Siedzące na ramionach Franky'ego bliźnięta krzywiły się ostentacyjnie. Sam cyborg wyglądał, jakby miał ochotę krzyczeć "gorzko, gorzko", ale się w porę zreflektował. Robin tylko uśmiechała się lekko. Luffy, wioząc Bellmere na plecach, przebiegł obok, niczego nie zauważając. Wlecieli do sadu, z którego zaraz potem rozległy się zaskoczone krzyki i trzask, sugerujący, że Luffy właśnie wyhamował na jednej z niewielu ocalałych ozdób ogrodowych. Kiedy zaniepokojony Sanji zajrzał przez ogrodzenie, zobaczył, jak Bellmere zwija się na trawie ze śmiechu, powtarzając Królowi Piratów, że jest niezdarny i głupi. On zaś... tylko się z tego śmiał.

Luffy nie zabija.
Kiedy już się w pełni zrozumie tę prostą prawdę, to cała reszta przychodzi sama. Na przykład odpowiedź na pytanie - czemu aż tylu piratów bało się spotkania z Luffy'm? Wyzwanie takiego Czarnobrodego czy Mihawka kończyło się przeważnie śmiercią. Wyzwanie Króla Piratów, albo zagrożenie jednej z osób, które uznał za przyjaciół, kończyło się na tym, że Luffy bezlitośnie obdzierał go z celów, marzeń, a nawet godności, wgniatając je w ziemię razem z właścicielem. Po czym zostawiał go na pastwę losu, by sam mógł zdecydować, czy w ogóle warto dalej żyć. Bardzo niewielu się podniosło po czymś takim. Można wręcz powiedzieć, że w porównaniu do metody Króla Piratów, szybka śmierć oferowana przez Najlepszego z Szermierzy była aktem łaski.
- Znaleźliśmy go, sir.
Coby podniósł głowę znad papierów.
- Wspaniale. Zaprowadźcie go do jego pokoju, niech odpocznie po podróży.
Z początku admirał... sam nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Luffy zniknął z powierzchni wody na kilkanaście lat, po czym nagle wrócił, całkowicie odmieniony. A Doflamingo zniknął. I wszystko wskazywało na to, że Luffy, ze wszystkich ludzi na tym świecie właśnie on, go zabił. Coby początkowo zastanawiał się, co mogło spowodować taką zmianę w jego ulubionym piracie, przez jakie piekło musiał przejść, żeby się tak diametralnie zmienić. Teraz już wiedział, profesor Henzo wszystko mu wyjaśnił. Nie przeszedł przez nic, najwyżej kilka miesięcy samotności. Miał wciąż do czynienia ze starym Luffy'm.
- Luffy nie zabija. Odbiera wszystko, ale nie życie - powiedział, nie odrywając wzroku od papierów. - Nie uważa pani tego za przejaw wyjątkowego okrucieństwa, panno Tashigi?
Oficer wbijała wzrok w jakiś punkt za oknem.
- Tak jest, sir.
Coby mimochodem zastanawiał się, jak długo da radę stać w tak niewygodnej pozycji - wyprężona jak struna, w idealnej pozie na musztrę. Ona to dopiero musiała sporo przejść. Kobieta w wojsku, wiecznie słaba, utrzymująca się na stanowisku dzięki upartemu charakterowi i znakomitych umiejętności szermierczych... polująca na mężczyznę, który nigdy nie spojrzy na nią inaczej jak na reinkarnację swojej zmarłej przyjaciółki. Przykry los.
- No dobrze - westchnął, wstając. - Myślę, że nie ma co zwlekać. Pozwoli pani
ze mną.
"Idealny żołnierz" - myślał, słysząc miarowy stukot obcasów dwa kroki za sobą. - "Musi się domyślać, gdzie ją prowadzę, a mimo to idzie za mną bez wahania." - Poczuł lekki przypływ podziwu dla Luffy'ego. - "Jak mu udało się przeciągnąć ją na swoją stronę?"
Musiał wykorzystać chwilę, w której była zdruzgotana - nadeszła natychmiastowa odpowiedź. Jak wtedy, w Alabastii. W dniu obalenia Crocodile'a, dniu, który okazał się punktem zwrotnym w historii całej wyspy.
Te myśli nie poprawiły mu nastroju.
- Alfred - dobiegł ich wesoły głos. - Co pani powie na Alfreda?
- Obawiam się, że nie będzie panu pasować - odparł ktoś z rozbawieniem.
- Helmut! Gerwazy? Antoni! Też nie? No to zdaję się na panią! Niech pani nada... Och! Ja pana znam! - krzyknął, zwracając się w stronę Coby'ego. - Pan admirał, prawda? Może mi pan powiedzieć przynajmniej, jak mam na imię?
Jego strażnik uciekła na korytarz, zostawiając ich samych.
To było... dziwne. Patrzeć na niego, jak siedzi w sterylnym pomieszczeniu, ubrany w więzienne łaszki. Potulny, ciekawie rozglądający się wokół. Z jego tonu, gestów i postawy zniknęła bezczelność i wyniosłość. Zachowywał się jak nastolatek, który zmuszony był do przebywania w tym kilkudziesięcioletnim ciele. Ale mu to nie przeszkadzało.
- Dobrze się pan czuje? - zapytał Coby uprzejmie.
- Znakomicie! - odparł więzień. - Powiem szczerze, że każdego dnia coraz lepiej.
"Zaszkodziło mu" - pomyślał admirał, mierząc go wzrokiem. - "Już wcześniej nie był zbyt stabilny psychicznie, a teraz jest z nim jeszcze gorzej. Coś ty narobił, Luffy?"
- Ta młoda dama nalegała na spotkanie z tobą - powiedział, wycofując się i popychając Tashigi lekko do przodu. - Twierdzi, że cię zna.
- Naprawdę? - więzień spojrzał na nią z nadzieją w oczach. - To dla mnie zaszczyt, że przyznaje się do mnie tak piękna kobieta! Proszę, niech mi pani powie! Kim ja jestem?
To było okrutne, Coby zdawał sobie z tego sprawę. Ale nie mniej okrutne od tego, co ty i Tashigi sami mu zrobiliście. Ale ciebie nie pociągnę do odpowiedzialności, prawda? Pozostaje mi tylko ona. "Jest z Marynarki, nie mogła go nawet opłakiwać." Próbowałeś ją chronić. Wytłumaczyć, co zrobiła i dlaczego. Och, Luffy... W całej swojej naiwności pewnie nie pomyślałeś nawet przez chwilę, że najlepiej byłoby dla niej w ogóle o niej nie wspominać, co? A teraz stoi przed nim. Ty do tego doprowadziłeś, Luffy. Przynajmniej tak mogę cię ukarać. Poprzez twoich popleczników. Nigdy tego nie lubiłeś, prawda? Cóż. Tym razem dopilnuję, żebyś się o tym dowiedział.
Owszem, ten człowiek był draniem. Prawdopodobnie największym psychopatą, jakiego nosiła Ziemia. Do tego stał całkowicie ponad prawem - sprawiedliwy proces nie wchodził w rachubę, bo jego moce były zbyt subtelne i nigdy nie dało się mu nic udowodnić. Miał za sobą całą rzeszę ludzi, która wierzyła w jego nieśmiertelność. Wygrywał raz za razem. I raz trafił na ciebie. Wściekłego ciebie. A ty odebrałeś mu wszystko. Historię, towarzyszy, statki... i pamięć.
Ale Donquixote Doflamingo, wciąż był człowiekiem, któremu status Shichibukai zapewniał mu wsparcie rządu bez względu na okoliczności. Więc Coby, wbrew temu, co powiedział wcześniej Helmeppo, rozesłał kilkunastu agentów w poszukiwaniu Doflamingo. Trwało to jakiś czas, a i tak wyniki nie były obiecujące - zamiast Shichibukaia, znaleźli wrak człowieka, który nie pamiętał nawet własnego imienia. Zamknęli go w bezpiecznym miejscu i zaczekali na przybycie admirała.
A teraz Coby oparł się o ścianę tego niewielkiego pomieszczenia i patrzył na Tashigi, czekając na jej reakcję. Jej stanowisko, ba, jej całe przyszłe życie zależało od tego, co teraz zrobi. Coby ją lubił. Więc czekał cierpliwie.
bullet Napisane przez Komimasa dnia 24 maj 2011 · Kategoria: Załogi ·
· 2 komentarze · 1533 czytań · Drukuj

grzesiek199608 (dnia 26 maj 2011 15:37:12) #2
1663
Super, jak ostatnio. Mnie też ciekawią losy Zorra wie przychylam sie do prośby poprzednika. Poza tym nadal niesamowita atmosfera oraz dobrze oddane uczucia. Świetna droga do pierwszej trójki.

nati1212 (dnia 25 maj 2011 19:12:33) #1
2028
Mnie się bardzo podoba jeżeli chodzi o całość.Smile Chciałabym poprosić autora ,aby chociaż wspomniał o tym co stało się z Zoro.Pfft Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział.

Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
wojtas1993
11/10/2019 20:03:50
Siema! Czy ktoś posiada napisy do OP od 135- do najnowszego odcinka? Jest część napisów w dziale napisy, ale niestety nie wszystkie.

Komimasa
10/10/2019 20:05:10
Już niedługo powinniśmy Was zaspamić rozdziałami OP, bo ja skończyłem właśnie tłumaczyć 956. Reszta w rękach kolegów Smile

Komimasa
27/09/2019 10:44:14
W każdym rozdziale jest strona poświęcona rekrutacji i tam znajdziesz email do niego Smile

Komimasa
27/09/2019 10:43:10
Jeżeli jesteś zainteresowana pomocą także z innymi mangami, możesz spokojnie pisać do WT cyz kontaktować się właśnie z Rurim.

Komimasa
27/09/2019 10:42:19
Dziękujemy bardzo, ale Ruri świetnie się wywiązuje ze swoich zadań, to raczej moja wina, że tych rozdziałów nie ma. Zabiorę się za nie od 1.

Cara
27/09/2019 10:13:09
Hejka, potrzebujecie może pomocy do edycji mang? Wink

przemok123
24/09/2019 19:22:03
Dzięki Smile

Komimasa
23/09/2019 17:40:51
Niestety nic tak na szybko lepszego nie poradzę.

Komimasa
23/09/2019 17:40:02
Bo to jest, tylko nie uzupełnione niestety.Ktoś się miał tym zajmować, ale jakoś nic z tego nie wyszło.

Komimasa
23/09/2019 17:38:46
Ale Download nie był dawno uzupełniany. Cóż najlepiej i najłatwiej wziąć ostatni odcinek 793 w tym wypadku i zobaczyć ścieżkę, po czym zmienić nazwę odcinka. Ja tak pobierałemxd

przemok123
23/09/2019 17:19:34
Hej, mam pytanko, jak wchodzę ANIME-> DOWNLOAD -> NEW WORLD to mam 793 ocinków, gdzie mogę pobrać resztę? bo na środku strony widzę 899, 900 i 901. Dzięki za info i pozdrawiam

Komimasa
18/09/2019 23:28:31
wezmę się za nie od października. Chciałem już nie robić takich pleców, ale one kosztują bardzo dużo czasu i pracy.

Komimasa
18/09/2019 23:26:26
Bo Ruri nie dał mi cynkaxd A tak poważnie, do końca września jestem mało dyspozycyjny stąd niestety to opóźnienie. No i też niestety chwilowo nie będę tłumaczył rozdziałów,

teos
18/09/2019 20:20:12
Bo spostrzegawczy cieszą się dzień wcześniej Pfft

Roku
18/09/2019 11:24:06
Wyszedł 953 a nie ma newsa, czemu ???

HUMBOL
03/09/2019 11:21:33
No i super. Cieszę się, że kolejny rok będzie można oglądać One Piece z tak świetnym tłumaczeniem. Podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do opłacenia serwera!

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
7,941,987 unikalne wizyty
Copyright © 2009 OnePieceNakama.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
Theme create by BaiChi_696 & Szklana
completely modified by LuckyLuke, CichyWiatr
graphics by eyekiss

Kontakt z Administracją Strony